- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Każda myśl o nim sprawiała, że coś w niej znowu się rozpalało, jakby to lodowate gówno lejące się z prysznica robiło jej na złość i celowo zostawiało w środku wszystko nietknięte. Bo przecież nie chłód czuła najmocniej. Tylko jego. Jego dłonie. Jego usta. To, jak na nią patrzył, jakby była kimś więcej niż tylko dziewczyną, z którą właśnie się przespał. Kiedy drzwi łazienki cicho skrzypnęły, a zaraz potem usłyszała jego kroki i ten rozbawiony głos, który potrafił jednocześnie ją uspokajać i wywracać wszystko do góry nogami, na jego pytanie parsknęła cicho pod nosem.- Musiałam się ochłodzić- rzuciła, próbując zabrzmieć nonszalancko, ale głos zdradził ją niemal od razu. Odkręciła ciepłą wodę powoli, a nastepnie czekała, aż para zacznie unosić się leniwie wokół nich, zanim w końcu znowu na niego spojrzała. A potem wszedł do środka i objął ją od tyłu. I to powinno być zwykłe. Powinno być po prostu przyjemne. Powinno skończyć się na czymś prostym, na kilku pocałunkach w ramię, kark, może na tym, że znowu zaczną gubić się w pocałunkach i niekończącej się namiętności. Ale kiedy jego usta musnęły jej skórę, kiedy odgarnął mokre włosy i przycisnął czoło do tylu jej ramienia, zesztywniała na krótką sekundę. Nie z niechęci. Nie ze strachu przed nim - a z nadmiaru uczuć emocji, tego wszystkiego do cholery. Z tego, że wszystkie nerwy w jej ciele postanowiły jednocześnie obudzić się do życia i wrzasnąć jej do ucha…
Odchyliła lekko szyję, dając mu więcej miejsca, a kącik jej ust uniósł się sam z siebie w uśmiechu, którego nikt inny nie powinien był widzieć. Jego dłonie spoczywające na jej biodrach były mocne, pewne, aż absurdalnie naturalne, jakby naprawdę od zawsze tam należały. I właśnie to było najgorsze. Nie to, że ją dotykał. Nie to, że znowu robiło jej się gorąco. Tylko to, że jej ciało przyjmowało go bez zawahania, bez tej typowej dla niej ucieczki, bez wewnętrznego alarmu. Może od lat czekało właśnie na niego? A potem usłyszała ten cichy pomruk tuż przy uchu, to zapytanie...
Zamarła na ułamek sekundy. Potem obróciła się powoli w jego ramionach. Woda spływała im po twarzach, szyjach, po ciałach stojących zbyt blisko. Zarzuciła ręce na jego kark, palce wplotła w mokre włosy tuż przy skórze. Przyciągnęła go bliżej, aż ich czoła zetknęły się ze sobą, a potem musnęła jego nos swoim… raz, drugi, trzeci… w tym dziwnie czułym geście, który sam w sobie był bardziej intymny niż połowa rzeczy, które robili wcześniej (a było ich w chuj dużo wink wink). Spojrzała prosto w jego piwne oczy - tak, te same, które potrafiły ją rozbroić nawet wtedy, kiedy była na niego śmiertelnie obrażona w liceum. Te same, przez które kiedyś miała ochotę podstawić nogę każdemu, kto kręcił się za blisko niego. - Oczywiście, że chcę wiedzieć, Bennett - powiedziała cicho, z lekkim naciskiem na jego nazwisko, bardziej z przyzwyczajenia niż złośliwości. Bo to jedno słowo przypominało jej o głupich żartach, o tysiącu rozmów o niczym i o wszystkim, o tamtej wersji ich, która kiedyś była taka prosta, jak i bolesna. Przechyliła twarz by złożyć na jego ustach, powolny, czuły pocałunek.
Oderwała się od niego ledwie odrobinę, tylko tyle, żeby móc spojrzeć mu w oczy i wypuścić z siebie myśli, które tłukły jej się po głowie od dłuższej chwili. Nie chodziło o to, że nie chciała go znowu. Bo cholernie mocno chciała. Jej ciało aż za dobrze reagowało na jego dotyk- tak kurewsko łatwo wszystko między nimi zamieniało się w ogień, którego tak trudno bylo ugasić.. z reszta jak widać, pfft. Ale teraz… teraz nie chciała już tylko tego. Nie chciała kolejnego pocałunku, który skończy się rwanym oddechem i znowu rzuci ich na siebie, rozpali. Nie dlatego, że było źle. Właśnie odwrotnie. Było aż za dobrze. I może właśnie to ją przerażało. Bo seks znała. Pożądanie znała. Szybkie numerki, krótkie uniesienia, oddawanie komuś własnego ciała bez dawania czegokolwiek więcej... w tym była dobra. To nie zostawiało po sobie aż tylu szkód. Można było wyjść, ubrać się i udawać, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Ale to? To, że chciała po prostu z nim być? To było chore. Przełknęła ślinę, czując, jak policzki znowu robią jej się ciepłe, mimo gorącej wody splywającej wlasnie po ich nagich ciałach. Westchnęła i schowała twarz w jego szyi, zaciskając palce mocniej na jego karku- Czuję się jak wariatka... no postradałam ostatnie zmysły, lexie - mruknęła ciszej w jego skórę.- nie mogę zrozumieć jak można tak po prostu… po jednej nocy… tak bardzo chcieć kogoś w swoim życiu?
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pasowała do jego dłoni. Pasowała do jego ciała. Pasowała do niego i jego życia.
Nie miał ani cienia wątpliwości.
Gdy odchyliła głowę, wtulił się swoją twarzą bardziej w jej ramię z cichym, zadowolonym pomrukiem, obejmując ciaśniej ramionami, a kiedy się odwróciła, posłał jej lekki uśmiech, prostując się. Przymknął oczy, gdy złączyła ich czoła, uśmiech poszerzył się, gdy dawała mu eskimoskie całusy. Tak urocza, że można było dostać cukrzycy, serio.
Oczywiście, że chciała wiedzieć, nie było takiej rzeczywistości, w której odpowiedziała mu "nie" i przeszła z tym do codzienności. Była tak samo ciekawska i uparta jak on.
Odpowiedział na pocałunek znów cicho mrucząc, zadowolony kot, bez pośpiechu, spokojnie i oddając jej czułe uczucie, przesunął jedną z dłoni wyżej na jej plecach. Druga oparła się o ścianę prysznica za nią, by lekko na nią naprzeć; chciał, by gorąca woda spadła na jego kark i w dół pleców. Odchylał ją przy tym w tył, także dłonią na plecach chciał ją podtrzymać, by nie było za bardzo niewygodnie, kiedy sam się wygrzewał.
Zanim zdołał zebrać się, by powtórzyć co wcześniej powiedział po grecku w przypływie emocji, postanowiła odebrać mu na moment mowę i.. Całkowicie go rozczulić. Uśmiechnął się, wiedząc, że uśmiech ten był absolutnie budyniowy, ale nie przejmował się tym ani trochę. Schowała twarz w jego szyi, przytulając, i tak nie mogła go widzieć, a nawet jeśli, to umówmy się, przez ostatnie kilka godzin odsłonili się przed sobą na tak wiele sposobów, że chyba miałby to gdzieś. Mogła go widzieć w każdej wersji, tego absolutnie rozmemłanego w natłoku emocji, też. - Hey, Holloway.. - zaczął leniwym mruknięciem, odbijając się od ściany, by ich znów wyprostować; nadal trzymał ją blisko, chciał zwyczajnie mieć możliwość, by drugą dłoń przenieść na policzek V, unieść jej twarz, by na niego spojrzała. Uśmiechnął się do niej, może z odrobiną chłopięcej arogancji. - ..powiedziałem ci, że zwariowałem na twoim punkcie. Że oszalałem. - pociągnął i wydało mu się niesamowicie zabawne, że właściwie powiedziała mu dokładnie to samo przed sekundą. Zachichotał pod nosem, uśmiech zmarszczył skórę przy jego oczach i nosie w najszczerszym z uśmiechów. - I że cię kocham. - jego uśmiech nie zelżał, nadal rozjaśniał oczy, kiedy przesuwał kciukiem po jej szczęce. Właściwie to jakby się zastanowił, może nawet zakochał się w niej bardzo dawno temu i sam o tym nie wiedział? Może w gruncie rzeczy nie miał bladego pojęcia czym jest ta cała mistyczna miłość i dopiero mając ją znów w rękach, nie mogąc się od niej oderwać i wyrzucić jej z głowy zdawał sobie z tego sprawę? Trochę jak przyjaźń, z odrobiną absolutnego szaleństwa, z pasją i obsesją, pożądaniem rozpalanym z łatwością jednym mocniejszym pocałunkiem czy pewniejszym dotykiem, przelotnie rzuconym spojrzeniem? Może. Wiedział, że był jej i nie pozwoli sobie tego spierdolić.
V
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się przez pocałunek, robiąc krok w tył i opierając nagie plecy o kafelki. Kiedy zamknął ją w przestrzeni między ścianą a swoim ciałem, zerknęła na moment na jego ramię oparte o ścianę, a chwilę później spojrzała na niego spod rzęs. Nie było między nimi dużej różnicy wzrostu, a jednak sposób, w jaki ją w tym zamknięciu usidlił, sprawiał, że czuła się mniejsza... jakby skurczyła się o kilka centymetrów. Zarumieniła się i na moment spuściła wzrok, by zaraz potem powoli przesunąć go wzdłuż jego ciała, aż zatrzymał się na jego piwnych tęczówkach. Mogłaby przysiąc, że od samego patrzenia mogła się nimi upić. Kręciło jej się w głowie… albo może to przez to, że musiała sobie po prostu przypominać o oddychaniu.
Wtuliła się w niego, chowając twarz w jego szyi z nadzieją, że w ten sposób ucieknie przed tymi uczuciami.I wiecie co? Nie działało. Musiała wyrzucić z siebie choć część tego, co w niej siedziało... co z jednej strony ją uspokajało, a z drugiej pchało jeszcze głębiej w emocjonalny chaos. Kiedy poczuła, że się odsuwa, zmarszczyła nos w niezadowoleniu. Co on sobie myślał? Gdy uniósł jej twarz ku górze, spojrzała na niego, zaciskając usta w cienką linię, jakby próbowała powstrzymać łzy. Słuchała go, a każde kolejne słowo uderzało w nią coraz mocniej. Serce zaczęło bić szybciej, a kiedy powiedział „kocham”… na moment się zatrzymało. Powiedział jej to, co chciała usłyszeć od tylu lat. To, o czym śniła. Przez co płakała nocami do poduszki po zakończeniu ich znajomości, widząc go z innymi. Coś, w co nigdy nie wierzyła, że może się wydarzyć. Co miała w takiej chwili odpowiedzieć? Czuła się jak emocjonalna ameba... jakby ktoś wyżarł jej ostatnie szare komórki. Jedyne, co była w stanie zrobić, to przycisnąć usta do jego ust. Całowała go długo, trzymając się tego kontaktu, nie mając pojęcia, co powinna powiedzieć. Chciała wyznać, że go kocha. Że tęskniła. Że marzyła o tym przez tyle lat. Ale ta ciemność, która kryła się w jej sercu, przypomniała jej, że nie jest tego warta. Tych uczuć. Tego ciepła. Najłatwiejszym wyjściem była ucieczka. Tylko że… nie chciała uciekać, ale... ...odsunęła się i spojrzała na niego.
- Dziękuję, że mi to powiedziałeś. Ja też szaleję na twoim punkcie.- Uśmiechnęła się czule, po czym złożyła na jego ustach kolejny pocałunek. I wydaje mi się, że cię kocham, ale potrzebuję czasu, żeby to sobie poukładać w głowie, bo tak cholernie się boję, że coś spierdolę i cię znowu stracę… - miała na końcu języka, ale tego nie powiedziała. Zamiast tego zrobiła to, co potrafiła najlepiej - zmieniła temat. Wbiła palec w jego żebro. - Głodna jestem i chcę skopać ci dupsko w Tekkena. - prychnęła, marszcząc brwi. - Nie masz jutro pracy, prawda? Zostajesz na noc. A jutro idziemy do vintage shopu, potrzebuję sukienki. Zabierasz mnie pojutrze na randkę.
Cause every time I get too close… I mess it up. lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Right one, wrong time.
Musieli się tylko zgrać w czasie, spotkać po raz kolejny, gwiazdy musiały się odpowiednio ułożyć najwyraźniej. Limonka czy dwie musiały w tym procesie ucierpieć. Musieli zdobyć trochę doświadczeń, oberwać, połamać się po drodze i może odrobinę dorosnąć. Było prawdopodobnie jeszcze dużo dorastania, które musieli zrobić obydwoje.. Ważne, że koniec końców na siebie trafili. Łatwiej się nad sobą pracuje mając obok siebie kogoś, komu zależy, prawda?
Nie oczekiwał od niej odpowiedzi, wielkich obietnic czy nawet dużych gestów, okay? Miał ochotę jej powiedzieć co sam czuł.. Tak po prostu, bo czuł te rzeczy bardzo mocno i wyraźnie. Był przekonany, że tak czy siak wiedziała. A jeśli nie wiedziała... Będzie miał czas, żeby jej pokazać.
Wyprężył się z cichym burknięciem, kiedy wbiła mu palec w żebro, zaraz złapał jej dłoń, by finalnie przytrzymać ją za jej plecami z głupim uśmiechem. - Dobra. Też jestem głodny w sumie.. - mruknął, pochylając się do jej szyi, by złożyć na niej kilka małych pocałunków, leniwie zahaczył zębami o jej ramię. - Zabieram?.. Dobrze, proszę pani. - zaśmiał się pod nosem, znów prostując, by na nią zerknąć. Nie miał jakiegoś super doświadczenia w "randkach", ale mógł się nauczyć. Co mogło być ciężkiego, nie? Po prostu się spotykali i spędzali ze sobą czas, czasami robiąc rzeczy, które robili ludzie w związku. Totalnie brzmiało jak dobry czas i coś, na co mógł przystać bez marudzenia.. BEZ MARUDZENIA? Damn.
Jedzonko od Cath się przydało, dając potrzebne paliwo.. Do gier? Tak, definitywnie, do tego Tekkena i może później jakichś leniwych przytulasów. Będzie musiał jeszcze raz podziękować siostrze, że chciało jej się w ogóle coś dla nich ogarnąć, ale na tamtą chwilę jego głowę zajmowała tylko Holloway. Głowę, ramiona, serce, wydawała się przepełniać każdy zakątek Alexisa Bennetta.
I było mu z tym naprawdę dobrze.
koniec.