40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

29 grudnia 2002r. / Buenos Aires, Argentyna


Chłopak od jakiegoś czasu stał przed wysokim, stojącym lustrem - był ubrany w garnitur w kolorze granatu przechodzącego w czerń, dobrze dopasowany do jego szczupłej sylwetki i wyglądał w nim naprawdę całkiem nieźle, ale nie sprawiało to, że wyraz jego twarzy wskazywał na choćby minimalne zadowolenie. Wręcz przeciwnie: wyglądał, jakby bal absolwentów był ostatnim, czego Salvatierra potrzebował i na co miał ochotę i chyba rzeczywiście tak było.
Jeszcze parę tygodni temu cieszyłby się jak dziecko; z niektórymi osobami ze szkoły miał niezły kontakt, innych z kolei nie znosił, ale były tam też osoby, z którymi po prostu dobrze mu się rozmawiało i nawet jeśli nie planował non stop rozmawiać, bo ostatecznie nie po to są bale, to jednak aspekt towarzystwa był całkiem istotny. Problem w tym, że dość niedawno, bo niespełna dwa tygodnie temu, Santiago musiał go szukać po zakamarkach Palermo i niemalże zbierać z chodnika, a od tamtej pory Alvaro ograniczał kontakty z ludźmi ze swojej klasy jak tylko mógł. Na szczęście wtedy już był po zakończeniu egzaminów, nie musiał więc wracać do szkoły, ale dzisiaj... dzisiaj musiał.
No dobrze, to też nie tak, że musiał i że była to konieczność, bo Santiago nie naciskał na niego jakoś bardzo, że Salvatierra ma tam iść i koniec. Alvaro wiedział po prostu - i Santiago też tak twierdził - że jeśli teraz sobie odpuści całkowicie bal na zakończenie liceum, to potem całkiem możliwe, że będzie tego żałował. A nie chciał żałować. Nie chciał na starość zastanawiać się dlaczego u licha nie zebrał się w sobie i nie poszedł do tej wytwornie urządzonej sali bankietowej i nie przetańczył całej nocy.
- Joder, ya he tenido suficiente - jęknął w końcu, z rezygnacją opuszczając ręce wzdłuż tułowia, gdy w odbiciu zobaczył stojącego kawałek za nim Santiago, który przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Alvaro od jakiegoś czasu, bezskutecznie, próbował zawiązać krawat, ale nie wychodziło mu to zbyt dobrze i koniec końców jego krawat był tak pognieciony, jakby chwilę temu wyrwał go z gardła jakiemuś... hm, jakiemuś dużemu zwierzęciu, które lubi gnieść krawaty.
- ¿De verdad tengo que hacer esto? - spojrzał na niego przez ramię, spodziewając się odpowiedzi; Santiago zapewne powie, że nie, nie musi tego robić i że wcale nie każe mu iść na ten bal, ale tak naprawdę Alvaro wcale nie o to pytał. Przede wszystkim nie chciał tańczyć z koleżanką z klasy, bo nie interesowały go dziewczyny i absolutnie nie miał potrzeby, żeby prowadzić jakąś dziewczynę przez pół wieczoru (choć pewnie wypadałoby przez cały wieczór). Mówił też o tym Santiago parę razy, jeszcze przed gwałtem właściwie, ale teraz jego nastawienie było jeszcze bardziej anty i najchętniej zostałby pod kołdrą, z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach, oglądając jakieś durne teleturnieje.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tiago stał pod ścianą od jakiegoś czasu, przyglądając się poczynaniom Alvaro z rękami splecionymi na piersi. Wiedział, że dla chłopaka to trudne i było to dla niego całkowicie zrozumiałe - zresztą od momentu napaści robił wszystko, żeby jakoś podnieść Salvatierrę - tym razem na szczęście metaforycznej - podłogi. Był jednak zdania, że jeśli chłopak zamknie się na ludzi, jeśli zaszyje się w domu i nie będzie próbował normalnie funkcjonować, to jeszcze głębiej zagrzebie się w swoich lękach i być może nie będzie już później mógł z nich wyjść. Oczywiście gdyby Alvaro bardzo mocno protestował, to Tiago przestałby go namawiać na ten bal i pozwolił zostać w domu, ale póki te protesty były raczej na poziomie "nie chcę tam iść", a nie krzyku i płaczu, to de la Serna jednak starał się go tam wyciągnąć, rzeczywiście argumentując, że kiedyś, w przyszłości, żałowałby, że nie poszedł.
Kiedy chłopak odwrócił się od lustra, z tym wygniecionym krawatem, Santiago cmoknął niezadowolony, podszedł powoli, kocimi ruchami do jednej z szuflad i przez chwilę przyglądał się jej zawartości, wodząc po niej palcami. W końcu wybrał odpowiedni - ciemnoczerwony, lśniący krawat i złożył go na szyję Alvaro.
- De verdad no tienes que hacerlo - odpowiedział, spokojnie, niskim, wibrującym głosem, zawiązując ozdobę na jego szyi - pero es mejor si vas allí. No tienes que bailar con esta chica, ni con nadie en particular, pero ve, olvídate del mundo, déjate llevar por la noche y regresa con recuerdos preciosos que te durarán toda la vida.
Przygładził jeszcze zawiązany krawat i musnął palcem jego podbródek, uśmiechając się do chłopaka.
- Mi hermanito ha crecido, ¿quién lo hubiera dicho?
Czuł się trochę jak ojciec wypuszczający dziecko z gniazda.
- Te ves maravilloso.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przełknął ślinę, gdy Santiago ruszył w jego kierunku. Obserwował, jak ten zatrzymuj się, sięga do szuflady i wodzi palcem po (jak się domyślał) znajdujących się tam krawatach, a gdy zdecydował który konkretnie będzie pasował do stroju młodego, ponownie ruszył w jego stronę, zbliżając się wreszcie i sięgając do jego szyi, by zawiązać na niej nowy krawat.
Sposobem poruszania się często przypominał mu dużego, dzikiego kota; potrafił też nie raz wystraszyć swojego rozmówcę samą swoją postawą i spojrzeniem, ale Salvatierra raczej się go nie bał. Wręcz przeciwnie - czuł się przy nim bezpiecznie, nie bez powodu też przychodził do jego łóżka, najpierw za dzieciaka, gdy miewał koszmary albo gdy wystraszył się chociażby burzy, a ostatnio znów - bo koszmary wróciły ze zdwojoną siłą po ataku w dzielnicy Palermo i czasem, gdy wybudzony z jednego z nich nie był w stanie zasnąć ponownie, wstawał z łóżka, owijał się kocykiem w pingwinki i tuptał boso do sypialni de la Serny, zaglądając najpierw cicho, a potem niepewnie układał się na brzegu jego łóżka, starając się mu jak najmniej przeszkadzać.
- Pero sería una tontería no bailar con ella; al fin y al cabo, acepté ir con ella, así que al menos debería intentar ser un buen compañero... - westchnął ciężko, patrząc na niego zbolałym wzrokiem, z dłońmi opartymi o swoje biodra. Podobało mu się to wiązanie krawata, ale starał się o tym nie myśleć; próbował wyrzucić go sobie z głowy, wiedząc doskonale, że Santiago wolał kobiety i nie byłby na pewno zainteresowany kimś takim, jak on.
Uśmiechnął się dopiero wtedy, gdy Kocur dotknął palcem jego podbródka, jego oczy rozbłysły, usta rozciągnęły w uśmiechu, a sam Salvatierra zakołysał się, raz stając na palcach, potem na piętach, a potem dopiero znów stanął prosto, jak na młodego, ale dojrzałego człowieka przystało.
- No exageraría, pero sí, digamos que ahora soy un poco mayor. - zaśmiał się cicho. Chwilę później zarumienił się lekko, słysząc, że wygląda cudownie, po czym spojrzał gdzieś w bok, chrząkając krótko i zapytał, znów nieco niepewnie. - Iré al baile, pero ¿podemos quedar para que me recojas después de medianoche? No quiero quedarme más tiempo.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santiago początkowo czuł się nieco skrepowany tym, że chłopak przychodził do niego do łóżka - ostatecznie był nastolatkiem, więc de la Serna miał poczucie, że to może nie być właściwe. Po jakimś czasie jednak się przyzwyczaił, zwłaszcza kiedy zobaczył, że nie ma w tym absolutnie nic erotycznego i że młody potrzebuje po prostu bliskości, bezpieczeństwa i chyba również potraktowania go jak dziecko, zaopiekowania się nim. Tiago pomyślał, że chłopak nie dostał tego nigdy w domu, że być może rodzice nigdy nie traktowali go jak małego chłopca, nie dali mu pozwolenia na bycie dzieckiem, które boi się różnych rzeczy, które potrzebuje przytulania i że być może Alvaro nigdy nie miał tak naprawdę poczucia bezpieczeństwa w swoim domu rodzinnym. Kiedy doszedł do tego wniosku, Kocur zaczął się cieszyć, gdy chłopak do niego przychodził, mając koszmary czy bojąc się burzy - uznał to za oznakę zaufania z jego strony.
- Así que baila con ella, pero no te fuerces. Simplemente diviértete y piensa solo en el aquí y el ahora - odpowiedział łagodnie, uśmiechając się do chłopaka. Nieco spoważniał słysząc prośbę o odebranie go po północy; patrzył na Alvaro jakiś czas, zastanawiając się nad tym, ale w końcu kiwnął głową i położył dłoń na boku jego szyi, patrząc mu w oczy - De acuerdo, te recojo después de medianoche. Y llámame si te sientes mal o si pasa algo.
Miał ochotę dodać też, żeby Alvaro pilnował swoich drinków, ale nie chciał wzbudzać w nim niepokoju, więc zachował to dla siebie - podejrzewał, że on sam i tak będzie ich pilnował. Swoją drogą Tiago nie sądził, że coś mogłoby się rzeczywiście wydarzyć na tym balu: wczoraj znalazł gnojków, którzy skrzywdzili chłopaka w klubie i miał pewność, że nie pojawią się na dzisiejszej imprezie. To dwaj chłopcy z równoległej klasy, o których słuch na mieście na razie zaginął.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Póki jeszcze żyła matka Alvaro to ten czuł się w swoim rodzinnym domu w miarę bezpiecznie, natomiast faktycznie, nigdy nie było tak, że mógł bez skrępowania płakać, przytulać się do niej, przychodzić w nocy czy bać się czegokolwiek - o ile jej by to może nie przeszkadzało, bo Salvatierra uważał ją za dobrą matkę, o tyle ojciec nie zaakceptowałby czegoś takiego, więc podobne przejawy bycia dziecinnym były wykluczone. I chyba ojcu nie chodziło nawet o słabość samą w sobie czy też bycie niemęskim, a w każdym razie Alvaro tego nie odbierał w tę stronę, raczej po prostu... jakby dziecko nie mogło być dzieckiem, tylko od razu powinno być zdolne do zostawania samym w domu, do ogarnięcia rzeczy wokół siebie i ogólnie do samodzielności. To, że w domu Santiago mógł być po prostu dzieckiem, młodym nastolatkiem, a później nastolatkiem i młodym prawie-dorosłym, było więc dla niego błogosławieństwem.
I nie, istotnie, nie było w tym nic erotycznego; jeśli przytulał się do de la Serny, to po to, żeby poczuć się bezpiecznie i żeby upewnić się, że komuś na nim zależy. Jedynym przejawem jakiekolwiek erotyzmu, poza lekkim flirtem w barze, był moment, kiedy Santiago przywiózł go do domu, a Alvaro pocałował go - a właściwie próbował go pocałować - wciąż jakby niepewny tego, że ten miał wobec niego do końca czyste intencje i wciąż spodziewając się, że może jednak musiał mu się czymś odwdzięczyć.
- De acuerdo, te llamaré. - skinął głową, uśmiechając się lekko. Dzięki tej dłoni na szyi poczuł się nieco pewniej, więc przygładził marynarkę na piersi, zwłaszcza że chwilę wcześniej słyszeli jak pod ich domem zatrzymał się samochód. Alvaro umówił się ze swoją partnerką tak, że ona po niego przyjedzie, bo i tak zabierała też jakąś swoją koleżankę z jej chłopakiem, a że miała po drodze, to Salvatierra nie widział sensu w organizowaniu sobie jakiegoś innego transportu. Chwilę później usłyszeli trzy krótkie, dość głośne klaksony. - Tengo que irme, crucen los dedos por mí. - rzucił jeszcze, krótko przytulił się do Santiago i ruszył w stronę wyjścia z domu (spoglądając po drodze w lustro, by upewnić się, że dobrze wygląda) i chwilę później zniknął za drzwiami, a kolejną chwilę potem był już w aucie ze znajomymi, starając się nie stresować na zapas i nie tworzyć w głowie czarnych scenariuszy. Chciał przynajmniej postarać się dobrze bawić.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc te klaksony, Santiago zerknął krótko przez ramię, przesuwając językiem po wargach, po czym spojrzał jeszcze na Alvaro z uśmiechem mającym mu dodać otuchy, również go przytulił, a później odprowadził wzrokiem do drzwi. Później pokręcił się jeszcze jakiś czas po domu, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Naprawdę czuł się, jakby wypuszczał dziecko z gniazda i to było... dziwne uczucie, biorąc pod uwagę, że chłopak nie był jego synem ani nawet bratem, że trafił do jego domu ledwie trzy lata temu - dlaczego więc Santiago czuł się, jakby mieszkali razem całe życie i jakby teraz coś się kończyło? Dlaczego to było dla niego jednocześnie tak smutne i radosne? Ciężko mu było do końca pojąć własne uczucia, ale nie potrafił sobie znaleźć teraz miejsca. Próbował poczytać, ale nie mógł się na tym skupić, więc ostatecznie zajął się dopracowywaniem planów kolejnego napadu, który chodził mu po głowie od niedawna. Póki co to były dość luźne projekty, jednak wiedział, że za jakiś czas przerodzą się w czyn, trzeba było im tylko dać jeszcze dojrzeć.
Na planach jednak też nie mógł się za bardzo skupić, więc po jakimś czasie i to porzucił. Zastanawiał się, jak chłopak sobie radzi na tym balu, czy rzeczywiście się dobrze bawi, czy raczej tylko czeka, aż wybije północ, bo to będzie oznaczało dla niego wolność od tego zgiełku i tłumu. Tiago nie był pewien, czy dobrze zrobił, wysyłając go tam - może nie powinien...? Może powinien pozwolić mu zostać w domu, skoro ten tego chciał...? Ale przecież młody nie protestował jakoś bardzo żywiołowo, więc może jednak chciał tam iść? Może przynajmniej jakaś część jego tego chciała...? De la Serna miał nadzieję, że tak właśnie było, bo nie chciał robić młodemu jakiejkolwiek krzywdy.
Wreszcie ubrał się w elegancki ciemny smoking i białą koszulę. Dłuższy czas stał przed lustrem, przyglądając się sobie i rozważając, czy to, co zamierza właśnie zrobić, będzie dobrym pomysłem, czy raczej skompromituje albo siebie, albo Alvaro, albo ich obu. Czy powinien mu się tak wpieprzać na imprezę? Czy młody się ucieszy, czy raczej będzie zażenowany?
Wreszcie jednak ruszył do samochodu stwierdziwszy, że tak naprawdę nie dowie się, jeśli nie sprawdzi. Uznał, że najlepszym pomysłem będzie przyjście po Alvaro i albo natychmiastowe zabranie go stamtąd, albo może zatańczenie z nim jednego tańca, a później wyjście razem z nim z balu. Ewentualnie też była trzecia opcja: chłopak bawił się na tyle dobrze, że będzie chciał zostać dłużej, przeciw czemu Santiago nie zamierzał protestować.
Niedługo potem pojawił się w drzwiach sali, w której odbywała się zabawa. Jakiś czas wypatrywał Alvaro w tłumie, ignorując zaciekawione spojrzenia dzieciaków. Stał w tych drzwiach z rękami w kieszeniach, a gdy wreszcie dostrzegł Salvatierrę wśród innych ludzi, podszedł do niego z uśmiechem, znów tymi charakterystycznymi dla siebie kocimi ruchami, stanął za nim.
- Es medianoche, Cenicienta - powiedział wprost do jego ucha dość cicho, ale na tyle głośno, żeby Alvaro dobrze go usłyszał.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Alvaro starał się dobrze bawić, ale nie przez cały czas mu wychodziło. W samym samochodzie czuł się jeszcze w porządku, był w znanym sobie towarzystwie, nawet całkiem lubił tych ludzi, rozmawiało im się też nieźle, chociaż oni mówili zdecydowanie więcej, niż on. Problem zaczął się tak naprawdę tuż po wejściu na salę bankietową; Salvatierra niby spodziewał się, że ludzi będzie tam całkiem sporo, po kilka klas rocznika kończącego szkołę, osoby towarzyszące, opiekunowie, obsługa sali... ale jakoś nie spodziewał się, że będzie ich aż tyle. Od samego wejścia zrobiło mu się więc duszno i o mały włos nie uciekłby z sali, gdyby nie to, że jego partnerka wzięła go pod ramię i jakby nigdy nic zaciągnęła na parkiet. A że jeszcze w domu miał w głowie, że chce być dobrym partnerem i z nią zatańczyć, to starał się skupić na niej, nie myśleć o innych ludziach i... w sumie jakoś w miarę mu to wyszło. Na szczęście po dwóch tańcach dziewczyna zapragnęła poplotkować z przyjaciółką, więc zajęła się właśnie tym, a Alvaro stał grzecznie z drinkiem u jej boku, od czasu do czasu włączając się w rozmowę - czasem dlatego, że one go wciągały, jakby pilnując, żeby nie czuł się jak piąte koło u wozu, za co w sumie był im wdzięczny, a czasem dlatego, że sam chciał.
Większość wieczoru minęła mu więc w miarę przyjemnie, choć parę razy i tak zerkał na zapięty na nadgarstku zegarek, kilka razy też wyszedł ze znajomymi zapalić, ze dwa razy jeszcze pojawił się nawet na parkiecie - raz ze swoją partnerką, a raz z jej przyjaciółką. Nadejścia północy nie zauważył sam z siebie (chociaż wcześniej zarejestrował 21:13 i 23:01), natomiast o wybiciu północy poinformował go głos tuż przy uchu.
Zamrugał, zaskoczony, w pierwszej chwili mając wrażenie, że się przesłyszał albo że już po prostu ma jakieś omamy; wyprostował się i odwrócił dość szybko za siebie, niemal wpadając na stojącego za jego plecami Santiago. Przez chwilę przyglądał mu się szeroko otwartymi oczami, nie bardzo wiedząc co się dzieje, bo jasne, Santiago miał po niego przyjechać, ale... nie spodziewał się go tak odstawionego. Chwilę wcześniej słyszał zachwycony głos przyjaciółki, mówiący coś w stylu "O. MÓJ. BOŻE", ale nie zastanawiał się nad tym jakoś specjalnie mocno, bo ona zachwycała się niemalże każdym facetem na tej imprezie, więc... no, uznał, że to kolejny przystojniak, którego on nie tknąłby nawet palcem. Najwidoczniej jednak tym razem miała na myśli kogoś NAPRAWDĘ przystojnego.
- ¿Es él? ¡Dios mío, Álvaro! ¿De verdad es él? - jego partnerka niemalże podskakiwała, wpatrując się w Santiago, aż w końcu Alvaro spojrzał na nią ostrzegawczo i syknął przez zęby krótkie "shhh!", zaraz jednak powracając spojrzeniem do de la Serny.
- Sí... sí, medianoche. - wymamrotał, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce i stwierdzając w myślach, że Santiago oficjalnie został najgorętszym towarem na tej sali. I zapewne nie tylko jemu przeszło to przez myśl, bo spora część osób patrzyła na niego, szepcząc między sobą, właściwie odkąd tylko pojawił się w drzwiach.
- Estás precioso. - uśmiechnął się niepewnie i odruchowo przygładził swoją koszulę na piersi. Jego marynarka była rozpięta, krawat bardziej rozwiązany niż zawiązany, a kołnierzyk koszuli rozpięty i teraz czuł się przy nim bardzo, bardzo mało reprezentacyjnie, ale... w sumie nie dbał o to przesadnie.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santiago spojrzał na dziewczynę ponad ramieniem Alvaro i uśmiechnął się połową ust, błyskając zębami. Stał wyprostowany, patrząc na świat z góry, jakby był jego panem i władcą - łaskawym, patrzącym na poddanych pobłażliwie i od czasu do czasu rzucający im jakieś ochłapy. To ten rodzaj władcy, który uważa samego siebie za dobrotliwego i wspaniałego, bo przecież rozmawia z ludem i jest dla niego serdeczny.
Zaśmiał się krótko, gdy Salvatierra uciszył koleżankę i zwrócił swoje władcze spojrzenie na chłopaka, obejmując jego ramiona.
- Pero, ¿por qué la estás silenciando? - zapytał rozbawiony sytuacją. Był dosyć przyzwyczajony do tego typu reakcji kobiet na swój widok, bo od momentu, gdy zaczął wchodzić w taki wiek, że ludzie zaczynali interesować się sobą nawzajem, dziewczyny oglądały się za nim i plotkowały między sobą, zerkając na niego. Kiedy do którejś zagadał, koleżanki wyraźnie jej zazdrościły, a ona wyglądała, jakby Pana Boga za nogi złapała. Nie oznaczało to jednak niestety, że mógł wybierać i przebierać, bo większość z nich była zainteresowana jedynie jego urodą, a nie nim samym - ¿Qué les has contado de mí? Parecen haber visto al mismísimo diablo.
Chwilę później jednak z jego spojrzeniu pojawiła się czułość i opiekuńczość, kiedy usłyszał, że według Alvaro wyglądał cudownie. No, to prawda, starał się, chciał dobrze wypaść, mimo, że tak naprawdę miał tylko odebrać Salvatierrę z tej imprezy i tyle, więc mógłby nawet przyjść w piżamie. Ale chciał zrobić wrażenie zarówno na otoczeniu, jak na Alvaro, chciał być dla niego ozdobą i sprawić, że chłopak zapamięta ten wieczór jak najlepiej.
- Gracias. ¿Te importaría si te invito a bailar? - zapytał, unosząc dłoń tak, by chłopak mógł ją złapać i dać się porwać na parkiet. Spojrzał jeszcze raz na dziewczyny za plecami Alvaro i posłał im czarujący uśmiech - Señoras, disculpen, pero he llegado hoy a Álvaro. Es un verdadero placer conocerlas.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
40 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
173 cm
Inżynier energetyki / dawniej złodziej Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To prawda, Santiago roztaczał dookoła siebie taką aurę, która sprawiała, że łatwo było uznać go za właściciela danego miejsca, za szefa konkretnego przedsięwzięcia czy po prostu za jakąś szychę - prawdopodobnie część z partnerów uczniów przybyłych na imprezę była w stanie pomyśleć, że właśnie patrzą na dyrektora bądź innego zarządzającego szkołą, zwłaszcza że nie znali prawdziwego dyrektora, a de la Serna dosłownie sprawiał wrażenie, że jest Panem tego miejsca, że on tutaj rządzi i tylko jego zdanie tak naprawdę ma jakieś znaczenie.
Alvaro, mimo że zdążył już go poznać przez te trzy lata, kiedy to u niego mieszkał, również w tej chwili był skłonny uznać, że to ostre, władcze spojrzenie, którym mężczyzna go przeszył, faktycznie takie było. Po jego plecach przebiegły przyjemne dreszcze, ale starał się nie pokazać po sobie, że zrobiło to na nim aż takie wrażenie, jakie w rzeczywistości zrobiło. Wyprostował się nieco, gdy objęły go ramiona mężczyzny, a potem parsknął krótkim śmiechem na komentarz, że dziewczyny wyglądają, jakby zobaczyły samego diabła.
- No les dije nada malo de ti, lo juro. De hecho, solo dije cosas buenas. - odezwał się po chwili, a stojące obok koleżanki, które teraz przyglądały im się uważnie, zupełnie jakby oglądały jakąś dobrą telenowelę, pokiwały gorliwie głowami. Jedna chciała nawet coś powiedzieć, bo już otwierała buzię, ale druga zdzieliła ją łokciem w bok, więc tamta się zamknęła.
- Qué...? - Alvaro zamrugał zaskoczony, przez chwilę przyglądając się zaskoczony wyciągniętej w swoim kierunku dłoni, ale w końcu otrząsnął się z chwilowego letargu i podał mu rękę, uśmiechając się niepewnie. Gdy w dodatku Santiago powiedział dziewczynom, że przyszedł tutaj do niego, na chwilę zmiękły mu kolana, a za jego plecami jego partnerka i jej przyjaciółka wymieniły zaciekawione i zdziwione jednocześnie spojrzenia.
- No tengo nada en contra. - odpowiedział po chwili, ściskając jego dłoń, chyba trochę po to, żeby dodać sobie otuchy, nie protestując przeciwko zabraniu go na parkiet. Przemknęło mu przez myśl, że jak to będzie wyglądało, że ludzie sobie pomyślą nie wiadomo co, że pewnie uznają, że Alvaro spotyka się z jakimś starczym od siebie facetem, ale z drugiej strony - chyba miał to na tyle gdzieś, że nie zamierzał się tym absolutnie przejmować. Niech myślą sobie co chcą.
- No estoy segura de si sé bailar, pero espero que eso no te moleste... - powiedział mu do ucha, gdy znaleźli się bardziej w centrum sali bankietowej, jednocześnie jeszcze bardziej w centrum wszystkich spojrzeń. Jedną ręką wciąż ściskał jego dłoń, drugą natomiast ułożył na jego ramieniu, zaciskając nieco zbyt mocno palce na marynarce mężczyzny.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
52 y/o
Prepare for the cold
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- No importa, yo sé bailar y voy a guiarte - odpowiedział z uśmiechem, kładąc dłoń na jego talii i patrząc mu w oczy, świadomy spojrzeń zebranych. Jego jednak również mało one obchodziły: chciał raz zatańczyć z tym chłopakiem, dodać mu pewności siebie, otuchy i sprawić, żeby zapamiętał ten wieczór dobrze. W tle leciała jakaś nowoczesna muzyka, ale tak naprawdę było to tango, tylko podane w nowoczesnej formie. I bardzo dobrze, że było to tango, bo to był jeden z ulubionych tańców Santiago. Poprowadził Alvaro tak, jak prowadziłby kobietę, jednak z pewnymi drobnymi różnicami, zwracając uwagę na to, że to nie jest kobieta. Nie przeszkadzało mu, jeśli chłopak raz czy dwa nadepnął mu na nogę - nie miało to żadnego znaczenia, byle dobrze się bawił. A wirował w tej sali dzięki temu, jak Tiago go prowadził, w dość agresywny i władczy sposób: tango było tańcem pełnym pasji, agresji i miłości.
Kiedy skończyli, de la Serna przyciągnął chłopaka do siebie w ostatnim, gwałtownym ruchu skłaniając go do tego, by wylądował oparty klatką piersiową i jego klatkę.
- Espero que te haya gustado - powiedział, oddychając ciężko, uśmiechnięty. Po chwili pozwolił Alvaro odsunąć się od siebie i rozejrzał się po sali. Oczy wielu osób były w nich wlepione; jedni byli oszołomieni, inny zachwyceni. Niektórzy chłopcy patrzyli na nich z nieskrywanym niesmakiem, wyraźnie sądząc, że Alvaro i Santiago są parą, ale prawdę mówiąc, Tiago to nie obchodziło. Skłonił się zachwyconym dziewczętom, obejmując Alvaro jedną ręką w pasie.
- Entonces, ¿nos vamos? ¿O quieres quedarte aquí un rato? - zapytał, prostując się i patrząc znów na chłopaka, po którego tu przyjechał.

Alvaro Salvatierra
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”