25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na szczęście, w przeciwieństwie do Roberty, menadżerka projektu nie obawiała się, że Kira naprawdę mogłaby zechcieć przeciągnąć ją na stronę homoseksualistów. Obie jednak wiedziały, że to tak nie działało. Co najwyżej Daisy mogłaby zostać ally. Może nawet wspólnie z mężem poparliby kampanię przeciwko homofobii albo wpłaciliby jakiś zadatek na organizację, która zajmowała się pomaganiem młodym gejom i lesbijkom w kryzysie? Takie rzeczy na pewno wpływały na wizerunek sportowców. Swoją drogą, ciekawe czy Rowan i jego koledzy z drużyny oglądali Heated Rivalry? Może sam zerkał ukradkiem na przystojnych hokeistów. To znaczy, co?
Nie, zdobywanie numerów od pracowników, to straszna nuda — stwierdziła, wykonując lekceważący gest ręką. — Wystarczy, że zalogujesz się do systemów i masz wszystko czarne na białym — powiedziała i chociaż nie podejrzewała Whitmore o takie oszustwa, nie wykluczała, że mogłaby jednak tak zrobić, żeby nieco ułatwić sobie swoje szanse w zakładzie, a to przecież żadna frajda.
Wpakowała sobie czekoladową kulkę do ust, tym samym dając do zrozumienia, że nie była uczulona na czekoladę. Albo była na tyle durna, żeby dostać wstrząsu anafilaktycznego na służbowej imprezie, pochorować się i wylądować w szpitalu. To dopiero byłby szczyt głupoty!
Chyba strzeliłabym sobie w łeb, gdybym była uczulona na czekoladę — stwierdziła zgodnie z prawdą. Wszyscy uczuleni na czekoladę musieli mieć bardzo smutne życie. I zdecydowanie, podobnie jak Daisy, nie ufała takim ludziom. — Świetnie się składa z tym marcepanem, bo wtedy też nie byłybyśmy koleżankami — powiedziała, po chwili zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Koleżanki. Czy teraz nimi były? Czy można w ogóle kolegować się z menadżerką? Kirę chyba trochę poniosło z tym określeniem, ale teraz trudno było się z tego wycofać. No nic, może Whitmore tego nie wyłapie. — Jedyne, na co mam uczulenie, to na pierdolenie. Na przykład takiej Roberty — dodała, dając się pociągnąć w stronę fontanny z czekoladą.
No dobra, musiała przyznać, że robiła wrażenie. Chyba cała organizacja bankietu, wraz z aranżacją i jedzeniem, kosztowała niemałe pieniądze. Ale kto bogatemu zabroni? Gdyby Finch organizowała coś podobnego, byłaby równie rozrzutna. Oczywiście zrobiłaby to zupełnie w innym stylu i pewnie z jeszcze większą pompą, ale nie pożałowałaby ani centa.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy Daisy wsadziła palec w gorącą czekoladę. Mogła tylko patrzeć, jak odskakuje, nieco przerażona wysoką temperaturą, której ewidentnie się nie spodziewała. Kira parsknęła śmiechem i pokręciła z politowaniem głową.
A ty myślałaś, że ta czekolada rozpuściła się ot tak? — popatrzyła na nią pobłażliwie i uniosła jedną brew, kiedy Whitmore oblizała skrupulatnie palec. Finch momentalnie poczuła uderzenie fali tak gorącej, jak ta fontanna czekolady. Wciągnęła powietrze i wypuściła je, a potem sięgnęła po dwa widelczyki. Zanim jeden wręczyła menadżerce, zatrzymała wzrok na jej dekolcie. — Coś tu masz — mruknęła i niewiele myśląc, zgarnęła kroplę czekolady palce i umieściła go sobie w ustach. Dobrze, że Roberta tego nie widziała, dopiero miałaby pożywkę do plotek! — Od razu wiadomo, że to nic z dolnej półki — puściła do niej oko i wcisnęła widelczyk w dłoń. A potem, jak gdyby nigdy nic, nabiła na swój sztuciec truskawkę i plasterek banana. — To będzie idealne połączenie — stwierdziła i zanurzyła owoce w czekoladowym fondue.

sweet tooth🍓🍌🍫
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgadzała się z Kirą Finch w wielu kwestiach, ale to, że strzeliłaby sobie w łeb, gdyby była uczulona na czekoladę bym chyba najmocniejszym statementem, z jakim Daisy mogłaby się utożsamiać. Czekolada była życiem. Powietrzem na złe dni, kiedy wszystko dookoła wysysało tlen. Był nie tylko boosterem energii ale też po po prostu bajecznie smakowała, więc biedni ci, co czekolady jeść nie mogli. Autentycznie i z ręką na sercu Whitmore było ich szkoda.
Nie było jej za to szkoda tych, co jadali marcepan. Kto to w ogóle lubił? Pewnie jakaś Roberta, która wkręcała sobie, że jest zdrowszy niż inne słodycze, bo BIAŁY. Chociaż trzeba przyznać, że akurat Daisy w wypowiedzi Kiry wcale nie skupiła się na samym marcepanie, a raczej na pojedynczym, ostatnim słowie, jakie padło z ust dziennikarki.
Koleżanki.
Chyba faktycznie nimi były.
Gdyby tak usiąść i rozbić na czynniki pierwsze ich liczne rozmowy i to jak bardzo w ostatnim czasie lubiy spędzać ze sobą czas, możnaby by śmiało powiedzieć, że było to koleżeństwo. W końcu ostatnio nawet skończyły razem na piwie w parku. To akurat bym bardzo koleżeńskie!
Jako osoba, która od dłuższego czasu zajmowała stanowisko managerskie i raczej stroniła od przebywania z niżej postawionymi pracownikami (a raczej oni od niej), ta cała znajomość z Kirą była wyjątkowo milą odmianą. Fajnie było mieć kogoś, z kim można było porozmawiać o czymś innym niż robota i kto co dwa zdania nie próbowałby zgarnąć dla siebie awansu. Możnaby nawet powiedzieć, że Kira była miłym orzeźwieniem do jej poprzednich doświadczeń.
Szkoda tylko, że miła nie okazała się gorąca czekolada, spływająca po metalowych paterach, a którą Whitmore się oparzyła. Spojrzała na Finch wielkimi oczami, gdy zadawała jej oczywiste wręcz pytanie.
Sytuacja ewidentnie pokazuje, że wcale nie myślałam — stwierdziła z uśmiechem, bo prawda była taka, że gdyby się chociaż nad tym zastanowiła, pewnie bardzo szybko doszłaby do wniosku, że tego typu rzeczy nie powinno się macać gołymi palcami. A czemu zaś się nad tym nie zastanowiła? — Widzisz Finch, tak to już z tobą jest... rozpraszasz ludzi i potem nie myślą — jasne, najlepiej wszystko było zwalić na Kirę. Może jeszcze powinna jej powiedzieć, że przez moment zapatrzyła się w te jej przyjemne, ciekawe oczy i dlatego władowała palec tam gdzie nie powinna? Dobra sobie. Chociaż pomimo żartów może faktycznie coś w tym było, biorąc pod uwagę, że na codzień Whitmore była bardziej czujna i ogarnięta. Przy blondynce lekko traciła głowę.
Zupełnie jak po chwili, kiedy Kira oznajmiła, że czymś się ubabrała, a nim Daisy spytała gdzie, to dziennikarka już sięgała do jej dekoltu. Whitmore spuściła momentalnie wzrok w dół i z dziwną uwagą obserwowała, jak szczupły palec pod lekkim naciskiem na skórę zgarnia resztki czekolady na opuszek, a następnie ten sam opuszek ląduje gdzieś pomiędzy pełnymi ustami Finch. Może jednak Roberta miała racje i Kira była KUSICIELKĄ? Nawet nie zwróciła uwagi na wydłużone spojrzenie, jakie temu dała.
I co? Dobre? — spytała po chwili, unosząc jedną brew ku górze. Pytała o czekoladę? Czy może dokładniej czekoladę pomieszaną ze smakiem jej własnej skóry? Tego nawet nie wiedziała ona sama, dlatego zaraz pokręciła głową i zgarniając talerz oraz widelczyk od Kiry, zabrała się za nabieranie owoców. Idealny moment, żeby się skupić na czymś innym.
Złapała kilka bananów, do tego truskawki i kiwi pokrojone w podłużne sticki. Znalazło się nawet mango, które również wrzuciła na firmową porcelanę, a następnie podeszła z tym wszystkim do fontanny. Nauczona już doświadczeniem i skupiona nieco bardziej stanęła w odpowiedniej odległości, żeby się znowu nie poparzyć.
No i co, będziesz moczyć każdy owoc osobno? — spytała, podnosząc spojrzenie na Kirę, a potem jeszcze na swój talerz. — Przecież ja mam tego tyle, że do jutra będę tu stać — pożaliła się, rozmyślając nad sytuacją. Całe szczęście, Daisy na porządku dziennym w pracy była od różnych rozwiązań, dlatego tutaj również po krótkim rozejrzeniu się znalazła odpowiednie. Sięgnęła po łyżeczkę, która zapewne była przeznaczona do musów i to ją wsadziła pod strumień czekolady, a kiedy była już napełniona, zaczęła polewać owoce na talerzu. Nie dość, że wyglądało to świetnie, to szt trzy razy szybciej niż jakby robić to ręcznie. — Polać ci? — spytała Finch z uśmiechem na ustach. Jeśli chciała, oczywiście Whitmore polała również jej owocki, na końcu pewnie robiąc piękną spirale z polewy, żeby wszystko ładnie wyglądało.
A jakby tak… — zastanowiła się jeszcze na moment, nim ostawiła łyżeczkę na bok… po czym wsadziła ją pod strumień. Tym razem nie po to, żeby polać owoce, a by bezczelnie i bezpośrednio wsadzić ją sobie do ust, bezpośrednio delektując się ciepłą czekoladą. — O jezu jakie dobre — mruknęła, przechylając się do tyłu. — Musisz to spróbować — rzucić trochę jeszcze z pełną buzią, a już na pewno lepką od słodyczy i nim Finch zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, to Daisy już nakładała na łyżkę kolejną porcję, gotowa nakarmić dziennikarkę.

watch out, it's HOT ⋆。‧˚ʚ🍫ɞ˚‧。⋆
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Byłoby jej autentycznie smutno, gdyby miała uczulenie na czekoladę. Albo może byłaby wkurwiona? Trudno stwierdzić. Pewnie jedno i drugie. Ale miałaby tak samo, gdyby okazało się, że nie może pić piwa, bo jest uczulona na chmiel. Albo na jakieś owoce. Na truskawki, na przykład. Albo na sierść, bo co wtedy zrobiłaby z Nyx? Na szczęście Kirze nic nie dolegało, więc nie musiała się nad tym zastanawiać.
Skoro faktycznie były koleżankami, to Finch bez większych skrupułów pozwoliła sobie na zgarnięcie czekolady z jej dekoltu. Tak przecież postępują koleżanki. Prawda? No bo jak inaczej miała zareagować? Podać jej serwetkę? Tak na pewno byłoby o wiele rozsądniej. Tylko czy ktokolwiek kiedyś powiedział, że Kira należała grona ludzi szczególnie rozsądnych? Niespecjalnie, skoro po nocach brała udział w nielegalnych wyścigach. Na co dzień faktycznie uchodziła za dość poukładaną, zwłaszcza w pracy. Świadczyło o tym chociażby to, że nie próbowała mieć żadnych korzyści ze znajomości z Whitmore. A przecież mogłaby to jakoś obrócić w taki sposób, żeby Daisy szepnęła o niej kilka miłych słówek u przełożonych. Tylko po co? Wolała zapracować sobie na wszystko sama. Głównie dla samej siebie, ale trochę też, żeby pokazać ojcu, że jest dobra w tym, co robiła. To wynikało z jej daddy issues , ale nie była w tym sama. Każda z sióstr Finch borykała się wewnętrznie z tym samym problemem, chociaż nie mówiły o tym głośno.
Chciałam powiedzieć, że myślenie ewidentnie nie jest twoją mocną stroną, ale to byłoby strasznie niesprawiedliwe — odparła, bo wcale nie uważała, żeby Daisy nie umiała posługiwać się rozumem. Wręcz przeciwnie, w jej oczach wypadała bardzo dobrze. — A rozpraszam cię? — uśmiechnęła się łobuzersko, jakby podświadomie wiedziała, że Whitmore wcale nie powiedziała tego ot tak.
Oblizała usta z resztek czekolady i pokiwała z aprobatą głową. Czekolada była smaczna sama w sobie, ale prosto z dekoltu menadżerki smakowała jeszcze lepiej. Kira nie miała jednak zamiaru dzielić się swoimi spostrzeżeniami, więc to entuzjastycznie skinienie głową musiało jej wystarczyć. Niektóre rzeczy lepiej zachować tylko dla siebie.
A co jest z tym nie tak? — zapytała, odkładając oblepione czekoladą owoce na talerzyk. — Jak zastygną, to dopiero będą zajebiste — stwierdziła i dopiero po chwili zobaczyła, że Daisy nie pierdoli się w tańcu i zaczęła polewać wszystko przy pomocy łyżką. No dobra, to wcale nie był taki durny pomysł. — W sumie, czemu nie — wzruszyła lekko ramionami i podsunęła swój talerz. — A zrobisz mi jakieś ładne wzroki? Kwiatuszki? Uśmiechnięte buźki? Serduszka? — posłała jej rozbawione spojrzenie, kiedy płynna czekolada spłynęła z łyżeczki po naczyniu. — Poczekaj, ominęłaś brzoskwinkę — zauważyła, przechylając nieco talerz. No, teraz znacznie lepiej!
Podniosła wzrok na Whitmore, która znów nabrała czekoladę łyżką, ale tym razem wpakowała sobie ją prosto do ust. Jeśli to Finch była kusicielką, to kim teraz, do cholery, była Daisy? Bo na pewno jej zachowanie nie należało do najgrzeczniejszych, z czego pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy. Za to Kira nie potrafiła oderwać od niej oczu.
Przed chwilą mówiłaś, że za gorące, a teraz spijasz czekoladę z łyżki? Jesteś pewna, że zdążyła trochę przestygnąć, czy już masz tak poparzone gardło, że nawet nie czujesz? — zapytała, parskając przy tym śmiechem. No co za kobieta! — Dobra, dawaj to — dodała bez zastanowienia, kiedy Whitmore przestała już rozkoszować się smakiem. Rozchyliła usta, próbując czegoś, co rzeczywiście okazało się niebem w gębie. Mruknęła z zadowoleniem i przymknęła na moment powieki.
Masz rację, niesamowicie dobre — przyznała, otwierając z powrotem oczy. Jej spojrzenie mimowolnie powędrowało w bok, gdzie natknęła się na wścibski wzrok Roberty. Oczywiście, że na nie patrzyła. Nie byłaby sobą, gdyby nie podglądała. — Ale chyba powinnyśmy się ewakuować — stwierdziła, wskazując podbródkiem na lewo. — Chyba, że chcesz się stać obiektem do plotek — wyszeptała zaczepnie, jednak zanim Daisy zdążyła zareagować, umieściła jej na talerzu jeszcze kilka deserków i ciasteczek, a potem delikatnie złapała ją za przedramię i pociągnęła w drugą stronę.

hot as hell 🍑🍫
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozpraszała ją.
Chociaż Daisy nigdy nie przyznałaby tego na głos, Kira Finch faktycznie czasami ją rozpraszała. Przede wszystkim swoim zachowaniem ale też chwilami po prostu przaenilkie intensywnym spojrzeniem, na które Whitmore wcale nie była taka obojętna. Nie rozumiała, co to dokładnie było, ale mają Kirę obok, czuła się jakoś tak… inaczej? Ciekawiej? Dało się w ogóle czuć ciekawiej przy drugim człowieku? Czuła się, jakby cofnęła się kilka lat wstecz, jakby w niektórych momentach nadrabiała młodość, którą straciła gdzieś po drodze. I miała też przy tym wyjątkowo dużo zabawy.
Prawda była taka, że gdyby stała tu z kimkolwiek innym, nałożyłaby może dwa owocki na talerz, żeby nie wyglądać na pazerną, a potem poszłaby porozmawiać z ważnymi ludźmi z redakcji, trochę się pokręciła i uciekła do domu. A z Finch? Z Finch zakosiła talerz obiadowy na deserki i polewała płynną czekoladę bezpośrednio z łyżki. Może dla kogoś to było normalne, ale w jej idealnym świecie wychodziło to poza pewne normy i tym samym stawało się wyjątkowo ekscytujące.
A jakie byś chciała wzorki? — zaśmiała się na uwagę Kiry, próbując faktycznie zrobić jej coś ładnego na talerzu. Nie wychodziło to za dobrze, ale… — Jak zamkniesz jedno oko i… trochę przymrużysz drugie, tak że prawie nic na nie nie będziesz widzieć, to zobaczysz piękny portret Mona Lisy — proszę bardzo, jaka z niej żartownisia, kto by się spodziewał? Tak naprawdę z jej ślaczków na talerzu Kiry wyszło jedno wielkie nic, ale przecież tu nie chodziło o wygląda a o s m a k. A ten na pewno będzie niesamowity w połączeniu z owocami, bo sama czekolada zjedzona prosto z łyżki była obłędna.
Daisy nie miała pojęcia, że jej oblizywanie łyżeczki mogło być w jakimkolwiek stopniu kuszeniem. Może gdyby wiedziała, to chociaż by się postarała? Albo zaprzestała podobnych działań? Ale nie wiedziała, dlatego jeszcze zamruczała pod nosem, przymykając powieki. Jedną jednak po chwili otworzyła, kiedy Kira zadała jej pytanie o temperaturę czekolady.
No jest gorąca, ale to jak z herbatą albo zupą, nie? — zaśmiała się, oblizując wargi z pozostałości słodkości. — Je też pijesz gorące, a jak byś wsadziła palec, to byś się poparzyła — proste? Proste. Bo tak to chyba działało. Zapewne było to związane z grubością skóry i tym jak różne części ciała przyzwyczajały się do temperatury, przez to ta gorąca czekolada w ustach zdawała się nie parzyć. — Usta są już przyzwyczajone do gorących rzeczy — dodała kolejną uwagę, również nie zdając sobie sprawy, że mogło to mieć jakiekolwiek dwuznaczne znaczenie. Nawet pomimo tego, że jej wzrok mimowolnie zjechał na te Kiry. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, że miała jej przecież dać spróbować czekoladę z łyżeczki! Wcale nie tylko.
Przez moment obserwowała to, jak Finch delektuje się słodkością. Bezczelnie wodziła spojrzeniem po jej twarzy, aż szare oczy nie spojrzały pierwsze na nią, a zaraz potem na postać tu za jej plecami.
Chyba powinnyśmy się ewakuować.
Daisy chcąc nie chcąc w naturalnym odruchu odwróciła się przez ramie, również krzyżując swoje spojrzenie z Robertą. Oczywiście, że stała i na nie patrzyła. Bo co innego ona mogła robić, jak nie być właśnie na swojej hetero misji, w której musiała się upewnić, że Kira Finch nie tworzy armii lesbijek.
Jej serio się nudzi — tylko tyle zdążyła powiedzieć w kierunku Finch, nim ta złapała ją za przedramię i pociągnęła w kierunku przeciwnym do Roberty. Włoszka oczywiście nie chciała dać za wygraną i w pierwszej kolejności ruszyła za nimi, chowając się między stolikami, ale całe szczęście w ostatniej chwili zagadał do niej przełożony działu kreatywnego, dzięki czemu Daisy i Kira mogły się spokojnie wmieszać w tłum i najlepiej wyjść z głównej sali. Może na dach? Podobno mieli tu całkiem ładny widok. A może biblioteczka na piętrze? Cokolwiek by to nie było potrzebowały jakiejś solidnej wkładki w postaci alkoholu. Szkoda tylko, że na stołach rozstawione były jedynie kieliszki polane w ilościach takich, jak kot napłakał.
Czekaj, chodź tam — tym razem to ona szarpnęła Kirę w stronę baru i drzwi do wielkich kuchni, z której co jakiś czas wychodziły kolejne przekąski i jedzenie. Daisy podeszła do kobiety w białej koszuli, doglądającej sali. — Przepraszam najmocniej, ale wysłał mnie redaktor naczelny. Podobno ma rozmowę z ważnym klientem i prosił, żebym załatwiła mu całą butelkę wina musującego, prosił żeby dopisać do rachunku — nawijała jak najęta, prosząc w myślach, żeby kobieta bez zbędnych pytań po prostu im ją przyniosła. Wszystko oczywiście doprawiła szerokim uśmiechem. Pracownica eventu nawet dwa razy się nie zastanowiła — po prostu kazała im chwilkę poczekać, a już po chwili przyszła z dwoma butelkami oznajmiając, żeby wybrać tą lepszą albo w ogóle zabrać obie.
Oczywiście, że Whitmore wzięła dwie.
A potem spojrzała na Kirę. Ona załatwiła alkohol, to teraz niech Finch załatwi miejscówkę na konsumpcje.

let's get out of here :kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”