-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Sí - odpowiedział krótko na jego pytanie, patrząc mu w oczy. Widząc te łzy i krzywdę Alvaro, Tiago czuł, że jakaś granica została przekroczona. Taka, zza której nie ma już powrotu. W tym momencie nabrał już pewności, że dłużej tego nie wytrzyma i nie chce też takich atrakcji fundować dziecku z traumatycznymi przeżyciami; Salvatierra stał się dla niego ważniejszy, niż żona - głównie przez to, jak traktowała tego chłopaka i jak bezduszna się okazała. Coś w nim umarło i przesądziło o decyzji o rozstaniu z żoną.
Nie chciał jednak, żeby Alvaro pomyślał, że rozwód, który w tym momencie stał się czymś pewnym, jest jego winą. Tiago musiał mu to jakoś wyjaśnić, ale nie był jeszcze pewien, jak.
- Mira, no quiero que pienses que mi separación de mi esposa es culpa tuya - powiedział w końcu - Pero voy a romper con ella. Llevamos mucho tiempo discutiendo, esta relación no tiene futuro y ahora lo veo con claridad. Esto no tiene nada que ver contigo, ¿entiendes?
Położył dłoń na boku jego szyi, wciąż patrząc mu w oczy, żeby jego słowa dobrze dotarły i osadziły się w umyśle chłopaka.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Lubił przebywać w towarzystwie Santiago, lubił siedzieć z nim na kanapie i śmiać się z głupich zachowań w horrorach, lubił pomagać mu w robieniu naleśników, lubił uczyć się rysunku pod jego okiem, lubił po prostu siedzieć na tarasie i rozmawiać z mężczyzną, czasem słuchając jego opowieści, a czasem opowiadając mu coś o swojej matce, którą kochał i która była dla niego dobra albo o czasie, który spędził na ulicy, gdy musiał się akurat wyżalić i gdy czuł, że jest to odpowiedni moment, żeby coś z siebie wyrzucić. Nie czuł się oceniany, nawet gdy opowiadał mu o tym, że pewnej nocy prawie wydrapał oczy jednemu z klientów, który był dla niego wyjątkowo nieprzyjemny i który traktował go jak worek do bicia, ani nawet wtedy, gdy wspomniał o innym, którego dźgnął nożem w udo, żeby się bronić przed niechcianym i brutalnym seksem, na który Alvaro nie chciał się zgodzić. Czuł się słuchany, akceptowany, chroniony i po minie i spojrzeniu de la Serny widział, że spotkał na swojej drodze kogoś, kto z miejsca stał się jego aniołem stróżem i kto gotów byłby spalić cały świat, gdyby tylko skrzywdził Alvaro. Czuł, że znalazł swój dom, niebędący czterema ścianami, a człowiekiem, przy którym po prostu mógł być sobą: czasem dziecinnym, czasem nad wyraz dojrzałym chłopakiem, który uwielbiał trzymać w dłoni ołówek i który marzył o tym, by projektować i tworzyć, a nie niszczyć, tak jak świat wcześniej zniszczył jego.
I teraz również widział to w jego oczach - ten ogień, który zamiast parzyć Alvaro, jedynie go ogrzewał, ochraniał i dawał poczucie bezpieczeństwa, którego chłopak tak bardzo potrzebował.
Już otwierał usta, żeby zaprotestować, gdy Santiago wspomniał, że zamierza rozstać się z żoną - chciał powiedzieć znowu, że nie chce, żeby rozstawali się przez niego, ale potem usłyszał jego kolejna słowa, poczuł dłoń mężczyzny na swojej szyi i wreszcie zamknął buzię i jedynie kiwnął głową, na znak, że słyszy i akceptuje jego wyjaśnienia.
- Ya veo. Entonces, ¿estás diciendo que probablemente querrías romper con ella eventualmente, incluso si yo no estuviera aquí? ¿Como si... no me hubieras conocido? - upewnił się jeszcze, wreszcie rozluźniając palce na jego koszuli i puszczając ją niechętnie, po czym, po krótkiej chwili wahania, oparł dłoń o jego klatkę piersiową, a czoło wtulił w ramię Santiago, oddychając głęboko i zatrzymując powietrze w płucach na tak długo, na ile tylko dał radę. - Intentaré creerlo. - dodał zaraz, z lekkim, niepewnym uśmiechem, gdy znów oderwał głowę od jego ramienia; chyba gdzieś w nim został lęk o to, że Pani de la Serna zaraz się pojawi i sobie pomyśli nie wiadomo co. - ¿Por qué las cosas no funcionan entre ustedes dos todavía? Es decir... ¿cuáles son las razones aparte de que ella esté celosa de mí?
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnął się smutno, bo to nie było tak, że w ogóle nie obchodziło go kolejne rozstanie z żoną, że ślub i rozwód były mu kompletnie obojętne. Naprawdę chciał mieć rodzinę, chciał być kochany i chciał być dla kogoś ważny. Chciał mieć partnerkę, u której boku będzie mógł żyć i dla której będzie mógł żyć. Teraz okazywało się, że po raz drugi mu się to nie udało i po raz kolejny - tym razem mocniej, niż za pierwszym razem - zastanawiał się, czy po prostu źle trafia, źle wybiera, czy może to w nim jest główny problem.
Słysząc kolejne pytania chłopaka westchnął ciężko, przenosząc teraz wzrok z jego twarzy na jakiś punkt gdzieś za jego plecami. Zastanawiał się, ile mu powiedzieć - ani nie był skory do zwierzeń (o czym Alvaro być może zdążył się już przekonać, jeśli zauważył, jak mało Santiago mówił o swoich uczuciach czy przeżyciach: prawie nic, skupiając się jedynie na emocjach związanych z daną chwilą albo na tym, co pozytywne bądź co go irytowało), ani nie chciał obarczać dzieciaka swoimi problemami małżeńskimi. Jednocześnie jednak czuł, że coś musi mu powiedzieć, bo inaczej młody nie uwierzy, że to naprawdę nie on jest powodem tego nadchodzącego rozwodu.
- Adelante - powiedział w końcu, podniósł jego torbę, wciąż drugą ręką obejmując jego ramiona i wprowadził Alvaro z powrotem do jego pokoju. Zamknął za nimi drzwi nie chcąc, żeby przypadkiem w pobliżu napatoczyła się jego żona (choć jednocześnie podejrzewał, że ona nie będzie mu teraz podłazić pod ręce, wyraźnie również porządnie wystraszona jego wściekłością) i usiadł na krześle bokiem do biurka, zakładając nogę na nogę. Jeden łokieć położył na oparciu krzesła, a drugi na blacie, patrząc na Alvaro poważnie i z czającym się gdzieś w cieniu oczu smutkiem - Hay muchos motivos para nuestras discusiones. Me acusa de trabajar demasiado, de desaparecer durante días. Ha empezado a sospechar que tengo una amante y no me cree cuando le digo lo contrario. Cree que no le presto suficiente atención. Cree que soy un hijo de puta.
Przygryzł wargę, jakby chciał dodać coś jeszcze - i rzeczywiście cisnęło mu się na usta, że żona ma do niego pretensje również o to, że wciąż nie mają dzieci. Powstrzymał się jednak przed wypowiedzeniem tego na głos uznając, że to już mogłoby być za dużo; nie był jedynie pewien, czy za dużo dla niego, czy dla Alvaro.
Alvaro Salvatierra
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Bez protestów pozwolił mu podnieść swoją torbę i ruszył razem z nim, objęty jego ramieniem, ze swoją ręką owiniętą wokół talii Santiago. Pozwolił się zaprowadzić do pokoju, a potem usiadł na brzegu łóżka, patrząc z zainteresowaniem na mężczyznę, który wyraźnie zastanawiał się co odpowiedzieć - albo ile odpowiedzieć - na pytanie chłopaka o powody kłótni z żoną. Wysłuchał go, a jego brwi wędrowały powoli coraz wyżej; nie przerywał mu jednak, odezwał się po chwili, dopiero gdy ten skończył. Wcześniej wciągnął nogi na łóżko i usiadł na nim po turecku, dłonie układając na swoich kolanach.
- ¿Le gustan los collares de esmeraldas pero no le gusta tu trabajo? ¿O el dinero que cae del cielo? - parsknął krótko i pokręcił głową. - ¿Por qué tendrías una amante? Después de todo, es una mujer hermosa. Sería una tontería, y no creo que seas tonto ni adicto al sexo. - wzruszył lekko ramionami. - De lo que estoy seguro es de que no eres un hijo de puta. Si fueras un hijo de puta, no le darías un hogar a un niño de la calle. Ella simplemente no sabe apreciar al hombre que tiene a su lado. Yo daría cualquier cosa por tener a alguien que... - zawahał się chwilę i spuścił wzrok. - Kogoś, kto by mnie kochał i troszczył się o mnie. Tak jak ty troszczysz się o mnie.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tampoco no me considero un adicto al sexo. No tengo amante y no la necesito, aunque estoy convencido de que, si quisiera, podría tener a casi cualquier mujer. Pero no quiero.
Uniósł wzrok, patrząc teraz na chłopaka ze smutkiem, dopowiadając w myślach, że chce mieć tę jedyną, tę, której mógłby w pełni zaufać, przy której mógłby się czuć bezpiecznie i która byłaby faktycznie jego drugą połową. Powoli zaczynał jednak tracić wiarę, że sam jest zdolny do utrzymania takiego związku, bo możliwe, że to jednak nie w jego kobietach jest problem, tylko w nim. Może źle je traktował, być może popełniał niewybaczalne błędy, które doprowadzały do takich zachowań ze strony jego żon.
- No soy perfecto, Álvaro. No lo soy, y lo sé. De hecho, diría que soy un auténtico cabrón, aunque no con todo el mundo. Pero los conflictos matrimoniales nunca son unilaterales y siempre se originan en errores cometidos por ambos cónyuges, así que no seas tan negativo con ella y luego me exculpes. Eso no es del todo cierto. Probablemente podría haberlo hecho mejor; estoy seguro de que he cometido errores de vez en cuando.
Uśmiechnął się znów smutno, po czym wyprostował się na krześle i przeczesał włosy palcami, uciekając spojrzeniem za okno, żeby choć częściowo przykryć narastający w jego sercu ból. Im więcej mówił o tym związku, im więcej myślał o tym, ile w tym wszystkim mogło być jego winy, tym bardziej go to bolało. Jednocześnie jednak kiedy przypominał sobie te wszystkie, coraz częstsze i ostatnio nie kończące się kłótnie - a przede wszystkim oskarżanie Alvaro o coraz dziksze rzeczy, wiedział, że ten związek jest już nie do uratowania. Od jakiegoś czasu tracił serce do tej kobiety (i był pewien, że ona do niego również), więc nawet gdyby spróbował jakoś uratować to małżeństwo, to miał poczucie, że już by się między nimi nie ułożyło. Nie tak naprawdę, nie w taki sposób, żeby mogli się nawzajem traktować jak partnerów. Coś zgasło, a on tego do tej pory nie zauważył. A może w tym przypadku nigdy nie rozpaliło się tak naprawdę...? Tego nie był pewien.
- En cualquier caso, su comportamiento hacia ti es inaceptable y no lo toleraré - powiedział stanowczo, wciąż jednak patrząc w okno.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No dije que fueras perfecto. - wytknął język, nie będąc nawet pewnym czy Santiago to widzi, ale nie miało to chyba i tak większego znaczenia. Widział, że mężczyzna jest zamyślony i skupiony na widoku za oknem, czyli na rzeczonym kościele, którego rysunek leżał na blacie tuż przed nim. Prawdopodobnie nawet nie widział tego kościoła, bo patrzył w przestrzeń, a nie de facto na niego. - No estoy poniendo excusas por ti ni tratando de encubrirte, disculpa si sonó así. - dodał zaraz, nieco ciszej, już mniej rozbawionym tonem jak poprzednie zdanie, które wypowiedział. Spuścił wzrok, wbijając spojrzenie w swoją leżącą na kolanie lewą dłoń i znajdującą się na nadgarstku bransoletkę z rzemyków. Westchnął cicho, zanim znów się odezwał. - Y no la juzgo por tus argumentos, sino por cómo se comportó conmigo y cómo logró acusarme de más y más cosas, a pesar de que sabía perfectamente que yo no había hecho nada. Apuesto a que ella misma escondió ese collar en uno de sus joyeros. - gdy zdał sobie sprawę co powiedział wyprostował się, spinając się natychmiast, zupełnie jakby spodziewał się lania. I może nie było tak, że się go spodziewał świadomie, ale jego organizm czasem reagował za niego. - Lo siento, no debería haber dicho eso.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No sé qué pasó con ese collar, pero lo buscaré más tarde. Quizás lo encuentre en algún sitio, quizás no. Incluso si lo encuentro, no significa que lo haya escondido definitivamente... a menos que esté en un lugar donde sea obvio que lo ha ocultado.
Westchnął znowu, przeczesał włosy i jego wzrok padł na rysunek kościoła. Santiago chwycił go ostrożnie w palce i przyjrzał mu się uważnie, po chwili porównując z oryginałem.
- Tienes un talento y una habilidad verdaderamente extraordinarios. Y tus dibujos arquitectónicos son cada vez mejores. ¿Tienes alguna idea de lo que te gustaría hacer en el futuro? - zapytał, znów wpatrując się w rysunek jak urzeczony. Nie zauważył wcześniejszego wystawiania języka, ale to prawda, że był wtedy myślami daleko stąd, pogrążony we wspomnieniach i skupiony na tłumieniu swojego bólu, który odczuwał coraz mocniej.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Uniósł brwi, słysząc, że ma niezwykłe umiejętności i że jego rysunki są coraz lepsze; zrobiło mu się miło, chociaż jednocześnie uważał, że to niesłuszne komplementy, więc zarumienił się lekko i podniósł się z łóżka, podchodząc do mężczyzny.
- Gracias, pero creo que exageras un poco. Estoy seguro de que hay mucha gente que dibuja a un nivel similar. - wzruszył lekko ramionami i oparł dłoń o biurko, spoglądając na Santiago i na trzymany przez niego rysunek kościoła. - Me gustaría ir a un instituto con un perfil artístico, eso seguro. - odezwał się po chwili zastanowienia, a jego wzrok zaczął błądzić bezmyślnie po biurku. - Y luego... no sé. Pensé que sería genial ser arquitecto o ingeniero, porque ambas profesiones son... oh Dios mío. - urwał wypowiedź, gdy jego wzrok padł na inny rysunek, leżący dalej na biurku, pomiędzy zeszytami, książkami i innymi przyborami. Rysunek, który przedstawiał Santiago, a którego mężczyzna raczej nie powinien widzieć. Sięgnął po kartkę pośpiesznie i złożył ją na pół, starając się wrócić do wątku, który zaczął wcześniej. - Quería decir que estas profesiones me parecen fascinantes, y ambas combinan el dibujo y las matemáticas, que también me gustan, así que... una u otra, aún no lo sé.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Deja de negar tus propias habilidades y capacidades, Álvaro - powiedział stanowczo, ale bez irytacji - Claro, hay mucha gente que dibuja mejor que tú, pero también hay muchísima que dibuja peor. No tiene sentido compararte con los demás y pensar que lo que haces es mediocre. Tus dibujos son buenos.
Jego wzrok podążył za dłonią Alvaro, kiedy ten wyraźnie się zestresował i natychmiast sięgnął po jakąś kartkę, której Santiago ewidentnie miał nie zobaczyć. Kocur zmarszczył brwi, o miał wrażenie, że przez ten krótki moment mignęła mu na rysunku jego własna twarz. Przez chwilę zastanawiał się, czy żądać od chłopaka, żeby pokazał mu, co stworzył, czy odpuścić, bo Alvaro miał prawo do prywatności.
- Arquitectura e ingeniería son carreras interesantes y gratificantes. Creo que te iría bien en ambas, así que me alegra que estés considerando una de ellas.
Wpatrywał się w tę złożoną kartkę w dłoniach chłopaka, wciąż bijąc się z myślami, czy żądać pokazania rysunku, bo nie chciał wchodzić z butami w jego życie i twórczość. Sam doskonale wiedział, jak nieprzyjemne to potrafiło być, bo przecież również rysował i nie zawsze chciał komuś pokazać swoje dzieło. Ciekawość jednak była silna, skoro już wydawało mu się, że widział tam swoją twarz - chciał zobaczyć, jak chłopak go przedstawił, co tam właściwie było.
- ¿Me enseñarás lo que tienes ahí? - zdecydował się wreszcie zapytać.
Alvaro Salvatierra