ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003
Cuando las noches eran cálidas y sabían a melocotón maduro.
𝑜 𝓊 𝓉 𝒻 𝒾 𝓉
Obrazek
Dom.
ℬ𝒶𝓇𝒸𝑒𝓁𝑜𝓃𝒶.
𝓙𝓮𝓳 𝓑𝓪𝓻𝓬𝓮𝓵𝓸𝓷𝓪.
Miasto w rytmie którego pulsowało jej gorące serce.
Miejsce, które pachniało wolnością, rozgrzanym brukiem i dojrzałymi owocami z La Boqueria.
Pomiędzy tym wszystkim ona — nastoletnia Maria, która wyglądała jakby skradła całą esencję tamtego barcelońskiego lata. Z burzą ciemnych, niesfornych włosów, w lnianej sukience tańczącej przy każdym podmuchu wiatru i w rzemykowych sandałach, które gubiła na plaży tak często, że nie sposób to było zliczyć. Usta smakowały niczym dojrzałe brzoskwinie, a jej śmiech zarażał każdego, kto znalazł się w jej pobliżu. Czuła w całym swoim ciele, że świat należy do niej, ale…
…świat ciągle się zmieniał.
Jednego dnia była sama, a kolejnego już z nim.
On.
Obcy.
Jednak znajomy.
Pojawił się niespodziewanie, wpadła w jego ramiona niczym nagłe uderzenie barcelońskiej burzy, trzymając w dłoniach błękitną wazę — pierwszy skarb, który już na zawsze był związany z tamtą chwilą, z ich poznaniem. Wysoki, charyzmatyczny, ze spojrzeniem, które przeszywało duszę. Był niczym cień rzucony na rozgrzany plac, niczym chłód starych murów w upalne popołudnie. Przepadła, pragnąc go już w pierwszej chwili poznania, a w każdej kolejnej pragnąc go tylko więcej, i więcej. Bez końca. Stał się jej nowym rytmem i nie dopuszczała do siebie myśli, że w którymś dniu będzie musiała nauczyć się bić znów w tym starym. Bez niego.
Mama zawsze ostrzegała ją przed nie-tutejszymi, ale buntowniczka w niej rwała się ku niemu. Może był obcy dla miasta, ale boleśnie pasował do rytmu jej serca. Bolała sama myśl o rozstaniu, choć od początku wiadome było, że jego życie ma swój rytm w innym miejscu.
Toronto.
Brzmiało surowo, twardo, chłodno.
Szczególnie teraz, kiedy tkwili w pięknej słonecznej bańce, której nie chciała przebijać samym wspomnieniem o miejscu z którego przybył. Unikała tego za każdym razem, kiedy włóczyli się po labiryncie uliczek Barri Gotic, śmiejąc się do rozpuku i rozmawiając o wszystkim i o niczym, ale na pewno nie o jego powrocie. On z kolei zdawał się przeczuwać, że zbyt gwałtowny natłok informacji mógłby ją ugasić. Dozował jej to miasto ostrożnie w swoich opowieściach, a ona słuchała próbując nakreślić sobie obraz tego miejsca w swojej wyobraźni, ale… wciąż siebie nie potrafiła tam namalować. Z czasem jednak to surowe słowo Toronto przestało ją kłuć. Oswajała sobie to miejsce przez niego. Skoro on stamtąd pochodził, skoro nosił to miasto w swoich gestach i akcencie, to nie mogło być aż tak straszne, prawda?
Teraz kiedy niebo przybrało kolor dojrzałej śliwki, a oni siedzieli na wciąż gorącym piasku, czuła jak jej lniana sukienka, biała i niemal przezroczysta, lepi się do jej pleców. Drobne ziarenka piasku drażniły skórę na jej udach, a ona nieprzejęta tym sięgnęła do torby po ostatnią brzoskwinię. Dojrzałą tak, że skórka sama zsuwała się z miąższu. Wgryzła się w nią łapczywie, nie przejmując tym, że lepki sok spływa po jej brodzie wprost na jej sukienkę.
Popatrz — zaśmiała się, wycierając usta wierzchem dłoni, co tylko rozmazało lepki nektar na jej policzku. — Zostanie plama.
Była młoda.
Była bezwstydna.
Była szczęśliwa.
Nie dbała o to jak wygląda, czy jest czysta i czy zachowuje się odpowiednio.
Zamiast tego wyciągnęła dłoń do Rafaela oferując mu drugą połowę owocu.
Spróbuj — powiedziała lekko zachrypnięta — lepszej nie jadłeś — zapewniła spoglądając na niego kusząco.



Rafael Perez 🍑
Latina, Ave Maria
nudy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”