drugging • attempted SA • violence
Musiał przyznać, że smak jej ust był… intrygujący. Mieszanka alkoholu, który wcześniej sączyła, z tym kwaskowatym, cytrynowym posmakiem... na chwilę nawet mu się to spodobało. Zwłaszcza że zrobił to z ust osoby, która na dobrą sprawę nie płaciła mu tego wieczora za spędzony czas. Gdy tak na nią patrzył, przyglądał się tym ostrym, niepokojąco ładnym rysom twarzy, tęczówkom i ustom, z których mógłby jeszcze raz ukraść pocałunek - nic nieznaczący, szybki - stwierdził, że była nawet miła dla oka. Mógłby nawet poświęcić jej jeden ze swoich wolnych wieczorów zamiast siedzieć w pracowni i lepić z gliny kolejny półmisek, kubek czy wazon... cokolwiek akurat by mu się chciało. To dziwne uczucie, można by je nazwać… oczarowaniem? zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, gdy tylko ta rudowłosa czarownica otworzyła buzię.
Słysząc jej zgryźliwy komentarz na temat panny Crawford, zmarszczył brwi i spojrzał na nią posępnie.
- To nie… - zaczął, ale rozkojarzyła go, gdy pstryknęła palcem w skórkę, która odbiła się od niego, prosto na podłogę. Ach, a już myślał, że zachowa ją sobie na pamiątkę po tym ponętnym, prawie-pocałunku. Czy to było ukłucie w sercu?
Nope. Czyste, pieprzone w k u r w i e n i e.
Skierował wzrok na podłogę, zastanawiając się, co jej odpowiedzieć, gdy znowu go zaskoczyła. Poczuł szarpnięcie za koszulę, a chwilę później jej ciepły oddech musnął mu ucho, gdy perfidnie przyciągnęła go do siebie. Igrała z nim. Przymknął oczy, gdy delikatnie ugryzła płatek jego ucha… i wtedy eksplodował. Chwycił ją mocno za biodro, zaciskając palce, a drugą dłonią złapał ją za policzki, zmuszając, żeby spojrzała mu prosto w oczy.
- Jestem na randce - wyrzucił z siebie. Miał głęboko w dupie, czy ktoś się zaraz przysra, że złapał kobietę trochę za mocno w miejscu publicznym. Pewnie i tak jej się to podobało. Wpatrywał się w jej oczy jeszcze przez sekundę, zanim dodał cicho, z nutka nienawiści w glosie, -
Nie jarają mnie rozwydrzone gówniary takie jak ty.
k ł a m s t w o
Poluzował uścisk na jej policzkach i biodrze. A ona tylko rzuciła ten tekst o ''poszukaniu jej”? No chyba sobie, kurwa, żartowała. Przewrócił oczami, patrząc, jak znika wśród tańczących ciał. Po jej dotyku zostało mu tylko to pieprzone odbicie się supełka cytrynki o klatkę piersiową. Pokręcił głową, jeszcze przez chwilę obserwując, jak roześmiana tańczy z innymi. W końcu podszedł do baru, zamówił butelkę szampana w wiaderku z lodem i dwie lampki, po czym wrócił do swojej starszej towarzyszki.
- Wybacz, piękna. Zobaczyłem młodszą siostrę przyjaciela i musiałem sprawdzić, czy nie robi sobie kłopotów - uśmiechnął się, siadając obok niej. Nalał jej szampana.
- To dla ciebie.
Chwyciła kieliszek, ale westchnęła z lekkim żalem, - Już myślałam, że ci się nie podobam.
- Ach, przestań. Jesteś najpiękniejszą kobietą w tym całym klubie - znowu kłamstwo.
- Lubię, że jesteś taki opiekuńczy… - Przysunęła się bliżej, upijając łyk szampana. Po chwili odstawiła kieliszek i zaczęła przesuwać dłońmi po jego klatce, składając pocałunki na szyi. Arden, wykorzystując moment, gdy była zajęta nim, masował jej plecy i jednocześnie wypatrywał wzrokiem tej małej flądry gdzieś w tłumie. Widział, że nieźle się bawiła z jakimiś kolesiami.
Dobrze jej.
- Mm… może jednak skusiłabym się na ten seks. Co ty na to? - Crawford uniosła głowę, patrząc na niego.
- Nie tym razem, moja droga. Możesz mnie znowu zarezerwować i wypełnić nowy kwestionariusz, hm? - Posłał jej ciepły uśmiech. Niezadowolenie na jej twarzy szybko zniknęło, gdy chwycił ją za twarz i złożył na jej ustach długi, czuły pocałunek. Czas mijał. Spotkanie zbliżało się ku końcowi, gdy obok przeszło trzech typów, komentujących między sobą;
- Widziałeś, jaka skora do zabawy ta ruda jest?
- A weź, klepałbym…
- Te, może uda nam się ją poobracać dzisiaj?
- Mam nawet na to sposób… - Trzeci zaczął machać jakimś woreczkiem. Finn momentalnie się spiął. Chwile później znaleźli się tuż obok niej i oczywiście, że jej coś dosypali do drinka. A ona, jak gdyby nigdy nic, to wypiła. Przejechał dłonią po twarzy, chwycił kieliszek szampana i wypił go duszkiem. Spojrzał na swoją towarzyszkę.
- Kochana, słuchaj… Muszę już iść, nie gniewaj się. - Schylił się i złożył na jej szyi kilka krótkich pocałunków. -
Następne spotkanie? Nie bukuj przez agencję. Masz tu mój numer - wyciągnął wizytówkę.
- Napisz. Umówimy się za kilka dni, jak będę miał wolne, to się tobą dobrze zaopiekuję, hm? - Uśmiechnął się nonszalancko i zanim zdążyła odpowiedzieć, ruszył w stronę parkietu.
Rozglądał się, nie mogąc jej znaleźć. Złapał jedną z dziewczyn, z którymi wcześniej była.
- Gdzie wasza kumpela? Ta rudowłosa.- Dziewczyna parsknęła śmiechem.- Ona? Nie znam jej.
-Jak to, kurwa, nie znasz?!
- Dopiero dzisiaj się poznałyśmy. Stawiała wszystkim drinki.
Finn tylko prychnął i przeczesał cały klub. W końcu zobaczył ich... gnoje obejmowali ją i właśnie wchodzili do toalety.
- She’s gonna be the death of me… - przewrócił oczami i ruszył za nimi. Wparował do łazienki, trzaskając drzwiami.
- Witam panowie. W czymś pomóc?- zapytał spokojnie, przejeżdżając dłonią po włosach. Szybko sprawdził, czy nic jej nie jest.
- Jesteśmy trochę zajęci, więc daj nam trochę przestrzeni - warknął jeden, sięgając do rozporka.
- O nie, nie. Wy jej dzisiaj nie ruszacie - parsknął Finn.
- Co cię, kurwa, śmieszy? Może sam chcesz nam obciągnąć? - rzucił drugi. Finn zmierzył ich wzrokiem od stóp do głów.
- Nah. Nie w moim typie. I w jej też nie. - Podszedł stanowczym krokiem do jednego i chwycił go za gardło, przyciskając mocno do ściany.
- Szef już o was wie, więc radzę wam wypierdalać, zanim przyjadą gliny - wysyczał przez zęby, zaciskając uścisk tak mocno, że facetowi ugięły się nogi. Pozostali natychmiast puścili dziewczynę i wybiegli, zostawiając jednego frajera, którego Finn popchnął w stronę wyjścia.
- Śmieci - mruknął, schylając się nad umywalką. Umył ręce, wytarł je papierowym ręcznikiem i dopiero wtedy ukucnął przy niej.
- Hej, ogniku… - Delikatnie wsunął palce pod jej podbródek i uniósł jej twarz, żeby spojrzała mu w oczy. Natychmiast zauważył, że źrenice ma znacznie większe niż wcześniej.
- Nic ci nie jest? Kontaktujesz?
𝔶𝔬𝔲 𝔞𝔫𝔡 𝔦 𝔤𝔬𝔱 𝔰𝔬𝔪𝔢 𝔱𝔯𝔬𝔲𝔟𝔩𝔢𝔰 𝔴𝔢'𝔯𝔢 𝔣𝔞𝔠𝔦𝔫𝔤...
𝐦𝐲 𝐝𝐞𝐦𝐢𝐬𝐞