Jej dziadkowie przybyli do Toronto z niczym. Dziadek pracował w porcie, a babcia została krawcową, odkładając każdy grosz na edukację jedynego syna, który - dziękujmy niebiosom - nie zmarnował szansy podarowanej przez rodziców. Nie tylko dostał się na studia prawnicze, ale też wżenił się w wpływową rodzinę prawniczą o wielopokoleniowej tradycji. Tak naprawdę, gdyby nie teść, nie ukończyłby studiów - nie obyło się bez awantur o pochodzenie młodego O'Cahallana, ale teść zrobiłby wszystko, aby zadowolić swoją rozpieszczoną córkę. Zasponsorował więc zięciowi studia, kupił dom dla młodego małżeństwa, a później przyjął go do swojej kancelarii.
Eleanor została wychowana przez dziadków - rodziców nigdy nie było w domu i skupiali się na swoich karierach. Mała Ela uwielbiała chodzić boso po trawie i wspinać się na drzewa, co było
tajemnicą, bo jej ojciec - Aidan - nie po to został prawnikiem, żeby mieć córkę dzikuskę, tak? Ela bardzo szybko nauczyła się dyscypliny, głównie przez twardą rękę ojca. Wolała posiedzieć cztery godziny przy książkach i wyjść na godzinę na podwórko niż nie wyjść w ogóle. Jeszcze szybciej nauczyła się, że pozory były ważniejsze niż prawda i rzeczywistość. Na zewnątrz była idealną, posłuszną córką swoich rodziców, a w głębi duszy chciała, żeby adoptowały ją irlandzkie wróżki i zabrały do Galway.
W liceum złota klatka zaczęła robić się zbyt ciasna. Przygotowania do egzaminów, liczne zajęcia dodatkowe i poszukiwania tej wymarzonej uczelni sprawiły, że Ela zaczęła szukać drogi na skróty. Nie pamięta już, czy zaczęło się od pierwszej tabletki na skupienie, żeby zadowolić rodziców wynikiem kolejnego testu, czy od imprezy, na której alkohol po raz pierwszy wyłączył jej umysł, pozostawiając tylko błogą ciszę. Trudno było wskazać moment, w którym grzeczna dziewczynka zniknęła, ustępując miejsca komuś, kto po prostu chciał przetrwać.
Po liceum postanowiła pójść w ślady rodziców i na studia prawnicze dostała się bez większego problemu, mimo że... nigdy nie zastanawiała się, czy w ogóle lubi tę ścieżkę kariery. Chciała zadowolić rodziców, dlatego nawet nie myślała o innych kierunkach niż prawo, po prostu grzecznie studiowała i zarywała noce nad książkami. No i właśnie wtedy zaczęła szukać nowych źródeł adrenaliny. Chciała poczuć
cokolwiek innego poza obowiązkami. Impreza w środku tygodnia? Tak, nie musicie Eli prosić dwa razy. Potrafiła wrócić do domu o czwartej rano, wziąć szybki prysznic i o ósmej siedzieć na wykładzie z prawa karnego. Ignorowanie rodziców? Też. Kiedy rano widziała dziesięć nieodebranych połączeń od matki, po prostu odpisywała krótko
"Przepraszam, wyciszyłam telefon w bibliotece, żeby się skupić. Wszystko u mnie dobrze". I nikt w to nie wątpił, bo przecież Ela zawsze była tą
rozsądną. Przejażdżka na motocyklu z szemranym nieznajomym? Tak, w to jej graj. Każde nowe, ryzykowne spotkanie i każda nowa używka były jak powiew świeżego powietrza w jej dusznym, pełnym oczekiwań życiu. Czy przeszkadzało jej to podwójne życie? Nie. Nigdy. Jedynie tabletki na skupienie stały się jej nowym śniadaniem, bo ileż można zarywać noce, żeby poczuć odskocznię od codziennego życia?
W ten sposób przetrwała całe studia, a tuż po zakończeniu stażu objęła stanowisko młodszego prawnika w zaprzyjaźnionej kancelarii rodziców. A skoro już o rodzicach mowa, wynajęli jej mieszkanie w Greektown i dalej uważają, że posiadają córkę idealną, a ona... cóż, nie zamierza wyprowadzać ich z błędu.
Ciekawostki

Mimo imprezowego stylu życia, w jej mieszkaniu zawsze panuje idealny porządek, bo nie wiadomo, kiedy ktoś wpadnie z wizytą, okej? No i jest odrobinę pedantyczna.

Zawsze ma na ręku zegarek, który otrzymała od dziadka z okazji ukończenia szkoły. Zerka na niego odrobinę zbyt często, ale uważa, że nie są to jeszcze zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Tak samo jak sprawdzanie, czy zamknęła drzwi na klucz po trzy razy. Albo czy dokumenty są ułożone na biurku pod idealnym kątem prostym. Nie jest
rąbnięta.

Żyje głównie na czarnym espresso i tabletkach - je tylko wtedy, gdy już naprawdę musi.

Pije tylko jeden rodzaj herbaty - irlandzką Barry's. Babcia zawsze ma zapas, a dziadek zawsze się podzieli.

Kupuje mnóstwo książek, układa je na półce i obiecuje sobie, że przeczyta je na urlopie, ale jeszcze na żadnym nie była. A stosik rośnie.

Uwielbia śpiewać na całe gardło w samochodzie.

Kocha chodzić do sklepów z antykami i kupować starą biżuterię. Ma nawet kilka pierścionków, które wyglądają, jakby nosiła je irlandzka czarownica sto lat temu.

Morderczyni kwiatków.

Zimna pizza z wczoraj to jej ulubione śniadanie.