35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Matheo Bachmann

Też daję sobie radę z takimi wielkoludami — stwierdziła z przedziwnym uśmiechem na twarzy. W kostnicy miała specjalne urządzenia, które pomagały jej w przenoszeniu gigantów. Chociaż wielkolud, czy gigant to całkiem nieprzyjemne słowo, Cynthia wolałaby nazwać Theo wysokim przystojniakiem z niebieskimi oczyma. Pewnie skusiłaby się, żeby usiąść mu na plecach jako obciążenie. Nigdy jak dotąd tak bardzo żywe ciało jej nie fascynowało. Czy to czuli lekarza osób, które nie były trupami? — próbować i sprawdzać się zawsze możesz — czasami rany były nie do przeskoczenia. Kontuzje wpływały na ludzkie ciało bardziej niż można byłoby się tego spodziewać. Czasami strach wydawał się być dobry, wtedy człowiek zdawał sobie sprawę, co go ogranicza.
Zapamiętam. — stwierdziła krótko, a w jej głowie pojawiła się jedna osoba. Cassian. Zaręczyli się, planowali wspólne życie, ale kiedy jej życiu nic nie groziło, zostawił ją. Różnili się między sobą, a jednak mieli podobny błękit tęczówek. Chciała móc wierzyć w każde słowo Bachmanna, jednak mały skrzat krzyczał jej na prawo i lewo, że jednak na niego nie zasługuje. Co miałaby mu powiedzieć? Kłamiesz, nie masz racji? Choć Theo był przy niej, udowadniał jej na każdym kroku, że jego słowa miały prawdziwą wagę, to jednak nie potrafiła zachować się normalnie. Może dobrze, że odwracał jej odwagę od własnych myśli. Te namiętne pocałunki na jej ramieniu skutecznie sprawiały, że zapominała o bożym świecie, a przede wszystkim o problemach chodzących po jej głowie.
— Rozumiem... jaka jest różnica czasowa? — zagadnęła, zastanawiając się przez moment, gdzie leżała Norwegia. Nigdy tam nie była, właściwie rzadko kiedy wyjeżdżała poza granice Kanady — brzmi jak dobra współpraca — wymruczała, słysząc o wybieraniu wina. W tym mogła naprawdę się sprawdzić. Niekoniecznie dobrałaby odpowiedni rodzaj alkoholu do posiłku, ale może skradłaby kilka lekcji od Theo. Tylko czy byłaby w stanie? Jedno płynne przesunięcie dłońmi po jej ciele, a już cała drżała. Kolejna tortura nazywana grą wstępną właśnie się rozpoczynała. Normalnie potrafiła czekać, ale Matheo wzbudzał w niej przedziwne uczucie, którego nie była w stanie jasno nazwać.
To pojechalibyśmy tam sami? — dopytała, unosząc na niego swoje spojrzenie — i nie zobaczylibyśmy twojej rodziny? — dopytała, kładąc po głowę na ramieniu — to... mogę się zastanowić — przymknęła oczy i była gotowa całkowicie oddać się chwili. Dać jej popłynąć własnym życiem. Pewnie zanurzyłaby się bez pamięci w jego pieszczotach, gdyby nie dźwięk telefonu z dołu mieszkania.
Moment — zagadnęła, szybko wstając i praktycznie zbiegając na dół. Szybko znalazła własny telefon, a kiedy tylko Bachmann wychylił się z sypialni, musiała mu to oświadczyć — muszę jechać... — nabrała głębokiego oddechu, starając się wszystko sobie poukładać w głowie. Ledwo zaczynała się relaksować, a ktoś postanowił im przeszkodzić — nie będzie mnie kilka godzin — stwierdziła, wpatrując się w Bachmanna i wzdychając ciężko — muszę pojechać na obdukcję kobiety — to chyba było najgorsze. Do martwego może nawet by się uśmiechnęła, ale raz na jakiś czas trafiał się jej żywy pacjent. Dodatkowo całkowicie straumatyzowany.
Poczekasz? — spytała, jeszcze moment wahając się przed wyjściem. Nie za każdym razem trafiali się jej martwi, a tego typu sprawy... należały do bardzo delikatnych.
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wątpił, że w nowoczesnej medycynie były sposoby, żeby radzić sobie z ludźmi o większych gabarytach.. Słyszał historie o ortopedycznych chirurgach, którzy dekady wstecz musieli trzymać kolano pod odpowiednim kątem, bez ruchu, przez sześć godzin operacji; zanim ktoś mądry wpadł na to, że może lepiej by było, gdyby mogli jednak liczyć na urządzenia. Był pewny, że technologia poszła znacznie do przodu, odkąd słuchał historii członków rodziny związanych z medycyną. W gruncie rzeczy, nie był aż tak ciężki, prawda? Prawdziwym wyzwaniem były osoby wykraczające ponad wagową skalę, ze śmiertelną nadwagą. Nie groziło mu to... ani w najbliższej, ani w dalszej przyszłości.
Pozwolił, by konwersacja wygasała naturalnie, przesuwając coraz więcej uwagi w stronę jej ciała. Kolejnych pocałunków, które rozsypywał po jej skórze, błądzącej, pieszczącej dłoni, która w końcu rozpięła koszulkę do połowy i mogła wsunąć się pod materiał bez przeszkód.. Może sam się rozpraszał. Być może powinien się bardziej skupić na podtrzymywaniu rozmowy, ale z drugiej strony nie wydawała się mieć nic przeciwko, hm?
- Niezmienne pięć godzin. - to też było całkiem wygodne; zmiany czasowe w obu krajach następowały tego samego dnia, więc łatwo było zapamiętać. Kiedy zbierał się do pracy, jego kuzyni relaksowali się wieczorem po swoich dniach. Czuł jak Cynthia chętnie oddawała się jego małym pieszczotom i.. Dlaczego właściwie nadal trzymał ich na podłodze? Bez sensu. Mógł robić znacznie lepszą robotę, gdyby miał wolne obie dłonie, więcej miejsca i nie był ograniczony w pozycji, którą mógł zająć. Wyprostował się na moment, posyłając jej rozbawiony uśmiech, spojrzenie przybrało charakter chochlika. - Obejmij moją szyję, okay? - rzucił, poczekał moment, by mogła się poprawić na swoim miejscu. Wsunął jedno ramię pod jej kolana, drugie po prostu asekurowało pewniej plecy Ward. Przyciągnął ją do swojej klatki, skrzyżował nogi, siadając po turecku na moment, zanim pochylił się z nią do przodu, dając sobie mały boost, by podnieść się z nią z podłogi. - Mhm. Dwójka kuzynków zwykle przyjeżdża, żeby pożyczyć mi samochód.. Wiesz, przyjeżdżają na lotnisko dwoma samochodami, a potem wracają w jednym? - zależało kto miał czas i wolną chwilę, komu miał się nie przydać dodatkowy pojazd.. Wszyscy mieli swoje rodziny, swoje obowiązki, jasne, ale mimo odległości, kuzynostwo i tak trzymało się razem. Kochane głupki.
Posadził ją dopiero co na materacu, wsunął dłoń na jej policzek, by podnieść głowę w swoją stronę i skraść całusa.. Kiedy rozdzwonił się jej telefon na dole. Eh. Posłusznie się odsunął, padając na materac, obok, by mogła iść ogarnąć kto im przeszkadza..
- Hm? - zagadnął mruknięciem, dreptając w dół schodków, kiedy zaczęła mu tłumaczyć co takiego się wydarzyło. Przyglądnął się jej ciekawie, zaraz do niej podchodząc, by pomóc zapiąć guziczki, które dopiero co rozpiął. Czyli to miała na myśli jego nowa koleżanka strażaczka mówiąc, że w domu się bywa, a nie rzeczywiście mieszka? Meh, w sumie mógł z tym żyć. - Nie przejmuj się, będę tutaj. Skończę robić jedzenie, ogarnę.. Jakbym przysnął na kanapie to mnie szturchnij. - zaśmiał się krótko, skradł dla siebie małego całusa, poprawiając jej płaszcz, ot, żeby dobrze chronił ją od chłodu. - Uważaj na siebie. - dodał jeszcze, bo przecież późno się robiło. Zmarszczył nawet brwi, zastanawiając się przez moment, czy powinien... A, chuj, najwyżej powie mu "nie" i tyle. - Mogę cię też zawieść, jeśli chcesz? I później odebrać. - żeby jakiś szalony Uber znów się nie rozwalił z nią na pokładzie, prawda? Ufał bardziej swoim umiejętnościom za kierownicom, niż losowym osobom.

koniec!

Cynthia A. Ward
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „#22”