— No wiesz, Wallace? Ranisz moje profesjonalne podejście do sportu! — rzucił jeszcze na odchodne przed swoim rzutem, ale prawda była taka, że rozgryzła go po całości. Wiadomo, że nie zarwał nocy oglądając tutoriali do gry w kręgle i miał to wypisane na twarzy, ale teraz liczył się jego rzut.
Show must go on!
Jego rzut miał być pokazówką, improwizacją, żartem, a stał się… cudem?
S T R I K E.
Sposób na Archibalda 2.0 - dodatek aktywowany.
Tak to robią prawdziwe BULWY!
Jej okrzyk był jak miód na jego serce, więc nawet się nie zawahał widząc jej wystawione dłonie, zderzając się z nią solidną piąteczką z takim impetem radości, że asekuracyjnie szybko splótł też ich palce ze sobą i przyciągnął ją nieco do siebie, by ta siła uderzenia nie zwaliła jej przypadkiem z nóg. Nagle poczuł to jak Abs delikatnie wciąga powietrze, a potem ich spojrzenia spotkały się i przez moment miał wrażenie, że system się mu zawiesił. Nie patrz tak na mnie, Wallace - pomyślał, a jego instynkt samozachowawczy nakazał mu wybrnąć z tej sytuacji nim Żeluś z sąsiedniego toru - który to teraz bacznie ich obserwował - wezwie straż pożarną do ugaszenia atmosfery między nimi. Odchrząknął więc zwalniając jej dłonie i wycofał się w kierunku nachosów, pakując ich do ust tak wiele, że z trudem się mieściły. Lepsze to niż palnięcie jakiegoś głupstwa. I fakt, ktoś mógł nazwać to aktem tchórzostwa, ale dla Archiego to był bardziej akt przetrwania. I szło mu całkiem nieźle, przynajmniej do chwili, kiedy jej palce nie przesunęły po jego wargach, gdy zgarniała zabłąkany kawałek nachosa. Off duty? Dobre żarty! Przecież prawie się zakrztusił, kiedy go tak podeszła! Pewnie tak udawała, że niby nie jest teraz w pracy, a tak naprawdę chętnie by mu jakieś usta usta zrobiła. On już ją rozszyfrował w tym momencie, ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie widział w tym nic złego.
— Dajesz Abby! Ziemniaczki do przodu i cała naprzód! — wrzasnął, gdy udało się mu już przełknąć te wszystkie nachosy, jakie wcześniej napchał sobie do buzi. Szybko jednak zdał sobie sprawę z tego w jakim kierunku zmierza jego przyjaciółka. To był jego patent! Ten sam, który zatrzymywał sobie na później, a teraz…? Teraz już nie mógł po niego sięgnąć, tym bardziej, że jej rzut okazał się bardzo skuteczny. Był w takim szoku, że siedział z lekko rozchylonymi ustami, a gdy podeszła do stolika jego system całkowicie się przegrzał, gdy ułożyła dłoń na jego bicku.
Zamrugał kilka razy zadzierając głowę do góry. — I jak tam pani doktor? — zapytał, a kącik ust drgnął w zawadiackim uśmiechu. — Czy komisja lekarska dopuszcza takie bicki do użytku? — oczywiście, że musiał obrócić to w żart… choć jego głos nie brzmiał wcale zawadiacko, a jakoś tak…odważniej? Poważniej? — Bo czuję, że mam w nich spory zapas mocy i na pewno starczy na dźwiganie w ramionach pewnej przyjaciółki, żeby świętować potencjalną wygraną — zasugerował całkiem serio (po zwycięstwie mógł ją nawet dotransportować na barana do domu jeśli będzie trzeba) po czym szybko mrugnął i wyszczerzył zęby w uśmiechu próbując rozładować gęste powietrze między nimi.
Choć kiedy tak stała nad nim, to wcale nie było takie łatwe.
HALO, ZIEMIA DO ZIEMNIAKA!
Wstał szybko, znów to on patrzył na nią z góry i trochę jakby odzyskiwał rezon.
Uf. Odetchnął.
— Dobra, skoro ty odgrzebałaś sposób na Archibalda, to ja muszę sięgnąć po coś specjalnego — oznajmił, ale tylko on wiedział, że to będzie czysta improwizacja.
I oczywiście, że poszedł na żywioł.
Nagle zaczął się skradać na palcach do tego toru, na ugiętych nogach, lekko pochylony, jakby się urwał z jakiegoś kiepskiego filmu szpiegowskiego lub jakiejś kreskówki. Kule trzymał dwoma rękoma przy klatce piersiowej, wyglądając przy tym komicznie, tym bardziej, że co krok wydawał z siebie ciche psst! psst! i spoglądając raz w lewo, raz w prawo, upewniał się, że skupia na sobie uwagę przeciwników.
Należało rozproszyć wrogów, rozśmieszyć Abby i trafić do celu.
Tuż przed linią uklęknął na jedno kolano i czule wypchnął kulę swoimi dłońmi tuż przy samej ziemi obserwując jak toczy się leniwie do przodu. — Proszę moja mała bulwo, nie przynieś wstydu Archibaldowi! — wyszeptał obserwując jak toczy się z precyzją i złożył dłonie niby modląc się, by nagle nie zboczyła z toru, bo już raz tak było dzisiaj na jego korzyść, więc teraz los mógł się od niego odwrócić. Na szczęście zbił większość kręgli, zostały tylko dwa po prawej stronie. Archie bez namysłu odwrócił się w stronę Abs na tym jednym kolanie i wyciągnął w jej kierunku rękę. — Panno Wallace! — zawołał teatralnie podnosząc głos na tyle, by rozproszyć uwagę wszystkich przeciwników. — Czy uczynisz mi ten honor i... — tu zawiesił głos budując napięcie na sali, a w jego oczach mignął ten łobuzerski błysk, który tak dobrze już znała — ...i przyjmiesz tę kulę, by dopełnić dzieła zniszczenia? — dumnie się wyprostował wciąż klęcząc i zwrócony w jej stronę uśmiechnął się nieśmiało odgrywając swoją życiową rolę właśnie.
potato partner in crime