ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Oh lift me from the grass!
I die! I faint! I fail!
Let thy love in kisses rain
On my lips and eyelids pale.
My cheek is cold and white, alas!
My heart beats loud and fast;—
Oh! press it to thine own again,
Where it will break at last."


To był ciężki miesiąc.
Catherine podjęła za niego decyzje o wysłaniu na przymusowy odwyk, żeby się odtruł, zdiagnozował i, szczerze? Swojej wdzięczności nie byłby w stanie okazać jej w żaden inny sposób, niż rzeczywiście mocno się starać pozostać na powierzchni. Trzymać meetingów. Zażywać grzecznie swoje leki i przynajmniej co miesiąc spotykać z terapeutą. Gdyby nie to, że zaciągnęła go do zamkniętego szpitala i odebrała możliwość wypisania się z niego.. Nie miał pojęcia, gdzie by skończył i czy kiedykolwiek miałby możliwość naprawienia własnych błędów, czy popełniania jakichś innych po drodze w swoim życiu. Możliwe, że by go już w ogóle nie było.
Wiadomości od Vity się nie spodziewał. Cierpiał na tęsknotę i pozwalał sobie na żałobę ze tym, co stracił, siedząc w grupowym pokoju na odwyku i gapiąc się w ścianę. Nie chciała go. Zostawiła. Posłała do diabła. Nie mógł jej winić i, tak naprawdę, powinien być jej pewnie wdzięczny. Gdyby wtedy przyjęła go do siebie, wpuściła do swojego mieszkania, zaopiekowała się nim i postawiła na nogi, prawdopodobnie byłoby okay.. Przez tydzień. Miesiąc. Może kilka miesięcy, gdyby rzeczywiście przykuła swoje życie do każdej jego małej zachcianki, wachlowała ego, karmiła i kochała, dając mu tym samym błędne poczucie, że wszystko jest pod kontrolą. Nic nie było pod kontrolą i, dopiero mimochodem słuchając kolejnych terapeutycznych wykładów zrozumiał, że od niej też był uzależniony. Od jej uwagi, czułości, od pożądania, dotyku, pocałunków, od całej tej miłości i bliskości, którą mu dawała. Gdyby zatonął w niej, prędzej czy później poślizgnąłby się i wpadł znów w całą resztę swoich ulubionych używek, jak wcześniej. Znów by ją zawiódł, otworzył stare rany, złamał jej serce po raz kolejny; nie chciał tego. Kochał ją i wiedział o tym, a potwór w jego głowie tylko czekał, by wykorzystać słabość i pokazać krzywy ryj.
Chciała się spotkać. Nie mógł odmówić.
Wciąż nie pamiętał wszystkich tych kroków do trzeźwości, które niby miały się stać jego przewodnikami w nowym, trzeźwym życiu, ale chyba jeden z nich miał coś wspólnego z równaniem tego, co się zrobiło źle? Tak to sobie tłumaczył, kiedy zgadzał się z nią spotkać. Ten jeden raz. Przeprosić za bluzgi, próby manipulacji i wszystko, co powiedział, kiedy spotkali się ostatnim razem, przed odwykiem.. No, prawie wszystko, przecież nadal ją kochał, ale nie sądził, że ten szczegół miał się kiedyś zmienić. Musiał tylko wbić spojrzenie we własne dłonie, albo znaleźć sobie punkt, w który mógł się gapić, rozmawiając z nią. Trzymać ręce przy sobie. Nie wpaść znów w jej ramiona, jakby jutra miało nie być, bo.. Bo był trzeźwy, tak. A trzeźwi ludzie.. ?????? Nie kochali....???? Dobra, może nie był na to gotowy.
Przynajmniej słońce się wychyliło zza chmur, sprawiając, że odczuwalna temperatura była nieco wyższa tej wczesnej wiosny. Czekając na V, bujał się na tylnych nogach ogrodowego krzesła, z przymkniętymi oczami wystawiając twarz w stronę słońca. Ładował baterie, skupiał całą wolę, przygotowując się mentalnie na to, by ją zobaczyć, w duchu modląc się, żeby serce nie wyskoczyło mu z klatki. Da radę. To tylko kawa. Wdech, wydech. Przepraszam nie było takie trudne do powiedzenia. Wysłucha jej. Pokiwa głową. Jeśli będzie musiał, opowie krótko o tym, jak wyglądał jego czas na odwyku. Uśmiechnie się, patrząc nad jej ramieniem. Tylko nie patrz jej w oczy. Nie patrz na jej usta. Nie dotykaj jej. Będzie dobrze.

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

''I am not the only traveler
Who has not repaid his debt
I've been searching for a trail to follow again
Take me back to the night we met''


Tygodnie wlekły się powoli, a jednocześnie mijały w zastraszającym tempie. Na początku Holloway była przekonana, że wszystko będzie dobrze. Że jakoś się dostosuje. Że nauczy się żyć ze świadomością, że Alexis nie jest już częścią jej życia. Pierwszy tydzień? Załamanie. Łzy. Telefony do pracy z informacją, że nie da rady przyjść. Drugi tydzień? Złość. Gniew, który ją przepełniał... na niego, za to, jak bardzo ją zranił. Za to, że zburzył wszystko, w co wierzyła. Że odebrał jej wizję tego, że między nimi mogło być dobrze. Że mogła mieć w nim partnera, z którym dzieliłaby codzienność. Trzeci tydzień? Zaczęła pojawiać się w restauracji. Od czasu do czasu pomagała Cath, kiedy Alexis był na odwyku. Chciała czuć się potrzebna. A może chodziło o coś więcej... o to, że Cath była cząstką jego świata, za którym tak bardzo tęskniła, choć nie potrafiła się do tego przyznać. Nie była pewna.W tym samym tygodniu poznała jego. Księcia ciemności. Człowieka, który przykuł jej uwagę w chwili, gdy jego szmaragdowe oczy zatrzymały się na jej sylwetce. Potrzebowała bliskości. Ciepła. Kogoś, kto mimo własnego chaosu... skupi się właśnie na niej. W dziwny sposób działało na nią też to, że wiedziała o jego uzależnieniu, a mimo to przychodził do niej trzeźwy. To budziło w niej sprzeczne emocje... coś między niepokojem a ekscytacją. Lgnęła do niego. Chciała więcej. Chciała zagłuszyć to, że wciąż coś czuła do Alexisa. Że za nim tęskni. Do czasu. Do momentu, w którym się z nim przespała. Tamtego dnia puściła hamulce. Pozwoliła sobie zrobić krok dalej. Gdy jego dotyk błądził po jej najbardziej intymnych miejscach, była przekonana, że to już koniec. Że zamknęła tamten rozdział. Że już po wszystkim. A potem usłyszała to słowo. Promyczek.

P R O M Y C Z E K

On ją tak wcześniej nazywał. To on sprawiał, że się uśmiechała. Że się rumieniła. Że czuła się bezpieczna. Że chciała próbować rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślała. Następnego dnia była już u Cath. Rozbita. Przytłoczona. Wyrzuciła z siebie wszystko. Opowiedziała o swoich uczuciach. O tym, co zrobiła. O tym, że przespała się z kimś innym. Nie była z Alexisem. Nic mu nie była winna. A jednak w jej głowie to było jednoznaczne. Zdrada. Była taka jak jej matka. Nic niewarta szmata. Skazana na samotność.
Po tej rozmowie poczuła, że zbliżyła się do Cath jeszcze bardziej. Że chce... potrzebuje być częścią jego świata. Jego rodziny. Czy to było samolubne? Możliwe. Ale teraz liczyło się tylko jedno... chciała z nim porozmawiać. Powiedzieć mu wszystko. Kiedy wyszedł z odwyku, napisała do niego. Chciała wiedzieć, czy wszystko w porządku. Ale przede wszystkim... chciała go zobaczyć. Potrzebowała tego. Kiedy się zgodził, nie mogła się doczekać. Umówili się na czternastą. Stres zżerał ją od środka. Nie wiedziała, czego się spodziewać, ale była pewna jednego... jeśli nie spróbuje, będzie żałować. Idąc w stronę kawiarni, zatrzymała się w kwiaciarni i kupiła bukiet słoneczników. Dziesięć minut później zobaczyła go siedzącego na zewnątrz. Dzień był słoneczny, wiatr lekko poruszał powietrzem. Uśmiechnęła się niepewnie i podeszła bliżej.-Cześć, Bennett- powiedziała cicho, kładąc kwiaty na stoliku, po czym usiadła naprzeciwko. Nie była pewna, czy chciałby ją przytulić, więc nie ryzykowała. - Dobrze cię widzieć. Jak się czujesz?- Wyprostowała się lekko na krześle. Dłonie zacisnęła na kolanach, splatając palce, na wypadek, gdyby przyszło jej do głowy, żeby go dotknąć.- Chcesz coś do picia?

Alexis
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pytał o nią. Nie chciał nic wiedzieć. Cath od czasu do czasu wspominała, że Holloway przewlekała się przez restaurację, pomagała w tym czy innym i brzmiało, jakby były nadal w przyjacielskich relacjach.. I dobra. Właściwie nie miał nic przeciwko Vity, nawet jeśli będzie musiał czasami schować swoje emocje do butów, gdyby tak chciała przyjść spędzić czas z jego siostrą, kiedy on akurat był w domu. Był w stanie to zrobić.. Chyba? Nie miał bladego pojęcia.
Nowe psychotropy sprawiały, że nie bardzo sobie ufał. Tak, powiedzieli mu, że może czuć absolutną apatię, że może kręcić mu się w głowie, mieć nudności, problemy ze snem albo spać cały czas; na tamtą chwilę świat kręcił się tylko czasami, a apatia naprawdę nie przeszkadzała. Powiedziałby nawet, że całkiem pomagała, powstrzymując przed upartym unikaniem terapii, przyznawania się do własnych myśli i uczuć. Apatia też sprawiała, że uczucia względem V wydawały mu się też przytłumione, trochę jakby dochodziły z odległego tunelu i odbijały się słabym echem po ścianach. Wciąż część jego duszy, po prostu znacznie bardziej ciche, nie tak intensywne jak wcześniej.
"Cześć, Bennett." Oh, Boże, to był jednak zły pomysł.
Zmarszczył w pierwszym momencie lekko brwi, zanim otworzył oczy, przestając się bujać na krześle. Jej głos uderzył w niego jak dobry camper, taki z napędem na cztery... Tak, jego współlokatorem na odwyku był uroczy hipis, raczący go pasjonującymi opowieściami o samochodach. Ups? Złapał głębszy oddech, podniósł na nią spojrzenie; znów pożałował.
Boże, daj mi siłę.
Tęsknił za nią tak bardzo, że bolało. Apatia jednak wcale nie pomagała.
- Hey, uh, prawdziwa kawa brzmi dobrze. Co ty chcesz? - wstał, kiedy ona usiadła, na tamten moment ignorując jej pytanie, zamiast tego spojrzenie skupił na okienku przez które bariści podawali napoje na wynos. W sumie to nie był zły pomysł. Może spacer sprawi, że łatwiej mu będzie pozbierać myśli?
Poczekał na odpowiedź, zerkając na nią po raz kolejny. Jego ulubione, duże błękitne oczy w kontraście gęstych, czarnych rzęs, na pełne usta, gdy do niego mówiła. Serce uderzyło boleśnie o mostek kilka razy, a Lexie zacisnął usta w wąską linię. Pewnie wyglądał, jakby naprawdę nie chciał jej widzieć. Chciał. Tak bardzo chciał ją widzieć, że nie mógł na nią patrzeć. Tak bardzo jej pragnął, że było mu wstyd. Absolutny idiota. Kolejka nie była zbyt długa, więc wrócił do niej z napojami w kubkach na wynos, ot, gdyby nie mógł usiedzieć na dupie i jednak zaproponował ten spacer.
- Cute. - skomentował słoneczniki i to na nie się gapił, łapiąc listek jednego w palce, bawiąc się nim przez moment. Lubił słoneczniki. Właściwie, to skoro już o tym myślał, słoneczniki i stokrotki były jego ulubionymi.. Kupiła je dla siebie? Dostała od kogoś?
Myśl, że mogła je dostać od nowego potencjalnego faceta, ścisnęła jego żołądek w chłodnej zazdrości.
Wow, Alexis, serio?
Nie miał do niej praw.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła przestać na niego patrzeć. Jej niebieskie oczy uparcie wracały do jego twarzy... do znajomych rysów, które znała na pamięć, a w które tylko przyglądała się na zdjęciach z ich wspólnych wypadów, randek, czy nawet dni, gdzie po prostu spędzali je cale siedząc w domu. Wydawało jej się, że schudł. Przyglądała się jego zarostowi, piwnym oczom, okularom osadzonym na nosie. Za każdym razem, gdy docierało do niej, że patrzy na niego o kilka sekund za długo, szybko odwracała wzrok i wbijała paznokcie w środek dłoni, starając się jakoś opanować. Jak miała zacząć tę rozmowę? Jak w ogóle z nim rozmawiać? Bała się tego, w którą stronę to pójdzie. Nie chciała go stresować, nie chciała niczego zepsuć, chociaż juz przecież było doszczętnie rozpieprzone... ale… no właśnie. Zawsze było jakieś „ale”.

Posłała mu szybki uśmiech.-Kawa z mlekiem owsianym i jednym słodzikiem- odpowiedziała, lekko się szczerząc.- Nie pytaj, staram się dbać o linię.- Parsknęła cicho pod nosem, ale niemal od razu dotarło do niej, jak bardzo to wszystko brzmi nie na miejscu. Jakby nic się nie wydarzyło pomiędzy nimi, a to było spotkanie starych przyjaciół po latach, którzy chcą zrobić casual catch up. Natychmiastowo spoważniała, a kiedy odszedł zamówić kawę, oparła łokcie o kolana i przejechała dłonią po twarzy, wzdychając ciężko.- Dura… -mruknęła pod nosem po ukraińsku. Nie mogła uwierzyć, że zachowuje się tak, jakby to było zwykłe spotkanie po czasie. A przecież przyszła tu z konkretnym powodem. Chciała go przeprosić. Chciała… odzyskać go w swoim życiu. Cholerna idiotka. Czekając, zaczęła skubać skórki przy paznokciach, co chwilę rozglądając się nerwowo dookoła. Gdy wrócił z kawami, od razu sięgnęła po kubek i podniosła się z miejsca.- Dziękuję - uśmiechnęła się lekko. Przez ułamek sekundy ich palce się zetknęły. Tyle wystarczyło, by poczuła znajome ciepło, za którym tak bardzo tęskniła.

Jej spojrzenie na moment uciekło w stronę kwiatów leżących na stole. Sięgnęła po nie i wsunęła je w jego wolną dłoń.- Wiem, są dla ciebie - powiedziała, uśmiechając się szerzej. -Byłam w kwiaciarni przed spotkaniem i… te najbardziej do mnie przemówiły.- Na chwilę zawahała się, ale zaraz dodała, -jesteś trochę jak słonecznik, Alexis. Piękny przez cały rok, tylko… potrzebujesz trochę światła, żeby naprawdę rozkwitnąć.- Powiedziała to szczerze. Naprawdę tak o nim myślała. Szybko uniosła kubek do ust i upiła łyk ciepłej kawy, która rozgrzała ją niemal tak bardzo jak jego obecność. Ruszyli powoli w stronę parku. Co jakiś czas zerkała na niego ukradkiem, przygryzając policzek od środka. W końcu zebrała się na odwagę.- Jak się czujesz? - zapytała cicho, spoglądając na niego uważnie.

Alexis
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Schudł. Odbicie w lustrze wydawało mu się jakieś starsze też, na skórze widział nowe zmarszczki, których wcześniej tam nie było. Zabawne, trochę jakby jego ciało chciało mu pokazać, że naprawdę go nadużywał i czas było zapłacić za błedy... młodości? Nadal był młody przecież. Po prostu.. Przyjebał z impetem w grunt i teraz musiał się jakoś sam pozbierać, bo nikt inny tego za niego zrobić nie mógł. Nie Cath. Nie terapeuci. Nie psychiatra z magicznymi lekami. Nie Vita. Holloway z resztą sama powiedziała, że nie chce go znać, nie?
Nadal bolało.
Potwierdziła mu to tylko, kiedy rzuciła głupim komentarzem względem swojej... Linii?... Huh? Pamiętał jej ciało lepiej, niż chciałby się do tego przyznać i, sorry, ale krągłości które miała, pasowały dokładnie tam, gdzie się znajdowały. Nie zmieniłby w niej niczego.. Po raz kolejny, nie była jego. Nie miał do niej praw. Nie mógł skomentować, że nie powinna przesadzać i że w jego oczach kilka kilo w tą czy drugą nie zrobiłoby różnicy, bo zawsze wydawała mu się najpiękniejszą kobietą w okolicy. Może na świecie? W jego świecie na pewno. Nie odpowiedział, tak czy siak, nie wiedząc co ma jej odpowiedzieć.
Muśnięcie dłoni. Elektryczność zatańczyła na ich skórze, zmarszczył lekko brwi na ten mały i zupełnie nie planowany "flirt" przeszłości, która nie chciała dać się zapomnieć. Prawdopodobnie minęło zbyt mało czasu odkąd ze sobą byli? Może mieli zapomnieć.. Z biegiem czasu... Miesięcy albo lat..? Może. Nie powinien o tym myśleć. Skinął w jej stronę sztywno głową, gdy mu podziękowała, łapiąc na moment głębszy oddech, przytrzymując powietrze w płucach. Co on właściwie robił na tym spotkaniu? Zupełnie zapomniał.
Przyglądał się radosnym słonecznikom i... nie miał pojęcia jak miał zareagować. Dostał kwiaty. Jedne ze swoich ulubionych z resztą. Od kobiety, w której kochał się idiotycznie mocno, a która go zostawiła. Z którą teraz spotkał się, żeby ją przeprosić za ostre słowa i głupoty, którymi chciał ją zmanipulować na wyjściu.. "jesteś trochę jak słonecznik, Alexis. Piękny przez cały rok, tylko… potrzebujesz trochę światła, żeby naprawdę rozkwitnąć." Przepraszam, co? Co ona w ogóle...?
- Holloway, czy ty próbujesz mnie wyrwać? - mruknął, odstawiając na moment swoją kawę, by móc dotknąć płatków jednego ze słoneczników. Kolorowe, radosne, piękne; żadne z tych słów go nie opisywało, zwłaszcza teraz, gdy apatia wydawała się przeplatać tylko z depresyjnymi rzutami na matę. Podobno miało być lepiej po tym, jak leki zaczną działać. Podobno. Mimo to, coś w nim drgnęło, a na usta wdarł się lekki uśmiech. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek dostał kwiaty, okay? To było całkiem urocze.
- Hm.. Dostałem leki i czuję się jakbym siedział na własnym ramieniu. Trochę jak dysocjacja tylko bardziej... Nie wiem jak to nazwać. Podobno ma minąć z czasem? Nie wiem.... Ty? - wzruszył lekko ramionami, słoneczniki wetknął sobie do głębokiej kieszeni płaszcza tak, że ich łebki wystawały luźno. W jednej dłoni trzymał kawę, drugą wetknął do wolnej kieszeni; idąc obok, wszystko w jego ciele krzyczało, żeby złapał jej dłoń jak zawsze, ale przecież już nie mógł, prawda?
Kawa była świetna tak czy siak. Po pierwszym łyku nawet mruknął do siebie cicho w zadowoleniu. Przez ostatni miesiąc miał do dyspozycji tylko wodę o smaku kawy, słabe, rozpuszczalne gówno, nie zdziwiłby się, gdyby było bezkofeinowe. Napój bogów, który sobie kupił, delikatnie połaskotało jego senne ego, sprawiło, że poczuł się odrobinę bardziej w swojej skórze. Dobra, albo to była kawa, albo V, nie miał pojęcia.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze chwilę wcześniej była z siebie naprawdę dumna. Z tych słoneczników. Z tego, że wybrała właśnie je... jakby w jakiś sposób naprawdę go rozumiała. Lexie dużo dla niej znaczył. Nadal. Może nawet bardziej, niż chciała się do tego przyznać. Nie był już do końca tym samym chłopakiem. Tym uśmiechniętym, z głupimi pomysłami, który obsypywał ją komplementami i nie potrafił przestać jej dotykać. Coś w nim przygasło. A mimo to… był obok. I to wystarczało, żeby poczuła tę znajomą bliskość, za którą tęskniła tak cholernie mocno. Zaczerwieniła się natychmiast, aż po same uszy, kompletnie zbita z tropu jego pytaniem. Na ułamek sekundy aż zabrakło jej powietrza.- Lexie! Nie… przestań - wyrzuciła z siebie za szybko, odruchowo unosząc kubek do ust. Upiła łyk kawy i niemal się skrzywiła, czując jak parzy ją w język, ale nawet tego nie skomentowała.- To znaczy…- Zawahała się.- Tęskniłam, okej?- dodała ciszej, już bez tej nerwowej obrony. - Tęsknię… cały czas.- Odwróciła wzrok gdzieś w bok, jakby nagle wszystko wokół stało się ciekawsze niż on. Nie było. Po prostu nie była w stanie patrzeć mu w oczy, kiedy to mówiła.

Przez chwilę szli w ciszy. Słuchała go uważnie, gdy mówił o lekach. Przytakiwała lekko głową, marszcząc przy tym brwi, jakby próbowała zrozumieć coś, co ją jednocześnie niepokoiło.- A czujesz się… sobą?- zapytała w końcu, ostrożnie, z wyraźną nutą niepokoju w głosie.- W sensie… naprawdę sobą? - Spojrzała na niego krótko, szybko, jakby bała się odpowiedzi. Bała się, że powie 'nie'. Bała się też, że powie 'tak'. Bo jeśli był sobą… to co to mówiło o tym, co było między nimi? Jej palce mocniej zacisnęły się na kubku. Serce zaczęło bić szybciej. Nie powinna tego mówić. Nie teraz. Nie tak. Ale i tak to zrobiła. Wzięła głęboki oddech, który zadrżał gdzieś w połowie,- Lexie… ja…- zaczęła, głos jej lekko zadrżał.- Spotykałam się z kimś. Przez chwilę. Jak cię nie było.- Zatrzymała się na moment, jakby sama była zaskoczona, że te słowa naprawdę padły.- Przespałam się z nim.

Spojrzała na niego w końcu. W oczach zebrały się łzy, których nawet nie próbowała już ukrywać.- Nie oczekuję, że mi wybaczysz - dodała ciszej. - Sama nie potrafię sobie tego wybaczyć.- Pokręciła lekko głową, zaśmiała się nerwowo, znowu odwracając wzrok od jego twarzy. Było jej tak kurewsko wstyd. You're so pathetic, Holloway, przeszło jej przez myśl. - Nie mogę nawet spojrzeć na siebie w lustrze. Może… może naprawdę mieli rację kiedyś w szkole... że takie rzeczy ma się we krwi. - Wypuściła powoli powietrze, czując jak wszystko w niej opada.- Nie jestem lepsza od mojej własnej matki, a tak bardzo na nią od zawsze wyzywałam. Mogę sobie z nią teraz rękę podać bo Hey-fuckin-ho, jestem taka sama. - glos jej zadrżał, zanim zmusiła się by na niego spojrzeć, wyszukać jakiejkolwiek reakcji w jego twarzy, - Wiem, że nie byliśmy razem - dodała jeszcze, już słabiej. - Ale tak się czuję, Lex. Jakbym…- Urwała, szukając słów, które i tak nie chciały przyjść w tamtym momencie.- Nie wiem, idiotka ze mnie. Może to był błąd, że tu przyszłam.

Alexis
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od miesiąca był przekonany, że jakaś część jego osobowości rzeczywiście umarła. Nie do końca wiedział, czy wtedy, gdy najebany w trzy dupy zgonował na ławce i prawie zamarzł, czy może wtedy, gdy dzień później jego najlepsza przyjaciółka i kochanka posyłała go do diabła; nie czuł się sobą odkąd obudził się miotany najgorszym kacem życia. Pustka, smutek który czuł trochę jak brzęczenie we własnej czaszce, jakby znajdował się w oku cyklonu i wszystko poruszało się zbyt szybko, tylko on stał w miejscu i nie mógł nadążyć. Jakaś dziwna depresja, której nigdy nie doświadczył? Jego lekarze nie powiedzieli mu praktycznie nic, tylko dali rozpiskę jak ma zażywać leki i wytłumaczyli jak się może czuć przez pierwszy miesiąc; tyle. Zero dokładniejszych informacji.
Jej rumieniec był uroczy. Jej reakcja szczerze go rozbawiła, ale.. Czuł jakby był zamknięty we własnej klatce i nie mógł zareagować tak, jak chciał. Chciał się zaśmiać. Chciał jej dopiec, wytknąć, że na niego leciała. I nie mógł. Leki? Jakiś dziwny locked-in przypadek? Obronny odruch, by nie zostać znów zranionym?
Tęskniła.
Huh... Otworzył usta, chciał odpowiedzieć ale.. Po raz kolejny nie mógł. Zacisnął tylko palce wolnej dłoni w pięść, szczęka się zacisnęła i to tyle mógł zrobić. Brakowało mu słów. Nie mógł odnaleźć głosu. Nie miał siły walczyć z niewidzialną barierą, otulającą go jak ciężki koc, tępiący myśli, reakcje, trochę jakby siedział po szyję w gęstym smarze. Niesamowicie wolny, a nacisk na klatkę nie pozwalał wydobywać słów, reakcje kosztowały zbyt dużo energii. Zdecydowanie leki.
- Nie. - odpowiedział prawie od razu, gdy zapytała, czy czuł się sobą i zmarszczył brwi, wpatrując się w kubek we własnych dłoniach. Nawet nie wiedział, kiedy zwolnił tempo, a potem zupełnie się zatrzymał. - Ani trochę. Bardziej jak.. Mucha na lepie. Albo jakbym był po szyję w piasku. Albo smole. - skrzywił się lekko, chociaż to i tak nie do końca opisywało wszystkiego. Ciężko mu było mówić. Ciężko mu było myśleć. Ciężko mu było reagować. - Zombie. - zadecydował w końcu i to określenie już bardziej mu siedziało w realiach.
Przyglądał się jej, gdy mówiła o tym innym facecie, znów marszcząc brwi. Zimny uścisk w żołądku i zazdrość, na którą nie mógł nic poradzić. Znów zwinął dłoń w pięść, spiął mięśnie szczęki, zwłaszcza kiedy zaczęła sama siebie atakować. To nie miało sensu. Nic co mówiła, nie miało sensu. Wszystko co mówiła, go bolało. Nie chciał, żeby tak o sobie mówiła. Zmarszczył brwi mocniej, otworzył usta po raz kolejny, zawahał się. Zaczął jeszcze raz. - V.. - naprawdę chciał jej powiedzieć, że to wszystko nieprawda. Nie był na nią zły, nie mógłby być na nią zły za coś, co zrobiła, kiedy go nie było; nie byli razem, nie była jego, tyle w temacie, prawda? Zakłuło jeszcze bardziej, kiedy mówiła o tym jak to nie musiał jej wybaczać.. Wybaczać za co? Że zamknęła drzwi przed dupkiem, który zniknął na trzy dni, a potem próbował ją zmanipulować do litości? Nie, temu to raczej mógł tylko przyklasnąć. Dłoń z jego kieszeni złapała jej. Pieprzyć to wszystko. - Nie mogę na ciebie patrzeć, bo boję się, że moje serce wyrwie mi się z klatki i do ciebie ucieknie. - powiedział wolno, spokojnie, przyglądając się kołnierzowi jej kurtki przez chwilę, zanim przesunął spojrzenie na jej oczy. Nie powinien tego robić. Nie powinien jej dotykać, tym bardziej nie powinien niebezpośrednio wyznawać, że nadal ją kochał. Jego serce należało do niej i nie, nie chciał go z powrotem.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy można to nazwać beznadziejnością? A może jesteśmy po prostu głupi-naiwnie głupi-że wierzymy, iż gdzieś tam istnieje jedna osoba przeznaczona właśnie dla nas? Może łączy nas niewidzialna nić, jak w teorii czerwonej nici przeznaczenia, i już kiedyś mieliśmy szansę się spotkać, poznać. A co jeśli tą osobą dla Vity był Alexis? A co jeśli oboje musieli przejść przez własny chaos, błędy, problemy, potknięcia, żeby w końcu odnaleźć drogę do siebie? Nikt nie mówił, że to będzie łatwe. I właściwie nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia. A jednak… jak inaczej wyjaśnić to, co działo się z jej ciałem, kiedy na niego patrzyła? Za każdym razem, gdy jej wzrok na nim spoczywał, jej serce wariowało... czasem przeskakiwało uderzenie, czasem miała wrażenie, że zatrzymuje się całkowicie. Brakowało jej tchu, klatkę piersiową ściskał ból wynikający z tego, że nie mogła go mieć, nie mogła go poczuć. Płonęła dla niego... całym ciałem, całą duszą. Tęskniła za nim. Boże, tak bardzo za nim tęskniła.

I właśnie dlatego poprosiła o to spotkanie. Żeby go zobaczyć. Może choć na chwilę poczuć się lepiej. Może spróbować przekonać samą siebie, że to, co zrobiła...że przespała się z kimś innym... coś znaczyło. Że było w stanie wypełnić pustkę, którą po sobie zostawił. Ale nie było. Nawet w najmniejszym stopniu. Z Ianem coś ja łączyło- nie dało się tego zaprzeczyć. Istniała między nimi jakaś intensywna więź. Ale w pewnym momencie życia trzeba spojrzeć wstecz na wszystko... na znaki, na momenty, na ciche prawdy... i zaakceptować, że odejście, mimo bólu, mogło być najlepszą decyzją.
A potem był Alexis. Jej najlepszy przyjaciel. Osoba, która rozpalała coś w jej sercu nawet w najzimniejsze dni. Ten, który potrafił wywołać uśmiech na jej twarzy, kiedy jedyne, czego chciała, to zniknąć. To był on. Wiedziała to gdzieś głęboko w sobie. Tylko nie wiedziała, czy on nadal będzie jej chciał po tym wszystkim. Po tym, co miała mu powiedzieć.

Kiedy powiedział, że przez leki nie czuje się sobą, przełknęła ślinę i wpatrzyła się w jego twarz.I widziała to w nim. Coś przygaszonego, odległego, niemal pustego. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Jeśli nie był sobą… to nie czuł tego, prawda? Mimo to powiedziała mu wszystko. To, co zrobiła. Co teraz o sobie myśli. Musiała być z nim szczera, nawet jeśli miało to zniszczyć wszystko, co między nimi zostało. Gdy słowa opuszczały jej usta, nie była w stanie na niego patrzeć. Opuściła wzrok, skupiając się na czymkolwiek, byle nie na nim. I wtedy poczuła ten znajomy uścisk.. jego dłoń chwyciła jej. Zamarła na moment, unosząc wzrok. Jej oczy już były zaszklone, obraz zaczynał się rozmywać. A potem on się odezwał. Coś w niej pękło. Ziemia pod jej stopami zadrżała, jakby wszystko nagle zaczęło się rozpadać.- Lexie… - wyszeptała drżącym głosem. Kubek w jej dłoniach nagle stał się jedyną przeszkodą między nimi... więc pozwoliła mu upaść. A potem się poruszyła. Bez wahania, bez zastanowienia, prosto w jego ramiona. Objęła go mocno, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi, trzymając się go tak, jakby mógł zniknąć, jeśli tylko puści. Nie obchodziło jej to, ze mógłby ja oparzyć swoja kawa, po prostu chciała tak tkwić przy nim, juz zawsze.Jej oddech zadrżał, gdy pociągnęła nosem.- Przepraszam, Lexie.

lexieꨄ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, czy wierzył w takie rzeczy. W przeznaczenia, w coś, co było ludziom pisane i w jakiś sposób zawsze dotrą tam, gdzie mieli dotrzeć.. To by było całkiem smutne, prawda? Patrząc chociażby na jego własnych rodziców, poznali miłość życia, tylko po to, by przedwcześnie ją stracić? W dodatku powoli, z wyrokiem wiszącym latami nad ich głową? Gdzie tu był sens, gdzie jakakolwiek sprawiedliwość? Albo w jego przypadku; urodził się w rodzinie, która go kochała, mimo absolutnego nieogarnięcia życiowego. Nie dawał im nic wartego zachodu, nie był mądry ani zdolny, nie był niczym specjalnym i same problemy z nim były; dlaczego? Dlaczego on niby miał zasługiwać na całą tą miłość, a nie ktoś znacznie lepszy od niego, kto tego nie miał? Vita, dla przykładu; dlaczego ich rodzinne życia nie były zamienione, tak po prostu? W jego oczach była znacznie lepszym człowiekiem niż on i ani trochę nie zasługiwała na otoczenie, w którym się wychowała, na traumy, przez które musiała się przetoczyć i bezlitosność rówieśników... Nie ważne, prawda? Nie miał na to wpływu, więc może rzeczywiście coś było z tym całym niezmiennym przeznaczeniem, pechem, wiarą, wyższymi siłami i innymi pierdołami w które wierzyć nie chciał. Może powinien? Ostatnim razem kiedy uwierzył, że to on sobie sam był panem i władcą, skończył na odwyku, po trzydniowym cugu, który niemal skończył się hipotermią w losowym miejscu w Toronto..
Powinien odpuścić. Jak to szło?
God, give me grace to accept with serenity
the things that cannot be changed,
courage to change the things
which should be changed,
and the wisdom to distinguish
the one from the other.

Ugh, jeszcze kilka meetingów, a zacznie co niedzielę biegać do kościółka.
Odwagę, by zmienić te rzeczy, które zmienić mógł; by przeprosić, wziąć odpowiedzialność za słowa, które wyrzucił z siebie by zranić. Wysłuchać drugiej osoby bez wymówek, bez złości i przyjmując, że ich wersja wydarzeń była tak samo prawdą, jak ta jego. Wciąż musiał ją przeprosić.
"Lexie" ugodziło go prosto w serce, jego ekspresja momentalnie przyjęła znacznie łagodniejszy wyraz, uderzenie w klatce przeskoczyło kilka razy, mocniej, szybciej. Odsunął swój kubek na bok, zaraz ciepnął go niedbale na trawiastą przestrzeń obok, gdy do niego przylgnęła. Gdyby naprawdę chcieli jednak tą kawę, pójdą po kolejną, kto by się tym przejmował? Dłoń, którą przed momentem złapał, przesunął na swoje plecy, zakładając za nie ramię, druga natychmiast ją objęła. Złapał głęboki oddech. Zapach jej perfum wywołał falę kolejnych uczuć, wspomnień, delikatnie uchylił okno dla małego płomyczka tlącego się w czeluściach jego ciała. Jednak żył. Jednak nie był aż tak martwy, jak mu się wydawało przez ostatni miesiąc. Coś dalej tłukło się w jego klatce. Odrobina ciepła nadal pulsowała słabym żarem w ciemnych zakamarkach jego głowy, ciała albo duszy, w cokolwiek w tamtym momencie wolałby wierzyć.
- Ja przepraszam, ty nie masz za co.. Byłem dla ciebie okropny. I wszystko co powiedziałem wtedy.. Przepraszam, V. - bez wymówek, bez próby wyłudzenia współczucia, już nie. Nie wiedział do końca za co ona miałaby go przepraszać, ale też nie zamierzał się z nią jakoś specjalnie kłócić. Jeśli czuła, że musi go przeprosić, niech tak będzie. Przycisnął ją do siebie lekko. Ciało pasowało do jego nadal tak samo idealnie. Usta dotykały szyi, gdy mówiła, wywołując lekki, przyjemny dreszcz biegnący po skórze.
Miał nie podejmować życiowych decyzji w pierwszej fazie przyjmowania leków, z której teoretycznie jeszcze nie wyszedł. Zombie nie podejmując najzdrowszych decyzji. Zachcianki ciała też miały się dla niego nie liczyć i...
A kurwa, co ja, robot?
Ze zirytowanym, krótkim mruknięciem, odsunął się tylko odrobinę, by przesunąć dłoń z jej pleców, na policzek. Złapał jej brodę, by podnieść lekko twarz (to było naprawdę wygodne, ich niewielka różnica wzrostu) i w końcu pocałować. Nie mógł znaleźć słów. Nie chciały współpracować z przemęczonym bodźcami mózgiem.. Więc jej pokazał. W pocałunku, w którym miał nadzieję odbijała się tęsknota, żal, wyrzuty sumienia, ale też łagodne, czułe ciepło, troska i.. Eh, po prostu nie mógł nie pocałować kobiety, którą kochał i za którą tak tęsknił. Nie ważne, co program, którego miał się trzymać o tym mówił.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko przestało mieć znaczenie. Nic już nie miało sensu… ani ryk samochodów mijających ich ulicę, ani ptaki ćwierkające na pobliskich drzewach, ani wiatr, który jednocześnie ogłuszał i szeptał coś ledwie słyszalnego, ani ciche rozmowy dobiegające ze stolików kawiarnianych na zewnątrz. Nic. Jedynym dźwiękiem, który do niej dotarł, było ciche stuknięcie kubka z kawą o trawę… a potem nagłe, znajome ciepło jego dłoni, która właśnie puściła kubek, by owinąć się wokół niej. Drugie ramię przyciągnęło ją jeszcze bliżej. Jego zapach... tak cholernie znajomy, wypełnił jej nozdrza, gdy wtuliła twarz w zagłębienie jego szyi. Łzy, które powstrzymywała przez tyle tygodni, wreszcie popłynęły gorącymi strugami po policzkach, a ona ściskała go jeszcze mocniej, jakby chciała wtopić się w niego, jakby bała się, że znowu zniknie. Tak jak ostatnim razem, gdy wyszedł na imprezę. Pociągnęła nosem, wciąż nie odważając się podnieść wzroku. Wstyd palił ją od środka.- Nie… - wyszeptała, kręcąc głową w zaprzeczeniu,- Odepchnęłam cię, Lexie. Pozwoliłam, żeby ktoś inny mnie dotykał… całował… patrzył na mnie tak, jak tylko ty miałeś prawo. Nienawidzę siebie. Brzydzę się sobą. - Z jej ust wyrwał się zduszony szloch. Być znowu w jego ramionach… to było jak powrót na ziemię. Jakby coś, czego brakowało jej od tak dawna, wreszcie wróciło na swoje miejsce.

Gdy poczuła, że się lekko odsuwa, jej palce zacisnęły się rozpaczliwie na jego płaszczu. Nie. Nie teraz. Nigdy więcej, nie odchodź, błagam. Panika ścisnęła jej gardło, dopóki jego dłoń nie objęła jej policzka, a potem delikatnie uniósł jej podbródek, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. Przez mokre rzęsy patrzyła w te jasnobrązowe piwne oczy, o których śniła każdej samotnej nocy, a potem jego usta znalazły jej usta. Zamknęła powieki. Świat skurczył się do ciepła jego warg, do dłoni zsuwających się po jej plecach, do własnych palców wplatających się w jego włosy. Przechyliła głowę, pogłębiając pocałunek, przyciskając się do niego całym ciałem, jakby chciała zatrzeć te wszystkie tygodnie rozłąki. Między pocałunkami wyszeptała mu prosto w usta, - Σ’ αγαπώ, μωρό μου.- Potem odsunęła się tylko tyle, by spojrzeć głęboko w jego oczy.- Zawsze cię kochałam, Lexie. Zawsze.- Pocałowała go znowu... głodniej, łapczywiej. - Chodź - szepnęła, ciągnąc go za sobą. Podniosła szybko upadłe kubki, wrzuciła je do kosza i chwyciła jego dłoń. - No dalej, staruszku. Musimy sprawdzić twoja kondycję- Roześmiała się głośno, radośnie i pociągnęła go biegiem przez zalane słońcem ulice. Jej palce mocno splotły się z jego. Co kilka kroków oglądała się na niego... na słoneczniki wystające z kieszeni jego płaszcza, czuła ten przyjemny wiatr rozwiewający jej włosy. Czuła się żywa. Czuła się w domu.
Fire on the beach
Face to the sky
The stars dance around like gods in the night
The gold silhouette
You take off your clothes
And my heart feels the weight of all I don’t know

Dziesięć minut później wpadli do jej budynku. Niecierpliwie waliła w przycisk windy, a gdy drzwi się otworzyły, wciągnęła go do środka. Jej plecy uderzyły o ścianę, gdy przyciągnęła go do siebie, oplatając dłońmi jego kark i zanurzając palce w jego włosach. - Lexie… - wysapała mu prosto w usta, głosem drżącym z pożądania. - Chcę cię. Weź mnie. Teraz. Jestem twoja... tylko twoja. - Pogłębiła pocałunek, aż świat rozmazał się całkowicie. Była pijana miłością. Pijana nim. Pijana obietnicą, która sobie w tym momencie złożyła... że tym razem już nic ich nie rozdzieli.

lexie ♥︎
ODPOWIEDZ

Wróć do „Lucie's”