25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową, poniekąd zgadzając się z jej podejściem. Oczywiście, że śmierć mogła wyglądać wyjątkowo przerażająco. Nawet osoby, które odeszły we śnie, potrafiły wzbudzić w ludziach trwogę przez sam fakt braku oddechu w piersi, a co dopiero ktoś, kogo spotkał dużo mniej przyjemny koniec. Nadal jednak nie odsuwało to od niej myśli, że drzwi powinny zostać poszerzone. Temu wszystkiemu przydałoby się po prostu więcej dramatyzmu.
— Wolałabyś zostać spalona czy doprowadzona do porządku? — zapytała, nie przejmując się własną bezpośredniością. Pytanie z pewnością było nie na miejscu, szczególnie biorąc pod uwagę status ich relacji, ale to nic. Szczerze zaciekawiło ją, jakiej udzieli odpowiedzi. Skoro potrafiła podejść do tej kwestii tak pragmatycznie, pewnie miała już jakiś plan, mimo młodego wieku. Statystyki raczej nie sugerują żadnej z nich rychłej śmierci, ale w sumie nigdy nie wiadomo.
— W żadnym nie powiedziałaś też, że nie chcesz — wytknęła, nie odwracając od niej wzroku. Spadający na ziemię niedopałek nie był przecież istotny. Ruelle raczej nie planowała jej podpalić. A przynajmniej nie papierosem, bo pewnie byłaby z siebie bardzo zadowolona, gdyby udało jej się zagrać na nerwach Cross i po prostu popsuć jej dzień. Na razie nic takiego się nie zapowiadało. Czuła się w tej sytuacji bardzo pewna, nie czuła żadnego widma zbliżającej się do niej porażki. Zakładała, że ma nad nią przewagę i teraz pozostało jej jedynie uświadomić o tym Prescott. Ona z kolei sprawiała wrażenie kompletnie oderwanej od rzeczywistości, skoro zakładała, że miała jakiekolwiek szanse w tej potyczce. Może nawet River powinno być jej nieco szkoda? Nie, to bez sensu. To przecież duża dziewczynka, na pewno ze wszystkim sobie poradzi.
— Och, naprawdę? Teraz to mi przykro, petite menteuse. — Uśmiechnęła się z przekąsem. W ogóle nie powinno jej to smucić. Logicznym było, że Prescott nie miała żadnych powodów, by o niej myśleć. Ich relacja rozmyła się wraz z zakończeniem szkoły. A jednak coś w środku nieprzyjemnie szarpnęło żołądkiem River. Nie lubiła być zapominana ani ignorowana. A już na pewno nie przez takie osoby, o których uwagę niegdyś zabiegała. A przecież Ruelle się do nich zaliczała. Ale nie musiała o tym wiedzieć. Lepiej było zostawić to wszystko na poziomie ironicznych żartów.
— Rozumiem, że teraz też nie chcesz, żeby pojawiła się tęsknota choć na kilka centymetrów? — dopytała, na moment spuszczając wzrok na niewielką przestrzeń między ich ciałami. W ogóle nie miała ochoty się od niej odsuwać. To przecież oznaczałoby porażkę. Przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, dzięki czemu zetknęły się ze sobą. Nadal była w tym ostrożna, wszystko było doskonale wykalkulowane. Ledwie się muskały. Wzięcie głębszego wdechu wystarczyłoby, żeby z powrotem zwiększyć odległość między nimi.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
For good luck!
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Una vampiresa, soy una sanguinaria
Carmilla, la de Styria, soy inmune a tus plegaria
Yo soy la principal y tú la secundaria
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie widziała powodów do ingerencji w strukturę zakładu. Był taki jaki był z jakiegoś powodu. Można było poszerzyć drzwi, ale co takiego by to przyniosło? Jedynie naruszyłoby jego stan, a jedna zmiana mogła pociągnąć za sobą szereg innych, bo cała kompozycja mogłaby zostać zaburzona.
- Pogrzebana - odpowiedziała bez zawahania. - Bardziej przemawia do mnie myśl o tym, że ktoś mógłby kiedyś za wiele lat odnaleźć moje kości spoczywające w glebie...
Może nie miała konkretnego pomysłu na całą uroczystość i co jakiś czas mogły nachodzić ją różne myśli odnośnie jej organizacji, ale akurat tego jednego była pewna. Bardziej przemawiało do niej złożenie trumny do dołu. Chyba, że ktoś postanowiłby jej urządzić pochówek całopalny w pogańskim stylu. Wtedy mogłaby się zastanowić. Chociaż dalej... Wolała, aby jej szczątki wywołały w kimś jakieś emocje lub zadumę.
- W takim razie muszę ci to wyraźnie zakomunikować? Niech i tak będzie - odpowiedziała i zwilżyła delikatnie językiem dolną wargę, wciąż patrząc butnie w oczy dziewczyny. - Nie zamierzam przyjmować żadnego zaproszenia i ocierać się o ciebie jak dzika kotka, żeby oznaczyć cię jako swoją.
Jej głos wybrzmiał twardo i zdecydowanie, ale wewnątrz żołądek ścisnął jej się na myśl, że faktycznie mogłaby to zrobić. Rzecz jasna jako kolejną zagrywkę w ich pokręconej zabawie, ale mogłaby tym samym sprawić River zbyt wielką satysfakcję. Dlatego właśnie musiała balansować zręcznie na linii między słowem i dotykiem, aby nie dać przypadkiem zbyt dużo od siebie niż powinna.
- Musisz się najwyraźniej bardziej postarać, żebym wracała ciągle do ciebie myślami - rzuciła prowokująco, ale tak naprawdę Cross już to robiła.
Zapewne jeszcze przez długi czas Ruelle będzie wracała myślami do tego momentu, zastanawiając się czym właściwie było to dziwne napięcie, które między nimi się wytworzyło i skąd właściwie się wzięło. Było dla niej co najmniej zaskakujące i na pewno niezrozumiałe. W końcu powinny teraz bardziej przerzucać się ostrymi docinkami i prychać w swoim kierunku, a zamiast tego stały tuż obok siebie w intymnej niemal manierze. Czym to w ogóle miało być?
- Ja? - zapytała z lekkim zdziwieniem. - To ty do mnie lgniesz.
Jej uwadze nie umknęło to jak River zmieniła subtelnie swoje ułożenie tak, aby ich ciała znalazły się jedno przy drugim, ocierając się ledwie o siebie, ale nigdy w pełni dotykając. Może była wyjątkowo wyczulona na podobne gesty?
Nie zamierzała jednak na pewno się cofnąć ani o krok. Zamiast tego wyciągnęła nieco mocniej szyję, walcząc z odruchem, aby wspiąć się na palce i dodać sobie jeszcze kilka centymetrów. Zresztą i tak znajdowała się na tyle blisko, że niemalże musnęła ustami wargi Cross, gdy tylko odezwała się po raz kolejny, zniżając swój głos do zmysłowego szeptu.
- Jeszcze chwila, a uznam, że desperacko pragniesz mnie pocałować...
Igrała z ogniem w każdym momencie tej interakcji, ale czemu właściwie miałaby tego nie robić skoro było to tak cholernie przyjemne?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową tak, jakby otrzymana odpowiedź była jakąś oczywistością, której totalnie się spodziewała. Nie próbowała obstawiać żadnej z tych opcji, niewiele przecież wiedziała o psychice i doświadczeniach Ruelle. Teraz jednak, gdy to wybrzmiało, jakoś się jej składało. Na pewno byłaby bardziej zaskoczona, gdyby usłyszała, że dziewczyna chce zostać spalona i rozrzucona gdzieś na malowniczej plaży.
— Liczysz na archeologa czy budowlańców stawiających na miejscu starego cmentarza nowy biurowiec? — dopytała z nutą kpiny w głosie. Jeżeli River miałaby decydować, na pewno chciałaby zostać wygrzebana przez jakichś naukowców i umieszczona w muzeum. Ewentualnie przez jakichś świrów, którzy położyliby sobie jej szczątki na szafce pod telewizorem. Jakoś by to pasowało do jestestwa, które z niej uleciało.
Obserwowała uważnie jej reakcje, chcąc dopisywać sobie do tego miliard historii i wyjaśnień. Tak przecież było ciekawiej. Spuściła wzrok na jej usta, śledząc ruch języka, z nieco zmniejszoną uwagą słuchając tego, co miała do powiedzenia. Nie lubiła słuchać, jak ktoś jej odmawia. Trzeba było zadbać o to, by wleciało jednym uchem i wyleciało zaraz drugim.
— Kruszysz moje wrażliwe serce — jęknęła, udając bardzo smutną z tego powodu. W rzeczywistości była skora to bardzo szybko zignorować. Gdyby Prescott podjęła inną decyzję, na pewno byłoby ciekawiej, ale trudno. Muszą odłożyć ocieranie się o siebie na inny raz! I tak nie przyniosłoby to zbyt dobrych rezultatów, przecież River nie dałaby jej się zametkować jako jej własność.
Muszę? — dopytała, uśmiechając się wyzywająco. Łapanie jej za słówka było może wyjątkowo prostą zagrywką, ale Prescott sama się prosiła. Skoro Rue bez cienia żenady łapała się wydmuchiwania dymu prosto w jej twarz, to River mogła się tak za to odpłacić. Coś w środku podpowiadało jej przy okazji, że to dobry początek drogi ku temu, by faktycznie dać jej powody do myślenia. Jeżeli nie zaimponowało jej ani to, jak Cross się przez te lata zmieniła, ani to, jak doskonale rysowała, to na pewno zapamięta, jak bardzo potrafi być irytująca. I jak miło jest się z nią kłócić.
— Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie boję się tego ani nie ukrywam — odbiła od razu, nie dając się zbić z pantałyku. Musiała przecież pokazać, że niezależnie od sytuacji, jest od niej lepsza. Albo chociaż odważniejsza. Nigdy nie bała się mówić wprost tego, co myśli i była gotowa też bardzo wiele powiedzieć na temat Prescott. Gdyby tylko była zainteresowana. Ale przecież nie była. A może jednak?
— Po co? Pamiętam, jak smakujesz. Nie zdążyłam się za tym stęsknić — odpowiedziała cicho, czując, jak ściska się jej żołądek, a włoski na karku stają dęba. Dobrze, że Prescott nie była w stanie dostrzec żadnej z tych rzeczy. River pozornie trzymała się dobrze. Nie musiała się odsuwać, ani zmieniać pozycji. Czuła się pewnie, bo nie kłamała. Bardzo dobrze pamiętała ich pocałunek. I nie zaczęła tęsknić za następnym, na pewno nie po tym, jak została zignorowana ostatnio. Nie będzie sobie robić tego samego od nowa, nie ma opcji.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
For good luck!
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Una vampiresa, soy una sanguinaria
Carmilla, la de Styria, soy inmune a tus plegaria
Yo soy la principal y tú la secundaria
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba każdy spodziewałby się po niej podobnej odpowiedzi. Była dziwna właśnie w ten sposób. Mogła romantyzować w jakiś sposób te szczątki i podobne znaleziska, ale czy ludzie od dawna nie nadawali ludzkim kościom i pozostałościom niezwykłych właściwości oraz znaczenia? Czy Hamlet nie wygłosił swoich najsłynniejszych słów z czaszką przyjaciela w ręce?
- Jakbym miała wybierać z tych dwóch to archeolog - przyznała bez zawahania. - A ty czego byś chciała? Ulotnić się i już?
Mogły sobie rozmyślać ile chciały, ale żadna nigdy nie przekona się o tym, co właściwie się z nimi stanie. Nawet jeśli coś zaplanują to nie było powiedziane, że ich wola zostanie faktycznie wypełniona. Dodatkowo wciąż nie wiadomo było czy istnieją jakieś zaświaty, z których mogłyby wszystko obserwować. Niemniej na pewno miło było fantazjować o tym, że jej szczątki mogłyby zostać w jakiś sposób odkryte i może wykorzystane w jakimś celu? Może jako eksponat, który wzbudzać będzie dziw zgromadzonych wokół lub jako składnik w jakimś dziwnym rytuale czy eliksirze.
Obie obserwowały siebie uważnie. Ruelle również ją studiowała. Chciała poznać wszelkie jej najdrobniejsze reakcje. Zastanawiała się jak może to wykorzystać przeciw niej. Gdzie nacisnąć, aby wywołać irytację i sprawić, że ten cwany uśmieszek na chwilę zniknie z twarzy Cross. Chyba było między nimi jeszcze gorzej niż w czasach szkolnych.
- Twoje biedne serduszko jakoś to musi przeżyć - mruknęła w odpowiedzi, wyczuwając bez problemu ten niezwykle wyraźny sarkazm i teatralny smutek.
Miały zdecydowanie swoje gierki. Łapanie za słówka, droczenie się i naciskanie tam, gdzie się nie powinno były elementami tego wszystkiego. Nie widziała jednak sama nic zdrożnego w tym, co powiedziała. W żaden sposób nie postrzegała swoich wypowiedzi jako takie, którym można byłoby coś zarzucić i według niej River jedynie na siłę próbowała się do czegoś doczepić.
- Musisz jeśli chcesz, abym o tobie pamiętała - uściśliła, bo w końcu właśnie o to chodziło.
W rzeczywistości jednak nie sposób było zapomnieć o Cross. Nie tak naprawdę. W końcu w szkole łączyło je niesamowicie mocne uczucie... Może i negatywne, ale zawsze. Z jakiegoś powodu River działała jej wyjątkowo mocno na nerwy. Prescott nie potrafiła jednak przypomnieć sobie w jakim momencie to wszystko się zaczęło i dlaczego aż tak mocno się jej trzymało skoro o tak wielu rzeczach potrafiła zapomnieć i wrócić do neutralnych stosunków z innymi ludźmi. Pod tym względem dziewczyna na pewno była wyjątkowa.
- Uważasz, że się tego boję? - zapytała krótko, samej nie wiedząc czy jest bardziej rozbawiona czy urażona taką opinią. - Niby dlaczego miałabym?
Może i zaprzeczała. Dlatego, że to wszystko było beznadziejnie głupie. Ciągnęło ją do niej w pewien wyjątkowy fizyczny sposób. Czuła wzbierające między nimi napięcie, ale jednocześnie nie potrafiła zapomnieć, że miała do czynienia z kimś kto działał jej na nerwy jak nikt inny. Właśnie dlatego nie chciała jej w żaden sposób ulegać ani udowadniać, że faktycznie mogłaby czuć jakieś nawet czysto fizyczne zainteresowanie.
Być może przemawiała przez nią swoista duma, ale czuła, że River nie mówi jej prawdy. Podskórnie coś podpowiadało jej, że jeśli faktycznie w jakiś sposób zdołała zapamiętać smak jej ust z tamtego dnia to nie był jej on tak obojętny. I być może naprawdę w pewien sposób za nim tęskniła. Przynajmniej na ten moment postanowiła uwierzyć w taką wersję. Ona było dużo przyjemniejsza od tego, co w tej chwili słyszała.
- Que dulces son tus mentiras... - szepnęła miękko, wspinając się lekko na palce.
Robiła to specjalnie. Czuła wyjątkową satysfakcję, gdy tylko River nie mogła jej w żaden sposób odpowiedzieć na rzucane komentarze, których nie rozumiała. Zwłaszcza, że teraz wszelkie możliwe słowa po prostu zepsułyby ten moment.
Przymknęła powieki i musnęła delikatnie wargi Cross. Powoli i z wyczuciem. Nie pamiętała już jak smakował ich szkolny pocałunek. Mogłaby spróbować sobie przypomnieć, zagłębiając się mocniej w ustach dziewczyny, ale nie planowała tego robić. Na razie po prostu badała teren. Chciała zobaczyć jej reakcję i nic poza tym.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Cieleśnie zdecydowanie tak. Niech mnie spalą i gdzieś rozrzucą. Wypada zrobić więcej miejsca w świecie następnym pokoleniom. — Akurat taka wizja niespecjalnie ją jarała. Nie chciałaby być rozrzucona gdziekolwiek. Spalanie było w porządku, ale na pewno z jakimś konkretnym celem. Nie miała jeszcze wyjątkowego miejsca w sercu, które znacząco wpłynęłoby na symbolikę tego rytuału, ale może zanim umrze, takie się objawi. Na ten moment liczyło się po prostu stanie w kontrze do Prescott.
— Mhm — mruknęła znów nie ukrywając niedowierzenia. Nawet w tak prostym dźwięku, bez żadnych słów, potrafiła dać jej do zrozumienia, że niespecjalnie wierzy w jej wersję. Na pewno nie chodziło jej tylko o to. Oczywiście, że trzeba się postarać, by zostać zapamiętanym, ale ona starała się o to cały czas. Właśnie przez to była absolutnie nie do wyrzucenia z pamięci, nawet jeśli Prescott chciałaby to zrobić. Ale przecież na pewno nie chciała. Nie mogła być aż tak głupia. Cross wierzyła we własny gust. Dawno temu przestałoby ją przyciągać do orbity Prescott, gdyby była skończoną kretynką. Coś w tej dziewczynie było, że ciągle miała ochotę rozpętywać nowe sprzeczki i nie uważała, by były wtórne. Teraz na ich korzyść na pewno działała rozłąka. Dawno nie miały okazji rozmawiać, to było odświeżające i sentymentalne.
— Cholera cię wie. Pewnie po prostu nie masz jaj, żeby przyznać, że robię na tobie wrażenie. — Wzruszyła ramionami, wiedząc, że niewiele może akurat na to poradzić. Nic nie zrobi z faktem, że ma tak przyciągającą aurę i każdy wariuje w jej towarzystwie. Ach, no i nie wpłynie też na poczucie pewności siebie Ruelle, bo to wyłącznie jej problem.
Poczuła jak nieznacznie spinają się jej mięśnie szczęki w irytacji. Znowu nie miała pojęcia, co do niej mówi. Tych słów robiło się trochę za dużo, były za bardzo rozproszone po całej rozmowie i zwiększała się szansa na to, że jednak ich nie zapamięta. Albo po prostu je pomyli. W końcu nie znała tego języka, nie byłoby dziwnym, gdyby coś potem przekręciła, próbując wygrzebać ze słowników znaczenie przytyków Prescott. W myślach formułowa już nowy przytyk, nie mogąc się zdecydować, w jakim języku go przedstawić, ale nie zdążyła na nic postawić.
Nie spodziewała się, że to Prescott przełamie impas i zrobi krok dalej. Właściwie nie była na to odpowiednio przygotowana. Gest był bardzo delikatny, ale przecież jej się nie wydawało. Złamała jakąś niepisaną zasadę, którą Cross ustaliła w głowie kilka sekund temu. Totalnie bezczelna gówniara. Znowu próbowała z nią igrać. Wstrzymała oddech, nie chcąc zaburzać narzuconego przez Rue rytmu. Problem w tym, że był wyjątkowo spokojny i leniwy. W ogóle jej to nie odpowiadało.
Nie potrafiła się powstrzymać od zrobienia kroku dalej. Tłumaczyła sobie, że to przez to, że zawsze musi mieć ostatnie słowo. To był dużo prostszy do przyjęcia argument niż jakikolwiek inny. Przymknęła oczy i ją pocałowała. Delikatnie. Można byłoby nawet powiedzieć, że nieśmiało gdyby tylko to słowo nie było tak skrajnie niepasujące do River. Nie miała zamiaru iść na całość, nieważne, jak bardzo ją kusiło. Zignorowała szum w głowie wywołany miękkością ust Prescott, które wcale nie były takie same jak w liceum. Zignorowała pragnienie zbadania każdej różnicy i testowanie jej bez końca.
Odsunęła nieco głowę tak, by ich usta się nie stykały. Musiała wrócić do rozsądku i walki, a nie tak łatwo dawać sobą manipulować. Poczuła rosnącą w niej złość na tę kilkucentymetrową tęsknotę. Znaczy się, wcale nie. Była zła wyłącznie na durną Ruelle. Świdrowała ją wzrokiem, chcą włamać się jej do myśli i dostać na tacy gotowe odpowiedzi w kwestii tego, co o tym wszystkim uważała. Była zła, że to w ogóle tak nie działało. Wściekała się, że im dłużej wpatrywała się w jej oczy, tym mniej miała ochotę zrobić krok do tyłu.
— Petite peureuse — mruknęła głosem o ton niższym, niż planowała. To nic. Nie zamierzała tracić przy niej fasonu. Mogą sobie tak rozmawiać w dwóch innych językach w nieskończoność, a Cross i tak jej nie pokaże, jak przyspieszyło jej przez nią tętno

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
For good luck!
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Una vampiresa, soy una sanguinaria
Carmilla, la de Styria, soy inmune a tus plegaria
Yo soy la principal y tú la secundaria
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak jak mogła się tego spodziewać miały z River całkowicie inne zdanie jeśli chodziło nawet o tak odległe rzeczy jak sposób pochówku.
- Może i dla rozsypujących byłby to jakiś symboliczny i podniosły moment, ale potem? Nuda - podsumowała, nie przejmując się tym jak brutalnie mógł wybrzmieć ten komentarz.
Jedynie River potrafiła sprawić, że Ruelle potrafiła odczytać całą gamę różnorodnych emocji płynących z jednego krótkiego dźwięku. Zwykle miała z tym problemy. Tutaj jednak wydawało się jakby znała dziewczynę na wskroś i była w stanie odgadnąć intencję stojącą nawet za zwyczajnym mruknięciem.
To nie było normalne, gdy chodziło o dziewczynę, której podobno się nie znosiło, a ponadto nie widziało od dobrych kilku lat. Najwyraźniej Cross pozostawiła w niej o wiele większy ślad po sobie niż tanatopraktorka była w stanie przyznać. W końcu nie było jej to w smak.
- Może, gdybyś była kim innym to byś zrobiła - przyznała w końcu. - Ale dalej jesteś tą samą River Cross, którą pamiętam ze szkoły...
Mogła naprawdę się zmienić, ale Rue nie potrafiła odseparować ją od tej licealnej persony. Zresztą samo to jak wyglądała ich rozmowa udowadniało, że w zasadzie chyba nie aż tak wiele zmieniło się od czasów, gdy siedziały w tej samej klasie, słuchając wykładów nauczycieli. Najgorsze było to, że Prescott zdawała sobie sprawę, że gdyby nie wspólna historia to River mogła być dziewczyną, z którą chętnie przesiedziałaby pół wieczoru w barze, a potem poszłaby za nią do jej mieszkania.
Uwielbiała ją denerwować. Wiedziała, że w tej chwili wyraźnie przekroczyła granicę, którą badała już od jakiegoś czasu. Obco brzmiące zdanie, które z łatwością spłynęło z jej języka było jednak jedynie wstępem do czegoś więcej.
Sama nie nawykła do tak delikatnych pocałunków. Nie odpowiadały jej. Najchętniej zarzuciłaby ramiona na szyję River, aby przyciągnąć ją bliżej. Mogłaby wsunąć palce w jej włosy i zadrapać kark, ale wiedziała, że to byłoby już zbytnią śmiałością. Wyglądało to jakby za bardzo jej zależało...
Dlatego też w jakiś sposób starała się zaspokoić tymi drobnymi pocałunkami, kładąc dłoń na klatce piersiowej Cross, aby odsunąć ją od siebie, gdyby tylko ta się zanadto zagalopowała. W końcu miały się tylko ze sobą drażnić i nic poza tym.
Przez moment się zapomniała. Nie analizowała tego, co się aktualnie działo. Czuła jedynie przyjemny dotyk ust, które powinny być znajome, ale wydawały się tak odmienne od tych, które ledwie pamiętała. To nie był szczeniacki pocałunek tak jak wtedy. Tym razem wiedziały doskonale, co robią i pomimo tej dziwnej delikatności wydawały się pewne tego jak miało to wszystko wyglądać.
Musnęła ledwie zauważalnie dolną wargę River językiem nim ta zdołała się odsunąć. Fala irytacji powróciła, gdy tylko usłyszała słowa, którymi zwróciła się do niej dziewczyna. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że ten niski ton zawibrował gdzieś w jej trzewiach. Cholera jasna... Mogłaby jej naprawdę pragnąć.
- Nadal uważasz, że się czegoś boję? - spytała ostrożnie, nie uginając się pod tym intensywnym spojrzeniem, na które starała się odpowiedzieć z taką samą niezłomnością.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła niezadowolona, słysząc jej komentarz. Jak zwykle Prescott dochodziła do jakichś bezsensownych i ewidentnie nieprzemyślanych wniosków. Może po prostu mówiła szybciej niż myślała? To by do niej pasowało.
— Nic związanego ze mną nie jest nudne — pouczyła ją od razu. Nie miała pojęcia, czy dawanie jej lekcji, miało jakikolwiek sens. Kiedyś nie była przecież zbyt skora do nauki od mądrzejszych. Można byłoby założyć, że przez te kilka lat dorosła i zaczęła patrzeć na świat nieco inaczej. Można nawet założyć, że odnalazła jakieś ochłapy rozsądku i zacznie teraz z tego korzystać. To chyba byłyby zbyt śmiałe założenia. A szkoda. Przecież Prescott miała taki potencjał.
— To naprawdę imponujące, jak bardzo potrafisz się mylić — odparła z przekoloryzowaną słodyczą w głosie. Nie miała zamiaru dać się zdegradować do licealnej wersji siebie. Zbyt dużo wody upłynęło, by uznała, że w niczym się nie zmieniła. Uważała, że jest zdecydowanie lepszą wersją siebie niż wtedy. Na pewno dużo pewniejszą siebie i szczerze wierzącą we własne możliwości, a nie tylko cwaniakującą na pokaz. W głowie nastolatki kłębiła się masa dziwacznych rzeczy, z których dziś pewnie nie byłaby dumna. Ale teraz? Nie miała powodów, by się nie doceniać. I na pewno nie pozwoli umniejszać sobie komuś takiemu jak Ruelle.
Prescott zdecydowanie nie potrafiła się właściwie kontrolować, co tylko denerwowało Cross jeszcze bardziej. Dotyk dłoni na klatce piersiowej nie był wpisany w plan na ten delikatny pocałunek. A już na pewno powinna darować sobie ten numer z językiem. To wszystko tylko niepotrzebnie rozpraszało uwagę River. Mieszało jej w głowie i utrudniało kontrolowanie sytuacji. Prescott cały czas grała nieczysto. Ciskała w nią ciosami poniżej pasa i sprawiała wrażenie wyjątkowo dumnej z takiego podejścia. Cross nie miała żadnych wątpliwości, że nie szłoby jej tak dobrze, gdyby tylko grała fair. Pewnie sama zdawała sobie z tego sprawę, skoro się na to decydowała.
— Żartujesz? Udowadniasz tchórzostwo każdym asekuracyjnym gestem. — Uniosła brew, spoglądając na nią z politowaniem. Nie miała zamiaru przyznać jej racji, to powinno być dla Prescott oczywiste. Ale nie musiała nawet specjalnie zmyślać. Dłoń, która była gotowa w każdej chwili ją odepchnąć i fakt, że to jednak Cross zainicjowała cokolwiek, co mogło być w ogóle kwalifikowane jako pocałunek były wystarczającymi dowodami, że Ruelle panicznie boi się przejąć inicjatywę.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
For good luck!
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Una vampiresa, soy una sanguinaria
Carmilla, la de Styria, soy inmune a tus plegaria
Yo soy la principal y tú la secundaria
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Śmiała w to wątpić. Podobnie jak w wiele innych rzeczy, które dziewczyna mówiła na głos. Zadziwiająco często stały w opozycji do siebie. Czasami wydawało się to wręcz niemożliwe, aby różniło je tak wiele. Być może jakaś dziwna duma powstrzymywała je od tego by przyznać sobie w czymś rację. Prescott była skłonna przysiąc, że zawsze była ze sobą szczera, ale czy na pewno? Może niekiedy poddawała się lekkiej sugestii swojego umysłu, że wszystko, co mówiła jej River było głupotą.
- Gdyby ktoś kazałby ci skoczyć z poziomu swojego ego to byś się zabiła - skomentowała krótko. - Może i nieco się zmieniłaś, ale dalej jesteś równie irytująca i stosujesz dokładnie te same zagrywki.
Może pod pewnymi względami udało jej się dorosnąć, ale nie były w stanie całkowicie się zmienić. Wracały do starych schematów, gdy tylko miały ze sobą do czynienia. Powinny wiedzieć lepiej, ale może faktycznie w jakiś sposób się za tym stęskniły. Słowne utarczki mogły w jakiś sposób uczynić ich dzień nieco bardziej interesującym.
Obie grały na swój sposób nieczysto. Każda z nich przybierała prowokującą postawę, a Ruelle sprawdzała wytyczone przez Cross granice, starając się jak najmniejszym wysiłkiem doprowadzić do tego, aby dziewczyna jej uległa. Nie zamierzała jednak dać jej zbyt wiele. Nie chciała, aby River poczuła się zbyt pewnie i postanowiła przejąć inicjatywę bardziej niż Prescott była jej w stanie na to pozwolić. W końcu każda z nich żyła z poczuciem, że sprawowała kontrolę nad obecną sytuacją.
- Tak uważasz? - zapytała, zsuwając dłoń niżej, aby prowokacyjnie wsunąć palce za pasek jej spodni i przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie. - Bo ja myślę, że po prostu blefujesz, bo chcesz mnie sprowokować, żebym dała ci coś więcej...
Wciąż nie odrywała spojrzenia od jej intensywnie ciemnych oczu. Wpatrywała się w nią jakby chciała usilnie wyczytać coś ze sposobu w jaki Cross na nią patrzyła. Mogła ją prowokować i zmuszać do tego, aby przejęła większą inicjatywę, ale Rue zdawała sobie sprawę z tego, że znalazła się w punkcie bez wyjścia. Cokolwiek by nie zrobiła to River i tak odczyta to po swojemu. Mogła być dla niej albo tchórzem albo uległą dziewczynką, która poddawała się jej gierkom. Nie było innej opcji.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku Prescott szło całkiem dobrze. Kąciki warg Cross drgnęły, zanim zdążyła je powstrzymać, bo tym razem dziewczyna naprawdę ją rozbawiła. Może niekoniecznie rozbawił ją sam żart, a raczej fakt, że odważyła się powiedzieć coś tak wybitnie niezabawnego. To było nawet urocze. Dobrze, że nie przestała gadać i dodała coś, co pozwoliło odrzucić River uśmiech gdzieś w kąt. Irytująca? Jasne, że tak. Z tego mogła być nawet dumna, przecież bardzo się starała, żeby tak było. Ale te zagrywki? Jeszcze czego. Nie będzie tolerować kłamstw. Nie miała jednak pod ręką pióra, którym mogła wyryć jej własne imię na skórze. Po co ja w ogóle piszę ten żart, podobno nawet nie czytałaś tych książek... Nieważne! W każdym razie należało zorganizować zemstę. Ukarać ją za te paskudne słowa i brak wiary. Nikt nie będzie deprecjonował River Cross.
Miała wrażenie, że ktoś huknął ją rozgrzanym metalowym prętem w kark. Przyciągnięcie bliżej w ten sposób było kolejnym ciosem poniżej pasa w pas. Gdyby nie to, jak zirytowała ją wcześniej, na pewno miałaby dużo większy problem z opanowaniem się w tym momencie. Chociaż może Ruelle w jakiś sposób jej pomagała? Serce Cross biło coraz mocniej, a w jej żyłach zdawała się wręcz rozmnażać adrenalina. Nic tak nie popycha do robienia rzeczy niebezpiecznych i ignorowania zdrowego rozsądku. Bez tego nagłego napędu na pewno czułaby się dużo mniej pewnie i może nawet złamałaby się jakoś, pokazując uległość. Ale na całe szczęście Prescott była tak cholernie denerwująca.
— Nie musisz mi niczego dawać... — Tym razem obniżyła głos z pełną premedytacją. Chciała się na niej odegrać i pokazać, że... no właśnie. Co konkretnie? Że powinna żałować, że wyrzuciła ją z myśli na tyle lat? A może, że teraz już na pewno nigdy o niej nie zapomni? Wszystko jedno. Gwałtownie chwyciła palcami kołnierz jej płaszcza, jakby chciała ją do siebie przyciągnąć. Ale przecież były już nieprzyzwoicie blisko. Nachyliła się, jakby znów chciała ją pocałować. Szarpnęła za trzymany materiał, odsłaniając bardziej jej szyję. To w jej stronę się nachylała, kompletnie nie obchodziły jej teraz usta Rue. Omiotła nagą skórę ciepłym oddechem, przemykając po całej jej długości. Wargi dotknęły szyi dopiero tuż pod szczęką.
— Jak będę chciała, to sobie wezmędodała w podobnej tonacji, ale z dużo większą butą. Trudno powiedzieć, czy to miała być groźba czy obietnica. Wzięła szybki, głębszy wdech, jakby zapach skóry Prescott kompletnie zawrócił jej w głowie i teraz faktycznie desperacko pragnęła ją pocałować. Może nawet to była prawda, a nie jedynie gra. Miała jednak wystarczająco dużo silnej woli, by pchnąć ją do tyłu, naciskając na klatkę piersiową. Nie próbowała jej przewrócić, a raczej wypchnąć z tego dziwacznego wszechświata, w którym się przez moment znajdowały. Na szczęście odsunięcie jej na kilkadziesiąt centymetrów było bardzo otrzeźwiające, jakby właśnie wynurzyła się z oceanu.
— Tylko po co? — prychnęła, wzruszając ramionami. Odstawiła ją, jakby była produktem, z którego zrezygnowałam po głębszych oględzinach. Nie mogła być przecież warta tak wysokiej ceny. A może po prostu Cross nie była gotowa jej zapłacić.

Ruelle I. Prescott
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „White Lily Funeral Services”