ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1.

Pokój Noe'ego był mauzoleum niespełnionych ambicji. Zamiast prestiżowych legitymacji prasowych czy oprawionych w ramki pierwszych stron gazet, ściany zdobiły jedynie pożółkłe dyplomy z wyróżnieniem i listy polecające od profesorów, które teraz wydawały się jedynie bezwartościowymi świstkami papieru. Na biurku, zamiast rozgrzanej klawiatury w redakcyjnym newsroomie, spoczywały zakurzone podręczniki do reportażu i nietknięty notatnik z gładkimi, białymi stronami – czystymi jak życie, którego nie zdążył zacząć.
W nozdrzach wciąż piekł go żrący zapach formaliny, wżarty w pory skóry po całym dniu spędzonym w piwnicach zakładu. Choć zdjął roboczy fartuch, czuł się, jakby wciąż nosił na sobie niewidzialny całun. Śmierć ojca, nagły, brutalny zawał, stała się dla niego nie tylko rodzinną tragedią, ale i wyrokiem. Zamiast gonić za tematem życia, codziennie pudrował sine policzki obcych ludzi, by matka nie musiała patrzeć na ruinę rodzinnego interesu. Każda chwila w tym pokoju, między marzeniem o wielkim dziennikarstwie a rzeczywistością wypełnioną zapachem śmierci i pyłkiem lilii, była powolnym duszeniem się.
I wtedy, bez żadnego ostrzeżenia, w drzwiach stanęła ona. Gabriela.
Cisza, która zapadła, była tak ciężka, jakby sufit osunął się o kilka centymetrów. Noe zastygł z dłońmi wciśniętymi w kieszenie spodni, czując nagły, paniczny wstyd. Patrzyła na niego dokładnie z tego samego miejsca, w którym sześć lat temu powiedziała mu coś, co złamało mu serce. Wtedy był młodym chłopakiem z głową pełną ideałów i błyskiem w oku; dziś był cieniem samego siebie, z zaciśniętymi szczękami i zapachem kostnicy, którego nie potrafił wywietrzyć z pokoju.
Ciężar tej chwili był nie do zniesienia. Była najpiękniejszym przekleństwem jego młodości, kobietą, która złamała mu serce, zanim jeszcze zdążył je zahartować w prawdziwym świecie. Stała tam, nieświadoma, że jej nagłe pojawienie się jest jak wsypanie soli w świeżą ranę, która nigdy nie miała szansy się zabliźnić.
W powietrzu wisiało wszystko to, czego nie osiągnął. Ta cisza nie potrzebowała słów – pulsowała żalem, niewypowiedzianym pytaniem „dlaczego teraz?” i dławiącą pewnością, że jedna sekunda wystarczyła, by sześcioletni mur obronny rozsypał się w drobny, bezużyteczny pył.
Poczuł, jak mięśnie jego twarzy drętwieją, formując maskę, którą trenował przez lata, by nie przerażać pogrążonych w żałobie klientów. To było odrażające kłamstwo – ta nagła, sztuczna pogoda ducha, którą przywołał na zawołanie, byle tylko nie dostrzegła w nim wraku. Choć w piersi czuł rozrywający ból, jakby ktoś wbijał mu pod żebra zardzewiałe ostrze, jego usta wykrzywiły się w czymś, co z daleka mogło przypominać uśmiech.
Gabriela? — wyrzucił z siebie, a jego głos, choć podszyty chrypką od dusznego powietrza zakładu, brzmiał niemal swobodnie. — Nie wierzę... Co ty tu robisz po tylu latach?
Ten entuzjazm był pusty, brzmiał jak uderzenie w pęknięty dzwon. Wewnątrz niego trwała krwawa rzeź wspomnień; każda sekunda patrzenia na nią była jak nowa rana zadana na starej bliźnie. Chciał krzyczeć, chciał zapytać, jakim prawem wchodzi w jego życie, teraz gdy pachnie śmiercią i porażką, gdy jego marzenia o dziennikarstwie gniją pod stosem nekrologów. Zamiast tego stał prosto, niemal sztywno, ukrywając drżenie dłoni za oparciem fotela.
Serce biło mu oszalałym rytmem, pompując żal zamiast krwi. Patrzył na rudowłosą przez piekące od alergii oczy, udając, że to tylko blask słońca wpadającego przez okno wyciska mu łzy radości. To była najdoskonalsza forma tortury – grać rolę starego przyjaciela, podczas gdy każdy nerw w jego ciele wył z tęsknoty i nienawiści do samego siebie za to, że wciąż ją kocha.
Stała tam, lśniąca i niemożliwa, a on, gość od trupów — tworzył właśnie swoje największe kłamstwo, udając, że jej obecność nie wywraca mu świata do góry nogami.
Gabriela R. Blais
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

1. outfit

Wyluzuj, to tylko tydzień.

Uśmiechała się, gdy te słowa sześć lat temu zawisły pomiędzy nimi. Cieszyła się na ten wyjazd i tamtego dnia jeszcze wierzyła w to, że wróci do swojego dawnego życia. Nie wróciła. A po niej zostały jedynie wspomnienia i krótkie wiadomości, które wysyłała po pijaku, gdy przypominała sobie hasło do telefonu, który gubiła zbyt często. Czasami było to krótkie Co tam?. Czasami zlepek przypadkowych liter, gdy próbowała pod wpływem alkoholu trafić w odpowiednią ikonę. Korzystała z życia. Bawiła się do upadłego i tylko czysty przypadek znowu skrzyżował jej drogi z Toronto. Nie wiedziała ile tutaj zabawi. Przez te lata ani razu nie myślała o powrocie, ale gdy już jej słodki tyłeczek wylądował na te znajome ulice, to chciała wykorzystać ten czas na maksa.
Bo dla niej te sześć lat było niczym kilka dni. Delikatna obsuwa, a nie złamanie obietnicy, którą złożyła pod wpływem chwili przyjacielowi.
Nie wiedziała czy jej Noe dalej mieszka pod tym samym adresem, ale gdy przechodziła obok znajomego domu nie mogła się powstrzymać i zapukała. Pojawiła się tak samo nagle jak zniknęła.
Opierała się o framugę z lekkim uśmiechem na ustach, pochylona jakby co najmniej miała zjazd po kwasie. Jej klatka piersiowa unosiła się w rytmie płytkich oddechów, gdy uniosła spojrzenie na mężczyznę, z którym spędzała kiedyś spore ilości godzin. - Noe! - wykrzyczała na cały głos prostując się i wyrzucając w górę swoje dłonie niczym zwycięzca, który przebiegł cały maraton. Uwiesiła się jak małpka na szyi przyjaciela i złożyła na jego policzku krótki pocałunek. - Nie musisz być taki formalny. - przekręciła oczami ze śmiechem i bez słowa pozwolenia wślizgnęła się do domu z zaciekawieniem obserwując wnętrze.
W tych czterech skromnych ścianach czas się zatrzymał. Na próżno szukała jakiegoś elementu, który byłby nowy. - Wow… - mruknęła pod nosem i podeszła do jednej półki i przejechała po niej palcem. - Klimat jak w muzeum. - jej spojrzenie wróciło do niego, a uśmiech nie zniknął - wręcz przeciwnie, zrobił się trochę szerszy, bardziej bezczelny, bardziej… jej.
- Okej, dobra, tego zapachu nie pamiętałam - rzuciła, machając lekko ręką przed nosem. - Nowy vibe? - bez pytania przemierzała kolejne pomieszczenia totalnie nie przejmując się tym, że nie było jej w jego życiu przez sześć lat. Dla niej to była jak krótka przerwa na kawę, a nie rozpieprzone lata ciszy z jej strony. Przystanęła przy biurku i zerknęła rozbawiona na zakurzony notatnik, który aż prosił się o uwagę. - Serio? Dalej czysta kartka? Myślałam, że już będziesz sławny i będę mogła się chwalić, że cię znałam. - oparła się biodrem o blat, martwiąc się czy mebel pod ciężarem jej ciała nie runie na podłogę razem z nią. - Ale spokojnie nadrobimy to jeszcze! Mogę zostać twoją muzą... Jak byłam w Francji to jeden koleś chciał mnie namalować jak jedną ze swoich dziewczyn. - znowu się zaśmiała, a ten dźwięk rozchodził się po pomieszczeniu jak intruz. - Dobra. Zaczynasz mnie trochę przerażać, a jeszcze nic nie brałam i nie mam halucynacji. Patrzysz na mnie jakbyś zobaczył ducha, albo trup ci wstał z trumny. - ten żart w jej mniemaniu był dobry.
- Znasz mnie. Wpadłam przypadkiem i zostałam przez pomyłkę. Masz jakiegoś energetyka?

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To krótkie spięcie mięśni, kiedy rzuciła mu się na szyję było instynktowne – jak reakcja organizmu na ciało obce, które jednocześnie jest jedynym lekiem, jakiego potrzebował, ale kiedy poczuł jej ciężar, zapach perfum mieszający się z wonią ulicy i tę znajomą energię, jego mur zaczął pękać. To wciąż była Gabriele, ta sama dziewczyna, która potrafiła rozjaśnić ponury dzień, nawet jeśli w sposób kompletnie nieświadomy robiła szkody. Noe poczuł, jak ogarnia go zgubne poczucie bezpieczeństwa. Przez sekundę pozwolił sobie uwierzyć, że te sześć lat to rzeczywiście tylko „krótka przerwa na kawę”, a on nie jest gościem od trupów, tylko znów tym samym chłopakiem, który ma przed sobą całe życie. Uśmiechnął się – tym razem nieco szczerzej, choć wciąż z nutą smutku, której nie potrafił całkowicie wymazać. Noe popatrzył na nią, czując, jak Gabriela powoli zsuwa mu się z ramion, choć wiedział, że to tylko chwilowe złudzenie. Jej bezczelny uśmiech działał na niego jak narkotyk – przerażał go i fascynował jednocześnie. Gdy rudowłosa przejechała palcem po zakurzonej półce, ironicznie komentując „muzealny klimat”, chłopak poczuł impuls, by choć trochę odgryźć się losowi, zachowując przy tym swoją nową maskę.
— ⁣ Chyba po prostu udzieliło mi się pewne... zboczenie zawodowe, odkąd zaczął mnie obowiązywać dress code.⁣ - Wskazał dłonią na wiszący na oparciu krzesła ciemny, idealnie zawiązany krawat, atrybut jego codziennej pracy przy zmarłych, którego nienawidził każdą komórką ciała. - Muzeum? Może masz rację — odparł, a w jego głosie, obok wymuszonej swobody, pojawiła się nuta cynizmu, której jeszcze całkiem niedawno w nim nie było. - To element nowego zajęcia, zapach również - dodał, tajemniczo się uśmiechając. Była inteligentna, na pewno domyśli się co chciał przez to wszystko powiedzieć.
Sławny... — powtórzył pod nosem, uśmiechając się krzywo. —Widzisz, plany mają to do siebie, że czasem trzeba je zmienić. Życie dopisało mi scenariusz, którego nie było w podręczniku szkolnym. - Zrobił krok w jej stronę, ale zatrzymał się w bezpiecznej odległości. — Chwilowo mam po prostu „inne” priorytety, Gabi. Musiałem przejąć pewne sprawy... obowiązki, których nie mogłem tak po prostu zostawić — powiedział, starannie dobierając słowa, by nie brzmiały gorzko, jednocześnie czując wyrzuty sumienia, że jest niewdzięczny, zmuszając się do pomagania matce, która przecież nie miała poza nim nikogo innego. — Ale to nie znaczy, że zapomniałem o dawnych planach. Notatnik jest czysty, bo czekam na temat, który będzie wart tego, żeby w końcu go otworzyć. - Tak, prędzej czy później, ale w końcu zacznie szukać pracy w redakcji, jak tylko jego mama się ogarnie.
Poczuł, jak po tych słowach o byciu „muzą” coś boleśnie zaciska mu się w gardle. Patrzył na nią, gdy opierała się o biurko – biurko, które dla niego było porażką, a dla niej po prostu kolejnym meblem do przetestowania.
Może faktycznie potrzebuję muzy, żeby w końcu ruszyć z miejsca? Choć znając ciebie, to raczej materiał na artykuł o huraganie Catrina niż na spokojny wywiad. - Podszedł o krok bliżej, ignorując głos rozsądku, który krzyczał mu do ucha, że to stąpanie po kruchym lodzie.
Nie namalował cię, bo pewnie nie potrafiłaś usiedzieć w miejscu przez pięć minut — zaśmiał się cicho, a w jego oczach na moment pojawił się ten dawny blask wesołości. — Usiądź... o ile znajdziesz tu miejsce, które nie wygląda według ciebie jak eksponat.
Patrzył na nią i czuł jak cała nienawiść do samego siebie i żal za zmarnowane marzenia schodzą na dalszy plan. Była tu. Prawdziwa, głośna i bezczelna, choć wiedział, że za chwilę może znów zniknąć, zostawiając go w jeszcze większej rozterce, jednak w tej chwili liczyło się tylko to, że jego świat znów miał kolory.
Oparł się o szafę, starając się zachować dystans. Patrzył, jak ona beztrosko dominuje w jego przestrzeni, jakby nigdy jej nie opuściła.
Opowiedz mi o tej Francji — rzucił, próbując odwrócić uwagę od siebie i od faktu, że właśnie jest ciekawy najdrobniejszych informacji o jej przygodach. — Ktoś cię w końcu namalował, czy skończyło się tylko na obietnicach, jak to zwykle masz w zwyczaju?
Pytanie o energetyka zadziałało jak hamulec bezpieczeństwa. Noe zorientował się, że musi się ruszyć, bo jeśli zostanie w tym bezruchu sekundę dłużej, maska, którą tak starannie nakładał, po prostu pęknie i rozsypie się na oczach Gabrieli.
Energetyka? — powtórzył, a jego głos był teraz pozbawiony emocji, jakby system obronny przejął kontrolę nad strunami głosowymi. — Ile tylko chcesz, zaraz wracam - po tych słowach zniknął za drzwiami, wdzięczny losowi, że chociaż na chwilę pobędzie sam, oswajając się z myślą o jej nagłym powrocie. Otworzył lodówkę, a chłód bijący z wnętrza na moment przyniósł mu ulgę. — Masz— powiedział, wracając do pokoju i podając jej zimnego redbulla, uważając, by ich palce się nie zetknęły. — Więc znowu Toronto? — zapytał, próbując nadać rozmowie normalny ton. —Co cię tu sprowadza tak na serio? Bo nie uwierzę, że po prostu przechodziłaś obok i przypomniałaś sobie o mnie.

Gabriela R. Blais
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, kiepskie poczucie humoru Gabi
Przechyliła głowę i zerknęła przelotnie na krawat, na który wskazywał palcem. W grze ten jakże osobisty akcent zapewne podświetliłby się i miałaby do wyboru różne ścieżki dostępnego zachowania. Wyświetloną całą historię i opcje rozmowy. Niestety nie była nawet zjarana, żeby wyobrazić sobie coś takiego, więc kompletnie znudzona przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na chłopaka, który dosłownie swoją powagą zabijał cały jej nastrój. Jeszcze chwila tego smęcenia, a nawet byłaby skłonna poświęcić swoją czerwoną pomadkę z chińczyka marki no name, żeby domalować mu uśmiech, który byłby marną karykaturą Jokera.
- Drogi Pamiętniczku. Wparowała mi domu jakaś wariatka, która okazała się moją najlepszą przyjaciółką. Niemal posikałem się ze szczęścia. Tak bardzo byłem szczęśliwy, że niemal odpadł mi tynk z twarzy. - otworzyła notatnik na pierwszej lepszej stronie i zakrztusiła się, gdy kurz wleciał jej do nosa. Gabriela R. Blais, która zmarła przez niebezpieczne zabawy ze starociami. To dopiero byłaby historia! Zdecydowanie wolałaby teraz skończyć kilka metrów pod ziemią niż kontynuować ten temat, który podjął Noe. Każdy wiedział, że takie rozmowy prowadziło się wieczorową porą, gdy paliło się zielone, a piwo znieczulało na tyle, że włączał się słowotok. Wszyscy oprócz Noe, ale za to właśnie go uwielbiała.
- Ranisz me serce. Chcesz rzec, żem ja nie odpowiednia dla ciebie? - zachichotała udając wielce urażoną jego słowami i teatralnie odchyliła swoją głowę do tyłu. - W takim razie musiałabym usiąść na twoim kutasie Noe. Zadowolę się jednak tym. - podskoczyła i z głośnym plaskiem zderzyła swój tyłek ze starym drewnem, które wydało dźwięk, jakby zaraz miało się rozlecieć. Przez sekundę spojrzała przerażona na przyjaciela, bo nie zamierzała go prosić za sekundę, żeby wyciągał jej drzazgę z pizdy. - Sytuacja opanowana. Aczkolwiek nie pieprz się na tym blacie, albo przynajmniej ostrzeż tego kogoś, że to podchodzi pod BDSM. - dziś wyjątkowo humor jej dopisywał i uważała się za najzabawniejszą istotę na ziemi.
Przyjęła puszkę od chłopaka, ale zamiast od razu ją otworzyć zaczęła nią podrzucać testując cierpliwość chłopaka. - Francja była strasznie przereklamowana. Artyści są tam jeszcze bardziej dramatyczni niż ty teraz. W sumie to było ich dwóch. Jeden się zakochał, a drugi... - wzruszyła ramionami i z głośnym sykiem otworzyła puszkę. - A drugi się poddał i zrobił ze mnie płótno. Klasyka. Mojej zajebistości nie da się uchwycić. - podniosła puszkę do góry, ale zamiast się napić powąchała zawartość z powagą. - Mmm… Wyczuwam nuty chemii, radioaktywnego syfu i wspomnienia złych decyzji. - poruszyła puszką jak te wszystkie bogate gnojki, gdy w kieliszku mieli drogie wino, nad którym rozwodzili się zamiast wlewać je sobie do gardeł.
- Wyborne. - przymknęła oczy, gdy w końcu zakosztowała napoju i zaśmiała się widząc jego minę. Celowo zignorowała jego mały przytyk nawiązujący do obietnic. Chciała miło spędzić ten czas.
- Serio? Przestań być takim dupkiem. - odstawiła puszkę na blat i prychnęła pod nosem. - To kurwa uwierz. Czy dla ciebie wszystko musi mieć jakiś cel? Mam ci powiedzieć, że się zgubiłam? Skręciłam najpierw w prawo, potem w lewo i przypadkiem zapukałam akurat do tych drzwi? - kontynuowała swoją wypowiedź z szczyptą ironii w głosie, żeby zakończyć ten skok emocjonalny ciężkim westchnięciem. - Mam wymyślić lepszą historię, czy jednak zaryzykujesz prawdę? - pociągnęła kolejny łyk z puszki, do której się przyssała i podciągnęła nogi do góry, żeby usiąść po turecku na jego biurku.

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego wzrok nawet nie drgnął, jakby to milczenie było elementem jakiegoś prywatnego rytuału, którego ona nie miała ochoty ani chęci rozgryzać. Stał przed nią nieruchomo, a cisza, która zaległa między nimi, wydawała się gęstnieć z każdą sekundą. Dla niego ten brak słów był formą kontroli. Budował wokół siebie mur, przez który przenikały jedynie chłód i nieodgadniona pewność siebie. I nagle pękł. Jeszcze przed chwilą wyglądał, jakby został wykuty z granitu, teraz spuścił głowę, a jego ramiona zaczęły drżeć. Najpierw był to tylko krótki, urwany dźwięk, coś pomiędzy parsknięciem a westchnieniem, ale po chwili wybuchnął szczerym, głośnym śmiechem, którego nie był w stanie powstrzymać.
"Niemal odpadł mi tynk z twarzy”? — powtórzył pod nosem, ocierając palcem kącik oka. — Gabriela, ty jesteś niemożliwa. Przy tobie nie można być poważnym, rozśmieszyłabyś nawet nieboszczyka. - Cała ta starannie budowana atmosfera powagi wyparowała w ułamku sekundy. Noe oparł się o blat, kręcąc głową z niedowierzaniem. Jego wzrok, wcześniej tak surowy, teraz złagodniał, lśniąc rozbawieniem, którego tak bardzo starał się nie pokazywać.
Zanim zdążył choćby mrugnąć, Gabriela soczystym plaskiem wylądowała tyłkiem na starym, dębowym blacie. Drewno zajęczało pod jej ciężarem — był to dźwięk suchy, złowieszczy, przypominający pękanie kości starego dziadka.
To biurko mojego zmarłego ojca, Gabriela — wykrztusił, choć w jego głosie, zamiast prawdziwej złości, słychać było już tylko rozbawienie. — Jeśli ono teraz pęknie, przysięgam, że wpiszę cię do tego pamiętniczka jako przyczynę zniszczenia dziedzictwa narodowego.
Była niemożliwa. Rzucała najbardziej bezpośrednimi tekstami, jakie znał, i ryzykowała zdrowie własnych pośladków na spróchniałym drewnie. Musiał jednak podjąć rękawicę, którą właśnie mu rzuciła.
Wiesz przecież, że możesz siadać na nim do woli i nie mam tu na myśli biurka — odpowiedział, starajac się mówić najbardziej beztrosko jak tylko potrafił, dostosowując się do jej ,,zasad'' w ,,robię co chcę, z kim chce i gdzie chcę'' nie przejmując się uczuciami drugiej strony. - BDSM wolę w łóżku, tam lepiej mieć nad wszystkim kotrolę - wtrącił z rozbawieniem, dokonale wiedząc, że żadnego nigdy nie uprawiał.
Noe westchnął cicho, ale nie było w tym zniecierpliwienia — raczej coś na granicy rezygnacji i rozbawienia.
Francja nie jest przereklamowana — odpowiedział spokojnie. — Ludzie po prostu jadą tam oczekując cudów, jakie pokazują nam w tej pieprzonej telewizji. - Przeniósł wzrok na puszkę w jej dłoni. Uniósł lekko brew, na współ rozbawiony, na wpół poważny. — Zrobił z ciebie płótno? Brzmi jak coś, co miało być głębokie, a wyszło… przewidywalnie. I co, przynajmniej dobrze malował?
Na moment zrobiło się ciszej. Ona trzymała puszkę przy nosie, jakby odpowiedź miała się znaleźć w zapachu. Oparł się biodrem o blat biurka. — Bo jeśli nie, to faktycznie szkoda czasu.
Kącik jego ust znów drgnął. Strasznie brakowało mu tych jej tekstów, jej beztroskiego sposobu bycia, gdzie on po drodze gdzieś zgubił, kreując się na zgrzybiałego dziada z domu pogrzebowego, którym wcale nie był. Miał 26 lat i nie miał nawet czasu porządnie się wyszaleć, a wpakował się w gówno, z którego ciężko się będzie wygrzebać. — A twojej zajebistości nie da uchwycić tylko dlatego, że za szybko zmieniasz wersję siebie. A ten, który się zakochał... przeżył to spotkanie z twoją „zajebistością”? - Nie chciał brzmieć jak zazdrosny, zakochany szczeniak i miał nadzieję, że nie wyczuła zmiany tonu w jego głosie.
To, co mówiła o Francji, było typową dla niej zasłoną dymną — dużo anegdot, mało konkretów, a pod spodem coś, co sprawiło, że w ogóle stamtąd wróciła.
- Oczywiście, że wyborne. To takie moje eliksiry zajebistości — zawtórował jej śmiechem, jednocześnie wzrokiem taksując każdy milimetr jej cudownej, pięknej twarzy, której i tak nigdy nie zapomniał.
Ryzykuję — powiedział w końcu, cicho, skracając dystans o jeszcze jeden krok. Stanął tuż przed nią, tak blisko, że czuł metaliczny zapach puszki i aromat jej perfum, które we Francji musiały wydawać się luksusem. — Prawda jest pewnie nudniejsza od twoich bajek o francuskich malarzach, ale zaryzykuję. Mów, Gab. Co się stało, że akurat te drzwi wydały ci się jedynym wyjściem?
Patrzył jak pociąga długi łyk z puszki, do której przyssała się, jakby szukała tam odpowiedzi, po czym sprawnym ruchem podciągnęła nogi do góry, sadowiąc się po turecku na trzeszczącym blacie. W tej pozycji, z redbulem w dłoni, wyglądała jak kanadyjska wersja posągu Buddy, tyle że zamiast spokoju oferowała burzę.

Gabriela R. Blais
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jego śmiech był niczym cudowna melodia. W końcu jej Noe wrócił, pozbywając się tego wyrazu twarzy, który przyprawiał ją o gęsią skórkę. Dumnie wyprostowała swoje plecy wpatrując się w niego jak urzeczona, gdy on nie był w stanie już ukryć przed nią swojego rozbawienia. - Oczywiście, że jestem niemożliwa - odparła, nonszalancko wzruszając ramionami - Ktoś tu musi utrzymywać poziom, skoro ty bawisz się w chodzący pomnik. - mruknęła pod nosem poświęcając mu swoją całą uwagę. Przyjrzała się już uważniej jemu. Wyłapywała powoli te różnice, które w nim zaszły na przestrzeni tych kilku lat. I przez ułamek sekundy coś ścisnęło ją w żołądku. Coś na kształt wyrzutów sumienia i smutku, więc w ten typowy dla siebie sposób przekręciła oczami, żeby ukryć tą nagłą melancholię.
- Dziedzictwa czego? - zbita z tropu spojrzała na niego i uderzyło w nią to, że jego ojciec... Kurwa. - Przykro mi. - teraz czuła się jak suka. Egoistycznie uciekła porzucając wszystko kiedy było jej ciężko i nawet ani razu nie pomyślała, że ktoś mógłby ją potrzebować. To było dość przytłaczające. Nie była dobra w tego typu rozmowach, więc jak przystało na dorosłą nastolatkę skupiła się na jego kolejnych słowach. - Spokojnie jak połamie to biurko, to powiemy, że to sztuka współczesna. - zaśmiała się i poklepała drewno w tym samym geście jak nie raz kumpel klepie przyjaciela w ramach otuchy.
- Odważnie. Tylko wiesz Noe, że strasznie się wiercę i byłoby nam wygodnie jedynie przez kilka minut? - starała się utrzymać powagę, gdy rzucała tymi dwuznacznymi tekstami. - Czyli jesteś typem domatora niż poszukiwacza przygód? To trochę nudne. To aż krzyczy wręcz coś na kształt "Noe statyczny Pan z urzędu" - rozważała czy nie wstać i nie podejść do przyjaciela, ale obawiała się delikatnie tego, że tego typu prowokacje doprowadzą go do zawału. Odwróciła wzrok od niego i skupiła się na puszce, która teraz była ciekawszym eksponatem.
- Cudów nie było. Było za to tanie wino, drogie błędy i jeden typ, który myślał, że jest drugim Van Goghiem, a ledwo ogarniał kontury. - wzruszyła ramionami - Jego pędzel był dobry, ale brakowało umiejętności. - skwitowała tak całą tą sytuację, bo akurat Francja w żaden sposób jej nie urzekła. - Przeżył. Ja gorzej. - odpowiedziała krótko, uderzając długim żelowym paznokciem w puszkę próbując skupić myśli na tym nużącym temacie. Ożywiła się dopiero, gdy przestali wciąż w kółko wracać do tej przeklętej Francji.
- No proszę. Jeszcze chwila i zaczniesz żyć niebezpiecznie. A dopiero ze mną spędziłeś kilka minut. - nie odsunęła się, gdy poszedł bliżej, jedynie delikatnie skrzywiła, gdy odór domu pogrzebowego załaskotał jej nos. Zdecydowanie musiała rozruszać chłopaka i zerwać tą łatkę, którą na siłę sobie przykleił zanim... Cóż nie wiedziała ile jeszcze zamierzała zostać w mieście...
- Wróciłam totalnie nawalona do miasta. Bez godności, bez rzeczy i perspektyw. Nudziłam się. Może nawet trochę stęskniłam. - zerknęła na niego spod rzęs, z lekkim uśmiechem, który bardziej coś ukrywał, niż pokazywał. - To była taka moja zachcianka. Znowu cię ujrzeć. I oto jestem. Wypadało się w końcu przywitać. - nic dramatycznego...

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”