27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Nie chodziło mu o brudne plamy, które mogłyby pojawić się na sukience Rowley. Chodziło o najedzenie zmieszane z alkoholem, mogliby zasnąć, waląc tak mocnego komara. Za to Williams liczył na coś zdecydowanie bardziej elektryzującego. Pierwszy raz nikt nie miał im przerywać, więc dobrze, by jedzenie tego nie zrobiło. Prince miał zamiar skorzystać z wieczoru z Nelly.
Seria niefortunnych przypadków — zaśmiał się pod nosem — albo przypadki chodzą po ludziach — przechylił przez moment głowę, wpatrując się w jej brązowe tęczówki i parsknął po paru sekundach śmiechem — a może nazywam się tak naprawdę Prince Przypadek Williams? — poruszył zaraz zabawnie brwiami. Mógł przyjeżdżać tam po towar, ale też by móc popatrzeć na kaczki razem z Nelly. Te dwie kwestie się nie wykluczały pod żadnym pozorem, dla niego wręcz wydawały się być oczywiste. Tylko wypowiadanie ich głośno nie wchodziło w rachubę, zwłaszcza że nigdy nie wiedział, czy ona była nim zainteresowana.
Mogłaś spytać? — rzucił całkiem rozbawiony, ale pokręcił jedynie na nią głową. Nie powinien dziwić się Rowley. Wiedział, z jakiej rodziny pochodziła i jaki był... Marcus. Dlatego podniósł znów rękę, by zmierzwić jej włosy na głowie — ważne, że nic Ci się nie stało i nie rozsadziło Ci od tego dupy — stwierdził finalnie, chcąc zakończyć jej tortury. Lubił zachowywać się krnąbrnie wobec niej, ale znał pewne granicę smaku. Przynajmniej wobec osób, które naprawdę lubił i darzył swego rodzaju szacunkiem.
No tak — kiwnął głową bez żadnego zastanowienia. Palenie, jaranie, picie nic nie było mu straszne — to był zakład, one działają na mnie skutecznie — potrafiły być dla niego prawdziwą motywacją. Teraz też walczył o swoje dobre imię, chociaż bardziej zależało mu chyba na randce z Nelly. Nigdy wcześniej nie miał odwagi, by oto spytać, ale... przypadki wydają się być po jego stronie — mało wiesz o mojej wydolności, kaczuszko — uniósł kilka razy sugestywnie obie swoje brwi. Jego możliwości fizycznych jak dotąd nie miała szans poznać. Warto jednak przypomnieć był artystą, skaczącym, krzyczącym na scenie dobre kilka godzin. Musiał być wytrzymały...
Ahh, ten Marcus — westchnął ciężko. O ile nie widział w Nelly świruski, zjadającej wszystko, co popadnie, tak wypowiadanie tego jednego imienia... no nie chciał o nim słuchać. Mieli być tu i teraz bez jego wtrąceń, a jednak — nawet teraz musi nam przeszkadzać — parsknął śmiechem, bo w głowie pojawił mu się wielki napis KODEKS BRACHOLI. Nie trzymał się obecnie z bratem Nelly, a jednak samo przypominanie o jej bracie powodowało u niego dreszcze — jaka była reakcja twojej mamy? Dowiedziała się o żarciu trawy? — zagadnął szczerze w końcu to dla niej zjadła trawę — w sumie już nie kaczuszka, a trochę krówka — nie mógł powstrzymać się przed głośnym parsknięciem. Jedzenie trawy zdecydowanie jej zapamięta i długo będzie wypominał.
Nie zbieram — chociaż głównie dlatego, że nie wiedział, jakie paszczury mogły w niego rzucać — to mamy remis — stwierdził poważnym tonem. Dla niego brak wygranej nie wchodził absolutnie w grę, ale chwilowo zostali ocaleni dźwiękiem do drzwi — Burgery — kiwnął głową i zaśmiał się cicho pod nosem na to jedzonko, prawdziwa z niej była słodziara. Musiał jej to przyznać. Odebrał jedzenie, a papierową torbę położył pod nosem Nelly — talerze... jeść sztućcami?! — wrócił na moment do kuchni i przyniósł talerze, sztućce też, chociaż nie spodziewał się, że Nelly była Księżniczką — dobra, bierzcie i jedźcie z tego wszyscy — sam chwycił za swojego burgera i mocno wbił się w niego zębami. Aż chciało się krzyknąć zajebisty.
Ostatnia runda moja droga — zaczął Prince, odkładając na moment burgera. Chciał wygrać, może dlatego rozpoczął najbardziej abstrakcyjną rundę — raz moi kumple najebali mnie tak bardzo, że wróciłem do domu na taczce, którą wręczyli moim starym. Na jednej imprezie były dwie bliźniaczki, a ja cały czas zagadywałem do nich, dlaczego tak szybko się przebierają. A na innej imprezie przespałem się z dwoma laskami, okazało się, że są to siostry...
29 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
Ukradła bratu trochę forsy i postanowiła poszukać szczęścia w Toronto
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Niefortunnych? Ała - zrobiła smutną minkę, ale nie wzięła tych słów do siebie, o czym miał świadczyć uśmiech, który bardzo szybko znowu zagościł na twarzy Nelly. - Po tym, jak rodzice dali ci na imię Prince, to absolutnie bym się nie zdziwiła, gdyby na drugie wymyślili sobie Przypadek - zaśmiała się. Brzmiało to trochę tak, jakby był zrobiony przez przypadek, ale przecież była miła i mu tego nie powie.
Tak samo miła próbowała być dla ludzi, którzy poczęstowali ją krewetkami i o zgrozo, to był ten jeden raz, kiedy po prostu powinna odmówić i oszczędzić sobie wstydu. Ale nie, nastoletnia Nelly nie chciała wyjść na jakiegoś dziwaka, co nigdy krewetki nie jadł no i zjadła. Z trudami, bo uwaga spojler - tego przeklętego pancerzyka nijak nie da się pogryźć, więc finalnie musiała połknąć go w całości. Ale by było, gdyby jeszcze tą krewetkę wypluła… A nie miała w zwyczaju wypluwać.
Uśmiechnęła się sztucznie i rzuciła Prince’owi spojrzenie mówiące, żeby nie był taki mądry. Ten zaraz poczochrał ją w odwecie, a Nelly postanowiła nie komentować jego słów o rozsadzeniu dupy, próbując w tym czasie doprowadzić swoje włosy do względnego ładu. Koniec tego dobrego, musiała zmienić temat, bo miała już dość pogrążania się w kwestii tego cholernego skorupiaka.
Zaraz jednak rozmowa zboczyła na kwestie wydolności Prince’a i widząc jego sugestywny ruch brwiami, pokręciła z rozbawieniem głową i pacnęła go dłonią w ramię. Najwyraźniej rzeczywiście mało wiedziała o jego wydolności. Albo po prostu to jej była na tyle chujowa, że jarający jak parowóz Williams był przy niej wybitnym sportowcem. Chyba powinna zacząć biegać…
- No co ty, nigdy się o tym nie dowiedziała. Chciałam zachować pozory tego mądrzejszego dziecka - zaśmiała się, bo doskonale wiedziała, jak bardzo absurdalnie to brzmiało. Na szczęście trawa nie była szkodliwa i na pewno nie powodowała żadnych nieprzyjemnych dolegliwości, więc wyszła z tego obronną ręką.
- Ale wiesz, że kaczki też jedzą trawę? - zapytała. Nie no, o ile kaczuszką mogła być, to krową już mniej jej się uśmiechało. To znaczy krówki też były całkiem cute, ale to kaczuszki odgrywały istotną rolę w ich historii… No i jeszcze wino w niebieskiej butelce.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy jej przypuszczenia o stanikach się sprawdziły, ale wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Prince potwierdził jej domniemania, więc odprowadziła go wzrokiem i gdy tylko wrócił do niej z papierową torbą, zaczęła w niej buszować.
- Burgery sztućcami? Zwariowałeś - prychnęła, próbując rozszyfrować który jest jej. Talerzyk natomiast sobie wzięła, żeby mieć coś, co uchroni jej białą sukienkę przed sosem i tłuszczem. Popatrzyła, jak brunet wgryza się w swojego burgera i zaraz zrobiła to samo. Był taki pyszny, że zamknęła oczy i dała się na tę sekundę ponieść do nieba. - Ale zajebiste, orgazm w ustach - skomentowała, biorąc kolejnego gryza. - Ej, nie powiedziałeś mi która historia jest prawdziwa - zauważyła, spoglądając na Prince’a znad jedzonka. Wszystkie jego historie były tak posrane, że naprawdę ją to ciekawiło.
Skinęła głową, gdy nadszedł czas na rundę ostateczną, ale nie zamierzała zaprzestawać jedzenia. Trzymała więc burgera w łapkach i wsłuchiwała się w głos mężczyzny, starając się na bieżąco analizować.
- Hmmm - zaczęła się zastanawiać, w międzyczasie chwytając zębami i zjadając plasterek pikla, który wystawał z boku jej kanapki. - Dobra, stawiam na bliźniaczki - zadecydowała po chwili i skinęła głową na potwierdzenie swoich słów. Absolutnie nie była pewna tej odpowiedzi, ale ciężko było jej przewidzieć Prince’a, bo bym raczej nieprzewidywalny.
- Nalejesz mi winka? Zapchałam się tą bułą - poprosiła, uśmiechając się ładnie. - Teraz ja. Kiedyś dałam menelowi hajs, żeby kupił mi alkohol na imprezę, a dziad mnie okradł i nakupił sobie za wszystko taniego wina. Podkradałam ojcu fajki i gdy się dowiedział, kazał mi jarać dotąd, aż się zrzygam. Kot nasrał mi do buta i poszłam w nim do szkoły. Widzisz? Tym razem bez jedzenia dziwnych rzeczy.

Prince Williams
Szarlotka
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Nelly Rowley

Otóż zadziwię Cię po raz drugi — zaczął Prince, unosząc jeden z kącików ust — nie mam drugiego imienia — chociaż imię przypadek wyjątkowo dobrze, by do niego pasowało bez dwóch zdań. Aż uśmiechnął się szerzej. Prince Przypadek Williams. Podobno był zaplanowanym dziełem swoich rodziców wręcz wyczekanym. Nie do końca był w stanie im w to uwierzyć. Było kilka takich spraw. Jedną z nich było zjadanie pancerzyka krewetki. Wystarczyło krótkie mignięcie w jego myślach, a już uśmiechał się na samą myśl.
Nie układaj ich — mruknął, obserwując ją badawczym wzrokiem — ładniej Ci w rozczochranych — aż uśmiechnął się szerzej. Lekko zmierzwione włosy, jej niezadowolona mina, wyglądała wręcz dla niego idealnie. Jakby to włosy delikatnie poukładały jej włosy, tak jak w ciągu tamtych wieczorów nad rzeką. Aż poczuł nutę nostalgii, od której nie chciał uciekać. Zwłaszcza kiedy siedziała na wyciągnięcie ręki. Prychnął, gdy postanowiła go odepchnąć. No tak, zapomniał, że w ten sposób kobiety oddawały sympatię.
Z tym najmądrzejszym dzieckiem bym nie przesadzał — parsknął, kręcąc przy tym delikatnie głową. Zaraz uniósł dłoń ku górze — skoro zjadłaś krewetkę ze skorupką i zjadłaś trawę — i pokazał dwa palce. Szczerze, uważał, że kryła znacznie więcej, ale nie mówiła o tym głośno. Może drugie imię Nelly brzmiało wpadka tyle, że mu to w ogóle nie przeszkadzało. Mogła pozostać jego uroczą wpadką — nie, nie wiedziałem — kaczki naprawdę jadły trawę? Aż chwycił telefon, by to wygooglować i chwilę później z bananem na twarzy przeglądał tiktoki kaczuszek mielących zielone źdźbła trawy — no dobra — westchnął ciężko. Krówki też wydawały się przecudowne, ale rozumiał, dlaczego wolała kaczuszki. Na pewno nie miała takiej masy jak łaciate panienki — możesz pozostać Kaczuszką — zacmokał krótko i zaraz podniósł się, by wstać. Chwilę później z całym gotowym zestawem wrócił. Od razu dobrał się do własnego burgera. Do-je-ba-ny to za słabe słowo, by określić go w pełni.
Pytam, nie oceniam — odparł, parskając krótko śmiechem — różne księżniczki spotkałem na drodze — takie wyjadające burgera sztućcami też. W kręgach jego rodziców wydawało się to być normą, przed którą nie dało się uciec. Większa kultura niż paragraf tego wymagał — dojebany — mruknął, biorąc kolejne gryza — masz zajebisty gust, Nelly — przynajmniej w kwestii jedzenia mógł jej to przyznać, to tanie wino wyciąłby z jej gustu. Było nic nie znaczącym przypadkiem, prawda? — przecież mamy remis. Rowery były prawdziwe — stwierdził, spoglądając na nią lekko zdziwionym wzrokiem. Już tyle wypiła, że zaczynała majaczyć? Szok i niedowierzanie — chciałem poderwać zajebistą laskę, ale typ zrobił salto, więc... — mruknął Prince, wzdychając ciężko. Źle znosił przegrane, lubił smak zwycięstwa. Nie zawsze mógł sobie na nie pozwolić, ale kiedy kobieta wydawała się być warta grzechu, stawał na wysokości zadania — musiałem być od niego lepszy — zawadiacki uśmiech szybko wymalował się na jego twarzy.
Taczka, moja droga taczka — chociaż bliźniaczki były bardzo prawdopodobne. Tyle że nie znał żadnych bliźniaczek, albo... albo tak myślał, a ta historia była prawdziwa, who knows? — stara do dziś mi to wypomina — kumple zresztą też. Do dziś pokazują mu ten filmik, a on jedynie prycha. Jakby nie zmieszali mu wtedy alkoholi, to by się trzymał. Oporność na działanie procentów przyszła mu z wiekiem.
Jasne, oto twój napój bogów — chwycił za butelkę, by napełnił oba kieliszki do pełna. Sam poźniej chwycił za frytkę. Dobra, Nelly mogłaby mu zamawiać jedzenie — hmm.... — zaczął się zastanawiać, słysząc jej opowieści — gówno byś poczuła... więc dajmy jedynkę — jedną historię wykluczył, a pójść z kupą w bucie? Nie wyobrażał sobie tego. Chociaż żadnej z historii Rowley sobie nie wyobrażał — jesteś trochę durna, kaczuszko — zaśmiał się, słysząc to tym razem bez jedzenia dziwnych rzeczy. Chociaż do pokarmów musiała mieć naprawdę spory problem, zauważył coś w rogu jej kącików ust — poza tym... — nachylił się delikatnie ku jej twarzy — masz tu sos — mruknął niskim tonem, ściągając biały płyn kciukiem, zaczepiając przy okazji kącik jej ust.
29 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
Ukradła bratu trochę forsy i postanowiła poszukać szczęścia w Toronto
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie zadziwił ją tym wyznaniem. Sama również nie posiadała drugiego imienia, bo najwyraźniej Cornelia była w zupełności wystarczająca dla jej rodziców. Nazywając dziecko Prince raczej również nie myślało się o tym, jaki drugi człon mu dowalić, jakby samo książę było nie wystarczające.
Zatrzymała się na moment, gdy brunet stwierdził, że w poczochranych włosach jest jej ładniej, ale mimo to nieco przygładziła fryzurę, odpowiadając uśmiechem.
- Wiem, że pewnie wyglądam jak strach na wróble, a ty się tylko ze mnie nabijasz - odparła, wyjaśniając powód dla którego finalnie poprawiła włosy. Może gdyby okoliczności były inne, morska bryza i te klimaty, ale poczochrane przez Prince’a na pewno nie wyglądały dobrze. Chyba, bo właściwie to nie miała pod ręką lusterka, żeby to sprawdzić.
Zaraz popatrzyła na mężczyznę z uniesioną brwią, bo postanowił podważyć jej słowa o byciu tym mądrzejszym dzieckiem w rodzinie. I fakt - argumenty które wskazał, nie przemawiały na jej korzyść. A najgorsze jest to, że sama mu je przedstawiła chwilę wcześniej. No cóż, może nie będzie się z niej przez to naśmiewał… zbyt długo. Bo to, że wypomni jej to jeszcze raz czy dwa, to była niemalże pewna.
Była też gdzieś podświadomie pewna, że Prince będzie zadowolony z burgera, którego dla niego wybrała i się nie pomyliła. Burgery z five guys zawsze oddawały, więc byłaby szczerze zaskoczona, gdyby stwierdził, że są niedobre. Na potwierdzenie tego, padły słowa o zajebistym guście, a Nelly w odpowiedzi puściła mu oczko.
- Zabrzmiałeś, jakbyś kiedykolwiek w to wątpił - powiedziała i już miała wziąć kolejnego gryza, ale powstrzymała się w połowie drogi. Podniosła na Prince’a ciemne oczy i uśmiechnęła się kącikiem ust - Ani słowa o krewetkach i trawie - ostrzegła z rozbawieniem, bo miała wrażenie, że ten tylko czeka na odpowiednią okazję, by do tego nawiązać. Wtedy się okazało, że palnęła gafę i gdzieś zamotała się w tym wszystkich historiach, tracąc z oczu wynik ich starcia.
- Racja, remis - skinęła głową - To przez to jedzenie. Nie mogę się skupić - wzruszyła ramionami i gdy po chwili okazało się, że znowu nie trafiła, ciężko westchnęła.
- Przywieźli cię na taczce? Skąd wzięli cholerną taczkę? - zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć genezę tej historii. A im więcej o niej myślała, tym bardziej ta wydawała się prawdopodobna. Pewnie nie miał kto mu dać soku pomarańczowego, że nie był w stanie sam wrócić na chatę.
Odłożyła burgera na stolik i chwyciła za kieliszek, który Prince chwilę wcześniej napełnił. Upiła trochę i zaraz popatrzyła na niego, odsuwając szkło od ust.
- Nie wiem, czy tak świetnie mnie czytasz, że ja tak fatalnie kłamię, aleee masz rację. Jedynka jest prawdziwa - odparła i zrobiła smutną minkę, ale tylko na sekundę, bo hej, może i przegrała, ale wizja randki nie brzmiała wcale jak kara.
- No i z mojej masażu nici… - zaczęła, ale ręka Williamsa powędrowała w kierunku jej twarzy, a Nelly zawiesiła na jego długich palcach ciemne oczy i nie zamarła w bezruchu, gdy ścierał sos z jej kącika ust. Zawiesiła się, ale po chwili odchrząknęła, usiłując wrócić myślami na ziemię.
- Dziękuję… Może i jestem kaczuszką, ale jem jak świnka - rzuciła głupim żartem. Ale przecież miała już nie wracać na tematy jedzeniowe… - Wygrałeś. Ciężki z ciebie przeciwnik, trzeba ci to przyznać. Twoje historie są tak odklejone, że serio ciężko zgadnąć prawdę. Co zamierzasz zrobić ze swoją nagrodą? - zapytała, przechylając głowę na bok i taksując Prince’a spojrzeniem. Czy próbowała go teraz wypytać o jakieś szczegóły? Trochę tak, choć rozegrało to się a tyle spontanicznie, że mężczyzna pewnie nie miał jeszcze niczego konkretnego w głowie. - Całe szczęście, że graliśmy na nagrody, a nie na kary.

Prince Williams
Szarlotka
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

🎤🦆

Strzelił oczyma. Z poczochranymi włosami było jej do twarzy. Może była to kwestia samego artyzmu Prince'a. Nie lubił oczywistości, kochał odkrywać drugie dno, a choć nie przyznawał się do tego, sztuka potrafiła go ruszyć. Każdy niesforny włos ułożony w inną stronę, podbijał niezmiernie jego serce. Wystarczyło spojrzeć, by uśmiechnąć się krótko, aby serce zabiło mocniej. W przylizanej fryzurze wyglądała nudno, a on nie lubił nudy.
Może już nie będziesz kaczuszką — zaśmiał się, unosząc obie brwi ku górze — za to krewetką. Niektóre też są urocze — do końca ich wspólnej znajomości miał zamiar jej to wypominać przy każdym razem. Trawę i krewetki. Nelly była równie szalona jak on. Miała odklejone akcje, przestawała myśleć logicznie, a była w tym wszystkim po prostu urocza. Z chęcią schrupałby ją w całości, zapominając o wszystkim innym.
Mhm, winny się tłumaczy — czy aby na pewno chodziło o jedzenie? Nie wiedział. Za to czuł dziwną atmosferę pojawiającą się między nimi. Nie wiedział jedynie, z czego dokładnie wynikała. Widmo Markusa wydawało się irracjonalne, ale Prince myślał, że zaraz im skądś wyskoczy z wesołym, dzień dobry!
Z ogrodu — stwierdził poważnym tonem. Skąd miałby wziąć taczkę? Jeszcze istniała opcja ze sklepu ogrodniczego, czy budowniczego, bob budowniczy, hehe — nigdy nie byłaś w mojej, rodzinnej posiadłości, nie? — oczywiście, że nie. Pewnie nawet jej nie pokazywał, bo nie chwalił się z bycia dzieckiem bogatych i dobrze usytuowanych rodziców — wiesz, ludzie posiadający ogrody mają szopki, a w nich przedziwny sprzęt, na przykład kosiarkę, siewniki, ale tez taczki — zaczął tłumaczyć, jakby była to najbardziej skomplikowana sprawa na świecie — wiem to tylko dlatego, że to były moje szlabany — praca na ogrodzie. Nienawidził jej. Zawsze dostawał najgorszą kosiarkę, którą musiał pchać do przodu, niezależnie od tego, co się działo. Ciągłe awarie, dolewanie oleju, czy benzyny. Spalinówka kojarzyła mu się jedynie z brudem.
Czyli wygrałem. — odparł, a na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech — zabieram krewetkę na randkę — aż sam sobie przyklasnął. Plan można by rzec wręcz idealny — wystarczy ładnie poprosić — mruknął, wycierając jej sos z kącika ust. Pewnie by się pochylił, by posmakować jej ust, ale gdy odchrząknęła, wyprostował się.
To jakim zwierzęciem byś była? Krewetką, świnką, kaczuszką, czy jednak innym? — rzucił nagle, rozkładając dłonie — a gdzie lubisz bywać, Rowley? — spytał zaciekawiony. Albo powinien spytać inaczej, jak wyglądałaby jej idealna randka. Może powinien dowiedzieć się czegoś więcej? Zabranie ją nad jezioro Ontario też wchodziło w rachubę z flaszką taniego wina.
Druga rundy na kary? — zaśmiał się, a sekundę później już spoważniał — czekaj, wpadłem na coś... — wyciągnął telefon, odpalił notatnik i zaczął na nim szybko coś klikać. Po czym spojrzał na Rowley i z całą powagą w głosie spytał — myślisz, że piosenka o głupiej kurwie, która postanowiła karmić kaczki mimo zakazu, jest dobrym pomysłem? — to pytanie było poważne. Skoro go wyedukowała, to powinien to samo oferować innym.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”