ODPOWIEDZ
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kolacja u Cooperów jak zwykle była przyjemnym przeżyciem. Przynajmniej dla niego, bo napięcia między dzieciakami, a rodzicami w tej rodzinie były wyczuwalne też dla niego. Był nawet krótki moment, w którym Robbie już stawał w obronie Kass przy jakiejś, krótkiej wymianie zdań. Ale ta posłała mu mordercze spojrzenie, więc się wycofał. No tak, to mogłoby trochę wydać ich zażyłość. Natomiast dotyk jej stopy na jego kostce zdecydowanie sprawił, że napięcie wzrosło.
Następnym razem będą musieli usiąść koło siebie, chociaż wtedy nie mogliby rzucać sobie wymownych spojrzeń i rozśmieszać się nawzajem. Za to pod stołem dłonie mogłyby robić różne rzeczy.
Z domu Cooperów wyjechali swoimi samochodami, co z jednej strony podkręcało napięcie ukrywania się, ale z drugiej strony sprawiło, że Cole poczuł jakby... To nie było poważne? Bo może nie było... W sumie do tej pory nie mieli za bardzo ochoty na te tematy rozmawiać. Byli zajęci działaniem. Jak to przy Kassie było, działanie najpierw.
Jechał do jej mieszkania zamyślony, pozwalając na to, by w jego głowie ścierały się przemyślenia ze wspomnieniami. Ale podniecenie schadzką i tak już wzięło nad nim górę. Dzisiaj raczej też nie pogadają o nich.
Dojechał chwilę po niej. Zazwyczaj jeździł ostrożnie, podobnie na motocyklu. Nic więc dziwnego, że Kassie go wyprzedziła i pewnie o dobrych kilkanaście minut. Przywitał się z odźwiernym w wejściu i wszedł do windy wybierając jej piętro. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, kiedy drzwi się zamykały. Kolejne wspomnienie samych początków ich relacji sprawiło, że nie był w stanie go powstrzymać. A co najlepsze ramię przestało mu dokuczać od momentu, kiedy przywitali się tak grzecznie w domu Cooperów.
Ding!
Drzwi się otworzyły, a chwilę później naciskał guzik dzwonka w jej drzwiach.

Kasama Cooper
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kolacja u Cooperów jak zwykle była pełna gadaniny, spięć i irytacji. Może nie ze strony wszystkich, ale na pewno ze strony Kass. Bracia i ojciec się na nią lekko uwzięli jak to za każdym razem, ale nie potrzebowała nikogo by stawał w jej obronie. Stąd też mordercze spojrzenie w stronę ulubionego zawodnika ojca. Nikt za nią jej walk nie musi toczyć, bo sama miała do tego niezłe predyspozycje. Gadane miała po ojcu, więc z łatwością się potrafiła odgryzać i załatwiać ich sowimi argumentami. Coops może i moda była, ale z resztą rodziny miała do czynienia od zawsze, wiedziała jak z nimi gadać. Oczywiście nie omieszkała również pogrywać z panem trenerem, którego specjalnie zaczepiała aż biedny nie wiedział co miał ze sobą robić. Satysfakcję z tego miała niezłą.
Kolacja się ciągnęła do tego stopnia, że Kass miała ochotę po prostu zgarnąć Robbiego i się ulotnić, ale niestety nie mogła. Nikt nie wiedział o ich schadzkach i tak miało pozostać. Nie chciała wysłuchiwać po raz kolejny monologów ojca, chociaż może byłby zadowolony z takiego obrotu sprawy? Zresztą to nie było ważne, bo Kass nie wiązała się z nikim na stałe. Nie miała na to czasu.
Przecinała ulice Toronto by jak najszybciej dojechać do apartamentu. Do jej azylu gdzie nie musiała mieć kija w tyłku i użerać się ze wszystkimi staruchami z zarządu. Zanim Robbie zdążył się pojawić to Kass już nawet się przebrała zamieniając kostium na coś dużo wygodniejszego czyli dresy i za duża koszulkę.
Szczerze powiedziawszy to nie planowała dzisiejszego wieczora spędzać z nim, ale no tak wyszło i nawet nie była o to zła. Zresztą schadzki z nim były wręcz przyjemnością, z której raczej nie zamierzała szybko zrezygnować. Na zasłyszany dzwonek uśmiechnęła się lekko.
-Wiesz, że możesz wejść bez dzwonienia nie? - stwierdziła gdy faktycznie mu otworzyła drzwi i wpuściła go do środka zaraz zamykając mieszkanie na cztery spusty. Czy bała się nalotu? Skądże. Nikt nie miał kluczy od jej mieszkania, ale jednak też nie chciała by jej ktokolwiek dzisiaj wieczorem przeszkadzał. Wspięła się na place by móc wreszcie pocałować Robbiego.

Robbie Cole
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Te wizyty zawsze zostawiały Robbiego w lekkiej konsternacji. Działo się na nich tak wiele rzeczy. Konflikty i docinki, których nie rozumiał, bo postrzegał tę rodzinę z zupełnie innej perspektywy. No i znał kąśliwy język Kassie. Z drugiej strony często było tak, że ona rzeczywiście miała prawo czuć się atakowana. Lekcje dyplomacji przydałyby się pewnie całej rodzinie Cooperów.
A potem jeszcze to, co działo się między nimi. Ryzykowne gesty, które nie były przyjacielskie. Balansowanie na granicy odkrycia przez jej braci i rodziców. Rety, do tej pory powinien już ją rozgryźć, ale sam łapał się na tym, że nie wie, czy bardziej to ryzyko kręci ją, czy jego.
Uśmiechnął się w odpowiedzi, wsuwając się powolnym ruchem do mieszkania, które od razu omiótł spojrzeniem. Przygaszone światło, kilka świeczek rozpalonych dla klimatu. Lubił zapach, który się tutaj unosił. Mieszanka jej perfum i którejś ze świec.
- To Twoje królestwo... Pomyślałem, że dla dobrych stosunków nie będę robił najazdu bez zgody. - przeniósł spojrzenie na nią i omiótł spojrzeniem jej sylwetkę.
Lubił jej wielkie oczy i to, kiedy opadała maska twardej zawodniczki, która łapała za słówka i kąsała po kostkach. Wtedy była jego Kassie.
- Widzę, że założyłaś najseksowniejszą bieliznę! - zażartował, po czym położył dłonie na jej biodrach, kiedy wspinała się na palce, oplatając jego szyję ramionami.
Czuły pocałunek szybko się pogłębił, sprawiając, że po jego plecach przebiegł dreszcz, zatrzymujący się gdzieś w okolicy jego bioder. W gwałtownym ruchu przesunął dłonie na jej pośladki i uniósł ją z podłogi, zmuszając by oplotła go udami w pasie. Tak było zdecydowanie bliżej. Lepiej.
Ich usta oderwały się, a on przez chwilę patrzył z błyskiem w oczach na jej buzię. Wreszcie jego spojrzenie strzeliło w kierunku drzwi do sypialni i tam też skierowały się jego kroki, obciążone tym słodkim ciężarem.

Kasama Cooper
27 y/o
For good luck!
171 cm
Pani Prezes Blue Jays Rogers Centre
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Właśnie. Cole znał tą rodzinę z kompletnie innej perspektywy. Był nadal kimś z zewnątrz nawet jeśli był ulubieńcem starego Coopera czy też kimś z kim sypiała Kassie. Nadal nie do końca poznał dynamikę tej rodziny, a i sama Kasama nie mówiła zbyt wiele na ten temat tym samym nie potrafiąc mówić o własnych uczuciach. Chowała się za maską uszczypliwej, złośliwej i pewnej siebie pani prezes.
Czy kręciło ją ryzyko wykrycia przez rodzinę tej ich dziwnej relacji? A i owszem może trochę. Z jednej strony była niezwykle ciekawa co by faktycznie ojciec powiedział na to. Z drugiej jednak nie chciała też zbyt mocno ryzykować, bo mogło się to wiązać z utratą stanowiska na które młoda tak bardzo pracowała przez cały ten czas. Bo to, że ona lubiła spędzać noce z panem trenerem to jedno. Musiała jednak pamiętać, że dla ojca był ważny wizerunek Cooperów wśród elit.
-Nie robisz najazdu bez zgody. Przestać gadać głupoty Cole - przewróciła teatralnie oczami. Może gdyby pojawił się tu nie dając wcześniej znać to może i by go nie wpuściła, ale oboje wiedzieli co dzisiejszego wieczora i nocy będą wyprawiać.
-Nie narzekaj Robbie - mruknęła odrywając się na sekundę od niego. Oboje dobrze wiedzieli, że zaraz wszystkie ciuchy wylądują gdzieś na podłodze. Poza tym jej było tak wygodnie i tyle. Rzadko kiedy ktokolwiek widział ją w wygodnych dresach, bez odrobiny makijażu. Ten wygląd był zarezerwowany dla wybranych i rodziny.
Mruknęła czując jego dłonie na pośladkach. Szybko jednak zrozumiała co się wyprawia i oplotła go udami w pasie. Mógł ją poprowadzić gdzie tylko chciał tak naprawdę. W tym momencie była zależna od niego. Kiedy ruszył w stronę sypialni Kass ponownie go pocałowała. Niech nie myśli, że będzie miał tak łatwo z dotarciem do jej sypialni. Zsunęła się na podłogę gdy tylko dotarli do wielkiego łóżka i pchnęła go na nie. Niech sobie nie myśli, że dzisiejszy wieczór to on rządzi. Nie tym razem. Już wystarczyło, ze mężczyźni cały dzień starali się pokazać, że jednak ona jest małą płotką w świecie biznesu i powinna słuchać ich.

Robbie Cole
ODPOWIEDZ

Wróć do „#10”