Czy reakcję Erica, jaką było ucieszenie się, gdy dotarła do niego wiadomość, że Sher i Oliver zerwali, można było uznać za dość… samolubną? Niestosowną? Wtedy był przekonany, że nigdy więcej nie usłyszy jego imienia, ani nie zobaczy jego
gębytwarzy, a Sher oczywiście pocieszał - mówił jej, iż na pewno znajdzie sobie kogoś lepszego
chociaż najlepszym wyborem byłbym ja. tak właśnie myślał, lecz nigdy nie powiedział tego głośno. Nie chciał, by była smutna, dlatego codziennie wysyłał jej memy na przemian ze śmiesznymi filmikami, jakie mu wyskoczyły podczas scrolowania Instagrama.
Nie spodziewał się jednak, że nagle znowu usłyszy o byłym Winifield i o tym, że zachowywał się jak psychol
A może zawsze był psycholem, tylko zakładał dobrą maskę? bo jednak Eric nie miał zielonego pojęcia, czy typ już wcześniej zachowywał się podejrzanie. Nie śledził go i wiedział tylko tyle, co usłyszał i rozmawiał podczas może... dwóch lub trzech spotkań i to właśnie na ich podstawie, potrafił stwierdzić, że no... to nie był ktoś, z kim poszedłby na piwo.
Ach ta intuicja.
Intuicja.
Stones naprawdę nie potrafił zrozumieć, dlaczego i jaki interes miał psychol (Oliver), by wysyłać absurdalne wiadomości do Sher.
Dlaczego nie potrafił odpuścić i ułożyć sobie życia na nowo? Znaleźć kogoś i po prostu... odwalić się od Sher. pytał Eric samego siebie w myślach, przypominając sobie kryminały które czytał i które oglądał, jakby szukał w nich kogoś podobnego. Nie sądził, by chodziło o pieniądze.
Czy jest możliwe, że czerpał po prostu satysfackję z tego? A może jarało go gdy widział, że Sher się boi? kontynuował monolog w głowie, lecz potem ten buziak jakby go zresetował do ustawień fabrycznych. A przynajmniej na chwilę. I to nie tak, że KAŻDY buziak go peszył, czy powodował taką samą reakcję. To było wyłącznie zarezerwowane dla Sher, bo... choć byli przyjaciółmi, to jednak uczucie, którym ją darzył, nie wygasło całkowicie. Gdzieś tam w środku Erica, ognisko nie zostało całkowicie zgaszone i dopalający się kawałek drewna, nagle jakby rozpalił je na nowo. Wiedział, że nie powinien tak reagować, bo wygląda to dosyć... komicznie - a może nawet żałośnie, bo nie miał nastu lat, tylko dwadzieścia cztery - a w sumie zaraz już dwadzieścia pięć, więc powinien zachować się tak, jak na swój wiek przystało
Chociaż, skoro jeszcze nie uciekła, to chyba nie uznała tego za jakoś bardzo cringe'owe. A może uznała, tylko potrafiła dobrze przykryć taki załamany wyraz twarzy? Nieważne. Nie chciał o tym zbytnio myśleć, bo z automatu przypomniał też sobie słowa ojca, który mówił: Naprawdę zachwycasz się, bo złożyłeś klocki? Może byś przeczytał jakąś książkę, dzięki której się czegoś nauczysz? Musisz się uczyć, ponieważ inaczej nic nie osiągniesz. Oj tak, Eric doskonale pamiętał te słowa, wyraz twarzy wraz z poważnym tonem ojca oraz ogólnie całą sytuację, gdy przyszedł, aby pokazać złożone dzieło. Nie spodziewał się jednak aż tak
miłego feedbacku. Pan Stones choć spojrzał na to, co Eric przyniósł, rzucił pogardliwe spojrzenie, a po sekundzie wrócił do oglądania meczu, bo sport go
relaksował. Nieważne, że potrafił komentować i drzeć się tak, jakby sam był komentatorem. Eric uważał, że zamiast w biznesie, powinien zgłosić się na komentatora
Przynajmniej może częściej byłby w domu... przy mamie. bo to głównie ona chyba najbardziej za nim tęskniła. I widząc tę tęsknotę, Eric rozumiał, że ona naprawdę go kochała.
Podobało mu się, jak Sher powtórzyła, u kogo zostanie na TĘ noc, dlatego posłał jej lekki , a jednocześnie szczery uśmiech.
U
Mnie.
powtórzył ponownie, jakby dwa razy mu nie wystarczyły. Choć nie powiedział tego głośno, tylko właśnie jakby ciszej, bardziej, wolniej, bardziej… subtelnie, choć miał ochotę wykonać taniec radości.
Westchnął natomiast, gdy usłyszał, że to, co powiedział, było uznawane za najgorszy tekst na podryw.
- Sorry, chyba wypadłem z wprawy. - odparł, zastanawiając się nad tekstem, którym mógłby
przykryć tamten żałosny tekst, zapamiętując, by go nigdy więcej nie użyć.
- W takim razie co powiesz na to... muszę wejść z Tobą, żeby Cię łapać, gdybyś się poślizgnęła na śliskim prysznicowym brodziku. - poruszył zabawnie brwiami, choć czy był z siebie zadowolony? Nieszczególnie. No ale
jeżeli Sher się uśmiechnie, to będzie okej. pomyślał, próbując z całych sił nie wyobrażać sobie Sher stojącej pod strumieniem wody. Dobrze, że nie założył bluzy na t-shirt, bo raczej by w niej nie wytrzymał - w t-shircie ledwo dawał radę. Zaczął zastanawiać się, czy nie powinien włączyć wiatrka - choć wpierw musiałby go przynieść z piwnicy.
- Jest to jakiś pomysł. - stwierdził, choć i tak planował zapytać Madoxa o Oliviera, bo skoro i tak się spotkają, to czemu miałby tego nie robić? Ciekawiło go, czy panowie się znali, czy były Sher często bywał w Emptiness i czy zachowywał się jakoś dziwnie.
- Nie wiedziałem, że masz takie fantazje... ale jeśli bardzo chcesz... - uniósł ręce do góry, jakby dawał znać, że jeśli FAKTYCZNIE bardzo chciała, to ją zamknie - będzie taki miły i spełni tę zachciankę.
- Mam tam jakieś przetwory od mamy, więc miałabyś co jeść. - dodał, przypominając sobie, że na półkach stało m.in. kimchi.
Zmarszczył brwi, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
- Bronisz go? - spytał z powagą, unosząc brew. Miał wrażenie, jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody.
- Naprawdę jesteś pewna, że nic by Ci nie zrobił? - bo przecież ludzie potrafili być nieobliczalni, szczególnie gdy kierowała nimi złość lub chcieli się zemścić. Zastanawiało go, czy Sher powiedziała to, bo faktycznie była tego pewna, czy po prostu... chciała tak myśleć. Mimo wszystko, nie przerywał ruchów dłońmi. Ani nie uciekał spojrzeniem.
- Bo... taki już jestem. Przecież mnie znasz. - odpowiedział ściszonym tonem, wzruszając ramionami i zaczynając drapać Sher po plecach. Lekko. Nie chciał przecież zostawiać czerwonych śladów - choć możliwe, że raz drapnął ciut mocniej niż chciał.
Ups.
- I dlatego, że mi... na Tobie... zależy. - dodał, specjalnie robiąc przerwy, stawiając nacisk na
Tobie.
Obserwował ją uważnie, planując przerwę w mizianiu po plecach - choć cholernie nie chciał, no ale skoro tak poprosiła - z miną, jakby niezbyt rozumiał, o co jej chodziło.
- Ja Ciebie dręczę? - spytał głosem niewiniątka, wskazując siebie oraz unosząc brew, bojąc się, że przesadził i spowodował, że Cher wróci na krzesło lub całkiem wyjdzie z pokoju... przełknął ślinę, kiedy jednak ponownie zajęła miejsce na JEGO kolanach, lecz tym razem przodem i to w taki sposób, jaki by nie przypuszczał. Serce zaczęło mu walić, oddech przyspieszył, a na czole pojawiła się kropla potu.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Co my... robimy...? Co ja... robię?
Tak bardzo chciał się przekonać, do czego była zdolna, lecz nie wiedział, czy lepiej ją znowu sprowokować, czy może jednak powiedzieć wprost. Nagle zaczepnie zaczął jeździć palcami po górnej części spodni Sher w taki sposób, że palcem wskazującym dotykał jej ciała, a kciukiem sunął po zewnętrznym materiale. Zatrzymał się przy rozporku, jakby chciał tym pokazać, że nie zamierzał jej słuchać. Kolejne, co zrobił, to rozpiął górny guzik tegoż rozporka. Oczywiście mogła to przerwać, wystarczyło po prostu wstać. Nagle nachylił się do ucha Sher.
- Co Ty... mi zrobiłaś. - odnosił wrażenie, że zaczynał wariować przez nią. Ta bliskość... tak cholernie mu tego brakowało i jasne, przytulali się, lecz teraz miał wrażenie, jakby zaczynali NAPRAWDĘ ciekawą grę. Miał tego nie robić, ale ta cała atmosfera, perfumy oraz klatka piersiowa Sher ocierająca się o jego tors spowodowały, że zaczął muskać ustami jej szyję.
my lovely best friend, what are you doing with my head?