ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1
Otworzyła oczy i już czuła, że coś nie jest tak, jak powinno.
Widziała, że jest w swoim łóżku. Leżała nieruchomo i wpatrywała się w sufit. Próbowała liczyć oddechy. Cztery – wdech, sześć – wydech. Jeszcze raz i jeszcze, ale coś ją rozpraszało, bo ewidentnie było nie tak.
Po chwili zrozumiała, o co chodzi. Ciężkie, męskie ramię oplatało ją w pasie, a później przypomniała sobie wczorajszą noc. Harold zdecydował się poczekać, aż zamknie restaurację. Najwidoczniej nie udało mu się na ten wieczór znaleźć nikogo innego, więc zdecydował się na nią.
Nie taki był plan, bo zawsze był jakiś plan. Jeżeli zostawał u niej, to znikał nad ranem. Ona u niego nigdy nie zostawała dłużej niż na dwa numerki. Niania za dużo kosztowała, a ona oszczędności życia przeznaczyła na to mieszkanie i restaurację.
Jego obecność w jej łóżku ją rozpraszała. Powinien już wyjść.
Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zatrzymując się na szczegółach – linii szczęki, lekko rozchylonych ustach, cieniu zarostu. Zapamiętywała rzeczy automatycznie, jakby układała je w głowie w równych rzędach. Łatwiej było skupić się na tym niż na fakcie, że wciąż tu był.
Westchnęła cicho i już miała się podnieść, kiedy usłyszała kroki. Lekki, dziecięcy tupot.
Mamusiu?
Eve zamarła, a drzwi uchyliły się bez pukania. Do środka wsunął się mały chłopiec, który mimo zaspania i przecierania oczu już był pełen energii.
Zamknęła na moment oczy i wzięła ostatni wdech i wydech, nim zdecydowała się zmierzyć z własnym synem. Powoli usiadła i naciągnęła kołdrę wyżej, chcąc zakryć swoje nagie ciało.
Dzień dobry – powiedziała spokojnie, chociaż w jej głowie urodziły się już co najmniej trzy scenariusze wyjścia z tej sytuacji.
Spojrzenie małego chłopca odnalazło Harolda i wpatrywał się w mężczyznę z absolutnie nieskrępowaną ciekawością.
Kto to? – chłopiec przeniósł spojrzenie na matkę.
Fitzgerald przechyliła głowę, jakby niedosłyszała. Cholera. Cholera. Cholera. Zbyt wiele odpowiedzi, a za mało czasu.
Kolega – odpowiedziała krótko i chyba w najprostszy sposób.
Możesz zmykać do kuchni? Zaraz zrobię nam śniadanie.
Chłopiec już chciał coś powiedzieć, ale Eve uniosła rękę. Młody tylko przewrócił oczami i wybiegł z sypialni, a Eve jęknęła, wychodząc z pościeli.
Wygrzebała się spod kołdry i wyjęła z komody jakieś spodenki i koszulkę z logo starego zespołu. Poprawiła włosy i przysiadła obok mężczyzny, który już nie spał.
Zrobię ci kawę - odpowiedziała podchodząc do sytuacji metodycznie i bez zbędnych emocji. Jak to ona, wolała mówić o kawie niż o tym, jak niezręcznie się czuła. Nie angażowała się w związki, a Max nie poznawał co chwila nowych wujków, nawet jeżeli Eve zdarzało się z kimś sypiać mniej lub bardziej regularnie.
Posłała mu ciepły, ale odrobinę niezręczny uśmiech – klasyczne wydanie Eve – i pognała do kuchni, gdzie zmierzwiła synowi włosy i zabrała się za śniadanie, wyciągając z lodówki wszystko, co trzeba. Nastawiła od razu ekspres, skoro obiecała swojemu gościowi kawę.
Jajecznica od kucharki, która uczyła się w restauracjach z gwiazdkami, musiała być nieziemska i najsmaczniejsza w swojej prostocie. Chociaż ona nie uważała jej za wybitną.

Harold Carnegie
gall anonim
Mało co mnie rusza.
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cóż też on najlepszego nawyprawiał? Taka myśl przemknęła przez jego umysł w momencie, w którym powoli zaczął wracać do rzeczywistości, a tym, co dobiegło jego uszu bynajmniej nie były pomruki zadowolenia wyrywające się z gardła Eve, ale nieco zbyt piskliwy, d z i e c i ę c y głos.
Kiedy zdał sobie z tego sprawę, po jego plecach przemknął nieprzyjemny dreszcz. Nie powinno go tu być. Już kilka godzin temu powinien był wcisnąć się w swoje ciuchy i wrócić do własnego, przestronnego mieszkania, w którym budził się co rano.
Ilekroć bowiem wdawał się w jakąś relację, nawet trochę dłuższą, wyznaczał jasne granice, których za wszelką cenę się trzymał.
Z Eve było zresztą dokładnie tak samo. Nie znali się od dzisiaj, a mimo to mieli za sobą cały szereg wspólnie spędzonych nocy. Seks był świetny, ona była w porządku, a dodatkowo niczego nie próbowała między nimi komplikować. Harold od samego początku miał wrażenie, że ona sama także nie chciała przenosić tej znajomości na wyższy poziom, ponieważ właśnie tak było jej w y g o d n i e.
Harold nie mógł się z tym nie zgodzić.
A jednak tej nocy coś nie zagrało. Może był zbyt zmęczony batalią, którą poprzedniego dnia stoczył na sali sądowej, a może po prostu łóżko Fitzgerald okazało się zbyt wygodne, kiedy poprzedniej nocy przytulił głowę do poduszki po tym, jak już doszczętnie wyczerpała jego energię.
Były to przyjemne wspomnienia, do których wrócił myślami na krótko przed tym, jak drzwi sypialni w końcu się zatrzasnęły. Wówczas w końcu rozchylił powieki i odnalazł spojrzeniem blondynkę, która wciskała się właśnie w jakieś ciuchy. Widząc to, wydał z siebie pomruk niezadowolenia. Zdecydowanie wolał ją w tym poprzednim wydaniu.
Przekręcił się na łóżku, rozkładając się na nim nieco wygodniej zaledwie na chwilę. Wiedział przecież, że najrozsądniej byłoby dźwignąć się z niego już teraz i po prostu się pożegnać. Wspólne śniadania nie były przecież tym, co do tej pory praktykowali. Jeszcze bardziej niepokoiło go to, że w tym wszystkim obecny miał być także jej syn.
Jesteś pewna? Nie chcę sprawiać kłopotu — odparł zgodnie z prawdą. Przynajmniej częściowo, ponieważ chęć ucieczki nie wynikała wyłącznie z tego, że martwił się tym, jak ona później wybrnie z sytuacji. Brała się przede wszystkim stąd, że Harold do czegoś innego był przyzwyczajony. Tego rodzaju przedsięwzięcia stanowiły dla niego czerwoną flagę.
Mimo to odprowadził Eve spojrzeniem, a później przetarł dłonią twarz i w końcu wygrzebał się z pościeli. Postanowił w pierwszej kolejności ubrać się, a później jeszcze odwiedzić toaletę, dlatego w kuchni mógł dołączyć do blondynki dopiero po jakichś kilku minutach.
Dzień dobry — odezwał się, kiedy w końcu tam dotarł, jednocześnie starając się zamaskować to, jak niezręcznie się teraz czuł. I pomyśleć, że wszystko przez to, że w środku nocy nie wygrzebał się jednak z łóżka.

Eve Fitzgerald
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jesteś pewna? Nie chcę sprawiać kłopotu.
Zatrzymała się w pół ruchu na jego słowa. Pytanie zawisło gdzieś pomiędzy nimi, a Eve nie spojrzała na niego od razu. Jej wzrok zatrzymał się na zagniecionej pościeli, na miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej leżała. Materiał był ciepły, pofałdowany, nosił ślady nocy, na wspomnienie której się uśmiechnęła.
Twój kłopot ma na imię Harold.
Słowo rozłożyła w głowie na części, jakby analizowała przepis. Czy to już był kłopot? Czy dopiero mógł się nim stać?
Nie — odpowiedziała w końcu, spokojnie, niemal rzeczowo. — Już tu jesteś.
Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu niż zapewnienie. Jakby zaznaczała punkt na osi wydarzeń, bo tak działał jej mózg.
Jej palce zacisnęły się na krawędzi koszulki na ułamek sekundy, zanim zdecydowała się wyjść. Nie czekała na jego reakcję, bo nie umiała. Reakcje innych ludzi były takie zmienne i niejednoznaczne. Dla niej zbyt nieprzewidywalne — za grosz nie potrafiła ich odczytywać, tych sygnałów między wierszami. Wybrała więc działanie i pognała do kuchni. Jej bezpiecznego miejsca.
Eve nie odwróciła się od razu, kiedy usłyszała jego głos. Najpierw przemieszała jajecznicę na patelni, zmniejszyła ogień i dopiero wtedy, jakby odhaczając kolejne kroki z nieistniejącej listy, zerknęła przez ramię.
Dzień dobry — odpowiedziała spokojnie, jakby sytuacja była całkowicie normalna. Jakby obcy mężczyzna w jej kuchni o poranku i jej syn siedzący przy stole nie tworzyli razem czegoś, co wykraczało poza jej standardowe schematy.
Ciało jednak wiedziało wszystko. Ramiona miała napięte odrobinę bardziej niż zwykle, ruchy minimalnie bardziej precyzyjne — jakby każdy gest musiał być wykonany poprawnie, żeby utrzymać całość w znanych ramach.
Max siedział już na krześle, podciągając nogi pod siebie i obserwując Harolda bez cienia skrępowania. Łokcie oparł o blat, brodę o dłonie. Jego spojrzenie było ostre, czujne — zupełnie inne niż jej. Tam, gdzie Eve widziała elementy do uporządkowania, on widział relacje. Był jej przeciwieństwem i wychowywanie go bez tego normalnego elementu człowieczeństwa chyba robiło mu krzywdę.
Dzień dobry — chłopiec odpowiedział rezolutnie.
To ten kolega? — zapytał Eve wprost, nie odrywając wzroku od Harolda.
Eve zamarła na ułamek sekundy. Nie spojrzała na syna, tylko na nóż, który właśnie brała do ręki. Ułożyła go równolegle do krawędzi blatu, poprawiła o kilka milimetrów. Tylko to mogła teraz kontrolować.
Tak — odpowiedziała krótko.
Czuła, jak w środku zaczyna narastać znajome napięcie, tworzone przez zbyt wiele zmiennych jednocześnie. Max, Harold, kuchnia, poranek — wszystko nakładało się na siebie, tworząc mieszankę tego, co znane, z tym, co kompletnie rozwalało jej utarte schematy.
Chłopiec zmrużył oczy, jakby analizował odpowiedź. Robił to często — wyłapywał niespójności, pauzy, rzeczy, których ona nawet nie zauważała.
Ma imię?
Eve westchnęła cicho, tym razem już sięgając po talerze.
Nie ignoruj go. Jest tutaj i możesz go zapytać. Potrafi mówić.
Wprowadzenie Harolda jako nowego elementu do jej porannej rutyny wydawało się dziwnie ciężkie. Czuła, że narusza własne zasady, które sprawiały, że nie wariowała. Harold należał do nocy, a nie do poranków, kuchni i jej syna.
Postawiła przed Maxem talerz, a potem drugi, dla Harolda. Wszystko robiła precyzyjnie, mechanicznie. Ten rytm dawał jej pozorne poczucie bezpieczeństwa.
Siadaj — rzuciła w jego stronę, nie patrząc na niego bezpośrednio.
Max przechylił głowę. Był bystry i zdecydowanie rozumiał emocje o wiele lepiej, niż robiła to Eve. Od razu wyłapał, że matka nie patrzy i komunikuje się inaczej niż zwykle.
A on zostaje na zawsze czy tylko na śniadanie?
Pytanie padło lekko, ale trafiło dokładnie tam, gdzie nie powinno. Prawie upuściła patelnię po jajecznicy, która wpadła z brzdękiem do zlewu. W klatce piersiowej aż ją ścisnęło, ale wiedziała, że musi komunikować się z synem.
Na śniadanie — odpowiedziała mechanicznie, licząc na to, że temat się skończy.
Max nie odpowiedział od razu. Jego wzrok przesunął się między nimi — krótkie spojrzenie na Harolda, potem na Eve. Młody próbował łączyć kropki swoim sześcioletnim mózgiem.
Kobieta zacisnęła palce na talerzu ze swoją porcją jajecznicy, a serce próbowało wyskoczyć jej z piersi. Nie dawała tego po sobie poznać — w ukrywaniu emocji była mistrzynią. Przez głowę przeszły jej słowa Harolda z sypialni: Nie chcę sprawiać kłopotu.
Za późno.
Sięgnęła po widelec i oparła biodro o blat. Jadła na stojąco, mając przed sobą Maxa i Harolda siedzących obok siebie przy kuchennej wyspie. Przyglądała się mężczyźnie, próbując zrobić to, czego i tak nie potrafiła — odczytać coś z jego twarzy, jakąś reakcję, ocenę, cokolwiek.
Kawa jest — dodała po chwili ciszy, wskazując kubek, który wcześniej postawiła dla niego.
Max już sięgał po widelec, ale zatrzymał się w pół ruchu.
A ty, Harold, lubisz jajecznicę?
Eve przymknęła na moment oczy, myśląc o tym szatańskim pomiocie, jakim momentami był jej syn. Nie chodziło o to, że był niegrzeczny. Chodziło o to, że był emocjonalny, a ona w emocjach pływać nie potrafiła.
Przesunęła spojrzeniem między nimi, stojąc w miejscu, które nagle wydawało się zbyt małe dla trójki osób — jakby czekała, aż coś się wydarzy, aż ktoś inny przejmie kontrolę nad tą sytuacją, której ona nie była już w stanie w pełni uporządkować.
Za jakie grzechy muszę to przeżywać?

Harold Carnegie
gall anonim
Mało co mnie rusza.
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czysto teoretycznie powinien być do tego przyzwyczajony - do bycia obserwowanym przez najbardziej czujne spojrzenia. Odkąd jego kariera nabrała realnego rozpędu, ogrom ludzi przystawał gdzieś z boku, aby uważnie spoglądać mu na ręce.
W pracy reagowanie na takie sytuacje miał opanowane do precyzji. Był piekielnie dobry w tym, co robił, ponieważ nie pozwalał sobie na potknięcia. Potrafił przewidywać skutki własnych działań i zawsze się do nich przygotowywał, tworząc sobie zaplecze różnego rodzaju rozwiązań tak, aby z każdej sytuacji być w stanie wybrnąć.
W takich okolicznościach można nawet stwierdzić, że lubił to robić. Lubił stawiać samemu sobie wyzwania, ponieważ uwielbiał obserwować pełne uznania spojrzenie, kiedy nie dawał się złapać w najbardziej podchwytliwej sytuacji.
Innymi słowy, Harold po prostu lubił uwagę.
Teraz jednak wolałby się jej wyzbyć. Nie był przyzwyczajony do tego, aby otrzymywać jej aż nadmiar od kogoś, kto w tej relacji stanowić mógł trzecie ogniwo. Carnegie nigdy bowiem nie był skłonny do nadmiernych komplikacji. Tam, gdzie dostrzegał na nie potencjał, nigdy zbyt długo nie zagościł.
Tu zresztą też nie zamierzał, a jednak teraz nie posiadał możliwości ucieczki. Mógł bowiem zachować się jak d u p e k, wykręcić się nadmiarem pracy i po prostu się wycofać, zostawiając Eve samą na placu boju, co na swój sposób wydawało się kuszące.
Rzecz w tym, że kiedy już przekroczył próg jej kuchni, wyjście wydawałoby się zwyczajnie d z i w n e.
Kącik jego ust drgnął w uśmiechu, kiedy Eve pouczyła syna w kwestii ignorowania gości. Chwilę po tym odchrząknął, a później zmierzył spojrzeniem tego małego nicponia. Peszył go odrobinę, ale na szczęście praca nauczyła go bycia tak dobrym aktorem, iż nie dał tego po sobie poznać.
Możesz mówić mi Harold — odezwał się w końcu, a kiedy usłyszał zaproszenie do stołu, oderwał się od framugi drzwi, o którą dotychczas się opierał i podążył w odpowiednim kierunku.
Postrzeganie syna kobiety jako zagrożenia prędko okazało się trafione w dziesiątkę. Wystarczyła bowiem zaledwie chwila, aby chłopiec zadał pytanie, które wzmogło w nim skrajny dyskomfort. Nie był przyzwyczajony do tego typu dyskusji, bo nie toczył ich nawet z kobietami, z którymi się spotykał. Zwykle wycofywał się, nim cokolwiek stało się z b y t poważne.
Z Eve zresztą wyglądało to dokładnie tak samo. Rozumieli granice, które narzucili sobie na początku i żadne z nich nie próbowało wymykać się poza nie. Dzisiejsze zajście nieco naruszało ich niepisaną umowę, w umyśle Harolda zapalając też automatycznie czerwoną lampkę.
Może spotykanie się z kobietą, która posiadała swoje zobowiązania, nie było z jego strony ani trochę rozsądne?
Właśnie się nad tym zastanawiał, kiedy blondynka rozproszyła go informacją o kawie. Był na tyle spięty, iż sam wcześniej nawet jej nie zauważył. — Dzięki — odezwał się, przemykając po jej sylwetce niepewnym spojrzeniem. Tym razem nie emanowało już pożądaniem, z którym spoglądał na nią, kiedy jeszcze przebywali w sypialni. Nie straciła co prawda na atrakcyjności, a jednak mimo to między ich dwójką królowało teraz przede wszystkim zagubienie.
Upił kilka łyków ciepłego napoju, co dało mu czas na to, aby zastanowić się nad odpowiedzią. Odstawił kubek na blat, a później sam chwycił za widelec. — Lubię — odparł bez cienia zawahania i jakby w ramach potwierdzenia swoich słów, wpakował sobie nieco jajecznicy do ust. — Ale o wiele bardziej cenię sobie to — skinął głową w stronę kubka z kawą. — Sam się zresztą przekonasz, jak trochę podrośniesz — dodał po chwili, decydując się na kolejny kęs.
Z jednej strony nie kłamał, zaś z drugiej, cała ta sytuacja sprawiała, że ciężko było mu cokolwiek przełknąć.
To ile masz tak właściwie lat? — zapytał, próbując przynajmniej w minimalnym stopniu się w tym odnaleźć. Problem w tym, że w kontaktach z dziećmi poruszał się raczej po omacku, a o błąd było tu przecież wyjątkowo łatwo.

Eve Fitzgerald
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Eve położyła widelec na brzegu talerza, nie jedząc przez chwilę, jakby sam ruch dłoni wymagał od niej dodatkowego przeliczenia w głowie. Słowa Harolda i reakcja Maxa nałożyły się na siebie w sposób, który był… zaskakująco mniej katastrofalny, niż się spodziewała.
W jej ocenie było to bardzo niepokojące, ponieważ brak katastrofy nie był czymś, na czym potrafiła polegać. Dla Eve katastrofa i problem to coś przewidywalnego. W jej odczuciu miało to kształt, wagę i konsekwencje. Można było ją rozłożyć na czynniki pierwsze, przygotować się, zminimalizować szkody.
A to, co właśnie działo się w jej kuchni, było płynne. Nienawidziła tego, czego nie dało się dopasować.
Uniosła spojrzenie i przez moment przyglądała się tej dwójce — chłopcu i mężczyźnie siedzącym obok siebie, jakby ten obraz należał do zupełnie innej rzeczywistości. Nie do tej, którą znała i w której czuła się bezpiecznie.
Za blisko.
To słowo pojawiło się nagle, nieproszone.
Max prychnął cicho, wyraźnie niezadowolony z odpowiedzi.
Mam sześć — odpowiedział z nutą dumy, prostując się na krześle. — I nie piję kawy, bo mama mówi, że to dla dorosłych i że będę jeszcze bardziej nieznośny.
Eve drgnęła lekko na te słowa i zaśmiała się. Nie dlatego, że ją zaskoczyły — słyszała je już wcześniej, wypowiedziane jego głosem w różnych wariantach. Teraz padły jednak przy Haroldzie, czyli kimś z zewnątrz. Coś prywatnego zostało wypowiedziane na głos.
Odchrząknęła cicho, sięgając po kubek, chociaż jej kawa już przestygła. Potrzebowała czegoś w rękach.
To była analiza ryzyka — wtrąciła spokojnie, jakby musiała coś doprecyzować. — Kofeina i twój poziom energii to nie jest dobre połączenie.
Max zmrużył oczy i spojrzał na nią podejrzliwie. W jego głowie nie było takich kategorii jak analiza ryzyka. Były za to rzeczy proste: coś jest śmieszne albo nie, coś jest prawdą albo brzmi jak wymówka.
To brzmiało jak jedno z tych dziwnych zdań, które mama mówiła, kiedy nie chciała powiedzieć czegoś normalnie.
Max jednak nie zaprotestował, bo gość ciekawił go o wiele bardziej. Jego spojrzenie wróciło do Harolda — uważne, badawcze, niemal bezczelne. Dziecięca ciekawość, która nie znała granic, mieszała się z potrzebą zrozumienia, gdzie ten człowiek pasuje. Jakim elementem życia jego matki jest.
Eve obserwowała to kątem oka, czując, jak napięcie w jej ramionach powoli się zmienia. Nie znikało — ono nigdy tak po prostu nie znikało — ale układało się inaczej.
Dla niej to było niebezpieczne, bo rozproszenie oznaczało brak kontroli. A to nie leżało w jej naturze.
A ty co robisz? — padło kolejne pytanie, rzucone bezpośrednio w stronę Harolda. — W sensie… w pracy.
Palce Eve zacisnęły się lekko na uchwycie kubka. To było dokładnie to, czego się obawiała — pytania, które wyciągały ludzi poza ramy, w których umiała ich utrzymać.
Harold nie był kimś do śniadania. Był kimś od nocy, zamkniętych drzwi, od rzeczy prostych i przewidywalnych, nawet jeśli fizycznie intensywnych. Tam wszystko miało swoje miejsce i schemat: początek, środek, koniec.
W tym momencie nie widziała końca.
Przesunęła spojrzeniem na Harolda, tym razem nie uciekając od kontaktu wzrokowego tak szybko jak wcześniej. Było w tym spojrzeniu coś bardziej świadomego — jakby naprawdę próbowała go zobaczyć, a nie tylko sklasyfikować. Mieszała się w tym spojrzeniu niepewność z ciekawością, której nie chciała. Jakby próbowała się upewnić, czy Harold podoła tej sytuacji.
Max — odezwała się po chwili, ciszej niż wcześniej, ale bez napięcia w głosie. — Jedz. Muszę cię jeszcze odstawić do szkoły.
Nie brzmiało to jak uciszenie syna. Była to tylko próba spowolnienia tego wszystkiego. Jakby kilka odzyskanych sekund uspokajało ją, nim — w jej mniemaniu — sytuacja wymknie się spod kontroli.
Max przewrócił oczami, ale posłuchał. Nie dlatego, że stracił zainteresowanie. Wręcz przeciwnie. Jego mała głowa zaczynała łączyć kropki. Stwierdzał więc fakty. Mama była dziwna i to bardziej niż zwykle. Ten facet był dziwny. Był tu rano. Siedział przy stole. Pił kawę, którą zrobiła mu mama.
Maxowi to wszystko również nie pasowało do żadnego scenariusza.

Harold Carnegie
gall anonim
Mało co mnie rusza.
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pasował do tego obrazka. Nie był mężczyzną, któremu spieszno było do zakładania rodziny, ani też takim, który z własną utrzymywał kontakt. Nie sposób byłoby opisać go jako ciepłego i otwartego, dlatego z dziećmi zwykle nie dogadywał się najlepiej. Prawdę powiedziawszy nie obcował z nimi często, dlatego to, czego doświadczał dziś, wprawiało go w swego rodzaju zakłopotanie.
Nie dał tego jednak po sobie poznać. A przynajmniej tak mu się wydawało, ponieważ nie miał pojęcia, na ile wprawnym był teraz aktorem. Kiedy chodziło o pracę, mógł ręczyć za siebie w stu procentach, a jednak teraz pobrzmiewały w nim pewne wątpliwości.
Nie wiedział, na ile dobrze Eve była w stanie go odczytać.
Z drugiej jednak strony, czy zależało mu na tym, aby cokolwiek przed nią ukryć? Nie znali się długo, ale on od samego początku grał z nią w otwarte karty. Nie udawał, że szukał czegoś na poważnie, ponieważ tak nie było. Stronił więc nie tylko od zobowiązań, ale przede wszystkim od komplikacji, a za coś takiego postrzegał wciąganie do relacji d z i e c k a.
Sytuacja taka, jak ta, nigdy nie miała prawa się wydarzyć.
A jednak siedział tutaj i, o ironio, czuł się trochę tak, jakby sam był teraz przesłuchiwany. W innych okolicznościach ta myśl być może by go rozbawiła, a jednak teraz nie było mu ani trochę do śmiechu. Widelcem przemieszał zawartość własnego talerza, chyba już odrobinę tracąc apetyt. Ten zresztą i tak nie był jakiś szalenie wysoki, odkąd w sypialni przywitał ich ten berbeć.
Wypuścił głośniej powietrze, po czym podniósł spojrzenie z talerza na chłopca. — Jestem prawnikiem. Pomagam ludziom radzić sobie z problemamialbo migać się od odpowiedzialności, kiedy wiszą nad nimi konsekwencje. Tego jednak zdecydował się nie dodawać, bo choć nie był to jego problem, nie chciał, aby później Eve nadmiernie musiała coś odkręcać.
Sięgnął ponownie po kubek, z którego upił kilka łyków. Mimowolnie zerknął też na zegarek zapięty na nadgarstku. Minęło zaledwie kilka minut, a jednak Carnegie czuł się tak, jakby od chwili, w której przekroczył próg kuchni, upłynęła cała wieczność.
Co gorsze, nie dostrzegał dla siebie żadnej drogi ratunku. Nie wiedział też, jak należało się zachować. Gdyby nawet brał pod uwagę podtrzymanie rozmowy z chłopcem, do głowy nie przychodziło mu n i c, o co mógłby go zapytać. Nie wiedział też, czy w ogóle powinien. Nie była to przecież relacja, którą pragnąłby podtrzymać.
I w końcu Fitzgerald sama otworzyła przed nim te drzwi.
Kiedy upomniała swojego syna, Carnegie odstawił kubek z kawą i lekko odchrząknął. Wciągnął głębiej powietrze, a później głośniej je wypuścił. — Macie trochę do ogarnięcia — zauważył, zaledwie kątem oka zerkając na Maxa, ponieważ spojrzeniem i tak uciekał już w stronę jego mamy. — Ja zresztą też powinienem zbierać się do pracy — choć gdyby okoliczności były inne, prawdopodobnie jeszcze na kilkanaście minut zaciągnąłby ją do sypialni.
Nie mógł jednak zrobić tego pod czujnym okiem jej syna.

Eve Fitzgerald
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Eve nie od razu odpowiedziała na jego słowa. Zatrzymała się w pół ruchu, z widelcem zawieszonym kilka centymetrów nad talerzem, jakby coś kalkulowała. Powinienem się zbierać. Brzmiało logicznie, sensownie i godnie z zasadami, które znała i których się trzymała.
Poczuła jednak dziwny zgrzyt gdzieś na wysokości mostka.
Nie spojrzała na niego od razu. Najpierw odstawiła widelec, poprawiła kubek o kilka milimetrów, wyrównała jego uchwyt równolegle do krawędzi blatu. Dopiero potem uniosła wzrok.
Mhm — mruknęła cicho, co nie było ani zgodą, ani sprzeciwem. Raczej przyjęciem informacji do systemu.
Max nie zamierzał jednak odpuścić tak łatwo.
Prawnikiem? — powtórzył, jakby testował to słowo na języku. — To jak ktoś zrobi coś złego, to ty mówisz, że nie zrobił?
Eve zamknęła oczy na ułamek sekundy. Jej syn był za bystry i nie wiedziała po kim.
Max — odezwała się spokojnie, ale tym razem w jej głosie pojawiła się nuta, która nie dopuszczała negocjacji. — Jedz szybciej. I idź się ubrać. Już.
Chłopiec zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony z przerwania wątku, ale spojrzenie matki było wystarczające. Nie było w nim emocji, a młody wiedział, że jak przegnie to będzie miał kłopoty.
No dobra — burknął, zsuwając się z krzesła.
Zabrał jeszcze jeden kęs, jakby na złość, po czym zeskoczył na podłogę i ruszył w stronę swojego pokoju.
Ale wrócę! — rzucił jeszcze przez ramię robiąc z tego oficjalne ogłoszenie.
Eve odprowadziła go spojrzeniem tylko przez chwilę. Nasłuchiwała kroków — tych samych lekkich, dziecięcych, które kilka chwil wcześniej wywołały w niej panikę. Teraz, kiedy oddalały się w głąb mieszkania, napięcie w jej barkach zaczęło powoli opadać. Kuchnia nagle zrobiła się… cichsza.
Została tylko ona i Harold.
Przez moment stała nieruchomo, jakby nie była pewna, co zrobić z tą przestrzenią, która nagle się pojawiła. Jej spojrzenie przesunęło się po blacie, po kubkach, po talerzach — znajome elementy, które zawsze pomagały jej się zakotwiczyć. Tym razem ni cholery nie chciało jej to pomóc.
Podniosła wzrok na mężczyznę i tym razem nie uciekła od razu spojrzeniem. Było w niej mniej kontroli i próby zrozumienia. W końcu nie było między nimi dodatkowego elementu w postaci syna.
Zrobiła jeden krok w jego stronę. Potem drugi. Nie analizowała tego już tak dokładnie jak zwykle. To było bardziej… odruchowe. Zatrzymała się tuż przy nim i przez krótką chwilę po prostu na niego patrzyła — z bliska, jakby sprawdzała, czy to dalej ten sam człowiek co kilka godzin wcześniej.
A potem uniosła dłoń i wsunęła ją lekko pod jego koszulę, zatrzymując ją na jego boku. Chciała poczuć jego skórę pod palcami. Uspokajało ją to.
Tego nie było w planie — powiedziała cicho, uśmiechając się. Miała oczywiście na myśli swojego syna. Nie chciała jednak tego poranka bardziej analizować i skorzystała z tego, że byli sami. Pochyliła się i subtelne musnęła jego usta swoimi. Nie był to ten sam pocałunek co w nocy — mniej zachłanny, bardziej… beztroski, delikatny.
Na ułamek sekundy przycisnęła się do niego mocniej, obejmując go ramieniem w pasie. Bliskość była dla niej prostsza niż rozmowa.
Kiedy się odsunęła, jej palce jeszcze przez chwilę pozostały na jego koszuli, jakby nie do końca zdecydowała się je zabrać. Jeszcze nie chciała się odsuwać, dobrze się przy nim czuła. Jej głowa nie musiała tak wszystkiego analizować. Nawet nie wiedział jak na nią działa i tak było lepiej.
Kiedy robimy powtórkę? — zapytała w końcu, spokojnie, ale ciszej niż wcześniej.
To było pytanie rzucone bez ozdobników. Ona zawsze grała w otwarte karty, bo w inne nie potrafiła. Może dlatego było im tak łatwo?

Harold Carnegie
gall anonim
Mało co mnie rusza.
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miewał znajomych, którzy w otoczeniu dzieci czuli się swobodnie. Miewał nawet takich, którzy sami chcieli się na nie zdecydować, choć zdaniem Harolda było to zobowiązanie znacznie przekraczające ewentualną rekompensatę. W końcu już same związki postrzegał jako coś, co znacznie ograniczało wolną wolę, nie mówiąc już o s t w o r z e n i u, za którego życie się odpowiadało.
Gdyby chciał czegoś takiego, zdecydowałby się na kota.
Ukradkiem odprowadził chłopca spojrzeniem, w duchu już teraz dziękując Eve za to, że zdecydowała się odprawić go z kwitkiem. Mogła nie być tego świadoma, jednak Harold naprawdę nie czuł się w jego towarzystwie komfortowo. Nie znał się na dzieciach i nie wiedział, czego jej syn mógłby doszukiwać się w tym spotkaniu. Może był do tego przyzwyczajony i wiedział, że cokolwiek łączyło tę dwójkę, nie było niczym na poważnie, a może już teraz miał zacząć snuć plany dotyczące tego, że zostaną rodziną.
Ta druga opcja, jak łatwo się domyślić, w ogóle nie wchodziła w grę.
Nie uciekł jednak od razu. Pomimo tego, iż zyskał szansę odwrotu, nie dźwignął się z miejsca natychmiast, aby czym prędzej udać się w stronę wyjścia. Choć do niczego nie był zobowiązany, nie chciał chyba dać jej odczuć tego, że zrobiła coś ź l e. Nie było tak, a sytuacji, w której się znaleźli, zawinili oboje. To jednak nie mogło się powtórzyć.
Czerwona lampka z tyłu jego głowy nie przygasła, ale mimo to nie sprawiła, że zapragnął się odsunąć. Pozwolił jej zbliżyć się do siebie, a sam spojrzenie zawiesił na jej oczach. Nie wykonał żadnego gestu, nie sięgnął po jej bliskość, ponieważ z tyłu głowy cały czas miał myśl o tym, że w każdej chwili wrócić mógł do nich jej syn.
Jak widać, na Harolda działał niczym najskuteczniejsza blokada.
Wykrzywił usta w uśmiechu, a później nieznacznie pokiwał głową. Miała rację. Nie tak wyglądał plan na dzisiejszy poranek, który Carnegie powinien był spędzić we własnym domu. Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli, po raz pierwszy dając też mu powód, aby nieco więcej myśli poświęcić ich sytuacji. Nie mógł przecież pozwolić na to, aby reszta jeszcze bardziej się skomplikowała.
Odwzajemnił czułość, którą mu zaoferowała, ale kiedy odsunęła się nieznacznie, jego myśli pracowały już na zwiększonych obrotach. Czy nie była to przypadkiem kolejna zmiana, która zaszła w ich relacji? W ten sposób też przecież n i g d y go jeszcze nie całowała.
Przytłoczony tym spostrzeżeniem dźwignął się w końcu z miejsca. — Będę miał w tym tygodniu trochę pracy. Obiecałem Lance’owi, że w końcu domkniemy sprawy z obsadzeniem recepcji — przyznał, nie kłamiąc zresztą tak do końca. Prawdą było jednak również to, że posłużył się tym jako wymówką, aby dać sobie nieco czasu na to, by przeanalizować wszystko to, co dziś w jego odczuciu odbiegało od normy.
Zadzwonię — obiecał jednak i tym razem to on pochylił się w jej stronę, aby przelotnie musnąć jej czoło ustami. Dopiero po tym wycofał się i zebrał swoje rzeczy, aby udać się do wyjścia. Nie czekał na powrót jej syna. Prawdę powiedziawszy wolał zniknąć, zanim ten znów by się pojawił.
zt.
Eve Fitzgerald
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
ODPOWIEDZ

Wróć do „#10”