ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
170 cm
rekonstruktor mebli | własny warsztat
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jasmine nie należała do osób, którym dwa razy trzeba było powtarzać, że trzeba w czymś pomóc albo coś zrobić. Zwłaszcza, gdy dotyczyło to powstającej kwiaciarni. I jeszcze bardziej zwłaszcza, gdy wyżej wymieniona kwiaciarnia miała należeć do kogoś z jej przyjaciół. Wytłumaczyła ojcu, że przez kilka dni może być jej nieco mniej na ich warsztacie z prostego powodu: zawsze była w stanie postawić bliskich ponad jakąś tam renowacją dla kompletnie przypadkowej osoby. Ku jej niesamowitemu zdziwieniu mężczyzna niemal odetchnął z ulgą i oznajmił, że w takim razie robi sobie po zakończeniu bieżącego projektu wakacje i porywa jej matkę na wycieczkę tylko we dwoje. Jasmine pasowało to bardziej niż cokolwiek innego, bo mogła ze spokojną głową działać.
Dlatego też pewnie o nieludzkiej godzinie rano wciąż nieco ziewając, uzbrojona w długopis i notatnik (w dużym formacie, planowała jednak trochę sobie pogadać z dziewczyną w przerwach pomiędzy pracą)stanęła przed drzwiami przyszłego lokalu. Było dość chłodno i musiała nieco dreptać w miejscu z wyglądając pewnie ciut jak pingwin, aby się rozgrzać. Na szczęście jej przyjaciółka nie dała jej długo czekać. Uniosła dłoń do góry i oddaliła ją od czoła jakby salutowała, witając się z dziewczyną. Nie czuła potrzeby pisania powitania na kartce, akurat to nie wymagało jakiegoś większego zastanowienia czy wyjaśniania.
To w zasadzie jakie mamy plany na dzisiaj? I czemu o tak nieludzkiej porze. No i powiedz proszę, że będzie kawa. Potrzebuję kawy.
Napisała, pokazując dziewczynie kartkę. Dzień należało rozpocząć od czegoś mocnego. Przez resztę dnia mogła pić cokolwiek, ale rano espresso lub podwójne espresso było tym czego zabraknąć nie mogło. Choćby po to, aby pomóc się wybudzić i dać kopa na dalszą część dnia. Była ciekawa co miała zrobić, ale była gotowa na wszystko. Nieważne czy miała to być jakaś pomoc przy skręcaniu bądź przerabianiu mebli czy po prostu sprawdzanie czy każdy kwiat ma swoje miejsce i jest tam, gdzie być powinien.

august winters
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

I want simple pleasures...
Friends who have my back

Winters była tak cholernie podekscytowana faktem, że udało jej się wyrwać tak zajebistą lokalizację na kwiaciarnio-kawiarnię. Nie dość, że znajdowała się w jej ulubionej dzielnicy Greektown, to jeszcze dorwała to lokum za bezcen. Jakiś staruszek chciał pozbyć się tego miejsca jak najszybciej, więc sprzedał jej je praktycznie od ręki i bach, ona miała swoje miejsce, a on był już pewnie gdzieś w drodze na tropiki. Win-win situation, if you ask me. No ale miejsce było na razie w dość opłakanym stanie. Staruszek, jak widać, nie miał czasu na sprzątanie, a August bała się dosłownie czegokolwiek dotknąć palcami, bo wszystko się kleiło. Rozlana kawa na jednym ze stołów? Mogłaby przysiąc, że była tam jeszcze od lat siedemdziesiątych. No ale nic. Niedługo miała przyjść jej przyjaciółka Jasmine, z którą spiknęła się dość randomowo. Za pomocą kartki i długopisu, biblioteki… długa historia.

Zgarnęła swój BMX i zaczęła śmigać nim w kierunku kwiaciarni. Co prawda nie powinna się przemęczać, bo ostatnimi czasy dosłownie przeholowała z przeciążeniem nogi, no ale trudno. W uszach miała słuchawki na kabelku, a z nich leciała piosenka, która zaczęła wypełniać jej bębenki. - I think you’re scared of being basic… - śpiewała pod nosem, przejeżdżając uliczkami, mijając randomowych ludzików i uśmiechając się do nich. Po kilku minutach dotarła na miejsce, ale Jaśminki nigdzie nie było widać. Zeszła z BMX-a, postawiła go w środku kawiarni, wysunęła jedną słuchawkę z ucha, choć dalej kiwała głową i bujała się w miejscu, zaciągając kaptur na głowę. Gdy w końcu ją zobaczyła, zaczęła podskakiwać z szerokim uśmiechem. - Jazz!! - krzyknęła, machając do niej. Podeszła do niej podekscytowana, nachyliła się nad tym, co Jasmine pisała jej na kartce, i uśmiechnęła się szeroko. - Dobra, to sprawdzimy, czy da się coś uratować z mebli w środku. Staruszek miał tu jakiś stary kawiarniano-dinerowy klimat, ale uprzedzam, poczujesz się jak w muzeum, jak tam wejdziesz. - zaśmiała się. - A! I kawkę mogę nam zamówić albo przejdziemy się do kawiarni obok, bo bałabym się cokolwiek ci serwować z tej maszyny, która stoi w środku. - Wybuchnęła śmiechem. - Co sądzisz? - Była przeszczęśliwa, ponieważ nie dość, że mogła ją zobaczyć, to jeszcze spędzić z nią czas i skorzystać z jej zajebistego kunsztu w rekonstrukcji mebli.

jazz 𓂃🖊
26 y/o
For good luck!
170 cm
rekonstruktor mebli | własny warsztat
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może było to najzwyczajniej w świecie głupie, ale cieszyła się jak idiotka, że jej przyjaciółce udaje się spełnić marzenie. Lubiła August i chciała, aby w jej życiu wszystko układało się dobrze. Jeśli dziewczyna mogła spełnić w jakiś sposób swoje marzenie i ona mogła w tym jakoś pomóc to zamierzała stanąć na rzęsach, aby to zrobić.
Uniosła brew do góry na słowa kobiety i kiwnęła głową. Rzadko kiedy trafiały jej się meble z których nie można było nic wykrzesać. Oczywiście wymagało to w przypadku niektórych większej ilości czasu, chęci i melisy, ale potrafiły się odpłacić. Słysząc jednak o staruszku, klimacie i muzeum zrobiła się nagle sceptyczna. Część starszych ludzi miała syndrom zbieracza i po prostu nie pozbywała się rzeczy, które były odpowiednie na śmietnik. Miała nadzieję, że nie jest to jedna z tych sytuacji i że coś uda się zrobić.
Zobaczymy jak jest w środku, może to po prostu kwestia pierwszego wrażenia? I jeśli mogłabyś zamówić to byłoby super, nie chce mi się dzisiaj kopać z ludźmi o zamówienie napoju. Mam na to za dobry humor.
Nie lubiła restauracji i knajpek głównie z tego powodu: czasami kelnerzy się śpieszyli, a jej zamówienia zajmowały ciut więcej czasu. Jedną sprawą było to, że potrzebowała chwili na namyślenie się co chce. Drugą sprawą, że musiała to jeszcze zapisać. Wolała unikać niektórych miejsc głównie przez krzywe spojrzenia.
Uśmiechnęła się szeroko i wskazała palcem na drzwi, w ten sposób chcąc zapytać czy wchodzą czy nie. Była bardziej niż ciekawa co tam jest i jak bardzo mają przechlapane.
Po wejściu otworzyła szerzej oczy i kaszlnęła w dłoń. Nawet nie pytała o zdanie August i po prostu otworzyła na oścież okna. Wolała zdecydowanie marznąć niż się udusić. Związała niedbale włosy w kitkę i rozejrzała się mocniej.
Dobra, chcesz coś z tego zostawić czy wyrzucamy wszystko po kolei? I gdzie jest ta maszyna do kawy? Nie może być aż tak źle.

Albo nie. Inaczej.
Powiedz mi jak to widzisz i co tak naprawdę chcesz zrobić i jak to ma wyglądać.
Napisała i po prostu podała kartkę przyjaciółce, patrząc z lekkim obrzydzeniem na blat. Jak można było doprowadzić to miejsce do takiego stanu i w ogóle nie pomyśleć choćby o powierzchownym posprzątaniu. Sięgnęła do torby i wyjęła z niej dwie pary rękawiczek. Spaczenie zawodowe.

august winters
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Powiedzenie, że była podekscytowana spotkaniem z Jasmine, było ogromnym niedopowiedzeniem. Ona była absolutnie w siódmym niebie... wciąż nie mogła uwierzyć, że naprawdę udało im się zgadać i spędzić razem czas! August stała przed drzwiami, próbując się trochę uspokoić. No bo hej... to nie tak, że widzi ją pierwszy raz, prawda? Ale taka już była. Miała w sobie tyle energii, że czasami czuła, jakby zaraz miała wybuchnąć niczym piñata. I mimo że była świadoma, jak makabrycznie by to wyglądało w rzeczywistości.... totalnie jakiś horror, sum terrifier kinda shit - to i tak wolała wyobrażać sobie, że wylatuje z niej konfetti i słodyczki. Jak juz się uspokoiła wewnętrznie i przeczytała, że Jasmine wybierała te opcje z zamówieniem kawy zamiast wyjściem po nią, od razu sięgnęła po telefon i otworzyła aplikację DoorDash. - Dobra, biorę nasze standardowe zamówienie! I bajgle, i muffinki! Nic dziś nie upiekłam, więc musimy się zadowolić tym, co nam przywiozą! - rzuciła podekscytowana, klikając szybko w ekran. I klik! Zamówienie złożone. Dostawca miał być za jakieś piętnaście minut.

Weszły do środka, a August od razu rozłożyła ręce i zakręciła się w kółko, podekscytowana, że to wszystko należy do niej. Po chwili trochę się uspokoiła i zerknęła na kartkę papieru. Przyłożyła palce do brody i westchnęła teatralnie - Hmm… - Spojrzała na Jasmine, mrużąc oczy. - Ta maszyna do kawy… ona jest już chyba na tyle stara, że można ją uznać za vintage. Może da się ją jeszcze uratować? Chodź! - Chwyciła ją pod ramię i pociągnęła w stronę sprzętu. - I voilaa! - Rozłożyła ramiona, prezentując starą maszynę do kawy... zakurzoną, z pajęczynami, lekko lepiącą się od brudu. Po chwili spojrzała na Jasmine. - Jazz, ogólnie… widzisz tamte krzesła? Te metalowe z tapicerką? Nie chcę ich… Ale ten blat mi się podoba, chyba jest drewniany? Nie wiem, nie znam się! - podrapała się po głowie. Na moment się zamyśliła, po czym jej oczy rozbłysły. - Chciałabym, żeby ludzie, którzy tu wchodzą, czuli się jak u siebie. Jak u rodziny. Jakby dosłownie weszli do czyjegoś salonu i nie chcieli stąd wychodzić!- Spojrzała na nią z nadzieją, uśmiechając się głupkowato. - Myślisz, że da się to ogarnąć?

Jazz 𓂃🖊
26 y/o
For good luck!
170 cm
rekonstruktor mebli | własny warsztat
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niemal się wzruszyła. Jej bohaterka. Spojrzała na nią poważnie rozbawiona. Uwielbiała entuzjazm tej kobiety i to, że w zasadzie nie trzeba było jej dwa razy czegoś powtarzać. Pod względem optymizmu w patrzeniu w przyszłość obie były tak samo pokręcone.
Pokiwała głową i zaświeciły jej się oczy na informację o ilości cukru, który spożyją tego dnia. Nie zamierzała sobie folgować: była dość energiczna i wszędzie było jej pełno, co z kolei zdecydowanie sprzyjało ruchowi. Nie martwiła się tym, że gdzieś to się odłoży, a metabolizm miała boski. Piętnaście minut brzmiało jak bardzo krótki czas, więc tym bardziej cieszyła się jak dziecko. Miała tylko nadzieję, że z nadmiaru węglowodanów nie zaczną chodzić po ścianach.
Z własnego doświadczenia wiedziała, że czasem rzeczy vintage były o dziwo do odratowania i mogły służyć jeszcze przez długie lata. Po prostu niektóre przedmioty z przeszłości były wykonywane o wiele staranniej, tak aby faktycznie działały. Spojrzała z ciekawością na maszynę i zastanowiła się chwilę. Może przy odrobinie chęci i samozaparcia coś by z tego było. Złapała jakąś porzuconą bóg wie kiedy łyżeczkę i ściągnęła pajęczynę. Sprzęt się lepił, ale nie widziała nigdzie rdzy czy większych szkód.
Będzie coś z tego, tylko potrzebowałabym pewnie więcej czasu i pomocy taty. On lubi grzebać w sprzętach kuchennych i elektronice, wygląd byłby tylko do odświeżenia
Kiwnęła głową. Krzesła faktycznie były dziwne i nie na miejscu, rozumiała wybór dziewczyny. Blat faktycznie był drewniany. Nieco zakurzony i po prostu zaniedbany, ale jeśli ktoś włożyłby w niego serce i czas to mógłby być naprawdę pięknym kawałkiem mebla. Skorzystała z zamyślenia August i nabazgrała na szybko w notatniku:
Krzesła proponuję odstawić na bok, żeby nie przeszkadzały. Mogę je spolerować w domu, myślę że znajdziesz na nie kupca. A blat to drewno. Nie wygląda może najlepiej, ale jest solidny i pewnie jeszcze sporo posłuży jeśli potraktuje się go odpowiednio.
Na potwierdzenie swoich słów zastukała w drewno kostką od palca wskazującego. Drewno wydało całkiem mocny odgłos, nie był on jednak pusty
Można było z tym stworzyć cuda.
Po chwili zastanowienia wyrwała kartkę z notatnika i zatrzymała długopis. Włożyła je do przedniej kieszeni w ogrodniczkach, było to zdecydowanie wygodniejsze niż noszenie zeszytu.
Chciałabym przychodzić do takiego miejsca. Nawet przelotem na dobrą kawę czy herbatę, tylko wiesz: bez uczucia poganiania przy piciu, bo już ktoś czeka. Uda ci się na pewno i ogarniemy. Tylko na to potrzeba czasu i dobrego planu. Bierz kartkę. Zapisz co zostaje a co wyrzucamy, bo nie pasuje. Musimy od czegoś zacząć.

august winters
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wiedziała od samego początku, że poproszenie Jazz o pomoc przy tym przedsięwzięciu będzie wręcz zajebistym pomysłem. Dlaczego? Bo Jasmine zawsze patrzyła na wszystko tak, jakby z góry wiedziała, że da się to naprawić. Dosłownie momentami August miała wrażenie, że Jasmine ma w sobie jakiś cholerny dar. Jakiś magiczny pyłek, który potrafiła rzucić na coś zepsutego i bach! - w mgnieniu oka wyglądało jak nówka sztuka. August zawsze to w niej podziwiała i doceniała, że miała ją za swoją przyjaciółkę. Potrzebowała takich ludzi wokół siebie. Kogoś, na kim będzie mogła polegać. Czasami porównywała Jasmine do małej syrenki. Przez to, że również nie mówiła. Nigdy jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - nauczyła się przy niej, że trzeba być bardziej uważnym na innych, naprawdę zwracać uwagę na ich potrzeby i to co mają do powiedzenia, nawet jeżeli było to w formie tej pisemnej. I skromnie uważała, że razem stworzyły naprawdę udany przyjacielski duet.

Uśmiechnęła się szeroko na wieść, że może da się coś zrobić z tą maszyną do kawy. - Damn, mówisz serio? Byłoby cudownie. Pan Sparrow będzie miał u mnie ciacho i kawkę za darmo do końca życia! - Dobra, może i był to w jakiś sposób wydatek jak na dzisiejszą ekonomiczną sytuację na świecie, ale nie dla niej. Zawsze była przez nich ciepło przyjmowana, kiedy ich widziała, a poza tym Sparrow kochała ich ponad życie, więc automatycznie sprawiało to, że August też czuła to przyjemne ciepełko przechodzące przez serce w stosunku do jej rodziny. Zerknęła na Jaz, a następnie na notatnik i przygryzła wargę, mrużąc oczy. - Jejku, nie dość, że mi je wypolerujesz, to jeszcze znajdę na nie kupca? Jazz… rozpieszczasz mnie! Nie mam pojęcia co bym bez ciebie zrobiła. - przygryzła wargę po czym machnęła ręką, marszcząc brwi - a weź, nawet nie chcę o tym myśleć! - Przytuliła ją mocno bokiem, ale tylko na chwilę, po czym wybuchnęła śmiechem.

Rozglądając się po kawiarence, przyglądała się ścianom, podłodze, oknom... wyobrażała sobie, jak cudownie to miejsce będzie wyglądało, kiedy już wszystko skończą. Przytaknęła czytając to, co Sparrow miała do powiedzenia, i zasalutowała. - Yes, ma’am! - Chwilę później usłyszała pukanie do drzwi, więc pobiegła odebrać zamówienie. - Ale pierw śniadanio-deser! - rzuciła, kładąc torbę na jednym z wcześniej przetartych stolików. - Ah, Sparrow, wiesz, że będę miała przy kasie stoisko na długopisy? Specjalnie dla ciebie. - Wyszczerzyła się szeroko, otworzyła torbę, wyciągając muffinki, bajgle i kawunię, po czym podała jedną w jej stronę i uśmiechnęła się szeroko, zanim upiła łyk ciepłego napoju. A ten uśmiech mówił po prostu jedno...

dzięki, że jesteś.


Jazz 𓂃🖊
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”