-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Proszę mi opowiedzieć, jak to się stało - powiedział, w pierwszym momencie mając ochotę poprosić o to w inny sposób: pytając, czy może mu o tym opowiedzieć. Takie postawienie sprawy dawałoby jej jednak pole do odmowy, do dalszego wykręcania się, a tego nie chciał. Wnioskował, że to właśnie ten postrzał spowodował to, że szef wysłał Evinę do niego: sam fakt długotrwałego zwolnienia nie powodował od razu, że trzeba było powtarzać jakiekolwiek badania czy testy psychologiczne; zaś postrzały już tak. Mogły one mocno wpływać na psychikę ludzką, w zależności od okoliczności, w jakich do nich dochodziło.
Tak, zignorował też wcześniejsze zapewnienia kobiety, że ta wie, jak działać, bo jest w czynnej służbie od dwudziestu lat. Akurat to dla Sergio o niczym nie świadczyło, bo jedno krótkie wydarzenie mogło zniszczyć wszystko, co do tej pory było wypracowane. Mogło, ale nie musiało, oczywiście.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chciała rozmawiać na ten temat. Wyczuwała jednak, że w tej sytuacji nie bardzo miała wyjście. Musiała mu dać cokolwiek, aby wreszcie odczepił się od niej i pochylił nad tym jednym papierkiem, który miał dla niej wypełnić. Nie sądziła, aby zaszła potrzeba przeprowadzenia jakiegoś wielce złożonego wywiadu, żeby dojść do wniosku, że zasłużyła na odświeżenie swojego drobnego orzeczenia.
- Naprawdę musimy to jakoś omawiać? - zapytała, ale domyślała się już jaką uzyska odpowiedź. - Takie rzeczy już się zdarzają. Nie pierwszy raz i możliwe, że nie ostatni. Ryzyko zawodowe, z którym trzeba się pogodzić, aby faktycznie pracować w tej profesji, a nie jedynie siedzieć za biurkiem i wypełniać papierki.
W końcu już wcześniej miała bliskie spotkanie ze śmiercią. Może nie miało aż tak... dramatycznego i personalnego wymiaru jak ostatnie zderzenie z mordercą, ale czy w gruncie rzeczy nie było to tym samym? Przeżyła. Musiała to zostawić za sobą. Podobnie jak fakt, że mimo wszystko dalej miała pewien żal do swojej narzeczonej za to, że nie pozwoliła jej zakończyć tego wszystkiego na własnych warunkach.
- Zdarzyło się to, co się zdarzyło. Czuję się dobrze, funkcjonuję normalnie i chciałam po prostu, aby ktoś odwalił tę cholerną robotę papierkową, żeby szaf mi nie suszył głowy o nowe orzeczenie do pary z opinią lekarską - powtórzyła jakby naprawdę miało to jakiekolwiek znaczenie.
Wiedziała już, że Martinez raczej łatwo nie zamierzał dać jej to, czego chciała i zrezygnować ze swojej powinności. Na ogół Evina ceniła sobie profesjonalizm, ale na pewno nie wtedy, gdy krzyżował w jakiś sposób jej własne plany.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Moim ryzykiem zawodowym - odezwał się w końcu po dłuższej chwili przyglądania jej się, przewiercania jej spojrzeniem ze zwiniętą w pięść dłonią przyciśniętą do ust - to wydanie opinii niezgodnej z rzeczywistością. Za każdym, absolutnie każdym razem ryzykuję życiem i zdrowiem osoby, która do mnie przyszła, a czasami również życiem i zdrowiem innych - jego głos był teraz dość chłodny i ostry - Ryzykuję również utratą prawa do wykonywania zawodu i o ile nie jest mi on niezbędny do przeżycia, o tyle jednak zależy mi, żeby go wykonywać. I zależy mi na tym, żeby wykonywać go dobrze, podobnie, jak - jestem o tym przekonany - pani zależy na dobrym wykonywaniu swojego zawodu. Robi pani na mnie wrażenie osoby, która chce doprowadzać prowadzone przez siebie sprawy do końca, żeby robić to rzetelnie, a nie na pół gwizdka; żeby oskarżony przez panią człowiek był rzeczywiście tym właściwym nawet, jeśli można pójść na skróty, przymknąć jakiegoś gnojka, który i tak prędzej czy później trafiłby za kraty, a pani mogłaby poświęcić czas czemuś ważniejszemu. Nie mylę się? - uniósł brwi, przeszywając ją spojrzeniem i czekając na odpowiedź - Nie wystawię pani opinii na podstawie zapewnień, że wszystko z panią w porządku i możemy się rozejść, bo z pewnością są ludzie, którzy potrzebują mojej pomocy. Wręcz przeciwnie: tego typu zapewnienia coraz bardziej utwierdzają mnie w tym, że coś jest na rzeczy, bo są zasłoną. Jeśli teraz wystawię ten papierek, to można się będzie nim jedynie podetrzeć i będzie to bardzo niebezpieczne dla nas obojga.
Obawiał się, że Evina zaraz wstanie i wyjdzie. Miała takie prawo, ale miał nadzieję, że mimo wszystko to, co przed chwilą powiedział, trafi do niej i kobieta spróbuje się postawić w jego sytuacji: że argumenty o dobrym wykonywaniu swojego zawodu do niej trafią. Miały taką szansę, jeśli rzeczywiście prawidłowo ją ocenił i rzeczywiście była dobrą policjantką, której zależy na tym, żeby faktycznie swoje sprawy doprowadzać do końca, a nie - żeby pójść po najmniejszej linii oporu.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Od zbyt dawna starała się wszystko w sobie tłumić. Korzystała z metody pudełek... Takich jak te, w których wynosiło się niepotrzebne rzeczy na strych. Lub takie, o których chciało się zapomnieć. Po prostu wkładała swoje emocje do takiego kartonu i wrzucała je w jakiś kąt swojego umysłu, aby zachowywać się jakby nigdy nie istniały. Była to na pewno diabelnie skuteczna technika, z której nie potrafiła zrezygnować.
Problem polegał na tym, że nie chciała pomocy. Uważała, że nie potrzebowała jej. Była z pokolenia, które radziło sobie z problemami na swój sposób: zamykając się w sobie i sięgając po mocnego drinka dla uspokojenia skołatanych nerwów. Nie sądziła, aby potrzebowała czegoś więcej. Obchodziło ją tylko załatwienie tej jednej sprawy, a potem mogła wrócić swobodnie do swojego świata.
Nie spodziewała się, że jej kolejna defensywna odpowiedź spotka się z taką, a nie inną reakcją. Uzyskała wykład. Ostre upomnienie, aby w końcu zaczęła współpracować. Mogłaby naprawdę w tym momencie wyjść i olać to wszystko. Powiedzieć, że naprawdę ma to wszystko w dupie i rzucić zastępcy komendanta, żeby nie histeryzował, bo poprzednie orzeczenie jest jak najbardziej w porządku. Jednak z jakiegoś powodu zdecydowała się na to, aby pozostać tu jeszcze przez chwilę.
- To prawda. Akurat, co do tego się pan nie myli - odpowiedziała spokojnie. - Tak. Staram się każdą sprawę doprowadzić do końca. Poświęcam się, żeby odnaleźć odpowiednie rozwiązanie. Mam jednak przy tym wrażenie, że część pierdolonej biurokracji istnieje tylko po to, aby utrudniać mi życie i niepotrzebnie mnie ogranicza w momencie, gdy trzeba działać... Tak jak teraz wkurwia mnie fakt, że muszę zdobyć nowy papierek potwierdzający, że nadaję się do służby, bo ktoś z moich przełożonych jest przewrażliwiony.
Frustracja powoli zaczynała się z niej wylewać. Miała jednak serdecznie dość tego wszystkiego. To miała być naprawdę prosta sprawa, ale oczywiście los stwierdził, że nie zasługuje na to, aby wszystko szło po jej myśli.
- Co właściwie pan chce usłyszeć? Konkretnie - rzuciła, a jej głos zabrzmiał ostrzej niż to planowała.
Nie wiedziała, co właściwie miałaby mu opowiedzieć. Mogli dalej się bawić w dopytywanie, bo Swanson nie potrafiła opowiadać historii z życia prywatnego. Nie miała pojęcia, co mogłoby go interesować oraz jakie były jego oczekiwania względem niej.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chcę usłyszeć, co się wydarzyło - odpowiedział, zmieniając nieznacznie pozycję na fotelu i poruszając palcami ręki opartej na podłokietniku - Konkretnie. Ze szczegółami. Co to był za wypadek w pracy: jak do niego doszło, co się stało, co pani w związku z tym przeżyła i dlaczego pani przełożeni są tacy przewrażliwieni - bo wnioskuję, że na tym właśnie punkcie.
Naprawdę bardzo się cieszył, że uzyskał w końcu coś więcej, niż tylko kilka słów, ciągłe powtarzanie, że wszystko w porządku; że powiedziała, że on się co do niej nie myli i że jest typem policjanta, który stara się wszystko doprowadzić do końca. Cieszył się, że przyznała, że wkurwia ją ta biurokracja, bo choć to było oczywiste w trakcie całego tego spotkania, to jednak wyrażenie tego na głos świadczyło o tym, że być może udało mu się choć na chwilę ją minimalnie otworzyć. Zanosiło się na to, że tym razem użył odpowiedniego wytrycha, by do niej dotrzeć i skłonić do choćby minimalnej współpracy. Nie miał do niej pretensji o tę irytację na niego, o ostry ton, bo - powiedzmy sobie szczerze - spodziewał się, że jeśli rzeczywiście uda mu się cokolwiek w niej poruszyć, to pierwszą reakcją będzie złość. Nie odbierał jej też jako złości na niego, tylko raczej na całą tę sytuację, na to, że musiała się "spowiadać" obcemu typowi z czegoś, co ewidentnie chciała zamknąć gdzieś głęboko w sobie i próbować funkcjonować normalnie. Wciąż też nie miał zdania na temat tego, czy było to w jej przypadku niemożliwe - nie mógł go sobie wyrobić, póki nie poznał szczegółów sprawy, która kazała jej przełożonym skierować Evinę do tego gabinetu. Choć znając większość swojego pokolenia podejrzewał, że tak naprawdę wszelkie problemy nawarstwiły się latami do tego stopnia, że mogły w każdym momencie wylać się na zewnątrz - i byłby to akurat najmniej odpowiedni moment, skutkujący prawdziwym tsunami. Podobnie było choćby w przypadku jego szwagra, który na ostatniej rodzinnej kolacyjce usłyszał od brata kilka zdecydowanie nieprzyjemnych rzeczy i w końcu powiedział, że ma myśli samobójcze - po całym życiu uśmiechania się i udawania, że nie ma żadnych problemów, a wszystko po nim spływa jak po kaczce.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Facet próbował mnie zabić - powiedziała w końcu, odzyskując powoli władzę nad swoim ciałem i tonem. - Chciał się zemścić za to, że wsadziłam go na przeszło dwie dekady za kratki. Zastraszał mnie tygodniami, zabił przypadkowego człowieka. W końcu postanowiłam mu się wystawić i konfrontacja nie zakończyła się dla mnie najlepiej. Tyle.
Może i nie była to szczególnie zachwycająca opowieść wypełniona szczegółami, ale na pewno było dużo lepsze niż to, co mu dotychczas dostarczała. Jakby nie patrzeć zachowała wszystkie najważniejsze elementy całej historii.
- Dlatego są przewrażliwieni. Chcą się upewnić czy to nie było... zbyt traumatyczne - przez moment musiała odszukać jakieś odpowiednie słowo.
Nie miała pojęcia, co on teraz z tym zrobi. Naprawdę miała nadzieję, że nie zada jej jakiś durnych pytań pokroju tego jak się z tym wszystkim czuje ani co o tym sądzi. Nie zamierzała opowiadać o takich rzeczach. Głównie dlatego, że starała się nie zaprzątać sobie głowy czymś takim jak rozpamiętywanie tego i własne emocje. Miała zbyt wiele rzeczy do zrobienia. Wciąż skupiała się na czymś nowym i zajmowała kolejnymi czynnościami, które nie pozwoliły jej na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy pomyśleć o tym, co przeszła.
Zapewne dalej miała niezwykle dużo do rozpakowania. Jednak wolała wszystko zostawić tak jak było i odstawić na strych, gdzie mogło zostać zapomniane. W końcu życie toczyło się dalej, a ona miała przed sobą naprawdę sporo wrażeń: nadchodzący ślub, sfinalizowanie adopcji pewnego dziesięcioletniego chłopca oraz cały inny pierdolnik w życiu prywatnym i zawodowym. Sprawa Anthony'ego Blythe'a była ostatecznie zamknięta. Nie było po co do niej wracać.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak pani sobie z tym radzi? - zapytał po chwili - Nie mam na myśli tego, jak się pani z tym czuje, choć tego też chętnie wysłucham; ale chodzi mi dosłownie o to, o co zapytałem: jak pani sobie z tym radzi? Nie uwierzę, że w żaden sposób to na panią nie wpłynęło, ale można sobie z tym radzić. Żebym wystawił pozytywną opinię, muszę wiedzieć, jakie mechanizmy pani stosuje.
Prawdę mówiąc - po dotychczasowej rozmowie domyślał się, że to, co robiła, to było unikanie tematu. Tyle czasu próbował z niej wyciągnąć to wyznanie, że taka odpowiedź wydawała mu się w tym momencie jedyną właściwą. Być może jednak - o ile Evina zdecyduje się mimo wszystko cokolwiek więcej na ten temat powiedzieć - miała w zanadrzu też jakiekolwiek inne narzędzia do przepracowania tematu. Jeśli zaś nie - być może on byłby w stanie jakieś dla niej znaleźć, żeby pomóc jej lepiej poradzić sobie z tym, co przeżyła.
- Dziękuję, że mi pani o tym powiedziała - dodał po chwili, bo rzeczywiście był jej za to wdzięczny. Ostatecznie rzeczywiście nie musiała mu o tym opowiadać. Nie dostałaby wtedy papierka, to prawda, ale i tak nie wybiłby tego z niej pięściami, nie zmusiłby jej w żaden sposób, jeśli by się absolutnie zaparła.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zajmuję się swoimi sprawami, żyję dalej - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo nie bardzo miała pojęcie jakiej właściwie odpowiedzi oczekiwał i o co naprawdę pytał. - Jak to mawiają psy szczekają, ale karawan jedzie dalej.
To było jedn z tych enigmatycznych powiedzeń, które można było zastosować do każdej możliwej sytuacji. W tym wypadku nie zamierzała pochylać się zbyt długo nad sprawą martwego człowieka, który nie był w stanie jej zagrozić. Nie miało to sensu. Musiała po prostu przeć dalej przed siebie.
Przez moment miała ochotę powiedzieć, aby w dupę sobie wsadził te podziękowania, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Nie powinna tego mówić. Jednak nie lubiła podobnego gadania, które miało sprawić, że poczułaby się w jakiś sposób wynagrodzona za to, że postanowiła mu coś konkretnego powiedzieć.
- Darujmy sobie takie frazesy - rzuciła jeszcze oschle, bo nie chciała, żeby zachowywał się jakby to było coś wyjątkowego i niezwykle heroicznego.
Robiła to wyłącznie po to, aby dostać upragnione zaświadczenie. Zresztą podawała mu możliwe minimum informacji. Tyle mógłby sam wyczytać z jej akt, gdyby tylko miał je przed sobą. Nie robiła zatem nikomu żadnej przysługi ani nie zdradzała ogromnej tajemnicy. Liczyła jednak na to, że faktycznie da radę przejść przez to wszystko bez rozgrzebywania w jakiś sposób tej cholernej sprawy.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No, tak, rzeczywiście - rzucił - żyje pani dalej i zajmuje się swoimi sprawami. Powiedziałbym, że w ten sposób większość ludzi egzystuje. Część z nich nawet żyje. Zajmują się swoimi sprawami i istnieją dalej; tylko nie zawsze to równa się życiu i radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami, które ich spotkały. Znam takich, którzy tak funkcjonują, ale wspierają się lekami. Inni - alkoholem. Jeszcze inni - przypadkowym seksem. Część tak naprawdę nie radzi sobie wcale, bo choć żyją i zajmują się swoimi sprawami, to w rzeczywistości boją się własnego cienia, nie mogą spać po nocach, unikają spotkań towarzyskich. Są tacy, którzy wpadają w pracę i w niej się wykańczają, nie chcąc - nie mogąc - funkcjonować poza nią. A są i tacy, którzy wypracowali sobie różne mechanizmy obronne, które nie wpływają na nich destrukcyjnie: stosują techniki relaksacyjne, techniki opanowania lęku, jeśli ich dopada, rozmawiają o swoich problemach choćby z bliskimi...
Uniósł pytająco brwi, chcąc wiedzieć, do której grupy należy Evina - choć spodziewał się, że skoro podał jej na tacy kilka sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach, to ona się tego uczepi i zacznie po prostu kłamać - jeśli rzeczywiście miała kłopoty z poradzeniem sobie z tamtymi przeżyciami. Być może on będzie potrafił to kłamstwo rozpracować, a być może nie. Możliwe, że będzie w tym na tyle przekonująca, że on uwierzy, że to, co mówi, to prawda.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała tego, co miał jej do powiedzenia i faktycznie mogła dojść do wniosku, że to co mówił brzmiało dla niej znajomo. Problem w tym, że to były elementy jej codzienności. Od zawsze angażowała się w pracę ponad miarę, ale związała się z pracoholiczką, która to rozumiała. Zadziwiające było to, że potrafiły dla siebie znaleźć niezwykle sporo wolnego czasu. Może była to kwestia tego, że wpadały do siebie w trakcie pracy, aby przynajmniej się zobaczyć i upewnić czy ta druga dba o siebie dostatecznie.
Picie? Zaylee od jakiegoś czasu dbała o to, aby nie sięgała zbyt często po alkohol. Wychodziło to różnie, ale dzięki niej faktycznie w przeciągu ostatniego roku Swanson mocno ograniczyła relaksowanie się w towarzystwie mocnego drinka... lub też kilku. Seks już nie był przygodny, ale zdecydowanie stanowił skuteczną ucieczkę od problemów. Często też był sposobem na pogodzenie się jeśli uprzednio zdążyła się poróżnić z narzeczoną. Nie wspominała jednak o tym ani słowem, bo w żaden sposób nie było to związane z postrzałem... No i nie wspominając już o tym, że wolała nie przyznawać się do tego, że od paru dekad miała te swoje niezdrowe mechanizmy.
- Tak jak wspominałam... Nie zmieniło to niczego. Nie opracowywałam żadnych technik radzenia sobie z traumą, bo nie mam po co - powtórzyła, ale na tym etapie to już nie bardzo liczyła, że coś to zmieni.
Przynajmniej powiedziała mu prawdę. Nie uczepiła się czegoś, co on sam wymienił i nie próbowała go przekonać, że przynajmniej z jednym trafił... Prawda była taka, że po prostu Evina zaczynała się zapadać w pracy, która pomagała jej zapomnieć o wszystkim innym. Dodatkowo w życiu prywatnym też działo się zbyt dużo, aby mogła skupić się na tym, co już się wydarzyło w przeszłości.
- Funkcjonuję tak jak wcześniej. Nie wiem, co jeszcze mogłabym panu dodać w tej kwestii - dodała, ale nie musiała zapewne uświadamiać go w tym, że jest kiepska jeśli chodzi o takie szczere rozmowy na temat psychiki oraz uczuć.
Sergio Martinez