-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Ile ty masz lat Cora? — syknęła jeszcze Charity, wywracając teatralnie oczyma. Używała przekleństw przy osobach, z którymi czuła się bezpiecznie. Nie miała, z kim uprawiać seksu, to były zwyczajne f a k t y, o których mogła głośno mówić. Niezobowiązujące kutasy jednak nie były dla niej — a ty nie zwracaj jej uwagi, PRACOWAŁA, to może poprzeklinać — i ten fakt pracy dla Cherry był wystarczający. Może nie pracowała dla firmy rodzinnej, to wypomniałaby jej później, ale jednak ten widok był dla niej na tyle wyjątkowy, że nie mogła przejść obok niego obojętnie. Nawet całkiem szeroki uśmiech wymalował się na jej twarzy.
Tyle że późniejsze wiadomości sprawiły, że do mózgu Cherry zaczęły spływać miliony wątpliwości. Zdawała sobie sprawę z jednej niesamowicie istotnej sprawy. Nie liczyły się teraz myśli pojawiające się w jej głowie, musiała uspokoić Corę. Dlatego szybko znalazła się blisko niej i nie miała zamiaru puszczać, dopóki cała trójka, a może nawet czwórka nie spotka się. Musieli wszystko rozplanować, postępować bardzo ostrożnie, a ktoś musiał podpytać ojca o wszystko. Tylko to wszystko później... wpierw powinni zająć się blondynką.
— Charlie ma rację — kolejny raz przyznawała rację rodzeństwu, pewnie gdyby nie sytuacja, w której zostali postawieni, nie wypowiedziałaby tego kilka razy — jesteś Marshallówną, cokolwiek wyszło w badaniach, przypominasz nas — może nie wyglądem, może nie każdą cechą charakteru, a jednak wychowała się wraz z nimi. Nikt nie powinien mieć żadnej wątpliwości. Jedne i drugie słowa rodzeństwa latały jej dookoła. Wszyscy mieli sporo wątpliwości, a Cherry... musiała przybrać stabilną rolę, kogoś kto nie rozdmuchiwał tematu.
— Musimy porozmawiać z mamą... — powiedziała stanowczym głosem Charity — tego nie wiemy Cora, ale się dowiemy... — dodała, próbując unieść kąciki ust. Sytuacja nie powinna być tragiczna, ale... gdyby nie była to rodzinna tajemnica, powinni o niej wiedzieć cokolwiek.
— Oh Cora, na pewno kocha — stwierdziła spokojnym głosem, głaszcząc ją delikatnie po głowie — wychował Cię, uczucia tego typu nie znikają — tyle że szczerze nie była za bardzo pewna swojego ojca. Christopher był jeszcze bardziej w gorącej wodzie kąpany, a jeśli istniała szansa, że nic nie wiedział... to rozpęta się prawdziwe piekło.
— Dowiemy się wszystkiego... spokojnie — wymruczała Charity, ściskając ją jeszcze mocniej. Starała się przekazać jej wszystkie emocje, które miała w sobie. Miłość, troskę czułość. Ujęła twarz blondynki w dłonie, wycierając palcami jej twarz od łez — Cora, nie tutaj... nie czas na łzy w tym miejscu... — mówiła spokojnym tonem Cherry — wezmę Cię do siebie i Charlie też przyjedzie z nami, co?
-
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Cherry Marshall Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety Cora coraz mniej rozumiała z tego wszystkiego. Im dalej w las, tym bardziej się gubiła. Zawsze latała z głową w chmurach i nigdy jej to nie przeszkadzało. Lubiła żartować, że jeśli człowiek im mniej wie, tym lepiej śpi. W jej przypadku to się idealnie sprawdzało, bo coraz więcej faktów z jej życia , wprowadzało do niego tylko mętlik i stres. - Cherry w czym Was niby przypominam?- spojrzała na siostrę jakby z choinki się urwała. Blondynka nie była aż tak głupia. - Zawsze się różniłam od Was, a teraz nawet inną grupę krwi mamy- jęknęła coraz bardziej załamana tym wszystkim. Włosy można przefarbować. Wiedzę można zdobyć, ale grupy krwi zmienić nie można.
Dowiedzenie się po ponad dwudziestu latach, że Twój ojciec to nie ojciec, może całkowicie rozwalić człowieka. Tym bardziej, gdy wychowywało się w rodzinie Marshalli, a Christopher był surowym i wymagającym ojcem. - Naprawdę? Wciąż mnie kocha?- spojrzała na siostrę niemal błagalnym wzrokiem, jakby twierdząca odpowiedź była jedynym, co ją trzyma przy życiu. Zaraz jednak dostała reprymendę, że to nie miejsce na łzy, co oczywiście wywołało w Corze jeszcze większy i głośniejszy atak płaczu. - Boże, nawet płakać już nie mogę. Przecież Marshalle nie płaczą, a ja płaczę, bo nie jestem Marshallem- mówiła zaciągając się łzami i wycierając rękawem bluzy mokry nos. W końcu odezwał się brat - najstarszy i podobno równie mądry co siostra. Blondynka spojrzała na niego w małym szoku, bo tak mało się odzywał, że przez chwilę zapomniała, że tu jest. - Charlie, weź też wózek, bo ja chyba już nie dam rady iść- jęknęła i ukryła twarz w dłoniach dalej płacząc.
Cherry Marshall
Charlie Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Dobrze, już się zamykamy — skapitulowała Charity. Mogli ją obgadywać, kiedy nie było jej w pobliżu. Teraz to było wręcz niemoralne. Widziała przecież, w jakim stanie była Cora. Jej myśli wręcz parowały, a Cherry nie chciała, by wybuchnęła od nich. Jedna zła wiadomość na raz. Kwestia krwi nawet u niej wypruwała żyły.
— W dążeniu do swojego, ambicji i zasadach, którymi się wychowujemy — jedne z niewielu rzeczy. Na pewno było ich więcej, bo tak jak Cherry była uparta, by zdobyć kontrakt, tak Cora była uparta, by pokazywać własną indywidualność To że różniła się od reszty rodziny nie oznaczało braku pokrewieństwa. Każdy z nich był wyjątkowy na swój własny, pojebany sposób — nasi rodzice razem nas wychowali, Cora. Jesteś Cora pierdolona Marshall. Nic tego nie zmieni — wycedziła przez usta, chwytając jej twarz. Marshall. Tego nic nie zmieni. Była wychowywana wraz z nimi, wspólnie spędzonych lat nic nie zmieni — grupa krwi nie definiuje człowieka, podobnie jak wygląd — powiedziała poważnym tonem, ale im więcej mówiła, tym blondynka w gorszym stanie się znajdowała. Aż sama była w szoku, obserwując ją. Nie mogła się jej dziwić. Dla niej samej byłby to największy szok życia.
— Na pewno Cię kocha, my też Cię kochamy — chociaż przez myśli Charity przechodziły zdecydowanie inne myśli. Różnie mogłoby się to skończyć, zdawała sobie z tego cholernie sprawę. Ich ojciec bywał okrutny, miał własne zasady, a wszystko rozchodziłoby się oto, czy wiedział o całym przedsięwzięciu — Marshalle też płaczą. — stwierdziła spokojnym tonem, marszcząc brwi, a gdy usłyszała o taktycznym wyjściu Charliego, to aż miauknęła. Przeokropny typ.
— Cholerny Charles... jebany tchórz — mruknęła, zanim znowu nie przytuliła mocno do siebie siostry — Chodź tu do mnie, skarbie — przyciągnęła ją mocno do siebie, głaszcząc ją kojącym dotykiem po plecach. Chciała ją odprężyć, żeby odpoczęła, by każde niepotrzebne zmartwienie uciekło z jej głowy.
— I gdzie on kurwa jest? — spytała Charity, rozglądając się za Charlsem. W tej chwili potrzebowała go bardziej niż przy finalizowaniu jakiegokolwiek innego kontraktu — poczekaj, napiszę do niego... — mruknęła Cherry, wyjmując telefon i wypisując wściekłe wiadomości. Łącznie z tymi dotyczącymi kastracji, była w zasadzie gotowa na popełnienie tego czynu — gdzie byłeś co? — warknęła, mierząc go ostrym wzrokiem. Nie dość, że wciąż trzymała Corę w ramionach, to nieskazitelna koszula Charliego... wyglądała niezbyt zachęcająco — i czemu twoja koszula jest mokra?! — chociaż to nie wydawało się najważniejsze. Najważniejsza była Cora.
-
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Cherry
Cora