ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie miała zbyt wiele do roboty. A może inaczej była po kilku biznesowych spotkaniach jeśli chodziło o Blue Jays jak i o jeden z salonów samochodowych ojca. Miała dość siedzenia na tyłku i słuchania bandy starszych mężczyzn z przerośniętym ego, którzy myślą, że tak młoda dziewczyna nic nie wie o prowadzeniu biznesu. Nie znała się na sporcie kompletnie mimo tego, że dorastała chodząc na mecze drużyny. Nie interesowało ją to za dzieciaka, a teraz wie coś nieco przez wzgląd, że ojciec uparł się by to jej oddać drużynę. Jasne dużo jej w tym wszystkim pomaga i daje rady, ale to ona miała ostatnie słowo we wszystkim. Niektórzy niestety nie potrafili pogodzić się z myślą, że taka siksa ma tyle władzy. Szczególnie, że po towarzystwie chodziły plotki iż Kasama lubiła imprezować. Tym bardziej uważali ją za gówniaka a nie dorosłą osobę.
Prawda jednak była taka, że Kasama Cooper miała smykałkę do interesów niczym ojciec. Wiedziała co się bardziej opłaca a co nie i wiele decyzji, które podjęła faktycznie wyszło drużynie na dobre. Już pomijamy fakt, że zasiliło to jej własne konto bankowe.
Miała dość sztywniaków i postanowiła ze swojego biura przejść się na trening drużyny. Nic jej to nie kosztowało, a przynajmniej mogła bezmyślnie gapić się na facetów machających kijkami i biegających między bazami.
Powiedzmy sobie szczerze faceci, którzy dopiero zaczynali karierę w zespole ślinili się w stronę Kass co oczywiście ona skutecznie ignorowała. A to ich zainteresowanie jej osobą sprawiało, że nie skupiali się na treningu jak powinni. Każdy chciał się popisać co wychodziło pokracznie.
Apo oczywiście nie odpuści sobie również faktu, że może powkurwiać obecnego trenera drużyny, którego znała od dzieciaka tak naprawdę. Pan Cooper od zawsze twierdził, że Robbie jest największą gwiazdą rodziny. -Nie uważasz, że trenujesz bandę dzieciaków? - rzuciła w kierunku Robbiego opierając się swoim zacnym tyłkiem o murek by mieć lepszy wgląd na trening. Jakby usiadła na trybunach to już nie byłby to najlepszy widok.

stary dziad
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Hej! Chłopaki, co Wy odwalacie?! - świeże wczesnowiosenne powietrze przeciął ostry dźwięk gwizdka.
Z początku Robbie nie bardzo rozumiał skąd wzięło się rozproszenie jego zawodników. Mimo jeszcze chłodnego powietrza, które powoli zaczynało pachnieć wiosną, do tej pory jednak wszyscy byli skupieni. Opadły mu ręce, kiedy Mendez zaczął wygłupiać się, stając przy bazie z kijem w ręku. Zmarszczył brwi, ale mało nie podskoczył, kiedy usłyszał głos Kassie.
Przewrócił oczami, już rozumiejąc co się dzieje.
- Pojęcie dzieciaka jest bardzo względne.... Poczekaj chwilę. - poprosił i ruszył półbiegiem w kierunku zawodników na boisku.
Wiedzieli, że muszą się zebrać dookoła niego, więc bez ociągania ruszyli biegiem w kierunku swojego trenera.
- Chłopcy, nie jesteście nawet w pierwszym składzie. Od tych treningów zależy, czy któryś z Was do tego składu wejdzie. Jasne? - zaczął spokojnie, stanowczym, ale ciepłym głosem.
Zawodnicy pokiwali głowami. Mendez spuścił spojrzenie i wbił je w ziemię. Za to spojrzenie Robbiego powędrowało nad jego głową na Kasamę. Tam zatrzymało się odrobinkę za długo.
- W sporcie nie chodzi o popisy, tylko o dyscyplinę. Zostawcie sobie gwiazdorzenie dla fanów, a nie dziewczyny, której nie zabierzecie nawet na randkę, bo Was na to nie stać. Dla Was to jest Pani Prezes i gwarantuję Wam, że końskie zaloty nie wpłynął na jej uznanie do Was, a już na pewno nie poprawią mojej oceny. Skupcie się!
Zakończył kiwnięciem głowy i usłyszawszy odzew ze strony drużyny ruszył z powrotem na swoje wcześniejsze miejsce, koło Kassie. Powietrze przeciął kolejny gwizdek, który sprawił, że zawodnicy wrócili na swoje pozycje i wznowili trening. Dalej na torach ćwiczyli pałkarze i inni miotacze. W oddali przejeżdżał mały traktorek, który kosił trawę po zimie.
- Pani Prezes... - powiedział trochę za bardzo oficjalnie, jak na to, co chciał. - Coś się stało? Bo jeśli rozpraszasz te dzieciaki tylko z nudów...
Podniósł znaczące spojrzenie na nią, nie kończąc zdania, za to mieląc ostatnie słowa w ustach.

Mała Kassie
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Bawiła ją ta cała sytuacja tak naprawdę. Może nie miała jakiegoś przerośniętego ego, ale chyba każdy lubi czasem widzieć, ze ktoś się nim interesuje prawda? Nawet jeśli to była banda chłopców co to ledwo pełnoletni byli. Chociaż Kass umawiała się swego czasu z jednym z pałkarzy z podstawowego składu. Krótki epizod ale był!
Uniosła brew gdy kazał jej czekać, ale w sumie i tak nie miała większych planów. Przyszła tu odetchnąć odrobinę od tych wszystkich starych pryków z którymi miała dzisiaj do czynienia, chociaż Cole też był dużo starszy od niej. Poza tym ten stadion mimo wszystko był na swój sposób oazą spokoju szczególnie jeśli nie rozgrywały się mecze. Można żartować, że praktycznie wychowała się tutaj. Chwilę obserwowała jak to były zawodnik zamieniony na trenera radzi sobie z młodzikami. Skupiła na nim całą swoją uwagę i słuchała tego co miał do powiedzenia, chociaż nie wszystko wyłapała tak naprawdę. Stali odrobinę za daleko, a i ona sama musiała spojrzeć na telefon, więc nawet nie widziała, że Robbie spojrzał w jej kierunku.
-Panie trenerze - rzuciła w odpowiedzi -Nic się nie stało. Poza tym nie rozpraszam. Ja osobiście nic nie robię. Skończyły się moje nudne spotkania, więc po prostu przyszłam - uśmiechnęła się niewinnie. Jak ojciec przychodził to nic na to nie kłapał dziobem, a jak tylko Kass się pojawiała to już mu to nie odpowiadało. Bezczelność. -Poza tym jeśli rozpraszam to co mi zrobisz? - uniosła brew skupiając swoje spojrzenie na starszym mężczyźnie. Wsunęła telefon do kieszeni swojej szarej marynarki. Normalnie wyczuła, że facet zaraz jej rzucał jakieś wyzwanie albo po prostu już tak bardzo miała spaczoną perspektywę, że każdy starszy facet próbował jej w jakikolwiek sposób zagrozić. Miała wrażenie, że wiecznie musi udowadniać wszystkim, że nadaje się na stołek prezesa.

stary piernik
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Każdy to lubi. To oczywiste, a dziewczyny, które twierdzą, że tak nie mają, albo kłamią, albo kłamią też w innych kwestiach. Każdy lubi czuć się pożądany od czasu do czasu. A Kasama naprawdę była atrakcyjną dziewczyną. Z resztą wystarczyło spojrzeć na biednego Mendeza, który dalej się wydurniał i pajacował.
- Acha... Czyli z nudów chcesz mi utrudnić pracę? - pokręcił głową z rozczuloną rezygnacją malującą się na twarzy.
Podszedł do niej bliżej i oparł się o murek koło Kassie, składając dłonie na piersi. W tym momencie ich łokcie właściwie się stykały i oboje na wzajem czuli zapach swoich perfum. Powietrze zgęstniało na tyle, że jego dotyk był wyczuwalny na odsłoniętych fragmentach skóry.
- Widzisz, nie mogę nic zrobić. Jesteś prezesem, ale to też oznacza świadomość swojego wpływu. - wyjaśnił spokojnym głosem, niemalże cytując słowa jej ojca: "Twoja pozycja to przywilej, ale też świadomość swojego wpływu."
Wyprostował się lekko i uniósł głowę, próbując lepiej dojrzeć to, co działo się przy domowej bazie, bo pod tumanem kurzu skryło się jakieś zderzenie dwóch zawodników. Już miał ruszyć w tamtym kierunku, ale tuman opadł, a zawodnicy ze śmichem podnosili się i zaczęli się otrzepywać.
Ledwie dostrzegalne westchnienie ulgi wyrwało się z jego piersi, kiedy znów wracał do tamtej pozycji, usilnie starając się nie patrzeć na Kassie, bo kiedy spojrzy na niego tymi swoimi wielkimi oczami i uśmiechnie się całym garniturem śnieżnych ząbków to Robbie straci cały swój autorytet. A pracował nad nim dzisiaj od rana, także z nią.
- Jeszcze jest chłodno... - zauważył, dopiero teraz pozwalając sobie na szybkie zerknięcie na jej szyję, a potem dekolt.
Ten garnitur też wyglądał dość cienko...

Mała Kassie
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ewentualnie nie czują się pewnie we własnej skórze i nie chcą takich rzeczy słyszeć na swój temat. Na szczęście Kass nie należała do tego grona, chociaż wszelkie komplementy przyjmowała z chęcią to jednak nie sprawiało to, że leciała zaraz w tango z tym kimś. Szanujmy się. Wygłupy Mendeza były na swój sposób urocze i zabawne, chociaż ani odrobinę nie imponował tym Cooper. Co akurat było dobre!
-Ja? Nigdy w życiu. O co ty mnie posądzasz Cole? - uniosła brew skupiając swoją całą uwagę na mężczyźnie. Droczyła się a i owszem, ale wiedziała, że on to już częściowo był uodporniony. Jakby nie było znali się naprawdę długo. Robbie był ulubieńcem jej ojca. Przeszedł ją niewielki dreszcz gdy poczuła jego dotyk.
-Weź, bo brzmisz jak stary piernik i do tego jak mój ojciec - przewróciła teatralnie oczami. Nie lubiła gdy ktoś jej mówił jak miała się zachowywać. Byleby nie plotkowano źle o Cooperach. I chociaż w biznesie była cięta jak osa niczym jej ojciec to poza tą całą drużyną i wszystkiego innego była jednie 27letną kobietą, której jeszcze w głowie dobra zabawa. To nic, że jakiś czas temu dobiła deal z managementem Twice by to właśnie na Rogers Centre odbył się koncert. Wiedziała, że to przyniesie naprawdę wielkie pieniądze, a to dla Cooperów było ważne akurat.
Tuman kurzu przerwał na chwilę rozmowę, bo oboje z uwagą spoglądali w tamtym kierunku. Mimo tego, że nikt nie należał do pierwszego składu to jednak kontuzje nie były mile widziane u nikogo.
-A owszem jest. A co martwisz się, że się przeziębię? Kto by pomyślał, że Cole jest taki wrażliwy? - zaśmiała się krótko widząc jak gapił się przez moment na jej dekolt. Stary a głupi jak ta banda dzieciaków udająca, że trenują. -Chyba powinieneś się skupić bardziej na młodych niż na moim dekolcie co? - rzuciła. Nie potrafiła się powstrzymać przed dogryzieniem Robbiemu. -Poza tym. Zapomniałabym. Ojciec zaprasza Cię na kolację jeśli masz czas i chęci - wspomniał o tym córce kiedy wychodziła z rodzinnego domu. Ostatnio częściej nocowała u rodziców niż u siebie, ale lubiła wieczory spędzać z rodzicami i rodzeństwem. Pomimo iż była typem osoby, która lubiła wychodzić do ludzi i imprezować do rana.

przystojny, stary piernik
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdybyś Ty tylko wiedziała, jak bardzo mi utrudniasz...
Jego spokojne, zdystansowane spojrzenie powędrowało na jej twarz, kiedy nazwała go otwarcie starym piernikiem. Uniósł jedną z brwi, w niemym pytaniu: czyżby?
- To nie głupi człowiek, warto go czasem posłuchać. - zauważył z lekkim przekąsem, po czym wrócił spojrzeniem na zawodników.
Jeszcze chwila i będzie musiał do nich wrócić. Już dawno powinien, bo zaczynają się bawić a nie trenować. Dobrze, że miał też innych trenerów ogarniających ich. Tyle tylko, że wcale nie chciał przerywać tej niby bliskości, jaka między nimi była.
Westchnął z wyczuwalnym rozczarowaniem, po czym odsunął się i rzeczywiście skupił uwagę na zawodnikach, robiąc kilka kroków do przodu. Ale kiedy usłyszał lekką zmianę w jej głosie i zaproszenie na kolację uśmiechnął się pod nosem.
- Dla Was zawsze! - odpowiedział rzucając przez ramię cieplejsze spojrzenie Kassie.
Kolacja z tą rodziną zawsze była dla niego ważnym momentem. I chociaż wiedział, że tak naprawdę nigdy nie będzie członkiem tej rodziny, to wdzięczność, jaką czuł za to, że nie pozbyli się go po tamtym meczu, sprawiała, że dla niego... Dla niego oni byli rodziną.
- No dobra. Skoro jesteś tutaj ze mną... To możesz mi pomóc, co? - zaproponował ruchem głowy zapraszając, ją żeby stanęła koło niego. - Co myślisz o Mendezie? To ten dzieciak, który najbardziej pajacował.
Skrzyżował ręce na piersi, czekając na jej opinię, ciekaw tego jak go oceni. Ciekawe, czy w ogóle interesowała się zawodnikami, poza firmowymi sprawami. Drużynę było bardzo łatwo zamknąć w liczbach prawdziwego biznesu i do tego Kassie miała talent, ale drużyna to nie tylko liczby. To także ludzie i ich potencjał.

Już nie taka mała Kassie
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Był starszy od niej, więc to logiczne, że stary piernik z niego. Szczególnie jeśli kłapał dziobem zupełnie jak jej ojciec. Naprawdę nie potrzebowała drugiej niani do tego by właściwie prowadzić biznes, bo tym właśnie dla niej była drużyna. -Może nie głupi, ale nie chcę by mi wiecznie siedział nad głową i prowadził monologi - przewróciła teatralnie oczami. Obserwowała znużona poczynania chłopaków na treningu. To nie tak, że nie wiedziała co i jak jeśli chodzi o baseball. Po prostu nie przykuwała do tego wielkiej uwagi. Zresztą dość szybko mecze ją nudziły i za dzieciaka i teraz.
Robbie był częściej zapraszany na obiady czy kolacje przez Cooperów niż sama Kass, która częściej po prostu miała inne rzeczy do roboty. Często gęsto wolała po prostu sobie wyjść na miasto z grupką znajomych, chociaż naprawdę przepadała za kuchnią mamy.
-Oczywiście, że masz - westchnęła. Serio miała wrażenie, że ojciec by już dawno adoptował Robbiego gdyby tylko mógł. No, ale jeśli staruszkowi sprawiało radochę, że jego ulubieniec wpadał na kolację to przecież Kasama nie będzie mu tego zabraniać. Lubiła ma dogryzać, więc to kolejna dobra okazja by to robić.
-Mogę - w sumie nie musiała, ale przecież co jej szkodzi. -Mendez? - zmarszczyła brwi i skupiła swoją uwagę właśnie na nim. Chłopak zauważył, że się na niego patrzy i momentalnie się wyprostował. To nie był wzrok rozbawionej pani prezes, a kogoś kto właśnie próbuje wwiercić Ci się w duszę i prześwietlić na każdy możliwy sposób -W sumie nie widziałam go podczas gry, więc za wiele o jego umiejętnościach nie mogę powiedzieć. Statystyki statystykami, ale to Ty wiesz najlepiej jak to jest na boisku - wzruszyła ramionami i spojrzała na Cole'a -Poza tym jak dla mnie to za dużo pajacuje zamiast się skupić. Tak patrząc na niego to mam wrażenie, że ma potencjał na mocno przerośnięte ego - bo albo faktycznie po prostu pajacuje albo próbuje pokazać wszystkim dookoła, że on może się wygłupiać bo i tak jest dobry i nie musi się zbytnio wysilać.

staruszek Cole
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kątem oka spojrzał na Kassie, kiedy ta wspomniała, że to oczywiste, że ma czas. Przez moment wydawało mu się, że wyczuł wyrzut... Ale to nie było miejsce ani chwila na taką rozmowę. I tak poszli za daleko z flirtem.
- Chłopak ma talent... - podsunął, kiedy wspomniała, że nie wie jak gra. - Problem polega na tym, że o tym wie.
Tutaj jego spojrzenie całkowicie przeniosło się na Kasamę. Patrzył na nią poważnym, ale ciepłym spojrzeniem.
- Ponieważ sukcesy przychodzą mu bardzo łatwo myśli, że już zawsze tak będzie. Brakuje mu pokory... - zawiesił na moment głos, by przenieść spojrzenie na boisko.
W jego twarzy odbiła się chwila zastanowienia. Powrót do własnych doświadczeń, szybki przegląd tego, jak Mendez pracował na boisku i to jak zmieniły się zasady gry, kiedy pojawiła się Kassie. Kiedy tylko Mendez zapominał o tym, że jest obserwowany przez Panią Prezes zaczynał naprawdę mocno pracować i trenować. Ale znów wystarczała chwila, w której zrobił coś naprawdę dobrego, by powiódł spojrzeniem z powrotem na parę stojącą w oddaleniu i oceniającą go.
- Masz sporo racji... Wydaje mu się, że sam talent wystarczy, żeby zrobić karierę. I niestety wiele drużyn przyjmie go z otwartymi rękami, po czym wypluje po sezonie, albo dwóch.
Wrócił spojrzeniem na dziewczynę.
- Mógłbym go wziąć do szerokiej kadry i nie wystawiać nawet na ławce przez kilka meczów, póki nie nauczy się pracować zawsze. - zaproponował, ale chyba bardziej sobie, po czym dodał już konkretniej. - Co z nim zrobisz?
Znów przebiegł spojrzeniem po jej buzi, obrysowując owal jej wielkich oczu pod teraz lekko zmarszczonymi brwiami. Patrzył na nią z niemym uznaniem, ale pod spodem czuł, że zaraz znowu zacznie się dogryzanie.

Coops
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czasami Kass miała wrażenie, że pan trener to już stały dodatek do jej rodziny. Ojciec miał fioła na jego punkcie kiedyś. Robbie był gwiazdą drużyny, więc nic dziwnego, że stary Cooper stawiał go na piedestał. Szkoda, że przy tym często gęsto zapominał o własnych dzieciakach.
-Nie do końca to jest problem. Wiedzieć, że się ma talent do czegoś to nie jest takie złe. Gorzej jak przez to ego dostanie boosta - wyruszyła ramionami i przeczesała włosy dłonią. Ona miała talent... do wkurwiania Cole'a i oczywiście miała nosa do interesów. Potrafiła swoje własne talenty wykorzystywać, ale to wcale nie znaczyło, ze musiała się przed wszystkimi popisywać. Jasne była czasami zbyt pewna siebie, ale to akurat nie było nic złego. Zresztą musiała być, bo inaczej cały zarząd by ją przeżuł i wypluł i tyle byłoby z jej kariery jako pani prezes.
Przez dłuższą chwilę obserwowała zarówno Mendeza jak i pana trenera. Pomysł wzięcia go nie był taki zły. Jednak jeśli by go nie wystawił to równało się to z frustracją u młodego i spięciami na linii trener-zawodnik, a tego chyba Robbie nie chciał. Sama nie zamierzała ingerować, bo to on tu dowodził. Ona mogła jedynie dać swoją opinię, której i tak mógłby nawet nie wcielić w życie.
- Ja? A to nie jest Twój problem? - spojrzała na niego zaskoczona. -No jeszcze tego brakowałoby, żebym to ja decydowała o kimś. Wystarczy, że dzisiaj musiałam stoczyć słowne potyczki z Nelsonem, który podważał wszystkie moje decyzje - przewróciła teatralnie oczami. Typ do tej pory miał za złe, że to nie on dostał stołek prezesa tylko szczyl jakim była Kass. -Jemu potrzebna jest nauka pokory tak naprawdę. Pokazanie mu, że z samym talentem to jednak daleko nie zajedzie. - tak chyba byłoby najlepiej. Jasne był jeszcze młody, ale im szybciej załapie o co w tym wszystkim chodzi tym lepiej. A oni będą mieli kolejną gwiazdę na poziomie Robbiego.

pan Cole
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Sapną, rozbawiony tym, jak od razu przeszła do defensywy. Spojrzał na nią znacząco, ale ciepło. Tak, lekko ją sprawdzał. Kiwnął głową, kiedy dała mu odpowiedź, jakiej oczekiwał i uśmiechnął się do niej ciepło.
- Nelson to burak, robił problemy już Twojemu ojcu. Ale ma serce do tego sportu. - zauważył, po czym w jego oczach pojawił się lekki ogień. - Zjesz go na śniadanie...
Puścił jej oczko i westchnął czując, że nie może już przedłużać tej miłej chwili. Wolałby być teraz w zupełnie innym miejscu z nią.
Nawet mimo tego, że rodzina Kass traktowała go, jak swojego członka, to mimo wszystko on ciągle czuł się trochę jak impostor. Dobrze wiedział, że on musiał sobie zasłużyć na tę bliskość. Jednocześnie miał ciągle uczucie, że jeszcze tego nie zrobił. Nie dowiózł wtedy mistrzostwa. Zaryzykował i w efekcie prawie stracił wszystko, co budował. A teraz...
- Muszę iść do chłopaków, ale jeśli chcesz, to bardzo chętnie zjem potem z Tobą lunch. - zaproponował na chwilę przed tym jak pożegnał się z nią uniesioną dłonią i ruszył półbiegiem w kierunku zawodników.
Trening powoli dobiegał końca, gracze znów zebrali się niedaleko trenerów, którzy przez moment ze sobą dyskutowali, aż wreszcie Robbie podszedł do zawodników i zaczął im coś tłumaczyć. Jego spokój odbijał się na tle podekscytowanych młodzików. Jeden coś krzyknął radośnie i aż podskoczył. Drugi zbił piątkę z pierwszym. A potem przyszła pora na Mendeza, który we wściekłości ściągnął kask z głowy i cisnął nim o ziemię, po czym zaczął coś krzyczeć na Robbiego.
Cole nie musiał podnosić głosu. Kilka spokojnych słów sprawiło, że Mendez pochylił głowę i wydukał przeprosiny, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku szatni.

Zjesz go na śniadanie!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rogers Centre”