-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podjechał pod niego, jak miał w zwyczaju, tym razem kierując się do tej zbyt dużej i zwykle zbyt zatłoczonej galerii, która miała chyba każdy sklep na ziemi.. Z jakiegoś powodu, mimo wszystkich zawirowań życiowych Marshalla, wyraźnie nadal planowali jego ślub? No okay, Theo nie miał zamiaru oceniać, nawet jeśli tego konkretnego dnia był w raczej bojowym nastroju. Głęboka zmarszczka między jego brwiami nie znikała, spięta szczęka nie miała wyraźnie zamiaru się rozluźniać, ale to nic; postanowił po prostu skupić się na Charliem i być dobrym chyba-przyszłym świadkiem, a przynajmniej spróbować.
- Więc... Wiesz dokładnie, gdzie mamy iść, czy musimy sprawdzać? - założył, że jego nepo baby przyjaciel nie będzie wybierał z gotowców w średnim marginesie..? Nie zdziwiłby się wcale, gdyby ciągnął go do miejsca, w którym trzeba było się umawiać na konkretną godzinę, mimo że ich książki były otwarte przez idiotycznie wysoką cenę, bo zwykli śmiertelnicy przekręciliby się na widok metki. Absolutnie nie byłby to wybór Theo, ale hey, nie byli przyjaciółmi dlatego, że mieli podobny gust, prawda? - Dzisiaj będą z nas ściągać miary, czy będziesz coś konkretnego wybierał? Absolutnie zapomniałem, że to dzisiaj, wybacz.. - źle mu trochę było z tym, że nie pamiętał i nawet nie miał zamiaru szukać wymówek. Niby jakieś miał, nie? Zaczynał tą nową rzecz ze strażą pożarną, pracował jak zawsze zbyt dużo i do tego wszystkiego przez moment testował, czy może byłby w stanie umawiać się na boku z jakąś kobietą. I w sumie szło mu nieźle! W większości. To ostatnie nie mogło wypalić przez absolutną niezgodność podstaw osobowości i podejścia do świata, ale była to trochę jego wina, że ogarnął się tak późno. Nie można mieć wszystkiego.
Korciło go też, żeby zapytać Charliego o ten ostatni raz, kiedy pisał do niego, prosząc o przykrywkę na noc, jakby mieli znów po szesnaście lat, ale.. Czy rzeczywiście chciał wiedzieć? Ciśnienie tego dnia już sobie podniósł wystarczająco wcześniej i o ile chętnie posłuchałby o jego nowej, ekscytującej przygodzie z panią rezydent, o tyle byłoby to chyba trochę dziwne, zważywszy, że przyjechali odkreślać kolejne rzeczy na liście w przygotowaniach do ślubu Marshalla.. Nie z panią rezydent. Huh. Tak, to było dość problematyczne.
Charlie Marshall
-
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdyby nie ona i jej obsesja na punkcie ślubu, Charlie siedziałby teraz w biurze i zapoznawał się z ostatecznymi poprawkami do kontraktu, który miał podpisać za dwa dni. No ale nie, w ich rodzinie każdy musiał mieć chorą potrzebę kontroli, bo pani Marshall uznała, że przymiarki garniturowe dzień przed wylotem na Teneryfę są kwestią życia i śmierci, a Charlie - zamiast po prostu jej się postawić - po prostu się zgodził. Uległ dla świętego spokoju, dobra? Tyle że spokój był ostatnią rzeczą, którą czuł, gdy parkowali pod absurdalnie drogą galerią. Więc... Wiesz dokładnie, gdzie mamy iść, czy musimy sprawdzać? - Wiem - odpowiedział krótko. Wyczuwał bojowy nastrój przyjaciela, ale jeszcze nie zamierzał zadawać żadnych pytań. Swoją drogą, nastrój Theo chyba mu się udzielił. Dzisiaj będą z nas ściągać miary, czy będziesz coś konkretnego wybierał? Absolutnie zapomniałem, że to dzisiaj, wybacz… Charlie machnął ręką i poprawił mankiety marynarki, wysiadając z auta. - Tak, będą ściągać z nas miary i tak, też bym chciał o tym zapomnieć, ale matka wysłała mi dziś pięć przypomnień - uśmiechnął się gorzko, po czym udał się przodem, prowadząc Theo do luksusowego krawca na parterze. Na miejscu zostali przywitani z nienaganną, przesadną wręcz uprzejmością przez starszego mężczyznę.
- Panie Marshall, spodziewaliśmy się pana. Pańska matka dzwoniła rano, by upewnić się, że tkanina z jedwabiem dotarła na czas - oznajmił krawiec, gestem zapraszając ich w głąb salonu.
Charlie poczuł ukłucie irytacji. No oczywiście, że dzwoniła. Jedwab sredwab. Nie chciał żadnego sredwabiu. - Cudownie - odparł sucho, mimo że wcale nie czuł się cudownie. Po tych słowach zsunął z ramion marynarkę i podał ją asystentowi krawca. - Miejmy to już za sobą - dodał, po czym stanął na niskim podeście stojącym przed ogromnym lustrem, w którym odbijała się jego sylwetka. Dotarł do niego absurd tej sytuacji - wczoraj zaprosił Ivy na wspólny wyjazd na Teneryfę, a dziś pozwalał niskiemu krawcowi zdejmować miarę ze swojej sylwetki, żeby dopasować idealny garnitur na ślub z Blair. Nie poznawał sam siebie. Pojebało go do reszty. Krawiec akurat zaczął owijać wokół jego klatki piersiowej żółtą miarkę, gdy Charlie zerknął na Bachmanna. - Dziękuję, że tu ze mną przyszedłeś. Wszystko dobrze? - spytał, zupełnie ignorując obecność personelu, za to skupiając się na… hmm... dziwnej minie Theo. Coś tu śmierdziało (niedosłownie!). Tylko jeszcze nie wiedział, co.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uniósł brwi, ale nawet nie odpowiedział na kulturalne powitanie niczym więcej, niż skinieniem głową, zakładając ramiona na klatce. Jedwab...? Serio...? Panie boże, musiał zapamiętać, żeby przypadkiem nie patrzeć na metki. Może to było jedno z tych miejsc, które metek nie miało? Coś w stylu, jeśli musisz zapytać o cenę, to znaczy, że cię nie stać? Nie zdziwiłby się chyba.
Oparł się bokiem o pilar w pobliżu tak, by móc patrzeć na twarz przyjaciela w odbiciu lustra, grzecznie czekając na swoją kolej. Theo, swoją drogą, pasował do tego miejsca jak pięść do nosa, w bluzie zarzuconej na żonobijkę, starych jeansach i schodzonych butach.. Miał wrażenie, że asystent posyłał mu ciekawe spojrzenia, może zastanawiając się, czy był jakimś nisko opłaconym ochroniarzem dla Marshalla... HA! Zarabiałby pewnie znacznie lepiej jako ochroniarz. Skrzywił się lekko, zaraz parsknął śmiechem. - Zapytałbym co my tu robimy, ale.. Nah, nie ważne, jesteśmy, miejmy to z głowy. - nie on płacił za tą imprezę, nie on decydował, nawet jeśli miał opinie w temacie niewierności Charliego. Już je wszystkie uzewnętrznił, a powtarzać się nie lubił z zasady. Podrzucił lekko jednym ramieniem, zastanawiając się z której strony ugryźć odpowiadanie na jego pytanie. - Byłem u tej dziewczyny, o której ci wspomniałem ostatnio, nie? Długa historia w skrócie, nie będę się już z nią spotykał bardziej niż na pewno. - kolejne wzruszenie ramieniem, ot, dla podkreślenia swojej decyzji. Wypuścił powietrze z płuc trochę, jakby czekał na to od kilku godzin. Tak, w sumie powiedzenie tego na głos było całkiem terapeutyczne.
Charlie Marshall