24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Zdjęcie sprzed dwóch lat wciąż krążyło po internecie, przewijało się przez niektóre portale plotkarskie i fanowskie tablice, a chociaż zwykle podobne tematy umierały śmiercią naturalną i kończyły przykrywane nowymi nazwiskami, skandalami i newsami, to jedno z jakiegoś powodu złośliwie wskrzeszano ilekroć pojawiała się jakakolwiek wątpliwość. Nie chodziło rzecz jasna o to, czy fotografia na której Lian niósł Bambi przewieszoną mu przez ramię jak księżniczkę była prawdziwa; była, nigdy nie podważano jej autentyczności. Chodziło o przywołanie wypielęgnowanego, przyjemnego dla oka mitu fantastycznie dobranej pary i przypomnienie, że ta część świata, która z jakiegoś powodu interesowała się ich życiem również pamiętała i tęskniła za okresem #MeiBi.
Zdjęcie na pierwszy rzut oka wyglądało, jakby zrobiono je z przypadku. Marynarka leżała na nim nienagannie, jej letnia sukienka połyskiwała jak syrenia łuska, a buty - wysokie, pozłacane i morderczo cienkie szpilki należące do Bambi - Lian trzymał za paseczki w palcach. W komentarzach podchwycono ten konkretnie kadr, nazwano go troską o najmniejszy detal.
Zdjęcie wciąż widniało na jej profilu:

bambi_bby 91 tyg.
I'm a princess, a problem, and a prize 👑 💋
with @livingdeadpianist
📍 METEORA 6703 Melrose Ave Los Angeles, CA


Daniel leżał mu w rękach zupełnie inaczej.
Nie był tak smukły jak Han Seung-yeon - jak naprawdę miała na imię Bambi - ani tak lekki, ale tę różnicę Lian przyjął z jakimś wewnętrznym wyrazem ulgi rozluźniającym spięte mięśnie. Cóż, nikt na diecie jaką forsowano im latami nie miał prawa ważyć ani grama więcej, więc zdrowo układającego się (choć niezbyt wygodnie wierzgającego w powietrzu) w ramionach Daniela ścisnął dla pewności mocniej, by móc nacieszyć się z tej odmiany.
Przestaniesz się wiercić? Przecież cię trzymam, w czym problem?
Doskonale wiedział w czym i nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że po raz kolejny tak żywa reakcja ze strony Moore'a dawała mu większą satysfakcję niż byłby skory przyznać. Raz czy dwa poczuł muśnięcie jego skroni w okolicy swojej szczęki, loki łaskotały go pod brodą, ale gdy Daniel nareszcie złapał równowagę (albo po prostu pogodził się z losem) i zamiast z nim walczyć zaczął objaśniać rozgwiazdę jak pięcioletniemu dziecku, Lian również przestał mu dokuczać.
Jednym uchem słuchał o osobliwej budowie stworzenia - którą nawiasem mówiąc, widział dotąd trochę inaczej - ale głównie czerpał jak najwięcej z bliskości starając się przy tym zanadto nie zdradzać jak bardzo i od jak dawna jej potrzebował.

Oczywiście. To po prostu rozgwiazda przykleiła się trochę za wysoko 一 odparł płasko, tak, by jednocześnie nie przyznać mu racji, ale być przy tym w miarę delikatnym.
Trzymając go przed sobą wciąż miał możliwość obserwowania akwarium, ale zdecydowanie częściej niż na rozgwiazdę patrzył na Daniela poprawiającego sobie odruchowo okulary i wskazującego na coś, albo wyrysowującego kształty w powietrzu. Kilka dni temu widział jak ktoś w ten sam sposób podnosił golden retrievera, ale wesołość przeszła mu natychmiast gdy usłyszał coś o wypluwaniu żołądka.

Że robią co? 一 wyrzucił z siebie na wydechu, patrząc teraz na najeżony przyssawkami gwiaździsty placek przylepiony do akwarium po drugiej stronie. Po tym nastąpiła chwila bardzo wymownego milczenia, jakby Lian musiał przewartościować sobie to i owo, a następnie bardzo znacząco odstąpił od zbiornika o dwa kroki, wciąż trzymając Daniela jak niesfornego szczeniaka wymagającego nadzoru. 一 Obrzydliwe. W pewnym sensie cool, brutalnie, ale wstrętne. Skąd ty to w ogóle wiesz? 一 Przechylił głowę i spojrzał na Daniela w pełnym skupienia zastanowieniu, wyraźnie skonsternowany i pozbawiony apetytu na owoce morza w najbliższym czasie. W końcu jednak odstawił go delikatnie i starannie wyprostował mu z tyłu podwinięty płaszcz, zanim przywłaszczył sobie na powrót jego dłoń.
Nieprawda. Mam dokładnie tak samo daleko do ziemi, po prostu ty masz nieco dalej do nieba 一 zauważył całkiem szczerze, wolną ręką wyciągał mu właśnie kołnierzyk koszuli spod swetra. 一 Poza tym pod względem astrologicznym jestem... hmm, wężem w żywiole metalu w aspekcie... yin? Kurwa, nie pamiętam, ale podobno to coś oznacza. Wiem jak to obliczyć, ale nie mam pojęcia jak to interpretować, więc jeżeli chciałbyś kiedyś nabyć tę kompletnie bezużyteczną wiedzę, to służę pomocą.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdanie się na łaskę i wolę drugiego człowieka wymagało od Daniela oswojenia się z sytuacją, uśpienia instynktów nakazujących wyrwanie się z potrzasku i wymuszenia na sobie skupienia się na czymkolwiek innym niż zamknięte wkoło siebie ramiona. Samo zaufanie Lianowi nie stanowiło najmniejszego wyzwania, jako że od samego początku kojarzył go przede wszystkim z bezpieczeństwem, stabilnością i opieką, więc nawet nie przeszło mu przez myśl, że ten mógłby go upuścić czy przyłożyć rękę do jego krzywdy. Przynajmniej świadomie i fizycznie. Jednocześnie pierwszy raz znajdowali się tak blisko siebie. Żadne prowadzenie po schodach, trzymanie za nadgarstek w drodze do łazienki czy nawet opieranie się o mężczyznę całym ciałem by śledzić proces parzenia herbaty nie umywało się nawet do uścisku na tyle mocnego by utrzymać go nad ziemią. Nawet jeśli samo bycie noszonym jak lalka nie znajdywało się na szczycie jego preferowanych metod spędzania czasu, z jego udziałem dałby radę się do tego przyzwyczaić.
- Może chciała koniecznie pokazać się akurat tobie - mruknął w ramach zgody by zrzucić winę za swój niedomagający do sytuacji wzrost na przylepioną do szyby rozgwiazdę. O ile nigdy nie był najwyższą, ani nawet średnią, osobą w towarzystwie, niezbyt świadomie otaczał się raczej ludźmi, którym bez szczególnego problemu był w stanie spojrzeć w oczy, a jeśli jedno z nich nie dosięgało do górnej półki w sklepie, reszta także raczej nie miała na to szans. Stąd Mei patrzący na niego z góry, pochylający się, by być z nim twarzą w twarz, i podnoszący go w celu dodania mu kilku centymetrów, jednocześnie dalej nad nim górując, stanowił pewną nowość. Potrzeba zadzierania głowy i ciągłe odczuwanie własnego wzrostu szło w parze z łagodnym kopniakiem ekscytacji, za każdym razem gdy znajdował się dość blisko, by musiał wysilać się w celu spojrzenia mu w twarz, oraz nowym odczuciem rozlewającym się w jego wnętrzu przez cały czas, gdy ten trzymał go nad ziemią.
Niemalże fizycznie wyczuwalny moment milczenia, po nowej fali faktów o zwierzętach wodnych, i znaczące wycofanie się od szyby, wciągnęły z Daniela niekontrolowany śmiech. Zdążył w chwili zapomnienia odchylić głowę, opierając się potylicą częściowo o jego szyję, częściowo o obojczyk, zanim ponownie został odstawiony na posadzkę i przywrócony do rzeczywistości.
- Pewnie Wikipedia. I YouTube - przyznał, zupełnie jakby to tłumaczyło dosłownie wszystko, wciskając puszkę landrynek i broszurkę z mapą do kieszeni płaszcza, by zwolnić dłoń. Wyraźnie odczuł jej brak, kiedy próbował jednocześnie trzymać wszystko jak nakazał mu Lian, złapać się go dla poczucia równowagi, oraz pokazywać mu elementy składowe rozgwiazdy. - Lubię czytać o... wła-właściwie wszystkim. Czasem wpadam w to za głęboko i pół nocy grzebię w artykułach o rzeczach, które nigdy mi się nie przydadzą... Albo jednak tak, w końcu teraz się przydały. Mo-mogę ci to później pokazać. W sensie jak jedzą. Albo jak chodzą - zaoferował, posyłając mu nieśmiały uśmiech na dłoń ponownie zakradającą się do własnej. Łagodnie ścisnął jego palce, gdy te już ułożyły się na miejsce. - Znaczy te, ro-rozgwiazdy, ale jak chcesz... Na przykład, o, wiedziałeś, że dużo gatunków zwierząt, jak krokodyle i aligatory, połyka kamienie, żeby pomóc z rozdrabnianiem jedzenia? - dopytał, uznając to za dużo mniej szokujący fakt, jednak nie mniej ciekawy. - Zwierzęta są fascynujące. A-ale nie chcesz słyszeć o hienach - ostrzegł, odbijając od tematyki wodnej, gdy przypomniało mu się to, jego zdaniem, jedno z najbardziej pokrzywdzonych przez naturę stworzeń. Cokolwiek chciałby odpowiedzieć na wspomnienie o odległości do nieba, zdążył zaliczyć mały reset na wygładzenie kołnierzyka przez Liana, chociaż odchylił głowę w bok by ułatwić mu zadanie jakby było to najbardziej naturalnym gestem.
- Och, um... Obliczać? To to się... Jak to się liczy..? - dopytał, marszcząc czoło na wszystkie słowa, które w tym układzie nie miały dla niego najmniejszego sensu. Nie miał zielonego pojęcia jak działała astrologia, na dobrą sprawę nie pamiętał nawet własnego znaku zodiaku. Żadnego, jako że właśnie dowiadywał się o istnieniu nowego systemu z wężami i żywiołami, zamiast bardziej typowych w jego kręgach raków i strzelców pod planetami. - Mo-możesz obliczyć mój? - podrzucił z nadzieją i zaciekawieniem nową tematyką, o której nie wiedział absolutnie nic, ruszając z miejsca w stronę schodów prowadzących do tęczowej rafy, gdzie spodziewał się znaleźć krewetki i tym podobne. Pochłonięty rozmową, na chwilę przestał skupiać się na każdym najmniejszym ruchu własnego ciała i zaczął łagodnie bujać ich złączonymi dłońmi w przód i w tył, zbyt szczęśliwy by być w stanie to ukryć.

Lian Mei
24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Po odstawieniu go z powrotem na nogi i pedantycznym poprawieniu każdego zagięcia na beżowym płaszczu Lian przez dłuższy moment milczał, słuchając najpierw nieśmiałego wtrącenia o nocnych przyzwyczajeniach, a następnie podekscytowanej paplaniny na temat sposobu odżywiania krokodyli oraz aligatorów. Nie był to do końca obszar jego zainteresowań, ale sposób w jaki Daniel opowiadał o szczegółach był przyjemny do oglądania jako jeden z elementów towarzyszących.
Wypieki na jego policzkach skojarzyły mu się nagle z piwoniami, tymi w kolorze lodów truskawkowo-śmietankowych, bez regularnego kształtu ale to nie szkodziło. Lian i tak przyglądał mu się z boku kiwając tylko od czasu do czasu głową, żeby Moore nie pomyślał, że trajkocze do ściany.
Zauważył to już jakiś czas temu.
Zazwyczaj Daniel zapalał się cały nagle i podniecony jakimś osobliwym tematem zaczynał swobodnie coś, co nie do końca łapało się w ramy tradycyjnej konwersacji, ale nie było też pełnym monologiem, bo Lian słuchał i raz na jakiś czas wtrącał jedno czy dwa słowa, głównie dopytując. Nie zawsze chciał wiedzieć, częściej wolał po prostu uczestniczyć w tej spontanicznej hiperfiksacji i łowić momenty, w których bursztynowe oczy Daniela zyskiwały jakiejś przejrzystości i łaciate w jaśniejsze plamki zapominały, by czasami schować się za rzęsami.
Właściwie to odkrył dość prędko, że Moore był zwyczajnie i jednocześnie wcale nie tak trywialnie piękny.
Teraz to koniecznie chcę 一 wtrącił się wreszcie, kiedy wyłapał okazję i jednocześnie dał się zachęcić zapowiedzią. Kołnierzyk został porządnie uleżany na swetrze, choć Lian majstrował przy nim zdecydowanie dłużej niż było to konieczne. Moore, w jego upośledzonym kiepskim krążeniem i wyjątkowo oporną na suplementację anemią odczuciu temperatur, był cudownie ciepły i było to w jakiś sposób uzależniające. Jak małe prywatne słońce, albo podręczny piecyk. Sęk w tym, że Mei wciąż nie do końca oswoił się z myślą o udzieleniu samemu sobie dyspensy na dotyk wiedząc, że powinien szczególnie uważać w tej sytuacji.
Kawałek dalej zapytany o sposób prowadzenia wyliczeń uśmiechnął się tylko płasko i na moment przygryzł dolną wargę. Znacząco zerknął również na ich dłonie, którymi Moore kołysał od paru kroków i z tego co mu się wydawało, nawet nie był tego do końca świadomy.

Największa różnica polega na tym, że ważniejszy jest rok, miesiąc nie ma aż takiego znaczenia 一 objaśnił krótko, zaczynając gestykulować w powietrzu drugą ręką. 一 Patrzymy również... to znaczy, z punktu widzenia chińskiej astrologii istotna jest też energetyka, przykładowo yin przypisywane jest na lata nieparzyste, a yang odwrotnie. Rozumiesz?
Zatrzymał się przy samych schodach, przestał nawet gestykulować, choć rękę trzymał jeszcze przez kilka sekund w górze, nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Przez moment studiował okrągłą twarz Daniela w próbie określenia czy nadążał czy utknął gdzieś na początku, bo na dobrą sprawę Lian nigdy nie musiał nikomu tłumaczyć meandrów chińskiej astrologii, której też liznął jedynie w niewielkim stopniu w przeciwieństwie do babki wciąż prowadzącej praktykę w jednym z dusznych mieszkań w centrum Pekinu.

Masz urodziny dwudziestego ósmego października, tak? Dwa tysiące siódmy, zgadza się?
Oczywiście, że wiedział. Właśnie bezwstydnie wyrecytował mu to prosto w twarz i wcale nie wyglądał na szczególnie tym poruszonego, jednak nie był w stanie liczyć patrząc mu w oczy, więc uniósł wzrok, lekko odchylił głowę i przez krótki moment bezgłośnie poruszał ustami.
A potem parsknął cichym, prawie niemym śmiechem i spojrzał na niego z przebłyskiem nowej wesołości w ciemnych oczach.

Muszę przyznać, że nie mam wśród znajomych innego prosiaczka w żywiole ognia, ale przynajmniej twój energetyczny aspekt pokrywa się z moim. Też yin.
Pozwolił by kilka długich sekund upłynęło w pełnej napięcia ciszy, co do której wróżył tym razem dwojako; Daniel albo machnie ręką albo obrazi się na amen, a to byłoby mu wybitnie nie na rękę, więc postanowił zaradzić zawczasu.
Gdy sięgnął pospiesznie po jego drugą dłoń znów poczuł znajome ciepło, tym razem palce owinął wokół jego nadgarstka tuż pod mankietem płaszcza i schylił się, żeby choć trochę zminimalizować różnicę wzrostu.

O ile dobrze pamiętam to jeden z najbardziej bojaźliwych i łatwowiernych znaków w całym zbiorze. Podobno bardzo uczuciowy i lojalny, a ja od siebie dodam, że wyjątkowo wrażliwy i serdeczny. Co ciekawe, z założenia nie dogaduje się najlepiej z osobami spod znaku węża, ale ja mam na ten temat inne zdanie.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł spodziewać się podłapania tematu hien, mimo wszystko werbalne potwierdzenie, które dostał od Liana, wyciągnęło na jego twarz niezadowolony grymas na samą myśl o potrzebie przypomnienia sobie ze szczegółami wiedzy bezużytecznej jaką zdobył o trzeciej w nocy przeglądając kanały przyrodnicze. Akurat do takich kwestii jego pamięć była wyjątkowo żelazna, uparcie trzymając w zapasie wszystko to, czego nie potrzebował do codziennego funkcjonowania, podczas gdy nie potrafił zapamiętać swojego planu lekcji na następny tydzień pomimo uczęszczania do szkoły w tym samym trybie od września. Tymczasowe rozproszenie od hienowatych, w formie rozmowy o chińskim systemie zodiakalnym, było bardzo mile widziane, głównie dlatego, że otrzymał dzięki temu możliwość posłuchania jak Mei tłumaczy mu coś, o czym sam nie miał najmniejszego pojęcia. Poza zdobywaniem nowej wiedzy, co samo w sobie było przyjemne, wszystko wypowiadane jego głosem wydawało się szalenie interesujące.
- Hm? A, tak, nie wiem co tak właściwie oznacza to... yin i yang? Ale reszta ma sens - zapewnił, spoglądając na twarz mężczyzny z uśmiechem i szczerym zaciekawieniem tematem. Nie chodziło już nawet o samą astrologię, która wydawała się bezkresnym działem nauki, wierzeń, czy czymkolwiek tak właściwie była, a o wgląd w kulturę, jakiej nie miał okazji poznać wcześniej. Od jakiegoś czasu, z niepojętych względów, naprawdę miał ochotę dowiedzieć się więcej o Chinach, i to z jednego konkretnego źródła.
Skinął głową w ramach potwierdzenia własnej daty urodzenia, nie robiąc sobie z tego zbyt wiele w pierwszej chwili, jednak po czasie dotarła do niego prędkość, z jaką ten ją przywołał, oraz brak zawahania w głosie pomimo teoretycznego dopytywania, na co zmarszczył czoło w łagodnej konsternacji. Połowa jego bliskich znajomych nie pamiętała, jego urodziny zbyt łatwo przyćmiewało Halloween. Nie miał jednak czasu na zbyt głębokie zastanawianie się nad tym fenomenem. Nowym, interesującym elementem okazała się bowiem niespodziewanie odsłonięta szyja Liana, gdy odchylił głowę w tył, a Daniel przez parę sekund miał wrażenie, że grunt ucieka mu spod butów. Łapiąc się na bardzo otwartym gapieniu w punkt, gdzie mięśnie łagodnie odznaczały się pod skórą, w popłochu uciekł wzrokiem niżej, w dużo bezpieczniejsze zagięcia na jego płaszczu w zgięciu łokcia. Większość energii skupił na aktywnym udawaniu, że dokładnie tam patrzył przez cały ten czas, do tego stopnia, że wynik obliczeń Mei'a wymagał od niego dłuższej chwili na przyswojenie. Nie zdążył odpowiedzieć zanim jego nadgarstek znalazł się w chłodnym chwycie dłoni, której jeszcze nie miał okazji ogrzać własną, a która szybko przyciągnęła jego wzrok, za chwilę lądujący na twarzy ponownie znajdującej się odrobinę bliżej niż zazwyczaj. A konkretniej na wargach i sposobie w jaki formowały następne słowa.
- Och... Mo-może zależy od węża - mruknął, także nieszczególnie zgadzając się z tym małym podsumowaniem, chociaż część kwestii zdawała się trafiać w punkt. I ciężko było ukryć fakt, że gdyby nie wyciągnięcie ręki przez Liana, nie znajdywaliby się teraz w tej sytuacji, więc może niedogadywanie się wynikało z innych kwestii niż faktyczna niezgodność charakterów. - Czyli... okay, płonąca świnka, ale o-od razu bojaźliwy i łatwowierny..? Wolę... Lepiej brzmi, nie wiem, może ostrożny i... i ufny - wyraził swój sprzeciw względem tak krzywdzących określeń na swoją osobę, oraz całą resztę zodiakalnych prosiaczków, mimo wszystko łapiąc z nim rozbawiony kontakt wzrokowy. Nie mógł się do końca nie zgodzić, ale nie zamierzał także potwierdzać tego na głos. - A-ale twoja energia mi pasuje... Także może coś w tym jest - przyznał cicho, czując się wyjątkowo intymnie z obiema rękami zamkniętymi w jego chwycie i mężczyzną pochylonym nieco bliżej w jego przestrzeni osobistej, pomimo znajdowania się w miejscu publicznym. Wędrujący między akwariami ludzie równie dobrze mogliby nie istnieć, a zniknęli dla niego już jakiś czas temu, możliwe że jeszcze podczas ich rozmowy przy kasach. Aktualnie także wielokolorowe ryby i przylepione do szyb rozgwiazdy uciekały gdzieś poza jego świadomość otoczenia, gdy rozpędzone, stopniowo przyswajające autentyzm tej sytuacji serce zaczynało bić w rytm imienia Liana.

Lian Mei
24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie udało mu się wyciągnąć od Daniela żadnej konkretnej informacji na temat hien, ale nie oznaczało to, że odpuścił sobie ten temat całkowicie. Odłożył go jedynie na później, by dowiedzieć się co sprawiało, że Moore dostawał nerwowych tików na samą myśl.
Yin i yang? To trochę bardziej skomplikowany system, nie wiem czy jestem w stanie wytłumaczyć ci to na tyle wiarygodnie na ile powinienem, ale spróbujmy.
Potrzebował paru kolejnych sekund by wykoncypować, że najlepszym rozwiązaniem będzie okrojenie konceptu z tego co nie dotyczyło bezpośrednio kwestii zodiakalnych, w innym wypadku zająłby im całe przedpołudnie.

Na pewno widziałeś najsłynniejszy symbol dwóch połówek, czarnej i białej, połączonych w okrąg. Więc ten czarny element to właśnie yin. Yin reprezentuje żeński aspekt energetyczny 一 krótka pauza, jaka wkradła się po tej uwadze została uzupełniona o dość ironiczny uśmiech. 一 Domena intuicji, introwertyzmu, wewnętrznego spokoju i paru innych bardzo górnolotnie brzmiących cech, których nie będę wymieniać bo rozumiesz już sam koncept. Yang to przeciwieństwo yin, czyli dokładnie odwrotnie - aspekt męski, energia i siła. Wybacz skrótowość, ale jakby ktoś przez całe wakacje czytał ci na głos Yijing, to też miałbyś dosyć.
Nieświadom rozterek, jakie odbywały się tuż pod jego nosem, Lian złożył ze sobą obie ręce Daniela w koszyczek i trzymając je w swoich, poklepał go delikatnie po wierzchu jednej z nich. Jego spojrzenie sugerowało, że zgłębianie tematu chińskiej astrologii zbierało żniwo w zdrowiu psychicznym i nie polecał przez pryzmat własnego doświadczenia.
Słysząc nowe propozycje i niezgodę na tak obcesowe podsumowanie jego znaku, Lian uśmiechnął się spolegliwie i z bezgłośnym śmiechem pochyli głowę, jakby oznajmiał, że wobec tego protestu sam skapitulował.

Okay, może być ostrożny i ufny 一 zgodził się, gdy ponownie podnosił wzrok i przez moment spoglądał na niego zza paru pasm włosów, które uciekły mu z kucyka. Próbował dopatrzeć się jakichkolwiek oznak niewygody, znudzenia - albo odruchu świadczącego o chęci wycofania się, ale Daniel wyglądał na szczęśliwego i co najwyżej zawstydzonego, jednak nie bardziej niż zwykle.
Tylko i wyłącznie z tego powodu Mei pozwolił sobie odrobinę dłużej zamarudzić z jego dłońmi w swoich, palcami pokrążyć wokół wystających kostek i z wyraźnym zamyśleniem wycofał mu się na chwilę, bezmyślnie przesuwając kciukiem po wzgórku jednego z nadgarstków. Gdyby je teraz ucałował, czy byłoby zbyt wcześnie?

To opowiedz mi o tych hienach 一 dopomniał się nagle, wychodząc poza okółek swoich wyobrażeń i wracając tym samym do żywych. 一 A po drodze upolujemy jakieś krewetki, co ty na to?
Cokolwiek chciał zrobić, o czymkolwiek myślał, stłamsił to głęboko w sobie i wyprostował się by mogli ruszyć z niezbyt wygodnego miejsca o krok przed schodami.
Tak naprawdę nie wiedział czy stchórzył, bo nigdy wcześniej nie był na prawdziwej randce czy z tego powodu, że Daniel był jedyną osobą, za którą z jakiegoś powodu ciągnął czy tego chciał czy nie i przerażała go myśl, że mógłby go spłoszyć jednym niewłaściwym ruchem. To, że Moore był wyjątkowy było dla niego jasne, bez względu na to ile razy usiłował zrozumieć dlaczego. Prawdziwym problemem było rozpoznanie, czy powinien był ryzykować by sięgnąć po coś więcej czy przystać na w miarę neutralne orbitowanie wokół niego, żeby choć czasem samolubnie uszczknąć odrobinę tego ciepła dla siebie.
Próbował zatem trzymać się na odległość płotu, ale szybko nużył się swoją samotnością i tęsknił, więc kręcił się w ogrodzie ilekroć słyszał Alonso obszczekującego stado wróbli goszczące w ligustrach. Starał się sobie odmawiać okazji do fizyczności, a jednak i tak kończył na przegranej pozycji, usatysfakcjonowany jakimkolwiek dotykiem z przypadku, każdorazowo zmagając się z poczuciem winy. Był dostatecznie samoświadomy by wiedzieć, że gdyby pozwolił sobie na egoizm i postąpił wedle kaprysu, Daniel prawdopodobnie uciekłby mu przy pierwszej sposobności i miałby rację.
Byłoby prościej, gdyby jego mała obsesja mieściła się w obrębie czysto fizycznego przyciągania, ale Lian bardzo szybko odkrył, że choć Moore w sposób oczywisty był dla niego atrakcyjny i go pociągał, tak zajmowało to peryferyjne miejsce na liście. Na przód wysuwała się potrzeba posiadania go dla siebie, przy sobie, w zasięgu wzroku choć niekoniecznie ręki. Mei chciał musiał wiedzieć, że człowiek, który obecnie był mu bliższy niż własna skóra jest szczęśliwy, bezpieczny, a przede wszystkim - że należy do niego. Każdy jego uśmiech, każdy powód, dla którego w jego głos wkradało się zająknięcie, każdy zachwyt i każdy smutek; wziąłby to wszystko i doglądał jak delikatnej rośliny doniczkowej, ale obawiał się, że danielowa kruchość mogłaby tego nie przetrwać.
Na razie zadowalał się jego dłonią zamkniętą w swojej.

Więc jak to z tobą jest? Czemu to pierwsza randka?


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjmując do wiadomości niechęć mężczyzny względem zagłębiania się za bardzo w temat energetyki, odpuścił sobie dalsze dociekanie, chociaż niewątpliwie zamierzał dowiedzieć się więcej na własną rękę. Wyczerpujące eskapady w czeluści Internetu, jakimi zajmował się w czasie wolnym, dotyczyły nie tylko różnorakich żyjątek, teorii spiskowych czy zjawisk naturalnych, chociaż te przyciągały go najbardziej i trzymały najdłużej. Podobnie jak artykuł o hienach, który ponownie został mu przypomniany, chociaż miał nikłą nadzieję, że Lian zapomni albo straci zainteresowanie. Sam podczas dłuższej chwili stania w bezruchu, z obiema dłońmi w jego uścisku, zdążył zapomnieć o bożym świecie i najchętniej zostałby tak na dłużej, pozwalając sobie na to wszystko co jeszcze niedawno zdawało mu się nieosiągalne. Przed randką ich kontakt fizyczny był sporadyczny, patrzenie mężczyźnie prosto w twarz dłużej niż kilka sekund znajdowało się poza jego możliwościami, podobnie jak wszelkie bardziej odważne i świadome sygnały sympatii. Obawiał się potencjalnych konsekwencji, nawet w formie chwilowej niezręczności, przez tak długo, że aktualna zmiana tempa i nastroju ich spotkania wymagała czasu na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. A im chętniej Lian sam niwelował tę niepisaną granicę dzielącą ich aż do teraz, tym bardziej komfortowo czuł się sam Daniel, powoli pozwalając sobie uwierzyć, że być może jego ciche, nieśmiałe, powoli kwitnące uczucia miały szanse na odwzajemnienie. Ciepło rozlało się w jego klatce piersiowej, a uśmiech rozjaśnił jego twarz, gdy dał radę chociaż odrobinę go rozbawić, a chociaż powrót do mało przyjemnego tematu zmarszczył mu nos w wyrazie niechęci, dalej nie był w stanie opuścić kącików ust.
- Droga wolna, na pewno będę ci kibicować - zapewnił na sugestię zbierania obiadu w zbiorniku z krewetkami, ruszając w dół schodów z palcami ponownie przeplecionymi komfortowo z dłonią Liana. Zaczynał się do tego przyzwyczajać, co wydawało mu się na równi naturalne co całkowicie absurdalne, jako że słysząc o tej możliwości jeszcze przed wyjściem z domu za nic nie uwierzyłby sobie na słowo. - No więc hieny... Okay, ale ost-ostrzegałem - podrzucił jeszcze by pozbyć się wszelkiej odpowiedzialności za uszczerbek na zdrowiu czy skrzywienie pojmowania świata. - Tutaj mniej chodzi o żywienie, a ba-bardziej o ten, no, układ rozrodczy. Bo... samice mają coś, jakby, uh... no, penis - mruknął, zniżając ton głosu jakby to jedno słowo nie chciało przejść mu przez gardło. - Znaczy nie-nie do końca, ale to ma ten kształt i nim rodzą? I to... tak, to tak bolesne jak się wydaje. I niebezpieczne, b-bo matka może zginąć jak to się rozerwie, a szczenięta często się w tym, no... duszą - przyznał i poprawił nerwowo okulary w chwili milczenia, rozważając co jeszcze mógłby dodać. - A-ale nawet jak przeżyją poród to jak urodzi się ich więcej niż dwa to umierają z głodu b-bo matka ma tylko dwa sutki, albo jest szansa że zostaną zjedzone. Bo, no, hieny to też kanibale - podsumował i zmarszczył czoło w poszukiwaniu jeszcze jakichś bardziej interesujących tematów. Miał jeszcze kilka faktów na ich temat, jednak je uznawał bardziej za ciekawostki aniżeli powody, dla których wolał o nich nie rozmawiać. Tymczasowo wyczerpując swój zasób słów i dając Lianowi możliwość przyswojenia informacji, rozejrzał się wkoło siebie, gdy znajdowali się w dole schodów. I prawie z nich zleciał, gdy dotarły do niego pytania uderzające bardziej w personalną sferę jego życia. Potknął się o własne nogi, przez co pominął jeden stopień i jedynie ręka Liana wraz z szybkim złapaniem się poręczy powstrzymały go przed spektakularnym stoczeniem się resztę drogi na dół. Wypuścił nerwowy śmiech, łapiąc równowagę i ponownie stając w pionie o własnych siłach, chociaż dla pewności nie puścił poręczy.
- To je-jeszcze nie jest jasne? - upewnił się, próbując schować swoje zażenowanie pod humorem. Trwało to kilka sekund, po których w milczeniu wbił wzrok w schody, by widzieć dokładnie gdzie stawia stopy podczas pokonywania ostatnich stopni. - Nie wiem, ja... To jakoś nigdy... Ni-nie spotkałem nikogo, kto byłby zainteresowany. I ja też... Nie jestem... Hm, mam... dość ograniczoną pulę i wychylanie się było... No, wo-wolałem nie ryzykować - przyznał, krążąc wkoło powiedzenia wprost tego, co tak właściwie próbował przekazać. Ludzie w szkole nie dawali mu żyć z różnych powodów, a jednym z nich była założona odgórnie orientacja seksualna. Nie mylili się, jak się okazało z czasem, jednak słuchanie tych samych obelg przez lata bynajmniej nie zachęcało do malowania na swoich plecach jeszcze większego celownika. Przez długi czas zwyczajnie przemykał w cieniach, próbując nie zwracać na siebie uwagi, a dopiero od niedawna potrafił pozwolić sobie na egzystowanie po swojemu, jednak nie oznaczało to, że jego życie towarzyskie nagle nabrało kolorów i tempa. To stało się dopiero, kiedy poznał Liana. - A... a ty? Wybacz, wcześniej... Zakładałem, że masz du-dużo większe doświadczenie ode mnie.

Lian Mei
24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie znał właściwego tempa, nie wiedział czym jest odpowiednia dynamika, więc po szerokiej skali poruszał się na wyczucie, trzymając się w miarę możliwości tej bardziej zachowawczej strony. Dysonans pomiędzy tym, czego tak właściwie od niego chciał i tego na co sobie pozwalał był ogromny i patrząc z pułapu tego drugiego skrawka obranego stanowiska Lian zaczynał się poważnie zastanawiać, czy z jego głową wszystko jest jak należy.
Czy cokolwiek kiedykolwiek było, bo wszystko brzmiało zbyt optymistycznie.
Rozbierając problem na części pierwsze wywnioskował, że nakładało się na niego wiele pomniejszych składowych, jakie osobno być może okazałyby się niegroźne, ale w połączeniu tworzyły ciężki, lepki miks. Była więc bezsenność upośledzająca właściwe funkcjonowanie i mgląca każdą pojedynczą myśl w tych gorszych momentach, był wygłodzony brakiem fizycznego, normalnego kontaktu z drugim człowiekiem, a dająca o sobie znać co jakiś czas mizantropia stanowiła wisienkę na torcie tego spierdolenia, które usiłował porządkować i na własną rękę i z terapeutką w każde czwartkowe popołudnie.
Z perspektywy czasu widział progres, widział różnice, poznał niektóre mechanizmy, ale teraz, gdy na normalności zależało mu najbardziej czuł, że przychodziło mu to zbyt wolno.
Ile jeszcze życia miał poświęcić na uprzątnięcie tego syfu, który wciąż za nim ciągnął?
Cool. To znaczy, wow, nie spodziewałem się, ale to fascynujące. Pomijając kwestię układu rozrodczego, natura dosłownie zdeterminowała przeznaczenie każdego osobnika. Rodzisz się jako trzeci? No cóż, przykro mi, skończysz jako obiad. Poważnie, to jest naj... 一 urwał dostrzegając spojrzenie Moore'a, z pewnym opóźnieniem reflektując się, że prawdopodobnie powinien przejąć się trochę bardziej. Albo ekscytować chłodną kalkulacją i kanibalizmem odrobinę mniej otwarcie. Prawdopodobnie.To znaczy, najbardziej pojebana rzecz o jakiej słyszałem. Wybacz, poczucie humoru podłapałem z filmów gatunku gore, może czas ograniczyć. Natura to natura, tak?
Pojęcia nie miał czy wybrnął tą bardzo ogólnikową konkluzją, ale z pomocą przyszła mu gapowatość i bardzo uboga zdolność Daniela do wykonywania kilku rzeczy jednocześnie, bo ledwo weszli na schody, a już musiał interweniować kiedy potknął się o stopień i, najwyraźniej, własne myśli.

Niezbyt 一 przyznał otwarcie, mimo że w teorii wiedział co nieco o porządku szkolnego łańcucha pokarmowego i kto zwykle piastował te ostatnie miejsca. Daniel był żywą personifikacją braku pewności siebie i niezręczności towarzyskiej, a z tego co wiedział, dzieciak zdobywał najlepsze oceny oraz wygrywał prestiżowe konkursy naukowe tak, jakby wiedza wpływała mu do głowy ilekroć choćby przechodził obok książki. 一 Ograniczoną pulę? Hej, naprawdę w to wierzysz? 一 Przystanął u stóp schodów, choć za plecami w akwarium pływały krewetki których dopiero co poszukiwali. Utkwiwszy spojrzenie w jego twarzy odczekał moment czując, że Daniel wpadł właśnie w jakąś nieplanowaną introspektywę i sądząc po płytkiej zmarszczce między brwiami, nieprzyjemną.
Może faktycznie nie pasujesz do reszty. To dobrze, większość ludzi to bezmyślna ciemna masa, nie znajdziesz w niej nic ciekawego, z tobą jest inaczej.
Początkowo planował złagodzić przekaz, ale finalnie zdecydował, że nawet jeżeli nie zabrzmi to z boku najlepiej, szczerość mogła zdziałać więcej niż ładnie dobrane słowa o zaokrąglonych sztuczną poprawnością krawędziach. Domyślał się zresztą, że Moore orientował się już w jego dość otwarcie wyrażanej niechęci do ludzi jako ogółu i rozumiał, że w tym podejściu był wystarczająco sprawiedliwy i wciąż chętny do eksploracji aby wyszczególniać specjalne przypadki. Daniel był takim przypadkiem. Milo był takim przypadkiem. Bambi również, choć często kwestionował jej inteligencję z perspektywy niektórych decyzji.
Zapytany o to jak sprawa miała się z jego strony, Lian mrugnął, a jego twarz rozluźniła się po krótkim namyśle.

Nie mam żadnego randkowego CV. Bardziej... powiedziałbym, że mam doświadczenie z ludźmi.
Pomimo że jego ciemne oczy na chwilę przygasły, uśmiech zdawał się nadrabiać te braki. Nie skłamał, Moore z pewnością wyłapał przekaz, jednak tylko Mei był w stanie w pełni zrozumieć co jeszcze za nim stało. 一 Być może po prostu nie spotkałem nikogo, kto byłby naprawdę zainteresowany.
Sparafrazował krótko fragment wypowiedzi Daniela i porozumiewawczo ścisnął jego dłoń w swojej, dodając do atmosfery odrobiny lekkości. Pomimo praktycznie zerowej biegłości w temacie nawet Lian miał świadomość, że randka nie była tożsama ze stypą i należało dbać o nastrój.

Co w takim razie sprawiło, że tym razem jednak zaryzykowałeś? Mój fenomenalny urok osobisty? 一 zironizował gładko i przechylił głowę na bok, z czystej przekory oczekując jakiejś odpowiedzi.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ripley's Aquarium of Canada”