38 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
If you're aching to come home, remember
It's not here anymore
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

When I take a look at my life and all of my crimes
You're the only thing that I think I got right
STATUS: AKTUALNE | 24/04
ObrazekObrazek
#skomplikowane #romans #enemiestolovers
Na początku wszystko układało się tak, jak powinno.

Mieli wspólne życie, które miało swój rytm i swoje miejsce. Poranki, które zaczynały się podobnie. Wieczory, które kończyły się obok siebie. Ludzie, którzy pojawiali się regularnie — znajomi, przyjaciele. Ty byłeś/byłaś jedną z tych osób. Obecny/a od dawna, wpisany/a w ich codzienność.

Później coś się rozsypało.

Nie od razu. Najpierw drobiazgi — krótsze rozmowy, dłuższe dni w pracy, niewypowiedziane rzeczy, które zaczęły się odkładać. Z czasem było ich tyle, że nie dało się ich już ignorować. Kłótnie przyszły same. Długie, wyczerpujące, kończące się trzaskiem drzwi i ciszą, która potrafiła ciągnąć się dniami.

Wtedy naprawdę chciał dziecka. Bardzo. Ona coraz częściej mówiła „nie teraz”, a potem przestała mówić cokolwiek.

Reszta potoczyła się szybko, albo tylko tak to zapamiętał. To on pierwszy wspomniał o rozwodzie. Wtedy nie podpisała papierów. Było za dużo słów, które padły za późno i za ostro, żeby dało się to zamknąć jedną decyzją. Wracali do tego tematu, krążyli wokół niego, jakby każde z nich czekało, aż to drugie zrobi pierwszy ostateczny krok, jedynie pogłębiając rosnącą między nimi przepaść.

Diagnoza przyszła nagle, chociaż pewnie od dawna była gdzieś w tle. Nowotwór był zaawansowany i pozostawił ich bez złudzeń. Poprosiła go tylko o jedno — żeby został, więc zrobił to, mimo że na tamtym etapie byli już dla siebie prawie obcymi ludźmi.

Ty byłeś/byłaś obok przez cały ten czas. Najpierw przy niej: to było oczywiste. To ona potrzebowała wtedy najwięcej — obecności, uwagi, kogoś, kto zostanie, kiedy inni zaczną się wycofywać. On był obok, ale jakby poza tym wszystkim. Z czasem coś się zmieniło. Nie od razu, raczej powoli, niemal niezauważalnie. Rozmowy, które zamiast minut, trwały godziny, spojrzenia, które zatrzymywały się o ułamek sekundy za długo. Granica, która najpierw była wyraźna, a potem przestała być czymś, co da się łatwo wskazać.

Stało się coś, do czego nie powinni dopuścić, jeszcze zanim umarła. Nie było w tym planu ani decyzji, raczej zmęczenie, napięcie i coś, czego żadne z was nie próbowało nazwać. Świadomość, że to niewłaściwe, nie wystarczyła, żeby się wycofać.

A potem jej zabrakło, a wszystko co was łączyło, powinno się skończyć. Nie skończyło się. Intensywne, nierówne, pozbawione kierunku, jakby każde z was próbowało zagłuszyć coś innego, używając do tego tej samej obecności. I w końcu to Ty odszedłeś/odeszłaś. Bez wyjaśnień, bez zamknięcia, zostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

Minęło trochę czasu: wystarczająco, żeby poukładać sobie życie, albo przynajmniej spróbować. I nagle znowu tutaj jesteś. Może to przypadek. Może któreś z was tego szukało. Tak naprawdę nie wiedział, ale jedno było oczywiste: to, co było między wami wtedy, nie zniknęło tak naprawdę.
płeć poszukiwanej postaci jest zupełnie dowolna, a wiek stosunkowo elastyczny (nie widzę tutaj wielkiego age gapu, ale 10 lat różnicy z założeniem, że żona mogła być od niego młodsza, nie stanowi problemu),
chcę zbudować tę relację razem, więc jeśli się zgłosisz, będzie mi bardzo miło, jak wpadniesz z jakimś pomysłem/wizją od siebie,
lubię dramy: widzę tu najbardziej kogoś z rodziny żony, ale możemy się dogadać, jeśli wolisz nie iść w te stronę,
nie jestem demonem prędkości, ale mogę zaoferować post raz na kilka dni i tego samego oczekuję w zamian.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
l.
27 y/o
For good luck!
168 cm
wedding planner w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjityp narracji
czas narracji
postać
autor

Narzeczony
przypadkowy, ale zadowolony
STATUS: AKTUALNE | 27/04
ObrazekObrazek
#brudne interesy #tajemnice #szczera relacja
O postaci z karty Yasmine:

„No cóż, jak wiesz moje życie miłosne nie należało do wyjątkowo ciekawych. Nawet nie mam ich na zdjęciach. No dobrze, mam, ale tak schowałam, by nikt ich nie znalazł. Nigdy mnie o nie nie pytaj!
Pewnego dnia poznałam kogoś, kto wywrócił moje życie do góry nogami. Zrobił awanturę w restauracji, gdzie siedziałam z klientami. Mówił, że jest właścicielem i zwolnił nawet wtedy jednego pracownika. Był wyraźnie wkurzony, siedział przy stoliku w kącie ze swoimi przyjaciółmi? Do dzisiaj nie wiem, jak ich nazwać. W każdym razie nasze spojrzenia się spotkały. Zapamiętał mnie, bo kiedy przyszłam następnym razem, podszedł do mnie i zagadnął. Nie byłam zainteresowana, do czasu, aż zaczęliśmy na siebie wpadać tu i tam. Nawet myślałam, że on zaczął mnie śledzić. Chyba tak było, ale się do tego nie przyznawał. A ja nie jestem pewna, co go do mnie przyciągnęło. Może brak zainteresowania z mojej strony? Słyszałam, że miał na koncie mnóstwo podbojów miłosnych, ale pozostawał kawalerem. Kiedy zobaczyłam swoje zdjęcie w Internecie, podpisane jako „kolejna zdobycz amanta”, wkurzyłam się nie na żarty. Wygarnęłam mu, że się bawi, a ja nie potrzebuję reklamy w plotkarskich portalach. Nie wiem jakim cudem, ale usunięto zdjęcia i wpisy następnego dnia.
Przeprosił mnie po raz kolejny, kiedy spotkaliśmy się znów w jego lokalu. Zapewniał o tym, że nie ma złych zamiarów i potrzebuje kogoś, kto pomoże jego siostrze w organizacji ślubu. Zgodziłam się, chociaż nie byłam przekonana do tej rodziny. Wiesz, spotkałam się z nim kilka razy, bo powiedział, że nareszcie ktoś traktuje go poważnie i nie przymila się. Miałam gdzieś jego pieniądze. Odkryłam za to, że jest nie tylko dobrym biznesmenem, ale też kochającym rodzinę człowiekiem. Miał swoje zasady i według nich postępował. Spotykaliśmy się przez prawie rok, gdy poprosił mnie o rękę. Nie pamiętam kiedy się zgodziłam, chyba byłam wtedy mocno nawalona. W każdym razie od tamtego czasu mam na palcu pierścionek i obawiam się tego, że kiedyś powiem mu „tak” przed ołtarzem. Dlaczego się obawiam? Już wyjaśniam. Okazało się, że prowadzi jakieś nielegalne interesy. I wiem, że jeśli się zgodzę, będę miała problemy. Boję się, że zniszczę sobie życie i reputację, ale kocham go, tak myślę...”
Wiek 30 – 38 lat, wizerunek dowolny (ale mile widziany brunet), bogaty, z rodzinnymi tajemnicami, ale naprawdę uważa Yas za wyjątkową kobietę i dogadują się dobrze :slodziaczek:
Czy mamy to doprowadzić do ślubu? Niekoniecznie. To, że są narzeczeństwem jeszcze nie znaczy tego, że powiedzą sobie „tak”. Fajnie, gdyby było z tego coś więcej niż przyjaźń i tak dalej, ale nie zmuszam do trzymania tego na siłę. W najgorszym wypadku mogą być przyjaciółmi (skoro ona już coś tam o jego rodzinie wie).
Kontakt PW – kiedy mam z kim pisać i posiadam najważniejszą relację, która napędza moją postać i jej czyny, nie znikam z forum (to inni przeważnie to robią :/ ). Mam nadzieję znowu tu sobie trochę popisać i mam nadzieję, że wyjdzie.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Yasmine
29 y/o
For good luck!
163 cm
dziennikarka śledcza CBC Toronto
Awatar użytkownika
all the animals come out at night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

:dajtroche:
Ostatnio zmieniony pn maja 11, 2026 10:40 pm przez Sheila Jenkins, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
27 y/o
For good luck!
170 cm
care assistant at lakeshore lodge
Awatar użytkownika
it takes a lot of medicine to fix what's wrong with me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

We were once the kings and queens of this town
now we’re just strangers with the same crown
STATUS: AKTUALNE | 7/05
ObrazekObrazek
Rodzina Graves jest dobrze znana w Toronto. Matka jest prawniczką z mocną pozycją, ojciec działa w branży muzycznej jako producent. Pieniądze i znajomości zawsze były obecne w życiu ich dzieci, a razem z nimi także oczekiwania w postaci dobrych uczelni, odpowiednich zawodów i hobby, które pasowało do wizerunku rodziny.

Szukam dla Lowen rodzeństwa - zarówno starszego, jak i młodszego. Na ten moment liczba nie jest ograniczona, co z czasem może się zmienić. Relacja między rodzeństwem nie musi być prosta ani pozytywna. Po wydarzeniach z jej przeszłości (romans, który wymknął się spod kontroli i konsekwencje, które trudno było zignorować) część z nich, podobnie jak rodzice mogła się od niej odwrócić, uznając jej poczynania za skazę na nazwisku. Ktoś mógł zerwać kontakt, ktoś inny ograniczyć go do minimum.
Zależy mi również na tym, by wśród rodzeństwa był ktoś, kto mimo wszystko został. Kto zna jej wersję wydarzeń i jej ufa albo po prostu zdecydował się ją zaakceptować, nawet jeśli nie do końca ją rozumie. Ktoś, kto jest dla niej wsparciem i kimś, na kogo może liczyć.
kobiety i mężczyźni
wiek nie ma znaczenia, na pewno się dogadamy
tempo pisania luźne, bez presji
nie mam zamiaru znikać i fajnie by było, gdyby postaci zostały na forum na dłużej
chętnych zapraszam na pw lub dc (mashedpotato1539) <3
Ostatnio zmieniony czw maja 07, 2026 2:39 pm przez Lowen Graves, łącznie zmieniany 1 raz.
34 y/o
For good luck!
167 cm
archeolog wykopaliska w Peru
Awatar użytkownika
Wróciłam, bo wiem, że mnie potrzebujesz, nawet jeśli teraz nie chcesz tego przyznać
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jesteś jedną wielką zagadką
a ja takie lubie
STATUS: AKTUALNE 18/05
ObrazekObrazek
#oldfriends #lovers? #it's complicated
Po raz kolejny nagrywam Ci się na pocztę głosową będąc na najdalszym zakątku świata o którym tylko możesz pomyśleć. Już tyle razy próbowałaś mi wyperswadować, że kiedyś muszę się ustatkować i zacząć życie dorosłej kobiety jaką powinnam być. Dobre, ja to zawsze miałam w nosie, trzymając w ręce mój plecak, czekając na kolejnego stopa. Tak byłoby do dzisiaj gdyby nie telefon jaki dostałam miesiąc temu. Potrzebowałaś mnie. Rzuciłam wszystko by znaleźć się przy Tobie. Gdzie konkretnie? Szpitalne łóżko, żegnałaś swojego męża, ojca twoich dzieci. Cholerny rak. Bałaś się, że nie dasz rady, że to koniec, lecz ciocia Blaise była na postrunku, maluchy zostały zaopiekowane a Ty, poczułaś coś co dawno zanikło. Ta pijana noc piętnaście lat temu, była tylko błędem w którym nasze usta się złączyły, choć obudziła uczucie które nigdy nie zginęło - nie u mnie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, ale moja praca sprawiła, że na przestrzeni lat oddaliłyśmy się na bezpieczną odległość kilkutysięcy kilometrów. Teraz? Mając Cię tak blisko nie wiem jak się nazywam, staję się znowu tą głupiutką dwudziestolatką pełną sprzeczności i obawy, że powiedzenie tych dwóch słów zmieni nasze życia na zawsze.
jest to jedynie zarys historii - Blaise z panią X znają się ze szkoły, spędziły tam więkoszość czasu razem, pijane dopuściły się jednego pocałunku który rozbudził uczucie (czy odwzajemnione to się okaże). Crawfort była na ślubie pani X i jest jej największą fanką, oraz wsparciem w gorszych chwilach. Czy jest to end game? Nie wiem, zobaczymy co z tego wyjdzie! *_*
wygląd jest mi raczej obojętny, na pewno się dogadamy. Zamierzam z Blaise zrobić panią archeolog oraz poszukiwaczkę przygód, która publikuje je na swoim kanale na yt.
piszę w 3 os, ale szukajki lubię pisać w pierwszej - także nie ma paniki, ogółem szybko odpisuje, a jeśli akurat nie mogę to dam znać. Jeśli chcesz wiedzieć coś więcej, daj znać na pw, chętnie podzielę się kolejnymi pomysłami na gry <3
Ostatnio zmieniony pn maja 18, 2026 3:42 pm przez Blaise Crawfort, łącznie zmieniany 3 razy.
Arti
W sumie chyba nie mam, ale nie wiem czy warto to testować xD
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you have a son
and a story that never should have ended the way it did
STATUS: AKTUALNE | 30/04
ObrazekObrazek
#stara_miłość #mamy_syna #nigdy_nie_przestałam_cię_kochać
Najdroższy! Najukochańszy! Najważniejszy! Skarbie!

Hej, próbuje napisać te słowa już kilka razy i za każdym razem wszystko skreślam i nic mi nie pasuje. Jak wiesz, nie umiem w emocje, a w słowa o emocjach już wcale.
Nie wiem jak to napisać w sposób, który będzie miał sens.
Pamiętam dzień naszego ślubu. Stałeś tam i czekałeś, taki przystojny jak zawsze. Wyglądałeś wtedy na pewnego to co robisz i chcesz. Ja nie byłam tego pewna, co już pewnie wiesz.
W końcu nie przyszłam do ołtarza. Bałam się, że jeśli tam podejdę, już nigdy nie będę mogła od ciebie odejść.
Nie dlatego, że cię nie kochałam. Kochałam cię bardziej, niż byłam w stanie to unieść. Problem polegał na tym, że nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji. Miałam poczucie, że jeśli to zrobię, stracę kontrolę nad swoim życiem. To nie było racjonalne, ale wtedy wydawało się wystarczającym powodem.
Nie powiedziałam ci tego.
Wyjechałam z miasta bez wyjaśnienia. To była moja decyzja. Nie brałam pod uwagę, jak to na ciebie wpłynie. Do dzisiaj tego żałuje.
Kilka tygodni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Pierwszą osobą, do której chciałam zadzwonić, byłeś ty. To jest najważniejsza informacja w tym liście. Dziecko jest twoje. Nie powiedziałam ci o tym. Bałam się, że mnie znienawidzisz. Uznałam, że po tym, co zrobiłam, nie mam prawa wracać i oczekiwać czegokolwiek. W praktyce oznaczało to, że podjęłam decyzję za ciebie.
Urodziłam naszego syna. Ma na imię Max. Powinieneś był go poznać od początku. Ma sześć lat. Jest zdrowy. Rozwija się prawidłowo. Jest spokojny, ale zadaje dużo pytań. Ma twoje oczy.
Wychowuję go sama.
Przez ostatnie sześć lat pracowałam w różnych restauracjach poza Toronto. Zajmowałam się głównie kuchnią fine dining. Praca zajmowała większość mojego czasu. Max był pod opieką innych osób, kiedy byłam w pracy. To nie jest idealne rozwiązanie, ale było jedynym możliwym.
Wróciłam do Toronto pół roku temu. Kupiłam restaurację. Prowadzę ją teraz samodzielnie. Nie napisałam do ciebie wcześniej, bo uważałam, że to nie ma sensu. Teraz uważam inaczej. Masz prawo wiedzieć, że masz syna. Nie wiem, co zrobisz z tą informacją. Nie wiem, czy będziesz chciał się z nami spotkać. Nie wiem, czy w ogóle odpowiesz.
Nie oczekuję konkretnej reakcji. Jeśli będziesz chciał się odezwać, możesz to zrobić. Chciałabym cię jeszcze zobaczyć. Jeśli nie, uszanuję to.

— Eve

PS. Jeżeli napisałam jakieś głupoty to przepraszam, wiesz, że jestem w tym kiepska.
gall anonim
Mało co mnie rusza.
33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

głos, który został w pamięci
powiedziałaś, że mogę — więc dlaczego ty nie?
STATUS: ROZMOWY | 02/05
ObrazekObrazek
#rozmowynocą #liniakryzysowa #konfrontacja #emocjonalnemambono.5
To nie było spotkanie, które zapowiadało cokolwiek.
Misty weszła do środka trochę z rozpędu, trochę z przyzwyczajenia — jak wiele rzeczy w ostatnich miesiącach. Toronto nadal wydawało jej się obce w sposób trudny do uchwycenia: znajome ulice, te same witryny, a jednak wszystko jakby przesunięte o kilka centymetrów względem tego, co pamiętała sprzed wyjazdu do Brazylii.
Zamówiła coś ciepłego. Nie dlatego, że miała ochotę — raczej dlatego, że potrzebowała czymś zająć ręce. Stanęła przy stoliku, oparła biodro o blat, pozwoliła, żeby gwar kawiarni wypełnił ciszę w jej głowie. I wtedy poczuła, że ktoś na nią patrzy. Nie od razu. To nie było gwałtowne. Raczej powolne uświadomienie — jakby to spojrzenie było tam już od dłuższej chwili, tylko Misty dopiero teraz je zauważyła. Podniosła wzrok. Nie rozpoznała tej osoby. Nic w twarzy, sylwetce, sposobie stania nie wywołało natychmiastowego skojarzenia. A jednak było w tym coś… uporczywego. Spokojnego w sposób, który nie pasował do przypadkowego spotkania.
— Rozmawialiśmy kiedyś. — Głos był równy. Bez napięcia.
Misty zmarszczyła lekko brwi, jakby próbowała znaleźć punkt zaczepienia, ale nic się nie pojawiło. Jej pamięć była pełna fragmentów — twarzy klientów, krótkich rozmów, urywków życia innych ludzi — ale żadna z nich nie pasowała do tej chwili.
— Przez telefon — padło dopowiedzenie. — Twoja rada... zadziałała. Odejście uratowało mi życie.
I wtedy coś w niej drgnęło. Nie wspomnienie. Raczej mechanizm. Te rozmowy nie miały twarzy. Nie miały ciągu dalszego. Były zamknięte w czasie i przestrzeni, odcięte od reszty świata. Tak miało być. To jednak zdanie nie pasowało do zasad, których się trzymała i do tego, co powtarzano jej na szkoleniach.
Misty poczuła, jak jej palce automatycznie zaciskają się na kubku. Napój był wciąż gorący, zbyt gorący, ale nie cofnęła dłoni. Ciepło wgryzało się w skórę, ostre i uporczywe, jakby przypominało jej, że to się dzieje naprawdę.
W jej głowie pojawiły się gotowe odpowiedzi. Wyuczone. Bezpieczne.
"To była twoja decyzja."
"To ty twój krok ku lepszemu przodu."
"Ja tylko byłam obok."
Żadna z nich nie wyszła.
— A potem twój podcast mi mignął w sieci. Chociaż wtedy nie przyszło mi do głowy, że usłyszę twój głos...
Cisza.
Misty poczuła, jak coś w niej się napina. Jakby to zdanie odbijało się gdzieś głębiej, niż powinno.
— Poznanie cię... to dla mnie ważne. Przypisanie twarzy do głosu, który mnie uratował...
Nie było w tym agresji. Nie było oskarżenia. Tylko fakt. Prosty, spokojny, nie do obejścia. Misty nie odpowiedziała. Po raz pierwszy od dawna nie miała pytania, którym mogłaby to przykryć. Nie miała tonu, który by to rozbroił. Nie miała dystansu, który by ją ochronił. Stała naprzeciwko kogoś, kto wziął jej słowa i zrobił z nich coś realnego. I nagle to nie brzmiało jak pomoc. Brzmiało jak coś, za czym nigdy nie poszła.
Jej palce jeszcze mocniej zacisnęły się na kubku. Nie przywróciło jej to równowagi.
Szukam postaci (dowolnej płci), która w przeszłości rozmawiała z Misty na infolinii kryzysowej i teraz spotyka ją przypadkiem w Toronto. To postać, która zapamiętała Sloane nie jako osobę, ale jako głos, wzięła jej słowa na poważnie i podjęła na ich podstawie realną decyzję (np. odejście z toksycznej relacji, drastyczna zmiana stylu życia typu rzucenia nałogu, wybranie siebie zamiast innych, porzucenie autoagresywnych zachowań, etc — do wyboru, do koloru.) I teraz wraca — nie po pomoc, nie po wdzięczność, tylko po konfrontację.

Fajnie byłoby oprzeć grę na subtelnej, ale niewygodnej konfrontacji bez dramatyzmu — emanującej bardziej ciszą i trafnymi zdaniami niż emocjonalnymi wybuchami.
Jej rola: być lustrem i zmusić Misty do zmierzenia się z własną niespójnością, którą zauważy u niej już podczas pierwszego spotkania.
Chcę, żeby ta relacja opierała się na napięciu wynikającym z faktu, że Misty mówi innym, żeby wybierali siebie, ale sama tego konsekwentnie nie robi. Wyobrażam sobie, że ta postać jest spokojna, świadoma swoich decyzji i emocjonalnie "domknięta na sicher". Nie potrzebuje Misty i właśnie dlatego ma nad nią przewagę w tej rozmowie.
Możemy wszystko zmodyfikować, jeżeli pierwotny pomysł nie pasuje w stu procentach i podciągnąć to pod historię Twojej postaci — wszelkie kombinacje mile widziane.
Nie gryzę, chętnych zapraszam na PW do wspólnego brainstormingu. Misty da się lubić. <3
gall anonim
30 y/o
For good luck!
171 cm
recepcjonistka Mississauga's Ho-Oh Motel & Rest
Awatar użytkownika
I've never found a way to be honest. All I know is a place where I haunted memories faded — blood is jaded.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/opiekacz
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znikanie na życzenie!
Japonczki ogarnęli to pierwsi, my tylko podrasujemy
STATUS: AKTUALNE| 20/05
ObrazekObrazek
#firmakrzak #znikanienażyczenie #noir #trochępsychologiczne #pracedorywcze #półświatek
Jōhatsu („wyparowanie”) to zjawisko społeczne polegające na dobrowolnym znikaniu ludzi z własnego życia — bez śladu, bez pożegnania, bez oficjalnych procedur. Osoby decydujące się na jōhatsu porzucają: pracę, rodzinę, tożsamość, a często także wszelkie formalne powiązania (konto, dokumenty, adres zamieszkania).

Powody bywają różne:
— długi i presja finansowa,
— wstyd społeczny (np. utrata pracy),
— przemoc domowa,
— chęć rozpoczęcia wszystkiego od nowa albo zwykłe zmęczenie dotychczasowym życiem.

W Japonii istnieją nawet nieoficjalne „firmy przeprowadzkowe”, które pomagają w takim zniknięciu — działając nocą, szybko i dyskretnie, usuwając wszelkie ślady po kliencie.
Johatsu nie oznacza śmierci.
To świadome wymazanie siebie z jednego życia, by zacząć inne — często w cieniu, bez przeszłości i bez gwarancji, że nowy początek będzie lepszy.

To ucieczka, która nigdy nie jest do końca czysta.
W mieście, które nie zadaje pytań, znikanie nie jest sztuką. Jest usługą. Motel Ho-Oh nie istnieje dla tych, którzy mają wybór, lecz dla tych, co chcą przestać istnieć — jest pierwszym i ostatnim przystankiem w tej strefie czasowej. Tam życie pakuje się do kartonów, wspomnienia trafiają do worków na śmieci, a nazwiska przestają cokolwiek znaczyć jeszcze przed świtem. Nie padają pytania "dlaczego?", tylko "czy zdążymy?".
Szukam postaci, która wejdzie w ten świat od boku — nie do końca świadomie, nie do końca legalnie, ale wystarczająco głęboko, żeby nie dało się już zawrócić. Przewiduję dwie opcje do wyboru:

1. "TO TYLKO PRZEPROWADZKI, PRAWDA?"
Ktoś, kto potrzebuje pieniędzy. Bardzo.
Praca wygląda prosto: nocne zlecenia, szybka kasa, minimum pytań. Do momentu, aż mieszkanie jest zbyt puste, rzeczy osobiste zbyt starannie wyselekcjonowane a klient zbyt spokojny, jak na kogoś, kto „się przeprowadza”.
W ciągu jednej nocy trzeba spakować życie do kilku pudeł, zniszczyć to, czego nie można zabrać (najlepiej bez pozostawienia śladów) i upewnić się, że nikt nie będzie miał czego szukać.

Ren robi to bez słów. Bez oceniania. Jakby już dawno przestało mieć to dla niej znaczenie. Twoja postać patrzy, uczy się, próbuje nadążyć — bo ktoś musi pokazać, jak znika się poprawnie.

2. "TO NIE SĄ TYLKO PRZEPROWADZKI... PRAWDA?"
Dziennikarz, fotograf, ktoś, kto za bardzo się interesuje.
Historia zaczyna się od plotki: ludzie znikają — i nie zostaje po nich nic, poza śladami, które prowadzą donikąd. Twoja postać zaczyna śledzić działania właściciela motelu Ho-Oh, trafia na Ren i wchodzi w coś, czego nie rozumie. Za późno orientuje się, że to nie reportaż. Ren znajduje ją pierwsza. Nie z dobroci, ale z praktyczności. Od tej pory albo obserwujesz z bliska, albo sam stajesz się częścią tego mechanizmu.
To nie będzie historia pełna pościgów i strzelanin. To będą nocne podróże między miastami, gdzie droga ciągnie się dłużej niż rozmowa; ciche przeprowadzki, gdzie więcej się przemilcza, niż robi; rozmowy o klientach, którzy chcą zniknąć — i o powodach, których nie mówią na głos; momenty zawieszenia, kiedy nic się nie dzieje, a jednak dzieje się wszystko. Czasem wiąże się to z siedzeniem w aucie z wyłączonym silnikiem, kawą z automatu o trzeciej nad ranem i milczeniem, które zaczyna ciążyć bardziej niż słowa.
Relacja między Ren a Twoją postacią ma być powolna, nierówna, pełna zgrzytów i niedopowiedzeń. Ren nie będzie prowadzić za rękę. Nie będzie tłumaczyć. Ale będzie obok. A to w jej świecie znaczy więcej, niż powinno. To nie jest historia o tym, jak się ucieka, ale o tym, co pozostaje, kiedy człowiek sam siebie wymazuje. I o tym, czy ktoś, kto pomaga innym znikać, jest jeszcze w stanie zostać.

W skrócie, co ten wątek oferuje:
moralna szarość — nie każdy klient jest winny, nie każdy jest niewinny,
cisza i drobiazgi ważniejsze od akcji,
stopniowe docieranie się postaci,
psychologiczne rozkminy nad życiem i trochę brudzenie rąk.

Chętnych zapraszam do brainstormingu na PW. Wszelkie elementy są elastyczne oraz do potencjalnego dostosowania pod Twoją postać. Lubię się z NPCami, chyba nieźle prowadzę rozgrywki i nie gonię o odpisy. <3
Ostatnio zmieniony śr maja 20, 2026 2:43 am przez Renley Masters, łącznie zmieniany 1 raz.
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki, "schizofrenia dialogowa"
40 y/o
For good luck!
172 cm
prezeska Mimico Cruising Club
Awatar użytkownika
Otrzymała pieniądze w najbardziej tradycyjny sposób, jaki istnieje - zgarnęła je w spadku po tym, jak umarł dużo starszy od niej mąż.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

dni naszego życia - wydanie kanadyjskie
czyli jak pozbawić żonkę papcia rodzinnej fortuny
STATUS: AKTUALNE | 06/05
ObrazekObrazek
#harringtontrust #bogacze #intrygi #rodzinnedramy #funduszpowierniczy #spadek
Tu nie ma podziału na dobrych i złych. Bo w zależności od perspektywy, wszyscy chcą dobrze… dla siebie.
Harringtonowie.
Jedna z tych rodzin, o których nie trzeba pisać w brukowcach, by nie wiedzieć, kim są. Ich nazwisko stanowi fundament kanadyjskiej społeczności. Początki rodziny sięgają jeszcze czasów, gdy interesy szły nieodłącznie z brudem, fizyczną pracą i uzależnieniem od pogody. Pierwsze pokolenia budowały łodzie robocze, zajmowały się transportem i obsługą portów, ale prawdziwy przełom przyszedł, gdy ktoś w rodzinie zrozumiał, że przyszłość nie leży w pracy tylko w klientach.
Bo zamiast tworzyć łodzie dla wszystkich, Harringtonowie zaczęli tworzyć łodzie dla wybranych.
Z czasem przeszli z budowy samych łodzi na mariny, prywatne przystanie, członkostwa w elitarnych klubach, zarządzanie flotami jachtów dla ludzi, którzy nie chcieli mieć tylko pieniędzy, a niedostępny dla innych styl życia. A styl życia nad wodą, szczególnie w Kanadzie i na północy Stanów, to nie jest tylko luksus. To zamknięty krąg, w którym robi się interesy, zawiera sojusze i decyduje o rzeczach, które są z reguły off the record.
Pierce Harrington był kolejnym, który działał prężnie w tej (i z czasem w wielu innych) biznesach. Nie budował już niczego własnymi rękami, a nimi zarządzał. Rozszerzył rodzinne wpływy na Toronto, gdzie klub jachtowy stał się czymś więcej. Stał się rodzajem filtra społecznego. Jeśli ktoś chciał naprawdę „wejść wyżej”, prędzej czy później trafiał do świata Harringtonów.
Historia, jak z bajki, nie? Nic, tylko rodzić się i na ślepo brać nazwisko Harrington.
Było tylko jedno małe “ALE”.
Pierce Harrington miał jedną, bardzo drobną przywarę. Bywał niewyobrażalnie kapryśny. Potrafił wydziedziczyć własne dziecko przy śniadaniu, a przy kolacji zmienić decyzję tylko po to, by z rozkoszą przyglądać się reakcjom.
I może nie byłoby w tym takiego dramatu, w końcu nazwisko powinno być dziedziczone liniowo…
Gdy nieoczekiwanie, dosłownie znikąd, pojawiła się Samantha – bez historii, bez rodowodu, bez odpowiedniego nazwiska, za to z idealnym wyczuciem czasu (i planem).
I nagle okazało się, że Harrington Trust – fundusz, który przez pokolenia miał chronić rodzinny majątek i utrzymywać dzieci „na poziomie” – przestał być oczywistą przyszłością dla jego prawowitych spadkobierców.
A stał się nagrodą, którą ONA właśnie zgarnęła.
Poszukiwane dorosłe (czytaj: wystarczająco stare dojrzałe, by wiedzieć lepiej od świeżaków, ale nadal robić te same błędy) dzieci Pierce’a Harringtona — w wieku podejrzanie zbliżonym do ich macochy. Tak, dobrze czytasz. Samantha naprawdę jest ich ukochaną przyszywaną mamuśką, z którą mają MALUTKI problem.
Płeć, dokładny wiek i zawód z grubsza jest mi obojętny, ale chcąc zachować sens i prawdziwość historii, myślę, że fajnie, jakby wśród zawodów znalazł się jakiś finansista, polityk, prawnik, sędzia, może jakiś chirurg medycyny estetycznej? Zasadniczo obrzydliwie wpływowe, bogate i zakonserwowane w swoim zepsuciu osoby.
Chciałabym, aby głównym punktem programu (aka fabuły) było oczywiście Samantha vs reszta rodziny, także w grę wchodzą rodzinne potyczki, spory, dramaty. Wątki, gdzie sojusze są tymczasowe, lojalność warunkowa a zaufanie nie ma racji bytu. I wszystko zmienia się o 180 stopni, nim zdążysz krzyknąć: "spadek!".
Po więcej szczegółów zapraszam na priv. Obiecuję dramaty, napięcia i rodzinne kolacje, przy których nóż do masła wcale nie bywa najostrzejszą rzeczą na stole.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
guess my name
bardzo długi czas oczekiwania na odpis, czytanie postaci w myślach, skrajny brak elastyczności, jednostronne zaangażowanie, branie na poważnie fabuły, problem z rozdzieleniem postaci od gracza
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

You abused me!
How am I supposed to forgive you?!
STATUS: AKTUALNE | 07.05
ObrazekObrazek
#BYŁY_MĄŻ #PRZEMOCOWY_ZWIĄZEK #TRUDNA_RELACJA
Zaznaczam z góry, że to nie będzie dla każdego i wiem, że może być ciężko ze znalezieniem, ale może ktoś będzie miał ochotę wejść w taką postać...

Minęło pół roku, a ona dalej łapała się na tym, że liczy.
Nie dni, nie dokładnie — raczej momenty, które odkładały się gdzieś z tyłu głowy i wracały wtedy, kiedy najmniej ich potrzebowała. Pół roku od rozwodu. Pół roku od ucieczki. Pół roku od momentu, w którym powinna była w końcu zacząć żyć dla siebie, a nie w odniesieniu do niego.

Toronto było inne niż zapamiętała, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło. To ona patrzyła na nie inaczej. Ludzie byli tacy sami — zajęci sobą, rozmowami, telefonami, kawą kupioną w biegu. Nikt nie zwracał na nią uwagi i to było dokładnie to, czego potrzebowała. Anonimowość była bezpieczna. Cisza była bezpieczna. Brak jego obecności… też miał być.

A jednak dalej zamykała drzwi na dwa zamki. Dalej sprawdzała okna, nawet jeśli wiedziała, że są zamknięte. Dalej wybierała miejsca przy ścianie, tak żeby widzieć całe pomieszczenie, każdy ruch, każde wejście. To były odruchy, których nie potrafiła się oduczyć, nawet jeśli próbowała wmówić sobie, że już nie musi.

Spotkanie miało być zwyczajne.
Kawiarnia, jedna z tych, w których ludzie przychodzą, żeby zniknąć na chwilę — w laptopach, rozmowach albo własnych myślach. Umówiła się z agentem, nic wielkiego. Kolejna rzecz do odhaczenia, kolejny krok w stronę życia, które próbowała sobie poukładać od nowa.

Usiadła przy stoliku pod ścianą, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć, że znowu robi to samo. Zamówiła coś do picia, chociaż nie miała ochoty. Szklanka stała przed nią już dłuższą chwilę, a ona tylko przesuwała ją palcami, skupiając się na czymś tak banalnym, żeby nie myśleć za dużo.

Agent się spóźniał, ale to nie było nic nowego.
Raz spojrzała na telefon. Potem drugi. W końcu przestała sprawdzać godzinę i pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia, na tę krótką iluzję, że to naprawdę będzie zwykły dzień. Jeden z tych, które zaczynają się i kończą bez żadnych niespodzianek.

Drzwi się otworzyły i nawet nie podniosła od razu wzroku.
Najpierw przyszło to uczucie — to samo, którego nie potrafiła się pozbyć. Napięcie gdzieś pod skórą, jakby ciało reagowało szybciej niż myśli, jakby coś w niej rozpoznało zagrożenie, zanim jeszcze zdążyła je nazwać.

Dopiero wtedy spojrzała.

I przez chwilę miała wrażenie, że coś się w niej zatrzymało.

Nie powinien tu być. Nie w tej kawiarni, nie w tej części miasta, nie w jej życiu, które z takim wysiłkiem próbowała poskładać. A jednak stał w drzwiach, dokładnie taki, jakiego pamiętała — albo może tylko jej się tak wydawało, bo pamięć lubiła kłamać, wygładzać rzeczy albo przeciwnie, wyostrzać je w najgorszy możliwy sposób.

Było w nim coś znajomego i coś obcego jednocześnie. Ten sam sposób, w jaki się poruszał, ta sama pewność siebie, która kiedyś wydawała się jej czymś, do czego chce należeć, a później stała się czymś, czego nie potrafiła unieść. Patrzyła na niego trochę za długo, zanim zdała sobie z tego sprawę, a kiedy już to do niej dotarło, było za późno, żeby udawać, że go nie widzi.

Serce zaczęło bić szybciej, zbyt nierówno, jakby próbowało nadrobić wszystkie te miesiące spokoju, które wcale spokojne nie były. Zacisnęła dłonie na szklance, trochę mocniej niż powinna, tylko po to, żeby je czymś zająć. Nie chciała, żeby było widać. Nie tutaj, nie przy obcych ludziach, którzy nie mieli pojęcia, kim jest ten mężczyzna i kim ona była przy nim.

Nie podszedł od razu.

I to było chyba gorsze.

Bo przez te kilka sekund, które ciągnęły się zdecydowanie za długo, w jej głowie zdążyło pojawić się wszystko — że może jej nie zauważył, że może udaje, że jej nie widzi, że może to naprawdę przypadek. A może nie było w tym nic przypadkowego i był tu dokładnie dlatego, że wiedział, gdzie ją znaleźć.

I wtedy dotarło do niej coś jeszcze.

To nie było to, że się pojawił.

To było to, że nie wiedziała, kim on teraz jest.

Pół roku to wystarczająco dużo, żeby ktoś spróbował się zmienić. Albo nauczył się lepiej udawać. I nie miała pojęcia, która z tych wersji stoi teraz kilka metrów od niej, patrząc w jej stronę.

Pierwszy raz od pół roku naprawdę poczuła, że to wszystko wcale się nie skończyło.

SZUKAM
Pana Heffernana — byłego męża Victorii, senatora w Toronto, około 40 lat.
To jest moment pół roku po rozwodzie. Ich pierwsze spotkanie po wszystkim.
Nie narzucam jednej wersji — czy to przypadek, czy on ją znalazł, czy chce coś naprawić, odzyskać kontrolę albo po prostu zobaczyć, czy dalej ma na nią wpływ. To budujemy razem.
Mocny dramat psychologiczny i napięcie. Dużo strachu. W tle polityka, wizerunek, wpływy, ale centrum to oni. On się zmienił, a może to coś innego? Może ma problemy finansowe? Cokolwiek ci chodzi po głowie. Lubi emocjonalne, mocne gry.

To nie end-game, ale na pewno coś intensywnego i wpływającego na obie strony. Jak widać gram i podobno piszę przyzwoite posty ;)
gall anonim
Mało co mnie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Organizacyne”