— Nie przejmuję — wywróciła ostentacyjnie oczami. Jeszcze tego brakowało, żeby przejmowała się durnymi pismakami. — Po prostu nie potrzebnie wydawałam się z nią w dyskusje — dodała, bo chociaż nie powiedziała dziennikarce niczego, co jakkolwiek mogło zakłócić śledztwo, dawała jej pożywkę i szansę, żeby mogła ponaciągać i poprzekręcać jej wypowiedzi.
Zaylee opadła ciężko na oparcie fotela, przyciskając sobie palce do nasady nosa. Pomyślała o Samie. Powinny w końcu zadzwonić do Wierzbowego Zakątka, dlatego, zanim Evina odpaliła silnik, sięgnęła po jej telefon i wybrała numer Lily Rose, wymownym spojrzeniem dając jej do zrozumienia, że to najwyższa pora i nie będzie lepszej okazji. Później i tak utoną w robocie i znów będą musiały przełożyć wizytę Młodego, który miał zostać na weekend. A może nie? Może uda im się jakoś oddzielić pracę od życia prywatnego. Musiały w końcu jakoś się tego nauczyć, skoro wkrótce Sammy nie będzie gościł u nich tylko od święta.
Przysłuchiwała się krótkiej rozmowie, którą Swanson odbyła z wychowawczynią z domu dziecka. Informacje zostały przekazane najdelikatniej, jak to było tylko możliwe, jednak obie wiedziały, że zarówno Lily Rose, jak i pozostali opiekunowie, dowiedzą się o wszystkim z telewizji i internetu. Zapewnienia Eviny miały jednak dać kobiecie namiastkę spokoju. Dopiero po zakończonym połączeniu mogły ruszyć na komisariat, gdzie faktycznie czekało je mnóstwo pracy i trudne rozmowy z rodzicami obu chłopców.