-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
- Tak - odpowiedział cicho, a w kąciku jego ust pojawił się lekko tajemniczy uśmiech. - Chcę - nie rozwinął jednak tej myśli dalej. Przez ułamek sekundy wyglądało to tak, jakby chciał coś dopowiedzieć… ale ostatecznie tylko uniósł filiżankę i napił się kawy. Bo prawda była znacznie prostsza i jednocześnie bardziej skomplikowana, niż brzmiało to zdanie. Chciał poznać ją jako człowieka, kobietę, która siedziała naprzeciwko niego, z całym swoim charakterem, historią i sposobem patrzenia na świat. A druga myśl, która pojawiła się gdzieś z tyłu jego głowy, była jeszcze prostsza. Chciał poznać ją również jako kochankę.
Tego jednak nie zamierzał wypowiadać na głos, przynajmniej nie teraz. Zamiast tego pozwolił, by w jego spojrzeniu przez moment pojawiło się coś łagodniejszego, mniej zdystansowanego niż zwykle - jakby powoli opuszczał gardę, którą zdarzało mu się zasłaniać w wielu relacjach.
Rozmowa wróciła do książki, a uśmiech boksera zrobił się lżejszy.
- No to teraz już nie mam wyjścia. Muszę przeczytać ją od deski do deski. Inaczej nie będę miał żadnych argumentów do dyskusji z autorką - przechylił lekko głowę. - Głupio byłoby przyjść na rozmowę nieprzygotowanym - rzucił z rozbawieniem.
Kiedy zaproponowała konkretny termin, uniósł lekko brew, a po chwili skinął głową.
- Pasuje - odezwał się, a na jego ustach pojawił się lekki, trochę zaczepny uśmiech. - Chociaż przyznam, że to trochę późno - rzucił teatralnie, zawieszając na niej swoje spojrzenie. - Z drugiej strony… nie musimy przecież iść wcześnie spać - więcej już nie dodawał, zostawił ją jedynie z tą bardzo dwuznaczną sugestią oraz swoim nieco tajemniczym uśmiechem.
Kiedy rozmowa zeszła z powrotem na treningi i jej ciosy, Karrion skrzyżował ręce na klatce piersiowej i pokiwał głową z udawanym namysłem.
- Zawsze możemy też zastąpić te wszystkie zasadzki z łaskotaniem czymś bardziej cywilizowanym - powiedział z rozbawieniem. - Regularnymi spotkaniami na przykład? Jak na normalnych ludzi przystało - dodał utrzymując lekki ton. - Poza tym bardziej od łaskotek będą mnie interesować twoje postępy. W końcu mam z ciebie zrobić terminatora - rzucił dość spokojnym tonem, jakby faktycznie mówił to na poważnie.
Upił łyk kawy tuż przed jej pytaniem o Usyka. Po przełknięciu, parsknął cicho.
- Ołeksandr Usyk - wyjaśnił spokojnie. - Ukraiński bokser. Jeden z najlepszych technicznie zawodników ostatnich lat. Niesamowita praca nóg, świetna głowa do walki. Gość potrafi rozebrać przeciwnika na części bez używania brutalnej siły - wzruszył lekko ramionami. - Kiedyś miałem okazję z nim sparować. Jeśli będziesz mieć okazję zobaczyć jego walkę, od razu zrozumiesz, o co mi chodzi - znów sięgnął po filiżankę i dopił resztkę kawy. Gdy odstawił ją na spodek, jego spojrzenie na moment zatrzymało się na Victorii. I przez tę jedną krótką chwilę patrzył na nią inaczej. W jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej jednoznacznego i niebezpiecznego przy okazji. Jakby przez sekundę naprawdę rozważał wszystkie scenariusze, które mogłyby wydarzyć się między nimi.
Chwilę później mrugnął i ten moment zniknął, zanim mógłby stać się niezręczny. Sięgnął po papierową torebkę z piekarni i wysunął z niej mały pakunek, który przesunął po blacie w jej stronę.
- Umowa to umowa - powiedział z lekkim rozbawieniem. - Może kiedyś nadarzy się też okazja zjeść razem śniadanie - dopiero kiedy te słowa padły, dotarło do niego, jak to zabrzmiało.
Na moment się speszył. Lekki rumieniec wkradł się na jego twarz, a Karrion szybko odwrócił wzrok w bok, jakby nagle zainteresowało go coś dziejącego się przy stoliku kawałek obok nich. Przez chwilę udawał, że poprawia rękaw koszulki, próbując odzyskać swój zwykły spokój.
- To znaczy… - mruknął pod nosem, kręcąc lekko głową.
Victoria Heffernan
-
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wpatrywała się w niego. Przechyliła lekko głowę, jakby próbowała złapać go pod innym kątem. Jakby chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów z jego twarzy przed kolejnym spotkaniem. Przez chwilę zastanawiała się, czy dobrze odczytuje jego intencje. Nie randkowała od lat. Wyszła z wprawy i miała poczucie, że nie ma pojęcia, jak to się robi. Musiała zaufać swojej kobiecej intuicji, która ostatnio nie miała zbyt wielu okazji, żeby się wykazać.
– W takim razie nie masz wyjścia – wzruszyła ramionami, rozbawiona. – Zrobię ci sprawdzian z lektury – uśmiechnęła się szerzej. – I nie licz na łatwe pytania.
Zamrugała zaskoczona na jego późno, tak szybkiego obrotu sprawy się nie spodziewała. Potrzebowała chwili, żeby nadążyć. Flirtował z nią, a jej mózg nie przetwarzał, czy chodziło mu o coś innego.
– Chyba nie jesteśmy aż tak starzy, żeby musieć przesypiać noc. Można się wcale nie kłaść spać – no już chyba bardziej furtki mu nie mogła otworzyć. Zostawiła to między nimi, bez dopowiedzenia. Uniosła kącik ust, zaskoczona własną otwartością, ale jak szaleć, to szaleć. Skoro jej się podobał i działało to też w drugą stronę, to co miała do stracenia. Młodsza i piękniejsza nie będzie.
– Ale przecież widzimy się trzy razy w tygodniu na treningach, Karrion. – Wiedziała, że nie o tych spotkaniach myśli. Co nie zmieniało faktu, że miała ochotę odrobinę złapać go za język, przy czym sama uśmiechała się do niego flirciarsko, rozbawiona. Ahhh… dawno się tak dobrze nie czuła. Co on z nią robił?
– To już wiem, co będę oglądać w wannie dzisiaj wieczorem. Nie wydaje mi się, żebym miała pojęcie, na co patrzę i za co sędziowie dają punkty oprócz nokautu, ale… coś nowego. Może napiszę książkę o bokserze. Tylko będziesz musiał mi wszystko wytłumaczyć od zera.
Zaczęła bawić się srebrnym łańcuszkiem. Zawsze robiła tak, kiedy nie wiedziała, gdzie podziać ręce. W końcu zdecydowała się dopić swoją kawę, która była oznaką końca spotkania. Trochę ją to rozczarowało. Szybko zleciał jej ten czas.
Kiedy po stole powędrował pakunek z bułkami, zaśmiała się, zgarniając go – skoro umowa, to umowa.
– Słowny jesteś. To dobrze – uniosła brew. – Rzadkość.
Zgarnęła opakowanie, gotowa zbierać się do wyjścia. Tyle że wcale jej się nie spieszyło.
Zaśmiała się, widząc jego konsternację, kiedy sobie uświadomił, co sugestywnego wyszło z jego ust. Rozbawiło ją to.
– Chętnie zjem z tobą śniadanie, Karrion – powiedziała pewnie, zatrzymując się na sekundę, jakby chciała zobaczyć, jak to na niego działa.
Podniosła się z miejsca, żeby sięgnąć po swój płaszcz. Przechodząc obok niego, wyszeptała:
– Może być nawet w łóżku.
Powiedziała to ciszej, prawie przy samym jego uchu. Na moment pogładziła go po bicepsie. Krótko, jakby sprawdzała, czy naprawdę jest taki twardy, jak wygląda. Dopiero wtedy się odsunęła, jakby nic się nie stało. Zarzuciła na siebie płaszcz i zgarnęła torebkę oraz paczuszkę, gotowa do wyjścia.
Karrion Stifler
-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
Na wzmiankę o teście z książki westchnął teatralnie, opierając się wygodniej o krzesło.
- Już to widzę - mruknął z rozbawieniem. - „Co Amber powiedziała do Stevena na stronie osiemdziesiątej trzeciej, w rozdziale piątym?” - uniósł lekko brew. - I oczywiście żadnych odpowiedzi ABCD - zaśmiał się cicho.
Kiedy rzuciła, że wcale nie muszą spać, jego spojrzenie na moment się zatrzymało. Było w nim lekkie zaskoczenie… ale i wyraźne zainteresowanie. Nie spodziewał się po niej aż takiej otwartości, która bardzo mu się spodobala.
Gdy chwilę później wspomniała o trzech treningach w tygodniu, pokiwał powoli głową.
- W sumie masz rację. Trzy razy w tygodniu to całkiem sporo - zrobił krótką przerwę, patrząc jej prosto w oczy. - Może faktycznie to wystarczy - kącik jego ust drgnął lekko. - Chociaż… chyba nie dla mnie - czy można było bardziej wprost powiedzieć, że chce z nią spędzać więcej czasu?
Na wspomnienie o oglądaniu Usyka w wannie jego spojrzenie mimowolnie uciekło gdzieś na moment. Wyobraźnia podsunęła mu bardzo konkretny obraz: naga Victoria zanurzona w ciepłej wodzie, rozluźniona, skupiona na ekranie. Przez sekundę milczał, by po chwili odchrząknąć lekko i wrócić do rozmowy.
- Jeśli chcesz pisać o boksie, to będziesz musiała uzbroić się w cierpliwość. Wyjaśnienie tego wszystkiego od zera zajmuje trochę czasu - uniósł znów lekko brew. - Sporo czasu - dodał, uśmiechając się nieco dwuznacznie.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej na wspomnienie o tym, że jest słowny, i skinął głową z pewnym siebie uśmiechem.
- Jestem - przyznał, nie bawiąc się w fałszywą skromność.
Spojrzenie Stiflera nie odrywało się od Heffernan, gdy wstawała i zbierała swoje rzeczy. Obserwował każdy jej ruch. Kiedy zatrzymała się i powiedziała, że chętnie zje z nim śniadanie, jego uśmiech poszerzył się nieco bardziej. A gdy się nachyliła... jej szept przy jego uchu i krótkie muśnięcie bicepsa sprawiły, że przez jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Na ułamek sekundy jego szczęka lekko się zacisnęła, a w głowie pojawiły się obrazy, których zdecydowanie nie powinien rozwijać w tej chwili. Śniadanie w łóżku. To, co przed nim i to, co po nim.
Wstał niemal od razu po niej. Narzucił kurtkę, chwycił torbę z pieczywem i ruszył za nią w stronę wyjścia. Przy drzwiach zatrzymał się na moment, odwracając się lekko w stronę Victorii. Zanim zdążył to przemyśleć, nachylił się i krótko, spontanicznie cmoknął ją w policzek.
- Wracam do pracy - rzucił dość spokojnie jak na fakt, że właśnie ją pocałował na pożegnanie.
Cofnął się o pół kroku, ale jego spojrzenie znów powróciło do tej głębi, które zdradzało być może zbyt wiele jego zamiarów względem pięknej uczennicy. Przygryzł lekko dolną wargę, jakby przez moment walczył z własnymi myślami.
- Nie mogę się doczekać naszej rand… - urwał na ułamek sekundy, a kącik jego ust uniósł się lekko. - Wyjścia - dodał z małym rozbawieniem, zdając sobie sprawę z tego, że oboje oczekiwali liczyli na to, iż Karrion dokończy pierwszą wersję. Dziś jednak wydarzyło się między nimi tak dużo, że można było zostawić trochę niedopowiedzeń.
Obrócił się na pięcie i powędrował na parking, gdzie stał jego samochód i po zapakowaniu torby na siedzenie pasażera, sam wsiadł za kierownicę i ruszył w kierunku Kingsway, zdając sobie sprawę, że trochę się zasiedział w dobrym towarzystwie i zaraz może się spóźnić na trening. Tak o to właśnie wyglądała faworyzacja niektórych uczniów wśród nauczycieli.
koniec
Victoria Heffernan