ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
160 cm
profiler Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
Canada, are you ready for this? Justice always prevails.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3-cio osobowa
czas narracji-
postać
autor

#1
Nathaniel Mayfield
outfit

Deszcz w Distillery District nigdy nie był kojący; odbijał się od wielkich, fabrycznych okien rytmicznym, metalicznym stukotem, który Maisy słyszała nawet przez szum ekspresu do kawy. W mieszkaniu było chłodno mimo ciepłej barwy żarówek zapalonych na kinkietach. Sterylna biel ścian i surowa cegła zdawały się zaciskać wokół niej, gdy po raz kolejny tego wieczoru przesuwała palcem po zdjęciach z miejsca zbrodni.

Młoda dziewczyna. Biała sukienka, która w świetle policyjnych lamp wydawała się niemal błękitna. Brak krwi. Ułożenie dłoni – nienaturalnie splecione palce, jak do modlitwy, której nikt nie wysłuchał. Ta sprawa nie dawała jej spać. Nie dlatego, że odbierała ją personalnie, ale dlatego, że w tym momencie, oprawca wciąż był w mieście i mógł planować kolejny śmiertelnie poważny spektakl w roli głównej z dziewczyną, która niemal z rozkoszą mogłaby powierzyć mu serce. Maisy nie spała niemalże od trzydziestu sześciu godzin. Zamiast regeneracji, zafundowała sobie seans z demonami, których Toronto nie chciało oglądać za dnia. W pewnym momencie, gdy światło lampki zamigotało, dostrzegła kolejny trop - pierścionek zakrzywiony na jej serdecznym palcu i numer ciężarówki widzianej dwie przecznice dalej. To Romeo i Julia. Trucizna w pierścionku. Pisarz, którego przesłuchiwali. Miał za dobre alibi - wieczór autorski. Nie było go przy ofiarze tego dnia. Nie musiał być, ofiara dostała szczegółowe instrukcje i została zmuszona. A pierścionek, jest łudząco podobny do tego z powieści. Ciężarówka należała do właściciela biblioteki w której odbywał się wieczór autorski.

Chwyciła telefon. Pierwszy sygnał. Drugi. Poczta głosowa.
- Nate, odbierz. Mam to. Słyszysz? To nie był błąd w profilu, to był błąd w lokalizacji - wychrypiała do słuchawki, ale odpowiedziała jej tylko cisza.

Zaczęła chodzić wzdłuż okna, boso, czując pod stopami zimną posadzkę. Jej palce powędrowały do ust - paskudny nawyk z dzieciństwa, którego sędzia Thorne nienawidził najbardziej. Zaczęła nerwowo obgryzać paznokieć u kciuka, wsłuchując się w narastający deszcz. Każda minuta zwłoki wydawała się wiecznością. Miała wrażenie, że słyszy, jak cichy morderca oddycha, jak zaciera ślady, jak śmieje się z ich nieudolności. Myśli, że po przesłuchaniach jest już bezpieczny.

Spróbowała zadzwonić jeszcze raz. Nic.

-Cholera, Mayfield. Nie wierzę, że już śpisz.- syknęła pod nosem. Była ledwo 22-ga.

Nie mogła czekać do odprawy o ósmej rano. Adrenalina przepłukiwała jej żyły skuteczniej niż kolejna dawka kofeiny. Chwyciła marynarkę, nie dbając o to, że narzuca ją na domowe ubranie, i wcisnęła stopy w buty. Przecież to nie było daleko - mieszkali niemalże po sąsiedzku. Wystarczyło przejść przez przecznicę, gdzie latarnie rzucały długie, powykręcane cienie.

Wyszła na zewnątrz, pozwalając, by lodowaty deszcz natychmiast zmoczył jej włosy. Szła szybko, niemal biegiem, raz po raz wybierając numer Nathaniela. Telefon dzwonił w jej kieszeni, wibrując rytmicznie, ale po drugiej stronie wciąż nikt nie podnosił słuchawki.

Nie bawiła się w uprzejmości. Przeskoczyła dwa stopnie naraz, ignorując zapach starych klatek schodowych i wilgoci. Stanęła pod drzwiami z numerem #3 i zamiast zapukać, zaczęła w nie walić pięścią, głośno i natarczywie.
- Nate! Otwieraj! Mam trop, mamy go!
Stukała monetą o framugę, a dźwięk metalu o drewno niósł się echem po pustym korytarzu, mieszając się z jej rwanym oddechem. Nie zamierzała odejść, dopóki nie zobaczy go w drzwiach.
MysticsDream
40 y/o
TORONTO RANGER
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

Deszczowa aura mocno go wkurzyła gdy wysiadał z taksówki wraz ze swoją kumpelą w ręce, tanią whisky, napoczętą dla próby i smaku wieczoru, który się właśnie zaczynał. W teorii był już po służbie więc mógł sobie wypić, po drugie wciąż miał kilka godzin do poranku, a więc da radę jak zawsze gdy był po głębszych poprzedniego wieczoru. Dzisiaj najwyraznie mocno potrzebował się znieczulić, przerzucając rano karton z rzeczami ex narzeczonej, wkurzył się na to, że nie zabrała tego co powinna, a więc - jebany pierścionek. Rzucając nim w niego, zostawiła w sumie tępe wspomnienie tego co mieli i tego co koncertowo spieprzył swoim zachowanien. Był gburem i samolubem to fakt, gdy się poznawali widział w niej jedyną jasną drogę w swoim życiu, pojawiającą się od dawien dawna nareszcie. Była jak wyciągnięta dłoń i obiecany dla niego ratunek. Była dla niego za dobra i za prawdziwa w chwili gdy on żył dalej tym ponurym życiem. Miewał lepsze i gorsze dni, miewał takie momenty jak ten gdy klęczał przed nią z zawleczką od soku, a dopiero potem razem wybierali ten pierścionek.
Był sprzeczny cały w sobie, przeplatając dobre chwile tymi gorszymi gdy zachowywał się jak kutas, gdy pachniał dymem papierosa pomieszanym z gryzącą damską wanilią. Znosiła wiele ale te ostatnie dni i tygodnie wyglądały co raz gorzej, a oni nie byli już parą tylko lokatorami dla siebie. Żal jakiś pozostawał, wplotło to go w gorszy stan, taki którego nie musiał już ukrywać wracając do mieszkania, tym razem chłodnego i pustego.
Sam nie widział sensu w tym aby pić jeszcze więcej, nie miał w końcu aż takich problemów aby wlewać w siebie co rusz więcej alkoholu, a jednak to robił, a to pewnie go wreszcie zgubi. Jako policjant powinien się ogarnąć, rzucić to raz na zawsze, a może nawet i wybrać terapię, odetchnąć. Wolnych dni na koncie miał co nie miara, nigdy nie korzystał z urlopu, chyba że góra chciała go odsunąć, dać mu naganę za akcje poza procedurami, za niektóre ponadprogramowe jego działanie. Oprócz tego wydawał się być nieskazitelny, wręcz pochłonięty pracą policjanta, inspektora którym się stał.
To nie tak, że siedział nad tą sprawą całe bite dwadzieścia lat. To nie tak, że żył tym i wracał za każdym razem gdy inne rzeczy się sypały. To było raczej jak koszmar wychodzący tej jednej nocy, jak tykająca bomba która wracała o tej konkretnej porze, tego jednego dnia, który zapisał się w kalendarzu. Wracał myślami wtedy gdy data rocznicy pojawiała się niebezpiecznie na horyzoncie. To wtedy na nowo kalkulował, wracał czy sprawdzał inne ślady, podobne przypadki.
Dzisiaj nie miał jednak zamiaru pracować, jego koleżanka whisky dotrzymała mu towarzystwa dalej gdy już zaległ w mieszkaniu na kanapie. Nie wiedział kiedy ale jakoś ten sen przyszedł niespodziewanie, jak zmęcznie po bezsennych nocach, które miewał. To go męczyło, sytuacje życiowe go dręczyły i w sumie to chyba proste, że w pustym mieszkaniu usłanym ciszą łatwiej było się wyłączyć..
Telefon mógł sobie dzwonić i dzwonić, a on opadł z siły i odpłynął w ramiona Morfeusza...

Spadł twardo. Prawie jak niedźwiedź, z kogutami na głowie, czupryną zmichraną przez zamroczony alkoholem umysł. Walenie do drzwi? Mocne i intensywne. Nie obudziło go w pierwszym rzucie, wręcz przeciwnie nieco się przechylił na drugą stronę, spadając przy okazji z kanapy. Ból ramienia od razu go otrzeźwił i sprawił, że zerwał się trochę na równe nogi jak jakiś kocur, któremu nadepniętą na ogon. Walenie oraz kobiecy krzyk po drugiej stronie drzwi stał się nie do zniesienia dużo bardziej niż stłuczone ramię oraz kości, które zagruchotały gdy tak spadł z wersalki. Otrzepał się i przetarł twarz, rzucając wzrokiem na zegar wskazujący całkiem znośną godzinę. Nie była to jeszcze noc, aby mógł jawnie opierdolić osobę zaburzającą jego spokój.
- THORNE?! Walisz jak oparzona.. - rzucił w stronę kobiety gdy już otwarł jej drzwi i co ważniejsze, ujrzał jej twarz, całą podekscytowaną ale i delikatnie wkurzoną. Nie sprawdził telefonu ani nagrań, których mu już kilka zostawiła, wręcz dalej był w swoim świecie tylko już nieco obudzony z tego letargu, w jaki wpadł po paru głębszych. Sama woń alkoholu wybiła się w raz z nim z mieszkania, gdy tylko wpuścił ją do środka aby nie robić dalej szopki sąsiadom.


Margaret Thorne
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
33 y/o
For good luck!
160 cm
profiler Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
Canada, are you ready for this? Justice always prevails.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3-cio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Nathaniel Mayfield

Maisy stała w progu i czuła jak deszcz pozlepiał jej włosy w wilgotne strączki. Mogłaby zastanowić się nad swym niezbyt korzystnym wyglądem, ale jej uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na nim. Rejestrowała każde chrapliwe odetchnięcie inspektora, a jej wzrok profilerki błyskawicznie analizował nieład jego włosów i kolor worków pod oczami.
-Boże, Nate, wyglądasz jak trup. A trochę się na nich znam - rzuciła bez ogródek, wchodząc do środka, zanim zdążył ją zaprosić. Pozwalała sobie na takie spoufałości. Był jej przełożonym, to prawda, ale w tej dusznej hierarchii Toronto Police Service traktowała go jako kogoś znacznie bliższego. Nie tylko jako zawodowego partnera, a także jako prawdziwego przyjaciela. Może to było złudzenie, zbudowane na podstawie nieprzespanych wspólnie nocy spędzonych nad analizowaniem akt. Może to była obłuda, wymuszona ich wspólnym, szczerym zaangażowaniem w szukanie sprawiedliwości. Choć oficjalnie interesowały ją głównie jego zawodowe poczynania, w głębi duszy nie potrafiła odciąć się od jego prywatnego chaosu. Nie przyznała tego wprost, ale rozstanie Mayfielda z narzeczoną przyjęła niemal z ulgą. Widziała, jak nawzajem robili sobie krzywdę: on swoją emocjonalną nieobecnością i dawnymi demonami, ona – chorobliwą zazdrością i próbą wtłoczenia go w ramy życia, do którego po prostu nie pasował. Powiadaja, że czasem samo uczucie to za mało, by pokonać rzeczywistość.
-Piłeś! - stwierdziła w końcu oskarżycielsko, gdy tylko poczuła charakterystyczną woń taniego alkoholu unoszącą się w przedpokoju. Zatrzymała się na sekundę, lustrując jego zmierzwioną czuprynę i nieobecne spojrzenie. - Spałeś? - dodała po chwili, mrużąc oczy. - Dzwoniłam. Do głowy mi jednak nie przyszło, że mógłbyś o tej godzinie ucinać sobie popołudniową drzemkę.
I choć głos miała ochrypły od chłodu i adrenaliny, to pod warstwą irytacji kryła się autentyczna troska, której nigdy by głośno nie przyznała. Przeszła do salonu, a jej entuzjazm, który napędzał ją przez całą drogę z jej przytulnego loftu, nagle gwałtownie opadł. Jej wzrok, niczym obiektyw aparatu, natychmiast wyłapał opróżnioną do połowy butelkę stojącą na widoku.
-Mayfield, naprawdę? Stać cię na coś lepszego - westchnęła ciężko, kręcąc głową nad wyborem trunku. Może myślała o czymś więcej niż tylko dobór alkoholu na wieczór? Zsunęła z ramion zmoczoną marynarkę, ostrożnie przewieszając ją przez oparcie drewnianego krzesła. Po chwili usiadła na kanapie, która była wciąż ciepła po jego drzemce, co wydało jej się dziwnie intymne i niewłaściwe w kontekście tego, z czym przyszła. Widząc go w takim stanie – rozbitego, pachnącego barem i stratą – niemal zapomniała, po co właściwie waliła do jego drzwi. Przez moment biła się z myślami, czy w ogóle jest sens wyciągać teraz akta. Nie była pewna, czy jego zamroczony umysł zarejestrowałby jakiekolwiek fakty, czy może jej rewelacje o Pisarzu i pierścionku po prostu odbiją się od niego jak od ściany.

-Pusto tu się zrobiło - mruknęła, rozglądając się po kątach, z których zniknęły kobiece drobiazgi. Choć szybko połączyła wątki - nie przypuszczała wcześniej, że to ostateczne zerwanie tak mocno poturbuje inspektora. Widocznie Mayfield miał w sobie znacznie więcej człowieczeństwa, niż sam chciał o sobie sądzić, i niż ona zakładała w swoich chłodnych analizach.

Jej myśli były chaotyczne, potrzebowała racjonalizacji swoich przypuszczeń. Była już zmęczona, ale odkrycie nowego powiązania podejrzanego z mordercą nie dawały jej spokoju. Obróciła w palcach srebrną monetę, czekając, aż Nathaniel choć trochę wróci do świata żywych.
Bo zdecydowanie,
potrzebowała go żywego.
MysticsDream
40 y/o
TORONTO RANGER
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

Na pewno Ameryki nie odkryła swoim stwierdzeniem, zresztą sam Nate czuł się jak kupka nieszczęścia, a drzemka tylko dolała do ognia wszystkiego bo jednak krótka to jeszcze da kopa, a ta dłuższa? Jest w ostateczności, jeszcze gorszą opcją w przypadku kogoś kto już trochę alkoholu chlapnął. Czy to oznaczało, że się starzeje a może organizm przeciążony dawał mu jakieś znaki? Ciężko stwierdzić ale pewnie miał to i tak gdzieś w obecnej sytuacji. I tu nawet pal sześć przewrót w sprawie jego związku, a raczej w kwestii jego końca - jakby nie patrzeć swoim zachowaniem dążył do tego, a że stało się to dopiero teraz to nawet aż się dziwił. Zaskoczyło go nieco ile może znieść kobieta, taka zadurzona i z wiarą w tego jednego faceta, narzeczonego w domyśle. Tak czy inaczej dał sobie spokój z odpowiadaniem na jej kwestię, może i wyglądał niekorzystnie ale był we własnym zaciszu i w sumie powoli kończył się dzień, nie czekał na żadną nocną schadzkę aby się pudrować. Zresztą kto jak kto ale Margaret? Ona chyba widziała go już we wszystkich stanach skupienia oprócz chyba... nagości.
Wzruszył ramionami na jej stwierdzenie bo to chyba zrozumiałe, że jako dorosły facet nie musiał się tłumaczyć z tego co robi po pracy i we własnym mieszkaniu w dodatku. Na dzisiaj nie miał więcej planów, swój grafik odwalił i nawet jeśli w teorii gliną jest się 24 godziny na dobę to... nie dziś. Po za tym Mayfield sam miał tyle wolnego do wybrania, że chyba nawet na komendzie ucieszyliby się gdyby w końcu pojechał na jakiś urlop, wziął go na zaś albo dał im żyć i nie truł dupska. Ale to inna para kaloszy.
- No słuchaj jestem u siebie w domu. Tutaj się je, śpi i sra najczęściej. - odpowiedział po swojemu, zgarniając nieco ze swojego chlewu i meliny, którą tu urządził. Jakiś karton po wczorajszym żarciu, na wpół zaczęta owa butelka oraz popielniczka wypalonych papierosów. Kolejny z nich mu się marzył ale na razie dał sobie spokój z truciem Thorne nimi. No cóż to miejsce wręcz krzyczało jak mocno męską jaskinią się stało w przeciągu paru tygodni, gdy jeszcze żyła tutaj wspomniana narzeczona faceta.
- Wygląda to jak wygląda, nie musisz mi truć. Wystarczy, że opłakuje jedną stratę. - niby chciał być poważny ale jednak nie potrafił i śmiech krążył po nim całym. To chyba nie tak powinna być przeżywana utrata ukochanej, narzeczonej, partnerki przez ostatnie pięć lat. To dużo mówiło o nim samym, chociaż nikt nigdy nie wiedział jak to z nim jest, po nim wiele rzeczy spływało i jakoś ciężko było uwierzyć, że ma w sobie jakieś emocje czy innego rodzaju uczucia. Tak jak teraz może i otoczenie krzyczało swoje, zaś jego postawa? Była lekko chamska ale też i szczeniacka, co było samo w sobie sprzeczne z jego peslem.
- Pusto. Śmierdzi starym chłopem. Śmierdzi facetem. Mów lepiej po co wpadłaś, skoro się tak do mnie dobijałaś. Jestem już stary przypominam, mam prawo odpocząć po robocie. Zasnąć. - przyznał, podnosząc telefon z szafki aby sprawdzić faktycznie ile połączeń zdążyła do niego wykonać. Telefon też dał mu do zrozumienia która właściwie jest godzinna i jak mu się przysnęło akurat. Poprawił fryz i oklepał nieco policzki dla otrzeźwienia, jednak mało to pomogło skoro już w jego żyłach krążył alkohol. Niestety kiepski moment sobie wybrała...
- Widzę, że już się rozgościłaś. To co podać albo inaczej, co zamawiamy? Nie mam w lodówce nic ciekawego... a whisky jak sama zauważyłaś może być za słaba na Twoje podniebienie. No chyba, że nie chcesz zostawać na dłużej to nie bawię się w porządnego gospodarza i lećmy z tematem. - zapytał choćby z grzeczności, której często nie miał albo miewał w małych dawkach. Sam w sumie odczuł w brzuchu mały głód i brak konkretnego posiłku tego dnia, a alkohol dodał do tego swoje - gastro faza i te sprawy. Wertował więc jakieś miejsce, które miały dostawy, może chińczyk czy coś lepszego od najgorszego parszywego fast fooda.


Margaret Thorne
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
33 y/o
For good luck!
160 cm
profiler Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
Canada, are you ready for this? Justice always prevails.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3-cio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Nathaniel Mayfield

Maisy bacznie obserwowała inspektora, a jej analityczny umysł pracował na najwyższych obrotach, rejestrując każdą mikromimikę jego twarzy. Widziała, jak pod pancerzem cynizmu i zapachu whisky Nate próbuje ukryć potężne rozczarowanie samym sobą. Próbował utrzymać się w ryzach, ale pęknięcia były zbyt głębokie, by mogła ich nie dostrzec. Wiedziała jedno - rozmowa o pracy, o konkretach, o krwi i logice, zadziała na niego lepiej niż jakakolwiek terapia. Możliwe, że to była jedyna kotwica, jaka mu została.
- Śmierdzisz użalaniem się nad sobą, Nate. To znacznie gorszy odór niż „stary chłop” – odpowiedziała cicho, ale bez jadu.

Zanim wstała, dłonią niemal odruchowo pogładziła obicie kanapy. Miał rację, to była jego jaskinia, jego ostatni bastion prywatności, gdzie nie musiał udawać nieskazitelnego stróża prawa. Mimo to, nie zamierzała pozwolić mu w tym zatonąć. Nawet jeśli miałby tu tylko jeść, spać i srać, to niech to robi z godnością, co nie? Wstała energicznie i wyjęła z torby lekko wilgotne akta, rzucając je na stół z głuchym pacnięciem, tuż obok butelki. Czy tylko ją pociągał ten specyficzny zapach deszczu i brązowego papieru? Tak właśnie pachniały najlepsze, rozwiązane przez nich sprawy.

-Polej i mnie. Nie pozwolę, żebyś truł się tym sam. – mruknęła, kierując się w stronę jego aneksu kuchennego. – Zanim cokolwiek zamówisz i zanim to tu dotrze, szybciej ukręcę jakiś makaron. To obowiązkowy element zestawu przetrwania, Mayfield. Jestem pewna, że jeszcze coś tutaj zostało.
Zaczęła krzątać się po kuchni, badając zawartość szafek z wprawą kogoś, kto potrafi stworzyć coś z niczego. Odnalazła paczkę makaronu i słoik passaty – fundament, na którym zamierzała zbudować ich nocną naradę. W międzyczasie, niemal mimochodem, zaczęła odgracać blaty, przesuwając puste opakowania i tworząc sterylną przestrzeń pośród jego chaosu. Każdy jej ruch był celowy, a głos, choć spokojny, przecinał ciszę mieszkania z chirurgiczną precyzją.
- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać – zaczęła, szukając garnka. – Ty dostałeś pierścionkiem w twarz, Mayfield, a nasz morderca czyni z niego narzędzie zbrodni. Widzisz tę ironię? To Romeo i Julia w wersji Toronto Police. Pisarz, ten którego przesłuchiwaliśmy... jego alibi to majstersztyk, wieczór autorski, setki świadków. Ale on nie musiał tam być. Ofiara dostała instrukcje. Została zmuszona do odegrania sceny, którą on opisał w swojej ostatniej powieści.
Obróciła się przez ramię, trzymając w dłoni widelec, którym zaraz miała mieszać w garnku. Jej oczy płonęły gorączkowym blaskiem odkrycia. Gdy tylko złapała z mężczyzną kontakt wzrokowy, kontynuowała -Pierścionek na jej palcu jest łudząco podobny do tego z okładki. A ciężarówka widziana dwie przecznice dalej? Należy do właściciela biblioteki, w której on wtedy brylował jako gwiazda wieczoru. Rozumiesz? On nie zabija rękami, Nate. On zabija słowem i scenariuszem, a my daliśmy mu się nabrać na najprostszy trik z alibi. Nawet jeśli była zakochana, to nie mógł tak po prostu zrobić z niej ofiary. Nie mogła po prostu stać się aktorką w jego sztuce. Nie mógł tak po prostu wykorzystać jej naiwności i łatwowierności. Była taka młoda...- i przez chwilę straciła kontakt z rzeczywistością. Mieszała składniki w garnku, do uzyskania w miarę jednolitej, ciepłej i aromatycznej masy. I choć w drugim garnku wrzała już woda na makaron, jej głos był lodowaty i zdeterminowany.
MysticsDream
40 y/o
TORONTO RANGER
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

To co się u niego działo w głowie miało głębszy problem, a raczej zakorzenione było od młodzieńczych lat i wszystkiego co przeżył. Jego rodzina była specyficzna, ojciec chyba od jego urodzenia wciskał w niego plan bycia wielkim następcą rodzinnego biznesu, przejęcia go, zostaniem architektem. Pamiętał dokładnie gdy pierwszy raz się sprzeciwił, gdy nie wrócił do domu bo szukał inspiracji, trochę trenował hokej, a trochę próbował grywać w kapeli. Pierwszy papieros i alkohol, a w tym imprezy i nie kiedy solidna dawka czegoś mocnego, jak to młody i głupi - zawsze chcę spróbować. Gdy poznał wydawało mu się, że świat się zatrzymał, dziewczyna mu pokazała tor, fakt że może być kim tylko chce bez nastawiania się ojcu, przystawania na jego plan na jego własne życie. Gdy los mu ją odebrał, cząstka Nathaniela umarła wraz z nią, wtedy na tym deszczowym peronie gdzie leżała, gdy młoda konała z rąk tego jednego, znienawidzonego przez niego człowieka. Dzisiejszy stan był raczej zbitkiem wszystkiego co go spotkało, a nie rozstanie, które i tak wisiało w powietrzu prędzej czy później. On cierpiał wewnętrznie kilkanaście lat.
- Pachnę alkoholem i męskim zapachem... potu i tego czym prawdziwy facet powinien pachnąć. Pogódź z tym swoje nozdrza. - był prostym człowiekiem, gadał odważnie i w sumie i tak się zachowywał. Alkohol sprawiał, że trochę potrafił być zabawniejszy, czasem mocniej uśmiechnięty niż na co dzień. Jak to kto chciał, taką maskę zakładał i w sumie jemu to odpowiadało.
Jej decyzja go zaskoczyła, miał ją trochę za delikatną w kwestii doboru alkoholu, a już na pewno myślał bardziej o jej wrażliwym podniebieniu, nie godnym tego trunku. Ale skoro sama chciała to ruszył z telefonem w ręce po dodatkową szklanicę do swojego barku, pustego i smutnego ale jego alkohol nigdy nie trzymał się dłużej..
- Chcesz mi coś gotować? Serio? Jesteś moją matką dzisiaj czy jak? Zaraz przyłożysz mi rękę do czoła aby sprawdzić gorączkę albo wyślesz pod mroźny prysznic na otrzeźwienie, co? - prychnął ze śmiechem w głosie, ale darował sobie powstrzymywanie ją od tego pomysłu. Nawet wyłączył menu knajpek z okolicy aby dać sobie siana, skoro była taka chętna odwalić mu tu Master Chefa, to niech będzie. On sam nalał jej i sobie do szkła po jednej drobnej kolejce tej marnej whisky. - Jak już coś to sprawdzaj datę ważności. Nie jestem na bieżąco z zakupami, więc lepiej dmuchać na zimne. - rzucił, zbierając ze sobą szkło aby przenieść się bliżej niej, do samej kuchni. Wygodna kuchenna wysepka i stołek pozwalał mu tam zasiąść, a więc być na bieżąco z tym co mówi i robi jednocześnie.
Poklepał sobie policzki na otrzeźwienie, a potem wrócił jeszcze po ów akta aby wprowadzić siebie w trochę to co chciała mu zakomunikować. Nie lubił dzielić tej historii z innymi, sam często ślędczał nad tym po godzinach, a o tym wiedziało wąskie grono.
Wsłuchał się w jej słowa, nie przerywał jej - kalkujuąc wszystko w jakimś stopniu, może nieco wolniej działał mu proces, trzeba pamiętać, alkohol w nim wciąż był, a on sam jak widać był skłonny dolać "do pieca" jeszcze więcej z nowej kolejki.
- Wow.. Kowboju, zwolnij! Pisarz? Ten cwaniaczek w okularkach z zakolami? On jest nie wiele starszy ode mnie, więc z góry trochę mi się wykluczał bo jak go połączyć z pierwszą ofiarą? Musiałby mieć tyle lat co ja, być szczeniakiem albo.. dopiero próbować. Tylko, że to było już wtedy zbyt kurewsko piękne i.. nie wyglądało na pierwszy akt. Nie kleił mi się, więc nie wiem do czego bijesz. - stwierdził, przekrzywiając nieco głowę na bok jak szczeniak co próbuje się przekonać do swojej ksywki. Nie robiło mu to jakiejś różnicy teraz albo.. nie widział tego tak jak ktoś z boku mógłby, zakłamywanie rzeczywistości, historia wyparcia?
- Aż taki z niego narcyz? Kontekst sam w sobie dziwny, zresztą nikt nie jest idealny i zawsze jakaś kamer by coś wyłapała. Jakieś połączenie głębsze z ofiarami? Coś więcej oprócz spekulacji? Nie wiem, jak dla mnie to powinien być ktoś starszy, ktoś doświadczony w temacie. Ktoś nad wyraz mocno rozwinięty jeśli chodzi o przeszłość, ruchy i całą akcję. Nie wiem czym się tak jarasz.. - on się nie podpalał, a może nie widział tego jeszcze? Schemat czy drobiazgi - w teorii już je oglądał miliony razy i jakoś ten jego umysł nie wyłapał tego czegoś. Czy za długo nad tym ślędczał? Za osobiście podchodził? Złamał się i nie widział tego pasującego puzzla w układance?


Margaret Thorne
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”