ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
165 cm
pani adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Even good boys bleed. How bad do you want me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Znała kod do mieszkania Marsa, ale nie korzystała z niego niezapowiedziana, tylko wtedy, kiedy jej brat ją zaprosił albo go uprzedziła. Nie przepadała za czekaniem, na cokolwiek, również na to, aż ktoś otworzy jej drzwi. Niecierpliwiła się zdecydowanie za bardzo, szczególnie po ciężkim dniu. Mogłaby nad tym popracować, ale nie miała czasu na terapię, chociaż podobno regularnie widywała się z psychoterapeutą, ale w rzeczywistości większość spotkań odwoływała, głównie przez pracę.
   Weszła do środka, jak do siebie. Zdjęła płaszcz, odwiesiła go na wieszak, a potem wysunęła stopy z wysokich szpilek i stanęła pewnie na ocieplanej podłodze. To był dobry pomysł, aby namówić na nią brata. U siebie też tak miała i bardzo to lubiła. Odwróciła się i zanim się obejrzała trzasnęła Marsa niewielką torebką gdzieś w okolicę twarzy, może głowy. Wydała z siebie dźwięk zaskoczenia i rozszerzyła oczy zdumiona, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to przecież Mars.
   一 Zwariowałeś? Boże, czemu się tak zakradasz? 一 zapytała wysokim tonem, a potem odetchnęła, przykładając dłoń do klatki piersiowej, w którą serce uderzało teraz chyba kilka razy szybciej, niż zazwyczaj. Odetchnęła głęboko i dopiero teraz się mu przyjrzała. 一 Nic ci nie zrobiłam, wszystko w porządku? 一 spytała, sięgając dłońmi do jego głowy i przyciągając ją niżej, zmuszając mężczyznę, żeby się pochylił, żeby mogła obejrzeć czy nie nabiła mu guza albo nie rozcięła skóry zamkiem torebki. Zacmokała z dezaprobatą, chociaż poczuła ulgę, że jednak nic mu się nie stało. Cóż, niewielka damska torebka to wcale nie jakaś super broń.
   一 Nalej mi lampkę wina i włącz jakieś HBO, żeby cokolwiek leciało w tle, potrzebuję filmu akcji albo głupiej komedii, żeby poczuć się chociaż chwilę jak człowiek 一 mruknęła ze zmęczeniem w głosie i poszła do salonu, gdzie opadła miękko na kanapę i ułożyła na niej od razu stopy, trochę wyżej, żeby odpoczęły.
   一 Opowiadaj o tych walentynkach ze śmierdzielem. Nie mogłam się doczekać na tę rozmowę, odkąd przeczytałam to w smsach. Powiedz mi wszystko. Kto to jest, gdzie byliście, co jedliście, co robiliście i dlaczego, na Boga, tak bardzo go teraz nienawidzisz 一 mówiła, gestykulując lekko dłonią i co jakiś czas poruszać stopami, jakby chciała rozluźnić mięśnie. Wzięła od niego lampkę wina i upiła łyka, a potem westchnęła. 一 Dziękuję. Jeżeli chcesz, to dla odwagi opowiem ci o moich zeszłych walentynkach. Otóż… Pracowałam. Pewnie wiesz, że kocham pracę, więc ten dzień był naprawdę bardzo udany 一 wyjaśniła i uśmiechnęła się rozbawiona, jakby żartowała. Prawda była taka, że nie. Nie żartowała.

mars carrington
Ostatnio zmieniony sob mar 21, 2026 7:36 pm przez Venus Carrington, łącznie zmieniany 1 raz.
29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z niecierpliwością przechadzał się po mieszkaniu, upewniając się, że w żadnym miejscu nie było choćby drobnego kurzu. Carrington uwielbiał porządek i nie potrafił skoncentrować się na niczym innym, gdy dookoła niego panował bałagan.
Gdy jednak usłyszał charakterystyczny dźwięk zamykających się drzwi, oderwał się od kontrolowania przestrzeni i wyszedł siostrze na spotkanie. 一 Vee! 一 przestraszył się jej reakcji i syknął, gdy jej torebka wylądowała w okolicach twarzy. 一 Chryste, całe szczęście, że nie miałaś tam żadnych dodatków 一 mruknął, nie potrafiąc nazwać rzeczy, które kobiety zwykły nosić przy swoich torebkach. 一 Nie zakradam się, po prostu przyszedłem się przywitać, bo słyszałem, jak wchodzisz 一 wyjaśnił. Na przestrzeni lat Mars zdążył przywyknąć do składania zeznań; i choć może nie zawsze istniała taka potrzeba, Carrington robił to całkiem automatycznie.
Chyba rozcięłaś mi pół twarzy 一 skłamał, o czym mógł świadczyć jego rozbawiony ton. 一 Jest okej 一 zapewnił pośpiesznie, nie chcąc denerwować siostry. Zamiast tego, Mars zamilkł i pozwolił, by starsza przyjrzała się jego twarzy, na której nie było żadnego śladu po niedawnym uderzeniu.
Zaprosił Vee wgłąb mieszkania, po czym spełnił jej oba życzenia, wpierw włączając HBO (wybór padł na jakiś głupi program o górnikach, którzy za cel postanowili sobie wydobywanie złota), a potem zahaczył o kuchnię, gdzie nalał wina do kieliszków. Wróciwszy do salonu, Mars usadowił się wygodnie na kanapie i westchnął ciężko.
Co? Pracowałaś? Niemożliwe 一 spytał, nie ukrywając ironii. Prawdę powiedziawszy, nie spodziewał się niczego innego; znał siostrę na tyle dobrze, by wiedzieć, że poświęcała dziewięćdziesiąt dziewięć procent swojego czasu wypełnianiu obowiązków zawodowych. 一 Powinnaś to zmienić. Zrobić coś dla siebie. 一 Tym razem w jego głosie słyszalna była prawdziwa troska; Carrington martwił się, że starsza pracowała za dużo, przez co traciła to, co ważniejsze (i ciekawsze).
Wiedział jednak, że nie mógł odwlekać historii w nieskończoność, więc chrząknął i zaczął mówić: 一 Poznałem go na tinderze 一 mruknął, czując że już teraz jego twarz robi się purpurowa (a przecież miało być tylko g o r z e j). 一 Poszliśmy na randkę, zaprosiłem go do tej fancy włoskiej knajpki z dobrą pizzą i aperolem. Boże, wtedy nie wiedziałem, że to skończony debil 一 jęknął, po czym upił łyk wina, co miało mu pomóc w kontynuowaniu historii. 一 Okazało się, że mamy całkiem sporo wspólnych tematów, że nawet się dogadujemy... 一 z każdym słowem Mars robił się coraz bardziej czerwony 一 wylądowaliśmy u mnie i nawet został na śniadanie. A potem... 一 okazywało się, że ciepłe mówienie o Daceyu wywoływało w nim zbyt skrajne emocje, dlatego znów postarał się je zdusić w środku alkoholem. 一 Zapomniałem hasła do apki i do gmaila, więc nie mogłem do niego napisać. Zresztą, nawet nie wiem, czy on nie chciał się mną po prostu zabawić, bo jak wpadliśmy na siebie w hotelu, to raczej na to nie wyglądał na szczęśliwego. W każdym razie tam okazało się, że jest obrzydliwym brudasem, który nie ma oporów przed korzystaniem z cudzej szczoteczki i ręcznika. 一 Na samo wspomnienie sytuacji zrobiło mu się niedobrze. 一 A teraz okazuje się jeszcze, że razem pracujemy! Kocham swoje życie! 一 skwitował ironicznie, a odstawiwszy kieliszek na blat, schował twarz w dłoniach.

Venus Carrington
31 y/o
For good luck!
165 cm
pani adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Even good boys bleed. How bad do you want me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Venus nie była demonem porządku, przynajmniej nie tak pedantycznego, jak u jej brata, bo chociaż miała w domu czysto, to nie posuwała się do czyszczenia fug w łazience szczoteczką do zębów albo odkażania całej chaty co miesiąc czy mycia okien co tydzień. Miała zdecydowanie ważniejsze sprawy od sprzątania czy gotowania, które jak widać zaprzątały jej głowę tak bardzo, że nie słyszała kroków Marsa, kiedy ten całkiem normalnie do niej podszedł. Może jednak była już przemęczona i nawet nie potrafiła tego zobaczyć?
Dodatków? 一 zapytała, nie bardzo ogarniając co on ma na myśli. Potem usłyszała ten głupi żart o rozciętej twarzy i stanęła w lekkim rozkroku z wyrazem przerażenie na twarzy, szukając na jego policzkach albo nosie krwawej szramy, ale nic takiego się tam nie pojawiło, więc w końcu dotarło do niej, że to kłamstwo i w pierwszej chwili odetchnęła z ulgą, a w drugiej zdzieliła go dłonią w ramię.
Weź mnie nie strasz 一 mruknęła, poprawiając fryzurę i starając się uspokoić. W każdym razie dobrze, że nie zrobiła mu krzywdy, chociaż czuła jak jej własne serce i tak przyspiesza i bije zdecydowanie zbyt szybko. A może to nie tylko stres, a i kolejna kawa, którą niedawno wypiła. Która to już? Czwarta? A może piąta? Nie była pewna.
Kiedy Mars przyszedł do salonu z winem, wzięła kieliszek, stopy pakując na jego kolana, gdy tylko usiadł na kanapie. Upiła łyk z kieliszka i westchnęła ciężko, spoglądając na niego tak, jakby powiedział właśnie coś niemądrego.
Praca jest właśnie czymś takim dla mnie. Dzięki niej się rozwijam, a w dodatku pomagam innym 一 powiedziała całkowicie poważnie i uśmiechnęła się lekko, jak na bohaterkę szarego życia przystało. Obecnie pomagała co prawda wielokrotnemu mordercy, ale to dalej w imię samorozwoju. Wpatrywała się w niego na początku trochę zaskoczona, a potem coraz bardziej zaintrygowana. Chyba nie podejrzewała Marsa o to, że umawia się z facetami na tinderze. Kochała go ponad życie, ale na pewno by mu coś takiego odradziła. Analizowała jego słowa dalej, bo zaciekawił ją fakt, jak bardzo różniła się opinia z wcześniej i ta z teraz.
A która część mówi o tym, że to debil właściwie? 一 zapytała powoli, jakby oceniała własne słowa. 一 Nie wymieniliście się numerami? Zapomniałeś hasła i co… Nawet nie wiesz czy do ciebie pisał? A jak pisał, to ciekawe co sobie pomyślał o tobie, skoro brzmi to trochę jakbyś go olał, nie? 一 zapytała, chociaż dalej starając się nie brzmieć, jakby to był wyrzut, tylko głośne myślenie. 一 To ze szczoteczką faktycznie dziwne, nie miał swojej? Coś jeszcze mówił? Coś wyjaśnił? Zapytałeś go? 一 zaczęła pytać, przyglądając się bratu z troską. Zauważyła, że strasznie go ta sytuacja poruszyła i był niezwykle przejęty, ale jeszcze nie wiedziała czy dlatego, że tak go oburzyło to z pokojem hotelowym i jego rzeczami, czy może było w tym coś więcej, na przykład uczucie porzucenia po randce w przeszłości. Może ten facet nadal mu się podobał? Czekała na odpowiedzi, upijając kolejnego łyka wina i nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia. Koparki na ekranie narazie nie odciągały jej uwagi.

mars carrington
29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No są te całe... 一 na chwilę urwał, aby odnaleźć w głowie właściwe słowo. 一 Labu coś tam? 一 rzucił, po czym spojrzał na siostrę z nadzieją, że wiedziała, o co mu chodzi.
Spojrzał na nią i westchnął teatralnie, bowiem nie do końca chciało mu się wierzyć, że wypełnianie obowiązków zawodowych było równoznaczne z robieniem czegoś dla siebie. 一 Praca to praca, Vee. Potrzebujesz aktywności, która pozwoli twojej głowie odpocząć. Może jakieś... Nie wiem, dzierganie i malowanie po numerach do ciebie nie pasuje, ale co powiesz na jakąś jogę? Albo o! Widziałem, że ostatnio popularny jest jakiś pilates na reformerach 一 poinformował, uśmiechając się lekko. 一 Jeśli chcesz, mogę to znaleźć i wysłać ci szczegóły 一 dodał, nie zamierzając jednak zmuszać Vee do tej (lub jakiejkolwiek innej) aktywności.
Nie w jego stylu było zmuszanie innych do działania zgodnie z jego postanowieniami; na koniec dnia siostra mogła robić, co jej się podobało, a on zamierzał ją w tym wspierać (o ile nie była na dobrej drodze do padnięcia z wycieńczenia). 一 Martwię się, że się przepracujesz 一 rzucił jeszcze. Jednym z jego celów na najbliższe miesiące było odnalezienie balansu między pracą, a życiem prywatnym i tego samego chciał dla starszej.
No jak to która? 一 oburzył się, po czym zmarszczył czoło. 一 Vee, to jest śmierdziel! Obrzydliwy brudas, który nie widzi niczego złego w kładzeniu się na łóżku w ubraniach, w których był na dworze. Rozumiesz? Zresztą, używanie cudzej szczoteczki i ręcznika też jest okropne 一 wyjaśnił, nie kryjąc swoich emocji. Miał ich w sobie zbyt wiele; samo wspomnienie sytuacji wprawiało go w poddenerwowanie i chęć zniknięcia z powierzchni ziemi.
Celowo ignorował część, która wskazywała na jego winę, bo wszystko i tak było już wystarczająco zagmatwane. Tym bardziej, że nie mógł przestać myśleć o tym, co wydarzyło się w Ottawie. Wspomnienie delegacji zaciskało jego wnętrzności w ciasny supeł; kiedy myślał o publicznym upokorzeniu brakowało naprawdę niewiele, aby się porzygał. 一 Jest jeszcze coś 一 zajawił, przygryzając wewnętrzną część policzka. 一 Na tej delegacji... Dostałem jakiegoś pieprzonego ataku paniki i wezwał karetkę. A potem... 一 Było mu tak w s t y d, że miał problem ze zbudowaniem pełnego zdania. 一 Kazałem mu się przytulać. Masakra 一 jęknął, po czym złapał za swój kieliszek, by duszkiem wypić całe wino.
Sytuacja komplikowała się z każdą chwilą; może Mars naprawdę powinien się zwolnić?

Venus Carrington
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”