Nie spodziewał się, że ten wieczór tak się potoczy. Właściwie do samego końca nie był pewny, czy Cherry podda się budowanemu przez cały ten czas napięciu, bo fakt, że pociągała ją ich gra, był niezaprzeczalny. Obiecał sobie złamać każdą z wymienionych przez nią zasad i zamierzał wykorzystać do tego cały swój potencjał. Poprzez swoją nieszablonowość i temperament stanowiła dla niego nie lada wyzwanie, a największym ryzykiem dla niego było zatracić się w grze. To jednak nie przeszkadzało mu w tym, żeby znaleźć się z nią w taksówce w drodze do jej mieszkania.
—
Jesteś dorosłą kobietą, wiesz, czego chcesz - przyznał w odpowiedzi, co było dla niego oczywiste. Miała w sobie dużo pewności siebie i zaciętości, potrafiła walczyć, gdy zachodziła taka potrzeba
a nawet całkiem bez powodu, od początku ich znajomości pokazywała, jaka mogła być niebezpieczna. Niebezpiecznie piękna. Niebezpiecznie kusząca. Jakkolwiek na nią wpływał, nie zmusił jej do niczego. Decyzję o przeniesieniu się do jej mieszkania, gdzie zyskiwała nad nim przewagę, podjęła sama. A on się po prostu temu poddał, pragnąc jej o wiele za bardzo.
Gdy siedzieli na tylnym siedzeniu taksówki, jego dłoń instynktownie znalazła się na jej udzie, niespiesznie gładząc je po wewnętrznej stronie, uciekając pod materiał jej sukienki. Swoim gorącym dotykiem i sunącymi po jej skórze palcami cały czas kontrolował napięcie, chcąc w ten sposób zapewnić ją o tym, że zamierzał dotrzymać złożonych jej obietnic.
Najlepiej o niczym nie myśl. Uśmiechnął się pod nosem iście diabelsko, bo jedyne, co obecnie przychodziło mu na myśl, to moment, w którym ją zdobędzie. Nie mógł się przed tym oprzeć. Musiał jednak powściągnąć się przed komentarzem, zwłaszcza, że nie był on stosowny przy kierowcy, więc zgodnie z jej wolą przemilczał całą drogę, aż przystanęli pod apartamentowcem.
—
Oczywiście, Pani Prezes - mruknął z nieznacznym rozbawieniem, wychodząc z taksówki. Dotrzymanie jej kroku było jednak cięższe niż spodziewał się tego po tak filigranowej kobiecie, gdy pospiesznie stukała obcasami w drodze do windy, choć wcale się temu nie dziwił - jego też mimowolnie drażniło to oczekiwanie, aż wreszcie dotrą do celu. Z drugiej strony wiedział, jak ważne było budowanie napięcia i do jakich efektów mogło to ich zaprowadzić. W windzie oparł się więc plecami o ścianę, obdarzając ją lubieżnym spojrzeniem od stóp, zatrzymując się na brązowych oczach. Z największą rozkoszą pozbyłby się z niej wszystkiego, co miała na sobie. Musiała domyślić się, co chodziło mu po głowie, skoro zwróciła mu uwagę. Zacisnął mocniej dłonie na barierce. -
Nie mógłbym zignorować tej Piękności. Później zajmę się też Pańcią - wyznał, zagryzając dolną wargę. Oboje dobrze wiedzieli, że Koko była tylko wymówką, choć nie miał nic przeciwko spotkaniu z psem. Zwłaszcza, że z miejsca go polubiła.
Po wejściu do jej apartamentu, rozejrzał się pobieżnie, aż jego wzrok padł na biegnącego w ich stronę zwierzaka. Mimowolnie uśmiechnął się, widząc, jak stęskniona suczka wita się ze swoją panią, a jego uśmiech rozszerzył się, gdy merdając wesoło znalazła się też przy nim. Przyklęknął i podrapał ją za uchem. -
Witaj ponownie, Piękności. Tęskniłaś za mną? - zapytał z rozbawieniem. -
Pańcia mówiła, że o Ciebie dba. Przyszedłem sprawdzić, czy na pewno? - Z łobuzerskim uśmiechem, gładząc psa po szyi, zerknął na wspomnianą Pańcię, po czym podniósł się, żeby zdjąć z siebie płaszcz i buty. -
Chcesz mi zrobić tour po mieszkaniu? - zapytał przewrotnie, sięgając po zabawkę i rzucając ją w głąb wnętrza. Było nowoczesne, wyglądało na drogie i z pewnością kryło wiele ciekawych zakamarków, ale on nie przyszedł tu na zwiedzanie.
—
Miałem nadzieję, że zaprezentujesz mi inne miejsca - mówiąc to, zmniejszył między nimi dystans. -
Ale chyba rzeczywiście muszę się rozgościć - powiedział cicho, przystając przy niej i położył dłoń na jej talii, żeby ją do siebie przyciągnąć. Gdy jej ciało przylgnęło do niego, zamykając między nimi zbędną przestrzeń, zaciągnął się zapachem jej powabnych perfum. Miał coraz większe wrażenie, że Cherry świadomie stosowała w nich jakiś afrodyzjak, który mącił mu w głowie. -
Obiecałem Ci coś, a ja obietnic dotrzymuję - mruknął, odgarniając włosy z ramienia, żeby odsłonić jej łabędzią szyję, muskając ją przy tym palcami. Na samą myśl o obietnicach do spełnienia w jego oczach rozpaliły się iskry. Objął ją mocniej w pasie i pochylił się w jej kierunku, by przesunąć nosem wzdłuż jej szyi, pozostawiając na jej skórze gorący oddech. -
Chcę Cię mieć tu. I teraz - wyszeptał do jej ucha, po czym przeniósł wargi nieco niżej, wyznaczając nimi mokrą drogę aż do materiału sukienki, który odchylił dłonią, żeby uzyskać dostęp do jej ramienia, z każdym pocałunkiem oddając się coraz bardziej intensywnym pieszczotom. W międzyczasie drugą dłonią wodził po jej plecach, ostatecznie zaciskając ją na jędrnym pośladku. Niestety, Koko przybiegła z powrotem i najwyraźniej liczyła na zabawę. Teraz jednak była kolej Pańci.
Podniósł spojrzenie na Cherry i na moment zerknął na jej wargi, wciąż ponętne i niezmiernie fascynujące, czując rosnące pragnienie, żeby znów się w nich zatopić. -
Pokaż mi swoją sypialnię - wymruczał. Nie chciał już dłużej bawić się w kotka i myszkę. Pragnął doprowadzić ją do szaleństwa.
Cherry Marshall