ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Komisariat o tej porze dnia żył własnym, nerwowym rytmem - napieprzanie w klawiatury, urywane rozmowy przez radio, ktoś gdzieś trzaskał szafką. Scott nie zwracał na to większej uwagi, bo choć pojawił się na miejscu pierwszy raz od kilku tygodni, w dalszym ciągu był do tego przyzwyczajony. Szedł korytarzem pewnym krokiem, aż w pewnym momencie coś przykuło jego uwagę - podniesione głosy zza uchylonych drzwi jednego z pomieszczeń.
Nie wszedł od razu. Zamiast tego zatrzymał się tuż przy framudze, opierając się o nią ramieniem. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, przyjmując pozornie swobodną, niemal znudzoną postawę i słuchał. Głos June rozpoznał od razu: ostry, ale kontrolowany na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Drugi należał do jednego z tych typów, którzy zbyt długo uchodzili za sprytnych,. Scott nie poruszył się ani o centymetr, gdy rozmowa zaczęła przybierać coraz bardziej osobisty ton.
Gdy padła sugestia, rzucona z tą charakterystyczną, obrzydliwą pewnością siebie, że June załatwiła sobie awans łóżkiem, do któremu wskoczyła Scottowi, brunetowi przez ułamek sekundy drgnęła powieka. Szybko pomyślał o tym, że mógłby go teraz zniszczyć. Wystarczyło jedno zdanie, jeden podpisany papier i gościa nie uratowałby nawet sam Frank Drebin. Trzeba było przywołać chujka do porządku i przypomnieć mu, że nawet jeśli ma plecy, to Letexier ma plecy większe.
Nic jednak nie zrobił. Nie dlatego, że nie chciał. Wręcz przeciwnie. Zacisnął lekko szczękę, jednak jego postura pozostała niewzruszona. Eskalacja niczego by tu nie poprawiła. Mogłaby jedynie dolać oliwy do ognia, stworzyć dokładnie taki bałagan, jakiego ktoś taki tylko by sobie życzył. Zastępca komendanta postanowił więc poczekać. Cierpliwie i bez słowa, aż tamten skończy swój nie mający żadnych postaw wysryw.
Dopiero wtedy, gdy mężczyzna odwrócił się, zapewne zadowolony z siebie, natknął się wzrokiem na Letexiera. Scott nawet się nie wyprostował. Wystarczyło, że uniósł lekko kącik ust w krótkim, niemal uprzejmym uśmiechu. W jego oczach nie było jednak ani grama rozbawienia, a tylko chłodna pewność siebie, którą wręcz bił po oczach.
Nagle cały impet tamtego gdzieś wyparował.
- Kontynuuj - rzucił spokojnie Scott, głosem cichym, ale na tyle stanowczym, że zabrzmiał jak rozkaz. - Masz na pewno coś jeszcze do powiedzenia - cisza, która zapadła po tych słowach była dość wymowna.
Brunet kątem oka zerknął w kierunku June, rzucając jej porozumiewawcze spojrzenie. Kto jak kto, ale Scott wiedział najlepiej, kim Harrison jest i że sama zapracowała na swój sukces. Jej statystyki oraz raporty Eviny mówiły same za siebie: June to dobra policjantka i żaden gonzo z plecami tego nie zmieni. A jak będzie chciał zmienić, to na drodze stoi jeszcze Scott, gotów zrobić z nim to, co Stachursky zrobił z Doskozzzą - rozjebać system.

June Harrison
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ciągu kilku ostatnich miesięcy, w życiu June zaszło wiele zmian - w tym zawodowym, rzecz jasna, bo jakiekolwiek życie prywatne praktycznie przestało dla niej istnieć. W pełni skupiła się na pracy i póki co taki stan rzeczy jej nie przeszkadzał, a wręcz ją cieszył. Dzięki mianowaniu przez Letexiera na śledczą i przydzieleniu do wydziału zabójstw pod skrzydła Eviny, złapała na nowo wiatr w żagle. Miała ręce pełne roboty, co jednak sprawiało jej radość i niemałą satysfakcję. Nie brakowało jej ambicji i werwy, bo przecież pragnęła nie tylko być wystarczajaco dobrą by zajmować to stanowisko, ale chciała być doskonała we wszystkim co robiła. Każdy kolejny dzień traktowała jak cenną lekcję, z której naprawdę wiele mogła wynieść. Każdą sprawę i nowe zadania podejmowała z równym oddaniem. Scott nie tylko sprawił, że jej awans był w ogóle możliwy, ale dopilnował także tego, by pracowała wśród najlepszych. Nie chciała, by mężczyzna kiedykolwiek pożałował tej decyzji, więc nie było miejsca na wpadki.
Pewne rzeczy pozostawały jednak niezmienne. Paul Baker nadal był wrzodem na tyłku - nie tylko dla Harrison, ale zdawało się, że też dla wszystkich wokół, bo nawet jego partner, a zarazem najlepszy kumpel, miał go już po dziurki w nosie.
Awans nie pomógł June w pozbyciu się problemu, jakim był wyjątkowo upierdliwy policjant, bo o ile razem nie pracowali, tak komisariat nie był na tyle duży, by mogła go całymi dniami skutecznie unikać.
Tego dnia chodził za nią jak cień. Robił wszystko, by ją sprowokować. Harrison, niosąc stertę dokumentów, które wygrzebała z archiwum, zauważyła że Baker idzie tuż za nią. Rzucał jakieś niesmaczne żarciki, których nawet nie chciało jej się komentować, bo przecież właśnie o to mu chodziło - o wyprowadzenie jej z równowagi i wywołanie reakcji, przez którą kobieta mogłaby wpakować się w kłopoty.
Biggs, błagam. Weź go ode mnie i znajdź mu jakieś zajęcie, bo przysięgam, że jeszcze chwila i mu przypierdolę. — rzuciła do partnera Bakera, przechodząc przez open space, przy jego biurku. Uniósł tylko ręce z miną mówiącą „nic mi do tego”. — Świetnie. — mruknęła tylko, oddalając się już korytarzem w stronę wolnego pokoju, w którym mogłaby w końcu w ciszy przejrzeć dokumenty. Policjant jednak nie dawał za wygraną. Bez większego skrępowania, wszedł za nią do pomieszczenia, przymykając lekko drzwi.
Chcesz mnie uderzyć? Śmiało. Swoją drogą to słodkie jak bardzo na ciebie działam — powiedział, gdy usiadła przy stole i rozkładała przed sobą papiery, próbując nie zwracać na niego uwagi.
Działasz na mnie wyłącznie negatywnie — prychnął, gdy to powiedziała. — Daj mi już spokój, Paul. Nie wiem jaki dalej masz problem i co te zagrywki mają na celu.
Nadal nie łapiesz, co? Chodzi mi o to, że niektórzy muszą się bardzo starać, żeby coś tutaj osiągnąć, na przykład ja. A inni… — spojrzała na niego spode łba ostrzegawczo — …wystarczy, że obciągną komu trzeba i załatwione. — zareagowała śmiechem. Nie pierwszy raz słyszała z jego ust takie oskarżenia. Baker, zadowolony z siebie, skrzyżował ręce na piersiach z bezczelnym uśmiechem.
Po pierwsze, włażenia w dupę wysoko postawionym koleżkom nie nazwałabym „staraniem się” — zaczęła, próbując jeszcze kontrolować swoje emocje. Natychmiast wszedł jej w słowo.
Wolę być wdupowłazem, niż kurwić się, tak jak ty. — zareagował już trochę ostrzej, a June, słysząc to, wstała z krzesła. Zacisnęła mocno pięści, wbijając przy tym boleśnie paznokcie we wnętrze dłoni. Ostatnia deska ratunku, która nie pozwalała jej wybuchnąć.
Wynoś się.
No przyznaj. Wciskałaś mi kit, że nie chcesz umawiać się z nikim z pracy, ale potem nie widziałaś już nic złego w tym, by dać się wyruchać Letexierowi dla awansu. Pewnie głównemu też dawałaś, nie? Stary oblech, nisko upadłaś. — przegiął i to mocno. June czuła się tak, jakby krew w jej ciele wrzała. Baker już dawno powinien dostać w zęby - na szczęście jednak wciąż dzielił ich stół. — Przyznaj. I tak cały komisariat już o tym wie.
Co wie? Że opowiadasz brednie na mój temat? Wiedz, że tego tak nie zostawię. — może w końcu czas, by poniósł konsekwencje za to jak bardzo uprzykrzał jej życie. Zbyt długo mu pobłażała.
To ciekawe. Co mi zrobisz, June? Komu się na mnie poskarżysz? Pewnie Mayfieldowi, bo teraz chyba on cię posuwa, prawda? — nie miała pojęcia skąd taki wniosek, ale nie zdążyła już tego skomentować, bo otworzyła tylko usta i zaniemówiła. Nie patrzyła już na Bakera, ale na Scotta, który stał w drzwiach pokoju i ze spokojem przysłuchiwał się tej wymianie zdań. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Paul, zdziwiony tym, że Harrison wyglądała tak jakby zobaczyła ducha. Odwrócił się i najpewniej sam obsrał zbroję na widok zastępcy komendanta, bo od razu spuścił z tonu.
Nie no… ja… my już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Już sobie idę. — powiedział pod nosem, spuszczając głowę jak skarcone szczenię. June skrzywiła się lekko, obserwując żałosny taniec Bakera, który próbował wyminąć Scotta w progu i jak najszybciej się stamtąd wymknąć.


Scott Letexier
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
42 y/o
For good luck!
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Scott pamiętał dokładnie moment, w którym nazwisko Bakera po raz pierwszy pojawiło się w kontekście June - anonimowy donos, który śmierdział desperacją i małostkowością na kilometr. Późniejsza rozmowa z Harrison tylko utwierdziła go w przekonaniu, że ktoś bardzo usilnie próbuje rzucać jej kłody pod nogi. A im dalej to szło, tym bardziej wszystko wokół niej zaczynało się komplikować.
Sam awans nie był przecież spacerkiem. Musiał przepchnąć tę decyzję przez kilka niechętnych głów, wysłuchać więcej „ostrożnych sugestii” niż miał ochotę i wziąć na siebie odpowiedzialność za kogoś, kto - według części góry = „nie był jeszcze gotowy”. A jednak zrobił to i nie żałował ani przez sekundę.
Raporty od Eviny tylko go w tym utwierdzały - konkretne, rzeczowe i, co najważniejsze, pozytywne. June była dobrą śledczą i jeśli ktoś taki jak Swanson podpisywał się pod każdym raportem Harrison, to Letexier nie miał prawa w nią wątpić. Evina była bowiem osobą, której Scott ufał najbardziej. Do tego stopnia, że gdyby miał komuś powierzyć własne życie, powierzyłby właśnie jej.
Niestety, dokładnie to było wodą na młyn dla takich ludzi jak Baker. Scott zdawał sobie sprawę, że tamten nie gra czysto, że próbuje uruchamiać znajomości, podkopywać nie tylko ją, ale i każdego, kto przyłożył rękę do jej sukcesu. Jego akurat ominęło to bezpośrednio przez ostatnią nieobecność, ale widok, który zastał teraz… wcale go nie zaskoczył. Tak się właśnie zachowywały kanalie, które karierę robiły przez znajomości i największą ironią w tym wszystkim było to, że to prędzej jego można byłoby posądzić o robienie kariery przez łóżko, wszak na koncie nie miał zbyt wielu sukcesów, był raczej przeciętnym gliniarzem, a na tle June wręcz nijakim.
Scott stał niewzruszony, oparty o framugę, kiedy Baker nagle zmienił ton. Ta zmiana była niemal komiczna, przez co Letexier mało co nie parsknął śmiechem. Jeszcze przed chwilą pewny siebie, opluwający wszystkich wokół, a teraz? Skulony, unikający spojrzenia, próbujący wycofać się rakiem z sytuacji, której kompletnie nie kontrolował.
Zastępca komendanta nawet się nie poruszył, gdy tamten ruszył w jego stronę. Przez to Baker, chcąc go wyminąć, musiał wykonać dość żałosny, pokraczny manewr, ocierając się niemal o framugę i unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Przez ułamek sekundy Letexier rozważał, czy nie złapać go za fraki i nie przycisnąć do ściany, ale koniec końców zbastował. Regulamin tego zabraniał, a on jak mało kto musiał go przestrzegać. Odprowadził go więc jedynie krótkim spojrzeniem kątem oka, po czym przeniósł swoją uwagę na June. Dostrzegł wszystko: napięcie w jej postawie, pewien dyskomfort, może nawet zawstydzenia. Westchnął w myślach, po czym wsunął ręce do kieszeni i wyprostował się, przybierając bardziej neutralny wyraz twarzy, jakby nic przed chwilą nie miało miejsca.
- Evina nie może się ciebie nachwalić - odezwał się spokojnie. - A uwierz mi, w życiu słyszałem może ze 3 razy, jak kogoś chwali... i dwa razy był to kucharz ze stołówki na dole - rzucił żartem, choć nie zaśmiał się.
Zrobił krok do środka i sięgnął do drzwi, domykając je za sobą.
- W życiu podjąłem kilka naprawdę dobrych decyzji - dodał po chwili, ruszając powoli w głąb pomieszczenia. - Ale zrobienie z ciebie śledczej… spokojnie łapie się do top 5 decyzji vice-komendanta Letexiera - rzekł pewnie, zatrzymując się obok niej i oparł plecami o ścianę, znów krzyżując ręce na klatce piersiowej. Przez moment nic nie mówił, tylko zerknął w stronę drzwi, upewniając się, że rzeczywiście są zamknięte i nikt nie zamierza im przeszkadzać. Dopiero wtedy spojrzał na nią ponownie.
- Dochodzą mnie słuchy, że nawet ludzie, którzy do tej pory go bronili, zaczynają mieć go serdecznie dość - rzucił spokojnie, już bardziej zwyczajnym, a na pewno mniej służbowym tonem. - Więc, prędzej czy później, sam się załatwi - zrobił krotką pauzę. - Twoja robota mówi sama za siebie, więc nie odpuszczaj - poradził jej, choć tak naprawdę nie musiał. Harrison wiedziała, co ma robić i nie potrzebowała do tego rady od niego.
Ton jego głosu złagodniał nieco przy kolejnych słowach.
- Poza Bakerem - dodał, zerkając na nią uważniej. - Wszystko u ciebie gra? - spytał.
Od jej awansu, a jego wyjazdu, nie mieli okazji ze sobą rozmawiać, przynajmniej nie na żywo. Wymienili się kilkoma służbowymi e-mailami, był jeden telefon, ale poza tym, nie widzieli się dobre kilka tygodni. I choć nie łączyły ich żadne prywatne stosunki, tak Letexier pałał do niej sympatią, ponieważ od samego początku wydawała mu się być dobrą policjantką, a on do takich miał po prostu nosa. To powodowało, że przychylniej na nią patrzył, choć tak naprawdę nie musiał. Nic więc dziwnego, że po tak długim czasie i po tym, co usłyszał od tego pajaca, postanowił porozmawiać z June bardziej prywatnie.
- I bez "panie komendancie", wystarczy Scott albo Letexier, jak wolisz. Nie jesteś już szeregowym policjantką, jesteś śledczą. A ja mam taką zasadę, że ze śledczymi i detektywami jestem na "Ty". Pół życia psa spędziłem w tej roli i nie zapominam, skąd jestem - wyjaśnił, chcąc uniknąć zbędnych konwenansów oraz tym samym podkreślić raz jeszcze, że jej awans to nie tylko współpraca z Eviną, więcej raportów i trochę więcej niebezpiecznych zajęć.

June Harrison
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”