Zmarszczył brwi, niespecjalnie przekonany tym jej
w porządku. Nie, kiedy zestawiło się to z kolejnymi jej słowami, z których bez większego problemu można było wyczytać, że od całego tego
w porządku wciąż było całkiem daleko.
–
W ogóle nie spałaś…? – bardziej niż jak pytanie, pewnie mogło to zabrzmieć jak sugestia, że może właśnie
teraz byłby całkiem niezły moment, żeby ten brak snu nadrobić. Albo raczej –
byłby, gdyby nie to, że najwyraźniej musieli przegadać przynajmniej kilka dość istotnych kwestii. I istniało chyba spore ryzyko, że gdyby tę rozmowę zdecydowali się zgodnie przełożyć na
później, to każda kolejna okazja mogłaby okazać się równie nietrafiona.
Nie wiedział za to, czy byłby w stanie znaleźć jakąś
dobrą odpowiedź na jej słowa. Jasne, że nie uważał, że to
źle, że chciała pomóc mu wrócić do żywych. Tylko… wciąż pewnie znalazłoby się więcej powodów przemawiających za tym, żeby zamiast tego spróbowała go jednak całkiem skutecznie dobić. Albo przynajmniej pogonić w cholerę. Choć może lepiej nie było sensu raz jeszcze wspominać o tym na głos – istniało przecież pewne ryzyko, że wreszcie sama mogłaby się zorientować, że byłoby to prawdopodobnie lepsze dla niej rozwiązanie i zechcieć się na nie zdecydować. A tego przecież zdecydowanie by nie chciał – zwłaszcza, kiedy w końcu spojrzała w jego stronę i mogła napotkać jego wzrok. Po części mogący pewnie przypominać spojrzenie Murphy’ego po zeżarciu kolejnej pary butów – o ile szczeniakowi faktycznie kiedykolwiek byłoby z tego powodu
głupio – po części zaś ewidentnie sugerujący, że powrót do
pełni sił miał potrwać zdecydowanie dłużej niż mógłby sobie tego życzyć…
–
Pierwszego. Jak już okazało się, że pewnie wrócę trochę później niż później – choć pewnie nadal nawet to
trochę później można byłoby uznać za całkiem spore niedopowiedzenie. Z którego zresztą nieźle zdawał sobie sprawę, a które potwierdzać mogły jej kolejne słowa. –
Wiem…
Może i przez chwilę miał zamiar dodać do tego coś jeszcze, tylko… jakoś trudno byłoby znaleźć cokolwiek sensownego, co mógłby jej w tym momencie powiedzieć.
Nie planował tego. Oczywiście. Szkoda tylko, że nawet jeśli wciąż było to chyba jedyne zgodne z prawdą wyjaśnienie, jakie mógłby mieć, to… przy okazji nie miało kompletnie żadnego sensu. I przy okazji nie wyjaśniało absolutnie niczego, więc pewnie równie dobrze od razu można było je sobie odpuścić.
–
I… nie. Nie musisz się do niczego przyzwyczajać… – nie sposób byłoby nie wychwycić tego, że mimo wszystko sam jednak wątpił w swoje słowa. Bo przecież nadal całkiem nieźle musiał zdawać sobie sprawę z tego, że
nie mógł jej obiecać, że nic podobnego nie zdarzy się w bliższej lub dalszej przyszłości. A przynajmniej nie, jeśli faktycznie chciałby być z nią szczery. –
Nie wiem…
Poprawił się więc, na dłuższą chwilę odwracając wzrok i przelotnie zastanawiając się, czy faktycznie najlepszym pomysłem było zaczynanie tego tematu właśnie teraz. Bo może jednak
lepszym okazałby się ten, po którym zmyłby się z jej domu jeszcze przed jej powrotem i…
Nie.
To akurat obiecał jej już wcześniej i nadal był całkiem pewien tego, że nie zamierzał więcej
uciekać. Choć w takim razie oznaczało to najwyraźniej brnięcie w tę niezbyt wygodną rozmowę, która widocznie mogła stać się jeszcze mniej wygodna…
Chciał złapać ją za rękę, zanim miałaby odwrócić się i wrócić do kuchni, ale… wcześniej jego spojrzenie padło na podsunięty mu telefon. Oraz wyświetlone na nim zdjęcie. Choć temu akurat nie musiał przyglądać się zbyt długo, chwytając telefon w dłoń i odkładając go na stolik ledwie chwilę później. Na przypomnienie sobie dokładnych okoliczności, czy choćby momentu, w którym miałoby być wykonane, oczywiście nie było większych szans. Ale przynajmniej całkiem nieźle orientował się w tym, kto – oprócz niego, rzecz jasna – został na nim uwieczniony. Jak również zdawał sobie sprawę z tego, że zdecydowanie nie była to osoba, którą Elsa powinna się jakkolwiek przejmować.
Pozostawał jedynie problem przedstawienia jej tego w sposób, który faktycznie miałby mieć jakiś większy sens i zabrzmieć przynajmniej trochę przekonująco.
–
Zdajesz sobie sprawę z tego, że nawet nie za bardzo pamiętam, jak miała na imię…? – a to chyba akurat wcale nie brzmiało tak dobrze, jak mogłoby się w pierwszej chwili wydawać. Z czego zresztą stosunkowo szybko musiał zdać sobie sprawę, przymykając na moment oczy i przy wsparciu przeciągłego westchnięcia starając się ułożyć tę wypowiedź raz jeszcze, tym razem nieco
lepiej. –
Rozmawialiśmy, nic więcej. I to dość krótko, bo później wyszła razem ze znajomymi, jak już uznali, że muzyka w klubie jednak im nie pasuje.
Dalej pewnie mogło brzmieć to jak wyjątkowo kiepskie tłumaczenie się, w dodatku łatwe do zaklasyfikowania jako
wymyślone na poczekaniu. Tylko… faktycznie
musiał się z tego tłumaczyć…? Przecież powinna chyba wiedzieć, że nawet jeśli miał skłonność do nawiązywania dość licznych i przypadkowych znajomości, to zdecydowanie nie były to znajomości
tego typu.
–
Naprawdę myślisz, że miałbym interesować się kimś innym, skoro… – urwał, nie do końca wiedząc jak właściwie chciał zakończyć to pytanie.
Mam ciebie…? Możliwe. Tylko… rzeczywiście
miał? Mimowolnie spojrzał na tego nieszczęsnego shota, niedojedzonego bajgla… Tak, chyba bez większych wątpliwości mógłby sformułować dalszą część pytania w ten właśnie sposób. Ale… czemu nazwanie tego wprost
znowu wcale nie było takie oczywiste? –
Możesz zapytać Stonesa. O ile coś pamięta, to pewnie powie ci to samo…
Co pewnie można byłoby zrzucić na karb jakiejś
męskiej solidarności, ale… chyba trudno byłoby podejrzewać Dantego o to, że podczas tych zdecydowanie zbyt intensywnych kilku dni faktycznie miałby być dość przytomny, by próbować zawczasu ustalać jakąś
wspólną wersję wydarzeń z przyjacielem. Zresztą, żadnego bardziej wiarygodnego źródła informacji i tak nie był w stanie jej podsunąć. Jeśli więc nie wierzyła jemu… pozostawało jej co najwyżej to nieco
wątpliwe. I aktualnie najpewniej nieżywe mniej więcej w takim samym stopniu jak Dante…
Na dłużej skupił wreszcie spojrzenie na przyniesionej przez Elsę buteleczce, sięgając w końcu po nią, żeby wypić zawartość i sprawdzić na własnej skórze to
cudowne działanie. W które wprawdzie wciąż nieco powątpiewał, ale… być może rzeczywiście nie szkodziło spróbować. W końcu i tak mało prawdopodobne było, by po czymkolwiek miał poczuć się jeszcze gorzej.
Zdecydowanie lepiej od jakiegoś tam shota mogły jednak podziałać jej kolejne słowa, które przynajmniej całkiem skutecznie wywołały na jego twarzy uśmiech. Wciąż może i nieco blady, ale niewątpliwie szczery. A przy okazji zmotywowały go wreszcie do podniesienia się z kanapy. Bo przecież tylko w ten sposób mógł podejść do niej i objąć ją od tyłu, kiedy z takim zaangażowaniem zajmowała się układaniem kwiatów w wazonie.
–
Gratuluję – wprawdzie nie był w stanie wykrzesać z siebie jakiegoś większego entuzjazmu, ale chyba przynajmniej można było
usłyszeć ten wcześniejszy uśmiech w jego krótkiej wypowiedzi. Chociaż z twarzy ten zdążył ulotnić się, kiedy zatrzymał spojrzenie na jej dłoniach. Bez większego namysłu sięgnął do jednej z nich, kciukiem gładząc delikatnie dostrzeżone już poprzedniego dnia ślady. –
A poza słonecznikami zasłużyłaś chyba też na to, żeby wreszcie porządnie się wyspać, co…?
Elsa Eriksen