-
Even good boys bleed. How bad do you want me?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Weszła do środka, jak do siebie. Zdjęła płaszcz, odwiesiła go na wieszak, a potem wysunęła stopy z wysokich szpilek i stanęła pewnie na ocieplanej podłodze. To był dobry pomysł, aby namówić na nią brata. U siebie też tak miała i bardzo to lubiła. Odwróciła się i zanim się obejrzała trzasnęła Marsa niewielką torebką gdzieś w okolicę twarzy, może głowy. Wydała z siebie dźwięk zaskoczenia i rozszerzyła oczy zdumiona, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to przecież Mars.
一 Zwariowałeś? Boże, czemu się tak zakradasz? 一 zapytała wysokim tonem, a potem odetchnęła, przykładając dłoń do klatki piersiowej, w którą serce uderzało teraz chyba kilka razy szybciej, niż zazwyczaj. Odetchnęła głęboko i dopiero teraz się mu przyjrzała. 一 Nic ci nie zrobiłam, wszystko w porządku? 一 spytała, sięgając dłońmi do jego głowy i przyciągając ją niżej, zmuszając mężczyznę, żeby się pochylił, żeby mogła obejrzeć czy nie nabiła mu guza albo nie rozcięła skóry zamkiem torebki. Zacmokała z dezaprobatą, chociaż poczuła ulgę, że jednak nic mu się nie stało. Cóż, niewielka damska torebka to wcale nie jakaś super broń.
一 Nalej mi lampkę wina i włącz jakieś HBO, żeby cokolwiek leciało w tle, potrzebuję filmu akcji albo głupiej komedii, żeby poczuć się chociaż chwilę jak człowiek 一 mruknęła ze zmęczeniem w głosie i poszła do salonu, gdzie opadła miękko na kanapę i ułożyła na niej od razu stopy, trochę wyżej, żeby odpoczęły.
一 Opowiadaj o tych walentynkach ze śmierdzielem. Nie mogłam się doczekać na tę rozmowę, odkąd przeczytałam to w smsach. Powiedz mi wszystko. Kto to jest, gdzie byliście, co jedliście, co robiliście i dlaczego, na Boga, tak bardzo go teraz nienawidzisz 一 mówiła, gestykulując lekko dłonią i co jakiś czas poruszać stopami, jakby chciała rozluźnić mięśnie. Wzięła od niego lampkę wina i upiła łyka, a potem westchnęła. 一 Dziękuję. Jeżeli chcesz, to dla odwagi opowiem ci o moich zeszłych walentynkach. Otóż… Pracowałam. Pewnie wiesz, że kocham pracę, więc ten dzień był naprawdę bardzo udany 一 wyjaśniła i uśmiechnęła się rozbawiona, jakby żartowała. Prawda była taka, że nie. Nie żartowała.
mars carrington