
ma prawo jazdy od 18 roku życia i prowadzi bardzo dobrze — spokojnie, przewidywalnie, niemal podręcznikowo. Nigdy nie dostał mandatu.
gotowanie to jedna z jego mocniejszych stron — pod warunkiem, że ma przepis.
ma bardzo dobrą pamięć do szczegółów. Zapamiętuje daty, drobne fakty z rozmów, układ pomieszczeń.
ma tendencję do analizowania zamiast przeżywania.
nie umie tańczyć w klasycznym sensie; jeśli już musi, porusza się sztywno i z wyraźnym dyskomfortem.
Pierwszą powieść napisał w wieku dwudziestu czterech lat, pracując jeszcze dorywczo w księgarni. Została niemal niezauważona. Druga – podobnie. Dopiero trzecia, początek serii, przyniosła mu rozpoznawalność. Czytelnicy cenili go za spokój narracji i bohaterów, którzy nie krzyczeli, nie dramatyzowali, tylko powoli rozumieli świat. Krytycy nazywali to „introwertyczną precyzją”. Jego żona – „brakiem życia”.
Poznali się jeszcze przed jego sukcesem. Była jego przeciwieństwem: spontaniczna, głośna, lubiąca ludzi i chaos. Na początku ich różnice wydawały się komplementarne. Ona wyciągała go z domu, on dawał jej poczucie stabilności. Przez lata wypracowali rytuały: niedzielne śniadania w tym samym miejscu, wspólne oglądanie tych samych filmów, wakacje planowane z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem. On nazywał to harmonią. Ona – stagnacją.
Sukces przyszedł niespodziewanie. Jego seria powieści, początkowo niszowa, zyskała rozgłos na tyle duży, że razem z żoną zdecydowali się na przeprowadzkę do Toronto. Tam kupili dom – symbol wszystkiego, co miało być trwałe: kariery, małżeństwa, przyszłości.
– Jesteś jak instrukcja obsługi tostera, Denver – usłyszał w głowie głos Clary. To były jej ostatnie słowa przed zatrzaśnięciem drzwi wejściowych dwa lata temu. – Bezpieczny, przewidywalny i śmiertelnie nudny. Potrzebuję życia, które nie jest rozpisane w Excelu.
W Kolorado, skąd pochodził, męskość mierzyło się liczbą blizn i zdartych butów trekkingowych. On jednak zawsze wolał architekturę zdań od architektury gór. Kiedy jego seria thrillerów „Cień Górzysty” odniosła sukces, zgodził się na wszystko, czego chciała Clara. Toronto? Jasne. Dom w Don Mills za dwa miliony dolarów? Proszę bardzo. Stał się pisarzem z katalogu – nosił kaszmirowe swetry, pił rzemieślniczy gin i kosił trawnik w każdą sobotę o 10:00. Miał trzydzieści lat, kiedy jego życie rozpadło się w sposób niemal banalny – a przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. To właśnie w tym domu usłyszał, że jest „nudny”. Że brakuje mu spontaniczności, że nie potrafi bawić się życiem. Przyjął to niemal ze spokojem, który zawsze go definiował. Dopiero później odkrył prawdę – że jego żona nie odeszła z powodu jego charakteru, lecz dlatego, że była w ciąży z innym mężczyzną. Ta wiedza przyszła za późno, by coś naprawić, ale wystarczająco wcześnie, by zmienić sposób, w jaki patrzył na własne życie.
Dziś nadal mieszka w Toronto, w domu, który nagle stał się zbyt duży. Pracuje nad nową książką – najbardziej osobistą ze wszystkich. To opowieść o człowieku, którego uznano za nudnego, choć w rzeczywistości był po prostu przewidywalny w świecie, który nagradza chaos. Pisze powoli, z przerwami, jakby każde zdanie musiało przejść przez filtr straty.
Nie jest już tym samym człowiekiem, który przyjechał tu z Kolorado, ale wciąż nie jest też kimś zupełnie innym. I być może właśnie w tej niejednoznaczności kryje się jego najlepsza historia.
– Ma w telefonie notatkę zatytułowaną „zdania, których nie powiedział”, do której dopisuje rzeczy, które przyszły mu do głowy… za późno.
— Nie lubi niespodzianek, ale raz zorganizował żonie spontaniczny wyjazd — planował go przez trzy miesiące.
– Nigdy nie ogląda swoich wywiadów ani nie czyta recenzji do końca. Zatrzymuje się w połowie, kiedy zaczyna czuć, że opinia zaczyna na niego wpływać.
— Potrafi rozpoznać książkę po zapachu papieru i druku — twierdzi, że starsze wydania „brzmią ciszej”.
– Ma zwyczaj zostawiania pustej strony na końcu każdego zeszytu „na coś ważnego”, którego nigdy nie zapisuje.
– Jego pierwsza powieść została odrzucona przez 17 wydawnictw. Do dziś ma wszystkie maile zapisane w osobnym folderze.
— Kiedy się stresuje, poprawia rzeczy, które są już poprawne — przesuwa kubek, wyrównuje stos kartek, prostuje coś, co i tak jest proste.
– Nie znosi rozmów telefonicznych. Jeśli tylko może, wybiera wiadomości tekstowe, bo dają mu czas na odpowiedź.
– Zna na pamięć pierwsze zdania wszystkich swoich książek, ale ma problem z przypomnieniem sobie ich zakończeń.
– Po odejściu żony przez kilka tygodni spał po jej stronie łóżka, jakby próbował sprawdzić, czy to coś zmienia.
– Ma jeden kubek, którego używa tylko w dni, kiedy pisanie idzie wyjątkowo źle.
– Nigdy nie wyrzucił żadnego ze swoich zeszytów z notatkami — nawet tych, których się wstydzi.
