-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W teorii odległość nie była szczególnie wielka, ale i tak detektywka zdecydowała się na to, aby wsiąść auta. Dzięki temu mogła znaleźć się jeszcze szybciej na miejscu, w którym znajdowała się kolejna ofiara. Teraz z pewnością mogły już mówić o tym, że w mieście znajdował się nowy seryjny. W dodatku taki, który brał na celownik niewinne dzieci.
Zaparkowała na tyle blisko na ile była w stanie to uczynić. Widziała już gapiów, którzy się zgromadzili przy taśmie. Krótkie zerknięcie w górę pozwoliło także na zauważenie ciekawskich w oknach, próbujących dojrzeć coś z wysokości i bezpiecznego zakątka własnego mieszkania. Świetnie.
Nie była pewna czy kojarzyła młodego funkcjonariusza, który starał się panować nad tłumem. Błysnęła mu odznaką i nie czekała zbytnio na potakujące kiwnięcie nim prześlizgnęła się ku technikom, którzy dopiero co zaczęli się rozładowywać. Sprawa była wyjątkowo świeża. Każdy z nich dopiero, co zdążył przybyć na miejsce.
Evina stąpała delikatnie, starając się niczego nie naruszyć. Nie cała powierzchnia skateparku była pokryta betonem, który najlepiej nadawał się do jeżdżenia na deskorolkach. Wciąż jednak była to dosyć mała powierzchnia, na której mógłby się ostać choćby odcisk buta.
Zerknęła raz jeszcze w górę na pobliskie budynki. Może przesłuchanie mieszkańców coś da. Jeśli tylko byliby skłonni do współpracy z policją to mógłby się trafić jeden świadek lub dwóch, którzy akurat dojrzeli sprawcę podrzucającego zwłoki.
Nie zdążyła się nawet dobrze rozejrzeć, gdy już w pobliżu znalazła się koronerka. Skinęła jej głową, samej zbliżając się do odnalezionego ciała, któremu sama nie miała nawet okazji się dobrze przyjrzeć po tym jak zamieniła kilka słów ze stacjonującymi funkcjonariuszami.
- Zadziwiające, że odszedł od schematu... Albo płeć nie jest dla niego tak istotna jak się pierwotnie spodziewaliśmy, albo... - tutaj skinęła głową na ciało dziewczynki. - Początkowo się pomylił, a potem nie mógł się już wycofać.
Ciało należało do młodej dziewczynki. Nie zaczęła nawet wchodzić w okres dojrzewania także cechy płciowe nie były u niej szczególnie wyraźne. Miała dosyć krótkie i mocno kręcone włosy, a w dodatku szczupła i drobna sylwetka mogła jak najbardziej ją upodobnić do chłopca. Stąd też mogło wyniknąć całe to zamieszanie.
- Ciało zauważyła starsza lokatorka. Elizabeth Hansen - poinformowała. - Mieszka na czwartym piętrze. Nie opuszcza zanadto mieszkania. Zadzwoniła pod telefon alarmowy, myśląc, że to jedynie dziecko, które zasłabło lub dostało jakiegoś ataku. Nie spodziewała się takich tragicznych wieści.
Z pewnością kobieta w podeszłym wieku mogła zostać wykreślona z ich listy potencjalnych podejrzanych. Nie wiedziała również tak wiele, aby móc im pomóc w ustaleniu sprawcy. Przynajmniej na tyle na ile Swanson było wiadomo.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Naprawdę uważasz, że mógł się pomylić? — spojrzała na krótkie, kręcone włosy dziewczynki. Wprawdzie wizualnie przypominała chłopca, ale czy faktycznie miało to jakieś znaczenie? — Całość wciąż wskazuje na przemyślany i powtarzalny schemat działania, w którym, tak, jak powiedziała Dufour, liczy się nie tyle tożsamość ofiary, ile jej podatność — podciągnęła zieloną kurtkę, aby mieć lepszy dostęp do ran na ciele. — Dzieci są szczególnie bezbronne i pozbawione realnych możliwości obrony. Myślisz, że właśnie to go kręci? — uniosła spojrzenie na Swanson, chcąc poznać jej opinię.
Zaraz jednak przeniosła wzrok na wspominaną, starszą kobietę. Rzeczywiście nie wyglądała na seryjną morderczynię i można było wykluczyć ją z grona podejrzanych. Chociaż, kto wie? Na pewno nie takie przypadki widział świat. Przemaglowanie staruszki groziłoby rychłym zawałem.
— I ma tak sokoli wzrok, że dostrzegła ciało z okna czy dopiero, kiedy wyszła z tym szczurem na spacer? — Zaylee wskazała głową na yorka, który z nadmiaru wrażeń trząsł się jak osika. — Czy istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że ofiara zamieszkiwała tę okolicę? — przeniosła wzrok na pobliskie kamienice. — Patrząc na stany tkanek i początki stężenia pośmiertnego, mogę potwierdzić, że zgon nastąpił nie później niż dwie godziny temu — powiedziała, sięgając do torby po aparat. To nie robiło różnicy, morderca na pewno już dawno opuścił miejsce zdarzenia, wcześniej jedynie podrzucając ciało. Tak, jak robił to w poprzednich przypadkach.
Najpierw uchwyciła ogólny widok miejsca zdarzenia, szerokokątnym obiektywem łapiąc pustą ulicę, pobliskie kamienice i ciało.
— Stań trochę z boku — poprosiła Evinę, po czym wykonała kilka kolejnych zdjęć. Zmieniła perspektywę i zrobiła przybliżenie na twarzy ofiary. Urządzenie nie chciało złapać ostrości, więc pochyliła się nisko, aby sfotografować rozcięcia na brzuchu i klatce piersiowej. — Porzuca ciała coraz bliżej komisariatu. To bardzo odważne. Albo strasznie głupie — mruknęła, przesuwając dłonią po metalowej barierce, z której zebrała rękawiczką ślady krwi.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jedno odstępstwo nie stanowi jeszcze o regule... Na razie jednak warto przypuścić, że faktycznie płeć nie ma dla niego znaczenia - skomentowała i wysłuchała raz jeszcze podsumowania wniosków wysnutych przez profilerkę. - Może tak być. Większość ludzi nie jest w stanie wyobrazić sobie skrzywdzenia dziecka czy zwierzęcia. Z reguły uznaje się je za bezbronne i niewinne stworzenia, które nie zasługują na okrutny los. Być może jest właśnie coś w tym jest. Może chodzi mu o dokonywanie takiej rzezi niewiniątek... Lub też jeśli stoją za tym faktycznie rasistowskie motywy to pokazuje, że wyplewia chwasty nim zdążą się rozwinąć. Chociaż po co wtedy ta symbolika z zębami i rękoma?
Wciąż miała przed sobą rozmowę ze specem od religii i okultyzmu, który mógłby jej pomóc w odpowiedzeniu na takie pytania. Być może znane mu były motywy dla podobnych zachowań. Swanson nigdy nie była religijna, więc nie zdziwiłaby się, gdyby nagle dowiedziała się o księdze Starego Testamentu, w której prorok nakazywał wyrywanie zębów małym grzesznikom lub coś podobnego.
- Mieszka na drugim piętrze - wskazała nawet koronerce okno mieszkania starszej kobiety, która zaalarmowała służby. - Nie potrzebowała aż tak sokolego wzroku, aby dojrzeć, że ktoś leżał w skateparku.
Na kolejne pytanie narzeczonej pokiwała głową. Co do tego nie miała większych wątpliwości. Jedna z osób zgromadzonych na miejscu rozpoznała dziewczynkę od razu i pomogła w ustaleniu jej tożsamości.
- Mieszkała jakieś kilka minut stąd. Podobno często przebywała w skateparku z przyjaciółmi i rodzeństwem, ćwicząc jazdę na desce - odpowiedziała, bo według tych zeznań sprawca mógł po prostu porwać dziewczynkę ze skateparku i potem jedynie zwrócić w miejsce, z którego ją wziął.[/b]
Posłusznie podążała za poleceniami Miller, nie chcąc wchodzić jej w paradę. I tak miała jeszcze kilka słów do zamienienia z innymi osobami, które były obecne na miejscu zdarzenia. Technicy zabezpieczali wszystko, co mogło być potencjalnie powiązane ze sprawcą. Było to jednak kolejne z publicznych miejsc, gdzie mogły znajdować się próbki należące do wielu niezwiązanych zupełnie ze zbrodnią osób.
- Może o to chodzi... Albo nie ma pomysłu na inne parki w tym mieście - mruknęła z niezadowoleniem i spojrzała w kierunku taśm, przy których zaczęło się robić zamieszanie. - Kurwa mać... Znowu Langford.
Miała naprawdę dość dziennikarki, która właśnie dotarła na miejsce. Widziała to jak próbowała dopchnąć się do samej krawędzi miejsca znalezienia zwłok i nagabywała zarówno stacjonujących funkcjonariuszy jak i postronnych cywilów, chcąc wyciągnąć najwięcej jak się dało z tej tragedii.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ręce i zęby z pewnością są jakąś symboliką — powiedziała, nie mogąc nie zgodzić się z narzeczoną. — Na początku myślałam o dehumanizacji, ale coraz częściej zastanawiam się nad motywem rytualnym. Utrata sprawczości i tożsamości. Już wiemy, że te okaleczenia stały się jego sygnaturą, ale pozbawienie ofiar kończyny i uzębienia? Co to może znaczyć? Jakaś wiadomość? Nie mów i nie działaj przeciwko mnie? No i co z tym robi? Zachowuje odcięte kończyny i wyrwane zęby jako trofea? — Miller skrzywiła się ostentacyjnie. Wypowiedzenie tego na głos brzmiało jeszcze okropniej.
Już chciała rzucić złośliwy komentarz, że pewnie Swanson z odległości drugiego piętra pomyliłaby zwłoki z przewróconym koszem na śmieci, co miało być nawiązaniem do jej kiepskiego wzroku, ale ugryzła się w język. To nie był czas na takie docinki.
Rozejrzała się dookoła. Skoro dziewczynka mieszkała niedaleko stąd, niedługo na miejscu zdarzenia powinni zjawić się rodzice. Kolejni, którym trzeba będzie zaoszczędzić przykrego widoku. Nawet o tak późnej porze za taśmami policyjnymi nie brakowało gapiów. Ludzie poschodzili się z okolicznych budynków, wyraźnie zaintrygowani licznym służbami.
— Co, kurwa? — słysząc nazwisko dziennikarki, spojrzała przez ramię. Pieprzona Brenna Langford. Jak ona to robiła, że była dosłownie wszędzie? Niedługo dojdzie do tego, że zacznie pojawiać się szybciej niż policja zdąży dotrzeć na miejsce zbrodni. — Ignoruj ją — powiedziała stanowczo. — Nie ma sensu wdawać się z nią w jakąkolwiek dyskusję — mruknęła i sięgnęła do parawanu, żeby szczelniej zasłonić zwłoki dziewczynki. — Zaraz będziesz mieć na głowie rodziców... Jak się nazywa? — wskazała głową na ciało dziewczynki.
— Detektyw Swanson! — zawołała Langford zza taśmy policyjnej. Jej operator kucnął, żeby robić lepsze ujęcia. — Poproszę o jakiś komentarz w sprawie seryjnego mordercy! — zawołała z naciskiem na ostatnie słowa. Oczywiście, że musiała to podkreślić. — Albo niech doktor Miller przynajmniej powie, czy mamy do czynienia z dokładnie takim samym zabójstwem! — zawołała, wymachując mikrofonem.
Zaylee wywróciła oczami, przesuwając się nieznacznie, żeby technicy mogli zebrać materiały dowodowe wokół ciała.
— Ignoruj ją — powtórzyła do Eviny. A może bardziej do siebie? Trudno stwierdzić. Była naprawdę zmęczona i niewiele brakowało jej do odpalenia się i wygarnięcia dziennikarce, co do niej myśli.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Szczerze to nie wiem czy faktycznie mogłoby to być coś tak prostego i oczywistego. Może pozuje na intelektualistę, który chce uczynić jakieś konkretne nawiązanie... Może wziął zbyt dosłownie jakąś religijną opowieść. Tak jak ci, którzy starają się stosować boskie kary ze starego testamentu na grzesznikach - mruknęła w odpowiedzi, odnotowując, że nie może już dłużej zwlekać z rozmową ze swoim ekspertem od spraw religijnych oraz nadnaturalnych.
Niektóre idee wygłoszone na głos brzmiały jeszcze gorzej. Mogły tak naprawdę dyskutować godzinami, ale miały swoje poszczególne zadania. Należało zabezpieczyć wszelkie potencjalne dowody i poszlaki, dokonać dokumentacji miejsca porzucenia zwłok oraz zebrać wywiad od wszystkich, którzy mogli być świadkami czegoś istotnego.
Szkoda tylko, że wszechświat po raz kolejny rzucał im kłody od nogi. Tym razem w postaci Brenny Langford, która z każdym kolejnym dniem utwierdzała Swanson w przekonaniu, że musi mieć jakąś wtykę w policji, aby tak szybko docierać na miejsca zabójstw dzieciaków.
- Zatanna Hammond - odpowiedziała w kwestii imienia dziewczynki, a następnie zerknęła przelotnie w kierunku dziennikarki. - Powinniśmy ją usunąć zanim przybędą rodzice. Tylko narobi hałasu i ich dodatkowo straumatyzuje.
Jakby było dla rodziców coś dużo bardziej traumatycznego od śmierci dziecka. Z pewnością jednak nie potrzebowali dodatkowego braku delikatności ze strony reporterki. Evina była naprawdę zmęczona. Wiedziała, że powinna słuchać narzeczonej. Miała rację. Powinna ignorować dziennikarkę i nie wszczynać scen. Jednak było to cholernie trudne w momencie, gdy się tak panoszyła. Jedynie chwila dzieliła ją od wybuchu.
- Wiem, że nie lubisz jak cię poganiam... - mruknęła cicho, kucając obok koronerki. - Ale jeszcze chwila, a przyjebię jej i temu przydupasowi.
Rzecz jasna chodziło o operatora, który podążał za Brenną jak wierny piesek. Może nawet był tresowany. Z pewnością nie zdziwiłoby to w żaden sposób, bo nikt normalny raczej nie byłby w stanie wykonywać takiej pracy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Odcinanie ręki w kontekście przestępstw? — zapytała, unosząc lekko brwi. Gdzieś w tyle głowy majaczyło jej skojarzenie z biblijnym oko za oko, ząb za ząb, ale nawet to nie pasowało do obecnej sytuacji. Ofiarami była trójka dzieci bez wyraźnego powiązania i które najpewniej nawet nie znały swojego oprawcy. — To się zupełnie nie klei. Im dłużej na to patrzę, tym bardziej skłaniam się ku temu, że te działania mogą mieć podłoże rasistowskie — urwała na moment, marszcząc czoło w zamyśleniu. — Wciąż nie daje mi spokoju, co dzieje się z odciętymi rękami? — sięgnęła do torby po teczkę. Otworzyła ją sprawnym ruchem i wyjęła wzór protokołu. Kartki zaszeleściły cicho, gdy rozkładał je na podkładce Zacisnęła palce na długopisie i zaczęła wypełniać dokument, wpisując pierwsze, wstępne informacje z oględzin, w tym miejsce zdarzenia, datę, godzin oraz imię i nazwisko ofiary.
Kątem oka zerknęła na nieustępliwą dziennikarkę, która zdawała się przejmować kontrolę nad przestrzenią. Krążyła wzdłuż policyjnej taśmy, zaglądała w każdy możliwy kąt i nie pozwalała się od niej odsunąć nawet o milimetr, jakby sama jej obecność była gwarancją zdobycia sensacji. Co chwilę zaczepiała któregoś z mundurowych, próbując wyciągnąć choćby strzęp informacji. Swanson miała rację. Rodzice dziewczynki nie powinni mieć teraz żadnej styczności z prasą. Czeka ich prawdziwy koszmar związany z niedowierzaniem i paraliżującym bólem, a kontakt z mediami tylko by to wszystko spotęgował. Lannford z pewnością nie odpuściłaby takiej okazji. Zasypałaby ich lawiną pytań, szukając czegokolwiek, co nadawałoby się na nagłówek. Hammondowie nie byliby w stanie nawet odpowiedzieć. Może nawet nie do końca rozumieliby, co się wokół nich dzieje. Co gorsza, procedury nie pozwalały im na zobaczenie własnego dziecka. Zostaną więc zawieszeni gdzieś pomiędzy nadzieją a rozpaczą, podczas gdy świat zewnętrzny będzie domagał się od nich reakcji.
Zaylee odwróciła wzrok od dziennikarki, czując narastającą irytację. Słowa Eviny w niczym nie pomagały.
— To mnie nie poganiaj — rzuciła oschle, nawet na nią nie patrząc. — Przyjeb mu, jeśli musisz, ale pozwól mi działać — mruknęła, bo skoro narzeczona dobrze wiedziała, jak bardzo nie znosiła, kiedy ktoś nadzorował jej tempo pracy, tym bardziej nie powinna ingerować. Zaylee potrafiła pracować pod presją czasu, ale przede wszystkim pracowała dokładnie.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Motyw może taki być, ale reszta... Może rytuał. Czasami lepiej nie wyobrażać sobie zbyt wiele. Te kończyny mogą mu służyć do naprawdę pojebanych rzeczy. Czasami nawet nie jesteś w stanie ogarnąć, co takim pojebom się roi - mruknęła, bo jednak potencjalnie mieli do czynienia z kimś kogo umysł funkcjonował w zupełnie inny sposób.
Brenna stawała się coraz śmielsza. W ogóle nie przejmowała się tym, co mówili do niej funkcjonariusze. Żaden nie śmiał zamienić z nią jakiegokolwiek słowa, które nie sprowadzało się do tego, aby trzymała się z daleka. Podejście Swanson do reporterki było ogólnie znane i często podzielane. W końcu napastliwe zachowanie kobiety jedynie zrażało do niej policjantów i nie nakłaniało do zwierzeń. Zwłaszcza, gdy wieszała na nich psy za morderstwo, któremu nie mogli zapobiec.
Prychnęła krótko. W normalnych okolicznościach pewnie jedynie by się odsunęła i dała koronerce potrzebną do pracy przestrzeń. Jeden z techników właśnie zajmował się oznaczeniem znalezionego na betonie niecodziennego rozbryzgu krwi, gdy Langford zwęszyła kolejną okazję do tego, aby zaatakować.
Zarówno ona jak i jej operator zdawali się być gotowi do tego, aby sforsować taśmy. Kobieta wykrzykiwała kolejne prośby o komentarz, a Evina poczuła, że wreszcie coś w niej pęka po tym jak od ponad dwóch dni nie znalazła nawet chwili na to, aby zaznać wytchnienia.
W mgnieniu oka znalazła się przy mężczyźnie i chwyciła obiektyw z zaskakującą wręcz siłą, aby skierować go pod stopy kamerzysty, ale zamiast tego ten zlękniony rozluźnił uchwyt na sprzęcie i sprawił, że ten upadł na ziemię, gdy tylko zachwiał się pod wpływem gwałtownego ataku.
- Mówiłam wam już, że macie stąd spierdalać - warknęła w ich kierunku.
Kilkoro gapiów, aż cofnęło się o krok, a dziennikarka zamarła dokładnie na chwilę nim zdołała zebrać słowa i zacząć nakręcać kolejny raban. Tym razem związany ze zniszczeniem mienia lokalnej telewizji za co z pewnością Swanson jeszcze przyjdzie zapłacić.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie podejrzewała, że Swanson potraktuje jej słowa na poważnie. Zanim zdążyła się zorientować, narzeczona już stała przy taśmach, wdając się w dyskusję z Lannford. Widziała, jak operator kamery upada na ziemi, wyraźnie przestraszony reakcją detektywki. Dziennikarka zamarła na ułamek sekundy, wyraźnie zaskoczona obrotem spraw, ale ten stan nie trwał długo. Jej twarz szybko stwardniała, a w oczach pojawiło się oburzenie, które natychmiast przerodziło się w czystą złość.
— Czy pani właśnie zniszczyła nasz sprzęt?! — wyrzuciła z siebie podniesionym głosem, robiąc krok do przodu. Ne czekając na odpowiedź, odwróciła się w stronę kamerzysty, jakby odruchowo szukając potwierdzenia szkód, ale szybko wróciła spojrzeniem do Swanson. — To jest własność stacji! — kontynuowała, gestykulując nerwowo. — Mamy to nagrane, wszystko poszło na taśmę. Naruszenie nietykalności, zniszczenie mienia, utrudnianie pracy prasy… Naprawdę chce pani iść w tę stronę, detektyw Swanson? — każde kolejne słowo było wyraźnie nacechowane emocjami. Widać było, że nie zamierza tego odpuścić. — Aż tak bardzo nie chcecie, żebyśmy zadawali pytania? — nie dając Evinie przestrzeni na odpowiedź, przeszła do tego, co najwyraźniej interesowało ją najbardziej. — To prawda, że znaleziono ciało dziewczynki? — zapytała wprost, wbijając w nią spojrzenie. — Ile miała lat? W jakim była stanie? Czy to kolejne morderstwo? — pytania padały jedno po drugim. — Czy są ślady przemocy? — dorzuciła szybko. — Czy podejrzewacie kogoś z rodziny? Czy miejsce zostało już zabezpieczone? Kto sprawę poprowadzi ktoś inny, skoro dalej nie udało się pani schwytać sprawcy? — Langford nie odrywała od niej wzroku, jakby próbowała wymusić jakąkolwiek reakcję. Cokolwiek, co mogłaby wykorzystać. — Proszę powiedzieć — naciskała. — Albo przyznać, że nie panujecie nad sytuacją.
Słysząc to wszystko, Zaylee podniosła się z kucek. Odłożyła sprzęt na bok i podeszła bliżej taśm, aby mieć lepszy wgląd w sytuację.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciały być obecne i mieć wszystkie dostępne informacje z pierwszej ręki. Wierzyły w to, że pomimo zmęczenia materiału dalej były w stanie wykonywać swoje obowiązki należycie i zadbać o wymaganą dokładność. No i nie chciały nic ominąć skoro miały prowadzić śledztwo... Po części Swanson liczyła na to, że z czasem morderca zacznie popełniać błędy. Był niezwykle aktywny. Z pewnością powinie mu się noga, gdy tylko nie da sobie chwili wytchnienia czy też nie zaplanuje odpowiednio szczegółowo całej akcji...
Nie planowała tego, ale miała już zdecydowanie dosyć Branny Langford. Jej oraz tego przydupasa, który wpychał się zdecydowanie dalej niż powinien. Nie dbała o to czy sprzęt faktycznie się zniszczył. Chłoptaś mógł go lepiej trzymać, a nie tak, że spadł przy pierwszym lepszym pacnięciu w obiektyw. Chociaż dla nich pewnie wyglądało to jak potężniejsze szarpnięcie.
- Ostrzegałam już wcześniej jeśli chodzi o utrudnianie pracy policji. Z przestrzegania tego nie zwalniają obowiązki prasowe, panno Langford - przypomniała jej zdecydowanie zbyt spokojnym tonem, w którym kryła się ostrzegawcza nuta.
Nie dbała o konsekwencje. Mogła zapłacić. Proszę bardzo. Nie sądziła, aby mogło grozić jej coś poważniejszego za podobne przewinienie. Zresztą wyglądało na to, że sama dziennikarka nie bardzo przejmowała się stratą skoro próbowała wyciągnąć z niej odpowiedzi na kolejne dręczące ją pytania.
- Wszystkiego dowiedzą się państwo w swoim czasie - powtórzyła jak zwykle zresztą w takich przypadkach. - Teraz proszę, aby się stąd usunąć i dać nam pracować.
Nie chciała jej ulegać w żaden sposób. Siliła się jeszcze na uprzejmy czy też raczej zwyczajnie neutralny ton, ale nie była w stanie utrzymywać go w nieskończoność.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czy pani naprawdę zamierza dalej to ukrywać?! — ciągnęła Langford, jak nakręcona, wyraźnie czując, że trafiła na materiał życia. — Mówimy o zamordowanych dzieciach!
Zaylee uniosła lekko brwi, wzdychając pod nosem.
— Ludzie mają prawo wiedzieć! — dziennikarka nie zwalniała ani na moment. — Czy to prawda, że ciała wskazują na szczególne okrucieństwo? Czy mamy do czynienia z seryjnym mordercą dzieci?!
Swanson odpowiadała spokojnie, aż podejrzanie spokojnie, ale Zaylee widziała, jak bardzo jest już na granicy. A Langford najwyraźniej uznała to za zaproszenie do dalszego nacisku.
Miller zamknęła na chwilę oczy i odchyliła głowę, jakby próbowała zebrać resztki cierpliwości. Nie wyszło. To był moment, w którym coś w niej wyraźnie drgnęło. Bo to już nie było dziennikarstwo. To było żerowanie.
— Naprawdę musi pani to robić w ten sposób? — odezwała się w końcu, zanim zdążyła się powstrzymać.
Langford spojrzała na nią z irytacją, jak na przeszkodę.
— Doktor Miller — rzuciła szorstko. — Pani również będzie udawać, że nic nie wie? — prześwidrowała ją wzrokiem na wskroś. Ale Zaylee nie odpowiedziała. — W takim razie może w końcu ktoś powie wprost, co się stało z tymi dziećmi. Jak bardzo były—
I tu właśnie skończyła. Miller nie była pewna, czy to były słowa, czy sam ton. Może jedno i drugie. W każdym razie to wystarczyło. Wykonała kilka kroków, a jej dłoń zacisnęła się w pięść, zanim zdążyła to świadomie zatrzymać. Ruch był szybki i automatyczny. Nie planowała tego. Po prostu nagle uznała, że ma dość. Dźwięk uderzenia był wyraźny, ale nie przesadzony. Taki, który bardziej zaskakuje niż przeraża.
Langford cofnęła się gwałtownie, łapiąc się za twarz. Przez chwilę wyglądała, jakby kompletnie straciła orientację. Zaylee spojrzała na swoją dłoń. Pulsujący ból w knykciach pojawił się z lekkim opóźnieniem i rozszedł się nieprzyjemnym ciepłem wzdłuż całej ręki. Skrzywiła się minimalnie i zacisnęła palce, sprawdzając, czy nic poważniejszego sobie nie zrobiła. Świetnie. Bardzo profesjonalnie. Potrząsnęła lekko ręką, jakby to mogło cokolwiek zmienić, po czym przeniosła spojrzenie z powrotem na dziennikarkę. Nie czuła wyrzutów sumienia. Co najwyżej lekką irytację. Głównie na samą siebie, bo wiedziała, że dała się sprowokować.
— To był moment, w którym powinna pani przestać — powiedziała spokojnie, jakby właśnie zamykała temat.
Odwróciła się na pięcie, zupełnie nie zwracając uwagi na Evinę i funkcjonariuszy, którzy doskoczyli do Langford. Wróciła za parawan i zacisnęła palce w pięść. Bolało jak cholera. Jeszcze tego brakowało, żeby coś sobie zwichnęła. Wyciągnęła z torby skalpel i przycisnęła sobie do knykci chłodne, metalowe ostrze.
Evina J. Swanson