48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę robiła, co tylko mogła, aby faktycznie nie wybuchnąć. Ten moment był swoistą ciszą przed burzą. Jeszcze jedna chwila, a ofiara mordercy nie byłaby jedyną osobą, która straciłaby zęby w tym miejscu. Zaylee była chyba jedyną osobą, która zdawała sobie w tej chwili sprawę z tego jak szybko topniała samokontrola Swanson.
- Mogłaby pani zatem uczcić pamięć o ofiarach, nie nękając niepotrzebnie ani nas ani ich rodzin - powiedziała ostro, chcąc już uciąć całkowicie tę zbędną dyskusję.
Nie zamierzała odnosić się w żaden sposób do pytań, które zadawała jej dziennikarka. Nie rzuci jej niczego, co ta mogłaby wykorzystać na swoją modłę. Zdawała sobie sprawę z tego, że Langford mogła wycisnąć każde słowo do cna, aby jedynie na jego podstawie nakręcić całą nową sensację, a na to Evina nie zamierzała jej pozawalać.
Zerknęła w kierunku narzeczonej, która nagle się odezwała i włączyła do tej całej rozmowy. Wyczuwała, że to był błąd. Nie mogło się to skończyć dobrze. Zwłaszcza, że detektywka już nie była w stanie znieść natarczywości reporterki, a Miller była o wiele mniej cierpliwa z ich dwójki.
Chyba nikt też nie wiedział lepiej od Swanson, że natłok dziecięcych autopsji odbijał się szczególnie mocno na Zaylee w przeciągu ostatnich kilku dni. Nie była zatem szczególnie zaskoczona w momencie, gdy koronerka nie wytrzymała tego całego pierdolenia.
- Zabierzcie ich stąd póki nie ma rodziców ofiary - rzuciła do funkcjonariuszy, ignorując wszelkie krzyki, które zapewne reporterka tylko podniesie, gdy już opanuje cieknącą z nosa krew. - Ma pani szczęście. Doktor Miller ma zdecydowanie delikatniejsze dłonie ode mnie.
Zapewne jej uderzenie byłoby dla Brenny jeszcze gorsze do zniesienia. Nie dbała jednak o to. Odwróciła się i ruszyła w ślad za Miller, która właśnie dociskała skalpel do obolałej dłoni. Jej uwadze nie uszło to jak Zaylee wcześniej starała się strząsnąć z siebie uczucie bólu.
- Musisz nauczyć się lepiej bić - skomentowała krótko i podeszła bliżej, aby ująć jej pięść w swoje dłonie.
Przesunęła delikatnie kciukiem po jej skórze, zastanawiając się, co takiego właściwie teraz wyprawiały. Ta sprawa naprawdę doprowadzała je do skraju, a jeszcze dobrze się w niej nie zanurzyły.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze przez dobrą chwilę czuła w dłoni to uderzenie. Nie spojrzała za siebie, kiedy wyprowadzano dziennikarkę. Nie interesowało jej, czy ta krzyczy i czy już układa sobie w głowie historię do wieczornego wydania. Przeniosła wzrok na środek skateparku. Taśma policyjna była krzywo rozciągnięta krzywo i falowała lekko na wietrze, zahaczając o metalową barierkę i jedną z ramp. Zacisnęła mocniej palce, zanim jeszcze Evina zdążyła podejść bliżej. Skóra na knykciach już zaczynała lekko puchnąć. Wiedziała, że jutro będzie gorzej. Może nawet będzie musiała owinąć rękę bandażem, żeby ktoś nie zadawał zbędnych pytań.
Musisz nauczyć się lepiej bić.
Zaylee prychnęła cicho, bardziej odruchowo niż z rozbawienia. Pozwoliła narzeczonej ująć dłoń, choć normalnie pewnie by tylko coś odburknęła. Tym razem było inaczej. Przede wszystkim powinna nauczyć się cierpliwości i panowania nad emocjami. Kiedy na imprezie służbowej przywaliła w nos Bobby'emu Hackmanowi, prawie połamała sobie palce.
Nie planowałam tego — mruknęła w końcu, patrząc gdzieś obok, a nie na nią. — Chciałam, żeby się zamknęła — wywróciła ostentacyjnie oczami. To nie była próba usprawiedliwienia. Po prostu dalej nie mogła uwierzyć, że Brenna Langford zadawała pytania o dzieci, których ciała jeszcze nie zdążyły ostygnąć.
Ale prawda była taka, że to był problem Miller. To ona nigdy nie zdołała przywyknąć do faktu, że ktoś dopuszczał się zbrodni na małoletnich. Nie było momentu, w którym stało się to jakkolwiek łatwiejsze. Nie było granicy, po której przekroczeniu patrzenie na martwe dziecko przestawało coś w niej ruszać. Ludzie lubili myśleć, że tak to działa. Że się przyzwyczajasz, dystansujesz i w pewnym momencie to już tylko praca. Bzdura. Praca zaczynała się dopiero później. Nigdy się do tego nie przyzwyczai. To była jedna z niewielu rzeczy, których była absolutnie pewna.
Delikatnie poruszyła palcami, sprawdzając zakres ruchu. Zabolało bardziej, niż chciała przyznać. Czuła na sobie zaintrygowane spojrzenia funkcjonariuszy i techników. Zdawała sobie sprawę z tego, jak to wyglądało. I że to był błąd. Nazajutrz cały komisariat będzie o tym trąbił.
Niczego nie żałuję — spojrzała krótko na Swanson. Westchnęła cicho, cofając dłoń, ale nie zabrała jej do końca. — Powinnam wrócić do pracy. Im szybciej to skończymy, tym lepiej — stwierdziła i zerknęła ponad ramię narzeczonej, bo ktoś szybkim krokiem zmierzał w ich kierunku. I to nie był nikt inny, jak Charles Sloan. Jeszcze tylko jego tutaj brakowało. Czego on tutaj właściwie szukał? Czy już rozeszła się wieść, że Miller wymachuje łapami i nokautuje dziennikarzy?

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z pewnością Zaylee nie była stworzona do takich rzeczy. W przeciwieństwie do Eviny, która przecież miała za sobą dziesiątki szkoleń i bójek: zarówno w barach, gdy wypiła za dużo jak i jeszcze w młodości, która pozwoliła jej na nauczenie się tego jak należy wyprowadzać cios, aby nie uszkodzić sobie ręki.
Nie wątpiła w to, że ten ruch był czysto instynktowny. Miller w końcu potrafiła wyłączać myślenie i działać impulsywnie. Obie wiedziały o tym doskonale. Wyczuwała to jak gorąca była skóra na knykciach koronerki. Pod własnymi palcami wyczuwała powoli puchnące tkanki i wiedziała, że najgorsze jeszcze przed nią.
- Wiem, ale wyprzedziłaś mnie o jakiś ułamek sekundy - odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie.
Przez moment chciała nawet ją przelotnie pocałować i zachęcić do tego, aby obie wróciły do pracy, ale wokół kręciło się zdecydowanie zbyt wielu ludzi z komendy. Nie chciała pokazywać braku profesjonalizmu... Choć trudno było ich zachowanie sprzed chwili utożsamiać z podobną cechą. Przynajmniej nie dawały ludziom większych wątpliwości.
Brenna Langford dopraszała się o to od dłuższego czasu. Była niczym hiena, którą człowiek chce odegnać od szczątków tego, co było dla niego bezcenne. Nie potrafiła uszanować żadnych granic w pogoni za swoją sensacją. Tym razem jednak wybrała naprawdę zły temat, bo żadna z pracujących przy sprawie kobiet nie potrafiła przejść obojętnie wobec takiej postawy wobec niewinnych dzieci, na których ciała musiały patrzeć o wiele dłużej niż powinny.
- Jasne... Podpytam jak sprawy stoją u techników i co z rodziną ofiary - odpowiedziała, mając już odejść, ale wtedy dostrzegła postać zastępcy komendanta.
Jego obecność z pewnością nie zwiastowała niczego dobrego. Brenna z pewnością nie mogła streamować tego całego zajścia na żywo, prawda? Druga opcja dotyczyła tego, że coś niepokojącego działo się w sprawie i Charles był tutaj, aby przekazać jej nieprzyjemne wieści. Oby tylko nie chodziło o agentów specjalnych, którzy znowu chcieli się wpierdalać na jej poletko.
- Sloan - powitała go skinieniem głowy i podeszła do niego, aby mogli uciąć sobie tę zapewne niezbyt przyjemną pogawędkę. - Co się dzieje?
Jeśli musiał ją w jakiś sposób dobić to niech chociaż zrobi to szybko i na tyle bezboleśnie na ile potrafił. Krótki strzał i po sprawie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała za sobą zbyt wielu bójek. Szarpaniny z rodzeństwem raczej nie zaliczały się do bitwy na śmierć i życie, choć na tamten moment mogło to właśnie tak wyglądać. Zaylee nie była jednak typem sportowca. Niby uczęszczała na zajęcia samoobrony, ale nie nadawała się do walki wręcz. Na pewno rano będzie pluła sobie w brodę za swoją impulsywność, kiedy trudno będzie utrzymać jej kubek z kawą. Nie wspominając o skalpelu.
Zerknęła spode łba na Evinę. Może to i lepiej, że ją ubiegła i narzeczona nie wyprowadziła ciosu. Wtedy na pewno skończyłoby się to dla Brenny Langford znacznie gorzej. Na razie miały jednak inne zmartwienia na głowie. I cholernego Sloana, który zjawił się kompletnie nie w porę. Wraz ze Swanson podeszły bliżej, patrząc wyczekująco na zastępcę komendanta i jego nietęgą minę.
Swanson — mężczyzna również skinął głową. — Miller — przeniósł spojrzenie na Zaylee, która trzymała się kurczowo za dłoń, co nie umknęło jego uwadze. — Chciałem sprawdzić, jak wam idzie. W końcu oficjalnie mamy do czynienia z seryjnym — mruknął, zaciskając usta w wąską linię. — A dosłownie przed chwilą dostałem anonimową wiadomość o agresywnej koronerce na miejscu zdarzenia — zmrużył oczy, jakby nie był pewien, o kogo chodzi, chociaż dobrze zdawał sobie sprawę z porywczości Miller. — Czy wy do reszty powariowałyście? — syknął, nachylając się nieznacznie, aby przypadkiem nie usłyszał go nikt, poza nimi. — Mamy wystarczająco dużo problemów, nie potrzebujemy jeszcze obsmarowywania przez lokalne media.
Zaylee wywróciła ostentacyjnie oczami. Oczywiście, że Langford zdążyła się poskarżyć i to w tak krótkim czasie.
Daj spokój, Charles — rzuciła lekceważącym tonem. — Może po prostu następnym razem przypilnuj swoich ludzi, żeby lepiej zabezpieczali miejsce zbrodni? To nie miejsce dla gapiów. I pismaków — prychnęła, jeszcze bardziej zirytowana zaistniałą sytuację.
Miller, ja cię proszę, ty mnie nie prowokuj — Sloan wymierzył w nią ostrzegawczo palcem. — Nie zapominaj, że w każdej chwili mogę cię zawiesić — zaznaczył, na co Zaylee parsknęła śmiechem.
Śmiało — zachęciła go wyzywającym spojrzeniem. — Pragnę ci tylko przypomnieć, że nie masz nikogo innego, kto przeprowadzi kompetentne autopsje. Ani pewności, ile sekcji jeszcze będzie potrzebnych — odbiła zgrabnie piłeczkę, dając mężczyźnie jasno do zrozumienia, że na razie TPSH było w czarnej dupie. I dopóki nie natrafią na jakiś ślad, sprawca miał pełne pole do popisu.
Sloan wypuścił powoli powietrze i przeniósł rozwścieczone spojrzenie na Swanson, jakby szukał w niej jakiegoś wsparcia, którym przemówi swojej kobiecie do rozsądku. Czasami jednak zapominał, że były przecież po tej samej stronie barykady.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To było naprawdę zadziwiające jakim cudem Miller z tak licznym rodzeństwem nie miała większego doświadczenia w bójkach. Może dlatego, że trzymała się bardziej na uboczu lub była najstarsza i nie musiała się aż taka starać? Trudno było powiedzieć.
Nie przejmowała się zbytnio tym spojrzeniem, które posyłała jej narzeczona. W końcu wiedziała, że ma rację nawet jeśli ta nie brzmiała zbyt przyjemnie. Znajdowała się na skraju wytrzymałości, a Langford ją nieustannie testowała.
Z jednej strony naprawdę ulżyło jej, gdy tylko usłyszała, że chodzi o sprawę ataku na dziennikarkę, a nie coś gorszego związanego ze śledztwem. Przynajmniej nikt nie chciał im się wpierdalać w sprawę, ani nie doszło do kolejnego morderstwa.
- Byłoby prościej, gdyby ktoś trzymał te lokalne media na dystans - odparowała, czując, że wszystko było winą Sloana, który nie zadbał o to, aby nakarmić te głodne hieny całkiem przyzwoitym oświadczeniem prasowym. - Poza tym przyjrzyj się lepiej swoim ludziom. Ktoś musi sypać Langford, bo jest na miejscu porzucenia ciała zawsze zaraz za nami.
Nie było innej opcji. Ktoś musiał jej podawać te informacje, a dyspozytornia czy też łańcuch przekazujący informacje nie znajdowały się pod jej jurysdykcją. Ktoś inny zatem musiał prześledzić kim mogła być osoba współpracująca zdecydowanie zbyt blisko z prasą.
- Charlie, przypomnę, że siedzimy w tym od samego początku. Wymiana zespołu nigdy nie wychodzi na dobre. Chyba, że naprawdę zdążyli napierdolić - wtrąciła, gdy tylko pojawiły się pierwsze groźby. - Mamy seryjnego. Cholernie cwanego. To nie czas na wewnętrzne przepychanki.
Właśnie teraz powinni być skupieni głównie na tym, aby zbadać właściwie każdy możliwy ślad, który mógłby w jakiś sposób naprowadzić ich na ślad mordercy. Jeśli Sloan szukaj w niej poparcia to najlepsze, co mogła zrobić to przypilnować koronerkę, aby drugi raz nie przywaliła dziennikarce w twarz. Poza tym jednak zamierzała się za nią wstawiać, bo doskonale wiedziała jak cholernie dobra była w swoim fachu. Wiedziała to nawet wtedy, gdy naprawdę jej nie cierpiała.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie była szczególnie wysportowana. Giętka? Owszem. Miała też zaskakująco sprawne palce. Brakowało jej natomiast tak zwanej pary w łapie. Jako najstarsza z rodzeństwa wzbudzała w młodszych Millerach coś pomiędzy szacunkiem a niepokojem. Rodzeństwo traktowało ją ją poważnie, choć trudno byłoby wskazać jeden konkretny powód. Może chodziło o sposób, w jaki mówiła, a może o to, że rzadko musiała powtarzać coś dwa razy.
Sloan wyglądał na wyraźnie obruszonego, kiedy Swanson zasugerowała, że ktoś z wewnątrz mógłby przekazywać informacje mediom. Ale skąd ta reakcja? Zachowywał się tak, jakby już wcześniej nie miał wśród swoich ludzi kreta.
Uważaj na słowa — zwrócił się Eviny, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że rzeczywiście Langford zjawiała się na miejscu w tempie ekspresowym, bo natychmiast dostawała informacje o kolejnym morderstwie.
Zaylee gwałtownie wypuściła powietrze przez nos. Nie próbowała się tłumaczyć. Właściwie nawet nie czuła takiej potrzeby. Wiedziała, że odsunięcie jej od sprawy niczego nie rozwiąże. Swanson też to wiedziała. Nawet Sloan miał taką świadomość, mimo że ciężko przychodziło mu przyznawaniem im racji.
Jeśli chcesz dać mi nauczkę, to proszę bardzo. Na co czekasz? — spojrzała na zastępcę komendanta z wysoko uniesionymi brwiami. — Mam przekazać wyniki poprzednich autopsji Hackmanowi? — na nazwisko innego koronera, Sloan skrzywił się ostentacyjnie. — Tak właśnie myślałam — prychnęła pogardliwie. Nic tak nie łączyło, jak wspólna niechęć do ludzi, a Charles równie mocno nie trawił Bobby'ego.
Mężczyzna zaczesał do tyłu posiwiałe włosy i znów popatrzył na detektywkę. Najpewniej zastanawiał się nad jej poprzednimi słowami. A może nad ogólnym obrazem sprawy? Trudno stwierdzić, jego myśl rzadko była skalana myślą.
Spróbuję coś zrobić, żeby media nie kręciły się przy tej sprawie — powiedział, ale zabrzmiało to bardziej jak obowiązkowa deklaracja niż realna obietnica. Jego głos był pozbawiony jakiegokolwiek przekonania. Na moment odwrócił wzrok, skupiając się na czymś poza nimi.
Miller przyjrzała mu się uważnie. Nie skomentowała tego od razu, ale w jej spojrzeniu czaił się wyraźny sceptycyzm. Wiedziała, tak samo jak on, że w momencie, gdy sprawa została oficjalnie zakwalifikowana jako seria zabójstw, wszystko wymykało się spod kontroli. Media żywiły się takimi historiami.
Jeśli myślisz, że to ich zatrzyma, to jesteś większym optymistą, niż mi się wydawało — rzuciła chłodno, splatając ręce na piersi.
Sloan westchnął cicho, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę i jeszcze raz popatrzył na nie, ściągając przy tym ostrzegawczo brwi.
A wy spróbujcie trzymać się z daleka od kłopotów — dodał, akcentując każde słowo, jakby miało to zwiększyć jego skuteczność.
Zaylee i Evina spojrzały po sobie krótko, wymieniając to charakterystyczne porozumienie. Obie wiedziały, że jego prośba graniczy z absurdem. Problemy nie tyle je znajdowały, co wręcz przyciągały je jak magnes. I on też wiedział o tym aż za dobrze.
Jasne — odpowiedziała Miller. — Zawsze się trzymamy z daleka od kłopotów.
Tym razem to on uniósł brew, patrząc na nią z niedowierzaniem.
Właśnie tego się obawiam — mruknął pod nosem. — Czy to rodzina ofiary? — popatrzył w kierunku taśm gdzie zgromadziło się małżeństwo z czwórką dzieci, które były jeszcze młodsze od Zatanny Hammond.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już dawno przecież doszły do wniosku, że z ich dwójki to właśnie Swanson była sportowcem, a Miller mogła się poszczycić tytułem kujona. Jeśli byłoby inaczej to pewnie nie uszkodziłaby sobie tak mocno dłoni. W sumie biorąc pod uwagę to jak wielkie komplikacje je spotykały w życiu to może faktycznie powinny zadbać o to, aby nauczyć Zaylee lepiej się bić?
- Uważam na słowa, Charlie - odpowiedziała natychmiast. - Dobrze wiesz, że nie mówiłabym tego, gdybym nie była o tym przekonana.
Można byłoby powiedzieć, że to przypadek, ale Langford więcej niż raz pojawiła się niepokojąco szybko na miejscu znalezienia zwłok. To już zdecydowanie dawało do myślenia i nakłaniało do tego, aby jednak zastanowić się nad tym czy gdzieś w murach komendy nie znajdował się ktoś, kto byłby wyjątkowo dziennikarce przychylny.
Od samego początku Evina zdawała sobie sprawę, że słowa na temat zawieszenia i przekazania sprawy w ręce kogoś innego były jedynie pustymi pogróżkami. W końcu komu mieliby przekazać ten przypadek? Nie wspominając o tym, że wciąż znajdowały się na niezwykle wczesnym etapie śledztwa.
- Mam taką nadzieję, Charles. Naprawdę - odpowiedziała, ale ona również nie żywiła zbyt wielkich nadziei.
To była jedna z tych spraw, które wydawały się być wprost beznadziejne. Brenna wydawała się osobą, której praktycznie nic nie było w stanie zatrzymać. Oby jednak było to złudne wrażenie. Na każdego musiał być jakiś sposób.
- My się trzymamy z dala od kłopotów, ale one same do nas przychodzą - odparła, co niemal natychmiast spotkało się z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy zastępcy komendanta.
Wymieniwszy porozumiewawcze spojrzenie z narzeczoną spojrzała ku wskazabeh rodzince, która wydawała się spoglądać w kierunku miejsca za parawanem z charakterystyczną mieszaniną emocji. Zdecydowanie byli to rodzice i rodzeństwo ofiary. Dlatego też Swanson przytaknęła i ruszyła w kierunku Hammondów.
- Państwo Hammond? - zapytała się, aby się upewnić. - Evina Swanson. Prowadzę sprawę państwa córki. Moje kondolencje...
Spojrzała jeszcze na chwilę na młodsze rodzeństwo Zatanny, starając się, aby ten widok za bardzo nie wpłynął na jej emocje i nie rozbudził niepotrzebnych uczuć. Musiała być rzeczowa i zachować profesjonalizm.
- Chciałabym porozmawiać z państwem na spokojnie na komendzie... - zaczęła powoli. - Mieliby państwo możliwość zostawić z kimś dzieci? Oczywiście, zajęlibyśmy się nimi, ale mogłoby być dla nich lepiej, gdyby jednak nie znajdowały się w takim miejscu.
Już i tak miały wystarczającą traumę związaną ze stratą siostry. Lepiej byłoby jakby znalazły się w znajomym i przyjemniejszym miejscu niż siedziba policji, gdzie ich rodzice będą rozmawiali ze śledczą.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłopoty były ich specjalnością. Nie dlatego, że ich szukały na siłę, ale dlatego, że w pewien sposób zawsze znajdowały drogę właśnie do nich. Nawet wtedy, gdy teoretycznie nic się nie działo, to problemy pojawiały się nagle, jakby tylko czekały na odpowiedni moment, żeby uderzyć i praktycznie zawsze trafiały właśnie na Miller i Swanson. Nie można jednak powiedzieć, że były całkowicie niewinne. Obie miały w sobie coś, co nie pozwalało im przejść obojętnie obok rzeczy niewyjaśnionych. Nie wystarczały im powierzchowne odpowiedzi. Jeśli coś budziło wątpliwości, drążyły temat tak długo, aż dotarły do sedna. A to, jak nietrudno się domyślić, rzadko prowadziło do spokojnego rozwiązania sprawy.
Z czasem same zaczęły zauważać pewną prawidłowość - im bardziej angażowały się w odkrywanie prawdy, tym większe problemy na siebie ściągały. Bywały jednak momenty, kiedy naprawdę próbowały trzymać się z dala od wszystkiego. Wtedy starały się nie wychylać. I właśnie w takich chwilach los zdawał się szczególnie złośliwy, bo to wtedy kłopoty pojawiały się same, bez zaproszenia, wciągając je w wir zdarzeń, nad którymi trudno było zapanować.
Z biegiem czasu przestało je to dziwić. Przyzwyczaiły się do tego, że spokój w ich przypadku jest stanem przejściowym. Nauczyły się reagować szybciej, analizować dokładniej i działać względnie ostrożniej, choć nie zawsze wystarczało to, żeby uniknąć konsekwencji.
Charles Sloan machnął na nie ręką ze zrezygnowaniem. Nie widział chyba dalszego sensu pogłębiania dyskusji. Wiedział, że i tak nie zdoła ich przegadać, a poza tym to nie było to odpowiednie miejsce na sprzeczki. Tym bardziej że w zasięgu wzroku pojawiła się rodzina ofiary.
Informujcie mnie o wszystkim na bieżąco. I trzymajcie nerwy na wodzy — zarządził krótko, ostatnie słowa kierując w szczególności do Zaylee. Odszedł na bok, pozwalając kobietom wrócić do pracy.
Miller prychnęła pod nosem jak kot, jeszcze raz rozmasowując dłoń. Bolała jak jasna cholera, ale nie zamierzała się nad sobą odczulać. Kiedy Evina ruszyła w stronę Hammondów, na początku tylko odprowadziła ją wzrokiem, ale ostatecznie zdecydowała się dołączyć.
Marquis Hammond — przedstawił się wysoki, czarnoskóry mężczyzna. Pewnie uścisnął dłoń detektywki, chociaż głos mu nieco zadrżał. — Moja żona...
Ayana — weszła mu w słowo kobieta, obejmując ramionami dwójkę najmniejszych dzieci, które kurczowo trzymały się jej długiej spódnicy. — Czy to na pewno nasza córka? Jak możecie to stwierdzić, skoro nawet nie widzieliśmy ciała? — dopytała przyciszonym tonem, nie chcąc straszyć pozostałych dzieciaków, które nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, co się działo.
Oczywiście, że udamy się na komisariat. Tylko nie mamy z kim ich zostawić — zaznaczył, łapiąc syna za rękę.
Mamy na miejscu funkcjonariuszy, którzy mogą się nimi zaopiekować podczas państwa nieobecności — odezwała się Zaylee. — A jeśli zajdzie taka potrzeba, to ja z nimi zostanę — dodała, bo równie dobrze mogła poprosić techników o odpowiednie zabezpieczenie zwłok i przetransportowanie ich do prosektorium.
Dalej nie mamy nawet pewności, czy to nasze dziecko — pani Hammond nie odpuszczała. — Skąd wiecie, że to Zatanna?
Mieszkają państwo naprzeciwko, prawda? — Miller zerknęła przez ramię na budynek, którego okna wychodziły na skatepark. — Zatannę rozpoznała pani Elizabeth Hansen. Z tego, co wspomniała, jest państwa sąsiadką. Zapewniam, że będą mogli zobaczyć córkę, kiedy dotrzemy na komisariat — oznajmiła spokojnie. Naprawdę na razie nie chciała, żeby Hammondowie oglądali córkę w tak okropnym stanie, wśród tych wszystkich zgromadzonych ludzi.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno było powiedzieć czy to ich własny upór i chęć doprowadzenia każdej sprawy do końca nawet niekonwencjonalnymi metodami mógł być winiony za wszystko, co im się przytrafiło. Po prostu miały już takie parszywe szczęście, że co rusz trafiały na sprawy, które były aż zanadto pokomplikowane. Jakby wszystkie świty z tego miasta uparły się na to, aby urozmaicić im życie.
Nie dało się zaprzeczyć temu, że były niczym magnes na kłopoty. Już dawno stwierdziły, że musi nad nimi wisieć jakieś fatum, sprawiające, że nawet w pozornych okresach spokoju i tak znajdywało się coś, co w końcu dopadało do nich i zmuszało je do tego, aby podejmowały się jakiejś wariackiej gry. Tak właśnie było chociażby z przypadkiem Blythe'a, który nagle postanowił namieszać w ich życiu.
Mogły jedynie liczyć, że pewnego dnia się to uspokoi. Zwłaszcza, że w perspektywie miały przygarnięcie dziecka, które nie powinno dorastać w takich warunkach. Dlatego właśnie w pierwszym odruchu nie chciały się decydować na adopcję. Tylko, że Sam za bardzo podbił ich serca i teraz mógł być postronną ofiarą ich postrzelonego życia.
- Jak zawsze, Charlie - mruknęła w odpowiedzi, nie przejmując się już zanadto tym, co mógł im powiedzieć jeszcze zastępca komendanta.
Miała teraz na głowie zdecydowanie bardziej naglące sprawy. Musiała skupić się na rozmowie z Hammondami. O wiele bardziej wolałaby załatwić to w nieco inny sposób... Mogli poczekać z powiadomieniem i ściągnąć ich od razu na komendę, gdy już przeniosą zwłoki do prosektorium. Mogła też zjawić się u ich progu z tą jakże przerażającą informacją i przekazać ją ich w ich własnym domu, aby chociaż znajome otoczenie mogło w jakiś sposób złagodzić ten zdecydowanie zbyt bolesny cios.
Skinęła głową, rejestrując w głowie imiona rodziców ofiary. Będzie je powtarzała w myślach jeszcze wiele razy. Zapewne wróci tysiące razy do tej rozmowy, aby wszystko przeanalizować i znaleźć jakieś pomocne szczegóły.
Miała już odpowiedzieć Hammondom na postawione pytania, ale Zaylee ją ubiegła. Nie zostało jej zatem nic innego jak tylko przytaknąć narzeczonej. Nie przypuszczałaby jednak nigdy wcześniej, że Miller będzie aż tak chętna do tego, aby zająć się rodzeństwem zamordowanej. Najwyraźniej faktycznie mocno to przeżywała.
- To doktor Zaylee Miller. Pracujemy razem nad sprawą - przedstawiła jeszcze kobietę rodzicom ofiary. - To właśnie ona będzie zajmowała się Zatanną. Oczywiście, częścią procesu jest dokonanie rozpoznania przez najbliższych na co muszą się państwo przygotować.
Już samo informowanie o śmierci dziecka było niezwykle traumatycznym przeżyciem, ale zobaczenie wszystkiego na własne oczy zabijało wszelką wątpliwość, co do tego, że wszystko mogło być tylko pomyłką. Nagle nie było ucieczki przed rzeczywistością i cały świat się załamywał.
- Proszę się udać na komendę. Niedługo do państwa dołączymy. Proszę dać sobie moment na to, aby pomyśleć o wszystkim, co mogłoby się dla nas okazać przydatne - powiedziała łagodnie, gotowa do tego, aby zebrać się do drogi powrotnej.
Wpierw jednak musiała się jeszcze upewnić, co do tego jak prezentowała się sytuacja jeśli chodziło o pracę techników i funkcjonariuszy, którzy działali na miejscu zbrodni. Chciała mieć wszystko, co potrzebne, aby przeprowadzić rozmowę z Hammondami.
- Gotowa do przeniesienia ciała czy będziesz jeszcze czegoś potrzebować? - zapytała jeszcze na sam koniec narzeczoną, gdy już dokonała swojej zwyczajowej inspekcji.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obserwowała Hammondów w milczeniu. Jej uwaga skupiła się całkowicie na nich. Na matce, której ramiona drżały, choć próbowała utrzymać wyprostowaną sylwetkę. Na ojcu, który wyglądał, jakby nagle zapomniał, co zrobić z własnymi rękami - zaciskał je, rozluźniał, znów zaciskał, jakby to mogło go powstrzymać przed rozsypaniem się na kawałki. Znała ten widok. Szok. Zaprzeczenie. To był dokładnie ten moment, w którym umysł jeszcze nie nadąża za rzeczywistością, ale ciało już wie.
Kiedy Evina się odezwała, Zaylee przeniosła na nią krótkie spojrzenie. Skinęła lekko głową, przyjmując przedstawienie bez słowa. Rodzice Zatanny nie pytali o nic więcej. Wraz z czwórką dzieci ruszyli na autopilocie we wskazanym kierunku, prowadzeni bardziej głosem Eviny niż własną wolą. Pani Hammond zachwiała się lekko przy pierwszym kroku, a pan Hammond natychmiast ją podtrzymał.
Zaylee odprowadzała ich wzrokiem aż do momentu, w którym zniknęli z pola widzenia. Dopiero wtedy wypuściła powoli powietrze. Odwróciła się w końcu z powrotem w stronę miejsca zbrodni i znów przykucnęła przy ciele dziewczyny. Profesjonalizm wrócił na swoje miejsce.
Daj mi jeszcze chwilę — poprosiła narzeczoną, sięgając jeszcze po protokół, w którym musiała wypełnić ostatnie linijki wstępnego protokołu. Klips przytrzymujący dokumenty lekko skrzypnął, gdy poprawiła kartki, a długopis na moment zawisł nad papierem, zanim postawiła jeszcze jeden, krótki dopisek na marginesie.
Data. Godzina. Wstępna ocena obrażeń. Warunki na miejscu. Wszystko musiało się zgadzać. Przesunęła wzrokiem po całości jeszcze raz, od góry do dołu. Nie szukała błędów na oślep, raczej upewniała się, że nic jej nie umknęło. Zatrzymała się na chwilę przy jednym z punktów, po czym dopisała dwa słowa więcej. Dopiero wtedy odsunęła długopis i zamknęła teczkę.
Dobra — powiedziała cicho, podnosząc się z kucek. Krótkim ruchem poprawiła rękawiczki, które zaczynały się już lekko marszczyć na palcach, po czym zdjęła je i wrzuciła do worka. — Można ją przygotować do transportu — rzuciła w stronę techników rzeczowym tonem.
Jej spojrzenie na moment wróciło do ciała Zatanny Hammond. Tym razem było bardziej zdystansowane. Nie dlatego, że sprawa przestała ją obchodzić, po prostu przechodziła do kolejnego etapu. Na miejscu zrobiła wszystko, co mogła. Reszta zacznie się na stole sekcyjnym.
Na moment spojrzała w kierunku, w którym wcześniej odeszli Hammondowie. Chwilę później powrzucała narzędzia do torby i obie ruszyły w stronę zaparkowanych samochodów, żeby wrócić na komisariat.
koniec
Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”