— Skąd wiesz? Może nie jestem taka nieporadna jak się wydaje! W najgorszym wypadku znalazłbym sobie jakiegoś Włocha, który by mnie przenocował i to za darmo — i żaden internet by się nie skończył, bo nawet nie miałaby czasu z niego korzystać zagłuszając swoje niepoprawne uczucia czymś zupełnie innym. Teraz jak tak o tym wszystkim myślała to zdała sobie sprawę, że właśnie tak trzeba było zrobić — zagrać kartą szalonej Wendy, co to niczym się nie przejmuje, korzysta z życia, nie wzbraniając się przed wyjazdowymi romansami odpalając w nowych miejscach tindera. Yolo, niech dzieje się co chce.
Zaćmiło ją, a w efekcie siedziała teraz przed Peterem na kawałku kocyka, jednocześnie próbując się nie zapowietrzyć podczas próby wpasowania się w rolę dobrej przyjaciółki. Na jego pytanie, czy wszystko okej tylko przystanęła ruchem głowy, próbując robić dobrą minę do złej gry, ale w środku, aż ją skręcało. Była zbyt pijana, by udawać, że ją to nie ruszyło i pozostało jej liczyć na to, że on jest zbyt pijany, by zapamiętać to zacięcie w jej spojrzeniu, to niewypowiedziane niepotrzebnie słowo. Przez niego coś, przed czym się wzbraniała wszelkimi metodami wyparcia, teraz było trudne do zignorowania — mianowicie postrzeganie w ramach fuckable. Coś, co w ostatnich miesiącach udawało się jej od siebie odpychać i ignorować, teraz było trudne do wyparcia i prawdę mówiąc liczyła po cichu, że jest na tyle pijana, że jutro straty w jej murach jakimi się otoczyła, nie będą zbyt duże, a dziury w pamięci jak największe. Teraz jednak musiała się ewakuować nim dojdzie do czegoś gorszego… czuła się okropnie, wyrzuty miała jeszcze większe, głównie dlatego, że w jej oczach jego związek z Kristin był bez zarzutu
Szybko odleciała, to był moment, jakby jej układ nerwowy sam stwierdził że potrzebuje szybkiego resetu i odciął ja od tego co działo się później. Przespała całą noc, a pomimo tego nie była wyspana. Oczy miała podpuchnięte, w ustach jej zaschło, w głowie szumiało. Uniosła lekko głowę orientując się, że w pokoju jest sama. Dłuższa chwilę leżała tak wpatrując się w sufit i zastanawiając się, co się odwaliło poprzedniego dnia. ale najgorsze w tym wszystkim było to, że… pamiętała.
Grymas na jej twarzy nie był komiczny, a raczej tragiczny. Schowała się na chwilę pod kołdrę, jakby miało jej to pomóc w zniknięciu, ale po chwili dotarło do niej, że to się nie stanie. Musiała się pozbierać, znów odbudować mur swojego wyparcia, choć zupełnie nie miała na to siły. Jakby ta cała wczorajsza rozmowa rozbroiła ją całkowicie. Czuła się odsłonięta, musiała uciec z tego pokoju. Wstała z łóżka, wygrzebała swoje rzeczy z torby i poszła do łazienki, wzięła szybki prysznic, umyła też włosy, na twarz nałożyła lekki kremm bb z spfem, co by ukryć oznaki zmęczenia, podrasowała to tuszem do rzęs, zarzuciła na siebie ciuchy, by na koniec spakować wszystkie swoje rzeczy i ułożyć torbę w pobliżu drzwi, by była gotowa na ucieczkę. Do ręki wzięła tylko małą torebkę, bo zaraz po śniadaniu planowała wyjść jeszcze na miasto i tak oto gotowa powędrowała do hotelowej restauracji, gdzie serwowali śniadanie.
Starała się nie myśleć zbyt wiele gdzie jest Peter, co teraz robi, dlaczego nie było go rankiem w pokoju, bo koniec końców wszystkie myśli zbiegały się do wieczora, a ona właśnie napędzała swój mechanizm wyparcia i jej to kolidowało. Napędzała go kawą i goferkami, bo czymże innym?!
Ładując sobie na talerz gofry z owockami, polewą czekoladową i syropem kolonowym, była prawie pewna, że ta słodycz zapełni wszystkie zakamarki jej duszy oblewając słodyczą wszelkie jej bolączki i będzie na nowo gotowa podbijać świat. Iiii kiedy nagle spod ziemi wyrósł przed nią Peter z niby normalnym, a jednak w tym momencie absurdalnym pytaniem — Jak się czujesz? — spanikowała.
Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami, a jej mózg desperacko szukał przycisku wyjścia z tej sytuacji. W jej głowie migotały różne opcje, jakby stała się właśnie uczestniczką najgorszego teleturnieju w życiu, a na ekranie pojawiły się cztery opcje.
Czuję się jak…
A: po maratonie w butach o dwa rozmiary za małych.
Uwierało ją wszystko. Jego widok na wieży Duomo, jego zapach z tamtej nocy, jego pytanie o porady, a nawet to, że teraz musi udawać, że wcale jej to nie uwiera.
B: eksponat w muzeum, który ktoś właśnie przypadkiem potrącił łokciem.
Niby wciąż stała jakby nigdy nic, niby z zewnątrz wszystko grało, ale w środku niej coś pękło, nawet ten syrop klonowy, którym obficie skropiła swoje gofry, nie był w stanie tego skleić. Potrącił ją słowem na U i teraz się chwiała.
C: postać z Simsa, której ktoś właśnie skasował drabinkę z basenu.
Trochę jakby ktoś wepchnął ją jednym słowem do basenu i teraz pływała sobie w uczuciach do niego, nie mogąc z niego wyjść, a on sobie stał na brzegu i jakby nigdy nic pytał, czy wszystko okej. Nic nie jest okej! Tonęła!
D: reklama leku na zgagę: przed zażyciem.
Piekło ją wszystko. Sumienie, przełyk po winie, a nawet duma, bo dobrze pamięta ten ułamek sekundy, kiedy pragnęła, by przestał mówić o swojej dziewczynie, a zaczął na nią patrzeć tak, jak na dachu Duomo.
CHOLERA, równie dobrze mogła wybrać wszystkie odpowiedzi. Każda była dobra. Co odpowiedziała naprawdę? Oczywiście, że coś zupełnie innego. Spojrzała na Petera i posłała mu swój najbardziej promienny, najbardziej fałszywy i najbardziej fifa-rafa uśmiech, na jaki było ją stać o tej porze. Czy udało się jej zmylić go, czy w którymś momencie coś ją zdradziło? Nie była pewna. Dawała z siebie wszystko, by jej mechanizm wyparcia jej nie zdradził w tym momencie, choć kiedy zerknęła w jego oczy, to czuła się tak, jakby czytał z niej jak z otwartej księgi. Nie poddawała się jednak.
— Jak się czuję? — powtórzyła, a jej głos na początku troszeczkę za niski, ale szybko odchrząknęła, próbując wrócić do roli. — Czuję się... jakby wczorajsze wino postanowiło urządzić sobie we mnie imprezę techno bez mojej zgody. Serio, Peter, te mediolańskie procenty uderzają inaczej — zażartowała uciekając wzrokiem w stronę baru z kawą, nie mogąc wytrzymać jego spojrzenia dłużej niż trzy sekundy. Jej palce nerwowo trzymały talerzyk. Musiała sobie usiąść.
— Zjem i będę gotowa na podbój Mediolanu — oznajmiła znów ulotnie na niego zerkając. — A ty? — zapytała wyczekując i jednocześnie obawiając się jego odpowiedzi.
Peter Blythe

