ODPOWIEDZ
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

10
Koniec semestru zbliżał się wielkimi krokami, materiały do kończonych w pocie czoła projektów zasypywały całe biurko Dylana, a zbliżające się egzaminy spędzały mu sen z powiek. Handel notatkami z zajęć miał się doskonale na czacie grupowym roku, ślęczenie nad probówkami i mikroskopami w laboratorium zajmowało tę część dnia, której nie spędzał na żonglowaniu pracą i zawracaniu głowy Milo, a między tym wszystkim pałętała się mała, czarna kulka regularnie tarzająca się w stosach kartek z wzorami chemicznymi.
Właśnie przez tego małego, uroczego gremlina, już drugiego z jakim przyszło mu dzielić mieszkanie, w sobotnie popołudnie wylądował w wypełnionej ludźmi galerii handlowej, dotrzymując kroku Cath w usilnej próbie niezgubienia jej w tłumie.
- Nie wiem dlaczego on woli kartony od tego, co faktycznie w nich przyszło. Mam posypać ten drapak kocimiętką czy coś? - ciągnął temat swojego nowego członka rodziny, poszukując szyldu jedynego sklepu, na jakim mu w tym momencie zależało, i raz na jakiś czas kontrolnie spoglądając kątem oka w stronę dziewczyny, by ta nie zniknęła mu z oczu. - Tylko to jest chyba ten... odurzające? Nie wiem czy nie uzależnia. Koty w ogóle mogą się uzależnić? - mruknął, bardziej myśląc na głos niż oczekując odpowiedzi od samej Catherine, chociaż ta byłaby mile widziana. Nigdy wcześniej nie posiadał zwierzęcia, jedyne jakie miał pod opieką to własne rodzeństwo, a obecność Pinto codziennie udowadniała mu jak mało tak właściwie wiedział i rozumiał na temat zajmowania się kotem. Pierwsze co odkrył to potrzeba zaoferowania mu przestrzeni, później przez bity tydzień dzień w dzień dostawał zawału na widok czworonoga w nietypowych, i raczej niebezpiecznych, lokalizacjach, a teraz dowiadywał się jak bardzo wybredne potrafiły być. Zarówno co do jedzenia, zabawek, jak i legowisk, z czego najwyższe miejsce we wszystkich trzech kategoriach aktualnie zajmowało kartonowe pudło.
I właśnie to Dylan zamierzał dzisiaj zmienić.
- O, widzę, chodź - poinformował Cath, łapiąc ją za łokieć i manewrując między masą ludzką, także tymi ryzykantami zmierzającymi pod prąd, na skos w stronę wejścia do sklepu zoologicznego. Ustawione w witrynie klatki i akwaria z małymi gryzoniami i żółwiami zainteresowały jakiegoś dziesięciolatka, o którego Gauthier prawie się potknął, kiedy ten wbiegł mu pod nogi, jednak ostatecznie udało im się dostać do wesołego świata zwierząt małych i dużych. - Więc... Na pewno chcę ogarnąć coś na przekupstwo. Jakieś przysmaki i... cholera wie co jeszcze, zobaczymy. Jakieś pomysły? - spojrzał na kobietę z nadzieją, że ta zna się na temacie chociaż trochę lepiej od niego, po czym sięgnął po koszyk ze stosu stojącego na wejściu. Sklep był rozległy, długie regały wypełnione kolorowymi opakowaniami z jedzeniem i jeszcze bardziej pstrokatymi zabawkami, oraz przedmiotami, co do których przeznaczenia nie był pewien na pierwszy rzut oka, uświadamiały go, że mieli spędzić tam więcej czasu niż się spodziewał.

Catherine Bennett
ODPOWIEDZ

Wróć do „Yorkdale Shopping Centre”