31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ma pani grupę krwi 0, pan Marshall grupę AB. Nie znamy grupy krwi pani matki, ale to i tak oznacza, że między panią, a biorcą nie ma żadnego pokrewieństwa, więc nie może być pani dawcą. Musiał chwilkę ochłonąć i zniknąć z pola widzenia Cherry, zanim mogłaby się zorientować, że coś jest nie tak. Nie wiedział, co więcej mógł powiedzieć Corze, która jeszcze dzisiaj rano była jego siostrą w stu procentach, a teraz... No, nadal była jego siostrą, o czym on w ogóle myślał? Siostrom rzucił coś o przyniesieniu wody czy tam soku - tak w sumie przyniósłby im nawet połowę menu McDonald's, żeby tylko móc iść. Dlatego teraz mijał kolejne sale, białe ściany, pielęgniarki i innych odwiedzających, zmierzając w bliżej nieokreślonym kierunku. Najpierw miał iść do kafeterii, potem zaczął szukać automatu... No i się zgubił, mimo że był w tym szpitalu już setki razy. Cora nie była córką jego ojca. Ta myśl sprawiała, że czuł się nieswojo - pewnie jego emocje nijak nie dorównywały tym, które towarzyszyły Corze, ale... To nadal był szok. Dwadzieścia pięć lat życia w kłamstwie. Skręcił gwałtownie w prawo, chcąc ominąć grupę lekarzy, i wtedy to się stało. Nie zdążył wyhamować. Uderzył ramieniem w kogoś, kto równie nieobecnym krokiem wyłaniał się zza rogu. - Przepraszam, ja... - zaczął automatycznie, przytrzymując za ramię osobę, na którą wpadł, ale urwał wpół słowa, gdy tylko zobaczył twarz Ivy. Utkwił wzrok w jej błękitnych oczach. Trochę go zatkało - nie spodziewał się jej tu spotkać, nie teraz, nie w tej chwili, przecież jej nie szukał. A może... jednak szukał? Jezu, przecież ona tu pracowała, to oczywiste, że mógł ją tutaj spotkać. Przez moment stał bez ruchu, trzymając ją za ramię zdecydowanie zbyt długo niż powinien. - Ivy? - wychrypiał, po czym puścił jej ramię. - Znaczy... Dzień dobry, panno Harrison - poprawił się po chwili. Byli w szpitalu. W szpitalu miał się do niej zwracać oficjalnie, po nazwisku. Przyjrzał się jej twarzy - wystarczyła sekunda, by spostrzegł, że coś zdecydowanie było nie tak. Wyglądało na to, że oboje mieli zły dzień. - Co tu robisz? - zagadnął, a po chwili zacisnął usta w wąską kreskę, gdy tylko do niego dotarło, jak bardzo absurdalne pytanie zadał. - Oprócz... pracowania? - dodał, żeby jakoś wybrnąć z sytuacji. - Coś się stało? - spytał jeszcze na koniec, zupełnie zapominając o fakcie, że siostry czekają na wodę. Czy tam sok.

tuptajwi
Ostatnio zmieniony sob mar 21, 2026 11:01 am przez Charlie Marshall, łącznie zmieniany 1 raz.
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall

To był ciężki dyżur. Włosy miała potargane we wszystkie strony, dzięki worom pod oczami przypominała szopa, a jedynie kontakt z pacjentami był w stanie doprowadzić ją do porządku. Ledwie znikała przed spojrzeniami, a już zaczynała pociągać nosem, a jej oczy robiły się czerwone. Miała pierwszą przerwę. Zdołała wziąć swoją śniadaniówkę, wyklejoną pokemonami i ruszyła dalej. Mocno ją trzymała, potrzebowała schować się przed całym światem, dopóki nie usłyszy kolejnego powiadomienia, że pora ruszyć ratować życie.
Nie wierzyła w to, co się działo. Zdecydowała się wypowiedzieć całą prawdę, a została pozostawiona sama sobie. Nie była w stanie znieść tego uczucia, które wypełniało serce. Na korytarzu panował gwar, nawet nie zdała sobie sprawę, że kogoś uderzyła. Tylko kiedy go zobaczyła, serce zatrzymało się przez moment. Znów ją odnalazł. Był, kiedy potrzebowała jego ramienia. Przez chwilę wpatrywała się w niego w ciszy, czując, jak całe ciało zaczyna jej drżeć. Momentalnie łzy napłynęły jej do oczu, a jedyne o czym marzyła to ukrycie się w jego ramionach.
Charlie — zaczęła, unosząc wzrok przeszklony od napływających łez. Trzymał ją w ryzach, chciała móc się do niego przytulić, ale tu wszyscy patrzyli. Nawet ona zdawała sobie z tego sprawę. Jej związek stał pod wielkim znakiem zapytania, on zwyczajnie znów się pojawił — panie Marshall. — odchrząknęła, odsuwając się na jeszcze jeden krok. Kosztował on ją zdecydowanie zbyt wiele. Przed oczyma miała wschód słońca, ciepło jego ciała i nie była w stanie już przed samą sobą udawać, że Charles Marshall nic dla niej nie znaczył.
Stoję? Pracuję? — powiedziała bardzo cichym tonem, wręcz niepodobnym do samej siebie. Co tu robiła? Sama chciałaby móc znać odpowiedź na to pytanie, ale nie była w stanie. Nabrała kolejnego głębokiego oddechu — Możemy stąd... zniknąć? — spytała błagalnym tonem, zawieszając wzrok na jego brązowych tęczówkach. Kiedy tylko się zgodził, ruszyła szybkim tonem. W ciszy szli może kilka minut, aż nie trafili na klatkę schodową. Tu go odrzuciła, a teraz wpadła wprost w jego ramiona. Znów cała drżała, a z jej oczu wypływały łzy.
Ja... — zaczęła łamiącym się tonem — powiedziałam mu. — Dante wyszedł i nie wrócił. Nawet nie wiedziała, czy wszystko z nim w porządku. Za to Charlie był. Znów ją odnalazł, kiedy potrzebowała ramienia, w które mogła schować się przed całym światem.
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie był przygotowany na kolejne kobiece łzy tego dnia. Gdy oczy Ivy zrobiły się szkliste, walczył z chęcią objęcia jej tutaj, na korytarzu, przy wszystkich, ale... odsunęła się od niego jeszcze o krok. Stoję? Pracuję? No oczywiście, że stała i pracowała, widział przecież. Jak zwykle, jego zdolność logicznego myślenia zaczynała zanikać w towarzystwie Harrison. To zaczynało być chore. - No tak - przytaknął, nie spuszczając z niej wzroku. Zacisnął usta w wąską kreskę i obserwował, jak dziewczyna bierze głęboki wdech. Możemy stąd... zniknąć? - Oczywiście, prowadź - zgodził się niemal natychmiast, kątem oka zauważając grupkę rezydentek, która chichotała na ich widok. Tak, zdecydowanie zgadzał się z Ivy, najlepiej było zniknąć poza zasięg wścibskich oczu. Zwłaszcza, że Ivy wyglądała, jakby stało się coś bardzo, bardzo złego, a on nie potrafił tak bezradnie nad nią stać, chciał ją przytulić. Musiał ją przytulić - sam też potrzebował jej miękkich ramion. Gdy zaczęła iść szybkim tonem krokiem, po prostu ruszył za nią bez słowa. Szła przodem, a on wcisnął dłonie w kieszenie swoich garniturowych spodni, obserwując jej sylwetkę. Już miał zapytać, skąd przyszliśmy, kim jesteśmy dokąd zmierzają, kiedy Ivy skręciła na klatkę schodową - tę samą, na której jeszcze nie tak dawno go odrzuciła. Może gdyby tamtego dnia nie przyszedł do szpitala... nie byłoby ich tutaj? Odsunął te myśli na bok. Niczego nie żałował. Gdy Ivy rzuciła się w jego ramiona, zareagował instynktownie. Jego ciało, spięte do granic możliwość po informacjach od Cory, w końcu znalazło swój cel i ujście. Objął ją mocno, niemal zaborczo. - Hej... Jestem tutaj - szepnął, nie spodziewając się po niej aż tak gwałtownej reakcji. Jedną dłonią zaczął gładzić ją delikatnie po plecach, a drugą wplótł w jej włosy. Nie mógł się powstrzymać - pochylił głowę i pocałował ją przelotnie w te miękkie, blond fale, które teraz miała potargane, ale zupełnie go to nie obchodziło. Chciał zdjąć z niej ten ciężar, niezależnie od tego, co się stało. Ja... Powiedziałam mu. Jego dłoń gładząca jej plecy zatrzymała się, ale tylko na moment. Przez chwilę wydawało mu się, że może się przesłyszał, ale... no... jakie było na to prawdopodobieństwo? Zerowe. Przełknął ślinę. Podczas gdy on każdego dnia wymyślał coraz głupsze wymówki, żeby tylko uniknąć konfrontacji z Blair, Ivy tymczasem... po prostu rzuciła karty na stół. Dlaczego musiała być taka dobra i prostolinijna? W porównaniu z nią był zwykłym tchórzem. Nie zasługiwał na Ivy. Wzmocnił uścisk i złożył drugi pocałunek w jej włosach. To wszystko jego wina. To on wpierdolił się z butami w jej życie, to on pocałował ją w windzie, to on nie potrafił trzymać rąk przy sobie. Gdyby nie on, Ivy dalej miałaby swoje życie. Ale... co to za życie? Z takim idiotą jak Dante? - Zrobił ci coś? - zapytał cicho i niemal oschle, odsuwając ją od siebie minimalnie, żeby ująć jej twarz w dłonie i zmusić, aby na niego spojrzała. Wizja Dante, że mógłby podnieść na nią głos albo rękę, była... No, była wymysłem jego wyobraźni, ale sprawiła, że zagotował się w środku. No i nagle informacja o tym, że Cora nie jest jego prawdziwą siostrą, wydała się dziwnie odległa.

tuptajwi
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall

Wystarczyło zobaczenie go, a serce już zaczęło bić jej znacząco szybciej. Potrzebowała go. Widziała, że coś jest nie tak, ale zignorowała to. Chciałaby móc się spytać, co się stało. Tylko w trakcie spaceru była zbytnią egoistką. Nie myślała o jego potrzebach, tylko o własnych. Chciała móc zatracić się w bezpiecznych, nieoceniających ją ramionach. Może nie powinna tego robić. Może powinna zrobić sobie przerwę od Marshalla, ale działał na nią uzależniająco.
Wystarczyły tylko uścisk, jego ciepło, a powoli zaczynała się uspokajać. Czasami miała wrażenie, że całe jej życie zależy od Charliego Marshalla. Wystarczyły delikatne muśnięcia po plecach, głaskanie po plecach z czułością, a powoli zaczynała panować nad własnym ciałem.
Dziękuję... — mruknęła po paru dłuższych sekundach, zaciskając jeszcze mocniej uścisk. Potrzebowała usłyszeć bicie jego serca, a zostawianie plam po jej łzach na śnieżnobiałej koszuli nie wydawało się być znaczące. Marshall po prostu przy niej był. Nieważne, co się działo. Ona wykonała pierwszy krok. Miała błędną nadzieję, że jej związek z Dante da się jeszcze uratować. W jak wielkim błędzie była... Sama nie dowierzała, że po wszystkim, co razem przeżyli wybrał ucieczkę. Blondynka nie była w stanie zrozumieć, dlaczego. Mogła z nim rozmawiać, spróbować wypracować kompromisy, może nawet... nie zobaczyłaby się więcej z Charlim. Tylko kiedy wszystko wypowiedziała, Dante uciekł. Za to Marshall na nowo ją odnalazł. Cokolwiek robił w szpitalu, znów tkwiła w jego ramionach. Na tej samej klatce schodowej, na której kiedyś dała mu kosza, teraz usilnie próbowała trwać w jego ramionach.
Nie — uniosła delikatnie głowę, by móc spojrzeć mu w oczy — po prostu się pokłóciliśmy, bo... — sama sprowokowała kłótnię. Po czasie zdała sobie z tego sprawę. Mogła trzymać się rękoma i nogami, zaprzeczać temu, ale prawda była inna. Wystarczyła jedna niejasność, a ona się podpaliła, nie dając mu żadnych szans. Mimo że to Ivy była winna — za dużo było między nami — nie chciała dawać Charliemu pożywki. Wbrew pozorom kochała Dante i życzyła mu jak najlepiej. Mimo wszystkiemu co ich dzieliło, coś zawsze łączyło ich na nowo. Tylko teraz wpatrzona była w brązowe tęczówki Marshalla i finalnie czuła spokój.
Dziękuję — mruknęła raz jeszcze, wywalając dolną wargę do przodu. Sama jednak oderwała się od jego ramion, choć dalej chciała w nich tkwić. Za to chwyciła go małym palcem za mały palec. Nie wiedziała, na ile czułości mogła sobie pozwolić.
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przerwał uścisku nawet na moment - dalej gładził ją po plecach, starając się nadać swoim ruchom spokojny rytm. Czuł wilgoć jej łez na swojej koszuli, ale to nie miało teraz znaczenia. Ryzykował dla niej wszystko, przytulając ją na tej klatce schodowej, na której w każdej chwili ktoś mógłby się znaleźć, ale... nie mógł po prostu jej puścić, przecież go potrzebowała. Nie. Po prostu się pokłóciliśmy, bo... za dużo było między nami. Przynajmniej nie podniósł na nią ręki. - Rozumiem - odparł na jej słowa, mimo że tak naprawdę to nie, nie rozumiał. Za dużo było między nami - to zdanie odbijało się echem w jego głowie, budząc w nim szereg pytań. Czy to on, Charlie, był tym "za dużo"? Czy to przez niego rozpadł się jej związek z Dantem? Poczucie winy zaczęło mieszać mu się z... satysfakcją, co przyjął z niechęcią. Gdyby się nie pojawił, Ivy dalej tkwiłaby w nieszczęśliwej, w jego mniemaniu, relacji. Czy to on nieświadomie dał jej powód, by w końcu przestała walczyć o coś, co i tak umierało? Wraz z tym pytaniem w jego głowie pojawiła się krótka, nieprzyzwoita myśl - Ivy była wolna. Przez sekundę poczuł dziwną ulgę, która zgasła jednak tak szybko, jak się pojawiła. Bo co z tego, że ona nie miała już nikogo, skoro Charlie wciąż był zaręczony z Blair? Zacisnął mocniej szczęki. Część Charliego chciała powiedzieć Ivy, że teraz będzie już tylko jej, ale zamiast tego jedynie mocniej ją przytulił, jakby fizyczną bliskością mógł zagłuszyć wyrzuty sumienia. No bo to nie była prawda, nie mógł należeć tylko i wyłącznie do niej, mimo że jakaś jego cząstka rozpaczliwie tego potrzebowała. Gdy wymamrotała krótkie podziękowała prosto w jego koszulę i odsunęła się od niego, nie zaprotestował. Zmierzył jej twarz uważnym spojrzeniem, zanim chwyciła go małym palcem za mały palec. Urocze. - Nie musisz dziękować, Ivy - odparł. - Zawsze będę, gdy będziesz mnie potrzebować - wymruczał cichą obietnicę, skupiając wzrok na ich splecionych palcach. Pinky promise? Kiedy ostatnio bawił się w takie rzeczy? Kiedy cofnęli się w czasie i zaczęli przypominać niewinne dzieciaki? Miał jednak wrażenie, że jego słowa znaczyły o wiele więcej niż dziecięca przysięga. Wpatrywał się w ich splecione dłonie - cholera, Ivy była taka krucha i delikatna. Łzy dalej odznaczały się na jej twarzy, tworząc na policzkach mokre ślady, które miał ochotę zetrzeć pocałunkiem, a nie kciukiem. Wiele by oddał, żeby wrócić do tych beztroskich chwil w stadninie i znów zobaczyć uśmiech na jej twarzy, ale rozumiał, że... musiała sobie poukładać pewne rzeczy w głowie. - Czy to definitywny koniec między wami? - odezwał się w końcu, pewniej chwytając jej dłoń. Jeden palec nie był dla niego wystarczający. Zaczął gładzić wierzch jej dłoni kciukiem, mimowolnie analizując sytuację. W zasadzie Ivy powiedziała mu tylko tyle, że rozmawiała z Dante... Nie potwierdziła zerwania, ale jej łzy były dla Charliego bardzo wymowne. - Ivy... jeśli to koniec, to chcę wiedzieć, na czym stoję. Na czym my stoimy - powiedział cicho, po czym oparł się o framugę drzwi, jakby w ten sposób chciał powstrzymać jakiekolwiek wtargnięcie na klatkę schodową. Wiedział, że tym pytaniem dużo ryzykował, ale... chciał wiedzieć, czy Ivy w ogóle brała tę ewentualność pod uwagę. - Nie musisz odpowiadać, jednak... chciałbym wiedzieć, czy coś do mnie czujesz - dodał również po chwili. Splótł swoje palce z jej palcami, zaciskając je na tyle mocno, by czuła jego obecność, ale na tyle delikatnie, by nie czuła się osaczona. To pytanie na pewno nie było fair w stosunku do niej, ale skoro już oboje bawili się w egoistów... Charlie i tak nie mógł już cofnąć swoich słów. - Jeśli nie jesteś gotowa na odpowiedź to zrozumiem - dokończył, topiąc się w jej błękitnych oczach.

tuptajwi
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

egoista

Szczerze nie wiedziała, co się stało między nią a Dante. Od zawsze mieli problemy, a Charlie pojawił się nagle, wręcz znienacka. Przypadkiem znalazł się w jej życiu, kiedy jego ojciec znalazł się w szpitalu. Kolejne ich spotkania były wręcz serią przypadków, która doprowadziła nie do jednego, a wręcz dwóch pocałunków. To stało się naturalnie. Chciała móc go poznać, ale jednocześnie chciała mieć tez przy sobie Dante. Próbowała uwierzyć w ich związek, a jednocześnie nie była w stanie żyć w kłamstwie. Dlatego powiedziała mu o wszystkim, ale nie spodziewała się kolejnej ucieczki, nie spodziewała się ich rozmowy, która potoczyła się w naprawdę zły sposób. Jednocześnie dopiero przy Charlim mogła nabrać głębokiego oddechu do płuc i poczuć się finalnie wolną.
Musiała mu dziękować. Nie była w stanie zrozumieć tego, dlaczego zawsze potrafił odnaleźć ją w kryzysowych sytuacjach i sprawić, że się uśmiechnie. Chociaż ten uśmiech szybko znikł. Czy to był definitywny koniec? Chyba tak. Tylko nie wiedziała, z czyjego powodu tak było. Jej i Dantego, czy pojawieniu się w jej życiu wiceprezesa.
Dziękuję — mruknęła raz jeszcze, wpatrując się w ich palce razem. Naprawdę w tym widoku odnajdywała ukojenie. Świat wokół Charliego zwalniał przy niej. Przy nim odnajdywała szczęście. Ta prosta obietnica będę, gdy będziesz mnie potrzebować, mimowolnie sprawiła, że mimo łez na jej twarzy pojawił się uśmiech. Delikatny, słaby, a jednak uśmiech. Wiedziała, że mogła na niego liczyć, ba wręcz potrzebowała utonąć w jego ramionach, by nie przejmować się niczym innym. Chociaż znajdowali się u niej w pracy, w każdym momencie mogła zostać wezwana w przypadku zatrzymania akcji serca. Tak teraz chciała trwać po prostu przy nim i oddać mu każdą, najmniejszą myśl, pojawiającą się wewnątrz jej głowy.
Tak — przynajmniej tak uważała po ich ostatniej rozmowie. Musiała znaleźć się w ich mieszkaniu, zabrać rzeczy, może nawet o psa powinna się upomnieć? Bo czy Dante byłby w stanie zająć się Murphy'm? Sama nie wiedziała. Zbyt wiele kłopotów, niewyjaśnionych kwestii robiło się u niej w głowie. Spuściła wzrok, próbując powstrzymać się od płaczu. Rozstania nigdy nie były łatwe, nawet kiedy Marshall mocno trzymał jej rękę, a ona chciała raz jeszcze zatonąć w jego ramionach. Tylko wtedy pojawiły się jego kolejne słowa. Wbiła błękit tęczówek w jego brązowe, próbując zrozumieć, o co dokładnie mu chodziło.
Na czym my stoimy? — powtórzyła za nim. Wytrąciła samą siebie z równowagi. Patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami, kompletnie nie wiedząc, co powinna powiedzieć. Czy kiedykolwiek myślała o nich? Tak. Tylko to wydawało się niemożliwe, wręcz niemoralne. Dopiero wtedy w jej głowie pojawiła się jedna krótka myśl. Szybka i przelotna. Doszukiwała się w Charlim spokoju, bezpieczeństwa, czasem nawet szczęścia. To czy coś do niego czuła?
Chyba... — zaczęła, czując okropne wyrzuty sumienia. Każde słowo, które mówiła ledwo przechodziło jej przez gardło — tak... Nie wiem, to trudne — gubiła się we własnych zeznaniach. Nie chciała niszczyć związku Charliego. Nie chciała być egoistką. Uniosła wzrok, biorąc głęboki oddech. Czy naprawdę coś do niego czuła? Tak. Inaczej te chwile w stadninie wyglądałyby znacząco inaczej — masz narzeczoną, Charlie, a ja... — kolejny głęboki oddech — dopiero co zerwałam — i nie była w stanie poukładać własnych emocji. Zwłaszcza teraz była niczym zagubione dziecko we mgle. Dobrze, że nikt jej nie pytał o imię, walczył w ostrym cieniu mgły.
Nie wiem, co powinnam Ci powiedzieć — jej głowa praktycznie parowała. Tak bardzo i intensywnie, że na nowo w jej oczach pojawiły się łzy. Stoimy z Charlim? Czy chciał to zakończyć? W końcu teraz mogłaby pójść do jego narzeczonej i wszystko jej powiedzieć. Zbyt wiele scenariuszy na zbyt uroczą blondynkę.
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, na czym stali. Nie wiedział, dlaczego w ogóle zadał to pytanie. Nie wiedział, dlaczego stał tu teraz razem z nią zamiast wrócić do sióstr, bo w końcu tam toczyło się jego życie. Jego głowę wypełniała tylko i wyłącznie myśl, że każdą cząstką swojego ciała chciał należeć do Ivy. Liczyły się teraz tylko jej błękitne oczy, teraz delikatnie opuchnięte od łez, oraz dłonie, które delikatnie trzymał w swoich palcach. Zadał te wszystkie pytania pod wpływem chwili - po prostu musiał wiedzieć. Skoro Ivy rozstała się ze swoim partnerem... tak, dostrzegł w tym szansę. Minimalny cień szansy, że może również się w nim zauroczyła. Już nie miał żadnych wątpliwości, co do niej czuł - to z nią chciał spędzać swój wolny czas, to do niej pragnął wracać po pracy, to ona sprawiała, że uczył się na nowo żyć. Do tej pory nigdy nie myślał o sobie, dlatego kiedy już powiedział A - czyli pocałował Ivy w windzie i nie potrafił przestać o niej myśleć - chciał powiedzieć również B i mieć ją przy sobie codziennie. Nie liczyły się teraz żadne konsekwencje - chciał po prostu zapewnienia, że... że to mogło mieć sens i nie był odosobniony w swoich uczuciach. Wiedział, że nie był delikatny w swoich słowach i prawdopodobnie był to najgorszy moment na takie deklaracje, ale zbyt wiele działo się teraz w jego życiu, żeby podejmował jakiekolwiek racjonalne decyzje. - Tak, na czym my stoimy - powtórzył po niej, ściskając mocniej jej dłonie. Chciał wiedzieć, co do niego czuła, zanim ostatecznie odrzuci wszystko to, co znał. Zrobiłby to dla niej. Theo miał rację, we wszystkim, a Charlie w końcu był gotowy na poniesienie wszystkich konsekwencji swoich działań. Zrobiłby dla Ivy wszystko. Chyba... tak... Nie wiem, to trudne. Mocniej ścisnął jej dłoń. Oczywiście, że to było trudne, nie chciał jej pospieszać. Nie odmówiła mu otwarcie. Westchnął i już miał skomentować jej słowa, gdy dodała Masz narzeczoną, Charlie. Kark mu zesztywniał, uścisk na jej dłoni zelżał. Blair. No tak. Jednak... on już wiedział, co czuł. Zamiast się wycofać, pozwolił sobie na kolejny szalony krok tego dnia - wykorzystując uścisk ich dłoni, delikatnie przyciągnął ją do siebie, bez agresji i desperacji, a wręcz przeciwnie, w bardzo czuły sposób. Jedną dłonią objął jej palce i przyłożył do swojej klatki piersiowej, a drugą skierował na jej plecy. W jego głowie decyzja już zapadła. - A co, gdybym jej nie miał? - zapytał poważnie. Chciał być egoistą. Chciał myśleć tylko o sobie i... o niej. Pewnie dlatego widok nowych łez w jej oczach zabolał go niemal fizycznie - wiedział, że jej głowa parowała od nadmiaru emocji, że przed chwilą powiedziała mu o rozstaniu z chłopakiem, że była w pracy, a do tego wszystkiego Charlie próbował wyciągnąć z niej jakiekolwiek deklaracje, ale, do cholery, czy kiedykolwiek miał nadejść odpowiedni moment? Przecież zdradzał swoją własną narzeczoną, bo zakochał się w innej kobiecie, idealny moment w takiej sytuacji nie istniał! Tak, miał wyrzuty sumienia, nie powinien jej o to pytać w tej chwili, powinien być tym opanowanym, racjonalnym mężczyzną, ale... lata duszenia w sobie emocji właśnie pękły. Kurwa, tak bardzo pragnął, żeby niemożliwe stało się możliwe, że zrobiłby dla niej wszystko.

love of my life
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

control freak, charlie <3

Tak, na czym my stoimy. Odbijało się w jej głowie. Nie potrafiła zrozumieć tego, co do niej mówił. Miał narzeczoną. Ona jeszcze niedawno miała chłopaka, a teraz? Świat wirował przed jej oczyma. Czuła gęsią skórkę na samą myśl, że mogliby być razem. Jej źrenice mimowolnie rozszerzyły się szerzej. Zagryzła dolną wargę, prawie że do krwi. Wewnątrz niej wszystko skakało, a żołądek bardzo mocno się zacisnął. Wiele by zrobiła, by spotkali się jako wolni ludzie. Przechodziły przez nią różne scenariusze. Te w których widziała, jak zostawia ją samą dla narzeczonej. Już nawet bez jakiejkolwiek przyjaźni. Tak, przyjaźń i kontakt z nim by jej wystarczyła. Egoistycznie nie chciała przyznać się do tego, że chciała więcej. Chciała móc się w niego przytulać, zasypiać jego ramionach, kosztować jego ust. Tyle że nie mogła być egoistką. Ich relacja była zbyt piękna. Odnaleźli się w trudnym dla niego momencie, a później przypadek sprawiał, że spotykali się po raz kolejny. Tak jak teraz się spotkali przypadkiem. Bała się, że stanie razem oznaczyło odosobnienie.
Dopiero to przyciągnięcie jej sprawiło, że cała zesztywniała. Przez moment łzy nie wypływały z jej oczu, a zamiast nich pojawił się krótki, przelotny uśmiech. Wtuliła się niemalże od razu, choć pytanie które zadał sprawiło, że świat jej zawirował. Co gdyby nie miał? Odpowiedź wydawała się być dla niej jasna. Tylko w jego ramionach była w stanie schować się przed całym światem.
Wtedy... — zaczęła Ivy, wpatrując się w jego brązowe oczy. Tylko po krótkiej chwili westchnęła cicho — wiesz, czego ode mnie wymagasz? — spytała Harrison, marszcząc przy tym delikatnie brwi. Co rusz pociągała delikatnie nosem — masz narzeczoną, ja miałam Dantego — i prawdopodobnie przez to tylko jej głowa nie była w stanie znieść tego pytania. Zachowała się jak egoistka, odwzajemniając nie raz, a DWA razy jego pocałunki. Teraz też nie myślała o bożym świecie, kiedy usilnie próbowała ukryć się w jego ramionach. Naprawdę go potrzebowała. Nie tylko w tym momencie, a cały czas.
Nie odwzajemniłabym pocałunku w stadninie... — zaczęła Ivy, zaciskając jedną z dłoni na jego koszuli — gdybym nic do Ciebie nie czuła, Charlie — zmarszczyła delikatnie własne brwi, próbując uporządkować sobie wszystko, co miała w głowie. Tylko im bardziej próbowała, tym większy miała bałagan. Chciała dać mu jasną odpowiedź, ale nie była w stanie tego zrobić — ale błagam, nie sprawiaj, żeby głowa mi bardziej parowała — wymruczała finalnie pod nosem, próbując uspokoić się. Jego ciepło, jego zapach działały na nią, tylko nie chciała mieć przed sobą widma końca jego związku. Nie przetrwałaby tego w tym momencie — nie dzisiaj, nie tutaj... — jeszcze mocniej oparła się o jego ciało, szukając oparcia, albo nawet ulgi. Czegoś co wymazałoby z niej wszelkie wyrzuty sumienia. Własny związek zakończyła. To była jej decyzja o wypowiedzeniu prawdy.
Po prostu bądź i mnie mocniej przytul — wydukała błagalnym tonem. Niczego innego nie potrzebowała, oprócz tego by był przy niej w trakcie tej chwili.
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiesz, czego ode mnie wymagasz? Wiedział, czego od niej wymagał i wiedział, że mogło to bardzo wiele kosztować ich oboje, ale potrzebował tej deklaracji. Widział jej zmęczenie i drżące dłonie, a mimo to znów odezwał się w nim egoista, jakby od jej odpowiedzi zależało jego życie. Tylko że w tym przypadku… poniekąd tak było, naprawdę od tego zależało ich życie, skoro zabrnęli już tak daleko. Był gotowy postawić wszystko na jedną kartę. Jednak wracając do tematu - czego najbardziej od niej wymagał? - Szczerości - powiedział cicho, spokojnie, przytulając ją mocno do siebie. Przymknął oczy, gdy poczuł zapach jej włosów tuż przy swojej twarzy. Masz narzeczoną, ja miałam Dantego. Unikała odpowiedzi i nie spodobało mu się to, ale jednocześnie, cholera, była teraz tak blisko, że musiał walczyć ze sobą, żeby nie zasypać jej pocałunkami. Czy jej skóra była tak samo miękka jak zapamiętał? - Ivy, moje pytanie było proste. Co, gdybym nie miał narzeczonej? - rzekł, podkreślając dobitnie ostatnie słowa. Jego ton był odrobinę bardziej stanowczy niż chwilę wcześniej, ale dalej spokojny - nie chciał się z nią kłócić, ba, nigdy nie podniósłby na nią głosu, inaczej zjadłyby go wyrzuty sumienia. Nie odwzajemniłabym pocałunku w stadninie… gdybym nic do ciebie nie czuła, Charlie. Wtuliła się w niego, a on oplótł ją swoimi ramionami. Gdybym. Nic. Do. Ciebie. Nie. Czuła. To było to. To było to zdanie, którego potrzebował - nie było idealne, ale na ten moment wystarczające. Błagam, nie sprawiaj, żeby głowa mi bardziej parowała. Usłyszał jej szept i zrozumiał, że postawił ją pod ścianą. Nagle zalała go fala czułości - chciał ją teraz ochronić przed wszystkimi, nawet przed samym sobą. Przytulił ją do siebie mocno i oparł policzek o czubek jej głowy. - Dobrze, już nic nie mów, przepraszam. Wybacz. Dużo się dzieje i pomyślałem… nieważne - zaczął, ale ugryzł się w język. Nie dzisiaj, nie tutaj i zamierzał jej posłuchać. Te słowa faktycznie były teraz niepotrzebne. - Jestem przy tobie - wymruczał w jej włosy, gładząc jej plecy. Po prostu bądź i mnie mocniej przytul. To nie było trudne, mógł to zrobić. Tkwili tak przez chwilę w żelaznym uścisku, a do Charliego w końcu dotarło, jak dużo zmieniła ta krótka rozmowa. Nie chciał wracać do domu. Nie chciał stąd wychodzić. Nie chciał jej zostawiać. Cholera. Musiał porozmawiać z Blair, przyznać się do wszystkiego, ale najpierw… Wziął głęboki wdech i pocałował czubek jej głowy. Czas na zmianę tematu. - Wyjeżdżam za dwa dni - zaczął powoli, niemal niechętnie, nie wypuszczając jej z objęć. - Jedź ze mną - zażądał nagle. Chciał, żeby z nim pojechała. Przecież dostał własną willę na Teneryfie, a ona… nigdy nie była za granicą. Plan wydawał się idealny, jakby każdy puzel właśnie wskoczył na swoje miejsce. - Musisz odetchnąć. Przyda ci się zmiana otoczenia, nie powiesz mi, że nie - dodał. Pomysł narodził się w jego umyśle kilka sekund temu i od razu dążył do jego realizacji. Jak zwykle, dla niego liczył się tylko cel i nie zamierzał odpuszczać. W jego głowie wizja wspólnego wyjazdu była idealnym pretekstem ratunkiem - dla niej, żeby mogła zapomnieć o pracy i rozstaniu z Dante, i dla niego, żeby… w końcu mogli wspólnie ustalić, na czym stali. - Tylko kilka dni, Ivy… - mruknął, a uścisk na moment stał się odrobinę zaborczy. Ciekawe, czy ta propozycja brzmiała dla niej jak czyste szaleństwo? Jednak on zaczynał uwielbiać to szaleństwo, swobodę i adrenalinę, która pojawiała się w jego żyłach za każdym razem, gdy… pojawiała się również Ivy.

tuptajwi
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall

Wymagał od niej szczerości. Tylko czy ona była gotowa, żeby mu ją teraz dać? Załkała jeszcze głośniej, znając odpowiedź na to pytania. Wszystko wiedziała. Sama siebie jeszcze oszukiwała. Mogła udawać, że nie chciała być egoistką. Krzywdziło ją to jeszcze bardziej. Chwyciła go jeszcze mocniej, starając się uspokoić. Nie chciała, nie mogła być egoistką. Miał narzeczoną. Ona niedawno miała Dante. Właśnie, miała. Trudno było jej obserwować jego ból, zniknięcie i znieść ciszę. Wszystko doprowadzało ją na skraj wyczerpania emocjonalnego, bo jedyne czego potrzebowała to bliskości. Chwili zapomnienia w trakcie której mogłaby zapomnieć. Tylko że Charlie od niej wymagał, a ona załkała jeszcze głośniej, kiedy zadał to pytanie. Bolało. Przecież nie mogła go mieć i bała się mówić o własnych potrzebach.
Nie każ mi na to odpowiadać... — powtórzyła raz jeszcze, próbując ukryć się w jego ramionach przed całym światem. Przede wszystkim przed własnym natłokiem myśli, który wręcz jej eksplodował w głowie, nie dając ani momentu na uspokojenie się. Potrzebowała czuć spokój w jego oddechu, miarowe bicie serca, które wraz z każdym skurczem wydawało się jej uspokajać. Dopiero postawienie policzka przy czubku głowy dało jej chwilowe odetchnięcie z ulgą.
Jest przy niej. Tyle jej wystarczyło. W trakcie wylewania kolejnych łez nie ciągnęła go bardziej za język. Nie chciała. Dopiero co łapała oddech, gdy trwali w przytuleniu, którego od niego potrzebowała. Chciała móc go mieć przy sobie cały czas. W głowie pojawiała się chwilowa pustka. Mogliby trwać w ten sposób całą wieczność. Nie zwróciłaby uwagi na dzwoniące powiadomienie, świadczące o nagłym zatrzymaniu akcji krążenia. Cały świat wydawał się jej wirować, gdy Charlie zażądał od niej kolejnej rzeczy.
Słucham? — spytała, licząc, że się przesłyszała. Jedź ze mną, wyjeżdżam. Słowa utkwiły w jej myślach, a ona patrzyła wielkimi oczyma pełnymi konsternacji na Charliego. Nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć. Jak miała z nim wyjechać? Miała szpital, dyżury, zobowiązania. Poza tym kim by się stała, gdyby z nim pojechała? Czy taką Ivy chciała zostać?
Ale jak ty to sobie wyobrażasz? — nie negowała, nie odmawiała. Tyle zbyt wiele wątpliwości od razu zaczęło migotać przed nią — musiałabym ogarnąć zmiany, poza tym gdzie, na ile — dwa dni. Jeszcze niedawno mieszkała z Dante. Cały czas przeżywała zerwanie. O ile zgodziłaby się na propozycję odetchnięcia, to bała się, czy odetchnięcie z Charlim nie skomplikowałoby jeszcze bardziej jej życia.
Przecież masz — to było dla niej czyste szaleństwo. Jeszcze większe, ponieważ nie miała siły być powodem rozpadu związku. Zrobiła to samo własnemu, nie chciała zrobić tego Charlie'mu. Nie mogła, a gdyby zostali sami, nie byłaby w stanie się przed nim powstrzymać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”