-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
Ophelia Attwood, bo tak przedstawiła się owa niewiasta, wydawała się być równie rozbawiona sytuacją, co on. Wtedy, pół żartem, pół serio, padła propozycja, że skoro los już ich tak spektakularnie zderzył, to może kiedyś powinni spotkać się w mniej zalewowo-posraniowym anturażu.
Karrion był człowiekiem, który dotrzymywał słowa, dlatego kilka dni później, stojąc w swoim mieszkaniu z telefonem przy uchu, zadzwonił do niej. Krótka rozmowa, trochę śmiechu na wspomnienie ich pierwszego spotkania i propozycja: obiad. A jeśli wszystko pójdzie dobrze - może drink później. Zgodnie z tym, co powiedział jej już podczas ich pierwszego spotkania.
Miejsce wybrał z należytą rozwagą - Kandahar Kabab. Nie była to może kulinarna perła miasta, ale miała jedną kluczową zaletę - nigdy nie wysłała go ponownie na spotkanie z apteką i tabletkami na rozwolnienie. A to, biorąc pod uwagę jego ostatnie doświadczenia gastronomiczne, było argumentem bardzo istotnym.
Tego wieczoru Stifler postawił na coś prostego. Ciemne jeansy, dobrze dopasowany t-shirt, który nieco opinał jego szerokie barki i klatkę piersiową, a na to lekka kurtka. Przy jego posturze i tak trudno było wyglądać niepozornie - mierzył sporo ponad przeciętność, a sylwetką przypominał raczej kogoś, kto mógłby przenosić lodówki jedną ręką niż spokojnie jeść kolację. Byczek, jak mawiali niektórzy. Pojeb, jak mawiała reszta.
Stał teraz przed wejściem do lokalu, z rękami w kieszeniach spodni, obserwując ulicę. Z wnętrza dochodził zapach przypraw i pieczonego mięsa. Karrion przez moment zastanowił się nad niezwykłą ironią całej sytuacji. Kilka dni temu ich znajomość zaczęła się od ogórków kiszonych i tabletek na żołądek. Dziś zaprosił Attwood na kebaba. Jeśli to nie był dowód na jego odwagę, to nie wiedział, co nim było.
Przesunął dłonią po karku i zerknął na zegarek.
- No dobra, Stifler - rzucił pod nosem. - Spróbuj nie wyjść tym razem na przygłupa - dodał i chwilę później podniósł wzrok w stronę ulicy, a gdy dostrzegł sylwetkę Ophelii, od razu uśmiechnął się lekko. Machać do niej nie musiał, wszak tłumu wokół niego nie było, a i nawet gdyby był, to ciężko byłoby przeoczyć taki czołg jak on.
Nie wiedział, czy ma wyciągnąć dłoń w jej kierunku, czy ją objąć, więc w pierwszych milisekundach poczekał na nią. Chciał zasugerować się jej ruchem, jednak gdy nastąpił jakiś bliżej niezidentyfikowany, postawił na bezpieczne uściśnięcie dłoni.
- Miło cię widzieć - rzekł spokojnie i przede wszystkim szczerze. - Dobrze wyglądasz - pochwalił ją. - I nawet nie śmierdzisz ogórkami kiszonymi - zachichotał lekko, pozwalając sobie na żart, który wydał mu się być odpowiedni w tym momencie. - Ja też nie śmierdzę, jak coś - dodał po chwili rozbawiony, by określić bardziej precyzyjnie ich początek - tym razem było znacznie mniej widowiskowo niż wtedy w sklepie.
- Wchodzimy? - spytał i w zależności od jej odpowiedzi albo weszli do środka, albo zostali jeszcze chwilę na zewnątrz zastanawiając się, w kogo mogliby rzucać jajkami, gdyby mieli je pod reką.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Drugie spotkanie jednak na pewno nie było dziełem przypadku skoro Attwood wprost zaproponowała mu, aby zabrał ją gdzieś na obiad albo na drinka. Ten podobno miał nadejść, gdy wspólny posiłek okaże się sukcesem. Sama nie wiedziała, co sądzić o tym, że zabrał ją akurat na kebaba. Ten jednak miał być niby dużo bardziej wykwintny i nie będzie jej groził prawdziwą rewolucją żołądkową. Przynajmniej miała takie nadzieje. W końcu doskonale pamiętała czym zatruł się Stifler przy ich pierwszym spotkaniu.
Biorąc pod uwagę charakter spotkania chciała ubrać się dosyć schludnie, ale na pewno nie zbyt elegancko. W końcu należało jakoś pasować do swojego otoczenia. No i był to jedynie niezobowiązujący obiad. Nic ponad to.
Uśmiechnęła się na widok Karriona, gdy tylko zauważyła go w miejscu spotkania. On również nie wydawał się stawiać na wybitny szyk chociaż z pewnością wyglądał dobrze. Liczyła, że to samo można było powiedzieć o niej, gdy miała na sobie buty na lekkim obcasie, dopasowane białe jeansy, bluzka o ciekawym kroju i lekka złota biżuteria, która dopełniała jakoś tego obrazu, ale nie przytłaczała. Właśnie tak prezentowała się Attwood w momencie, gdy stanęła przed bokserem.
Nie byli w stanie uniknąć pewnej niezręczności, która zwykle towarzyszyła pierwszym spotkaniom... lub drugim w ich przypadku. Bliżej nieokreślony gest, który mógł być objęciem ramieniem zamienił się w zwyczajny uścisk dłoni, ale mimo wszystko Ophelia uśmiechnęła się w kierunku mężczyzny.
- Ciebie też miło widzieć... Tym razem w suchych ciuchach - odpowiedziała, doceniając ten niskich lotów żart w jego wykonaniu. - Jasne. Możemy wejść... Co w ogóle polecasz?
Miała go za znawcę kebabów. Nic dziwnego zatem, że szukała rady odnośnie tego, co byłoby najlepiej zamówić. W końcu nigdy nie była w tym lokalu.
Karrion Stifler