29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I'm constantly feeling
drifting through an endless reverie


Dźwięk znajomego powiadomienia wyrwał go z długiego snu po wczorajszym, niezbyt przyjemnym spotkaniu z klientem, który, powiedzmy, lubił fizyczność w znacznie bardziej dosłownym znaczeniu, niż opisał to wcześniej w aplikacji. Na szczęście Finn zakończył spotkanie po jednym uderzeniu za dużo i wyszedł z hotelowego pokoju jedynie z rozwaloną dolną wargą, a klient został oficjalnie zbanowany z korzystania z aplikacji. Przechylił się na drugi bok, sięgnął po telefon i uchylił jedno oko, zerkając na powiadomienie.
Hej, Finn, dostałeś nową wiadomość!

Klientka, czterdzieści dziewięć lat, świeżo po rozwodzie, potrzebuje towarzystwa na wieczór w klubie. Lubi róże, nie lubi dżinsów. Może pragnąć fizycznego kontaktu, lecz nie jest gotowa na kontakt seksualny. $$
Spojrzał na wiadomość i wymagania, po czym wzruszył ramionami i kliknął ''przyjmij zlecenie”. W ciągu kolejnych dwóch minut dostał dokładny spis informacji o klientce. Wywlókł się z łóżka i poszedł do łazienki się przygotować. Przespał cały dzień, więc do spotkania zostały mu jeszcze jakieś dwie godziny. Ubrał się tak, jak wydawało mu się, że spodoba się pani Crawford, a potem ruszył do The Fifth Social Club na spotkanie z nią.

Była wysoką kobietą o blond włosach i nienagannym makijażu. Kiedy tylko ją zobaczył, wyciągnął zza pleców róże i wręczył je jej z wyuczonym, czarującym uśmiechem. Chwycił też jej dłoń i złożył na jej wierzchu delikatny pocałunek, patrząc prosto w oczy. - Panno Caroline, miło cię poznać.- Od razu przeszedł z nią na ty. Ona tylko zarumieniła się lekko i machnęła ręką. - Och, kochaniutki jesteś. Chodź tu do mnie. - Przyjęła bukiet róż, a następne zaczęła go przytulać trochę bardziej niż się tego spodziewał i nim się obejrzał, siedzieli już na jednej z miękkich sof, a jej dłonie były dosłownie wszędzie. Starał się nie zwracać na to uwagi. Była dotykalska, to się zdarzało. Oby tylko się to opłaciło. Próbował prowadzić rozmowę, a ona dość szybko zaczęła otwierać się na temat rozwodu. Po chwili przyszły ich drinki i wszystko szło całkiem nieźle, dopóki nie rozkojarzył go błysk rudej burzy włosów gdzieś po drugiej stronie sali. - Finnegan, słyszysz mnie? - zapytała zirytowana.

Potrząsnął głową i natychmiast posłał jej rozbrajający uśmiech. Wyciągnął dłoń i pogładził ją po policzku. - Tak, przepraszam. Strasznie głośno się tu zrobiło, prawda? - Spojrzał jej prosto w oczy, a ona westchnęła i kiwnęła głową. - Tak, masz raaa… - Ale on już zdążył znowu się rozkojarzyć. Krzyki, śmiechy i te rude włosy. Ta dziewczyna skutecznie psuła mu spotkanie. - Przepraszam, zaraz wrócę. - Nachylił się jeszcze, składając czuły pocałunek na jej policzku.- Tylko wróć szybko! - rzuciła za nim, ale on już szedł szybkim, zdeterminowanym krokiem przez tłum ludzi. Przeciskał się między rozbawionymi grupkami, aż w końcu dotarł do bandy jakichś gówniarzy, którzy najwyraźniej bawili się świetnie, choć nawet nie chciał wiedzieć, w co dokładnie. Pili shoty, śmiali się za głośno, zachowywali się tak, jakby cały klub należał tylko do nich. Jego wzrok jednak zatrzymał się wyłącznie na rudowłosej dziewczynie. Oparł się jedną ręką o ścianę i spojrzał na nią z wyraźną irytacją. - Ej, ruda. Głośniej się nie da? Nie słyszę własnych myśli. - Był poirytowany, to prawda, ale gdzieś pod tym wszystkim czaiło się też coś innego. Coś, czego jeszcze nie umiał nazwać. Zainteresowanie, może zwykła ciekawość. Nie obchodziło go to jednak aż tak bardzo. W tamtej chwili chciał po prostu, żeby zniknęła mu z pola widzenia. Najlepiej natychmiast.

ruda
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I like the night.
Without the dark, we'd never see the stars.


W klubie było głośno, duszno i absolutnie idealnie. Tańczyła w samym środku roześmianej grupki, kompletnie nie dbając o to, że nie znała imienia faceta, który właśnie trzymał dłoń na jej talii, ani dziewczyny, która przed chwilą podała jej szklankę. Miała tylko kilka godzin do wschodu słońca, dlatego chciała wycisnąć z tego czasu najwięcej, jak się tylko dało, zanim wróci na trzygodzinną drzemkę do domu, weźmie szybki prysznic i znów wpadnie w wir pracy w kancelarii. Jednak heloł, heloł, to nie był czas na myślenie o pracy, to był czas na myślenie o zabawie, dopóki noc trwa! Każdy obrót i każde uniesienie rąk w górę sprawiało, że czuła się lżejsza. Kiedy jej ekipa zarządziła kolejną rundę shotów, Ela była pierwsza przy barze - tylko po to, aby pożartować z barmanem, jakby znali się od lat. Gdziekolwiek się nie pojawiała, wnosiła ze sobą absolutną swobodę - bezproblemowo przeskakiwała między grupkami nieznajomych, z każdym znajdując wspólny język. - Jeszcze raz! - krzyknęła do kogoś, kogo twarzy jutro na pewno nie będzie w stanie rozpoznać, i wychyliła kolejnego shota, czując przyjemne pieczenie w gardle. Czuła się nietykalna, jak zwykle, kiedy zapadała noc. Uwielbiała tańczyć, jakby jutra miała być, uwielbiała się śmiać, uwielbiała wychylać jeden shot za drugim i czuć totalną pustkę w głowie, uwielbiała ten brak zobowiązań, który odczuwała za każdym razem, gdy znikała wśród tłumu imprezowiczów, bo przecież wystarczyło tylko uroczo się do kogoś uśmiechnąć, żeby dołączyć do zabawy… Tym razem jednak napisała również wiadomość do Camellii, zastanawiając się, czy przyjaciółka zdąży do niej dotrzeć, zanim znajdzie sobie ciekawsze towarzystwo na resztę wieczoru.

Już miała wrócić na parkiet, gdy kątem oka spostrzegła zmierzającego w jej stronę kolejnego nieznajomego. Wysoki, przystojny… ”Ej, ruda. Głośniej się nie da? Nie słyszę własnych myśli.” … i niewiarygodnie sztywny. Taki przystojny, a taki sztywniak, co za rozczarowanie. Jednak nie byłaby sobą, gdyby nie obdarowała go jednym ze swoim najpiękniejszych uśmiechów, bo heloł, heloł, positive vibes only. Zerknęła na jego ramię oparte o ścianę i przechyliła głowę na bok. - Ojej, myślałam, że jestem w klubie, a nie w czytelni uniwersyteckiej… - zaczęła, kręcąc powoli głową, a w jej głowie niemal od razu pojawił się szatański pomysł. Uśmiechnęła się jak chochlik i sięgnęła po jeden z plasterków cytryny, które leżały na barze. - Skoro hałas ci przeszkadza, to może skup się na smaku? - zaproponowała, po czym z uśmiechem godnym grzesznicy umieściła cytrynę między zębami. Następnie wysunęła się w jego stronę, niemal muskając jego nosem swój, i spojrzała mu prosto w oczy z tak radosną bezczelnością, że mógłby się zawstydzić. - Bierzalboprzestańmarudzićizacznijsięwkońcubawić - wymamrotała, dalej zaciskając zęby na plasterku cytryny. Nie miała nic do stracenia, liczyła się tylko zabawa, a wieczór był zbyt krótki na grzeczne zachowanie. Doskonale znała takich typów jak on - poważni, spięci i przekonani o własnej nieomylności. Była pewna, że zagnie go tą nagłą brawurą, że za chwilę zobaczy na jego twarzy konsternację… że wycofa się speszony, zostawiając ją z triumfującym uśmiechem na ustach. Planowała tylko się z nim podroczyć i rzucić wyzwanie, którego i tak nie odważyłby się podjąć, a potem - jak gdyby nigdy nic - wróciłaby do swoich znajomych i zniknęła na parkiecie. Przecież to był tylko niewinny żart, prawda? Taki sztywniak na pewno nie przyjąłby zaproszenia do tak ryzykownej gry. Na pewno nie wziąłby tej cytryny prosto z jej ust… Prawda?

sztywniak
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu na kilometr wiało od niej i całej tej grupki pieniędzmi ciężko zarobionymi przez ich rodziców. Arden przywykł już do takiego widoku... dzieciaki, które żyją, nie przejmując się zupełnie niczym poza dobrą zabawą. Każdego innego dnia w ogóle by go to nie obchodziło. Ale dzisiaj… zwłaszcza po poprzedniej zmianie, nie mógł się skupić na swojej klientce, bo ta dziewczyna co chwilę migała mu przed oczami. Może chodziło o to, że te rude włosy nie były takie, do jakich przywykł - pofarbowane. Wydawały mu się naturalne, co nie było częstym dla niego widokiem. A może to ten głośny, melodyjny śmiech, który odbijał się od ścian ogromnego lokalu pomimo dudniącej muzyki? Nie miał zielonego pojęcia. Jedyne, czego był pewien, to że musiał w końcu to skończyć. Musiał wrócić do pracy, no nie? Jednak tym jednym zapytaniem nie wiedział, na co się pisał, a ona miała mu to zaraz udowodnić.

Uniósł brew, przyglądając się, jak przechyliła głowę w ten powolny, prowokujący sposób i zaczęła… mu pyskować? Już chciał się wyprostować i powiedzieć jej, że nie będzie tolerował takich odzywek, gdy nagle zaczęła coś mówić o smaku. Dziwne dziewczę, pomyślał. Momentalnie potem znalazła się tuż przy jego twarzy z tą cholerną cytryną między ustami. W co ona pogrywa? - zastanawiał się, wpatrując się w jej diabelsko uroczą buzię. Parsknął cichym śmiechem, kręcąc głową, po czym szybko zerknął przez ramię, czy pani Crawford wciąż tam jest. Gdy upewnił się, że nie patrzy w ich stronę, odwrócił się z powrotem do rudowłosej. - Myślisz, że jesteś taka cwana? - mruknął. Przysunął się bliżej, wysunął dłoń i chwycił ją za podbródek, zaciskając palce mocniej niż trzeba. Przechylił jej twarz ku górze, żeby łatwiej było mu się schylić. Nie zamierzał jednak po prostu wyciągnąć cytryny. O nie.

Powoli nachylił się, rozchylił usta i zakrył nimi plasterek, ale zblizył się jeszcze bardziej... tak, że jego wargi musnęły jej usta. W tym samym momencie zassał cytrynę, delikatnie ją wyciągając. Odsunął się tylko na tyle, by spojrzeć jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął. Kwas już tak bardzo go nie ruszał. Poza tym był to tylko cholerny plasterek... nie takie rzeczy robił na zleceniach. Nie przestawał patrzeć jej w oczy, wciąż trzymając cytrynę w ustach, aż upewnił się, że wyssał cały miąższ i została sama skórka. Językiem zakręcił z niej supełek, po czym wysunął go spomiędzy warg i chwycił palcami. - Masz - powiedział cicho, podsuwając jej zaplecioną skórkę tuż przed usta. Nachylił się jeszcze bliżej, tak że dzieliły ich centymetry. - A teraz wracaj do domu. Czas na wieczorynkę dawno się skończył. - Nie lubił takiego zachowania, tego wrażenia, że ktoś myśli, że jest w centrum uwagi. No dobra, może ona po prostu dobrze się bawiła, ale i tak wchodziła mu w paradę tym… tym… no, sobą po prostu. Nie umiał tego nawet sensownie wyjaśnić. Działała mu na nerwy. Powinien był wracać do pracy, skupić się na klientce, upewnić się, że będzie odpowiednio zaopiekowana. Więc dlaczego, mimo że doskonale wiedział, co powinien zrobić, dalej stał właśnie tutaj? I gapił się w te cholerne orzechowe oczy, w których aż tliły się ogniki, jakby tylko czekały, żeby go podpalić?

cytrynka
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zauważyła go wcześniej, a przecież ktoś taki na pewno nie umknąłby jej uwadze, w przeciwnym razie już dawno zakręciłaby się koło niego w oczekiwaniu na niezobowiązujący taniec. Czekała na jego ruch z plastrem cytryny w ustach, przyglądając mu się z wesołymi ognikami w oczach, no i naprawdę, naprawdę nie spodziewała się, że postanowi wziąć udział w jej grze. Naprawdę czuła się HEJ DO PRZODU, co nie było winą tylko i wyłącznie wypitego alkoholu - ona po prostu taka była, przeciągająca strunę w każdym dogodnym dla niej momencie. Myślisz, że jesteś taka cwana? - Mhm - wymruczała, dalej z cytryną w ustach, a jej spojrzenie stało się odrobinę bardziej wyzywające. No już, zmykaj. Jakież było jej zdziwienie, kiedy nieznajomy zamiast zniknąć przysunął się bliżej niej. Gdy poczuła na podbródku uścisk jego palców - twardy, władczy i zdecydowanie zbyt mocny, by uznać go za przypadkowy - odrobinę oprzytomniała i uśmiech zniknął z jej ust. Kiedy zbliżył się tak bardzo, że jego wargi musnęły jej usta, serce Eli przestało bić na ułamek sekundy, by zaraz zacząć pędzić w szaleńczym tempie. Omójbożecosiędzieje. Patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami, kompletnie zbita z pantałyku. Spodziewała się, że sztywniak po prostu się speszy i odejdzie, a tymczasem bez mrugnięcia okiem przyjął jej wyzwanie i... kurwa, co on zrobił z resztą tego cytrynowego plasterka? Supeł?

Była absolutnie zachwycona. Nie tylko trafiła na godnego siebie przeciwnika, ale też na kogoś, kto potrafił ją zdominować cooo, nieee, jakie zdominować, nie, nie, to nieznajomy z klubu, o czym my tu dyskutujemy? No... dobrze, tak, odrobinę ją zdominował, a jej się bardzo spodobało, ale to chyba nie było nic złego? No i tak bardzo jej się spodobało, że wlepiła w niego absolutnie oczarowane spojrzenie i po prostu nie potrafiła wziąć jego kolejnych słów na poważnie. A teraz wracaj do domu. Czas na wieczorynkę dawno się skończył. Już otwierała usta, żeby jakoś niezbyt umiejętnie to skomentować, kiedy... gdzie on tak się wcześniej oglądał przez ramię? Tak, jej uwadze nie umknęło to zerknięcie przez ramię, zanim się do niej przysunął - spojrzała w tamtą stronę i zauważyła kobietę w średnim wieku, która niespecjalnie pasowała do wnętrza The Fifth Social Club. Okej, tym spojrzeniem sam wręczył jej broń. Na jej usta wrócił lekki uśmiech. - Och, czyli to urocze rodzinne wyjście? Jak słodko... - zachichotała, biorąc nieznajomą kobietę za jego matkę, po czym przejęła od niego supełek i pstryknięciem palca wycelowała w jego klatkę piersiową. Pewnie resztki z tego plasterka wylądowały gdzieś na podłodze, ale to nie było teraz istotne. Istotne było to, co teraz Ruda planowała zrobić. Wykorzystała chwilę jego nieuwagi, żeby zacisnąć dłoń na materiale jego koszulki, przyciągnąć go do siebie bliżej i stanąć na palcach, aby zbliżyć się do jego ucha. - W takim razie wracaj do mamusi, zanim zauważy, że zadajesz się z niegrzecznymi dziewczynkami, a ja wracam na parkiet, ale... - przerwała, żeby przygryźć lekko płatek jego ucha, bo raczej by jej za to nie wpierdolił przy tych wszystkich ludziach, prawda? Poza tym musiało mu się to spodobać. - ... jeśli zbierzesz się na odwagę i mamusia pozwoli ci się jeszcze chwilę pobawić, wiesz, gdzie mnie szukać - dokończyła. Po tych słowach puściła jego koszulkę, pstryknęła go palcem w pierś i zniknęła wśród tańczących, rzucając mu przez ramię zadziorne, długie spojrzenie.

Okej, wyzwanie zostało rzucone, a ona czuła się po nim niesamowicie żywa. Co kilka minut zerkała w stronę, gdzie zostawiła tego władczego przystojniaka, ale już go nie widziała, mimo że bardzo chciała, co przyznała przed sobą z wieeeelką trudnością. Dzięki niemu ten wieczór stał się zdecydowanie mniej nudny, a teraz gdzieś zniknął, smuteczek. Nie zostało jej nic innego niż wtopienie się w tłum i powrót do tańca, jakby jutra miało nie być - a przynajmniej totalnie by tak zrobiła, gdyby ktoś nie trącił jej ramieniem. - Twoje zdrowie, piękna - usłyszała czyjś głos tuż przy swoim uchu, a potem kolejny ktoś wcisnął jej do dłoni szklankę. Zaśmiała się i nie zauważyła trzeciej osoby, która niepostrzeżenie dosypała coś do tego nieszczęsnego drinka, co bardzo szybko rozpuściło się w kolorowym napoju...

dalej sztywniak, ale hot sztywniak
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
drugging • attempted SA • violence
Musiał przyznać, że smak jej ust był… intrygujący. Mieszanka alkoholu, który wcześniej sączyła, z tym kwaskowatym, cytrynowym posmakiem... na chwilę nawet mu się to spodobało. Zwłaszcza że zrobił to z ust osoby, która na dobrą sprawę nie płaciła mu tego wieczora za spędzony czas. Gdy tak na nią patrzył, przyglądał się tym ostrym, niepokojąco ładnym rysom twarzy, tęczówkom i ustom, z których mógłby jeszcze raz ukraść pocałunek - nic nieznaczący, szybki - stwierdził, że była nawet miła dla oka. Mógłby nawet poświęcić jej jeden ze swoich wolnych wieczorów zamiast siedzieć w pracowni i lepić z gliny kolejny półmisek, kubek czy wazon... cokolwiek akurat by mu się chciało. To dziwne uczucie, można by je nazwać… oczarowaniem? zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, gdy tylko ta rudowłosa czarownica otworzyła buzię.
Słysząc jej zgryźliwy komentarz na temat panny Crawford, zmarszczył brwi i spojrzał na nią posępnie. - To nie… - zaczął, ale rozkojarzyła go, gdy pstryknęła palcem w skórkę, która odbiła się od niego, prosto na podłogę. Ach, a już myślał, że zachowa ją sobie na pamiątkę po tym ponętnym, prawie-pocałunku. Czy to było ukłucie w sercu? Nope. Czyste, pieprzone w k u r w i e n i e.

Skierował wzrok na podłogę, zastanawiając się, co jej odpowiedzieć, gdy znowu go zaskoczyła. Poczuł szarpnięcie za koszulę, a chwilę później jej ciepły oddech musnął mu ucho, gdy perfidnie przyciągnęła go do siebie. Igrała z nim. Przymknął oczy, gdy delikatnie ugryzła płatek jego ucha… i wtedy eksplodował. Chwycił ją mocno za biodro, zaciskając palce, a drugą dłonią złapał ją za policzki, zmuszając, żeby spojrzała mu prosto w oczy. - Jestem na randce - wyrzucił z siebie. Miał głęboko w dupie, czy ktoś się zaraz przysra, że złapał kobietę trochę za mocno w miejscu publicznym. Pewnie i tak jej się to podobało. Wpatrywał się w jej oczy jeszcze przez sekundę, zanim dodał cicho, z nutka nienawiści w glosie, - Nie jarają mnie rozwydrzone gówniary takie jak ty.

k ł a m s t w o

Poluzował uścisk na jej policzkach i biodrze. A ona tylko rzuciła ten tekst o ''poszukaniu jej”? No chyba sobie, kurwa, żartowała. Przewrócił oczami, patrząc, jak znika wśród tańczących ciał. Po jej dotyku zostało mu tylko to pieprzone odbicie się supełka cytrynki o klatkę piersiową. Pokręcił głową, jeszcze przez chwilę obserwując, jak roześmiana tańczy z innymi. W końcu podszedł do baru, zamówił butelkę szampana w wiaderku z lodem i dwie lampki, po czym wrócił do swojej starszej towarzyszki. - Wybacz, piękna. Zobaczyłem młodszą siostrę przyjaciela i musiałem sprawdzić, czy nie robi sobie kłopotów - uśmiechnął się, siadając obok niej. Nalał jej szampana. - To dla ciebie.
Chwyciła kieliszek, ale westchnęła z lekkim żalem, - Już myślałam, że ci się nie podobam.
- Ach, przestań. Jesteś najpiękniejszą kobietą w tym całym klubie - znowu kłamstwo.
- Lubię, że jesteś taki opiekuńczy… - Przysunęła się bliżej, upijając łyk szampana. Po chwili odstawiła kieliszek i zaczęła przesuwać dłońmi po jego klatce, składając pocałunki na szyi. Arden, wykorzystując moment, gdy była zajęta nim, masował jej plecy i jednocześnie wypatrywał wzrokiem tej małej flądry gdzieś w tłumie. Widział, że nieźle się bawiła z jakimiś kolesiami. Dobrze jej.
- Mm… może jednak skusiłabym się na ten seks. Co ty na to? - Crawford uniosła głowę, patrząc na niego. - Nie tym razem, moja droga. Możesz mnie znowu zarezerwować i wypełnić nowy kwestionariusz, hm? - Posłał jej ciepły uśmiech. Niezadowolenie na jej twarzy szybko zniknęło, gdy chwycił ją za twarz i złożył na jej ustach długi, czuły pocałunek. Czas mijał. Spotkanie zbliżało się ku końcowi, gdy obok przeszło trzech typów, komentujących między sobą;
- Widziałeś, jaka skora do zabawy ta ruda jest?
- A weź, klepałbym…
- Te, może uda nam się ją poobracać dzisiaj?
- Mam nawet na to sposób… - Trzeci zaczął machać jakimś woreczkiem. Finn momentalnie się spiął. Chwile później znaleźli się tuż obok niej i oczywiście, że jej coś dosypali do drinka. A ona, jak gdyby nigdy nic, to wypiła. Przejechał dłonią po twarzy, chwycił kieliszek szampana i wypił go duszkiem. Spojrzał na swoją towarzyszkę. - Kochana, słuchaj… Muszę już iść, nie gniewaj się. - Schylił się i złożył na jej szyi kilka krótkich pocałunków. - Następne spotkanie? Nie bukuj przez agencję. Masz tu mój numer - wyciągnął wizytówkę. - Napisz. Umówimy się za kilka dni, jak będę miał wolne, to się tobą dobrze zaopiekuję, hm? - Uśmiechnął się nonszalancko i zanim zdążyła odpowiedzieć, ruszył w stronę parkietu.

Rozglądał się, nie mogąc jej znaleźć. Złapał jedną z dziewczyn, z którymi wcześniej była. - Gdzie wasza kumpela? Ta rudowłosa.- Dziewczyna parsknęła śmiechem.- Ona? Nie znam jej. -Jak to, kurwa, nie znasz?!
- Dopiero dzisiaj się poznałyśmy. Stawiała wszystkim drinki.
Finn tylko prychnął i przeczesał cały klub. W końcu zobaczył ich... gnoje obejmowali ją i właśnie wchodzili do toalety. - She’s gonna be the death of me… - przewrócił oczami i ruszył za nimi. Wparował do łazienki, trzaskając drzwiami. - Witam panowie. W czymś pomóc?- zapytał spokojnie, przejeżdżając dłonią po włosach. Szybko sprawdził, czy nic jej nie jest.
- Jesteśmy trochę zajęci, więc daj nam trochę przestrzeni - warknął jeden, sięgając do rozporka.
- O nie, nie. Wy jej dzisiaj nie ruszacie - parsknął Finn.
- Co cię, kurwa, śmieszy? Może sam chcesz nam obciągnąć? - rzucił drugi. Finn zmierzył ich wzrokiem od stóp do głów. - Nah. Nie w moim typie. I w jej też nie. - Podszedł stanowczym krokiem do jednego i chwycił go za gardło, przyciskając mocno do ściany. - Szef już o was wie, więc radzę wam wypierdalać, zanim przyjadą gliny - wysyczał przez zęby, zaciskając uścisk tak mocno, że facetowi ugięły się nogi. Pozostali natychmiast puścili dziewczynę i wybiegli, zostawiając jednego frajera, którego Finn popchnął w stronę wyjścia. - Śmieci - mruknął, schylając się nad umywalką. Umył ręce, wytarł je papierowym ręcznikiem i dopiero wtedy ukucnął przy niej. - Hej, ogniku… - Delikatnie wsunął palce pod jej podbródek i uniósł jej twarz, żeby spojrzała mu w oczy. Natychmiast zauważył, że źrenice ma znacznie większe niż wcześniej. - Nic ci nie jest? Kontaktujesz?

𝔶𝔬𝔲 𝔞𝔫𝔡 𝔦 𝔤𝔬𝔱 𝔰𝔬𝔪𝔢 𝔱𝔯𝔬𝔲𝔟𝔩𝔢𝔰 𝔴𝔢'𝔯𝔢 𝔣𝔞𝔠𝔦𝔫𝔤...
𝐦𝐲 𝐝𝐞𝐦𝐢𝐬𝐞
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wspomnienie jego palców zaciśniętych na jej biodrze i policzkach wciąż paliło bezpośrednio na skórze, nawet gdy tańczyła z kolejnymi nieznajomymi, gdy piła kolejne drinki i gdy znów udawała, że wcale nie szukała go wzrokiem. Teoretycznie był na randce i nie jarały go takie rozwydrzone gówniary jak ona, ale... te słowa bardziej ją nakręciły niż odepchnęły. Tylko duma nie pozwalała jej na to, aby go odnaleźć w tłumie i wyrwać z objęć innej kobiety. Chciała zatopić w nim swoje pazurki tylko dzisiaj, a potem mogłaby oddać go z powrotem do obiegu i zapomnieć, że w ogóle istniał. Chyba nie prosiła o dużo? Poza tym dużo by oddała, żeby jeszcze raz zerknąć w te jego pochmurne, wkurwione oczy. Ahh.

Wspomnienie wspomnieniem, ale zabawa trwała dalej. Ktoś wręczył jej drinka i od razu zanurzyła w nim usta, nawet nie spodziewając się złych intencji - najwyraźniej po pięciu shotach zgubiła zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy, naiwnie wierząc w dobroć (!!) otaczających ją mężczyzn. Po wypiciu drinka świat niemal natychmiast nabrał rozmytych barw. Później poczuła na biodrach czyjeś dłonie, ale nawet nie drgnęła, wręcz wtuliła się w ten dotyk i pozwoliła, aby ktoś zapanował nad jej rytmem. Wirowała między jednym, drugim a trzecim kolegą i nie przeszkadzało jej, że ich dłonie wędrowały zdecydowanie zbyt nisko. Zaczęło jej się kręcić w głowie, ale uznała to za kolejny etap upojenia alkoholowego, które ostatnio przytrafiało jej się coraz częściej. Nagle poczuła, jak dwóch mężczyzn bierze ją pod boki i prowadzi w stronę toalety. - Ej, gdzie idziemy? Ahoj, przygodo! - zachichotała, opierając głowę na ramieniu jednego z nich. Gdy weszli do łazienki, poczuła, że uścisk na jej ramionach stał się nagle twardy i mało subtelny, ale to nadal nie było dla niej zbyt alarmujące. Obraz pływał, głosy zlewały się w jeden kojący szum, a ona po prostu się śmiała, mrużąc oczy i czekając na ciąg dalszy tej genialnej nocy. Była absolutnie przekonana, że ma wszystko pod kontrolą.

Szybko okazało się, że nie miała.

Głosy zlały się w jeden, jasne jarzeniówki oślepiały. Sufit łazienki wirował jak karuzela. Głosy tych facetów były już tylko szumem, dopóki nie usłyszała huku drzwi i tego jednego, niskiego głosu, który wcześniej tak bardzo chciał ją wysłać do domu. Dopiero gdy sztywniak uniósł delikatnie jej podbródek, zaczęło do niej docierać, co się właściwie stało. Spojrzała na drzwi, za którymi zniknęli trzej mężczyźni, a potem na swojego wybawcę. Najpierw serduszko jej zmiękło, że przyszedł tutaj za nią, żeby... ją ochronić, ale chwilę później górę nad jej emocjami przejęła urażona duma. Klęczała przy umywalce z rozmazanym makijażem, włosy miała w nieładzie, a on wpatrywał się w nią jak w obrazek. Tego było już za dużo. - Poradziłabym sobie - odpowiedziała hardo i odrobinę chłodno, mimo że podbródek, za który ją trzymał, zaczął się delikatnie trząść. Złapała go za dłoń - uch, ten dotyk był parzący - bo świat wirował niebezpieczne, a żołądek boleśnie się zacisnął. - Puść mnie - dodała głośniej, wyrywając się z jego uścisku. Zerwała się na równe nogi, dopadła do kabiny i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem - Nie wchodź - dodała, po czym dopadła do muszli i zwymiotowała.

Kilka minut później wyszła i wyglądała jeszcze bladziej niż przedtem, ale przynajmniej stała o własnych siłach. Z dumnie podniesioną głową podeszła do lustra, kompletnie ignorując stojącego obok bruneta. Poprawiła rozczochrane, rude włosy, obmyła twarz zimną wodą i wygrzebała z torebeczki miętówkę. Włożyła sobie ją do ust i od razu rozgryzła. Better. Odwróciła się w jego stronę i oparła biodrem o umywalkę, bo tylko w tej pozycji nie drżały jej kolana. - Nie rozmawiamy o tym, to się nie wydarzyło - ucięła, po czym pstryknęła go palcem w pierś z rozbrajającym uśmiechem, dokładnie w to samo miejsce co wcześniej. - Wracam na parkiet - oznajmiła, po czym powolutku rozpięła jego dwa pierwsze guziczki koszuli. - Tak będziesz ładniej obok mnie wyglądać - puściła mu oko, a serce biło jej jak młotem. Dopiero zaczynało do niej docierać, czego właśnie uniknęła, ale nie chciała o tym rozmawiać. Nie teraz. Nie z nim. Z nikim. Nie czekając na jego reakcję, ruszyła w stronę wyjścia. Pancerz był na miejscu. Problem nie istniał. Zabawa trwała dalej. Moralniak dopadnie ją dopiero w domu. Gdy otworzyła drzwi, posłała mu krótkie spojrzenie. - Nie daj się prosić - rzuciła przez ramię. Jak nie będzie chciał dołączyć, to pójdzie tam sama. No i kropka.

I don’t need a hero. I need a drink and a louder song.

𝑚𝑦 𝑑𝑒𝑠𝑖𝑟𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Finnegan był profesjonalistą w swoim pracowniczym kunszcie.
Szczycił się profesjonalizmem, skupieniem i uwodzicielstwem wpisanym w pracę. Każdy płacący klient dostawał od niego taką samą uwagę, nie tylko fizyczną, ale też emocjonalną. Czasami po prostu dostosowywał się bardziej do próśb, które mieli zaznaczone w kwestionariuszu. Chciał personalizować ich spotkania do takiego stopnia, żeby chcieli bukować go jeszcze wiele razy później. Nie przywiązywał się do nich emocjonalnie. Ba! Arden sądził, że w ogóle nie zasługiwał na jakąś meaningful relationship w swoim życiu... Widział siebie trochę jak męczennika, jakiegoś upadłego anioła, który zamiast przyjąć strzałę Erosa prosto w serce, został przez niego poklepany po pleckach i zamiast miłości dostał w spadku wyłącznie napięcie seksualne. Pragnął jednak jakiejś głębszej relacji. Wiedział tylko, że przy naturze pracy, którą wykonywał, nie każdemu będzie to pasowało. Nie każdy będzie chciał się nim dzielić. Nie każdy uzna to za coś normalnego. Dla niektórych będzie to po prostu wymówka do zdrady.

A on?

On po prostu czuł się w tym świecie świetnie. Zawsze miał za sobą tę ochronną powłoczkę świadomości, że jeśli coś się spierdoli, wróci do swoich klientów. Do fizyczności. Do kilkugodzinnych spotkań, które na chwilę wypełnią tę pustkę w sercu, jakiej doświadczał od dziecka. Nie interesował się innymi ludźmi spoza swoich obowiązków, a tutaj… ten rudawy chaos nie dość, że doprowadził go do złamania swojej najważniejszej zasady, to jeszcze teraz twierdzi, że poradziłaby sobie sama?! Spojrzał na jej dłoń zaciskającą się na jego nadgarstku i uniósł brew. Po chwili przewrócił oczami i parsknął krótkim, niedowierzającym śmiechem. - Poradziłabyś sobie? - prychnął pod nosem, kręcąc głową. Wstał, unosząc obie dłonie w geście ''przecież niczego nie robię”, i odsunął się od niej, gdy ta poleciała w stronę kabiny. Dźwięk wymiotów rozniósł się echem po pustej łazience. Podszedł do kabiny obok i oparł się o nią plecami, krzyżując ramiona na piersi. Westchnął ciężko, przecierając dłonią twarz. - Gdybym tu nie przyszedł, pewnie jutro wylądowałabyś na Pornhubie pod tytułem ‘’Gangbanged this ginger girl in a toilet’’- rzucił zirytowanym tonem. - Może zacznij uważać, z kim się zadajesz, co? - Przejechał dłonią po włosach i znowu westchnął, tym razem dłużej. Nie rozumiał tego. Jak można być tak lekkomyślnym? Pić drinki od obcych ludzi, a potem jeszcze opierdalać tego, kto… mimo że jej obecność go irytowała... chciał jej pomóc? To było po prostu niedorzeczne. Przyglądał się jej, jak wyszła z toalety, jakby nigdy nic. Umyła ręce, przemyla twarz zimną wodą, wrzuciła do ust miętówkę i odwróciła się do niego z absolutnie spokojną miną.

‘’Nic się tam nie wydarzyło’’

Arden stał jak wryty, delikatnie uchylając usta. HELLO?! Zostałaś prawie zgwałcona, a ty mówisz, że ''nic się nie wydarzyło”? My ass! Coś było z nią ewidentnie nie tak. Nie miał na to innego wyjaśnienia. Zmrużył brwi, kiedy nagle zaczęła odpinać guziki jego koszuli. - Chyba sobie ze mnie żartujesz…- wydusił z siebie, ale ona już zdążyła zrobić kilka kroków do przodu i puścić mu oczko, jakby to wszystko było jakąś zabawą. Stał jeszcze przez kilka sekund, próbując dosłownie przetworzyć to, co się tu odpierdalało. Gdy w końcu spojrzał w jej kierunku, zdążyła już zniknąć za drzwiami. Zaklął pod nosem i ruszył za nią. Jego jedynym celem było teraz złapanie jej, wepchnięcie do taksówki i odwiezienie do domu. Koniec, kropka. Tylko że znowu mu zniknęła w tłumie. Po chwili dostrzegł ją pośrodku parkietu… tańczyła, jakby przed chwilą nie wymiotowała w kiblu i o mało nie została zgwałcona.

Stanął na moment, a w kąciku jego ust pojawił się niewielki, niechciany uśmiech. Zabawne… Spośród dziesiątek ludzi, którzy starali się wyglądać unikalnie i oryginalnie, on widział tylko ją. Tylko ten rudawy chaos i ognistą aurę, która promieniowała z niej tak mocno, że aż go oślepiała. Głośniejsza piosenka zaczęła wypełniać jego bębenki, gdy stał tak pośrodku tłumu. Ludzie przepychali się, tańczyli, w powietrzu unosił się ciężki zapach alkoholu, spoconych ciał i słodkiego dymu z elektrycznych papierosów. A on wciąż czuł tylko ten cholerny, cytrynowy zapach. Przełknął ślinę, przyglądając się jej ruchom. Wkurwiała go. Złość buzowała w nim coraz mocniej, zwłaszcza że udawała, jakby nic się przed chwilą nie wydarzyło. Chwilę później jakiś typ stanął przed nią i zaczął z nią tańczyć. Arden zacisnął szczękę. On też potrafił się bawić. Zaczął tańczyć z innym kolesiem… nie spuszczając z niej wzroku ani na sekundę. Zbliżał się do niego, ocierał się ciałem, prowokacyjnie, ale cały czas patrzył tylko na nią. W pewnym momencie złapał tamtego za szyję, przyciągnął do siebie i pocałował głęboko, zachłannie. Po kilku sekundach oderwał się od niego i natychmiast sprawdził jej reakcję.

This is not enough.

Przeklął w myślach i zaczął przepychać się przez tłum. Chuj go obchodził, że jakiś facet tańczył z nią przodem. Stanął za nią, pewny i zdecydowany. Jego dłonie natychmiast powędrowały na jej talię, wsunęły się z przodu na brzuch, a potem zjechały niżej… na uda. Przyciągnął ją mocno do siebie, tak że jej plecy uderzyły o jego klatkę piersiową. Nachylając się do jej szyi, przesunął nosem po jej skórze aż do ucha. Jedną dłonią powędrował w górę i na moment zacisnął palce wokół jej gardła...nie mocno, ale wystarczająco, żeby poczuła. - Denerwujesz mnie - warknął jej prosto do ucha niskim głosem. Potem dodał, jeszcze ostrzej, - Po tej piosence zabieram cię do domu. - To nie było pytanie. To był rozkaz... Zsunał dłoń z powrotem na jej biodro, rzucił kolesiowi przed nią spojrzenie, które wyraźnie mówiło ‘’odpierdol się’’, po czym jednym pewnym ruchem odwrócił ją twarzą do siebie. - Zrozumiałaś? - zapytał, zaciskając palce mocniej na jej biodrach i wpatrując się w jej oczy z mieszanką złości i czegoś o wiele gorętszego. Mieszała mu w głowie. I nie mógł jej na to pozwolić. I’m in serious shit,
I feel totally lost…
𝐦𝐲 𝐝𝐞𝐦𝐢𝐬𝐞
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W y p a r c i e.


Gdybym tu nie przyszedł, pewnie jutro wylądowałabyś na Pornhubie pod tytułem “Gangbanged this ginger girl in a toilet”. Jego słowa huczały jej w głowie, gdy z drżącymi kolanami zmierzała w stronę parkietu, aby zniknąć wśród tańczących. Każdy krok był walką o to, aby nie zwrócić zawartości żołądka ponownie - i to wcale nie z powodu wypitego alkoholu, ale z powodu… obrzydzenia do samej siebie. Była prawnikiem, powinna mieć więcej rozsądku w głowie. Jednak zamiast zmierzyć się z tymi wszystkimi emocjami, które powinny ją ogarnąć po przeżyciu tak niebezpiecznej sytuacji, zdusiła wszelkie reakcje w zarodku. Nie było łazienki. Nie było próby odurzenia. Nie było próby gwałtu. Była tylko głośna muzyka, tłum spoconych ciał i paląca potrzeba, by zagłuszyć wszystkie myśli.

All the things she said.


Eleanor rzuciła się w tłum, ale każda para dłoni, która próbowała ją dotknąć, wydawała się teraz… hmm… brudna i niewłaściwa - nie rozumiała, dlaczego, przecież jeszcze dwadzieścia minut bawiła się wspaniale? W głowie wciąż widziała ciemne, chmurne oczy nieznajomego i sposób, w jaki na nią patrzył, jakby… była najbardziej irytującym, a zarazem najbardziej fascynującym problemem w jego życiu. Chciała, żeby za nią poszedł i spojrzał tak na nią jeszcze raz. A może po prostu chciała go bardziej wkurwić? Nie wiedziała już, co chciała. Na parkiecie natknęła się na swoją dziś poznaną koleżankę, która od razu wręczyła jej shota - oczywiście, że Ela wypiła go jednym haustem, próbując wymazać wspomnienia z łazienki. Pomogło. Na chwilę. Na jej twarzy znów pojawił się uśmiech, który zamienił się w śmiech, gdy spostrzegła, że sztywniak powoli podąża za nią. To dodało jej odwagi. Zaczęła tańczyć z jakimś chłopakiem i pozwalała, by jego dłonie błądziły po jej talii, ale jej wzrok wciąż wędrował w stronę bruneta. Chciała widzieć jego irytację i chciała czuć na sobie ten karcący wzrok. Znów zerknęła w jego stronę, akurat w momencie, gdy zaczął się całować z innym chłopakiem. Wewnętrznie poczuła wielkie gasp, a zewnętrznie tylko zadziornie się uśmiechnęła. Przewróciła oczami i odwróciła się do niego tyłem, nie przestając się uśmiechać. Poważnie? To był jego plan? Chciał wzbudzić w niej zazdrość? Przecież ona też mogła się bawić, a parkiet był pełen chętnych statystów do jej małego show.

Nie potrzebowała ratownika, który sam szukał wrażeń gdzie indziej, tak? Dlatego zarzuciła jakiemuś chłopakowi ręce na szyję i uśmiechnęła się uroczo, chowając twarz w jego koszuli. Nie pachniał tak ładnie jak jej wybawca, niestety. Zanim jednak piosenka dobiegła końca, ktoś bezceremonialnie odsunął jej partnera. No i chyba nawet się domyślała, kto. No nareszcie zwrócił na nią swoją uwagę, ile mogła czekać? Przymknęła oczy, delektując się jego niezbyt delikatnym dotykiem. Kiedy jej plecy uderzyły o jego twardą klatkę piersiową, a uścisk na talii stał się niemal bolesny, wypuściła drżący oddech. Jezu, sprawiał, że zapominała, jak się oddycha. Gdy owinął palce wokół jej szyi, zaśmiała się, oparła głowę o jego ramię i uniosła podbródek wyżej, żeby lepiej ją słyszał. - Czy aby na pewno tylko denerwuję? - spytała, nawet nie patrząc w stronę tego drugiego kolesia. No chyba widział, że zajął się nią ktoś bardziej dla niej interesujący? Intrygujący? Fascynujący? Wstawtukażdyfajniejszyprzymiotnik? A gdy nachylił się do jej ucha, aby wszem i wobec obwieścić, że po tej piosence zabiera ją do domu, znów się zaśmiała i pocałowała go w policzek. - Swojego czy mojego? Poza tym czy wyglądam, jakbym chciała iść do domu? - powiedziała, ani na moment nie przerywając poruszania się w rytm piosenki. Czuła każde napięcie jego mięśni za swoimi plecami i sprawiało jej to chorą satysfakcję. Ocierała się o niego bez żadnego wstydu, testując granice jego wytrzymałości, podczas gdy on wciąż trzymał dłoń na jej szyi. Przynajmniej dopóki nie odwrócił jej twarzą do siebie. Zrozumiałaś? Posłała mu kolejne tego wieczoru zadziorne spojrzenie i objęła go za szyję, przechylając głowę na bok. - Skarbie… słyszysz? Alors on danse… Alors on danse… - zanuciła. Zgodnie ze słowami piosenki - więc tańczymy. Jak zaśpiewała, tak zrobiła. - Et la tu t'dis que c'est fini car pire que ça ce serait la mort… - śpiewała dalej, stając na palcach, żeby zanucić mu te słowa prosto do ucha. Nie przestawała kołysać biodrami, a jej chłodne palce wsunęły się pod kołnierzyk jego koszuli - dokładnie tam, gdzie wcześniej rozpięła mu dwa guziki. Musnęła opuszkami palców jego ciepłą skórę na karku, po czym zacisnęła palce na krawędzi materiału, przyciągając go do siebie jeszcze o milimetr. - Nie chcę do domu - wyszeptała mu do ucha, kręcąc powoli głową, a uśmiech w końcu zszedł z jej twarzy, gdy napotkała jego wzrok. To się zaraz Pan Sztywniak wkurwi.

Albo zostawi ją w cholerę.

Qu'en tu crois enfin que tu t'en sors quand y en a plus et ben y en a encore!
Est-ce la zique ou des problème,
les problèmes ou bien la musique.


𝑚𝑦 𝑑𝑒𝑠𝑖𝑟𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

z d e z o r i e n t o w a n i e

Dosłownie to czuł, ilekroć znajdował się w zasięgu jej wzroku, ba, ilekroć był z nią w tym samym pomieszczeniu. I tu już nawet nie chodziło o to, co wydarzyło się wtedy w tej łazience. Chodziło o to, co miało miejsce jeszcze wcześniej, kiedy wciąż był na swoim zleceniu. Wtargnęła do tego klubu, jakby była co najmniej jego właścicielką. Jakąś pierdoloną księżniczką, która ma prawo do wszystkiego i wszystkich, a reszta może jej tylko klaskać i kłaniać się na każde skinienie. Irytowało go to niesamowicie, bo przecież była mu obcą dziewczyną. c h a o s e m. Tornadem, które wdarło mu się do życia i kompletnie zbiło go z tropu. A zamiast ją zignorować, on... po prostu pozwalał jej po sobie deptać. Igrać z nim. Była jak płomień rzucony w suche powietrze... wystarczyła sama jej obecność, by coś w nim zaczynało się tlić, niebezpiecznie, nieodwracalnie. Wiedział, że prędzej czy później spłonie od tego doszczętnie, a mimo to lgnął do niej z uporem kogoś, kto już dawno pogodził się z własnym k o ń c e m.

Taniec, a tym bardziej pocałunek z tamtym mężczyzną, nie dały mu żadnego ukojenia. Może i przez jedną cholerną milisekundę smakował dobrze, zwłaszcza gdy czuł na sobie jej wzrok. Zabawne, że znali się zaledwie kilka godzin, a już odgrywali jakieś chore sceny tylko po to, by sprawdzić, kto wywrze na kim większą reakcję… co nie? Miał ochotę zaśmiać się z samego siebie, bo to była jakaś pieprzona parodia, a przecież nigdy tak się nie zachowywał. Trzymając ją za biodra, wtapiając palce w materiał jej stroju, pochylił się do jej ucha i, cholera, aż za bardzo mu się to spodobało. Odpowiedział szybko, niskim głosem, jednocześnie sunąc nosem po skórze tuż za jej uchem. - Idziesz do domu. - Dorzucił to tonem, który nie pozostawiał miejsca na negocjacje. Zacisnął mocniej palce na jej biodrach i uchwyt na szyi, czując, jak pod dłonią pulsuje jej tętnica, po czym obrócił ją wokół własnej osi, żeby spojrzała prosto w jego twarz i w końcu zrozumiała, że wcale nie żartował. Puścił ją, stojąc dosłownie jak oniemiały, gdy ta rudawa wredota kompletnie go zignorowała. Patrzył, jak z zadziwiającą lekkością śpiewa słowa piosenki po francusku, i przez moment nawet zaśmiał się pod nosem, kiwając głową z niedowierzaniem. Mógł przyznać, że przez chwilę naprawdę spodobało mu się, jak się poruszała. Jak muskała opuszkami palców jego skórę. Ale wiedział też, że po niej można spodziewać się absolutnie wszystkiego, a skoro już raz prawie nie wylądowała w szpitalu - albo i gorzej - nie zamierzał ryzykować. Chociaż… Dobra. Skoro tak bardzo chciała się bawić, da jej to, czego chciała.

Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Drugą dłoń położył na jej pośladku i przysunął ją mocniej, sam poruszając się w rytmie muzyki. Raz po raz odsuwał ją od siebie tylko po to, by móc obrócić ją wokół własnej osi, a chwilę później znów przyciągał do siebie, przesuwając powoli dłonią po jej szczupłym ciele. Pochylił się, by przejechać nosem po jej łabędziej szyi. A gdy muzyka się skończyła… Po prostu przykucnął, wsunął dłoń między jej nogi, zarzucił ją sobie przez ramię i wstał, przytrzymując drugą ręką jej tyłek, żeby przypadkiem nie świeciła bielizną przed całym klubem. - Uwaga, pijana dziewczyna… uwaga… - krzyknął przez tłum, torując sobie z nią drogę przez parkiet, kompletnie ignorując, czy będzie go biła, czy darła się na pół klubu. Przy wyjściu uśmiechnął się do ochroniarzy. - Witam panów. Zabieram jedną do domu, bezpiecznie. Tak się naćpała, że zaraz robiłaby tu lament. - Pokiwał głową, mijając ich, a jeden z nich tylko rzucił - Dzięki, Finnegan! - Dopiero gdy oddalił się z nią dobre kilkadziesiąt metrów od klubu, postawił ją na ziemi. Od razu chwycił ją mocno za dłoń, splatając ich palce, żeby przypadkiem znowu mu nie uciekła. Drugą ręką wyciągnął z kieszeni telefon i odpalił Ubera. Spojrzał na nią krótko. - Dobra. To jedziemy do ciebie czy do mnie? - Zmrużył lekko oczy. - I nie ma żadnych ale.

𝐦𝐲 𝐝𝐞𝐦𝐢𝐬𝐞
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, z boku mogła wydawać się pierdoloną księżniczką. Tak, brała to, na co miała ochotę, tak, nie pytała o pozwolenie i tak, nie przejmowała się, gdy deptała komuś po palcach. Była głośna, była bezczelna i skoncentrowana na sobie. Jednak taka była jej strategia przetrwania. Jedynym sposobem na uciszenie demonów w jej głowie było robienie wokół siebie jeszcze większego hałasu. Jeśli muzyka grała wystarczająco głośno, a ona tańczyła wystarczająco dziko, nie słyszała szeptów. Poza tym nigdy nie była nijaka, zawsze wywoływała emocje, dlatego podobało jej się zirytowanie bruneta. Żar w jego oczach i powstrzymywana wściekłość były dla niej warte więcej niż zachwyt jakiegokolwiek kolesia w tym klubie. Podziw był nudny i przewidywalny... Ale ta mroczna pasja w oczach Sztywniaka? Och, potrzebowała tych jego emocji, aby przetrwać dzisiejszy wieczór i zagłuszyć w sobie wszystkie inne uczucia. A wtedy...

N a r e s z c i e.


Doczekała się.

Jej oczy rozbłysły, gdy brunet w końcu przestał stać jak sztywniak i przeszedł do działania. Nareszcie zaczął z nią tańczyć. NARESZCIE. Napawała się każdym jego ruchem i każdym przyciągnięciem. Kiedy obracał ją wokół osi, cały klub wirował tylko dla niej, a dotyk jego dłoni na pośladku i przesunięcie nosem po szyi sprawiło, że jej skóra zapłonęła bardziej niż po shotach tequili. Och, mogłaby tak tańczyć z nim do rana.

I'm good, yeah, I'm feeling alright,
Baby imma have the best f*cking night of my life.


Słowa kolejnej piosenki rozbrzmiały w jej uszach, już zaczęła śpiewać i kołysać się w rytm kolejnych nut, kiedy... chwila, moment? Co on najlepszego wyprawiał? Zanim zdążyła zaprotestować, świat gwałtownie obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Krew uderzyła jej do głowy i teraz widziała przed oczami tylko i wyłącznie seksowne, umięśnione plecy bruneta. Przepraszam bardzo, że co? Że tak po prostu ją podniósł i co? Że niby wynosił z klubu?! - Heeej! Puść! Co ty wyprawiasz?! - zawołała, okładając go pięściami po łopatkach, ale on był niewzruszony! Wtf! Czy on właśnie wynosił ją jak worek ziemniaków?! Czuła na sobie wzrok wszystkich dookoła i była po prostu wkurwiona, że zrobił z niej naćpaną dziewczynę, która zaraz zrobiłaby lament! NO SERIO?! Zaraz jednak zatkała sobie usta dłonią i zachichotała, drugą dłonią łapiąc go za skrawek koszuli, bo miała wrażenie, że niebezpiecznie przechylała się do przodu, ale to pewnie było tylko wrażenie? - Ty mnie porywasz... i zrobiłeś scenę... hahaha... - wymamrotała w końcu, próbując powstrzymać śmiech, bo gdy tak była przewieszona przez ramię Sztywniaka, to straciła na moment dech, bo jego ramię naciskało na jej przeponę czy tam inną część ciała odpowiedzialną za oddychanie, nieważne.

W końcu znaleźli się na zewnątrz. Chłodny wiatr owiał jej policzki, a ona sama poczuła gęsią skórkę na ramionach, bo debil nawet nie zapytał, gdzie zostawiła kurtkę (fun fact - zapomniała, że ją w ogóle miała XD). Gdy postawił ją na ziemi, zatoczyła się lekko, ale on natychmiast chwycił ją za dłoń. Wyjątkowo nie uznała tego za urocze, wręcz przeciwnie, z powrotem się wkurwiła i zmrużyła oczy. Spojrzała na ich splecione dłonie, a potem przeniosła wzrok na... przystojniaka, który właśnie zepsuł jej resztki wieczoru. - Nienawidzę cię - warknęła, mrużąc oczy, choć wcale nie próbowała wyrwać ręki z jego uścisku. - Nienawidzę, że się rządzisz i myślisz, że możesz... tak... o... panoszyć się?! I rządzić mną?! - dodała, tupiąc nogą i zaciskając swoje palce mocniej na jego dłoni. Nie chciała odchodzić, ale potulna też nie chciała być. Poza tym był ładnym chłopcem, więc w jej oczach mógł sobie pozwolić na trochę więcej, dobra? No i... co najważniejsze... ZROBIŁ SCENĘ. DLA NIEJ. Dobra. To jedziemy do ciebie czy do mnie? Przewróciła oczami, ale w środku zaczęła czuć przyspieszone bicie serca wywołane koniecznością podjęcia decyzji. Dom oznaczał ciszę. Dom oznaczał łazienkę. Dom oznaczał obowiązki. Nie chciała wracać do domu i podkreśliła to dziś już kilkukrotnie, ale... zastanawiała się, czy to dobry pomysł, żeby jechać z nieznajomym do... gdziekolwiek, gdzie chciałby ją zabrać? A jebać, raz się żyje, YOLO. - Do ciebie, chcę zobaczyć, czy twoje mieszkanie jest tak samo sztywne jak twój strój. "Nie ma żadnych ale" - rzuciła pod nosem, papugując go, po czym westchnęła głośno i bezceremonialnie się w niego wtuliła, a zrobiła to z westchnieniem godnym pierwszorzędnej drama queen. Zaczęła wdychać jego zapach i aż się jej zakręciło w głowie od tego wszystkiego. Czemu nieznajomy był taki wredny, a tak pięknie pachniał? Życie było niesprawiedliwe. - Nocozimnomi, zgubiłam kurtkę - wymamrotała w jego koszulę, nawet nie widząc jego wzroku, ale coś jej mówiło, że ludzie mogli głośno przewracać oczami. - Przytulaj albo spadaj - dodała zadziornie, dalej trzymając jego dłoń. Zaraz zadarła głowę do góry, a na jej ustach pojawił się szatański uśmiech. - A masz w domu alkohol?

𝑚𝑦 𝑑𝑒𝑙𝑢𝑙𝑢
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”