-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No, no creo que sea infantil de tu parte. Solo... hmm. - urwał, nie bardzo wiedząc jak dokończyć to zdanie, więc zostawił je chwilowo tak w zawieszeniu.
Nie odnosił swoich słów do niego, absolutnie, mówił wyłącznie o sobie i nawet nie pomyślał, że to samo może się tyczyć Santiago. Dla niego to było co innego. Czuł, że to Santiago jest bardziej chory, że on bardziej potrzebował tego, żeby się nim zająć, żeby być przy nim i służyć mu wsparciem, gdy ten tego potrzebuje. On miał do tego prawo - bo był miłością jego życia i do tej pory robił wszystko dla Alvaro; dbał o niego, zabrał go z ulicy, przytulał go, gdy ten miał koszmary, pozwalał mu ze sobą spać, gdy ten budził się z krzykiem i nie był w stanie ponownie zasnąć, zapewnił mu najlepszą edukację, dzięki niemu Alvaro stał się też na tyle pewnym siebie człowiekiem, na ile pozwalał mu jego własny umysł i doświadczenia z dzieciństwa. Zrobił dla niego tyle dobrego, że Salvatierra chciał mu się jakkolwiek odwdzięczyć.
- Sé que tú mismo lo ofreciste, pero... solo después se me ocurrió que tal vez no necesariamente querías tomarme de la mano literalmente. - odezwał się po chwili, kładąc dłoń na jego dłoni i przyciskając ją mocniej do swojego policzka. Wciąż z czołem opartym o jego czoło poruszył głową w taki sposób, żeby potrzeć ich nosami o siebie. Uśmiechnął się przy tym czule, po czym zbliżył się do niego jeszcze bardziej i pocałował go delikatnie, muskając ostrożnie jego usta, trochę jakby robił to po raz pierwszy. Po chwili odsunął się minimalnie, splótł palce z jego palcami (na swoim policzku), a drugą rękę oparł o jego biodro i odezwał się cicho; wcześniej dość długo zbierał się na odwagę, właściwie odkąd ze sobą zamieszkali i teraz, choć nadal trochę bał się powiedzieć to na głos, uznał, że spróbuje.
- Exacto, siempre me has apoyado, y ahora quiero apoyarte a ti. Quiero que puedas confiar en mí y sentirte segura. Quiero ser fuerte para ti, para que por una vez no tengas que ser fuerte para los dos. - wyszeptał. - Tú también tienes derecho a sentirte peor, y tienes derecho a necesitarme. Así como yo te necesité, te necesito y siempre te necesitaré.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Sí, estaba bromeando, pero también hablaba en serio, por si de verdad lo necesitabas. Y sí, lo necesitabas, lo cual es perfectamente normal y comprensible - odpowiedział ciepło, ściskając jego palce, gdy Alvaro splótł je z jego własnymi. Pogładził kciukiem jego policzek, stwierdzając w duchu, że przy tym człowieku zrobił się dziwnie czuły i romantyczny. Miał trochę wrażenie, że to może niemęskie, że nie takiego Kocura Alvaro pokochał, nie takim go poznał - mimo wszystko - i że być może kiedyś będzie miał tego dość. Tiago miał jednak nadzieję, że może nie, że może taki Santiago też mu się spodoba, może takiego też zaakceptuje. Ostatecznie przecież to Salvatierra chciał, żeby Kocur mówił mu o swoich uczuciach, żeby pokazywał mu siebie. Być może nie będzie żałował tego, o co prosił; chociaż być może Alvaro nie spodziewał się, że w jego partnerze jest aż tyle tej słabości, miękkości i czułości. Być może jednak nie tego chciał ostatecznie... Nie wyraził jednak tych myśli w żaden sposób.
Słysząc kolejne słowa Alvaro, Santiago milczał przez chwilę, zastanawiając się nad nimi.
- No siento que tenga derecho a sentirme débil, a necesitar ayuda. No se trata de ti, se trata de lo que hay en mi cabeza; no puedo... - zawiesił na chwilę głos, próbując znaleźć odpowiednie słowa - No puedo permitirme ser débil. De todos modos, quiero apoyarte y protegerte lo mejor que pueda. Quiero estar a tu lado y siempre he deseado lo mejor para ti.
Popatrzył mu w oczy i uśmiechnął się znowu, jednak tym razem w inny sposób: dość smutno, bo dzięki Alvaro coraz lepiej rozumiał, jak wielką krzywdę wyrządził mu ojciec i jaki bałagan miał w głowie. Zaczynał rozumieć, jak ciężko mu jest z samym sobą i z tym, że nie daje sobie prawa do bycia człowiekiem. Jednocześnie jednak bał się pozwolić sobie na słabość, bo obawiał się, że wtedy stanie się kimś zupełnie innym, niż był do tej pory, ze taki inny, słaby on nie zostanie zaakceptowany przez otoczenie - już wolał być nie akceptowany przez swój trudny charakter, niż przez coś, co wielu mogłoby postrzegać jako miękkość i rozlazłość.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Es cierto, necesitaba esto. Te necesitaba ahí, sentado a mi lado, tomándome de la mano. Por si acaso oía que algo andaba muy mal... Te quería cerca. - przyznał w końcu, gdy mężczyzna ścisnął jego palce. Jemu czasem też trudno przychodziło powiedzenie czegoś, zwłaszcza gdy czuł, że to on powinien być tym silniejszym, żeby wesprzeć przyjaciela, który ostatnimi czasy tego potrzebował. To trochę zabawne, że obaj mieli dosłownie ten mechanizm - temu drugiemu wolno być słabym i potrzebować pomocy i wsparcia, ale jemu niekoniecznie, bo... bo nie. U obu wyglądało to tak samo.
I nie, Alvaro nie żałował i nie zamierzał żałować tego, że chciał z nim być i chciał, by Santiago okazywał swoje emocje i uczucia. To prawda, że pokochał go w tamtej wersji, takiego dupkowatego, pewnego siebie i zawsze wiedzącego lepiej, ale to nie znaczyło, że teraz kochał go mniej. Cieszył się, że jego partner pokazuje mu prawdziwego siebie i nie miało dla niego znaczenia to, że w tej wersji był słabszy, mniej pyskaty, mniej gwałtowny, bardziej czuły i delikatny, bardziej romantyczny... Albo inaczej - miało to dla niego znaczenie, ale nie sprawiało, że przez to kochał go mniej, wręcz przeciwnie, zakochiwał się w nim z każdym dniem coraz bardziej.
- Puedes permitirte ser débil porque eres mi pareja, no mi cuidadora. Quiero ser tu igual y quiero que puedas confiar en mí tanto como yo confío en ti. - dodał po chwili, znów muskając delikatnie jego usta i patrząc mu w oczy. W pewnym momencie, gdy tak leżał, wyglądał jakby go olśniło; ten sam błysk, który pojawiał się w jego spojrzeniu, gdy tworzyli plany napadów. Poderwał się nagle z łóżka, rzucając krótkie "poczekaj chwilę" i wyszedł na moment z sypialni, żeby z wiszącej na wieszaku w przedpokoju torby, z którą na co dzień chodził do pracy, wyjąć niewielki pakunek, z którym zaraz do niego wrócił. Usiadł na łóżku, teraz wyglądając na przejętego i zestresowanego, ale mimo wszystko położył średnich rozmiarów drewniane czerwone podełeczko na pościeli i przesunął je w jego stronę.
- Esto es para ti. No tienes que usarlo si no quieres, pero... pensé que sería buena idea dártelo ahora que te vas y estarás lejos.
zawartość - z tą różnicą, że to bransoletka, w której łączą się ze sobą litery A i S
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Estaré cerca cuando me necesites - odpowiedział, początkowo chcąc na początku zdania dodać "siempre", ale zrezygnował z użycia tego słowa, kiedy przypomniał sobie, że to nieprawda. Nie zawsze. Ale tak długo, jak się uda. Tak czy inaczej - był szczęśliwy przy Palermo i pomimo, że się tego bał, to już miał tę nadzieję, że ta wspaniała terapia eksperymentalna mu pomoże i przedłuży życie. Nie liczył na nie wiadomo, jak długo, ale przynajmniej może o rok...? Starał się nie myśleć o tym, że go zabraknie, ale co chwilę to do niego powracało, wciąż go dręczyły myśli o tym, zwłaszcza w takich momentach, kiedy chciał zapewnić partnera o swoim oddaniu i powiedzieć mu, że tak będzie zawsze, ale nagle uświadamiał sobie, że nie może tego powiedzieć, jeśli nie chciał go okłamywać. A nie chciał.
Gdy Alvaro zerwał się z łóżka, Santiago popatrzył za nim zaskoczony, opierając się na łokciu i marszcząc brwi. Nie miał pojęcia, co mężczyzna kombinuje, bo nie przychodziło mu do głowy żadne logiczne wytłumaczenie takiego nagłego zerwania się... ale za chwilę zostało ono wyjaśnione. Tiago spojrzał na pudełko szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami, nie wiedząc, co powiedzieć. Jakiś czas tak gapił się na nie, oniemiały, jakby czaił się jako dzikie zwierzątko, obawiające się ataku. Wreszcie jednak sięgnął po prezent niepewnie, otworzył i jego twarz wydłużyła się w zdumieniu. Gapił się na tę bransoletkę, oniemiały, nie wiedząc, co powiedzieć, co było u niego raczej rzadkim zjawiskiem. Wreszcie jednak popatrzył na Alvaro z wdzięcznością i miłością, a w jego oczach widać było wzruszenie. Bez słowa wyciągnął bransoletkę i rękę w jego stronę, prosząc tym samym o założenie mu jej. Jego serce biło teraz mocno, zrobiło mu się cieplej zarówno w piersi, jak na całym ciele.
Kiedy jeszcze nie było Salvatierry w pokoju, przez chwilę Kocurowi przemknęło przez myśl, że ten poszedł po pierścionek i zamierza mu się oświadczyć, ale zaraz uznał, że to idiotyczna myśl i sam się za nią zganił. Kolejną myślą było, że powinien się rozwieść. Jeszcze jedną - pytanie, czy rzeczywiście nadal jest żonaty, skoro został uznany za zmarłego i jego żona z pewnością jest prawnie uznawana za wdowę.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Patrzył w napięciu na przyjaciela, gdy ten najpierw gapił się na skrzyneczkę, a potem gdy ją otworzył i zaczął wpatrywać się w zawartość. Bał się, że mu się nie spodoba, że parsknie śmiechem albo że powie, że to niepotrzebne dodatki, ale z drugiej strony - wierzył w to, że Santiago go kochał i szczerze powiedziawszy nie spodziewał się, że mógłby zareagować w powyższy sposób. Mimo wszystko jednak cień lęku w nim pozostawał.
Ulżyło mu, gdy popatrzył mu w oczy i zobaczył w nich zarówno miłość, jak i wzruszenie. Coś ścisnęło mu się w piersi, ale było to przyjemne uczucie, nie mające nic wspólnego z chorym sercem Palermo. Uśmiechnął się szeroko, widząc jak Santiago wyciąga rękę w jego stronę, ostrożnie zabrał od niego bransoletkę i założył mu na nadgarstek, a gdy już ją zapiął owinął ręce wokół jego szyi i popatrzył mu w oczy, wciąż z uśmiechem, wyglądając na najszczęśliwszego człowieka na świecie.
- Esta pulsera fue probablemente el proyecto más difícil de mi vida, lo juro - zaśmiał się, kręcąc głową i przylgnął klatką piersiową do piersi mężczyzny, wciąż wpatrzony w jego oczy. - Me alegra que te guste. Lo esperaba, pero no sabía si querrías... ya sabes, usarlo.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- ¿Por qué no querría usarla? - zapytał trochę drżącym głosem, czując teraz, że jego wzruszenie jest większe, niż się chwilę temu spodziewał, zwłaszcza po tym, jak usłyszał, że to jest projekt samego Alvaro - Es maravillosa, lo juro.
Wtulił twarz w jego szyję i westchnął, szczęśliwy, tuląc go mocno do siebie. Był teraz chyba naprawdę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i nareszcie czuł się naprawdę kochany. Czuł, że jest komuś potrzebny, że ktoś akceptuje go takim, jaki jest i nie ocenia go jako niemęskiego, kiedy okazywał słabość, że ma prawo mieć te słabości (nadal nie dawał sobie do nich prawa, ale wierzył, że Palermo mu je daje), nareszcie czuł się tak, jak przez całe życie marzył: czuł się czyjąś rodziną. Z rodzeństwem też czuł się rodziną, swoich rodziców też kochał i im również wierzył, że oni kochają jego, ale to nie to samo - nie tej miłości szukał przez całe życie; chciał być potrzebny i kochany również przez kogoś, z kim nie był związany więzami krwi. I owszem, przez wszystkie lata spędzone z Salvatierrą czuł się przez niego kochany, ale w inny sposób - sam przez większość tego czasu wierzył, że kocha go miłością braterską i przyjacielską, a wciąż to nie było wszystko, czego pragnął.
- Te amo, Alvaro - wyszeptał w jego ucho - Gracias. Y muchas gracias por amarme asi que yo estoy.
Alvaro Salvatierra
/zt.