Przyglądał jej się, absolutnie ubawiony, gdy kazała mu wyobrażać sobie ich dwoje w rolach państwa młodych w Nowym Orleanie i zamiast stwierdzić w duchu, że wariatka, zaczął się zastanawiać jakie to były kwiatki, które miałaby we włosach. On się na kwiatkach nie znał... Ale po kolorze, na pewno coś z ciepłych barw? Jakiś fiolet, z tych, które miały w sobie więcej czerwieni, niż niebieskiej barwy? Z zamysłu wyrwało go dopiero jej zmieszanie, na co lekko się zaśmiał. -
Oh, nie przejmuj się. Wyraźnie los tak chciał, bo od miesięcy ze znajomymi z pracy szlajamy się po karaoke barach.. Czasami. Też fałszuję. - muzykę lubił, każdą, dosłownie, nie był wybredny, ale jednak jakiegoś specjalnego talentu do tego nie miał, okay? Dwie lewe nogi, żadnego instrumentu nie podjął, mimo że w rodzinnym domu stało piękne pianino jego matki. Fizyczna praca bardziej mu się uśmiechała; dłonie, mimo że długie i zgrabne, należały do tych, które rozsypane miały na skórze skostnienia, co prawda w większości od podnoszonych ciężarów i tego, co robił po pracy, ale.. Wciąż. Do instrumentów się też nie nadawał. Rzadko podnosił głos, rzadko tak naprawdę w ogóle się odzywał i to mógł winić za swoje fałszowanie, tak? Totalnie tak. Miał jej też powiedzieć, że mogła go maltretować do woli, ale w porę zagryzł własne wargi, powstrzymując też przy okazji głupi uśmiech i jedynie kiwnął głową. Mógł jej dawać przepisy, nie ma sprawy.. Mógł też pokazywać jej
jak się to robiło porządnie... Bogowie drodzy, jego głowa była zdecydowanie zbyt brudna tego wieczoru.
Zawtórował krótkim parsknięciem, kiedy przyznała, że opowieścią o rekinie lubiła testować swoich rozmówców i musiał zapamiętać. Następnym razem, kiedy będzie opowiadał komuś dłuższą historię, musiał wymyślić coś absolutnie abstrakcyjnego, żeby złapać reakcję.. Może przetestuje na Charliem? Chociaż nie, jego dwie szare komórki mogły serio nie nadążać, nie było co oceniać. Cztery lata, to rzeczywiście było dużo. Po głowie odbijała mu się piątka jako liczba, po której ktoś rzeczywiście mógł odetchnąć pełniejszą piersią? Już niedługo jej brakowało, ale za mało wiedział w temacie, żeby rzeczywiście powiedzieć August coś wartościowego. -
Hm... Nie jak kruchą porcelanę, ale zapamiętam dla przyszłej logistyki. Gdybym tak miał cię przenieść z miejsca na miejsce, czy podnieść, żebyś dosięgnęła wyższej półki. - zażartował lekko, posyłając jej rozbawiony uśmiech. Krążyły mu po głowie pytania.. Sporo, właściwie. Co ją tak właściwie bolało, jak wyglądał jej gorszy dzień, jak lepszy, jak często miała badania i jak one wyglądały, jaki miała zakres ruchu i czy mogła być tak samo sprawna fizycznie jak typowy człowiek w jej wieku, ale.. Nie, to nie było przesłuchanie, wywiad medyczny, a jego ciekawość mogła poczekać. Szanował, że chciała wyrzucić swoją przypadłość za płot, na polankę "w otwartej przestrzeni, wiadome" i przejść z nią do porządku dziennego. Domyślał się też, że nie był to temat, który chciała poruszać, żyjąc głośno i dynamicznie, siedząc mu na kolanach bez pytania.
To, jak przytuliła swój policzek do jego dłoni absolutnie uderzyło go prosto w serce, które uderzyło kilka mocniejszych razy, posyłając ciepło po ciele. Cała jej szczerość, pomieszana z lekkością i żartobliwością, to była mieszanka, której nie potrafił się oprzeć, nawet jeśli chciał.. Tylko, że wcale nie chciał. Po prostu się upewniał, że dobrze zrozumiał jej intencje i nie był hop do przodu, żeby się nie wyrwać z mordą jak Filip z Konopi i..
Łagodny dotyk jej palców, sunący przez kark, do włosów z tyłu jego głowy sprawił, że złapał głębszy oddech, przełykając, wypuścił powietrze z płuc powoli. Mięśnie lekko się spięły, przyjemny dreszcz ekscytacji pomknął w dół jego kręgosłupa; nie odwracał spojrzenia od jej oczu, mimo że jego własne były w połowie zakryte przez powieki. -
Kto powiedział, że chcę, żebyś umiała się opanować? -odpowiedział niespiesznie, ważąc swoje słowa, cichym, niskim pomrukiem, kciukiem przesuwając z jej szczęki, do ust, wzdłuż dolnej wargi. Uśmiechał się przy tym lekko, napawając samym faktem, że pozwalała mu się tak dotykać. To mogło być nic, prawda? Ot, proste objęcie w pasie, kiedy siedziała mu na kolanach, podtrzymywanie jej policzka, dotykając jej szyi, szczęki, ust.. Tyle że on naprawdę lubił szanować przestrzeń osobistą i nawet coś tak prostego, było dla niego szalenie intymne? Mimo to, nie czuł dyskomfortu, po prostu brał swój czas, by się tym cieszyć.. Ale nie chciał też, żeby zrobiła sobie krzywdy, tańcząc na stole, okay? Przechylił się w jej stronę, dłoń wycofała się w jej włosy. Powoli, znów, bez żadnego pośpiechu, przysunął się bliżej, spojrzeniem sunąc od jej ust, do oczu. Ich ciepłe oddechy ze sobą zatańczyły, jego nawet lekko przyspieszył, już miał sięgnąć po jej usta..
Alarm zegarka na nadgarstku Theo sprawił, że drgnął, prostując się natychmiast, parskając krótkim śmiechem, odsuwając się od niej. Opuścił dłoń luźno na jedno z jej ud i lekko je poklepał. -
Okay, możemy wrócić do tego tematu, później.. Zanim wywołamy pożar. - chyba niejeden pożar. Poczekał grzecznie aż pozwoli mu się podnieść i przejść żwawo do piekarnika z ich jedzeniem. Zgarnął ze sobą puste naczynia po przystawce-deserze, odkładając je na razie na blat; świetna okazja, żeby mógł złapać oddech, ochłonąć. Hey, jedzenie wyglądało dobrze! Wrócił do niej z gorącą, złotą porcją lasagne, przygotowanej w mniejszym naczyniu, by mogli się nią podzielić i nie pęknąć przy okazji; nawet jeśli tak naprawdę głodni byli na coś zupełnie innego. Deserów się nie je przed kolacją! Mimo że swój totalnie zjedli przed kolacją.. Eh, zasady były dla słabych.
a