-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miał nic. Było mu zimno. Oczy paliły od słonych łez. Był głodny i było mu niedobrze w tym samym momencie. Kręciło mu się w głowie, a każdy kawałek jego ciało boleśnie wydawał się ważyć dziesięć razy więcej, niż zwykle. Po co się starać? Wszystko dla czego chciał się starać, zostało z Holloway, która go nie chciała. Mądra dziewczyna, on też by się nie chciał. Był sam, na zimnym schodku, cierpiąc z własnej głupoty, złamanego serca i to wszystko było jego winą.
Ktoś wszedł w jego przestrzeń. Ktoś złapał jego twarz.
Błękitne oczy, które będą go nawiedzać do końca marnego życia.
"Lexie.."
Ciepłe usta na jego, czułe i delikatne.
Dlaczego?
Nie oddał pocałunku, prostując się tak raptownie, że musiał podeprzeć się dłońmi z tyłu, żeby się nie wyjebać. Łokcie ugieły się pod nim lekko, ale utrzymały jego ciężar, pozwalając, by wpatrzył się w kobietę, którą kochał, dla której chciałby wszystko naprawić... A która przecież kazała mu wyjść. Odepchnęła na sam skraj desperacji. Teraz miała czelność biec za nim i go całować? Trochę za mało i za późno.
- Kocham cię... Dlaczego mi to robisz? Czy ty naprawdę nie masz serca? - głos miał oschły, bolesny grymas wykrzywiał jego twarz. Powiedział wszystko. Złapał się każdej brudnej zagrywki, która mogła u przyjść do zmęczonej głowy.. I dopiero, kiedy pieprznął drzwiami, tracąc kontrolę, biegła za nim, żeby co właściwie? Żeby dalej się przed nią płaszczył i błagał? Żeby prosił, skomlał, rozpadał się przed nią kawałek po kawałku, by dała mu chociażby ochłap czułości i wsparcia, w najniższym momencie życia?
Za późno.
Już nie miał niczego, co mógłby jej dać.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odsunęła się od niego, czując, że oddala się od niej, nawet będąc tak blisko. Podniosła się powoli i spojrzała na niego. Słuchając jego słów, poczuła, jak łzy zbierają się w kącikach jej oczu. Klatka piersiowa zacisnęła się boleśnie. Miał rację. Nie miała serca. W tamtym momencie nie myślała o nim. O jego uczuciach. Dała mu to jasno do zrozumienia jeszcze u góry, w swoim mieszkaniu. Po prostu uderzyła ją rzeczywistość, że to już naprawdę... k o n i e c
...że musi się z nim pożegnać. Że wyszedł tak po prostu, tak szybko. A przecież… przez chwilę wierzyła, że będzie inaczej. Że zapuka do jej drzwi. Że wejdzie bez pytania. Że powie jej, że nie potrafi jej puścić, że nie wyobraża sobie życia bez niej. Ale tak nie było. To były tylko wyobrażenia. Idealizowanie czegoś, co było toksyczne. Niezdrowe dla nich obojga. Musiała się opanować. Spojrzeć na to z boku. Pogodzić się z tym, że to naprawdę koniec.- Przepraszam - wyrzuciła z siebie cicho. Minęła go, nie patrząc już w jego stronę. Drzwi otworzyła szybko kodem, jakby bała się, że jeśli zwolni choć na sekundę, wszystko się posypie. Pobiegła na górę po schodach. Co kilka stopni zatrzymywała się na moment, żeby złapać oddech, uspokoić serce, które waliło jak oszalałe. Każdy kolejny schodek tylko ją utwierdzał, ze już nigdy nie poczuje się tak, jak wtedy - jak tamtej pierwszej nocy, kiedy byli razem.
Alexis