Ty tak nie patrz.
To właśnie by usłyszał, gdyby mogli czytać sobie w myślach. Gdyby zdania, które wypowiadali tylko i wyłącznie we własnych ścianach czaszki, nagle ujrzały światło dzienne. Nie widziała się. Nie miała pojęcia, jak potencjalnie na niego patrzyła, jednak doskonale widziała, jego błyszczące,
niebieskie oczy. Widziała
sposób, w jaki jego spojrzenie się do niej cieszyło, jak patrzyło na nią z czułością, której mało kto mógłby się powstydzić i intensywnością, od której miękły kolana. Nie od dzisiaj miała do niego słabość.
Do tych niebieskich oczu, które potrafiły podchodzić pod prawdziwy turkus. A kiedy jeszcze mieszało się to z ciepłym dotykiem jego palcy na skórze dłoni… no rozpraszała się.
Rozpraszała się w najgorszy, możliwy sposób.
Bo przecież nie powinna.
Nie
wypadało.
Dlatego zaraz zabrała się za wykonanie rzutu. Dedykowanego właśnie
jemu. Chłopakowi, który jako pierwszy zabrał ją na kręgle jeszcze w podstawówce i pokazał, jak powinna popychać kulę, żeby nie ukręcić sobie ręki. A potem tego samego dnia sam zwichnął sobie nadgarstek. Do teraz pamiętała, jak się z niego śmiała i powtarzała, że
to nic, a kiedy tylko wróciła do domu, to płakała aż do północy, że jej przyjacielowi stała się krzywda. Typowa Abby, która wszystkie smutki i żale przy ludziach skrywała głęboko w sobie, by przypadkiem nie być
problemem. I teraz też jakoś chciała schować nagłe mrowienie w brzuchu poprzez wykonanie epickiego
Archibald Style Throw, który w dodatku chyba po raz pierwszy okazał się faktycznie skuteczny. Kto by się spodziewał. Na pewno nie ona! I Archie chyba też nie, bo kiedy wróciła do stolika wyglądał na mocno
pod wrażeniem.
Spojrzała na niego wymownie, gdy spytał, czy jego
bicki w takim stanie były dopuszczane komisyjnie do użytku.
—
No nie wiem… — zacmokała teatalnie, wciaż trzymajac palce zaciśnięte na materiale jego koszulki. —
Trzeba by zrobić odpowiednie testy wytrzymałościowe — oznajmiła i jeszcze kilka razy zacisnęła się mocniej na jego mięśniach, przesuwając się z bicepsu na triceps, przy okazji dochodząc do końca rękawka i pracując na nagiej, ciepłej skórze. —
Ale to triumfalnego noszenia swojej partnerki z duetu zdecydowanie powinno wystarczyć — postawiła diagnozę i zaraz odsunęła się od niego na bezpieczną odległość, by zgarnąć kilka nachosów do ust. Jak tak dalej pójdzie i będą wszystko nimi zajadać, to zaraz trzeba będzie iść po dokładkę. —
No chyba, że najem się tego jeszcze drugie tyle, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że jednak nawet nie podniesiesz mnie z podłogi — niby nie była ciężka, ale przecież w tym samym czasie uwielbiała jeść i potrafiła mieć żołądek bez dna, a na to zaś wypadało uważać. Nie chciała, żeby przypadkiem nadwyrężył sobie te świeżutko wyrobione bicepsiki.
Szczególnie, że zaraz pokazał, jak
ważne były jego mięśnie w konkursie dla
par, w którym wciąż brali udział. Tym bardziej w tym nowym stylu, na który postawił i w którym wyglądał trochę jak złodziej z simsów, który próbuje się skradać, żeby zawęzić jakąś kuchenkę albo telewizor. Brakowało jeszcze tylko charakterystycznej oprawy dźwiękowej dla tego momentu i byliby w domu. Chociaż zaraz okazało się, że Archie sam o nią zadbał, kiedy z jego ust zaczęły wypływać donośne modły do Boga ziemniaków, żeby jakoś się do nich przychylił i dopomógł co nieco z wynikiem. I wysłuchał! Normalnie wziął i wysłuchał tej paplaniny, prezentując im całe osiem kręgli leżących na wypolerowanym parkieciku, a w tym wszystkim Miller na kolanach, oddychający z ulgą.
Piękny widok.
I kiedy Wallace myślała, że
piękniej już być nie mogło, jej bulwa zaraz odwróciła się do niej, wciąż pozostając w parkiecie i przywołała do siebie. Gdzieś pod skóra czuła, co mogło się święcić, jednak za nic nie była przygotowana na to, co faktycznie się stało. Bo kiedy Archie zaczął swoje
czy uczynisz mi ten honor, dosłownie wszystkie tory dookoła nich zaprzestały celowania i odwróciły się w ich kierunku. Czuła ciekawskie spojrzenia, jednak ani na moment nie spuściłą spojrzenia z jego niebieskich oczu. Było w tym widoku coś tak
odklejonego, że jej serce mimowolnie zabiło szybciej.
Przyjemnie. Na twarz wypłynął uśmiech, który mógł świadczyć o tym, że była gotowa pójść w tą całą szopkę razem z nim.
—
Archibaldzie Miller — zaczęła, wyciągając ręce do przodu i również osadzając je na kuli, którą trzymał w dłoniach. Ich palce pokryły się ze sobą, a ona docisnęła je jeszcze mocniej do
narzędzia zbrodni. —
Z tobą pójdę i na koniec świata. Na wojnę również — wyznała z głębi ziemniaczanego serca i mimowolnie pogładziła kciukiem jego palce. —
Dlatego tak. Przyję tę kulę, by dopełnić dzieła zniszczenia — oznajmiła, dumnie odbierając od niego przedmiot. Ktoś nagle zaczął klaskać, a ktoś obok — chyba Pani Henderson — pociągnęła nosem, jakby była autentycznie poruszona.
Z uśmiechem na ustach poczekała, aż Miller zbierze się z kolan i stanie przy niej, podczas gdy sama Abby będzie mogła wykonać morderczy rzut, zmiatając z planszy ostatnie dwie kule. Czuła, że to jest do zrobienia. Że teraz, po tak wielkim przedstawieniu, miała w sobie moc pobraną z każdego, pojedynczego gapia, jakby wyssała ich siły i umieściła je wszystkie w kuli, którą trzymała w dłoni. Przez moment myślała, że
może wszystko.
I jak zwykle w takich momentach, wszechświat postanowił sprowadzić ją na ziemię.
Pokazać jej miejsce w szeregu. Bo kiedy wykonała pół kroku w tył, by przymierzyć się do rzutu, coś pomiędzy ostatnim torem, a barem huknęło tak głośno i intensywnie, że jej ciało nie było w stanie przejść obok tego obojętnie.
W ułamku sekundy jej głowa przywołała podobne huknięcie, gdy dach metra runął na spanikowanych ludzi, a przed oczami pojawiły się mrożące krew w żyłach obrazy.
Zbladła. Nie widziała się, ale czuła, że cała pobladła. Serce zabiło mocno, a mięśnie spięły się nieprzyjemnie. Nawet nie zauważyła momentu, w którym puściła kulę, o mały włos nie miażdżąc sobie przy tym palca.
I znowu wszyscy na nich patrzyli.
Tylko teraz już wcale nie było miło ani przyjemnie.
Zalała ją fala ciepła, a kiedy wystraszone spojrzenie odszukała zszokowane oczy Archiego, to…
—
Rzuć za mnie — mruknęła jakiś złamanym głosem, chociaż z całej siły starałą się zachować
resztki normalności. —
Ja muszę do łazienki — dodała i nawet nie dając mu szansy na jakąkolwiek reakcję, odwróciłą się na pięcie i pszyśpieszonym krokiem skierowała prosto do czerwonych drzwi z ręcznie napisanym
WC na samym środku, przy okazji czując, jak zalewa ją fala paniki.
Nie powinna tu przychodzić.
my future bulwa 𐙚⋆°。⋆♡