34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jak powiedziała to głośno to faktycznie brzmiało kompletnie absurdalnie. Z drugiej strony przecież prawnikiem mogłem być wszędzie, przyjaciele mieliby metę w stolicy, a mieszkanie zawsze mogłem zostawić Peach, albo ostatecznie wynająć innemu ziomeczkowi, dodatkowy dochód zawsze na plus. Poza tym Wendy nawet sobie nie zdaje sprawy jak groźna potrafi być Kovalski przy śmietniku, ostatnim razem jak się tam spotkaliśmy to rzuciła mi w twarz zużytą gumką. Fuj. Krzywię się na tamto wspomnienie i nawet otwieram usta, żeby jej opowiedzieć, ale zanim zdążą ułożyć się w słowa, to dochodzi do mnie klaskanie, na co oczywiście mina rzednie mi jeszcze bardziej - No ale jedyny sensowny! - bronię się. Sensowny w chuj, więcej sensu miały chyba tylko prognozy pogody z fusów po kawie albo krzyczenie na wifi żeby działało szybciej. Wbijam w nią spojrzenie, słuchając uważnie. Bardzo, ale to bardzo nie chcę przyznawać, że ma rację, chociaż miała ją niezaprzeczalnie. To przecież nie mogło się udać. Milczę, z trudem przyjmując słowa prawdy, więc ponownie wzdycham głośno, po czym upijam jeszcze kilka łyków wina, to niebezpiecznie zbliża się do końca - Oczywiście, że może być gorzej, może mnie nienawidzić ze świadomością, że ja jej nie nienawidzę - lepiej było jak obydwoje mieliśmy siebie nawzajem za najgorszych wrogów, jakoś prościej się wtedy żyło - A ty byś chciała żeby Twój wróg miał na ciebie takiego haka? Przecież to można wykorzystać - co prawda jeszcze nie wiem jak do końca, ale na pewno można było, a ja się już niejednokrotnie zdążyłem przekonać, że Lotta bywa nieobliczalna. I szalona. I sam nie wiem co właściwie kręciło mnie bardziej - Godzien wyśmiania? Jakoś mnie to nie przekonuje - przyznaję. Szczerze to już bym chyba wolał żeby jednak przywaliła, to jeszcze dało się znieść, nawet jeśli tamten policzek wymierzony za rogiem rezydencji przy York Mills zdecydowanie bardziej bolał mnie mentalnie niż fizycznie. Niemniej wciąż mniej niż wizja odrzucenia, która wydawała się nad wyraz realna, jeśli tylko skorzystałbym z rad Wendy - Dobra, dobra, tak zrobię - zapewniam, chociaż wcale nie mam zamiaru. W planach raczej przejechanie palcem po globusie by los zdecydował za mnie, na której dzikiej plaży powinienem się ukryć. Co najmniej dwa tygodnie, a potem się zobaczy. Potem to właściwie problem mnie z przyszłości, więc po co się przejmować? Przysuwam się bliżej do Gardner i wsuwam jej dłoń pod rękę, coby się lekko przytulić, opieram głowę na dziewczęcym ramieniu - A jak u ciebie? Wszystko w porządku? - pytam, bo chyba już nie chcę rozmawiać o sobie. Lepszych rad i tak nie usłyszę, z tych nie skorzystam, nie dlatego, że były złe, raczej dlatego, że odważny lew zamienił się w tchórzliwe kocię.

Wendy Gardner
twoja stara
???
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obydwoje wiemy, że tego nie zrobisz — przyznała słysząc jego zapewnienie, przewracając jednocześnie oczami, ale jedyne co mogła zrobić, to przedstawić mu swój punkt widzenia, a potem wspierać go bez względu na to, czy jej posłucha, czy też nie. Bo tak to już z nimi było, że wysłuchiwali się wzajemnie, doradzali sobie wzajemnie, a potem i tak postępowali po swojemu, by koniec końców trwać przy sobie, bez względu na to co się wydarzy. Był jej przyjacielem i zawsze mógł na niej polegać, tak jak ona wiedziała, że może na niego liczyć. Zawsze. I chyba wiedział o niej więcej niż ktokolwiek.
Kiedy sie przytulił oparła swoją głowę o jego i westchnęła ciężko. Jego pytanie zawisło w powietrzu, a ona nie była pewna, czy chce mówić o tym, co jako pierwsze przyszło jej do głowy. Mówienie o tym na głos sprawiało, że stawało się to wszystko zbyt realne, a wtedy mechanizmy jej wyparcia nie pracują już tak sprawnie. Jednak William był jedyną osobą, przy której nie musiała niczego udawać, bo podobnie jak ona miał skłonność do niekiedy nieodpowiednich decyzji, a tym samym nigdy nie czuła się przez niego oceniana.
Co u mnie? — powtórzyła, a jej głos brzmiał teraz jakoś cienko. — U mnie trwa właśnie festiwal hipokryzji, Will… co tu dużo mówić — wyznała kradnąc butelkę, w której już nie zostało zbyt wiele wina. Upiła łyka i po chwili ciszy wyznała. — Bo… ja siedzę tutaj i rugam ciebie za tchórzostwo, podczas gdy sama jestem mistrzynią świata w udawaniu, że nie pamiętam rzeczy, które śnią mi się co drugą noc — wyznała wzdrygając się lekko, choć wcale nie było jej zimno. Wciąż czuła jeszcze na policzkach tamto parzące gorąco, które biło od Petera, gdy leżała na nim, uwięziona między lodem a jego klatką piersiową… ale to chyba był sen. Wypiła wtedy tak wiele, że połowy rzeczy nie pamięta, a jednak ta scena nawiedza ją w snach i miesza jej w głowie od ich kebabowego starcia.
Prychnęła cicho pod nosem, jakby chciała zrugać samą siebie. Absurdalne było to, że siedzieli sobie na dziecięcej wieży we dwoje, niby dorośli - on prawnik, ona przedszkolanka - i udawali, że mają jakąkolwiek kontrolę nad swoimi sercami.
Wiesz, że on mi zaczął nawijać o chińskim nowym roku i zmianach, a ja zamiast udawać, że tego nie słyszę to ja… ja zaproponowałam mu, żeby sobie z Kristin mieszkanie obok mnie obejrzeli, bo podobno szukają — zaczęła zupełnie bez ładu i składu, od dupy strony, bo kontynuowała swoje myśli, a nie historię wypowiadaną na głos, więc nawet nie zdziwiłaby się, gdyby nie miał pojęcia o czym mówi. — Rozumiesz to? Sama mu to, kurwa, zasugerowałam — westchnęła bezradnie. — Chiński rok ssie, wielkie zmiany też są do bani. Pewnie się wprowadzą razem do jakiegoś mieszkania, kupi jej pierścionek, a ja zostanę starą dobrą przyjaciółką, do której wpada się na ananasową wódkę, gdy dorosłość ssie, i która może sobie cmoknąć zbyt blisko ust na pożegnanie, bo jest tylko pijaną Wendy — a ona chyba nie tego chciała. I prawie się zapowietrzyła jak szybko to wszystko mówiła wraz z narastającym napięciem w jej głosie. Podniosła głowę, patrząc na Williama z mieszanką przerażenia i ironii. No tak, zapomniała wspomnieć, że chodzi o Petera.

William N. Patel-Noriega
winniethepooh91
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Cisza, która następuje po moim pytaniu wydaje się być bardzo wymowna. Wiem już, że nic nie jest w porządku i czekam aż zacznie mówić i wcale nie muszę czekać długo, bo już po chwili się odzywa, a ten ton tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że chyba obydwoje potrzebowaliśmy tego spotkania - Festiwal hipokryzji? - powtarzam po niej, podskórnie czuję, że zaraz spuści na mnie prawdziwą bombę i obruszam się w tym samym momencie co Wendy - A co ci się śni? - dopytuję. Mnie na przykład śnią się czasem tamte pełne usta w bardzo nieprzyzwoitych sytuacjach, potem od rana chodzę na wkurwie, bo fleszbeki nawiedzają mnie w bardzo losowych momentach w ciągu dnia. Tak jak teraz, na co znowu się lekko obruszam. To pewnie będzie podobny problem. Mówi dalej i nawet nie śmiem jej przerywać, bo wiem jak to działa - niektóre niewygodne myśli trzeba było wypluć bardzo szybko, żeby nie mieć czasu na żadne refleksje typu na pewno powinienem to powiedzieć? Z Kristin? No to mogę już zacząć podejrzewać o kogo chodzi, bo akurat znałem Kristin, z jej bratem Galenem kumplowaliśmy się od dziecka właściwie, co prawda jego siostra wyjechała w pewnym momencie gdzieś do Europy i chyba do tej pory się do siebie nie odzywali, ale czasem jak nie mogłem spać to oglądałem jej reportaże w porannym paśmie i myślałem sobie wtedy - ta Kristin wyrosła na całkiem niezłą laskę. Także od Galena wiedziałem, że ma chłopaka Petera, który to jest także bliskim przyjacielem siedzącej obok mnie Wendy - Mówimy o Peterze, tak? - upewniam się, żeby nie zostawiać żadnych niedomówień, a potem wbijam w nią spojrzenie i wzdycham ciężko - Wiesz co powinnaś zrobić, prawda? Iść i powiedzieć mu jak jest, ale wiesz co? Coś mi mówi, że wcale tego nie zrobisz to może jednak obydwoje powinniśmy jeszcze raz rozważyć przeprowadzkę do Ottawy? - parskam gorzkim śmiechem, bo to właściwie wydaje się absurdalne - A jeśli się nie przyznasz to z doświadczenia powiem ci jedno - nie pozwól mu się wprowadzić do sąsiedztwa, bo będzie tylko gorzej - kiwam głową - Co cię tak wzięło? Kiedy? Myślałem, że się po prostu kumplujecie - chociaż pewnie bardzo łatwo zakochać się w przyjacielu, skoro na własnej skórze wiedziałem, że można nawet we wrogu. Z drugiej strony bardzo trudno, bo weźmy na przykład mnie i Wendy. Szczerze nie wyobrażałem sobie by mogło być między nami cokolwiek romantycznego, nawet te chwile bliskości jak kiedy ją łapię za rękę albo się lekko przytulam są całkowicie pozbawione intymnego napięcia. Człowiek to była jednak w chuj skomplikowana istota, co jeden to tak bardzo różny.

Wendy Gardner
twoja stara
???
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lepiej nie pytaj — wyrzuciła z siebie odruchowo, choć to nie tak, że śniły się jej jakieś nieprzyzwoite fantazję z Peterem w tle i nie wypadało się tym dzielić z kimkolwiek. Ona po prostu wstydziła się tego, jak bardzo szczęśliwa była w tych snach, taka spokojna i na właściwym miejscu. Jak wtedy, kiedy leżeli razem na chodniku pokrytym lodem… To było takie… ugh, upokarzające – dorosła kobieta w cekinach, czująca ciepło faceta, który należał do kogoś innego. Często śnił się jej ten lód, ale jak na złość w jej snach nie był on zimny. I w jej snach żadna Kristin nie istniała, a jak była to robiła za postać w tle jakiegoś reportażu, który oglądali leżąc na podłodze tego mieszkania, które im zaproponowała. A najgorsze były te sny, kiedy on przestawał być tym młodszym kumplem Peterem, a stawał się taki dojrzały i patrzył na nią swoim dorosłym spojrzeniem i nachylał się i… zawsze wtedy się budziła. Zawsze sekundę przed pocałunkiem. Więc tak, czuła się żałośnie. Siedziała obok Williama niczym wielka doradczyni, a tak naprawdę to prędzej doradczyni od siedmiu boleści i czuła się jak jakaś nieporadna zwierzyna wypchnięta na drogę prosto pod koła pędzącej ciężarówki z napisem „Przeprowadzka Petera i Kristin” co to jeszcze macha gorliwie do kierowcy, by wcisnął gaz do dechy. Uderz, przejedź, zmiażdż!!!
No tak, sama im to zaproponowała. Dlaczego? A no może dlatego, że bycie tylko przyjaciółką z sąsiedztwa wydawało się lepsze niż niebycie w jego dorosłym i poukładanym życiu.
Tak, o Peterze — potwierdziła nieśmiało wbijając wzrok w swoje buty. — I choć Ottawa zaczyna brzmieć w mojej głowie całkiem logicznie to ja jednak nie wyjadę, bo jestem emocjonalną masochistką. Zostanę i będę obserwować jak wnosi jej walizki do sąsiedniego mieszkania, a potem będę płakać wam przez telefon po dwóch lampkach wina, które uderzą mi do głowy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej — też brzmiało jak plan. Genialny plan, doprawdy.
A może tak naprawdę nie była masochistką, przecież zawsze szła w wyparcie jak już coś...
Może jeszcze wciąż liczyła, że coś się zmieni, że jest dla nich jakaś nadzieja.
Co cię tak wzięło?
Wzruszyła bezradnie ramionami, na tyle ją było stać. — Nie wiem, nie planowałam tego, a już na pewno nie obudziłam się nagle stwierdzając: Hej Wendy, wiesz co byłoby super? Jakbyś zakochała się w swoim kumplu, co to jest od ciebie młodszy, a ma bardziej poukładane życie niż ty i całkiem fajną dziewczynę — dostawała zgagi na samą myśl o tym jaka jest niepoważna. — Nie wiem kiedy to się stało, ale stało się i na pewno nie powiem mu jak jest bo to jak jest brzmi strasznie żałośnie. Zamiast tego pozwolę mu się wprowadzić. Będę najlepszą sąsiadką na świecie. Będę pożyczać im cukier i uśmiechać się do Kristin, dopóki mi twarz nie zdrętwieje… — spojrzała na Williama, uśmiechając się blado w głębi ciesząc się, że ma jego oraz, że im coś równie absurdalnego nie grozi. Na szczęście!

William N. Patel-Noriega
winniethepooh91
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wzdycham głośno kiedy potwierdza moją teorię i słucham uważnie jej słów, ale na usta ciśnie mi się tylko jeden komentarz, w dodatku taki, który pewnie jej się nie spodoba - Brzmi chujowo - wyciągam papierosy żeby przepalić te informacje - A co ci strzeliło do głowy żeby mu proponować wprowadzkę do sąsiedztwa? Jeszcze z dziewczyną? Ja na twoim miejscu złapałbym ich przy oglądaniu i próbował obrzydzić to mieszkanie, wiesz, zawsze można coś wymyślić, że dzieci pod oknami są strasznie głośne, albo jak za dużo popada to wypierdala rury? Albo że sąsiad z góry robi wielkie imprezy? Co by mogło ich odstraszyć? - zastanawiam się, powoli popalając papierosa. Może to nie brzmi jak najlepsza rada na świecie, ale ja byłem bardziej od załatwiania rzeczy niż rozwiązywania problemów, więc co się dziwić? W tym duecie nie było rozsądnych, nawet jeśli jej rady były zdecydowanie bardziej dojrzałe niż moje - No a myślisz, że on też może coś do ciebie czuć? Ja nie wierzę w przypadki - mówię, po czym milknę na moment, marszcząc brwi w zamyśleniu - To znaczy wierzę, ale chodzi mi o to, że dziwne, że tak nagle dostałaś strzałą Amora skoro przecież znacie się tyle lat, może on też ci zaczął dawać jakieś podświadome sygnały? Myślałaś o tym? - rzucam, odwracając twarz w kierunku Wendy. Znowu rozważam to na naszym przykładzie - teraz nie wydawała mi się pociągająca (z całym szacunkiem do jej pięknej osoby, miłość, która łączyła naszą dwójkę była czysto platoniczna), przynajmniej nie w takim sensie, ale jeśli nagle zaczęłaby uśmiechać się flirciarsko, trzepać zalotnie rzęsami i niby to przypadkiem dotykać mojej dłoni, albo w jakikolwiek sposób wysyłać mi seksualne wibracje to pewnie też bym przepadł - Jest jeszcze jeden sposób żeby sobie ulżyć - wplątać się w jakiś gorący romans, żeby zapomnieć, wiesz, nic zobowiązującego. Załóż tindera i daj kilku facetom w prawo, może trafi się ktoś ciekawy? Albo mam nawet lepszy pomysł, powinniśmy pobujać się razem po barach, mogę zostać twoim skrzydłowym, znajdziemy ci jakiegoś przystojnego fagasa dla chwili zapomnienia, może mnie też? W sumie może by mi się przydała taka jednonocna przygoda?... - nie wiem czemu myślę o tym co by zrobiła Kovalski jakby spotkała mnie z jakąś lafiryndą na klatce? Znając ją to pewnie powiedziałaby tej lasce, że mam kiłę. Albo coś gorszego - Korzystaj póki jeszcze się nie wprowadził, potem może być niezręcznie jak zaczniesz mijać go na klatce w objęciach jakiegoś przypadkowego dżolero, a może do tej pory ci przejdzie? Skoro przyszło nagle to może i nagle odpuści? - wzruszam lekko ramionami. W chuj dużo ryzykownych rad padło właśnie z moich ust. Ale, hej, maniakalne wpadanie w ramiona innych mężczyzn brzmiało przecież znacznie weselej niż użalanie się nad sobą albo co gorsza wyznanie grzechów.

Wendy Gardner
twoja stara
???
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brzmi chujowo? — prychnęła, a śmiech mieszał się z lekką goryczą, bo naprawdę czuła się przytłoczona uczuciami i bałaganem, który sobie sama zrobiła, ale dzielnie słuchała tych wszystkich jego propozycji z obrzydzeniem mieszkania jednocześnie zastanawiając się jak doszło do tego, że z pocieszania jego przeszli do pocieszania jej. — A to obrzydzenie mieszkania… — zaczęła rozważając w myślach te wszystkie strzelające rury i głośnych sąsiadów, jednocześnie czując całą sobą, że nie dźwignie tej wizji. Pokiwała głową przecząco na znak, że to nie przejdzie. — Ja mu to miejsce tak zachwalałam, jakbym miała dostać prowizję od sprzedaży! Jak nagle zacznę twierdzić, że w piwnicy straszy, a z kranu leci gnojówka to się totalnie połapie. On i tak wie kiedy zaczynam kłamać, zna moje kłamliwe tiki lepiej niż ja — dziwne, że tych miłosnych jeszcze nie wyłapał. — Wyjdę na wariatkę — a raczej skończy jak wariatka, jeśli pozwoli się mu tam wprowadzić, ale to tylko drobny szczegół.
Gdy Will zasugerował, że Peter może coś do niej czuć przez moment poczuła jak serce jej zamiera. Rozważała to w swoich myślach niejednokrotnie, często wracając do chwili, kiedy trzymał ją na lodzie i tak miło na nią patrzył, ale szybko też sprowadzała się na ziemię. Peter miał Kristin, która była częścią jego dorosłego planu i codzienności, a Wendy była tylko tą szaloną przyjaciółką, którą spotyka się nad ranem pod budką z kebabem po całonocnym melanżu albo zabiera na randomowe city brejki. Łatwiej było wypierać taką możliwość, niż brać pod uwagę. W wypieraniu była dobra, na tyle, że jak wróci z tego spotkania i odpali swoje mechanizmy to naprawdę zepchnie to na bok, by uderzyło w nią w randomowym momencie i tak w kółko.
Błagam cię, że niby coś czuje? To niemożliwe, po prostu n i e m o ż l i w e. Ma plan, ma Kristin, jest poukładany, a ja choć starsza to… sam widzisz. Poza tym to i tak samo w sobie jest niepoważne, ja mam trzydzieści cztery lata, a jemu niewiele brakuje by dzieliła nas dekada. Nie wiem co ja sobie myślałam w ogóle. Nie ma sensu się łudzić, by na koniec zaliczyć spektakularne rozczarowanie. I tak ledwo zipię… — wyznała wzdychając ciężko spoglądając na przyjaciela i uśmiechając się delikatnie bo w całym tym bałaganie wciąż miała nie oceniającego jej Williama, który może nie ma magicznych rozwiązań na jej bolączki ale przynajmniej szuka jakiegokolwiek sposobu.
W sumie to mam Tindera — odparła niepewnie, a przecież miała go w jednym paluszku, ale tinder miał taką wadę, że żaden dżolero nie był Peterem. Pomimo tego przytaknęła na propozycję Willa. — Ale z tym skrzydłowym chyba nawet bardziej się mi podoba — wyznała szturchając go lekko w bok, bo to brzmiało jak klasyczna Gardner - zagłuszanie bólu hałasem, nowymi ludźmi i jednonocnymi przygodami. — Musimy iść w tango Will, muszę spróbować wszystkich metod zanim ogłoszę upadłość i ucieknę do Ottawy. Powiedz mi tylko kiedy i gdzie and I'll be there.

:william: Be my wingman, Will.
winniethepooh91
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Hmmm - marszczę brwi, wolną dłonią drapiąc się po brodzie w wyrazie niemego zamyślenia - No to dno, zostało trzymać kciuki żeby jednak znaleźli coś innego - wzdycham, bo nie miałem więcej złotych rad w tym temacie niestety. Ewentualne składanie ofiar do bogów by jednak nie pozwolili mu się tam wprowadzić raczej nie wchodziło w grę, poza tym brzmiało tak głupkowato, że postanawiam nawet nie dzielić się tą myślą z przyjaciółką - No wiesz, to że ktoś ma dziewczynę i plany nie znaczy, że nie może ich zmienić - wzruszam ramionami - Życie bywa przewrotne - i doskonale o tym wiemy, wystarczy spojrzeć na nas, jak przewrotnie traktuje nas ostatnio życie - Przecież wiek nie ma znaczenia, obydwoje jesteście pełnoletni, dorośli, on nie ma dwudziestu lat tylko ile? Dwadzieścia pięć? W takim momencie różnica się zaciera, zobacz, DiCaprio ma już z pięćdziesiąt a wybiera tylko dwudziestolatki - śmieję się, szturchając ją lekko w bok, tak dla pocieszenia - Chciałbym ci powiedzieć nie łam się i żeby wszystkie troski nagle zniknęły, ale to niestety niemożliwe, obydwoje jesteśmy w dupie - chociaż możliwość pośredniego uczestnictwa w jej problemach trochę odciągnęła moje myśli od własnych, które niestety wróciły znienacka właśnie teraz. Znowu wzdycham przeciągle, po czym z braku laku łapię za to ohydne piwo, które gdzieś tu stoi i się wygazowuje i upijam kilka dużych łyków. Nadal obrzydliwe. Podaję puszkę Wendy - Za nasze skurwiałe życia uczuciowe - chyba tylko to nam zostało, wznoszenie toastów równie słabych co to, co dzieje się w naszych sercach - Masz tindera? To pokaż profil - ocenię, może coś podpowiem - Dawaj, poprzesuwamy trochę w prawo, ciekawe czy mnie wyłapie z okolicy - ja akurat regularnie korzystałem z aplikacji randkowych, chociaż nie szukałem relacji tylko krótkich epizodów dla zaspokajania najbardziej prymitywnych potrzeb, ale przecież po to stworzono takiego tindera, czyż nie? Śmieję się na jej reakcje, kiedy i ona szturcha mnie łokciem - No kurwa, mnie nie trzeba dwa razy powtarzać. Jak do weekendu nie wyjadę na drugi koniec świata to idziemy w tango, znajdziemy ci takiego przystojniaka, że Peter przy nim to będzie jakieś marne dwa na dziesięć. A tamten o taki - dla potwierdzenia składam palce i cmokam w nie, żeby jej zobrazować, że takie cacuszko jej przygruchamy albo nie nazywam się William Nicolas Patel - Zapomnisz o Peterze raz-dwa, zaraz będzie Peter kto? - chciałbym żeby to było takie proste i żebym mógł tak łatwo zapomnieć o swojej upiornej sąsiadce, ale to byłoby możliwe chyba tylko wtedy, jeśli ktoś przywaliłby mi młotkiem w łeb.

Wendy Gardner
twoja stara
???
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła lekko nos wyraźnie niepocieszona, gdy usłyszała słowa przyjaciela. — Dno? — uniosła lekko brew nie wiedząc czy się śmiać czy może jednak zapłakać, ale jedno na pewno cisnęło się jej na usta. — Jest dno, piętnaście metrów błota… i dopiero gdzieś tam ja, na samym dole i to na własne życzenie — wykopała sobie ten dołek propozycją mieszkania po sąsiedzku i zakopała się ziemią tym pierdyliardem zachwalań jak to będzie super móc pożyczać od siebie cukier.
No ale trudno — wzruszyła bezradnie ramionami oddając sprawy w ręce losu, a jak wiadomo ten nigdy nie był dla niej zbyt łaskawy. Pogodziła się ze swoją sromotną klęską, bo jej życie to ciąg niefortunnych zdarzeń więc tym razem nie mogłoby być inaczej.
Moje to bywa zbyt przewrotne — zaśmiała się się cicho, ale szybko znów na jej twarzy pojawił się grymas. — Wiesz…Peter jest poukładany i lojalny — przynajmniej w to wierzyła, nie miała bladego pojęcia, że nie do końca tak jest — taki złoty chłopiec, a ja to ja — no w tym zestawieniu nie miała o sobie zbyt wielkiego mniemania, ona nie miała go wcale. Czuła, że wlecze za sobą bagaż rozczarowań, zapchaną szafę i tendencję do wypierania, choć to akurat ostatnio jej nie wychodzi. — Wiek sam w sobie może nie ma znaczenia, ale reszta już tak — a teraz nie była pewna kto w tej relacji jest większym dzieckiem.
Pomimo dołujących rozważań spojrzała na Williama z wdzięcznością, której nie potrafiła ubrać w słowa, ale ta ich wspólna dupa sprawiała, że nie czuła się w tym beznadziejstwie samotna i smutna. Miała swojego kompana i było tak jakoś raźniej. — Piękny toast, Will — przytaknęła, a kąciki jej ust znów drgnęły w uśmiechu. Przejęła puszkę i upiła łyka choć smak w dalszym ciągu nie powalał, ale z braku laku dobre było i to. — A to piwo… Smakuje dokładnie tak, jak moje ostatnie decyzje życiowe. Wybitnie chujowo — ale najwyraźniej się tym nie przejęła i raz jeszcze upiła łyka krzywiąc się już przy tym trochę mniej. I nawet zaśmiała się na to Williamowe peter kto?No to jesteśmy umówieni — przytaknęła wiedząc, że na niego zawsze może liczyć.
Aaa jeśli chodzi o tego tindera — zaczęła sięgając po telefon i wyciągając go kliknęła kilka razy w ekran, by w końcu przekazać mu telefon, a na wyświetlaczu mógł zobaczyć jej profil na portalu. Zdjęcie profilowe miała w niebieskiej peruce, zrobione na jakimś festiwalu, a na twarzy miała tyle brokatu, że wyglądała jak Culllen skąpany w promieniach słonecznych.
Spoiler
Obrazek
W ręku trzymała watę cukrową, pod pachą pluszowego misia, a za tło robiła jej karuzela. Była chodzącą definicją zabawy i nic tutaj nie zapowiadało poważnej relacji, ale to dobrze, bo takowej nie planowała. W jej opisie widniał tylko tekst:
Disco nie umarło, to wy umarliście w środku 🪩
Tylko bez oceniania! A teraz przesuwajmy — ponagliła, by zobaczyć kto się pojawi w propozycjach, ale los sobie z niej zakpił już na starcie. Jej oczom ukazał się dwudziestoczteroletni Chad, a jego opis...
Ice is life 🏒
...wyrażał więcej niż tysiąc słów. Choć zdjęcia miał ładne, a Wendy miała niebywałą słabość do dobrze zbudowanych mężczyzn, to jednak wolałaby odpuścić sobie typów związanych z hokejem z wiadomych powodów. — Nie no Will błagam, tylko nie hokeista. To jakaś klątwa algorytmu czy co… przewijaj dalej — poleciła opierając głowę na jego ramieniu i obserwując co dalej.


Obrazek
winniethepooh91
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wzdycham tylko i obejmuję ją jedną ręką, coby krótko cmoknąć gdzieś w okolicach skroni, dając tym samym wyraz niemego pocieszenia. Nie powiem, że wszystko będzie dobrze, bo to tylko takie frazesy powtarzane przez wieki dla odwrócenia uwagi, kiedy to potem się okazywało, że wcale nie było dobrze. Chociaż kłamstwo było wpisane w moją naturę właściwie od pokoleń, to jakoś tym razem nie miałem zamiaru nawijać jej makaronu na uszy. Czasem lepiej po prostu zrozumieć na jakim dnie się jest, żeby móc się od niego odbić - Złoty chłopiec? - powtarzam, unosząc nieznacznie jedną brew - A ty to ty, tak? Ty też jesteś złota dziewczyna, Boże, Wendy, gdybym miał wymienić wszystkie twoje zalety to nie starczyłoby mi życia - uśmiecham się. Też była lojalna, nie zliczę ile razy to udowodniła, a dzisiejsze spotkanie było tylko kolejnym dowodem. Inteligentna, wrażliwa, zabawna, empatyczna, do tańca i do różańca i do picia paskudnego piwa na zamku na placu zabaw. Zasługiwała na wszystko co najlepsze, tylko szkoda, że swoje uczucia ulokowała w kimś, kogo nie mogla mieć. Ale i na to coś zaradzimy. Wzruszam ramionami, ale nic nie mówię, tylko pozwalam sobie na jeszcze jedno głośne westchnięcie - Akurat w toastach jestem niezły - mam wieloletnie doświadczenie - Moje też - uśmiecham się, otwierając jeszcze jedną puszkę, by upić z niej kilka łyków. Po prostu dramat za dramatem, ale co mogliśmy zrobić? Chyba tylko się spiąć i spróbować jakoś żyć dalej. Kiwam głową na potwierdzenie - jesteśmy umówieni. Odbieram od niej telefon i patrzę w ekran, a to co widzę sprawia, że w pierwszej chwili unoszę wysoko obie brwi, później parskam śmiechem, przesuwając wzrokiem po opisie - O kurwa, haha, zajebiste, dałbym ci w prawo - przyznaję, zgodnie zresztą z prawdą - Profil 10/10 - kiwam jeszcze łbem z uznaniem, ostatni raz przyglądając się zdjęciu, a potem zaczynamy obczajać facetów. Na pierwszy ogień leci hokeista i ja również lekko się krzywię, choć przeglądam fotki - Niezły, ale dobra, w lewo - tego odrzucamy. Potem na ekranie pojawia się jakiś nerdzik w wielkich okularach, pisze, że lubi gry wideo, pizzę i swojego psa. Faktycznie drugą fotkę ma z buldogiem. Szuka niepoważnych relacji i dobrej zabawy, a poza tym ma już dwa bilety na Comic Con, które wygrał w internetowym konkursie i chętnie kogoś zabierze. Obczajam kolejne zdjęcie, gdzie pozuje w stroju Spidermana - A ten? Podoba ci się? - pytam, w sumie jak dla mnie całkiem spoko, mógł być miłym facetem. Daję w prawo. Potem, czego zresztą można było się spodziewać skoro siedzieliśmy obok siebie, wyskakuje mój profil, na co parskam śmiechem i pokazuję Wendy - O, a zobacz kto to - mam tylko jedno zdjęcie z jakimś imprezy, na nosie okulary w kształcie serc, w jednej dłoni kolorowy drink, a między palcami drugiej skręt :william: Opis brzmiał Ruchasz się czy trzeba z tobą pisać??? a niżej 🍀🍹🎸👅 co to ma znaczyć to już zostawiam do dowolnej interpretacji - W sumie tak patrząc na nasze profile to pasowalibyśmy do siebie - śmieję się. Przesuwam w prawo, żeby przejść do następnego kandydata - O, ten chyba bardziej w twoim typie - bo już na pierwszym zdjęciu widać, że ma ciało greckiego boga. To jakaś fotka z wycieczki, stoi na szczycie góry z rękami uniesionymi wysoko i szerokim uśmiechem na twarzy. Kolejne zdjęcie - leżący gdzieś na plaży i jeszcze jedno ze zbliżeniem na buźkę. Zjeżdżam niżej na opis i czytam na głos - Lubię podróże, więc chętnie wybiorę się z tobą na spontanicznego city breaka. Oprócz tego dobre jedzenie, angielska literatura i kino europejskie. Nie piję i nie palę, w zamian jeżdżę na rowerze. Nie piję i nie palę? - powtarzam - To może zacznie, dajemy w prawo? - pytam, w międzyczasie znowu sięgając po piwo, żeby sobie łyknąć.

Wendy Gardner
twoja stara
???
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor



Wiedziała, że jeśli na kogoś miała liczyć w tym swoim Zwariowanym Świecie Wedny, to właśnie na Williama. Miała przyjaciół, którzy świetnie się odnajdywali w jej rzeczywistości, ale on? On poruszał się w nim z taką gracją, że no naprawdę…Chapeau bas! Aaa przy tym potrafił wyczuć moment, kiedy zamiast kolejnej złotej rady powinien dać jej po prostu poczucie, że nie jest w tym bagnie sama. I właśnie to zrobił w chwili, kiedy ją przytulił i cmoknął w skroń. — Dzięki Will — mruknęła przymykając oczy i pozwalając, by ten pocieszający gest zadziałał jak plaster na ranę. Wiedziała, że William nie będzie nawijał jej makaronu na uszy dlatego, gdy powiedział jej o złotej dziewczynie to naprawde chciała mu uwierzyć. — Czuję się trochę bardziej jak pozłacana, a nie złota ale dobrze wiedzieć, że ty nie widzisz we mnie tylko chodzącej katastrofy — wyznała uśmiechając się przy tym tak wdzięcznie jak tylko potrafiła, choć mieszało się to z grymasem z powodu smaku piwa, które do najlepszych nie należało. Następnym razem jak gdzieś wyjdą wzniosą toast czymś zdecydowanie lepszym. Może winem z Mediolanu, heh. Po tej wycieczce będzie go potrzebowała w dużej ilości.
Cieszyła się, że mogła w końcu komuś o tym powiedzieć, nawet jeśli wcale nie roztaczała się przed nią wspaniała wizja rozwiązanych bolączek, a wręcz przeciwnie, chyba miała jeszcze większy bałagan w myślach. Jednak teraz nie chciała już dłużej o tym myśleć i analizować tego jak słabo ulokowała swoje uczucia. Musiała odwrócić uwagę, potrzebowała jakiegoś… może niekoniecznie Chada, ale innego Tytusa, Romka albo Atomka!
Spojrzała więc na swój telefon w rękach Williama i powoli czuła jak przygnębienie zaczyna być wypierane przez arenalinkę związaną z tinderem. — W sumie lubię w przebieranki — odparła beztrosko wzruszając bezradnie ramionami — buldogi też lubię, a co mi tam! Dawaj tego pająka w prawo — zarządziła radośnie i spoglądała dalej na telefon, ale gdy zobaczyła profil Williama to na moment otwarła szeroko usta, by po chwili wybuchnąć śmiechem. — William! Ty chory człowieku — skwitowała radośnie nie mogąc powstrzymać lekkiego smiechu — Ruchasz się czy trzeba z tobą pisać? Serio?! I to jeszcze z tym skrętem w ręku i miną jakbyś właśnie wygrał życie? Jezu, kocham to! — przytaknęła przyciągając jego rękę z jej telefonem bliżej swojego nosa, bo chciała bliżej przyjrzeć się temu zdjęciu w okularach. Wyglądał na nim tak niepoważnie… jak ona! Aż cieplutko się jej na sercu zrobiło, że ma takiego kompana u boku. Nic dziwnego, ze od razu prztyaknęła na jego słowa. — Oczywiście, że byśmy do siebie pasowali! — szturchnęła go lekko łokciem i machnęła energicznie ręką przed nimi jakby chciała roztoczyć wspaniałą wizję innego świata. — Bylibyśmy najbardziej absurdalną parą w Toronto! Ja ws wojej peruce, ty ze swoim skrętem i w tych radosnych okularach, a ludzie z czystego podziwu do naszego chaosu przechodziłby na drugą stronę ulicy, ale nie czarujmy się, ten świat by tego nie dźwignął… Jesteśmy zbyt dziwacznie fan-ta-sty-czni! W innym uniwersum pewnie rozwalamy system i tam pewnie nie podbiłam ci oka przy grze w butelkę — oznajmiła przechylając głowę nad jego ramieniem jak taki pocieszny kundelek co zagląda na swojego właściciela i uśmiechnęła się wesoło.
Dawaj kolejnego — poleciła i od razu jej oczom ukazało się ciało greckiego boga, a oczy zaświeciły się jej jak pięciozłotówki. — City break? Chętnie, niech mnie zabierze g d z i e k o l w i e k, a to że nie pije? — wzruszyła bezradnie ramionami — Po nocy ze mną zacznie… — obietnica czy groźba? I guess we’ll never know, a raczej Will nigdy się nie dowie. — W prawo, raz się żyje — i wtedy wyskoczył kolejny. Barnaba, lat 30. Na jednym zdjęciu stał w samych lnianych gatkach z rękami skierowanymi do słońca, które notabene chowało się za chmurami ale najwyraźniej to nie miało znaczenia. Na kolejnym medytował na głowie na tle jakiegoś wodospadu, a ona od razu pomyślała, ze na niego najwyraźniej spadły wszystkie łaski równowagi, które jej odebrano. Chyba, ze ta równowaga ukryta jest we wzwodzie, który tez rzucał się w oczy na tym zdjęciu. To by wyjaśniało czemu ma z tym problem... ale najbardziej to ją chyba opis zmartwił.
Żywię się światłem i pozytywną wibracją. Szukam bogini, która pomoże mi otworzyć trzecie oko i nie boi się spać w lesie pod gołym niebem. Jeśli używasz dezodorantu z aluminium – nie pisz. 🌿✨👁️
Will... co to jest to aluminium w dezodorantach? — zapytała bo serio nie bardzo wiedziała o co chodzi. — Poza tym czy typ ogarnia, że tu grasują niedźwiedzie? No ja bym w lesie nie spała chyba jednak… a o to trzecie oko to ja się boje zapytać. Ty też masz trzecie oko? To coś sprośnego w waszym męskim slangu? — dopytała jakby nie była pewna czy na wychowaniu do życia w rodzinie coś przespała, czy co.


👁️ Co z twoim trzecim okiem, Will? 👁️
winniethepooh91
ODPOWIEDZ

Wróć do „High Park Zoo & Jamie Bell Adventure Playground”