Pojęcia nie miał dlaczego, ale kiedy wspomniała o tym jak prawdopodobnie świetnie by się dogadała z jego mamą, nie miał ani trochę wątpliwości, że miała rację. Pomijając to, jak żywą osobowością była; zarażała go uśmiechem i przywoływała kolor do twarzy, co było dla większości matek prawdopodobnie nawet ważniejsze.. I on też poczuł jak serce znów przeskoczyło uderzenie, a coś głęboko w nim, prymitywnego, na co nie miał wpływu, kazało mu spojrzeć na nią nawet bardziej przychylnie. Ugh, to dało się bardziej?
Jesus take the wheel. -
Oh? Na co mogę wymienić pozbierane gwiazdki? I jak mogę sprawdzić balans swoich zebranych gwiazdek? - przechylił głowę, szczerze ciekawy i równie szczerze rozbawiony małą grą, w którą próbowała go wciągnąć. Czy to jak kupony na darmową dziesiątą kawę? Czy bardziej jak punkty lojalnościowe na stacji paliw..? Tak czy siak, zbieranie czegokolwiek liczyło się z nagrodą; tak przynajmniej mówił mu jego mały, wiecznie goniący za dopaminą, mózg.
Widząc zmianę na jej twarzy, miękkość i coś szczerego, co wyglądało trochę jak wdzięczność, dotknęło czegoś głęboko w jego własnym ciele. Wszystko w nim chciało się postarać, żeby rzeczywiście ruszyć z całą kampanią marketingową dla tej dziewczyny z jednego, egoistycznego powodu; by znów na niego tak ciepło spojrzała.
Wow, serio? Wyraźnie dowiadywał się o sobie samych nowych rzeczy tego konkretnego dnia.
Zupełnie na marginesie, miała szczęście, że nie odgryzł jej palców, okay? Słodyczy mu się nie zabierało, to była bardzo niebezpieczna gra, był zdecydowanie zbyt zachłanny na takie zagrywki. Nawet jeśli miała przyzwolenie nawet ciągnąć go do tańca, mimo że tańczyć nie potrafił.. -
Mhm, szybko się uczę.. - ehe, albo po prostu się starał, żeby go polubiła? Gdyby zrobiła na nim mniejsze wrażenie, nawet by nie wszedł do tej kawiarni, niezainteresowany i jakoś tak, dziwnie by mu było iść za nieznajomą cholera wie gdzie, prawda? August wydawała mu się niewinnie beztroska, może odrobinę zbyt ufna, a przy tym rozbrajająco szczera. Działało na niego jak złoto, zdecydowanie. -
Nie wiem czy zauważyłaś, słoneczko, ale jestem przynajmniej trzy razy od ciebie większy. - rzucił, rozbawiony, kiedy wspomniała o jakimś
niebezpieczeństwie które niby miało przyjść z jej strony... Dobra, jeśli niebezpieczeństwem o którym mówiła było zadurzenie się w niej po uszy od progu znajomości, to jak najbardziej miała rację. W życiu by tego nie przyznał na głos, ale od samego momentu w którym jego spojrzenie na nią padło, poczuł ciągnący go do niej magnet. Do jej błyszczącej jasno osobowości, odbijającej się w oczach, uśmiechu, w energii wylewającej się na prawo i lewo. Pochłonęła go na dzień dobry i nie ani trochę nie czuł się z tego powodu zagrożony. Przeciwnie; trochę jakby wszechświat popchnął go w końcu do odpowiedniego miejsca. Miła odmiana.
Podążył za nią ciekawym wzrokiem, gdy znów uciekła mu z rąk, musiał się też skarcić w myślach, zawieszając spojrzenie na przyjemnym bujaniu bioder..
Głowa z rynsztoku, goddamn. Zawalczył z uśmiechem tylko przez moment, rozbawiony otwieraniem markera przy pomocy zębów.
Cute. Grzecznie podał jej dłoń; pan nie-tykalski, chwalący sobie przestrzeń osobistą i zwykle uchodzący za stoicki posąg, przyglądający się jej z lekkim uśmiechem błądzącym po twarzy, błyszczącymi rozbawieniem oczami i tym samym zachwytem, z którego pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy. Jakby znalazł przypadkiem banknot o najwyższym możliwym nominale. Ogarnął się, zerkając pokrótce na własne ramię, marszcząc lekko brwi. Czegoś tu brakowało... Co zaraz sama wyjaśniła. Ah. Czyli rzeczywiście lubiła się bawić. Bardzo mu to odpowiadało. Uśmiechnął się, jeden z kącików ust uniósł się wyżej niż drugi, spojrzenie przez moment błysnęło zacięciem. Oh, biedne słoneczko nie zdawało sobie sprawy z jego determinacji.
-
Game on. - rzucił tylko, postanawiając jej nie oświecać... Że była właścicielem tej kawiarni, więc ten numer mógł z łatwością znaleźć przy pomocy magii Internetu, zwłaszcza, że znaczną część już miał, razem z pełnym imieniem, nazwą kawiarni i ulicą na której się znajdowała. To będzie najszybsze rozwiązanie zagadki ever. I dobrze! Niech myśli, że jest mądrzejszy, niż był naprawdę, czemu nie? Z przyjemnością chwycił znów jej dłonie, po raz kolejny pozwalając, by sobie z nim potańczyła. W sumie nie miał nic przeciwko, jeśli tylko nie wymagała od niego jakichś specjalnych umiejętności i była zadowolona tym prostym bujaniem się, trzymaniem blisko niego i niewinnym muśnięciom dłoni. Jemu się jak najbardziej podobało, hah.
Przechylił lekko głowę, gdy zaczęła mu mówić o tym, ile jeszcze ma do zrobienia; ah, oczywiście, że było mu za mało jej towarzystwa, ale też nie chciał się naprzykrzać, a tym bardziej nie chciał przeszkodzić w przygotowaniach.. -
Nigdy nie odmawiam słodyczom.. Nawet jeśli i tak bym nie zapomniał. - uśmiechnął się szczerze, odsuwając pół kroku w tył. Ukłonił się, podnosząc jej dłoń do ust, by musnąć skórę na jej wierzchu wargami. Mama nie wychowała chama... A poza tym, to była dobra wymówka, żeby dotknąć wargami jej skóry, jakkolwiek creepy by to mogło nie zabrzmieć, okay? -
Pewnie napiszę wieczorem. - pewność siebie nie była czymś, co często się w nim pojawiało, ale akurat w tym konkretnym przypadku, nie miał wątpliwości. Wiedział jak znaleźć jej numer i nie bał się grać brudno, bo.. Uwierzył właśnie w zauroczenie od pierwszego wejrzenia, a przyjemna chemia, która ich wyraźnie łączyła była zbyt ciekawa, by z niej zrezygnować. Będzie chciał więcej... A, cholera, może nawet zabierze matkę na kawę, jako dobrą wymówkę. Może. Świat się kończył wyraźnie.
koniec.
słoneczko