Chłopak od jakiegoś czasu stał przed wysokim, stojącym lustrem - był ubrany w garnitur w kolorze granatu przechodzącego w czerń, dobrze dopasowany do jego szczupłej sylwetki i wyglądał w nim naprawdę całkiem nieźle, ale nie sprawiało to, że wyraz jego twarzy wskazywał na choćby minimalne zadowolenie. Wręcz przeciwnie: wyglądał, jakby bal absolwentów był ostatnim, czego Salvatierra potrzebował i na co miał ochotę i chyba rzeczywiście tak było.
Jeszcze parę tygodni temu cieszyłby się jak dziecko; z niektórymi osobami ze szkoły miał niezły kontakt, innych z kolei nie znosił, ale były tam też osoby, z którymi po prostu dobrze mu się rozmawiało i nawet jeśli nie planował non stop rozmawiać, bo ostatecznie nie po to są bale, to jednak aspekt towarzystwa był całkiem istotny. Problem w tym, że dość niedawno, bo niespełna dwa tygodnie temu, Santiago musiał go szukać po zakamarkach Palermo i niemalże zbierać z chodnika, a od tamtej pory Alvaro ograniczał kontakty z ludźmi ze swojej klasy jak tylko mógł. Na szczęście wtedy już był po zakończeniu egzaminów, nie musiał więc wracać do szkoły, ale dzisiaj... dzisiaj musiał.
No dobrze, to też nie tak, że musiał i że była to konieczność, bo Santiago nie naciskał na niego jakoś bardzo, że Salvatierra ma tam iść i koniec. Alvaro wiedział po prostu - i Santiago też tak twierdził - że jeśli teraz sobie odpuści całkowicie bal na zakończenie liceum, to potem całkiem możliwe, że będzie tego żałował. A nie chciał żałować. Nie chciał na starość zastanawiać się dlaczego u licha nie zebrał się w sobie i nie poszedł do tej wytwornie urządzonej sali bankietowej i nie przetańczył całej nocy.
- Joder, ya he tenido suficiente - jęknął w końcu, z rezygnacją opuszczając ręce wzdłuż tułowia, gdy w odbiciu zobaczył stojącego kawałek za nim Santiago, który przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Alvaro od jakiegoś czasu, bezskutecznie, próbował zawiązać krawat, ale nie wychodziło mu to zbyt dobrze i koniec końców jego krawat był tak pognieciony, jakby chwilę temu wyrwał go z gardła jakiemuś... hm, jakiemuś dużemu zwierzęciu, które lubi gnieść krawaty.
- ¿De verdad tengo que hacer esto? - spojrzał na niego przez ramię, spodziewając się odpowiedzi; Santiago zapewne powie, że nie, nie musi tego robić i że wcale nie każe mu iść na ten bal, ale tak naprawdę Alvaro wcale nie o to pytał. Przede wszystkim nie chciał tańczyć z koleżanką z klasy, bo nie interesowały go dziewczyny i absolutnie nie miał potrzeby, żeby prowadzić jakąś dziewczynę przez pół wieczoru (choć pewnie wypadałoby przez cały wieczór). Mówił też o tym Santiago parę razy, jeszcze przed gwałtem właściwie, ale teraz jego nastawienie było jeszcze bardziej anty i najchętniej zostałby pod kołdrą, z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach, oglądając jakieś durne teleturnieje.
Santiago de la Serna