-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale otwieranie czegoś własnego, niezależnie od zawodu, było cholernie męczącym zajęciem. Przede wszystkim przez niekończącą się papierologię, a co za tym idzie, spotkania z urzędnikami, księgowymi i każdą inną osobą, z którą spotkać się musieli. Cortlandt był tym zmęczony, bo obok tego musiał urabiać swoich klientów, którzy przenieśli się razem z nich, dbając o to, aby nie pożałowali tej decyzji.
Miał teraz naprawdę dużo na głowie, ale starał się nie tracić kontroli nad sytuacją. To jednak wiązało się z tym, że miał zero czasu na przyjemności. Z Halem co najwyżej spotykał się przy pracy, a po niej jedynie chodził do domu spać. Żadnych wyjść do klubów, barów czy gdziekolwiek indziej, przez cały czas był w biegu. I nie inaczej było dziś, gdy szedł z jednego spotkania na kolejne. No, prawie, bo na chwilę mógł zajrzeć do kancelarii, żeby złapać oddech, a przy okazji zająć się prostszymi sprawami, które zostawił sobie właśnie na jakąś wolną chwilę.
Droga przez park była najkrótszą do kancelarii z miejsca, w którym był przed chwilą, więc nie, tym razem nie przechadzał się tu dla przyjemności. I przejście tej trasy z przyjemnością nie miało nic wspólnego, bo gdy szedł, poczuł, jak coś wbiło mu się w kostkę i pociągnął to za sobą, gdy zrobił krok do przodu. Tym czymś okazał się kot, który ciągnął za sobą smycz. I to nie byle jaki kot, bo chociaż widział go tylko raz w życiu, to zapamiętał go na tyle dobrze, żeby poznać go od razu. Przeklinając pod nosem z bólu na kota, przydepnął drugą nogą smycz, żeby nigdzie nie zwiał, a potem zaczął rozglądać się za jego właścicielką, z którą nie widział się odkąd byli razem na weselu jej znajomych. I zobaczył ją w oddali, idącą w ich kierunku, więc po prostu czekał to, bo nie zamierzał brać tej b e s t i i na ręce, żeby pokąsała go jeszcze bardziej.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Głównym powodem tych odczuć nie była jednak sama nieobecność Lance’a, ale też i nieznajomość powodów, które za tym stały. Ich kontakt urwał się n a g l e, w dodatku właśnie w momencie, w którym Broussard zaczęła czuć się w tej relacji pewnie. W końcu zaczęła naprawdę mu ufać i otwierać się przed nim bardziej, niż początkowo zakładała, a on właśnie ten moment wybrał sobie na to, aby się od niej odciąć. Bo tak, w ten sposób interpretowała tych kilka dni milczenia, które miały miejsce na krótko po tym, jak spędzili razem noc.
Przekaz był więc dla niej jasny - dostał to, czego od niej oczekiwał i nie zamierzał marnować na nią więcej czasu.
Była zła i rozczarowana, częściowo za jego sprawą, a częściowo też z własnego powodu. Wmówiła sobie bowiem, że powinna być w stanie to przewidzieć. Mało tego, w pewnym stopniu zrobiła to, ale mimo to pozwoliła, aby on zatarł w niej początkowe obawy. Choć nie powinna, zgłupiała za jego sprawą i teraz już pretensje kierować mogła wyłącznie do siebie.
Mimo to nie zamierzała dać się temu pochłonąć. Planowała uczynić z tej znajomości jedno ze swoich niepowodzeń, do których nigdy już nie zamierzała wracać, a żeby myśleć o tym jak najmniej, próbowała wypełnić swój czas wolny po brzegi. Dziś miała już za sobą poranną zmianę w pracy, a wieczór umilić miało jej spotkanie z koleżankami. Gdzieś pomiędzy miała nieco przerwy, a tę poświęciła na spacer z kotem.
I to okazało się błędem.
Nie spodziewała się tego, że to zło wcielone nagle wystrzeli jak z procy i pogna gdzieś przed siebie. Nie robił tak przecież, dopóki nic go nie spłoszyło, a w tym momencie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Eliana była więc ogromnie zaskoczona, kiedy nagle smycz wyleciała jej z rąk, a futrzak czym prędzej pognał przed siebie. Na domiar złego uczepił się czyjejś nogi.
Dopiero po pokonaniu kilku kolejnych kroków uświadomiła sobie, że jego ofiarą był nie kto inny, jak Lance. Na jego widok zaklęła pod nosem, jednocześnie w myślach przeklinając kota, który nie pozostawiał jej wyboru, jak jednak się do nich zbliżyć. Kiedy to zrobiła, do bruneta nie odezwała się nawet słowem. Zamierzała potraktować go tak, jak on traktował ją w ciągu kilku minionych dni. — Chodź tu — burknęła do kota, przy którym przykucnęła, zaraz też łapiąc go w ręce i starając się delikatnie zmusić go do tego, aby wypuścił z zębów kostkę Cortlandta. Gdyby nie musiała się do nich zbliżać, pozwoliłaby mu obgryzać ją jeszcze przez kilka minut, ale w tym momencie zależało jej przede wszystkim na tym, aby czym prędzej się od niego oddalić.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zamiast jednak pochylić się nad tą sprawą i zastanowić nad tym, co to mogło oznaczać, Lance skupił się na pracy, całkowicie przestając myśleć o innych aspektach swojego życia. Tak było wygodniej, bo prawdę powiedziawszy nie chciał rozumieć, co mogła oznaczać tamta pustka. Być może przeczuwał, co to mogło być i zwyczajnie nie chciał się z tym mierzyć, bo wolał, żeby to minęło.
I zajęcie się pracą, której na szczęście miał teraz sporo, wszystko to ułatwiało. No, przynajmniej do czasu, aż los nie postanowił wziąć spraw w swoje ręce, w końcu stawiając na jego drodze Broussard. Było to spotkanie, które najwyraźniej żadnemu z nich nie było na rękę. Cortlandt jednak nie zamierzał przed nim uciekać, dlatego zabezpieczył kota, który uczepił się jego kostki, i czekał na to, aż podejdzie do nich Eliana.
I nie, nie był przygotowany na to, że zostanie przez nią zignorowany, z czym od razu poczuł się bardzo dziwnie. Pojawiło się pewne rozczarowanie, wynikające z tego, że nie chciał być dla niej jak powietrze. Może nawet już zatęsknił za zainteresowaniem, które okazywała mu wcześniej? I które powinno mu być obojętne, a jednak nie było…
– Nie przejmuj się, możesz traktować mnie jak powietrze – rzucił z przekąsem, obserwując to, jak próbowała odczepić od niego tego urwisa, który dalej trzymał się jego kostki. Nie było to przyjemne, ale prawdę powiedziawszy przestał zwracać na to uwagę od momentu, jak obok pojawiła się Eliana. Bardziej zajmował go to, z jaką obojętnością do niego podchodziło. To mogło go nawet zaboleć, uderzając nie tylko w jego ego, ale też po prostu uczucia, do których nie chciał się przyznać.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jak widać, w pełni uzasadnione.
Była zraniona, rozczarowana, ale przede wszystkim też upokorzona. Nie wiedziała, że Lance z kimkolwiek podzielił się swoimi podbojami, ale wcale nie potrzebowała tej świadomości, aby być przekonaną o tym, że zwyczajnie się nią zabawił. Zakpił sobie z jej uczuć, a kiedy otworzyła się na niego najbardziej, nie tylko się wycofał, ale zrobił to w najgorszy z możliwych sposobów. Był więc nie tylko dupkiem, ale też zwyczajnym t c h ó r z e m. Myśl o tym nie była jednak w stanie sprawić, że złościła się na niego mniej.
Nie widziała więc powodów, dla których miałaby udawać, że było inaczej. Jakaś jej część nie chciała dać mu satysfakcji z powodu tego, że najwyraźniej przejmowała się tą znajomością bardziej, niż powinna, jednak z drugiej strony nie widziała powodów, dla których miałaby ukrywać prawdziwe odczucia.
Biorąc pod uwagę to, że ta znajomość dobiegła już końca, ostatnią rzeczą, którą należało się przejmować, było to, co tak właściwie sobie o niej myślał.
Domyślała się jednak, że zabranie kota bez jakiejkolwiek interakcji okaże się niemożliwe, jednak zdecydowanie nie przypuszczała, iż to właśnie jej zostanie zarzucone ignorowanie. Czy powinna być zaskoczona? Chyba niekoniecznie, bo przecież wiedziała już, jak wielki potrafił mieć tupet.
Prychnęła, nie mając zamiaru podnieść na niego spojrzenia. To on powinien być tym, który ma problem spojrzeć jej w oczy, ale to Eliana nie miała ochoty go oglądać. Bała się chyba, że znów zobaczy to, na co wcześniej dała się nabrać. — Uczę się od najlepszych — mruknęła, kiedy walczyła z kocimi zębami uczepionymi jego spodni. Udało się, ale złośliwy kocur zdecydował się przy okazji ją dziabnąć, przez co wypuściła go z rąk. Nie uciekł jednak zbyt daleko, bo wciąż uwięziony był na smyczy. Broussard sięgnęła po nią, jednak wciąż się nie wyprostowała. — Możesz wypuścić — odezwała się, jednocześnie obiecując sobie, że będzie to ostatnia rzecz, którą wypowiedziała pod jego adresem.
Więcej czasu nie zamierzała na niego marnować.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może też bronił się w ten sposób przed sytuacjami takimi, jak dziś, gdy musiał zmierzyć się również z własnymi uczuciami, których wolałby unikać? Zobaczenie się z Elianą sprawiło, że zaczął wątpić w słuszność własnego wyboru, nawet jeśli wcześniej w pełni w niego wierzył, bo przecież wiedział, że nie chce się z nią wiązać. A jednak teraz, gdy uderzyło w niego to, kogo pozbywał się ze swojego życia, poczuł się dziwnie i odezwała się w nim jakaś pustka…
Zauważył to, jak unikała kontaktu wzrokowego. Obserwował ją i jej zmagania z kotem, samemu nie ruszając się z miejsca, dopóki go o to nie poprosiła. Wtedy bez słowa zabrał nogę ze smyczy, ale to nie znaczy, że zamierzał pozwolić, aby to spotkanie się na tym powinien. Mimo że powinien, skoro wcześniej sam postanowił się odciąć i robić uniki… Niestety, dziś pójście tą drogą okazało się za trudne.
– Jak masz jakiś problem, to powinnaś powiedzieć o tym wprost – chociaż doskonale wiedział do czego piła i w pełni ją rozumiał. Nie był naiwny, domyślił się, że musiała wściekać się na niego z powodu braku kontaktu, na który zdecydował się w pełni świadomie. I być może, gdyby dziś na nią nie wpadł, zdołałby się tym nie przejąć, a jednak kiedy dziś ją zobaczył i obserwował to, ile popsuł w ten sposób między nimi, zaczęło go to męczyć. Nie podobało mu się to, że zaczęła spoglądać na niego inaczej. Najwyraźniej na jej sympatii zależało mu bardziej, niż starał to sobie wmówić, przez co kiedy zderzył się z rzeczywistością, wreszcie uderzyły w niego konsekwencje własnych decyzji.
– Może wtedy mógłbym się wytłumaczyć – dodał po chwili, postanawiając zarzucić przynętę, którą miał nadzieję, że Eliana chwyci. Najwyraźniej postanowił spróbować naprawić to, co popsuł, choć sam jeszcze nie potrafił wyjaśnić sobie po co to robił. Na razie wiedział jedynie, że uwierało go to, z jaką niechęcią do niego podchodziła i chciał to zmienić.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była zła na sposób, w jaki to załatwił, a jednak jedno musiała mu oddać. Jego przekaz w okamgnieniu stał się oczywisty, a w dodatku zapewnił jej to, że z poczuciem wstydu mogła zmierzyć się w samotności. Nie musiała spoglądać mu w oczy, kiedy on mówiłby jej o tym, że nie chciał dłużej utrzymywać tej relacji, bo najwyraźniej na jakimś etapie zawiodła.
Dostrzegała jednak to, jak wielkim okazał się przy tym dupkiem.
Z tego samego powodu nie chciała jego tłumaczeń. Z jednej strony była ciekawa tego, dlaczego nie pozwolił im na więcej, ale z drugiej w ogóle nie miała ochoty o tym słuchać. J e g o nie miała ochoty słuchać, ponieważ była na niego wściekła. Zawiódł ją, a kilka słów wyjaśnień bynajmniej nie miało tego odmienić.
Mimo to był w stanie wyprowadzić ją z równowagi jeszcze bardziej. Kiedy w końcu odzyskała kota, wyprostowała się i skłonna była odwrócić się na pięcie, aby odejść w swoją stronę i więcej już nie musieć go oglądać, jednak Cortlandt postarał się o to, aby uniemożliwić jej względny spokój. Nie odmówił sobie tego, aby ją sprowokować, a to, że naprawdę mu się udało, mógł odczytać z wyrazu jej twarzy. Nie bez powodu spiorunowała go teraz spojrzeniem.
Tym, za sprawą czego ponownie prychnęła, był jego późniejszy komentarz. — Nie potrzebuję twoich tłumaczeń, Lance — odparła i pokręciła głową na boki. Odruchowo też przycisnęła kota bliżej siebie, jak gdyby w obawie przed tym, że wyczuje jej emocje i rzuci się Cortlandtowi do gardła. — Nie jestem głupia. Potrafię zrozumieć, co to znaczy, kiedy ktoś nie jest w stanie znaleźć nawet minuty na to, żeby napisać głupie mam dużo na głowie, odezwę się za kilka dni, więc nie udawajmy, że jest tu cokolwiek do wyjaśniania. Milczenie świetnie się sprawdzało — skwitowała i wzruszyła niedbale ramionami, jak gdyby w ten sposób chciała mu pokazać, że nie zależało jej na nim ani trochę.
To, jak dalekie było to od prawdy potwierdzała jej złość. Gdyby w ogóle jej nie obchodził, w ogóle by się nie wściekała, a jednak teraz bliska była dostania szału. I to wszystko zaledwie za sprawą jego widoku.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie spodziewał się tylko jednego – że kiedy dojdzie do ich nieplanowanego spotkania, to zmięknie i odezwą się w nim nieproszone uczucia, o których chciał zapomnieć w pierwszej kolejności. Tę misję mógł uznać za zakończoną niepowodzeniem. Podobnie jak tę dotyczącą zakończenia znajomości z Elianą, skoro teraz starał się ją urobić, aby go nie przekreśliła.
Nadal nie miał pojęcia czemu to robił i czego chciał. Działał impulsywnie, w tej chwili wiedząc tylko tyle, że nie czuł się komfortowo z tym, jak dziś na niego patrzyła i chciał to zmienić. Wiedział też, że być może stęsknił się za nią, co uderzyło w niego dopiero, gdy stanęli ze sobą twarzą w twarz. Było to dziwne, bo Lance zwykle nie czuł się w ten sposób z powodu innych kobiet, ale w sumie to już od pewnego czasu wiedział, że z nią było i n a c z e j. Nie był tylko pewny, co to inaczej mogło w jego przypadku oznaczać.
To będzie musiał rozgryźć później, bo na razie był skupiony na tym, co było tu i teraz, a tym było przekonanie bojowo nastawionej kobiety, że wcale nie chciał źle. Musiał jeszcze przekonać ją, że pomyliła się, nawet jeśli w rzeczywistości miała pełną rację i rozgryzła go dokładnie tak, jak na początku ich znajomości, ale… Znów coś się nagle po jego stronie zmieniło. Albo może nie tak nagle, tylko on po prostu za tym nie nadążał?
– Ale naprawdę mam dużo na głowie. I nie jestem przyzwyczajony do tego, żeby ostrzegać innych, że nie będę miał dla nich czasu – kiedy przychodziło co do czego i ktoś się do niego odzywał, mówił mu, że akurat nie ma czasu, ale wcześniej? Nawet nie miał komu o tym mówić, w końcu z nikim jeszcze na serio się nie spotykał, a z całą resztą ludzi to po prostu wyglądało inaczej. Dlatego nawet nie skłamał, serwując Elianie to tłumaczenie, był z nią w pełni szczery.
– Przepraszam. Powinienem dać znać – kiedy czegoś chciał, Lance potrafił przepraszać. I to jedna z takich sytuacji. Zdobył się nawet na proszące spojrzenie, którym chciał jakoś urobić Broussard, dostrzegając to, że była na niego zła i nie chciała mu odpuścić.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wtedy najwyraźniej była mądrzejsza.
Popełniła błąd i pozwoliła sobie na zaangażowanie, którego nie miała w planach. To była jej wpadka, aczkolwiek nie potrafiła przestać go winić, kiedy z tyłu głowy miała myśl o tym, że to właśnie on zawiódł. Tak długo pracował na to, aby się przed nim otworzyła, iż Eliana w końcu zawierzyła temu, że mimo wszystko był p o r z ą d n y m facetem. Nie takim, którego wpuściłaby do swojego łóżka tylko po to, aby kolejnego dnia zniknął.
Rozczarowała się jednak, czym nie powinna być zaskoczona. Od samego początku wyglądał przecież na kogoś, kto nie zdoła poświęcić jej wiele uwagi, a mimo to dała się na to złapać. Musiała zmierzyć się z konsekwencjami i chciała zrobić to tak, jak do tej pory mierzyła się z zakończeniem tej relacji - w samotności.
Słysząc jego słowa, nie była w stanie powstrzymać się przed wzniesieniem spojrzenia ku niebu. Czy on naprawdę sugerował, że oczekiwała od niego tego, że uprzedzi ją o swoim milczeniu zawczasu? Miała wrażenie, że kompletnie się nie rozumieli. — Do tego, żeby odpisać również nie jesteś przyzwyczajony? — odbiła piłeczkę, strojąc przy tym dość wymowną minę. Nie zamierzała udawać, że nie próbowała mu dopiec. Zrobiła to z pełną premedytacją, a jednak tym, co jeszcze bardziej wyprowadziło ją z równowagi, były jego przeprosiny.
Moment później pokręciła jednak głową. Dała mu się nabrać raz i nie zamierzała już powielić tego błędu. — Możemy przestać udawać, Lance? Teraz już oboje wiemy, że to się nie uda, więc… Daruj sobie — wzruszyła lekko ramieniem. Czy było jej przykro? Owszem, ale nie zamierzała nadmiernie tego przeżywać. Chciała czym prędzej zamknąć ten rozdział i skupić się na sobie, albo na relacjach, które miały choć minimalną szansę na to, by doczekać się jakiejś przyszłości.
Lance Cortlandt