Wiedziała od samego początku, że poproszenie Jazz o pomoc przy tym przedsięwzięciu będzie wręcz zajebistym pomysłem. Dlaczego? Bo Jasmine zawsze patrzyła na wszystko tak, jakby z góry wiedziała, że da się to naprawić. Dosłownie momentami August miała wrażenie, że Jasmine ma w sobie jakiś cholerny dar. Jakiś magiczny pyłek, który potrafiła rzucić na coś zepsutego i
bach! - w mgnieniu oka wyglądało jak nówka sztuka. August zawsze to w niej podziwiała i doceniała, że miała ją za swoją przyjaciółkę. Potrzebowała takich ludzi wokół siebie. Kogoś, na kim będzie mogła polegać. Czasami porównywała Jasmine do małej syrenki. Przez to, że również nie mówiła. Nigdy jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - nauczyła się przy niej, że trzeba być bardziej uważnym na innych, naprawdę zwracać uwagę na ich potrzeby i to co mają do powiedzenia, nawet jeżeli było to w formie tej pisemnej. I skromnie uważała, że razem stworzyły naprawdę udany przyjacielski duet.
Uśmiechnęła się szeroko na wieść, że może da się coś zrobić z tą maszyną do kawy.
- Damn, mówisz serio? Byłoby cudownie. Pan Sparrow będzie miał u mnie ciacho i kawkę za darmo do końca życia! - Dobra, może i był to w jakiś sposób wydatek jak na dzisiejszą ekonomiczną sytuację na świecie, ale nie dla niej. Zawsze była przez nich ciepło przyjmowana, kiedy ich widziała, a poza tym Sparrow kochała ich ponad życie, więc automatycznie sprawiało to, że August też czuła to przyjemne ciepełko przechodzące przez serce w stosunku do jej rodziny. Zerknęła na Jaz, a następnie na notatnik i przygryzła wargę, mrużąc oczy.
- Jejku, nie dość, że mi je wypolerujesz, to jeszcze znajdę na nie kupca? Jazz… rozpieszczasz mnie! Nie mam pojęcia co bym bez ciebie zrobiła. - przygryzła wargę po czym machnęła ręką, marszcząc brwi
- a weź, nawet nie chcę o tym myśleć! - Przytuliła ją mocno bokiem, ale tylko na chwilę, po czym wybuchnęła śmiechem.
Rozglądając się po kawiarence, przyglądała się ścianom, podłodze, oknom... wyobrażała sobie, jak cudownie to miejsce będzie wyglądało, kiedy już wszystko skończą. Przytaknęła czytając to, co Sparrow miała do powiedzenia, i zasalutowała.
- Yes, ma’am! - Chwilę później usłyszała pukanie do drzwi, więc pobiegła odebrać zamówienie.
- Ale pierw śniadanio-deser! - rzuciła, kładąc torbę na jednym z wcześniej przetartych stolików.
- Ah, Sparrow, wiesz, że będę miała przy kasie stoisko na długopisy? Specjalnie dla ciebie. - Wyszczerzyła się szeroko, otworzyła torbę, wyciągając muffinki, bajgle i kawunię, po czym podała jedną w jej stronę i uśmiechnęła się szeroko, zanim upiła łyk ciepłego napoju. A ten uśmiech mówił po prostu jedno...
dzięki, że jesteś.
Jazz 𓂃🖊