-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nic go nie bolało, w głowie nie szumiało i, o dziwo, nawet był głodny! Zwykle o poranku jedyne czego doświadczał to nudności i już dawno pogodził się z faktem, że nigdy się nie nauczy jeść śniadania. Może zepsuł sobie żołądek używkami? Może to bardziej wina nerwowego mózgu, który bez wytchnienia próbował znaleźć problem we wszystkim co go otaczało, nawet jeśli właściciel wcale nie chciał brać tym udziału i aktywnie odmawiał bycia pesymistą? Może. Najważniejsze było że...
RIIIIINtintintitnitntin Caathyyy
Że słyszał swoją siostrę w mieszkaniu.
Był trzeźwy, wbrew pozorom, może nawet odrobinę zbyt trzeźwy dla komfortu. Miał wolne i zwykle to znaczyło, że noc wcześniej zaszalał za bardzo i tego dnia miał obudzić się popołudniu, ze smakiem spalonego trampka w gębie i czyimś numerem na przedramieniu, ale.. Nie tym razem? Poprzednia noc była nudna, nic się nie działo, wszędzie było cicho i postanowił za ten fakt obwiniać pogodę. Dalej było zimno, a jak jest zimno, to wiadomo, nikomu się nie chce ruszać dupy z domu i szukać przygód. Smutno. Spędził pół nocy kręcąc się po własnym pokoju, zanim stwierdził, że nadmiar energii spali na siłowni, pracując nad swoją estetyczną figurą. Nie zależało mu na sile i funkcjonalności, okay? Chciał po prostu dobrze wyglądać, miał to gdzieś, czy był w tym cholernie próżny; dodatkowe punkty i tak zbierał za fakt, że miał to premium membership w siłowni, mógł pójść kiedy chciał, a nocą zwykle było tam pusto, co oznaczało, że mógł tańczyć i śpiewać do woli. Tak, jak lubił.
- Jestem głodny. - ogłosił, jak przystało na księcia tego domu. Nie była jego służącą, był dorosły i obie ręce miał sprawne, tak, ale przecież skończony dzieciak w życiu się nie nauczył gotować, tak? - Mamy coś dobrego? Jak mi coś zrobisz, toooo będę ci robił pranie przez tydzień? - zatrzepotał długimi rzęsami, wskakując na jeden z kuchennych blatów, zamachał nogami w powietrzu, uśmiechając się szeroko do siostry i starając się być najbardziej uroczym głupkiem na świecie. A jeśli nie miała czasu.. No, cóż, zapas jego chińskich zupek jeszcze się nie kończył, jakoś przeżyje.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Zamierzała zacząć od kuchni, swój pokój mogła ogarnąć choćby i w środku nocy. Zresztą - sama kuchnia przypominała poligon. Dziewczyna zaczęła sprzątanie od zlewu z cichą nadzieją, że nic nie wyhodowało własnej inteligencji przez noc i nie pragnęło odgryźć jej ręki ani zniszczyć ludzkości. Nie było to jej ulubione zajęcie. Gdy obie ręce miała całe, a naczynia ociekały z nadmiaru wody spojrzała na blat. Nie było tak źle. Szybkie przetarcie powinno załatwić sprawę. I nawet to zrobiła.
- Nie na mytym - powiedziała tylko z rezygnacją kładąc ścierkę, zanim zwróciła pełną uwagę na brata. Wyglądał na mało skacowanego albo wręcz... Trzeźwego. Zamrugała kilka razy i spojrzała odruchowo na zegarek. Było rano. Wcześnie rano.
- Naleśniki? Jestem pewna, że kupowałam ostatnio owoce, syrop klonowy też pewnie jest gdzieś upchnięty - odpowiedziała po zastanowieniu się. Dzień święty trzeba było święcić. I pokręciła głową na jego propozycję. - I ryzykować, że wszystkie moje białe bluzki przestaną być białe? Nie ma szans. Możesz po prostu kupić mi żelki, stoi? - zaproponowała. Lubiła gotować, nawet jeśli miały to być najprostsze potrawy na świecie. A gotowanie dla Alexisa? Był członkiem rodziny, który dla odmiany nie narzekał na jej zdolności kulinarne albo krzywo pokrojone owoce. Mogła mu gotować do końca świata i jeden dzień dłużej.
- Dzisiaj jest jakieś święto? Bo minęło jakieś pięć minut, a ty nie narzekasz, nie wspominasz o chęci bliższego spotkania z białą, porcelanową damą i nie narzekasz na ból głowy - stwierdziła, otwierając lodówkę. Wyjęła w pierwszej kolejnosci potrzebne składniki na ciasto. Owoce mogły na spokojnie tam leżeć.
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Czyste mam ubrania, luzuj. - o pudrowo różowe, ciepłe spodnie dresowe trzeba było dbać. To była jego ulubiona para i nie, nawet by nie przysiadł na blacie, gdyby nie fakt, że postanowiła swój wolny dzień poświęcić na sprzątanie. Trochę mu głupio było, zupełnie szczerze mówiąc, ale przecież nie mógł się przyznać..
Jego ramiona wystrzeliły w górę, oczy zapłonęły dziecinną ekscytacją. Naleśniki.
- Tak! Mogę pomóc... Albo zrobić ci coś do picia. - zeskoczył gorliwie z blatu, stwierdzając, że nawet nie musi jej mówić, że kupi jej te żelki następnym razem jak będzie poza domem. I tak jej zwykle coś przynosił. Żelki to i tak była jej rzecz, jak już się częstował, to tymi trochę bardziej miękkimi, te twarde czasami sprawiały, że miał wrażenie jakby przeskakiwała mu szczęka. Gross. Przesunął się za nią, łapiąc za czajnik, by go napełnić i nastawić wodę. Kawa brzmiała dobrze.
- Nie? - zmarszczył lekko brwi, serio przez moment próbując sobie przypomnieć co to był za dzień w miesiącu i o jakie święto mogło jej chodzić. Załapał dopiero po minucie czy dwóch, że wytykała mu dobre samopoczucie. Parsknął krótko pod nosem, łypnął na nią kątem oka. - To już nawet dobrego dnia nie można mieć? - rzucił z wyraźnie pobrzmiewającym w głosie rozbawieniem. Musiał jej przyznać rację, że była to rzadkość, złapać go nie na bani, w trakcie trzeźwienia, albo umierającego na konsekwencje. W pracy to też było zupełnie co innego, po prostu wybierał niski poziom energii i dysocjację, także nie był sobą ani trochę.. Normalny człowiek stwierdziłby, że miał problem. On wolał mówić, że problem to miał jak był zbyt trzeźwy przez zbyt długo i pozostawiony samemu sobie z własnymi myślami. Tego konkretnego dnia? Było spoko, miał siostrę w domu, nie musiał sięgać po używki.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- No mam nadzieję - przewróciła oczami. Gdyby wpakował się w brudnych ubraniach na czysty blat chyba by go zadusiła mimo całej swojej sympatii do tego człowieka. Chociaż z drugiej strony - była skłonna polerować ten nieszczęsny mebel każdego dnia od świtu do nocy byle tylko jej brat tam był. Nie lubiła mieszkać sama, była za bardzo przyzwyczajona do tego że ktoś zawsze był obok lub niedaleko.
- Ciachaj owoce - zarządziła. Wolała nie dopuszczać go na wszelki wypadek do ciasta. Alexis zapewne miał wiele talentów o których wiedziała i nie wiedziała, nie zdawała sobie z nich sprawy albo nie chciała o nich wiedzieć, ale zdecydowanie gotowanie do nich nie należało. - Tylko nie zrób sobie krzywdy, co? I herbatę - nie chciała zaczynać dnia od kofeiny. I bez tego była wystarczająco nakręcona na działanie. Za to herbata? To wydawało się dość niewinne.
- Lexie, złotko... Ty nawet jak masz dobry dzień to narzekasz - parsknęła śmiechem. Bez narzekania i kaca? To było naprawdę godne pozazdroszczenia i odnotowania. Z początku nawet próbowała prawić mu morały, ale po dziesiątej próbie po prostu się poddała i przyzwyczaiła. Tak samo jak do jego trybu oszczędności energii w pracy - chociaż czasem miała chęć zdzielić go ścierką przez łeb, aby przyśpieszył ruchy. Czy wiedziała o jego problemach? Zakładała, że tak jak ona uciekała czasami w pracę i obowiązki tak mężczyzna musiał się odstresować w inny sposób - seksem, miłostkami i piciem. Czy to pochwalała? Nie. Z drugiej strony: mieli już wystarczająco pod górkę w zasadzie od nastoletnich czasów - jeśli sprawiało mu to przyjemność albo radość (choćby chwilową) to kim była by mu to odbierać?
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobra, dobra. - uśmiechnął się szerzej i w sumie w duchu przyznał jej rację. Był zwykle marudą, często coś mu nie pasowało i nie był z tych, którzy po prostu wzruszyli by ramionami, naprawili to, co mu nie pasowało i poszli dalej. Nope. On musiał oznajmić światu, co się podziało, pomarudzić, powzdychać i dopiero wtedy zabrać się za obchodzenie problemu czy naprawianie czegoś, co się zjebało. Wszyscy musieli o tym wiedzieć. Tego konkretnego dnia.. W sumie jedyne na co mógł narzekać, to to, że Vita uciekła mu bez podania swojego numeru, adresu, zostawienia mu jakiegokolwiek kontaktu ze sobą, a on naprawdę nie chciał pytać siostry o grzebanie w papierach. Zbyt hardcorowe to było, w końcu gdyby Holloway chciała się z nim widzieć, to mogła wrócić do baru, tak? Zapytać kogokolwiek w ich restauracji? A, chuj, postanowił, że i tak zapyta.
- Pamiętasz Vitę? Była ostatnio u nas na zmianie, zastępowała kogoś chyba. - zagadnął, próbując brzmieć neutralnie, zajmując się zadaniem, które mu dała. Był prawie pewny, że i tak wiedziała. Znała go prawdopodobnie najlepiej na świecie, jego twarz, oczy, mowę ciała; błyszczące, roztańczone oczy, płynne, zgrabne ruchy, uśmiech błądzący po twarzy. Już dawno nie czuł się tak dobrze, a wspomnienie o dziewczynie z dawnych lat tylko to podkreśliło.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Myślę, że jest mi to absolutnie wszystko jedno. Jak ich nie pokroisz będzie dobrze, smaku to w tym przypadku nie zmieni- powiedziała bez zastanowienia. Jeśli chciał je kroić wzdłuż to było jej to doskonałe obojętne.
Czasami narzekanie Alexisa sprawiało, że miała ochotę pójść w nocy do jego pokoju i przyłożyć poduszkę do jego twarzy. Przy odrobinie szczęścia może nawet udałoby się go udusić na śmierć. Z innej strony: lubiła to jakim był promykiem i jak działał na co dzień, nawet jeśli narzekał i marudził w imię zasad. Zawdzięczała mu ogromne pokłady cierpliwości do całego świata, to jedno musiała mu przyznać.
Wymieszała ciasto i zerknęła zaciekawiona na Lexiego. Jedną z zalet bycia starszą siostrą, która częściowo pomagała w wychowaniu młodszego rodzeństwa było to, że całkiem dobrze ich znała. Jej brat był chaosem, ale coś w jego tonie zwróciło jej uwagę. Nietypowe jak na niego.
- Pamiętam. Byliście chyba kiedyś przyjaciólmi? Przynajmniej coś kojarzę, że czasem się przewijała przed całą tą farsą z chorobą mamy - powiedziała smutno. Kojarzyła dziewczynę. Była nieco zabiegana jako nastolatka i mocno angażowała się przede wszystkim w swój związek, ale Vita raczej bywała dość często w ich domu. Plus widywała ją w szkole. Zastanawiała się czasem co się podziało między nią a Alexisem, że kontakt się urwał. Nie dopytywała jednak mocniej, miała ważniejsze sprawy na głowie w tamtym momencie.- Dobra, bo aż promieniejesz. Opowiadaj co z nią i skąd tyle radości - poprosiła, odkładając na moment łyżkę i kierując całą uwagę na brata. Oparła biodro o szafkę i skrzyżowała ręce na piersi patrząc na niego uważnie, aby wychwycić jak najwięcej z jego zachowania i mimiki.
Alexis Bennett
-
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of usnieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Yeah. Byliśmy, a potem się jakaś drama pojebała, nawet nie pamiętam o co chodziło i mnie odcięła całkiem. - jego wina trochę też, że nie postarał się bardziej albo przynajmniej dłużej... Mądry po szkodzie, nie było co się nad tym zastanawiać. Zmarszczył lekko brwi, zagryzł wargi w cienką linię, żeby powstrzymać idiotyczny uśmiech, gdy wytknęła mu radość, która raczej nie była dla niego charakterystyczna. Poczuł też palące ciepło na policzkach i aż parsknął kiwając głową, bo serio, rumieniec? Co on, dziecko? Porzucił swoje zadanie na moment, przesuwając się do zlewu; ściągnął na moment okulary, odkładając je na bok, zanim potraktował swoją twarz zimną wodą. Lepiej. Odetchnął krótko, osuszając skórę. - Będziesz zła. - mruknął w ręcznik, co do tego nie miał najmniejszej wątpliwości. Nie spieszyło mu się wcale, żeby przyznać.. Wszystko co się odwaliło poprzedniego dnia. - W sumie zmiana jak każda inna, ale pod koniec kazała mi sobie pomóc z dostawką, wiesz, poszliśmy na dół do magazynu za barem, nie? - naprawdę starał się brzmieć neutralnie, ale wychodziło średnio. Założył znów okulary, niespiesznie wrócił do krojenia, nie chcąc patrzeć na bacznie obserwującą jego ruchy siostrę.. Oberwie czymś. Na sto procent. Należało mu się, wiedział to też dobrze. - I.. um... wrzeszczała na mnie, rzucała limonkami czy innym gównem? Więc.. Jakoś tak wyszło. Tam nie ma kamer, nie? - zwykle nie miał absolutnie żadnych filtrów, jeśli chodziło o mówienie o własnych przygodach, nie ważne do kogo mówił.. No, dobra, może hamował się przy młodszej siostrze, ale wobec innych dorosłych, zwłaszcza Cath, tyle że w tym konkretnym przypadku wiedział, że naprawdę nie powinien. Magazyn nie kuchnia;' chociaż tyle miał na swoją obronę, ale wciąż nie sądził, żeby seks w magazynie restauracji należał do najbardziej sanepidowo akceptowalnych wyczynów..
Cath