18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ze względów bezpieczeństwa zdaje się bezcennej kolekcji ceramiki, jeśli nie materialnie to przynajmniej emocjonalnie, Daniel widział cały proces raczej w konwencji zwiedzania muzeum z przewodnikiem, stojąc dwa metry od gablotki by nie uszkodzić eksponatów. Sugestia by sam nauczył się używania przedmiotu, o którym słyszał pierwszy raz w życiu, a który zapewne także pochodził z drugiego końca świata, wzięła go z zaskoczenia. Mimo wszystko nie odmówił, wygrała ciekawość i chęć dowiedzenia się więcej o zainteresowaniach Liana od bardziej praktycznej strony - suche fakty były dobrym początkiem, jednak Daniel wolał zagłębić się w temat na tyle by go zrozumieć.
- Serio? Nie chwaliłeś się - zauważył na informację o kursie, jakby zdążył zapomnieć, że znajdowali się dość daleko od etapu mówienia sobie wszystkiego. Pisali ze sobą praktycznie od kiedy wymienili się numerami, jednak dotychczas kręcili się na poziomie koleżeńsko-sąsiedzkich rozmów i memów, a nie każde życiowe wydarzenie wchodziło w tę pulę. Teraz Daniel miał, być może, odrobinę, nadzieję, że uda im się przejść do czegoś więcej. - To zawsze wyglądało jak dobra zabawa, jak ci się podoba? I na pewno wychodzą ci ładne stożki. A jak wyrobisz się ze stożkami to z resztą też pójdzie łatwiej - zapewnił, gryząc się w język zanim zdążyłby wskoczyć w swoje liczne opinie i definicje dotyczące tej konkretnej figury geometrycznej. Wszystko co Lian miał w tej chwili do powiedzenia interesowało go znacznie bardziej niż słuchanie własnego głosu.
Instynktownie zmarszczył nos i cofnął głowę, gdy palce wchodzące mu w pole widzenia zaczęły zbliżać się do jego okularów, z niemrawą ucieczką powstrzymaną praktycznie od razu przez ich aktualną pozycję. Zwykle nie przepadał za takimi eksperymentami, głównie przez to, że ludzie mieli tendencję do przypadkowego dotykania szkieł, jednak w tym wypadku był w stanie zrobić wyjątek bez aktywnych protestów.
- Tylko nie noś za długo, głowa cię rozboli - ostrzegł, zamykając oczy i otwierając je dopiero, kiedy szkła tymczasowo przestały go wspierać. Potarł palcami powieki by oswoić się z niewyraźnym, zamglonym światem, rozejrzał się po pomieszczeniu, ledwo będąc w stanie rozpoznać kształty w akwarium albo drogę do wyjścia, po czym zadarł głowę z ciekawości jak Mei wyglądał w jego okularach. Złapał ten widok tylko na chwilę, mrużąc oczy by manualnie dostosować ostrość, a na komentarz względem swojej wady parsknął cichym śmiechem. - Wbrew pozorom jeszcze może być gorzej. Jeszcze jakoś... trzy lata? Zanim się wstępnie unormuje - przyznał, cytując swojego optometrystę odliczającego do czasu, kiedy teoretycznie gałka oczna powinna przybrać ostateczny rozmiar. Wątpił by wiele miało się zmienić, miał jednak nadzieję, że jak już to nie na gorsze.
Nagłe znalezienie się przodem do mężczyzny oraz zastąpienie jego klatki piersiowej twardą szybą zbiornika, wyciągnęło go siłą z tego małego świata, w jakim zdążył się znaleźć po wylądowaniu w ramionach Liana i to bez okularów. Zupełnie jakby opuścił komfortowy kokon i wrócił do rzeczywistości zamieszkanej także przez innych ludzi, a pomieszczenie wydało mu się jednocześnie zbyt przestronne i chłodne pomimo znajdowania się w swetrze i płaszczu. Uniósł głowę by spojrzeć na rozmyty, acz znajomy, kształt poprawiający mu włosy, czując się dziwnie obnażony pomimo wcześniejszego paradowania bez okularów w jego domu. Teraz było inaczej, zamiast być gościem na pierwszym kacu, stali o krok od siebie i miał na sobie jego pełną uwagę. Złapał niepewny kontakt wzrokowy z ciemnymi oczami przed ponowną ucieczką w bok, w dół, gdzieś na wysokość jego płaszcza i ponownie w górę, niemniej zgodnie z poleceniem nie ruszył się z miejsca. Poza rozbieganymi źrenicami, jedynym co się w nim ruszało była krew, podróżująca do policzków jakby sam dotyk Mei'a dyrygował jego ciałem. Posiadanie jego palców na swojej twarzy, dłoniach i ubraniach, chociaż coraz częstsze i przychodzące znacznie lżej niż z początku, nie stało się magicznie czymś, do czego Daniel był w pełni przyzwyczajony i miał wrażenie, że lada moment a mięknące kolana odmówią mu współpracy.
- Och... um... - powrót do normalnej rozmowy zdawał się go przerastać, gdy nerwowo poprawiając zwrócone szkła, jakby nie leżały jak powinny od razu po założeniu, dał się ponownie wciągnąć do uścisku pozwalającego mu przynajmniej ukryć rozpaloną twarz. Głęboki oddech wyrwał się spomiędzy łagodnie uchylonych warg, jakby dopiero co wbiegł na drugie piętro i próbował opanować potencjalny atak astmy, gdy bardziej poczuł niż usłyszał jak słowa Liana owiewają jego ucho. Zerknął we wskazanym kierunku, próbując dojrzeć co znajdowało się we wcześniej pominiętym pomieszczeniu.
- Do... a-akwarium z wodą? - upewnił się, marszcząc czoło w niezrozumieniu. - Myślisz, że coś tam chowają? - dodał, pomimo pierwszego zaskoczenia pozwalając wygrać ciekawości. - Teraz też chcę sprawdzić, może chociaż dali już kartkę informacyjną - mruknął w zastanowieniu i wyciągnął rękę od razu, gdy uścisk wkoło jego ramion zelżał. Po rzuceniu jeszcze jednego spojrzenia na płaszczki i cichym pożegnaniu się z, być może, dawnym kolegą w razie jakby mieli już tam nie wrócić, skierował się na wycieczkę krajoznawczą ze znajomą chłodną dłonią złapaną już nie w jedną, a w obie dłonie, jakby próbował jeszcze bardziej podzielić się z nim ciepłem ciała.
Salka była słabo oświetlona, praktycznie pusta, poza akwarium zdającym się być w trakcie przygotowań pod potencjalnie następny okaz morskiej fauny, a im dalej się zapuszczali, tym silniejsze wrażenie łamania zasad gryzło Daniela pod przeponą.
- Nie wiem czy powinniśmy tu być - przyznał ciszej niż dotychczas, jakby faktycznie wkradli się do miejsca zamkniętego dla publiki zamiast z ciekawości zaglądać do pustego akwarium w środku oceanarium.

Lian Mei
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Odkrycie skali problemu jakim był niedomagający wzrok Moore'a pozwoliło mu na zrozumienie powodów dla których ten tak kurczowo trzymał się swoich szkieł i tracił animusz gdy go ich pozbawić. Zupełnie tak jak teraz, gdy być może nie wiedząc nawet do końca na co patrzy stał wsparty o akwarium niby ostatnią bezpieczną ostoję i dryfował spojrzeniem od prawa do lewa.
Trzy lata i nawet nie wiesz czy będzie lepiej czy gorzej? 一 zagadnął retorycznie, samemu mrużąc oczy wzorem Daniela, jednak w jego przypadku w niczym to nie pomogło; grube szkła zniekształcały obraz do tego stopnia, że nie był nawet do końca pewny czy ma przed nosem Moore'a czy wielką płaszczkę sunącą za jego plecami. 一 Mam nadzieję, że przynajmniej czytelnie podpisujesz te... te magiczne substancje w swojej piwnicy.
Miał na myśli małe domowe laboratorium o jakim Daniel wspominał mu przynajmniej tuzin razy w ciągu ostatniego tygodnia, a chociaż Lian większości z tej chemicznej terminologii nie rozumiał pomimo najlepszych chęci, tak chętnie wczytywał się we wnioski do jakich Moore dochodził po kolejnym eksperymencie.
Jeszcze chętniej oglądał kolorowe zawartości odczynników, a gdy Daniel kilkoma kroplami zmieniał pH w kolbie i odbarwiał płyn na fioletowo, Mei mrużył powieki i nieufnie węszył za jakimś oszustwem. Nigdy w życiu nie był w laboratorium chemicznym, nawet tym szkolnym, więc łatwo było mu zaimponować najprostszą reakcją przeprowadzoną w warunkach chałupniczych.
Okulary wróciły na swoje miejsce, tak samo jak dłoń Daniela, która zaledwie po paru krokach zamieniła się w dwie i Lian zdążył jeszcze poczuć jak przyjemne ciepło sięga mu ponad nadgarstek.

Do akwarium z wodą 一 przytaknął jednocześnie nie tłumacząc niczego, gdy delikatnie ciągnął za sobą Moore'a zostającego nieco w tyle. 一 Jestem przekonany, że nigdzie indziej takiej nie mają.


Sala mieściła zaledwie jeden zbiornik z wciąż aktywnie pracującym filtrem (monotonne brzęczenie wypełniało każdy kąt, mimo że po chwili wsiąkało w ciszę i zlewało z nią niczym naturalne tło) oraz samotną ławkę tuż przed wystawą Niczego. Kilka przypadkowych wstążek listownic ciągnęło się ku górze od piaszczystego dna, ale poza ich swobodnym, hipnotycznym ruchem wszystko inne zdawało się być zanurzone w bezruchu.
Oczywiście, że powinniśmy. Informacja o braku aktualnej wystawy nie jest tożsama z zakazem wstępu.
Drzwi cicho domknęły się gdy Lian naparł na nie tyłem skórzanego buta, a sam utkwił spojrzenie w plecach oddalającego się w stronę akwarium Daniela. Niechętnie puścił jego dłoń kotwicząc w ostatnich momentach palcami o jego palce, ale w końcu upchnął ręce w kieszeniach i sam przysiadł na pustej ławce, tyłem do pląsających w wodzie wodorostów.
Pomysł wykiełkował mu w głowie gdy tylko przyuważył tę salę gdy poszukiwali płaszczek, wówczas wydawał mu się fantastycznie prosty i wykonalny. Teraz? Teraz miał wrażenie, że znów miał dziesięć lat i stał sam na sam z ogromnym tłumem hali koncertowej w Kyoto, z fortepianem za którym mógł się co najwyżej schować, ale nie całkiem zniknąć.
Dłonie nerwowo wyplątywały z kieszeni każdą rzecz o jakiej zdążył zapomnieć przez kilka miesięcy, gdy płaszcz dusił się podczas przeprowadzki w pudełku, gdzie czekał na swoją okazję. Serce przestało być wiarygodnym metronomem, mimo że Lian potrafił przecież po latach praktyki wyciszyć je dość aby znów czuć właściwy, jednostajny rytm. Gdyby nie to, że jego skóra nosiła żałobny odcień bieli na co dzień, odpływająca z twarzy krew zapewne zdradziłaby go natychmiast.

Hej... Daniel? 一 rzucił sucho w przestrzeń, nie wiedząc nawet kiedy zamiast trzymać się kieszeni jego ręce chwyciły za krawędź ławki. 一 Może zamiast wydeptywać dziurę po prostu usiądziesz?
Chciał jeszcze zabarwić odrobinę ten dziwnie sztywny wydźwięk pytania jakimś żartem - miał przecież pod nosem koncept zmiennokształtnego rekina, idiotyczny ale do wykorzystania, a jednak przez gardło nie przeszła mu nawet nieśmiała próba.
Dostrzegając nagłą zmianę kursu i być może zamiar obejścia ławki, Lian zadziałał instynktownie i chwyciwszy go za tył płaszcza posadził go sobie z boku, przodem zwracając w stronę akwarium. Wizja posiadania Moore'a przy sobie z ryzykiem zbyt częstego kontaktu wzrokowego chwilowo przekraczała jego zdolność dźwignięcia tego ciężaru.

Więc... hmm. Właśnie, to jest... gdybym... 一 Zupełnie odmienne od zwyczajowej pewności siebie próby Liana do rozpoczęcia zgrabnie tematu brzmiały wręcz groteskowo, choć Mei usilnie starał się przetykać je nerwowym śmiechem. Wychodziło na to, że bardziej niż zażenowany czy onieśmielony czuł się po prostu zaskoczony własnym brakiem podejścia.
Gdybym CO? Co ja w ogóle chciałem powiedzieć? Co mogę z tego wyciągnąć? Kurwa, zacząłeś temat i on teraz siedzi i czeka, a ty się dookreślić nie potrafisz? 一 mielił gorączkowo w myślach, nieświadomie zaczynając wybijać palcami metrum 6/8 na krawędzi ławki.
...gdybym naprawdę był tym zmiennokształtnym rekinem i odciągnąłbym cię tu na bok żeby cię pożreć?
Lian przez parę sekund patrzył mu prosto w twarz - choć na swoją obronę nie miał nawet pojęcia kiedy nawiązał z nim kontakt wzrokowy - śmiertelnie poważny, jakby świadomość tego co właśnie powiedział nie zdążyła do niego dotrzeć.
Odczuł ją natomiast po chwili i chociaż udało mu się powstrzymać grymas niezadowolenia, coś w jego spojrzeniu złagodniało i poza przyduszoną paniką przebijała się bezradność w swojej najczystszej formie.

Poważnie? Ja pierdolę.
Odetchnął głęboko przez uchylone usta i palcami sięgnął do nasady nosa, następnie kącików oczu i przetarł je sobie tak, jakby męczył się właśnie we własnej skórze. Poniekąd tak było.

Zapomnij o tym, to było głupie 一 stwierdził gdy na krótko schował pół twarzy w dłoni i zerknął na Daniela przepraszająco. 一 Tak naprawdę to chciałem zapytać o coś innego, nie wiem po co tak to skomplikowałem.
Uścisk w klatce piersiowej zelżał, jakkolwiek było zdecydowanie za wcześnie by mówić o zauważalnej uldze. Odzyskał jednak zdolność do trzeźwego myślenia i odchylił się w tył tak, by móc spojrzeć Danielowi w oczy, starając się przy tym nie nasuwać skojarzeń z przerośniętą wroną czekającą na potknięcie potencjalnej ofiary.

Czy ty kiedykolwiek się z kimś całowałeś?
Pytanie zadał mu bez ogródek, przy pełnym rozmyśle i intencjonalnie utrzymywanym kontakcie wzrokowym, pomijając te kilka momentów w których wędrował za obdaszkiem rzęs Daniela to wyżej to niżej. Po paru sekundach ciszy jego spojrzenie zatrzymało się na pełnych, obiecujących miękkość wargach i Lian uznał, że warto byłoby doprecyzować pytanie.

Zgaduję, że nie dlatego... chciałbyś może ze mną?


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowa zapewnienia dały radę odrobinę ostudzić jego nerwy, chociaż towarzyszyły mu one przez całą drogę do pozornie pustego zbiornika. Zakładając, że mieli ten sam cel podróży, zauważył brak Liana u swojego boku dopiero, gdy jego palce wysunęły mu się z dłoni, niemniej ten schemat powtarzał się przy praktycznie każdej wystawce, stąd zwyczajnie zabrał się za oględziny wnętrza akwarium. Pochylony nisko by zawiesić wzrok w połowie wysokości szyby, poprawił okulary bardziej w automatycznym geście niż z realnej potrzeby, analizując glony falujące w poruszanej filtrem wodzie. Dopiero, gdy upewnił się, że dokładnie takie widzieli już kilka salek w tył, rozpoczął poszukiwania tabliczki informacyjnej, przerwane dopiero pytaniem ze strony siedzącego na ławce Liana.
- Mogę p-pewnie... Uh... Wybacz, chciałem tylko... - urwał wraz z niespodziewanym pociągnięciem za tył płaszcza, lądując nieelegancko na wybranym dla niego miejscu z jedną nogą podnoszącą się w górę, jakby spodziewał się upadku. Skwitował to wszystko utopionym w wydechu, nerwowym śmiechem, zerkając kontrolnie na tył głowy Mei'a. - Wszystko okay? - upewnił się, zagubiony w nagłej zmianie nastroju w małym pomieszczeniu. Zarówno ton głosu mężczyzny jak i przymusowe posadzenie go do siebie tyłem niekomfortowo usiadły na żołądku Daniela, podsuwając mu wachlarzyk teorii tłumaczących to zachowanie. Najprostsza, wyskakująca na przód, widziała w tym jasną sugestię, że coś właśnie poszło bardzo nie tak. Najwidoczniej tam, gdzie Moore widział komfortowe spotkanie i spełnienie niewypowiedzianych nadziei, Lian znalazł coś, przez co aktualnie chciał mieć go na dystans. Potrafił to zrozumieć, mógł się tego spodziewać. Wbił wzrok w dłonie splecione ze sobą w koszyczek na udach, poszukując czegoś, co mógłby powiedzieć, by rozładować atmosferę, obrócić to w żart, zapewnić, że nie będzie miał mu za złe, jak zechce skończyć to teraz i wrócić do witania się przez płot podczas wyprowadzania Alonso.
Kolejne słowa, nie tłumaczące nic, padły zanim dał radę sklecić cokolwiek przekonującego i zachęciły go do zachowania milczenia. Dopowiedział sobie zakończenie tego zdania - wszystkie elementy składały mu się w układankę wskazującą na chęć delikatnego poinformowania go, że nic z tego jednak nie wypali. Ciężar w brzuchu został uzupełniony o bolesny ścisk na sercu, chociaż był wdzięczny za zabranie go do zamkniętego pokoju by załatwić to we względnej prywatności. Wypuścił oddech, zmuszając się by poczekać ze szczypiącymi w tył gałek ocznych łzami na resztę wyczekiwanej wypowiedzi i zebrał się w sobie dość by ponownie spojrzeć na Liana przez ramię.
- ... Huh? - wyrwało mu się w reakcji na pytanie wyskakujące tak bardzo znienacka by wywołać w Danielu chwilowy paraliż całego ciała. Mrugnął raz. Drugi. - To... byłb-bym bardzo ła-łatwą ofiarą..? - podrzucił całkowicie wybity z rytmu, usilnie poszukując na twarzy mężczyzny naprowadzenia na to, czy tylko odkładał nieuniknione, czy to Moore porządnie przestrzelił z interpretacją. Zdążył przejść przez pierwsze stadium żałoby, tylko by zostać pchniętym z powrotem na wcześniejsze tory i nie potrafił znaleźć gruntu pod nogami. Coś w nerwowym zachowaniu Liana wciąż było nie w porządku.
W oczekiwaniu na zapowiedziane pytanie spojrzał w stronę bujających się w akwarium listownic, próbując znaleźć w niespiesznym falowaniu skrawki utraconego spokoju. Wziął kłujący w klatkę piersiową oddech, złapał kontakt wzrokowy z Lianem i gdyby nie zaproszenie na ławkę, pewnie w tym momencie dorobiłby się kolejnego wstrząśnienia mózgu. To nie był kierunek rozmowy, którego by się spodziewał.
- J-ja... uh... Znaczy... Cz-czemu... - zaczął, nie dokańczając żadnej z urwanych myśli, czerwieniejąc na twarzy i, pomimo chęci szczerej odpowiedzi, nie będąc w stanie powiedzieć tego na głos. Czym innym było oswojenie się z faktem swojego braku doświadczenia, tak samo ze swobodnymi rozmowami ze znajomymi, chichocząc pod kołdrami podczas nocowania, a czymś kompletnie odmiennym dzielenie się szczegółami swojego braku romantycznego życia z obiektem swojego zauroczenia. Odpowiedź okazała się zbędna, a, wyglądający jak sarna złapana w światło reflektorów, Daniel po raz kolejny stracił kontakt z rzeczywistością. Szok wywiał mu z głowy resztki zagubionych myśli, zostawiając po sobie pustkę brzmiącą jak szum z telewizora CRT i domykając rozchylone w zaskoczeniu wargi. Zamiast szukać słów, spanikować jak przy pytaniu o randkę, czy próbować odnaleźć sens w absolutnym braku sensownych myśli, po prostu pokiwał głową. Chciał, nie potrafił ubrać w słowa tego jak bardzo, podobnie ze stresem związanym z samą sugestią czegoś, co omijało go tyle lat, oraz strachem, że da radę to spaprać. Przełknął ślinę, z gwałtownym biciem serca odbijającym mu się w uszach.
- A-ale w sensie... że teraz? - dopytał, nerwowo rzucając okiem w stronę domkniętych drzwi, za którymi zapewne przewijali się zwiedzający, a później z powrotem na twarz mężczyzny, odważając się nawet na przelotne spuszczenie wzroku na jego usta. Dreszcz przechodzący tuż pod skórą bynajmniej nie był nieprzyjemny, chociaż Moore wciąż czuł się całkowicie zagubiony w nowej sytuacji. Nie żeby wcześniej nie pomyślał o możliwości pocałowania Liana, poza fantazjami schowanymi szczelnie we własnej głowie miał nawet zalążki planu na ten dzień, jednak wszelkie jego materiały treningowe w formie kilkunastoletnich romansideł sugerowały co najwyżej pocałunek na zakończenie pierwszej randki. Procedury co do zamkniętych wystaw w samym środku oceanarium nie były do końca jasne.

Lian Mei
Ostatnio zmieniony pt kwie 17, 2026 6:04 pm przez Daniel Moore, łącznie zmieniany 1 raz.
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Kolor rozwijający pełną intensywność na jego twarzy był wystarczająco czytelną odpowiedzią by Lian zrozumiał, że jego założenia były trafne. Jego spojrzenie wędrujące w skupieniu poprzez lekko uchylone wargi Daniela na chwilę wzniosło się ku parze okrągłych z zaskoczenia oczu, gdzie pozostało na parę długich sekund w trakcie których Mei rozważał wszystkie za i przeciw, bez pośpiechu, jakby i ten etap traktował jako przyjemną, nieodzowną część całego procesu.
Spoiler
trigger warning
child abuse, eating disorders
Londyn w lipcu 2017 roku był wyjątkowo deszczowy nawet jak na tamtejsze standardy.
Fashion Week było dla niego czymś zupełnie nowym, choć nie do końca rozumiał powód dla którego wydarzenie odbywające się z taką pompą wymagało jego obecności.
To nie konkurs, prawda?
Nie, tym razem zagrasz gościnnie. Postaraj się, to nie mniej ważne. 一 Serena Marlow, jego agentka zrośnięta z nim niemal jak cień spoglądała na niego od czasu do czasu znad ekranu laptopa rozłożonego na kolanach. Palce stukające niemal bez przerwy w klawiaturę miały wyjątkową moc - Mei o tym wiedział, dlatego jego kolano podrygiwało nerwowo ilekroć w jej rytmie pojawiało się stringendo, jakby w ten sposób usiłował naprostować niekorzystną dla siebie zmianę.
Samochód od dłuższego czasu stał w korku, deszcz zalewał miasto i wraz z całym jego brudem spływał do studzienek, a ciemniejące niebo zaczęło ciążyć nad Londynem bardziej niż chmura z której lało się bez końca.
Już wtedy, kiedy godzinę później wysiadali na podziemnym parkingu hotelu Corinthia Lian czuł, że poza załamaniem pogody w powietrzu wisiało coś jeszcze, o czym wiedzieli wszyscy poza nim i było to o tyle dotkliwe, że Serena zamiast indagować go dociekliwie co do ustalonego planu pobytu wysłała go po prostu na górę.
Coś było nie tak.

Doświadczenie uczestnictwa w pokazie było dla niego zupełnie nową odsłoną występu. Zamiast jednej, góra dwóch stylistek dookoła uwijał się cały ul specjalistów z naręczami pędzli, gąbkami i paletami noszonymi z taką łatwością jakby stanowiły integralną ich część. Lian rozumiał - podobnie miał przecież z pianinem.

Teraz spójrz w górę 一 proszono i korygowano mu cienie pod oczami, podczas gdy sam siedział grzecznie i sztywno. Nie przeszkadzał. 一 Super jest. Postaraj się tylko nie zlizać pomadki, ok?
Ok 一 zgodził się automatycznie, trochę nieśmiało, bo energiczna kobieta skacząca wokół niego jakby od tego zależała reszta jej życia odrobinę go onieśmielała pomimo swojej wyjątkowo sympatycznej aury.
Siedząc na wysokim krześle pośród nieustannie poruszającego się tłumu modelek, wizażystów i choreografów Lian po raz pierwszy nie był w centrum zainteresowania i cieszył się każdą chwilą na uboczu, skąd mógł obserwować błyszczące cekiny, zaciągać się powietrzem ciężkim od pudru i...
Charakterystyczne pociągnięcie nosem w jego odczuciu tamtej chwili wybrzmiało tak głośno, że był zaskoczony zupełnym brakiem poruszenia ze strony oblegającego tłumu, ale on zauważył i choć moment trwał zaledwie kilka sekund, widok zapłakanej modelki w halce i wagi, z której ściągnęły ją bez słowa dwie inne kobiety był wystarczający aby zrozumiał.
Zbyt ciężka. Zbyt szeroka. Rozmiar nie pasuje.
Znał to uczucie, też był na migdałowej diecie.

Wieczorem grał zza kulis mdłą, bezpłciową muzykę jakiej zażyczył sobie projektant i cieszył się absolutnym brakiem czyjegokolwiek zainteresowania, chociaż wyrobiony latami nawyk kazał trzymać mu się prosto, nawet jeżeli jedyną parą oczu jaka wwiercała mu się korygującym spojrzeniem między łopatki należała do Sereny. Nie przeszkadzała, po prostu usuwała się w cień i nadzorowała, a on czuł się pod tym hermetycznym kloszem bezpieczny.
Pokaz zakończył się koło dziewiątej, ale polecono by pozostał przy pianinie jeszcze przez jakiś czas. Z drobnym ukuciem żalu spostrzegł również, że stylistka jaką podesłano by przypudrowała go jeszcze raz nie była tą samą, którą dla zabawy atakowała go wcześniej pędzlem.

Jest fotograf 一 padło wśród kilku kaszlnięć i stuknięć butami o parkiet. Ta informacja wywołała wyłącznie impuls irytacji, Lian wiedział jednak że nie wypadało okazywać zniecierpliwienia. Nigdy nie odmawiał, nie wyrażał niechęci ani nie protestował, bo ciężar zawodu i ciszy jakie otrzymywał w zamian po prostu go przerastały.
Kilka pierwszych zdjęć nie wykraczało poza standardowy plan wielu podobnych jakie za sobą miał, ale dopiero przybycie kogoś, kogo kojarzył połowicznie z paru wtrąceń Sereny zmieniło duszną atmosferę w coś na pozór lżejszego.

Słyszałem jak grasz. Wszyscy mówią, że masz talent, że dobrze rokujesz. Lian, tak?
Twarz Ashera często pojawiała się na okładkach, patronowała kampaniom reklamowym i być może dlatego w pierwszej chwili nie wiedział co odpowiedzieć na proste pytanie. Próbował przypomnieć sobie czy Serena dała mu jakiekolwiek wytyczne na wypadek tej rozmowy, ale jedyne co przebijało się ponad ciężki woal niepamięci to to, że Asher był również synem projektanta, dla którego ściągnięto go tu by zagrał.

Być może zobaczymy się później na... 一 Błysk lampy przerwał monolog, przed kolejnym Lian został ustawiony przez kilka par rąk w tak niewygodnej pozycji przy pianinie, że w pierwszym odruchu chciał zaprotestować. 一 ...zobaczysz, na razie... nie, nie, nie na kamerę, hej. 一 Asher miał ładny śmiech. Nie brakowało w nim pewności siebie, choć słuchając miało się odczucie jakby czegoś w nim brakowało. Tak, jakby jeden z wciśniętych klawiszy nie wydawał dźwięku.
Patrz na mnie.


Sesja zdjęciowa na krótko ukazała się na stronie agencji The Right Note oraz przez chwilę sygnowano nią kolekcję projektanta, zanim bardzo mieszany odbiór oraz kontrowersje zmusiły PR do ściągnięcia ich z afiszu oraz wystosowania lakonicznych objaśnień.
Cykl nosił nazwę Eros & Psyche i w zamyśle miał na celu promować syntezę muzyki oraz letniej kolekcji wystawionej podczas Fashion Week w Londynie i o ile większość zdjęć przedstawiała Ashera i Liana w relatywnie neutralnych pozycjach orbitujących wokół pianina tak ostatnie wywołało skandal, który choć przez lata udało się wyciszyć wciąż wywoływał niesmak. Fotografia przedstawiająca pocałunek nie opowiada wiele o jej powstaniu, a Lian wsparty całym sobą o pianino, wetknięty pomiędzy nie i Ashera jak zasuszony kwiatek pomiędzy stronami książki na pierwszy rzut oka wygląda na zaskoczonego. Jego brwi uniesione w niezrozumieniu i ręka zatrzymana w połowie drogi - dokądś - wszystko to sprawia wrażenie jakby w danej chwili był w ruchu, z zamiarem i jakąś nieczytelną intencją, a błysk lampy unieruchomił go w tym kadrze jak motyla przytwierdzonego pod gablotką przez szpilkę.
Część komentujących biorąca w obronę artystyczny zamysł i oko fotografa zachwycała się pięknym momentem, emocjami i wrażeniem przypadkowości. Druga strona wytykała agencji ten dziwny kurs w bok, ale przede wszystkim, co stało się zresztą przyczyną ostatecznej decyzji o usunięciu sesji z oficjalnego profilu - fakt, że w chwili w której zdjęcie zostało wykonane Asher miał dwadzieścia dwa lata, podczas gdy Lian zaledwie piętnaście.
Sesja wciąż była dostępna na niektórych fanowskich portalach pomimo usilnych prób pozbycia się jej z sieci na dobre.

Daniel nie musiał rozumieć powodu dla którego pytał.
Lian natomiast musiał mieć pewność, że zanim zainicjowałby cokolwiek, Moore byłby w pełni świadom zamiaru i w przeciwieństwie do jego doświadczeń, pierwszy pocałunek zapamiętałby jako coś, do czego chciałby wracać myślami, a nie jak skradziony, sprzedany nad jego głową moment.
Teraz 一 przytaknął, a mimo że było to zaledwie jedno słowo, potknął się o nie pod koniec cichym, prawie bezgłośnym śmiechem. Widząc, że Daniel nieśmiało wędruje spojrzeniem unikając jednak za wszelką cenę kontaktu wzrokowego, Lian cofnął się głębiej w tył i najpierw uniósł obie dłonie w ramach niezadanego pytania, a kiedy nie zauważył po jego stronie chęci salwowania się ucieczką, chwycił tę jego pyzatą twarz w ręce i delikatnie ścisnął.
Nie mógł się powstrzymać.

Możesz zamknąć oczy jeśli wolisz, Bao Bei.
Sam tego nie zauważył, ale zniżony do szeptu głos drżał mu teraz od zaciśniętej przepony i zbyt długo wstrzymywanego powietrza. Zanim nachylił się nad nim nisko zdążył jeszcze wypatrzeć kilka jaśniejszych plamek na brązowych tęczówkach chowających się powoli za rzęsami, kilka bladych piegów, które zapewne miały rozkwitnąć latem, a sam ledwie przymknął powieki do połowy.
Pocałunek był bardzo efemeryczny, w pierwszym kontakcie tak, jakby zupełnie go nie było pomimo wrażenia ciepła i miękkości. Lian nie spieszył się ani trochę cierpliwie czekając aż Daniel przełamie nieśmiałość i być może zechce wykonać swój ruch. Płytkie, pieszczotliwe muśnięcia i sporadyczna wilgoć jaką zostawiał na jego dolnej wardze miały zachęcić, ale nie wymagały w zamian niczego, mimo że czując na jego ustach smak znajomych winogronowych landrynek miał ochotę zapomnieć się, unieruchomić go dla własnej wygody i poznać wszystkie tajemnice jakie Daniel przed nim ukrywał.
Ta dogłębna potrzeba przypominająca stary, niedokarmiony głód i gwałtowność wynikająca ze strachu przed stratą możliwie jedynej okazji zostały jednak stłumione, choć koszt tej spolegliwości dusił go od środka.
Mógłby, naprawdę mógłby poprzestać na tych powierzchownych, prostych pocałunkach do końca swojego życia, gdyby Daniel sobie tego zażyczył. Czuł się tak, jakby wiosna nadeszła właśnie po bardzo długiej, nużącej zimie, a jednak brakowało jej pełni ciepła za jakim tęsknił.
To, że ani razu nie próbował nakłonić go do niczego więcej nie wynikało o dziwo z jego zdolności do samokontroli, choć tak mu się z początku wydawało. Adorował go każdym muśnięciem warg, każdym trąceniem nosa i niepełnym oddechem uciekającym mu z piersi, oszczędnie i delikatnie, nawet jeżeli w jego osobistym odczuciu ich intensywność doprowadzała go do szaleństwa.



Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zabarwione śmiechem potwierdzenie natychmiastowości rzuconej propozycji starczyło, by kąciki ust oniemiałego Daniela nieznacznie uniosły się w górę, momentalnie zdejmując z niego odrobinę spięcia. Nie potrzebował pełnej powagi, wręcz przeciwnie - był to jego pierwszy raz i jeszcze nie do końca docierało do niego, że sobie tego nie wyobraził, niemniej ponad stresem przed nieznanym górowała ekscytacja. Zwłaszcza, gdy Lian jednym słowem odgonił niepewność Moore'a co do tego, czy pytanie było tylko hipotetyczne, i czy czasem się nie zagalopował. Wzajemność była dla niego niepojętą koncepcją, niedopuszczaną do świadomości, stąd inicjowanie bliskości i ciągłe sygnały sugerujące, że mężczyzna może patrzeć na niego tak samo, jak on na niego, nie wydawało mu się realne, a jednak cichy głosik szukający dziury w całym, próbujący wywęszyć zagrożenie zanim skończyłby ze złamanym sercem, w międzyczasie zdążył całkowicie ucichnąć. Gdzieś między jednym a drugim splotem dłoni Daniel zadecydował, że chciał tego dostatecznie by być w stanie zaryzykować i pozwolić sobie po prostu żyć chwilą.
Spędził długie lata na oglądaniu przewidywalnych komedii romantycznych, przyciskając do piersi poduszkę, płacząc i śmiejąc się wraz z głównymi bohaterkami oraz tworząc sobie wyobrażenia własnej historii miłosnej. Kiedy o nich myślał wydawały mu się perfekcyjne, niczym wyjęte z książki, nierealne i wyciągające z niego zawstydzone rumieńce, jednak nawet najśmielsze wizje nie umywały się do uczucia, jakie rozlało się w jego wnętrzu na dłonie okalające jego twarz i nazwanie zwrotem, którego nie rozumiał, ale przyswoił jako coś, co chciałby słyszeć częściej. Nie ruszył się z miejsca, po jeszcze jednym ostrożnym spojrzeniu w oczy Liana opuścił powieki wedle zachęty i otrzymał to, na co nieśmiało liczył dłużej niż byłby w stanie przyznać.
Na pierwszy kontakt wciągnął płytki oddech w zanikającej przestrzeni i podniósł dłoń by oprzeć opuszki palców o łokieć mężczyzny, mimo wszystko zaskoczony dotykiem odmiennym od wszystkiego, co kiedykolwiek znał. Uczucie było nietypowe, nagle zyskał większą świadomość własnego ciała, ilości zakończeń nerwowych w wargach oraz przede wszystkim tego, jak ciepłe usta Liana poruszały się przy jego. Pomimo zamkniętych oczu zakręciło mu się w głowie, nieśmiało odwzajemniane pocałunki wydawały mu się koślawe i nieskoordynowane, a wszelkie drobne czułości i wypuszczane powietrze łaskoczące go w wargi i policzki zmiękczały mu kolana nawet na siedząco. Biorąc stabilizujący oddech między jednym a drugim pocałunkiem, zdecydował że jest mu niewygodnie. Nie przerywając kontaktu odepchnął się od podłogi podeszwą i wsunął się głębiej na ławkę, przekręcając się bardziej w stronę Liana po wciągnięciu na górę także jednej zgiętej nogi. Oparł bok kolana na udzie Mei'a by znaleźć się jeszcze trochę bliżej i podniósł drugą rękę do boku jego szyi. Początkowo ledwo musnął jego skórę palcami, dopiero po kilku sekundach nabierając dość odwagi by ułożyć dłoń pewniej. Podczas akrobacji stracił poczucie przestrzeni i raz trafił nosem w jego policzek, na co wypuścił zduszony śmiech i skorygował błąd bardziej stanowczym, pojedynczym buziakiem w usta.
- Nie mam... Nie mam pojęcia co robię - szepnął przy jego wargach, jakby dzielił się z nim głęboko skrywanym sekretem, przy okazji tracąc oddech na wyrywający mu się z gardła, bezgłośny śmiech. Nie chodziło nawet o szczególne rozbawienie, czuł się raczej jakby lewitował nad ziemią i trochę jak w pierwszych momentach po wypiciu dziwnej mieszanki podczas ostatniej imprezy. - Poprowadzisz mnie..? - spytał, sam nie do końca pewny o co dokładnie prosił. Pomimo chęci i entuzjazmu był jeszcze bardzo zagubiony, a Lian niezmiennie dawał mu poczucie dostatecznego bezpieczeństwa by był w stanie zawierzyć mu zarówno w kwestii odprowadzenia go pod dom, jak i pokierowania jego, ich, pierwszym pocałunkiem.

Lian Mei
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Moore był jedną z bardzo niewielu osób jakie potrafiły spojrzeć na niego inaczej niż reszta. Nie widział w nim okazji do wybicia się w wielki świat, nie szukał pretekstu do zagajenia o bilety na festiwale muzyczne ani nie traktował go jako breloczka do kluczy, którym można pochwalić się przed znajomymi.
Moore był tak normalny i zwyczajny, że aż niezwykły i choć brzmiało to absurdalnie, Lian przekonywał się do tej myśli z każdym smsem, rozmową prowadzoną twarzą w twarz i wizytą, bo nagle z okrągłego zera liczba odwiedzin w jego cichym mieszkaniu wzrastała systematycznie z tygodnia na tydzień.
Początkowo lubił go tak, jak pudełko winogronowych landrynek; sięgał gdy czuł, że znów miał na nie ochotę, a kiedy zapominał ich i w kieszeni odnajdywał pustkę czuł niezbyt dotkliwe, ale obecne rozdrażnienie. Z czasem jego sympatia przekształciła się w ten sam sentyment co upodobanie do jednej konkretnej filiżanki, tej pistacjowej, z lekko wyszczerbionym w transporcie brzeżkiem, nieprzeszkadzającym jednak w jej użytkowaniu ani nie umniejszającym jego przywiązania. Wybierał ją połowicznie świadomie ilekroć miał chwilę i chęć na tę lepszą herbatę, tak jak lepsze stały się momenty spontanicznych wizyt Daniela z Alonso po tej stronie płotu.
Od niedawna Lian przestał oglądać się na słońce. Moore miał w sobie wystarczająco światła i ciepła by szukać ich gdziekolwiek indziej.
Pocałunki Daniela były - dokładnie tak jak się spodziewał - pozbawione precyzji, ostrożne i w oczywisty sposób brakowało im umiejętności, mimo to dla Liana były czymś wyjątkowym.
Pomijając doświadczenia do których nie chciał bez potrzeby wracać myślami, nawet w ostatnich latach, kiedy partnerów dobierał sobie wedle własnego zamysłu i w pełni samodzielnie, niechętnie wykraczał poza czysto mechaniczne, poganiane potrzebą zbliżenie, ani też wtedy kiedy w ramach kaprysu decydował się na większą kreatywność.
Z Danielem było inaczej, zupełnie jakby jego własne ciało po tylu latach bezowocnych poszukiwań instynktownie czuło, że dotarł do miejsca do którego od dawna zmierzał.
Kątem oka i z nasłuchu zarejestrował ruch, dlatego obecność kolana przytulającego mu się do uda wcale go nie zaskoczyła i gdyby nie to, że jego dłonie grzały się w tej chwili ciepłem obu opalizujących różnymi odcieniami czerwieni policzków, chętnie znalazłby dla nich miejsce gdzieś indziej.
Sposób w jaki Moore lgnął do niego poprzez ławkę rozczulał go do tego stopnia, że na parę sekund kompletnie zapomniał o akwarium, planach na resztę popołudnia i westchnął krótko pomiędzy kolejnymi płochymi muśnięciami jakich z czasem otrzymywał coraz więcej.
Dłoń, która rezydowała niezdecydowanie tuż przy jego szyi, z kciukiem w pobliżu jabłka Adama wydawała mu się lekko wilgotna, co nie umniejszyło chęci posiadania jej w każdym miejscu w jakim Daniel miałby ochotę ją dopasować, a że jej kształt leżałby doskonale we wszystkich - co do tego Mei nie miał żadnych wątpliwości.
Nie nie, bardzo dobrze ci idzie 一 wtrącił pospiesznie, na chwilę otwierając szerzej oczy i odzyskując skrawek przytomności umysłu. Przyciszony, bardziej wyczuwalny w postaci ciepłego oddechu niż słyszalny śmiech Moore'a sięgnął nie tylko jego warg, Lian przysiągłby, że wraz z dreszczem spłynął mu rynienką karku wzdłuż kręgosłupa. 一 Ale mogę pokazać ci nieco więcej.
Otulające pyzate policzki dłonie cofnęły się z jego twarzy, wmanewrowały się gładko pod płaszcz i poprzez gruby splot swetra sięgnęły do bioder, za które Lian bez ogródek przeciągnął go przez resztę ławki na swoje kolana. Miał go teraz siedzącego bokiem, ale znacznie bliżej niż jeszcze chwilę temu, a jedną z rąk postanowił pozostawić wplątaną w wełniany rant u dołu. Drugim ramieniem na próbę objął go z zamiarem zapewnienia mu oparcia po czym dał mu moment na zdecydowanie czy ta nowa konfiguracja w ogóle mu odpowiadała.
Czując irytująco zauważalny brak, Lian sprowadził raz jeszcze dłoń Daniela w to samo miejsce, jednak kwestią kilku sekund decyzja uległa zmianie, a Lian poprowadził go głębiej w stronę swojego karku.
Dopiero wtedy znów pochylił się nisko i znów rozmodlił się nad nim kolejnymi powierzchownymi muśnięciami, aczkolwiek zgodnie z obietnicą - choć tą samą wyrozumiałością - po którymś z kolei nie cofnął się lecz sugestywnie liznął go czubkiem języka pomiędzy odruchowo zaciskanymi wargami.



Daniel Moore
Ostatnio zmieniony ndz kwie 19, 2026 3:34 pm przez Lian Mei, łącznie zmieniany 1 raz.
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgrzyt w postaci jednoczesnego intensywnego odczuwania każdego najmniejszego dotyku Liana oraz wrażenia znajdowania się poza ciałem i świadkowania wydarzeniom z dystansu, dawał radę zawiesić większość procesów myślowych Daniela. Naturalna niezręczność i niepewność nie rozpłynęła się bez śladu niczym zaklęcie złamane pocałunkiem prawdziwej miłości, wciąż czuł się obco, a wizja potykania się dostatecznie by zniechęcić mężczyznę stale majaczyła w jego głowie, tym razem nie dawał jej jednak dyrygować swoim życiem. Pomyśleć, że niecały tydzień wcześniej był blisko bezpodstawnego pozbawienia się szansy na doświadczenie zdaje się najlepszego dnia w swoim życiu, wyłącznie przez niezdolność uwierzenia w posłany w jego stronę uśmiechu losu. O włos nie poznałby wrażenia już znajomych, chłodnych palców przeplatających się między własnymi; nie poznałby bezpieczeństwa ramion owiniętych wkoło swoich barków i komfortu policzka opartego o czubek głowy, dzięki którym czuł się jakby odnalazł ten brakujący element układanki na dnie pudełka, dopasowujący się w puste miejsce przeznaczone wyłącznie dla niego; nie poznałby stanowczego chwytu na swoich biodrach, wywracającego mu żołądek do góry nogami.
Przeciągnięcie przez ławkę prosto na kolana Liana wyrwało z Moore'a bliżej nieokreślony odgłos zaskoczenia, przypominający wysoki, stłumiony w gardle sygnał alarmu jaki zdarzał mu się, gdy wjechał deską na niespodziewany kamień i był jeden zły ruch od wylądowania twarzą na chodniku. W międzyczasie otworzył oczy i rozejrzał się wkoło z nowej pozycji, to na twarz Liana, to na ławkę, by w pełni określić swoje położenie, to na styk klatki piersiowej z bokiem swojej ręki, co skomentował nerwowym chichotem, przecierając brzegiem dłoni kość policzkową i zerkając na mężczyznę z ukosa.
- Możesz - potwierdził uciekając wzrokiem na własne uda z niezdolności spojrzenia mu w oczy pomimo chwilowego braku filtra. Zalał się głębszym rumieńcem na własną bezpośredniość, przez co na kilka sekund schował twarz w ramieniu mężczyzny by odetchnąć i przyswoić przynajmniej część wydarzeń od momentu wyjazdu z garażu Mei'a. Wtedy żartobliwie dał mu się porwać pod warunkiem zwrotu po kilku dniach, w międzyczasie Lian zaczął podbierać kawałki jego serca i aktualnie Daniel chciał oddać mu całą resztę, tym razem bez daty końcowej.
Brak doświadczenia nie był tożsamy z brakiem chęci, podobnie z lękiem mierzącym się z ekscytacją, a przekroczenie progu pierwszego pocałunku wykopało z zawiasów drzwi prowadzące do możliwości, których nawet do końca nie pojmował.
Po wychyleniu się z powrotem ze swojej kryjówki, Moore odkrył o ile bardziej komfortowo był w stanie ułożyć dłoń na skórze Liana, za zachętą przyciskając opuszki palców do jego karku i ciekawsko wsuwając je między luźno związane włosy. Odetchnął ciężej przez nieznacznie uchylone wargi i posłał mu trochę niedowierzający uśmiech zanim wyrabiane przez ostatnie parę minut instynkty zadziałały, opuszczając jego powieki i przechylając głowę by tym razem uniknąć kraksy, gdy mężczyzna ponownie się do niego zbliżył. Zaczynał to łapać, dzięki zaoferowanej cierpliwości we własnym tempie docierając do tego, co robić by nie przeszkadzać i na czym to tak właściwie polegało. Nowy nacisk na wargi wybił go ze znalezionego rytmu, usta rozsunęły mu się bardziej z zaskoczenia niż świadomej decyzji, a palce dotychczas oparte o jego kark bez szczególnego celu docisnęły się do skóry, przytrzymując mężczyznę blisko. Wcześniejszy problem z odkrywaniem jak działał prosty nacisk warg okazał się niczym, gdy do równania dochodziło więcej partii mięśniowych. Poruszył się na jego udach jakby szukał lepszego oparcia dla nóg, co w jakiś sposób miało pomóc mu lepiej poradzić sobie z nowym wyzwaniem, a gdy nie uzyskał oczekiwanego efektu sapnął z niezadowoleniem w usta Liana.
- Hmmh... Cz-czekaj... Mogę...? - wymamrotał bez zbędnych szczegółów, odchylając się w tył i unosząc powieki by spojrzeć na niego z niemą prośbą o pozwolenie, na którą nawet nie zaczekał. Wciągając dolną wargę do ust w nerwowym tiku i przesuwając po niej zębami, zebrał się z dotychczas zajmowanego miejsca i pospiesznie, jakby zaproszenie na kolana Liana miało stracić ważność, wsparł się dłońmi o jego barki i usiadł przodem, opierając kolana o ławkę po obu stronach jego bioder. Po użyciu go jako podpórki ponownie opuścił ręce i chociaż wcześniej ten plan wydawał mu się sensowny, aktualnie zaczął mieć wątpliwości co do jego stosowności. - To chyba wy-wygodniejsze? - dopytał, zerkając przelotnie na ciemne tęczówki, a później w dół, na własną dłoń naciągającą rękaw swetra z powrotem na palce. Mimo wszystko drugą ręką znalazł chłodną dłoń pianisty i pociągnął ją w prawilne miejsce na swoim biodrze, a po przytrzymaniu jej przez chwilę odważył się ponownie sięgnąć do jego karku. Każdy ruch był powolny, ostrożny, badający grunt w kwestii aktywnego udziału i chociaż minimalnego kierowania sytuacją.

Lian Mei
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Odgłos przypominający nadepnięcie na piszczącą zabawkę wyrwał z jego piersi krótki, pokryty patyną chrypy śmiech na wydechu; zdawało mu się, że z im większej ilości kierunków naciskał, tym więcej dźwięków właściwych jedynie dla Daniela był w stanie z niego wyciągnąć, wobec czego jako muzyk nie mógł przejść obojętnie. Myśl o nowej, nieodkrytej gamie czekającej na to by ją odkryć już teraz kusiła by przynajmniej znaleźć jeden podstawowy akord, ale obchodził ją bokiem nie chcąc zniechęcić Moore'a pośpiechem już na samym starcie.
Ciężar na kolanach nie był niezauważalny, jednak o tyle przyjemniejszy, że dla odmiany nie czuł wbijających mu się w uda kości. Głupi, łatwy do przeoczenia drobiazg, mimo to Lian z automatu stał się fanem trzymania tej gapowatej kluski w każdej dotychczas poznanej konfiguracji.
Łącznie z tą, którą zainicjował sam Daniel, ku jego szczeremu zaskoczeniu, w czym partycypował biernie pozostając usłużnie w bezruchu podczas gdy ten przypasowywał się do niego ze zmarszczką na czole i wstydliwie spuszczonym wzrokiem. Niewiele brakowało, a Lian powstrzymałby go z pierwszym nietrafionym przypuszczeniem wedle którego Moore uległ presji, dopiero po chwili dotarło do niego, że się mylił i jego kolana stały się po prostu polem do eksperymentu. Zrozumiał również, że ciche fuknięcie jakie wcześniej zasłyszał wynikało z niecierpliwości po drugiej stronie.
Wyglądam na kogoś kto mógłby ci czegokolwiek odmówić? 一 podrzucił retorycznie, niby żartobliwie, choć sam zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie zgodziłby się na wszystko gdyby tylko Moore go o to poprosił. Asertywność była zazwyczaj jego mocną stroną, więc dojście do tego wniosku wciąż zdawało mu się abstrakcyjne.
Drobne dłonie na ramionach szukały oparcia, szersze biodra i wyjątkowo chętne uda wywiały mu pomysł o podniesieniu się z ławki w najbliższym czasie, a kiedy Daniel w swoim tempie zaczął decydować o tym gdzie ułożyć ręce zarówno swoje jak i jego, Lian bezdyskusyjnie przystał na każdy pomysł i tylko pochylił się głębiej na ponowny kontakt ciepłych palców z własnym karkiem, być może poszukujących tego samego miejsca co poprzednio.
Zapytany o oczywistość - pomimo, że przez dwie pary płaszczy można było polemizować - Mei roześmiał się przechylając głowę na bok; szczere rozbawienie wyciągnęło drobnicę zmarszczek w kącikach jego ciemnych oczu.

Nie masz pojęcia 一 zgodził się na swój sposób, podczas gdy na palec wskazujący prawej dłoni mozolnie nawijał szlufkę spodni Daniela. Łaskoczący go w wierzch tej samej ręki brzeg swetra drażnił, choć nie dlatego, że gryzła go wełna.
Po swojej stronie Lian również dokonywał odkryć. Spośród nich niektóre trzymały go w ryzach, mimo że wszystko to, co krążyło aktualnie wraz z krwioobiegiem niewiele miało wspólnego ze spolegliwością. Z punktu widzenia własnych potrzeb miał ochotę wyłuskać Moore'a z płaszcza, rozłożyć go na ławce jak fascynujący eksponat czekający na zbadanie i dostać się pod ten cholerny sweter, wślizgnąć pod skórę i zaryzykować czujność ochrony w porze lunchu.
Nie zrobił tego między innymi dlatego, że w niezgrabnych ruchach Daniela dodatkowo opakowanych w spowalniającą nieśmiałość Lian zauważył rzeczywistą chęć, dojrzalszą niż wstyd i stąd zgadywał, że ponad brak jakiegokolwiek doświadczenia przebijała się tęsknota za czymś czego Moore nie znał, ale od dawna potrzebował. To, że Daniel wybrał właśnie jego by otworzyć się tak ufnie i odsłonić wrażliwą część na widok dotarło do niego pomiędzy kilkoma innymi nieostrymi wnioskami, korygując własne nieprzemyślane do końca zamiary.
Tak czysta i prostoduszna ciekawość wymagała delikatniejszego podejścia.

Hej, wszystko w porządku 一 zagadnął go zachęcająco szeptem nad lewym uchem. 一 Jesteś ze mną.
Kilka miękkich, nieskoordynowanych pocałunków trafiło pod delikatnie okrągławą szczękę Daniela zanim Lian powolnym ale kategorycznym pociągnięciem palców ściągnął go bliżej siebie za szlufki spodni. To jak bardzo starał się w tym wszystkim uniknąć pośpiechu przełożyło się na efekt pierwszego pocałunku, którym zamiast poprzestać na identycznej co poprzednie próbie przybliżenia Danielowi praktyki systematycznie krok po kroku przeskoczył o parę stopni i z krótkim, gasnącym w jego ustach niskim pomrukiem rozchylił mu wargi językiem.
Pierwsza próba była odrobinę desperacka, nie do końca zamierzona, ale satysfakcjonująco ciepła i wilgotna, może nawet za bardzo, choć finalnie Lian i tak był zachwycony tym jak Moore przyjął go praktycznie bez sprzeciwu. Trudniej było natomiast skupić się na zachowaniu w tym wszystkim interakcji, na cierpliwości, która nie pozwoliłaby sprowadzić pocałunku wyłącznie do wymogu podporządkowania się i wzięcia sobie wedle uznania tego, czego potrzebował, co zresztą opłaciło się, bo uzyskana w odpowiedzi wzajemność i to, co Daniel sam zechciał mu oddać były czymś, czego tak naprawdę Lian nigdy nie poznał.
Tak w gruncie rzeczy, jak dotąd nigdy nawet nie lubił pocałunków i teraz dopiero zrozumiał dlaczego.



Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stały brak zrozumienia dlaczego Lian zdawał się być zainteresowany kimś takim jak on, rozciągnął się na całkowicie niepojęte pytanie zadane zupełnie jakby odpowiedź miała być oczywista. Daniel zerknął na mężczyznę nieprzeniknionym wzrokiem, darując sobie wspominanie na głos, że owszem, dokładnie tego obawiałby się jakby sam spróbował zainicjować cokolwiek poza trzymaniem się za ręce, a po chwili drobny, nieśmiały uśmiech pociągnął w górę kąciki jego ust. Chociaż nic z tego nie przychodziło mu naturalnie, a niska samoocena od wejścia zakładała obojętność, nie miał powodu by wątpić w zamiary Mei'a i odmawiać przyjęcia do wiadomości nowych informacji. Nawet jeśli żartem, oferował mu poczucie stabilności, zapewnienie że obaj tego chcieli i nie wylądowali w tej sytuacji z czystej litości nad beznadziejnym przypadkiem. Jego poczucie bezpieczeństwa nawet nie zadrżało, manifestując się w postaci drobnych skoków odwagi, które cały czas były przyjmowane pozytywnie i zachęcały do następnych prób.
Śmiech mężczyzny koił jego nerwy, a zmrużone w rozbawieniu oczy momentalnie przyciągały rozszerzone źrenice Daniela zupełnie, jakby nie miał nad nimi najmniejszej kontroli. Nawet stresowa potrzeba uciekania wzrokiem na wysokość podłogi przegrywała z chęcią wpatrywania się w rozweseloną twarz Liana, zwłaszcza z tak bliska. Podniósł wolną rękę i koniuszkami palców wystających ze swetra przebiegł po jego policzku, czy raczej przy nim, jako że dotyk początkowo wisiał milimetry nad jego skórą. Pogładził go ostrożnie, jakby wciąż niedowierzając, że ten nie znikał pod jego palcami jak ulotny sen, przesuwając kciukiem przy kąciku jego ust i ciesząc się na sam ten gest bardziej niż na widok orlenia pływającego tuż przy szybie w akwarium. Ten poziom bliskości był dla niego nowy, z żadnym bliskim znajomym nie miał relacji opartej na tak otwartej fizyczności, jednak pomimo wyolbrzymiania w głowie potencjalnych nerwów czuł się wyjątkowo komfortowo mając Mei'a zaledwie kilka centymetrów od siebie. A w niektórych miejscach całe zero.
Niespodziewane zapewnienie w pierwszej chwili wywołało w nim chęć podkreślenia faktu, że wcale tego nie potrzebował, wzięte za sugestię jakoby jego nerwy były aż tak widoczne, na co miał ochotę stanąć we własnej obronie. Zamiast tego zdał sobie sprawę, że te dwa krótkie zdania pomogły, a dreszcz który przebiegł przez jego ciało zabrał ze sobą spięcie mięśni. Słowa Liana nie były drwiną, ani potraktowaniem go jak słabeusza, Daniel znalazł w nich to samo oparcie, jakie znajdował raz po raz w jego towarzystwie i pozwolił im ponownie go uspokoić.
- Dziękuję - szepnął po wzięciu głębszego oddechu, z powoli powracającym na usta uśmiechem, a po chwili wypuścił niekontrolowany chichot na delikatnie łaskoczące w szyję pocałunki. Zapomniał o nerwach, wątpliwościach, otoczony tym samym zapachem, jaki trzymał go przy upartym owijaniu się szalikiem, którego nigdy nie zwrócił, w ramionach człowieka znaczącego dla niego więcej niż ktokolwiek powinien po zaledwie kilku miesiącach. Przylgnął do niego bliżej wedle zachęty, nawet jeśli zdawał się nie mieć nic do gadania w tym temacie, w procesie przewieszając mu przez ramię także drugą rękę. Początkowo obejmował go luźno, zwieszając dłoń na jego plecy przy już znajomych czułościach, tym razem zwracając większą uwagę na kształt jego warg, ich detale i... och. Większa pewność w pogłębianiu pocałunku została przywitana entuzjastyczną uległością, Daniel wypuścił nosem ciężki oddech na uczucie ciepłego języka w ustach, przyciskając dłoń z tyłu jego szyi, a drugą na wpół świadomie przeczesując jego włosy od spodu i przypadkowo wyplątując z nich gumkę trzymającą kosmyki w ryzach. Poczuł jak te rozsypały się bezładnie, muskając go w rozgrzane policzki, jednak był zbyt zajęty podłapywaniem od Liana kroków nowego tańca by zwrócić na to większą uwagę. Przesunął językiem po dolnej wardze mężczyzny, komentując to cichym, przytłumionym jękiem, gdy zaczęło do niego docierać co tak właściwie się działo. Prąd zdawał się przepływać tuż pod jego skórą, płaszcz nagle wydał mu się zdecydowanie za ciepły, a umysł zacięty całkowicie na nowych doznaniach zaczął ponownie działać dopiero, gdy zza drzwi wpadł do pomieszczenia odległy huk i przeciągłe wycie łudząco przypominające płacz dziecka. Moore wycofał się oddychając ciężko, mrugając na wpół przytomnie zza przekrzywionych oprawek i próbując uspokoić wirowanie pomieszczenia.
- Okay, stop, ja... Uh... - urwał i przymknął usta by przełknąć ślinę, marszcząc czoło gdy myśl zdążyła wyfrunąć mu z głowy przez zatrzymanie wzroku na wargach Liana. Oblizał własne, zsuwając dłoń z karku mężczyzny z powrotem na jego ramię. - Ja chyba... Chy-chyba boję się, że ktoś tu wejdzie - podzielił się przemyśleniem, ponownie zerkając na drzwi. Miał wrażenie jakby od wejścia na zamkniętą wystawę w celu obejrzenia glonów w pustym zbiorniku zdążyły minąć wieki. Potrafił na jakiś czas zapomnieć o znajdowaniu się wśród ludzi, z początku był w zbytnim szoku by miało to większe znaczenie, jednak dość dosadne przypomnienie o tym fakcie ponownie wpakowało go w przekonanie, że nie powinni tam być. Zwłaszcza tak długo. - Ale nie chcę... W se-sensie nie żebym chciał tak całkiem... - mamrotał, gubiąc słowa i skubiąc palcami materiał płaszcza na ramieniu mężczyzny w nieudolnej próbie złapania w palce zagubionej nitki ze swojego swetra, odcinającej się bielą na ciemnym tle. W końcu odetchnął głębiej, zaciskając oczy. - Dobrze się z tobą czuję i nie chcę żeby to był jedyny raz, kiedy... Jak chcesz możemy t-to powtórzyć. Wszystko. Kiedykolwiek - zaoferował okrężnie, potrzebując mieć pewność, że jego aktualna potrzeba ochłonięcia i przerwy, zanim całkowicie straci kontakt z rzeczywistością w środku oceanarium, nie była faktyczną niechęcią do kontynuowania czegokolwiek, do czego właśnie dotarli.

Lian Mei
24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Ilość tych przełomowych „jeszcze nigdy“ jakie Lian gromadził ilekroć w towarzystwie pojawiał się Daniel zaczynała obrastać w liczby, których sam nie był do końca świadom. Pierwszy pocałunek, który tak wiele dla niego znaczył był jedną z tych rzeczy jakie podnosiły wartość licznika, bardziej zauważalną, ale nie jedyną. Było coś w odruchu jaki kierował jego spojrzenie w stronę Moore'a o wiele częściej niż innych osób, nawet jeżeli ten akurat paplał anegdotycznie o czymś, czego Lian słuchał tylko jednym uchem, głównie dlatego, że po prostu lubił barwę jego głosu. Sporej części serwowanych mu ciekawostek nie rozumiał w pełni, nie mniej okazywał entuzjazm, bo podekscytowany i rozpalony na policzkach Daniel był niezwykle miły do przebywania. Mei chciał być jak najbliżej tego centrum, orbitować jak planeta wokół słońca i jeżeli było to konieczne, mógł wymusić na sobie dystans - tak długo jak byłoby mu dane adorować go w inny sposób.
Brzęczący głucho filtr stał się chwilowym motywem przewodnim wśród ciszy, która oblepiała ich zewsząd dając złudne poczucie całkowitej izolacji, nie licząc kilku pomniejszych dźwięków jakie Daniel wydał z siebie na przestrzeni ostatnich paru minut.
Do ulubionych Lian zaliczył bodaj nie do końca świadomie oddany jęk tuż po tym, jak Moore ulegle uchylił wargi i zaprosił go do środka.
Przez moment pozwalał mu odkrywać nowe doznanie na własną rękę i w tempie jakie uważał za odpowiednie, częściowo dla uzyskania potwierdzenia, że Moore również tego chciał, ale wyczuwalne liźnięcie w dolną wargę zadziałało jak zapalnik i Lian przez krótką chwilę przeganiał go z własnego podwórka chcąc znów przypomnieć sobie znajomą wilgoć i ten charakterystyczny smak winogronowych landrynek.
A potem rozległ się huk - w jego głowie będący co najwyżej mocno odległym stuknięciem bez znaczenia - zignorowany jazgot jakiegoś dzieciaka i nagle wszystkie zmysły wyostrzyły mu się gdy Daniel odsunął go od siebie i wśród mamrotania padło słowo ważące więcej niż pozostałe: stop.
Nie zauważył nawet, że od dłuższej chwili włosy kładły mu się luźno na karku zamiast trzymać się zgrabną wiązką, wyczuł natomiast aż zbyt dotkliwie rejter dłoni Moore'a z potylicy na bark. Kontrolne spojrzenie jakim Lian mierzył go początkowo zdawało się dogłębnie poszukiwać jakichkolwiek sygnałów mogących świadczyć o krzywdzie, zdawało mu się, że dostrzegł wahanie, że w potarganych włosach i zmiętym swetrze wypatrzył znamiona przymusu, ale odetchnął ciężko z bijącą w oczy ulgą gdy Daniel uświadomił go, że po prostu speszyła go świadomość publiczności miejsca w jakim się zaszyli.
Wszystko? 一 powtórzył za nim rozwlekle, zapewne z czystej przekory. Usta rozchyliły mu się w nieco ostrzejszym uśmiechu, a w policzkach po raz pierwszy odkąd się poznali wyrosły głębsze dołeczki. Spośród wielu zdjęć, jakie zrobiono mu czy to zgodnie ze sztywnym planem czy spontanicznie, nie znalazły się na żadnych. 一 Możemy powtórzyć wszystko i zawsze, a jeśli będziesz chciał, to kiedyś nawet i więcej 一 podjął tajemniczy żargon, który zdawał się bardziej przemawiać do kogoś tak nieśmiałego jak Daniel.
Ławka skrzypnęła ostrzegawczo gdy Lian wyprostował się i tym samym przechylił nieznacznie rezydującego mu na kolanach Moore'a, wciąż jednak trzymając go asekuracyjnie splotem dłoni złączonych mu za plecami. To, że sam gwizdał na większość zasad porządku publicznego i nie mógłby przejmować się ewentualnym przyłapaniem mniej nie oznaczało, że nie rozumiał powodu dla którego Daniel dostawał wypieków na policzkach na samą myśl o konsekwencjach.

Poza tym, Bao Bei... 一 Palce prawej dłoni Liana zajęły swoje ulubione miejsce i ścisnęły pyzate policzki na których wciąż wyraźnie opalizował rumieniec. 一 Nie bądź niedorzeczny. Naprawdę uważasz, że mógłbym powstrzymać się dłużej niż parę minut? Myślenie życzeniowe, prawie... hmm? 一 przerwał na krótko dopiero teraz zauważając, że brakowało mu gumki do włosów. Puścił sprężyste jak dwa ryżowe ciasteczka policzki Daniela i przeciągnął gładko dłonią po swojej potylicy, zgubę odnajdując dopiero za kołnierzem.
Szkodnik 一 skomentował żartobliwie, tym razem sięgając w tył oburącz aby z powrotem uporządkować bałagan jedwabną gumką, a kilka czarnych pętelek na brzegu jego prawego ucha wyjrzało na wierzch spod ciężkich pasm włosów. 一 Nie możesz mnie tak rozmiękczać, mam image do utrzymania.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ripley's Aquarium of Canada”