30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


🍒
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

🥊

To jak inaczej nazwałbyś to, co jest między nami? — spytała wprost Charity, unosząc zaledwie jedną brew ku górze. Sama chętnie by powtórzyła wszystko, raz jeszcze przeżyła wspólną noc. Bliskość ofiarowana przez Ethana była dla niej nie do pojęcia. Nawet w tej chwili czuła, jak rozbraja ścianę, którą próbowała przed nim postawić — widzisz, to jest prawdziwe uszkodzenie twojego mózgu. Pragniesz więcej, choć wiesz, że nie powinieneś — ale próbowała dalej. Ich następne spotkanie poza jej apartamentem będzie miała w końcu miejsce. W głowie pojawiały się jej wątpliwości, w jaki sposób będzie ono wyglądało. Ethan zawsze miał problem z przekraczaniem granic cielesności, a teraz wystarczyłoby, żeby wszedł do jej biura. Spojrzał w jej oczy, a ona wróciłaby pamięcią do tej chwili. Wiedziała, jakie to będzie dla niej niebezpieczne, a mimo to wtulała się w niego mocno, jeszcze bardziej łaknąc jego bliskości.
Czyli miałam szczęście, że nie wylądowałam na SORze, jak zaczynałam się z Tobą bić? — zagadnęła lekko żartobliwym tonem, wracając pamięcią do ich pierwszego spotkania. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, w końcu łobuzy kochają najbardziej — rozumiem — mruknęła, starając sobie ułożyć sobie w głowie pełen obraz Hartleya. Coraz bardziej się w niej klarował, a na wspomnienia o jego bracie milczała. Słyszała o wypadku i sama nie wyobrażałaby sobie stracenia członka rodziny. Mogła drzeć koty z rodzeństwem, wręcz błagać ich o zdrowy rozsądek, ale koniec końców byli ekipą, która byłaby w stanie unieść każdą górę — dopadły Cię konsekwencje? — dopytała lekko zmartwiona, licząc na więcej szczerości. Chociaż nie wymagała jej od mężczyzny. Chciała usłyszeć, co siedziało mu w głowie, co tak naprawdę skrywał. Wypowiadanie prawdy było jedną z niewielu rzeczy, która przekonywała Charity do innych ludzi — to powinnam Cię doceniać, bo inaczej finanse mojej firmy będą w opłakanym stanie — powiedziała półserio, półżartem, unosząc delikatnie wzrok na Ethana — dzisiaj byłeś cudowny — jedyny w swoim rodzaju i była mu wdzięczna za każdą, spędzoną wspólnie chwilę. Może nawet bardziej za rozmowę, którą obecnie prowadzili, bo zaczynała ich łączyć dziwna niezrozumiała nić — akceptuje... inaczej dawno bym ją wydziedziczyła — zaśmiała się Cherry, myśląc o Corze. Różniła się od rodzeństwa, praktycznie na każdym kroku podkreślała własną niezależność. Kolor włosów mówił też sam za siebie.
Nic poza firmą i Koko mi nie zostało — stwierdziła chłodnym tonem, ukrywając się w załamaniu jego skóry na ramieniu. Straciła miłość, ciążę, a jedyną stałą pozostała jej firma. Tyle że w tamtym okresie zaniedbała ją. Dalej odczuwała tego skutki, a o ile można było wytłumaczyć, to niewielu ludzi tak naprawdę to obchodziło — bo też chciałby zostać prezesem. Różni nas ledwie pięć minut, ja bardziej się przepycham, ale jestem wręcz pewna, że Charlie ma segregator z wielkim napisem jak już zostanę prezesem — mruknęła na wspomnienie brata. Budowali razem wspólny front, ale wręcz wiedziała, czuła w środku, że wystarczyłoby jedno potknięcie, a Charlie nie sprzeciwiłby się ojcu, gdyby zaproponowałby mu stanowisko. To chyba najbardziej powodowało w jej głowie prawdziwą gonitwę myśli, nie miała na to żadnego wpływu — bo jestem kobietą — wycedziła wprost Marshall — pewnie już szuka dla mnie partnera w szpitalu, żeby nie chodziły w branży plotki, że daje dupy dla kontraktów — już nie mówiąc o tym, co się zadzieje w firmie, kiedy wszyscy dowiedzą się o ich wspólnej nocy. Chciała móc wierzyć Hartleyowi, że zostawi to dla samego siebie, ale złośliwy chochlik latający jej nad głową, nie pozwalał jej na to.
To dlaczego tego nie zrobisz? — wiele rzeczy ją ciekawiło. Chociażby prowadzona przez niego firma, która dla niej samej stała pod sporym znakiem zapytania — przecież już go miałeś.. — dodała po paru chwilach, czując lekkie zdenerwowanie. Ethan wydawał się jej osobą wolną, która sama wybierała własną drogę. Pojawienie się u niej w firmie było dla niej co najmniej niezrozumiałe — uwielbiam — stwierdziła krótko i pewnie w normalnych warunkach chwyciłaby za telefon, żeby pokazać mu każde zdjęcie, które miała w swojej galerii. Niebo, budynki, księżyc, czy przyroda... Czasem i jej zdarzało się wyjeżdżać poza Toronto i cieszyć się chwilą.
Nieprzeciętnej pani prezes? — powtórzyła za nim, a później wsłuchiwała się w jego słowa. Nowy York, Arnie, wyglądało to na całkiem przyjemne życie. Diametralnie różniło się od tego, które miał obecnie — wiesz, nie brzmisz na osobę, która lubi zobowiązana, bardziej na kogoś wolnego... — wymruczała Cherry, powoli odpływając. Nawet nie wiedziała, w którym momencie przykryła ich kołderką i tak po prostu, po ludzku zasnęła, wsłuchując się w bicie serce Hartleya.
Jeszcze pięć minut proszę... — mruknęła Cherry, zaciskając dłoń na ramieniu Ethana. Słyszała rozchodzące się budziki jej telefonu z salonu. Tyle że nie miała siły się podnieść. Ciepło Hartleya łóżka było zniewalające.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hmm… myślę, że między nami jest niezaprzeczalna fascynacja, którą ciężko będzie zignorować - odparł z namysłem na jej pytanie, stawiając na szczerość. Nie dało się określić ich relacji jednym słowem, ani jej zaszufladkować w konkretny sposób. To jednocześnie było za mało, żeby stworzyć poważną relację, i za dużo, żeby potraktować to jako niezobowiązujący seks. Stali gdzieś pomiędzy. Na jej następne słowa parsknął śmiechem. - Czyli uszczerbek na zdrowiu. Z Twojej winy - uśmiechnął się kącikiem ust. Nie umknęło jego uwadze, że Cherry znów próbowała go od siebie odsunąć. Mogła nadal uparcie udawać, że to nic takiego, i że dało się z tym przejść do codzienności, ale to było czyste kłamstwo. Już teraz wiedział, że nie będzie w stanie wyprzeć jej ze swojego umysłu.
Nie miałaś ze mną szans nawet bez mojego kontrataku - zaśmiał się cicho. Była zbyt drobna, dlatego łatwo ją spacyfikował. - Poza tym nie podnoszę ręki na kobiety. Ale chyba przydałoby Ci się kilka lekcji samoobrony, żebyś następnym razem trafiała bardziej celnie - przyznał, wspominając w myślach jej atak. - Nawet mógłbym Ci w tym pomóc i robić za idealny worek treningowy - stwierdził żartobliwie. Czy to nie brzmiało wystarczająco przekonująco, żeby skorzystała z oferty? On wykorzystałby każdą okazję, żeby spędzić z nią więcej czasu poza pracą. Podczas takiego treningu byliby bardziej incognito. Na jej pytanie mimowolnie westchnął. - Powiedzmy, że mieli wystarczająco litości, żebym trafił do szpitala, a nie kostnicy. - Na moment ściągnął usta w linijkę. Oberwał przez swoją głupotę, choć walka, jakiej musiał się wtedy podjąć, była wyjątkowo nierówna. Trójka gości na niego samego? To się nie mogło dobrze skończyć. Nie chciał Cherry tym obarczać. - Robię, co w mojej mocy - przyznał z niewielkim uśmiechem, podchwytując jej brązowe spojrzenie, mimo wszystko czując się mile połechtany. Zwykle nie domagał się słów wdzięczności, po prostu robiąc swoje, ale w tej chwili przez jego głowę właśnie przemknęła mu myśl, że jeśli częściej będzie mówić do niego w ten sposób, całkiem w niej przepadnie. - Rodziny się nie wybiera - zawtórował jej śmiechem. Cieszyło go, że doceniała swoje rodzeństwo, bo to znaczyło, że pomimo odgrywania roli wyrachowanej kobiety biznesu kierowała się dobrymi wartościami.
Mówisz, jakby czegoś Ci brakowało. - I chyba wiedział, o co jej chodziło. - Nie musisz, a nawet nie powinnaś być w tym sama, Cherry. Czemu więc wybierasz samotność? - zapytał cicho, z nieznacznym zmartwieniem w głosie. Przemawiała przez niego niezrozumiała empatia, której nie potrafił zignorować. Ciemnowłosa wspomniała na kolacji, że odpowiadała jej samotność, a teraz wydawało mu się, że temu przeczyła. Chciał wiedzieć więcej, co ją trapiło i co kryło się za jej chłodnym tonem. Przez chwilę zastanawiał się nad słowami dotyczącymi Charliego, zanim zauważył: - Ale nie próbuje wbijać Ci noża w plecy i z premedytacją zepchnąć Cię ze stołka. Jeśli jemu zależy na swojej pozycji to uważam, że wystarczyłoby sprawiedliwie podzielić się obowiązkami i uznać jego imię tu i tam, żeby połechtać jego ego, ale przede wszystkim traktować siebie jak równych sobie i trzymać wspólny front. Razem można zdziałać więcej, niż w pojedynkę. - To byłoby idealne rozwiązanie, gdyby tylko obojgu Marshallom pozwoliła na to duma. W końcu razem tworzyli to miejsce i jako współpracownicy i rodzeństwo jednocześnie powinni się wspierać. Swoją drogą, ciekawiło Ethana, czy kobieta nie była trochę na tym punkcie przewrażliwiona. Nadal pamiętał, że początkowo jego też posądziła o chęć zasiądnięcia na fotelu prezesa. - Często to robi? - zapytał z zaintrygowaniem. Oczywiście, nie odpowiadała mu mizoginia najstarszego Marshalla, ale w tym momencie zaskoczyła go lekkość wypowiedzi Cherry na temat poszukiwania partnera, bo wyglądało na to, że to chyba nie pierwszy raz, kiedy skłaniał się do takich zagrywek względem córki.
Ktoś musiał przejąć obowiązki po Michaelu. I chyba też postanowiłem sprostać oczekiwaniom rodziców - przyznał, mimowolnie wzdychając. Nie minął się z prawdą. Rodzice wymogli na nim ten powrót, a on rzeczywiście postanowił wejść w buty brata i zasłużyć sobie na ich uwagę. Jej następne spostrzeżenie nieco zbiło go z tropu. Nie przepadał za rozmowami o swojej firmie, która do niedawna była jego oczkiem w głowie i nagle musiał podjąć się jej sprzedaży, żeby ratować swój wizerunek. Przeklęty Ridley. - Rodzice chcieli mieć mnie na miejscu, dlatego sprzedaż start upu wydawała się słusznym i bardzo korzystnym wyjściem - tym razem już manewrował słowami, bo to rzeczywiście była słuszna i korzystna dla niego decyzja - został postawiony pod ścianą i nie miał już innego wyjścia, musiał wrócić.
Można to połączyć, jeśli potrafi się odnaleźć równowagę - wyszeptał, gładząc jej ramię, czując z każdą chwilą coraz większy ciężar powiek. W jego głowie pojawiła się myśl, że dla odpowiedniej osoby byłby w stanie się poświęcić. Ciepło ciała Cherry było tak przyjemnie kojące, że nie wiadomo kiedy, w końcu odpłynął.

Obudził go dochodzący z oddali dźwięk telefonu. Poruszył głową, a słysząc mruknięcie ciemnowłosej, powoli zaczynała docierać do niego rzeczywistość. Zaspany otworzył oczy i zmrużył je pod wpływem światła poranka. Nadal był w jej mieszkaniu i trzymał ją w swoich ramionach. Łamał dla niej swoje zasady. I jakimś cudem było to dziwnie… właściwe.
Chętnie - uznał zachrypniętym głosem. Przeciągnął się nieznacznie i ułożył się bokiem do niej, żeby zamknąć ją w swoich ramionach i wtulić nos w jej włosy. Przy niej czuł się cholernie dobrze i nie chciał nigdy wstawać z tego łóżka. Wiedział jednak, że nic nie mogło wiecznie trwać. A tym bardziej, kiedy usłyszał szczeknięcie i do sypialni przybiegła Koko.
Ktoś tu chyba jest głodny - mruknął cicho. - Zajmę się tym i zrobię nam śniadanie, a Ty odpoczywaj. Zasłużyłaś na to, Piękna. - Mówiąc to, odsunął się nieco od niej, żeby złożyć na jej czole czuły pocałunek, po czym wysunął się z jej objęć, żeby udać się do kuchni.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Miał cholerną rację. Była między nimi fascynacja, której nie była w stanie zaprzeczyć. Uwielbiała wpatrywać się w jego oczy, dotykać go, a co gorsze dla niej samej coraz bardziej chciała go poznać. Nie tylko czuć jego ciało, ale poznać całego Ethana, dowiedzieć się, co krył za uszami. Na uszczerbek na zdrowiu jedynie krótko parsknęła. Bardziej widziałaby w tym jego winę. Jego cholerną winę, która była wręcz niezaprzeczalna. Wystarczyło zaledwie, by spojrzała w jego zielone oczy, a znów czuła się zahipnotyzowana, a przecież wrócą do codzienności. Do biura, w którym nie będzie w stanie pozwolić sobie na odpoczynek.
Uśmiechnęła się delikatnie na kwestię treningu. Faktycznie, powinna nauczyć się bronić. Widmo Devona i jego gróźb dalej nad nią wisiało. Zdawała sobie sprawę, że była totalnie bezbronna. Ethan był... nieszkodliwy. Nie wierzyła, że właśnie przeszło jej to przez myśl, ale wraz z każdą chwilą coraz bardziej chciała móc mu zaufać. Potrafił być bardzo przekonujący, zwłaszcza gdy mówił o worku treningowym. Oczy wręcz jej zabłysnęły, tyle że bała się spotykać z nim poza firmą. To doprowadziłoby do kolejnego odsłonięcia, a nie wiedziała, czy mogła sobie na to znowu pozwolić. Słysząc o kostnicy, na moment spoważniała. Uniosła się, by pogładzić go o policzku. Cieszyła się, że nic mu się nie stało. Cieszyła się, że był przy niej w tym momencie. Pierwszy raz nie żałowała i wręcz zapragnęła, by ta chwila się nigdy nie kończyła. Naprawdę robił co w jego mocy, by mu zaufała. Chciała opuścić mury obronne i zostać w ramionach Hartleya. Tyle że się tego bała. Na każdym kroku próbował jej pokazać, że jest jedyna i chyba powoli zaczynała w to wierzyć. Nie z każdym facetem była w stanie prowadzić tak szczerą rozmowę. Na kwestię rodzinną jedynie pokręciła głową. Rodziny się nie wybiera, ale Cora zdecydowanie należała do Marshallów i była częścią serca Cherry.
Bo się boję — przyznała całkiem szczerze i wbiła w niego przez moment wzrok — we wrześniu byłam w ciąży pozamacicznej — co równoznaczne było z tym, że dziecko, a właściwie zlepek komórek, musiał zostać w niej usunięty. W tamtym momencie była sama. Galen musiał zajmować się firmą po wielkiej kontrowersji z handlem ludźmi, a ona tkwiła sama ze sobą i własnymi myślami, pogrążając się w żałobie i poczuciu winy. Panicznie obawiała się powtórki z rozrywki, że znowu zostanie sama. Słaba i bezbronna.
Na słowa dotyczące Charliego skinęła głową. Znów miał rację. Branie Charliego jako konkurenta mijało się z celem, a mimo przez ojca nie była w stanie myśleć o nim inaczej — tak. Pewnie jak wróci do zdrowia, to wróci do tematu — stwierdziła Charity, zamykając oczy. Nienawidziła własnego ojca za to, do czego ją doprowadzał. Mogła być idealną prezeską, a i tak była niewystarczająca. Dla niego nigdy nie będzie i momentami bolało ją to najbardziej na świecie.
A jakie są ich oczekiwania? — spytała całkiem szczerze, zastanawiając się nad tym, czy... ich rodzice wspólnie nie zawarli jakiegoś paktu. Mimowolnie przyszło jej to na myśl i aż ją skręciło. Może... może byli do siebie bardziej podobni niż myślała. Delikatnie mocniej podrapała go po linii szczęki, słysząc o sprzedaniu firmy. Cherry gdyby miała własne dziecko (firmę), nigdy by sobie na to nie pozwoliła. Później już zasnęła...

Miała wrażenie, że poprzednia noc była jedynie bardzo niemoralnym snem. Tylko usłyszenie jego głosu, ciepła jego ramion na nowo ją rozbudziło. Wpierw całe jej ciało spięło się, by później ostatni raz móc się w niego wtulić. Zapach Hartleya działał na nią kojąco, nie chciała wstawać z łóżka. Czy naprawdę słońce musiało wstać? Czuła promienie słońca odbijające się na twarzy i chciała się przed nimi schować. Wszystko wręcz mówiło, że ich bańka, którą stworzyli poprzedniej nocy miała w końcu pęknąć. Chciała zaprotestować, kiedy wychodził z łóżka. Jeszcze przez moment chciała, żeby był przy niej. Nie zrobiła tego, za to w ciszy lustrowała raz jeszcze jego nagie ciało, kiedy wychodził.
Wystarczyłoby opuścił pokój, a sama stanęła na nogi. Poszukała piżamy w czarne pudelki z delikatnymi koronkami, umyła zęby i ruszyła do kuchni. Znowu stanęła w futrynie, wpatrując się w niego, jakby właśnie ją hipnotyzował.
Możemy uznać... — zaczęła cichym głosem Cherry, opuszczając na moment wzrok — że noc trwa, dopóki nie opuścisz apartamentu? — z trudem przyszły jej te słowa. Tylko ich nocna rozmowa zaczynała otwierać ją na Ethana i nie chciała, żeby już się skończyła. Nie była w stanie jeszcze wejść w tryb obronny, była przed nim zbyt obnażona, mimo że jej ciało było już zasłonięte. Wręcz czuła, jak serce zaczyna jej szybciej bić na sam widok Hartleya.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bo się boję. To wyznanie go zaskoczyło, ale dopiero jej wzrok i następne słowa sprawiły, że na kilka sekund wstrzymał oddech. Nagle zrozumiał, co miał na myśli Charlie mówiąc, że jego siostra wiele przeszła. Choć ton jej głosu brzmiał naturalnie, w jej brązowych oczach odbijał się przeraźliwy smutek, który wywołało w niej przywołane wspomnienie.
Przykro mi, że musiałaś przez to przejść - sięgnął dłonią do jej policzka, żeby kciukiem delikatnie go pogładzić. Naprawdę współczuł jej straty. - A gdzie wtedy był ojciec dziecka? - wyszeptał łagodnym głosem, nie odwracając od niej wzroku. Kto zdrowy na umyśle mógł tą piękną istotę opuścić w tak ciężkiej chwili? W tym momencie wydała mu się jeszcze bardziej krucha i bezbronna, a on jedyne, co mógł zrobić, to po prostu ją wesprzeć na tyle, na ile mu na to pozwoli.
W jego oczach nie była czarnym charakterem, na jaki się kreowała poprzez wizerunek pani prezes w firmie, gdy zgrywała rekina biznesu. Była o wiele bardziej złożoną osobą i tej nocy z każdą upływającą chwilą odkrywała przed nim siebie, kawałek po kawałku, małymi kroczkami zwiększając do niego zaufanie. Był jej za to wdzięczny, ale wbrew pozorom nie z powodu tego, że pragnął spełnić warunek rodziców i zdobyć serce Cherry, ale dlatego, bo naprawdę c h c i a ł poznać ją bliżej. Najwyraźniej działało to w obie strony, bo z zadziwiającą łatwością wyciągała z niego informacje z jego życia, o których mówił otwarcie. Zupełnie, jakby nie miał niczego do ukrycia.
Dopiero wspomnienie o jej ojcu i intrygach związanych z jej ustatkowaniem się przywróciły go na ziemię. Dziwiło go, że najstarszy Marshall już wcześniej próbował ustawić życie ciemnowłosej po swojemu i że jakimś cudem jego plany wcale się nie spełniały. Czemu więc to w Ethanie pokładał nadzieje na osiągnięcie celu? Marshall raczej nie wiedział, na co się pisał, po prostu zawierzając jego rodzicom. Co jak co, ale ambicję na pewno odziedziczył po nich. Z tym, że dla niego relacja z Cherry od początku nie była zero-jedynkowa. Podobała mu się bardziej, niż powinien. I co gorsza, wpuszczał ją do środka mimo rozsądku, który mówił mu, że stąpał po bardzo cienkim lodzie. Myśląc o tym, przywołał pamięcią jej słowa sprzed paru chwil - pragniesz więcej, choć wiesz, że nie powinieneś. Miała rację. Pewnie dlatego również nie chciał, żeby ta noc kiedykolwiek się skończyła. Później wróci rzeczywistość, ale dobije go zupełnie inaczej, niż dziewczyna wychodziła z przekonania.
Oczekują posłuszeństwa i zapewnienia, że ich syn zasługuje na swoje nazwisko i dziedzictwo. Muszę więc dowieść, że jestem odpowiedzialny i zasługuję na ich zaufanie, zaczynając od ciężkiej pracy na dobrej pozycji - wyjaśnił, marszcząc przy tym nieznacznie brwi. Technicznie rzecz biorąc nie kłamał, ale zdawał sobie sprawę, że to tylko połowa prawdy. O reszcie nie mógł jej powiedzieć. Nie teraz, kiedy się przed nim otwierała. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, może nawet nigdy nie będzie musiał, ale nie chciał teraz wybiegać tak daleko w przyszłość. Na razie chciał skupić się wyłącznie na tym, że trzymał ją w swoich ramionach. Nic więcej się nie liczyło.

Dawno nie zdarzyło mu się zostać u kogoś na noc. Tymczasem tego ranka obudził się przy Cherry i wcale nie żałował. Dawno już nie czuł tego, co w jej towarzystwie. Jej obecność i bijące od niej ciepło wprawiało go w błogie odprężenie, dlatego jeszcze przez chwilę poprzez wtulenie się w nią zbierał siły, żeby w końcu się podnieść i przyrządzić im coś do jedzenia.
Po drodze do kuchni założył bokserki i zarzucił na siebie koszulę, którą pozostawił rozpiętą, jedynie podwijając jej rękawy do łokcia. W tym wydaniu podrapał za uchem zainteresowaną nim Koko, po czym zaczął szperać po szafkach, dość szybko odnajdując wszystkie potrzebne rzeczy, które rozstawił na blacie. W międzyczasie nalał sobie do szklanki wody z kranu, upijając kilka porządnych łyków i rzucił psu kilka znalezionych w jednej z szafek groszków suchej karmy.
Zaraz dostaniesz coś lepszego - mruknął do niej z uśmiechem i wziął do ręki mąkę. Zdążył pomyśleć o Arnim, któremu też będzie musiał się odwdzięczyć za ten poranek, gdy kątem oka zauważył ciemnowłosą przypatrującą się mu z uwagą. Na jej słowa skinął głową.
W Tokio noc dopiero się zaczyna - odparł, łagodnie się do niej uśmiechając i nieznacznie przesunął po niej wzrokiem, uznając w myślach, że w tej piżamce wyglądała doprawdy uroczo. Powinno mu się spieszyć, ale wcale nie miał ochoty stąd wychodzić. - Nie sądziłem, że w Twoich zapasach znajdę tyle skarbów. Gotujesz? - zagadnął, odmierzając z pamięci suche składniki do miski. Sprawiała wrażenie wiecznie zapracowanej, więc po jej kuchni mógł się spodziewać wszystkiego, ale miło się zdziwił. - Chodź, pomożesz mi. Najpierw sprawdźmy, czy te truskawki nadal przechodzą test jakości - powiedział, wyciągając w jej stronę truskawkę, znów zamierzając ją nakarmić. To przypomniało mu zarówno wzajemną degustację przystawek w restauracji, jak i te same truskawki towarzyszące im podczas kąpieli w wannie. Dystans między nimi pozostawiał wiele do życzenia, więc wraz z zachęcającym uśmiechem zamierzał skłonić ją do zbliżenia się. Poza tym jej pełne, ponętne usta wciąż na niego działały i nie mógł oderwać od nich wzroku, gdy spróbowała owocu.
I jak? - zapytał z oczekiwaniem, bezwiednie zbliżając się do niej o krok, a jego ręka powędrowała na jej talię. Spojrzał w jej piękne, brązowe oczy, po czym znów bezwiednie na moment zerknął na jej wargi. Jeśli o niego chodziło, naprawdę mogliby teraz przenieść się do innej strefy czasowej.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Nawet była mu wdzięczna za troskę. Nie spodziewała się, że Hartley będzie w stanie jej ją okazać. Bywał raczej dla niej kimś przewrotnym, którego nie była w stanie zrozumieć. R o z u m i a ł ją. To chyba najbardziej ją zaskakiwało. Tego nie dostała nigdy od Galena. Troska i zrozumienie wypływające z jego postawy, wprowadzało do jej ciała coraz więcej spokoju.
Był... w pracy — przyznała bardzo niechętnie. W jaki sposób miałaby to komuś wytłumaczyć? Przecież to nie tak, że nie chciał z nią być i ona zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Musiał znaleźć się w firmie, a Charity jako naczelna pracoholiczka rozumiała to. Choć tamten tydzień był wołaniem o pomoc w trakcie jego nieobecności. Piła, imprezowała, a potrzebowała jedynie bezpiecznego ramienia, w które mogła się schować — musiał ogarnąć firmę po oskarżeniu go o handel ludźmi — aż sama parsknęła, bo nie wierzyła w to, co opowiadała Hartleyowi — brzmi kuriozalnie, prawda? — aż uniosła od niechcenia kącik ust ku górze. Związała się z mężczyzną oskarżonym o poważne zbrodnie, a to niesamowicie ją uwierało — jak coś co nie ma prawa istnieć — mruknęła pod nosem, wbijając w Hartleya paznokcie. Tak momentami się czuła w tamtym okresie. Jakby ktoś wrzucił ją we wir chaosu, którego nie dało się w żaden sposób zatrzymać.
Czyli też coś musisz im udowodnić? — dopytała, unosząc jedną brew ku górze — dziwne. Coś zaczyna nas łączyć — nie spodziewała się tego. To było jak plaskacz prosto wymierzony w twarz, którego pod żadnym względem się nie spodziewała. Coś jednocześnie tajemniczego i zaskakującego. Byli z tego samego świata, a jednak tak różni, by pewnie punkty stały się dla nich oparciem zrozumienia.

W lodówce jest jej karma. Koko ma psi catering — jeszcze jakąś luksusową wersję deluxe układaną przez najlepszych psich dietetyków. Brzmiało to kuriozalnie, ale jadła lepiej niż wielu ludzi w Toronto, jako ukochana córeczka pani prezes.
Nie jesteśmy w Tokio, Ethan — nie była zadowolona z tego faktu. Gdyby tak mogli wsiąść w samolot w poszukiwaniu nocy i trwać w niej całą wieczność. Zdecydowałaby się na to. Zlustrowała go powoli wzrokiem. Dodatkowe warstwy zaczęły jej na nowo przeszkadzać. Chciała móc na nowo zlustrować jego tatuaże wzrokiem, przejechać po nich dłonią — zdarza mi się. Jeżeli mam czas, to czasem jestem w stanie coś ugotować, chociaż to gospodyni dba oto, żeby moja lodówka była pełna, a nie ja — wieczna praca nie przeszkadzała jej w porządkowaniu mieszkania i gotowaniu. Pod wieloma względami Cherry była pedantką i perfekcjonistką. Długo szukała gospodyni, która byłaby w stanie znieść jej pedantyzm. Sama dużo na bieżąco sprzątała, ale wystarczył jeden włos, by chwyciła za odkurzacz i ogarnęła całe mieszkanie.
No dobrze — zbliżyła się do niego na krok, by otworzyć szeroko usta. Truskawka smakowała zaskakująco uzależniająco. Może coś na nią dosypał? Przed oczami miała wszystkie wczorajsze sceny. Posiłek w restauracji, pierwszy pocałunek, a później krzyki wypełniające cały apartament.
Całkiem smaczna — mruknęła, oblizując powoli wargi cały czas wpatrzona w oczy Hartleya. Nie musiał długo prosić. Dalej była zachłyśnięta nocą i szybko znalazła się przy nim. Jedna z dłoni wylądowała na jego nagim torsie, a drugą chwyciła truskawkę. Widziała jego spojrzenie, sama też wpatrywała się w jego usta, jakby były najważniejszym punktem na świecie — też spróbuj, Ethan — sięgnęła do jego ust dłonią, czekając aż i on skosztuje truskawki. Cherry próbowała stworzyć iluzję, w której mogliby być razem. Nie zastanawiając się nad tym, co spotka ich później. Chwilo trwaj.. Rzadko wypowiadała te słowa, ale dzisiaj po prostu musiała.
Nie wiem jak ty... ale spróbowałabym czegoś innego — mruknęła cicho pod nosem. Truskawki w ogóle ją nie interesowały, za to jego wargi... Wydawały się jej najbardziej smaczną rzeczą, którą mogłaby skosztować. Stanęła na palcach, by znaleźć się blisko. Uniosła powoli dłoń, by przejechać po dolnej wardze kciukiem. Cholera, chciała go w całości tu i teraz, znowu. Jakby żaden z poprzednich razów w ogóle jej nie nasycił — chciałbyś raz jeszcze? — spytała cicho, kiedy ich usta znowu dzieliły milimetry. Widziała jego wzrok, ale z jakiegoś irracjonalnego powodu postanowiła dopytać.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dwadzieścia cztery godziny na dobę? - zapytał z czającym się w tonie głosu sceptycyzmem. Wiele był w stanie zrozumieć, nawet pracę w tak trudnych okolicznościach, kiedy wszystko waliło się na raz, ale istniały rzeczy ważne i ważniejsze. Według niego firma nie mogła być ważniejsza od ukochanej osoby, która przeżywała tragedię. Cholera, przecież strata dziecka na drugą stronę też powinna mieć ogromny wpływ. Mimowolnie Ethan w myślach postawił się w tej sytuacji. Nie, nie wyobrażał sobie zrzucić czegoś takiego na drugi plan albo uciec przed konsekwencjami. Nawet obarczony innymi problemami, okazywałby partnerce wsparcie w każdej możliwej chwili. Nikt nie zasługiwał na taki los. Gdy więc Cherry wbiła w niego paznokcie, przytulił ją mocniej, tak, jakby chciał w ten sposób ochronić ją przed światem. - Skoro nie było go przy Tobie w złych chwilach to nie zasługiwał na to, żeby być w dobrych - skwitował, czując niejako ulgę spowodowaną tym, że tamtego mężczyzny nie było już w jej życiu.
Lubię wyzwania, ale oni postawili poprzeczkę w miejscu, w którym figurował Michael. Trudno będzie mi do niej doskoczyć - przytaknął na jej pytanie, odsłaniając się przed Cherry. Zwykle był pewny siebie, ale w tym konkretnym przypadku obawiał się ciągłego porównywania do brata, zwłaszcza, że już to robili. Uśmiechnął się na jej komentarz, bo faktycznie, znaleźli nić porozumienia.

Ale ma dobrze ze swoją Pańcią. Czyli możemy uznać, że moja kontrola przebiegła pomyślnie i wszystkie zarzuty zostały wycofane - uśmiechnął się zawadiacko. Właściwie nie przypuszczał, że tak szybko będą w stanie przejść do żartowania na temat ich pierwszego spotkania, ale poprzednia noc wiele między nimi zmieniła. Nawiązali wspólną więź, która pozwalała im na więcej swobody we własnym towarzystwie. A przynajmniej dopóki nie opuści jej apartamentu.
To prawda, ale możemy udawać, że obowiązuje nas tamta strefa czasowa - wzruszył nonszalancko ramieniem. Sądząc po tonie głosu Cherry, ona również chciała zaszyć się razem w tym mieszkaniu na dłużej, czemu zupełnie nie miał nic przeciwko. - A lubisz to robić, czy wolisz, kiedy ktoś gotuje dla Ciebie? - dopytał, z zainteresowaniem podnosząc na nią swoje zielone spojrzenie. Mieszkając w Nowym Jorku nauczył się bardziej samodzielnego życia, z miłym zaskoczeniem odkrywając, że z niektórych wygód był w stanie zrezygnować bez żadnego problemu.
Doskonale wiedział, że tą truskawką kusił los i kusił ją. Samo patrzenie na nią mu nie wystarczało, musiał pozbyć się odległości między nimi i poczuć jej bliskość, choćby miało to być jedynie na wyciągnięcie ręki.
To dobrze - przyznał, patrząc, jak Cherry lubieżnie oblizała wargi. Zamierzał wykorzystać ciemnowłosą jako pomoc w kuchni, ale jej oczy i usta, gdy kosztowała owoc, zahipnotyzowały go do tego stopnia, że z trudem skupiał swoje myśli na czymkolwiek niebędącym nią. W momencie, gdy poczuł na swoim torsie ciepło jej dłoni i zachętę do spróbowania truskawki, już był w pełni świadomy tego, do czego zmierzał ten zabieg. Wziął ją do ust i powoli skonsumował. - Miałaś rację - wyznał, połykając owoc. Przez cały ten czas nie spuszczał wzroku z Wisienki, niezmiennie uważając, że najbardziej wolałby kosztować teraz innego owocu.
Chyba wiem, co masz na myśli - odparł cicho, pod wpływem jej bliskości i spojrzenia zapominając, że był w trakcie przygotowywania śniadania, a w jego głowie znów pojawiła się paląca myśl - chciałby ją mieć zarówno na śniadanie, obiad, jak i kolację. I jeśli tylko byłoby to możliwe, mógłby karmić się wyłącznie nią, bo ciemnowłosa dostarczała mu wszystkiego, czego potrzebował - zarówno ognia, rozkoszy, jak i wytchnienia oraz wewnętrznego spokoju. Dlatego, kiedy zbliżyła się do niego jeszcze bardziej, automatycznie pochylił się w jej stronę, zaciskając swoją dłoń mocniej na jej talii. Gdy zadała mu pytanie, ustami niemal drażniąc jego własne, a jej gorący oddech odbijał się na jego skórze, nie wahał się nawet sekundy. - Zawsze - odszepnął. Nie czekał, ostatecznie złączając ich usta w pocałunku, żeby poczuć na nich słodki smak truskawek. Na początku nie spieszył się, delektując się jej wargami niczym najpyszniejszym daniem, jakie w życiu smakował, a jedna dłoń powędrowała na jej szyję, kciukiem sięgając jej policzka.
Był skrupulatny i czuły, ale z każdą upływającą sekundą dziewczyna wzbudzała w nim coraz większy żar, który ujawniał się poprzez coraz większy pośpiech i zaborczość. Powinien był się nią nasycić po tej nocy, a tymczasem miał wrażenie, że z każdym kolejnym zbliżeniem stawała się jego coraz większą słabością. Nic dziwnego, że w pewnym momencie obie dłonie znalazły się na jej plecach, przyciskając ją do siebie, by jedną z nich bez ostrzeżenia wsunąć pod materiał jej piżamy i zacisnąć palce na jej jędrnym pośladku. W tej piżamie była urocza, ale bez niej wyglądała jeszcze lepiej.


Cherry Marshall
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”