Ciało znalezione o piątej pięćdziesiąt sześć w alejce przy Kingsway Boxing Club, zgłoszone przez pijanego przechodnia wracającego z przyjęcia. Trzy rany kłute w obrębie klatki piersiowej i brzucha. Najpoważniej z nich wyglądała ta po lewej stronie mostka - głęboka, prawdopodobnie śmiertelna. Na dłoniach widoczne drobne przecięcia i otarcia, wskazujące, że ofiara próbowała się bronić.
Jego wzrok po raz pierwszy prześlizgnął się po gmachu klubu bokserskiego gdy świt malował go odcieniami szarości. Na jego tle, czerwień i błękit policyjnych syren wydawały się wyblakłe i odległe. Jego pierwszym instynktem nie było powiązanie z nim denata - miejsce wyglądało na przypadkowe. Ciemna alejka stanowiła idealne pole do napadu rabunkowego, który potwierdzały opróżnione kieszenie, brak dokumentów i portfela. Connor Fraser wydawał się być wyłącznie przypadkową ofiarą, osobą, która znalazła się w złym miejscu o niefortunnym czasie.
Do czasu, gdy zaczął grzebać w tym głębiej.
Pierwszym, co znalazł, były jego długi. Fraser posiadał multum wyzerowanych kart kredytowych, a jego poczta w większości stanowiła listy komornicze i wezwania do zapłaty. Jego mieszkanie było obskurne, małe, pełne odgrzewanego jedzenia i tanich browarów. Nie miał bliskich, rodzina odsunęła się od niego i wytoczyła mu pozew o alimenty.
Desperacko potrzebował pieniędzy.
Minęło kilka dni odkąd jego ciało zostało zabrane z alejki pod klubem bokserskim gdy przewalając się przez materiały dowodowe, Madden natrafił na strzęp informacji. Okazja na zarobek, na emocjonujące zakłady, które odmienią jego życie w ciągu jednej doby - wystarczyło postawienie na odpowiedniego przeciwnika. Nielegalne walki bokserskie nie były czymś, co brzmiało dla detektywa skrajnie nierealistycznie, choć nigdy wcześniej nie były zamieszane w żadną z jego spraw.
Dopiero wtedy Kingsway Boxing Club trafił na jego radar.
Nie wciągał tego miejsca do swojego oficjalnego śledztwa - jeszcze. Przeglądał zabezpieczone materiały kamer z monitoringu, notując wszystkich, którzy przewinęli się przez okolicę w ciągu doby od zdarzenia. Wkroczył do jego wnętrza dopiero mając solidną ilość dowodów, by uzyskać nakaz na przeszukanie klubu od A do Z - wiedział jednak, że tego typu zainteresowanie władz będzie jak światło latarki, od którego pierzchnie całe robactwo. A to na robactwo w tej chwili polował.
W pojedynkę wkroczył któregoś dnia do wnętrza klubu, poza oficjalnymi godzinami jego otwarcia. Dostrzegając jedną z twarzy, które rozpoznał z nagrań monitoringu - młodego, umięśnionego chłopaka pracującego w tym miejscu na co dzień - podszedł bliżej, przywołując z pamięci wszystkie fakty na jego temat, jakie zdążył poznać.
- Alexander Hall? - rzucił krótko, uchylając poła swojej kurtki by wydobyć odznakę. - Detektyw Madden - dodał, wiedząc, że błysk odznaki przykuje uwagę mężczyzny bardziej, niż słowa. - Wydział zabójstw.
Alexander Hall